Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Zrób to teraz

Steve Pavlina – Do It Now

Wiele lat temu, będąc studentem, postanowiłem rzucić sobie wyzwanie. Za cel postawiłem sprawdzenie czy dam radę ukończyć je w ciągu trzech tylko semestrów, przy zaliczeniu tego samego programu jaki normalnie obowiązuje na cztery lata. Niniejszy artykuł służy szczegółowemu objaśnieniu wszystkich technik zarządzania czasem, które z powodzeniem wykorzystałem do osiągnięcia tego celu.

Oceniłem, że konieczne będzie wzięcie 30-40 godzin zajęć tygodniowo w każdym semestrze, podczas gdy przeciętny student miał ich 12 do 15. Od razu stało się jasne, że jeżeli chcę dać sobie z tym radę to będę musiał zarządzać swoim czasem nadzwyczaj dobrze. Zacząłem od czytania wszystkiego, co tylko mogłem znaleźć na temat zarządzania czasem. Czego się nauczyłem – przekładałem na praktykę. Osiągnąłem mój cel kończąc ze stopniem naukowym dwa kierunki (informatyka i matematyka) w jedyne trzy semestry, bez uczęszczania na zajęcia letnie. Sypiałem w nocy 7-8 godzin, zajmowałem się swoimi bieżącymi sprawami (zakupy, gotowanie itd.), prowadziłem życie towarzyskie i każdego ranka ćwiczyłem przez pół godziny. W ostatnim semestrze miałem nawet pełnoetatową pracę (40 godzin tygodniowo) jako programista gier komputerowych, byłem też wiceprezesem lokalnej izby stowarzyszenia branżowego (Association of Computing Machinery – ACM) uczęszczając jednocześnie na 37 godzin zajęć, w większości na wyższym poziomie na informatyce i matematyce. Koledzy z zajęć zsumowali wszystkie godziny, jakie ich zdaniem powinienem poświęcić na każde zadanie i doszli do wniosku, że mój tydzień musi się składać z około 250 godzin. Ukończyłem studia ze średnią 3,9; otrzymałem też specjalną nagrodę przyznawaną każdego roku najlepszemu studentowi informatyki. Później jeden z profesorów powiedział mi, że odkąd tylko dowiedzieli się co robiłem, nie mieli problemu z wyznaczeniem laureata.

Nie byłem uznawany za „cudowne dziecko”, był to też pierwszy raz kiedy w ogóle podjąłem się czegoś podobnego. Nie miałem żadnych osobistych mentorów którzy by mi pomagali, i nie słyszałem o nikim kto wcześniej zrobiłby coś takiego; nie przypominam sobie też żadnej osoby która by mnie do tego zachęcała. W rzeczywistości większość ludzi reagowała z niechęcią kiedy mówiłem o tym pomyśle. To było po prostu coś, na co zdecydowałem się sam dla siebie. Jeśli interesuje Cię lepsze zrozumienie sytuacji w jakiej byłem na tym etapie życia i dlaczego zdecydowałem się podjąć takiego szalonego wyzwania, może Cię zainteresować seria „Sens życia”: wstęp zawierający kompletną opowieść o okolicznościach i bardziej szczegółowy opis mojej motywacji do takiego przedsięwzięcia.

Sporo musiałem się napracować,  żeby przekonać dziekana wydziału informatyki do zaakceptowania moich dodatkowe zajęcia w każdym semestrze, a koledzy z zajęć często uważali, że albo oszukiwałem, albo miałem bliźniaka, albo byłem po prostu niestabilny emocjonalnie (o to ostatnie byłem oskarżany praktycznie każdego tygodnia, więc może jest w tym trochę prawdy). Przez większość czasu nie opowiadałem co robię, ale jeżeli ktoś zapytał ile miałem zajęć, to nie wprowadzałem go w błąd. Na całym uniwersytecie byłem chyba jedynym studentem z dwustronicowym planem zajęć, tak że gdyby ktoś chciał mnie przycisnąć to łatwo było udowodnić że mówię prawdę. Rzadko jednak coś takiego w ogóle robiłem.

Nie opowiadam Ci tej historii żeby się popisać, ale raczej by zaciekawiło Cię jak to zrobiłem. Poradziłem sobie z zadaniem, wdrażając pomysły na zarządzanie czasem, których większość ludzi po prostu nie znała, a które były łatwo dostępne w książkach i programach audio w tamtym czasie (lata 1992-1993). Opanowane na studiach nawyki związane z zarządzaniem czasem służyły mi bardzo dobrze przy budowaniu biznesu, więc chcę podzielić się nimi z Tobą z nadzieją, że odkryjesz w nich podobną wartość. Pomogły mi one oszczędzić lata na edukacji, dając mi też około trzydziestu tysięcy dolarów na rozpoczęcie biznesu (wszystko zarobiłem w czasie ostatniego semestru jako programista gier komputerowych, głównie z tantiem). Bez dalszych ceregieli – oto najlepsze z wszystkiego, czego się nauczyłem się opanowując sztukę zarządzania czasem:

Kluczem jest jasność.

Pierwsza sprawa to wiedzieć czego dokładnie chcesz. W sali Tae Kwon Do gdzie swego czasu trenowałem jest na ścianie wielki napis: „Twoim celem jest zdobyć czarny pas.”. To pomagało każdemu adeptowi pamiętać, dlaczego przechodzi przez tak ciężki trening. Kiedy pracujesz sam dla siebie, łatwo spędzić cały dzień przy biurku nie osiągając nic wartościowego. Zdarza się to prawie zawsze, gdy nie masz pełnej jasności co próbujesz zrobić. W momentach, kiedy ponownie budzi się Twoja świadomość, zadawaj sobie pytanie: „Co dokładnie próbuję tutaj osiągnąć?”. Musisz określić to swoje miejsce przeznaczenia tak precyzyjnie jak tylko się da. Spraw, by Twoje cele były konkretne i przelej je na papier. Muszą być one określone na tyle jasno, że gdyby ktoś obcy obiektywnie spojrzał na Twoją sytuację, to na pytanie czy osiągnąłeś dany cel mógłby bez cienia wątpliwości powiedzieć „tak” albo „nie”. Jeśli nie jesteś w stanie precyzyjnie określić swojego miejsca docelowego, skąd będziesz wiedział, że tam dotarłeś?

Kluczowy okres w jakim moim zdaniem ma sens definiowanie i praca nad konkretnymi celami to dziewięćdziesiąt dni, czy też długość jednej pory roku. W takim okresie możesz dokonać dramatycznych i mierzalnych zmian, o ile tylko określisz krystalicznie jasne cele. Poświęć chwilę na przerwę i zanotuj krótki opis tego, jak chciałbyś, żeby wyglądało Twoje życie za 90 dni od teraz. Jaki będzie Twój miesięczny przychód? Ile będziesz ważył? Z kim będziesz się przyjaźnił? Na jakim etapie swojej kariery będziesz? Jak będzie wyglądał Twój związek? Jak będzie wyglądała Twoja strona internetowa? Bądź konkretny. Absolutna jasność da Ci pewne ramy, które pozwolą Ci utrzymać się na kursie.

Tak jak samolot na autopilocie musi stale wprowadzać poprawki by zostać na kursie, tak i Ty musisz okresowo modyfikować swoje cele. Wracaj do swoich jasnych, zapisanych celów, odczytując je ponownie co rano. Rozmieść odpowiednie notatki na ścianach, zwłaszcza kiedy mowa o celach finansowych. Lata temu (w połowie lat ’90) chodziłem po swoim mieszkaniu rozkładając we wszystkich pomieszczeniach znaki mówiące „5000 dolarów miesięcznie”. Wtedy taki właśnie był mój docelowy miesięczny dochód z firmy. Ponieważ dokładnie wiedziałem, czego chcę, osiągnąłem cel w ciągu kilku tygodni. Kontynuowałem ustanawianie konkretnych celów dla przychodu i nawet pomimo sporadycznych niepowodzeń uznałem proces za bardzo efektywny. Nie chodziło tylko o to, że było mi łatwiej skupić się na tym, czego chciałem – chyba bardziej istotny był fakt, że w ten sposób łatwo mi było ignorować sprawy, które nie miały związku z drogą do celu. Jeżeli na przykład przyjmiesz cel zarabiania dziesięciu tysięcy dolarów miesięcznie, pomoże Ci to przestać zajmować się rzeczami, które pozwalają Ci zarobić tylko pięć tysięcy.

Jeżeli nie masz jeszcze takiej pełnej jasności, niech będzie ona Twoim pierwszym celem. Iść przez życie nie wiedząc dokładnie czego się chce to wielka strata czasu. Większość ludzi o wiele za długo pogrąża się w tym stanie „a nie wiem, co chcę robić…”. Czekają na jakąś zewnętrzną siłę, która zapewni im tę jasność, nigdy nie zdając sobie sprawy, że jasność trzeba wypracować samemu. Wszechświat czeka na Ciebie, a nie na odwrót, i będzie czekał tak długo, aż wreszcie podejmiesz decyzję. Czekać na jasność to jak być rzeźbiarzem który patrzy na bryłę marmuru i spodziewa się, że ukryty wewnątrz posąg sam wyskoczy z niepotrzebnych fragmentów. Nie czekaj, aż jasność myślenia spontanicznie się zmaterializuje – weź dłuto i zajmij się robotą!

Bądź elastyczny.

Na tym polega kluczowa różnica pomiędzy zdawaniem sobie sprawy z celu, a rozpoznawaniem drogi, która Cię do niego zaprowadzi. Typowy komercyjny samolot przez 90% czasu jest poza kursem, ale prawie zawsze dociera do celu, bo wie dokładnie dokąd zmierza i wprowadza stałe poprawki po drodze. Nie jesteś w stanie poznać z góry dokładnej drogi do celu. Wierzę, że prawdziwym sensem planowania jest po prostu pozostawać w przekonaniu że droga istnieje. Wszyscy słyszeliśmy o statystyce mówiącej, że 80% nowych biznesów upada w ciągu pierwszych pięciu lat, ale o wiele ciekawsza statystyka jest taka, że prawie wszystkie firmy, które odniosły sukces nie zrobiły tego zgodnie z pierwotnymi założeniami. Kiedy przyjrzysz się skutecznym biznesom które rozpoczęły z biznesplanami, zazwyczaj odkryjesz, że ich oryginalne plany legły w gruzach, a firmy te odniosły sukces tylko dlatego, że spróbowały czegoś innego. Mówi się, że żaden biznesplan nie przetrwa w konfrontacji z rynkiem. Lubię robić z tego takie uogólnienie: żaden plan nie przetrwa w konfrontacji z prawdziwym światem.

Sławny pisarz i konsultant biznesowy, Stephen Covey, często używa wyrażenia: „spójność w momencie wyboru”. Oznacza to, że nie powinieneś ślepo podążać za swoimi planami bez stałej świadomości swoich celów. Dla przykładu powiedzmy, że ładnie realizujesz swoje plany – jak na razie dobrze – a wtedy pojawia się nieprzewidziana szansa. Trzymasz się oryginalnego planu, tracąc w ten sposób szansę, czy robisz przerwę i korzystasz z nowej możliwości, w ten sposób wypadając z planu? To jest właśnie miejsce, w którym powinieneś się zatrzymać i powrócić do swoich celów by zdecydować, który kurs lepiej obrać. Żadnego planu nie należy realizować ślepo. Kiedy tylko zyskasz nową wiedzę, która mogłaby zdezaktualizować plan, musisz zastosować spójność w momencie wyboru. Czasem możesz szybciej osiągnąć swoje cele, korzystając ze skrótów, które pojwiają się niespodziewanie. W innych przypadkach powinieneś trzymać się pierwotnych zamierzeń i unikać drobniejszych zakłóceń, które oddaliłyby Cię od Twojego celu. Bądź ścisły, jeśli chodzi o cele, ale elastyczny w przypadku planów.

Wierzę, że o wiele ważniejsze jest mieć jasny cel, niż mieć jasny plan. W szkole mój ostateczny cel miałem określony bardzo jasno – ukończyć studia w czasie trzech semestrów – ale moje plany były w stanie ciągłych zmian. Każdego dnia byłem informowany o nowych zadaniach, projektach czy testach i musiałem dostosować do tego wciąż zmieniającego się morza zajęć. Gdybym spróbował przygotować długoterminowy plan na każdy semestr, stałby się on bezużyteczny w ciągu 24 godzin.

Załatwiaj sprawy pojedynczo.

Zamiast stosować jakieś rozbudowane systemy organizacji, trzymałem się bardzo prostej listy rzeczy do zrobienia – kartka i długopis. Moim jedynym narzędziem do organizacji był notatnik, w którym notowałem wszelkie zadania wraz z terminami. Nie martwiłem się o robienie jakichś planów z góry czy przydzielanie priorytetów. Przeglądałem po prostu listę by wybrać najbardziej naglące zadanie, które pasowałoby do czasu, jaki miałem do dyspozycji. Następnie realizowałem je i skreślałem z listy.

Jeśli miałem do napisania coś, co wymagało dziesięciu godzin, wolałem zrobić całość jednorazowo zamiast dzielić to na mniejsze zadania. Duże projekty realizowałem zazwyczaj w weekendy. Rano szedłem do biblioteki, czyniłem niezbędne poszukiwania, a potem wracałem do pokoju i pracowałem dopóki ostatnia strona ukończonego tekstu nie wyjechała z drukarki. Jeśli potrzebowałem przerwy, robiłem sobie przerwę. Nie miało znaczenia jak duży był projekt, czy ile tygodni wykładowca na niego dawał. Kiedy już rozpocząłem realizację zadania, zajmowałem się nim, dopóki nie było ukończone w stu procentach i gotowe do oddania.

Ten prosty zwyczaj zaoszczędził mi mnóstwo czasu. Po pierwsze, mogłem się głęboko skoncentrować na każdym zadaniu i pracować nad nim bardzo wydajnie. Wiele czasu traci się przy przeskakiwaniu z jednego zadania na drugie, bo musisz ponownie wczuwać się w kontekst za każdym kolejnym podejściem. Jednorazowe załatwianie spraw minimalizuje ilość czasu straconego na przerzucaniu się między czynnościami. W rzeczywistości wolałem zebrać moje zadania z danego przedmiotu i zrobić je wszystkie naraz, zanim zabrałem się za inny przedmiot. Tak więc robiłem wszystkie zadania z matmy po kolei, aż sprawa była zamknięta. Potem realizowałem wszystkie zadania z programowania. Potem robiłem prace domowe z ogólnych przedmiotów. W ten sposób przestawiałem swój mózg na tryb matematyczny, tryb programowania, tryb pisania czy tryb artystyczny i pozostawałem w tym danym trybie tak długo, jak to było możliwe. Po drugie, wierzę, że ten zwyczaj pomógł mi pozostać zrelaksowanym i spokojnym, ponieważ mój umysł nie był zaśmiecony tyloma rzeczami do zrobienia. Zawsze była to jedna rzecz naraz. Mogłem zapomnieć o wszystkim, co znajdowało się poza aktualnym kontekstem.

Porażka to Twój przyjaciel.

Wygląda na to, że większość ludzi ma wrodzony strach przed porażką, kiedy tak naprawdę porażka to Twój najlepszy przyjaciel. Ludzie, którzy odnieśli sukces, mają też na koncie mnóstwo porażek, ponieważ podejmowali wiele prób. Wielki gracz w baseball, Babe Ruth, był rekordzistą zarazem w biegu do bazy, jak i w utratach piłki. Ci, którzy odnoszą największe sukcesy, zaliczają też najwięcej porażek. W niepowodzeniu nie ma nic złego czy wstydliwego. Jedyne, czego można żałować, to tego, że nigdy się nie spróbowało. Dlatego nie bój się eksperymentować w swoich próbach zwiększenia produktywności. Czasem najszybszym sposobem sprawdzenia, czy coś zadziała, jest po prostu od razu to zrobić. Po drodze zawsze możesz robić poprawki. Jest to podejście „gotów-strzelaj-celuj”, które w niespodziewany sposób okazuje się działać o wiele lepiej niż powszechne „gotów-celuj-strzelaj”. Powód jest taki, że gdy już „wystrzeliłeś”, masz trochę aktualnych informacji dzięki którym możesz korygować celowanie. Zbyt wielu ludziom zdarza się utknąć na etapie planowania i myślenia, nie dochodząc nigdy do działania. Jak wiele możliwie wspaniałych pomysłów przepuściłeś, bo utkwiłeś w stanie paraliżu decyzyjnego (np. gotów-celuj-celuj-celuj-celuj-celuj…)?

W czasie studiów wypróbowałem wiele szalonych pomysłów, które, jak sądziłem, mogły zaoszczędzić mój czas. Nadal czytałem na temat zarządzania czasem i wprowadzałem w życie to, czego się nauczyłem, ale sam wpadłem też na parę oryginalnych pomysłów. Większość moich własnych wynalazków to była klapa, ale parę z nich zadziałało. Byłem gotów przegrywać i przegrywać w zamian za szansę, że wpadnę na coś, co da mi dodatkowego kopa.

Zrozum, że porażka nie jest przeciwieństwem sukcesu. Porażka jest zasadniczym elementem sukcesu. Zresztą, kiedy już go osiągniesz, nikt nie będzie pamiętał o Twoich porażkach. Microsoft nie był pierwszym przedsięwzięciem biznesowym Billa Gatesa i Paula Allena. Kto pamięta, że ich oryginalne Traf-o-Data to była klapa? Jim Carrey jako młody aktor komediowy był wielokrotnie wygwizdany na scenie. Korzystamy z żarówek elektrycznych, bo Thomas Edison nie chciał się poddać nawet po 10 000 nieudanych eksperymentów. Jeśli słowo „porażka” jest dla Ciebie klątwą, to wypracuj sobie nad takie oto skojarzenie: albo Ci się udaje, albo masz cenne doświadczenie.

Pozbycie się strachu przed porażką będzie Ci dobrze służyło. Jeśli kręci Cię osiągnięcie jakiegoś konkretnego celu, ale boisz się, że może Ci się nie udać jego realizacja, bierz się do roboty i zrób to mimo wszystko. Nawet, jeśli Twoja próba się nie powiedzie, nauczysz się czegoś cennego, a następnym razem podejdziesz do tego lepiej. Kiedy spojrzysz na ludzi, którzy dziś odnoszą sukces w biznesie, zazwyczaj zobaczysz, że wielu z nich ma za sobą szereg żałosnych porażek których doznali, zanim trafili na coś, co zadziałało – ja do nich należę. I myślę, że większość tych ludzi zgodzi się, iż tamte wczesne porażki były nieodzownym elementem przyszłego sukcesu. Moja rada dla każdego zaczynającego nowy biznes jest taka, żeby zacząć promować produkty czy wymyślać usługi nie martwiąc się zanadto czy będą hitami. Prawdopodobnie nie będą. Ale nauczysz się dużo więcej działając, niż kiedykolwiek uda Ci się przez samo rozmyślanie.

Zrób to teraz!

W. Clement Stone, który zbudował imperium ubezpieczeniowe warte setki milionów dolarów, kazał wszystkim swoim pracownikom powtarzać zdanie „Zrób to teraz!” raz za razem na początku każdego dnia pracy. Kiedykolwiek wyczuwasz ogarniające Cię lenistwo i pamiętasz o czymś, co powinieneś robić, zatrzymaj się i powiedz głośno: „Zrób to teraz! Zrób to teraz! Zrób to teraz!”. Często ustawiam sobie ten tekst na wygaszaczu ekranu. Koszt odkładania rzeczy do zrobienia jest olbrzymi, bo będziesz ciągle wracał do nich myślami, co zsumuje się do ogromnych ilości straconego czasu. Myślenie i planowanie jest ważne, ale działanie jest o wiele ważniejsze. Nie płacą Ci za Twoje myśli i plany – dostajesz kasę tylko za wyniki. Kiedy masz wątpliwości, działaj zuchwale, jakby nie istniała możliwość porażki. (I tak w sumie, to faktycznie nie istnieje.)

Jest absolutnie niezbędne, byś rozwinął zwyczaj podejmowana decyzji tak szybko, jak to możliwe. Ja używam zasady sześćdziesięciu sekund przy prawie każdej decyzji, jaką muszę podjąć, nieważne jak dużej czy istotnej. Kiedy tylko mam już wszystkie dane potrzebne do jej podjęcia, uruchamiam stoper i daję sobie tylko 60 sekund na podjęcie wiążącej decyzji. Jeżeli muszę, to jestem w stanie nawet rzucić monetą. Kiedy byłem na studiach, nie mogłem sobie pozwolić na stratę czasu na rozmyślanie o zadaniach czy martwienie się wybraniem odpowiedniego czasu na ich realizację. Po prostu wybierałem jedno i brałem się do roboty nad nim. A dziś, kiedy muszę zdecydować jaki następny artykuł napisać, po prostu biorę jakiś temat i zaczynam pisać. Wierzę, że to dlatego nigdy nie doświadczam niemocy twórczej. Niemoc twórcza to takie utkwienie w stanie rozmyślania o tym, co napisać, zamiast właśnie pisać. Nie marnuję czasu na myślenie o pisaniu, bo jestem zbyt zajęty pisaniem. Prawdopodobnie właśnie dlatego byłem w stanie napisać z dużą łatwością setki oryginalnych artykułów. Każdy artykuł, jaki napiszę, rodzi pomysły na przynajmniej dwa nowe, więc moja lista pomysłów z czasem tylko rośnie. Nie mogę sobie wyobrazić, by kiedykolwiek zabrakło mi oryginalnej treści.

Ludzie zbyt często odsuwają podjęcie decyzji, kiedy w tym opóźnianiu nie znajduje się żadna korzyść. Zazwyczaj opóźnianie decyzji będzie miało tylko negatywne konsekwencje, więc nawet gdy stajesz na rozdrożu, zaakceptuj to i decyzję podejmij. Jeżeli okaże się ona zła, wystarczająco szybko się o tym dowiesz. Wiele osób spędza prawdopodobnie dużo więcej niż 60 sekund na podejmowaniu decyzji, co zjeść na obiad. Jeżeli nie potrafię zdecydować się co zjeść, po prostu biorę jabłko czy parę bananów i zaczynam jeść, i czasami jestem już pełen owoców zanim w ogóle wykombinuję, na co naprawdę miałbym ochotę. W ten sposób mój mózg wie, że jeśli chce dostać coś innego niż owoce, to lepiej niech się decyduje szybko. Jeżeli jesteś w stanie zwiększyć tempo podejmowania decyzji, resztę swojego czasu możesz spędzić na działaniu.

Pewne badania wykazały, że najlepsi menedżerowie na świecie mają zazwyczaj skrajnie wysoką tolerancję dla niejasnych sytuacji. Innymi słowy – potrafią działać śmiało, mając do dyspozycji tylko częściowe czy sprzeczne dane. Dziś wiele gałęzi przemysłu przyspiesza do tak szybkiego tempa, że w momencie, gdy Ty masz idealny zestaw informacji, jakich potrzebujesz do podjęcia decyzji – szansa prawdopodobnie już dawno przepadła. Tam, gdzie nie masz danych, na których możesz się oprzeć, zaufaj własnemu doświadczeniu i intuicji. Jeżeli decyzję można podjąć od ręki, podejmij ją, gdy tylko pojawi się taka potrzeba. Jeżeli tej decyzji natychmiast podjąć nie możesz, zarezerwuj sobie czas, w którym rozważysz możliwości i podejmiesz tę decyzję. Przekuwaj większość swego czasu na działanie, a nie decydowanie. Stan niezdecydowania jest największym złodziejem czasu. Nie spędzaj w tym stanie więcej niż minuty, jeżeli możesz tego uniknąć. Podejmuj wiążącą, natychmiastową decyzję i przejdź od niepewności do pewności i działania. Kiedy będziesz się mylił, niech świat sam Ci o tym powie; Ty już wkrótce zbudujesz sobie wystarczające doświadczenie, które pozwoli Ci na podejmowanie trafnych, inteligentnych decyzji.

Eliminuj bezlitośnie.

Pozbądź się wszystkiego, co marnuje Twój czas. Swobodnie korzystaj ze śmietnika. Zastosuj zasadę: jeśli nie jesteś czegoś pewien, pozbywasz się tego. Anuluj niepotrzebne prenumeraty. Jeżeli masz jakąś gazetę starszą niż dwa miesiące, i nadal jej nie przeczytałeś – wyrzuć ją; prawdopodobnie nie jest warta czytania. Zdaj sobie sprawę, że nic, co wymaga Twojego czasu, nie jest za darmo. Zanim zdecydujesz się na jakiąkolwiek darmową usługę czy prenumeratę, zadaj sobie pytanie – ile będzie Cię to kosztować pod względem poświęconego czasu. Każda czynność niesie ze sobą koszt utraconych możliwości. Pytaj: „Czy ta czynność warta jest tego, co dla niej poświęcam?”.

Na studiach w kwestii eliminowania byłem zupełnie bezwzględny. Pewnego razu powiedziałem profesorowi, że postanowiłem nie realizować jednego z zadanych przez niego projektów z informatyki, bo czuję że nie będzie to dobre zastosowanie dla mojego czasu. Projekt wymagał około 10-20 godzin nudnego, prostego klepania, które nie nauczyłoby mnie niczego nowego. Ponadto projekt ten wart był jedynie 10% mojej ostatecznej oceny z przedmiotu, a jako że poza tym na tych zajęciach błyszczałem, jedyna negatywna konsekwencja polegała na skończeniu semestru z wpisem na 5- zamiast 5. Powiedziałem wykładowcy, że moim zdaniem to uczciwy układ i zaakceptuję 5-. Nie próbowałem negocjować u niego specjalnego traktowania. Tak więc moja oficjalna ocena z tego przedmiotu to było 5-, ale ja sam sobie przyznałem 5+ za dużo lepsze wykorzystanie tych 10-20 godzin.

Zadaj sobie takie pytanie: „Czy kiedykolwiek rozpocząłbym ten projekt, związek, karierę itp, gdybym miał zacząć to wszystko od nowa – z moją dzisiejszą wiedzą?”. Jeżeli Twoja odpowiedź brzmi „nie”, przerwij to jak najszybciej. Zwie się to „myśleniem o bazie zerowej”. Znam wiele osób które posiadają ograniczające przekonanie: „zawsze kończ to, co zacząłeś”. Spędzają całe lata wspinając się na drabinę tylko po to, by na jej szczycie zdać sobie sprawę, że opiera się o niewłaściwy budynek. Pamiętaj, że porażka to Twój przyjaciel. Tak więc kiedy pewna decyzja podjęta w przeszłości nie rodzi dalszych pozytywnych dla Ciebie rezultatów – bądź bezlitosny i porzuć ją, żebyś mógł zająć się czymś lepszym. Nie ma honoru w poświęcaniu swojego życia na pościg za celem, który już Cię nie inspiruje. To kolejny przykład sytuacji, w jakiej musisz stosować spójność w momencie wyboru. Musisz wciąż na nowo oceniać swoją bieżącą sytuację aby trafnie decydować, co robić dalej. Na cokolwiek zdecydowałeś się w przeszłości, to w większości nie ma najmniejszego znaczenia, jeżeli nie odnowiłbyś tej decyzji dziś.

Zlokalizuj i uwolnij tracony czas.

Zamiast oglądać program w TV przez godzinę, nagraj go i obejrzyj w 45 minut, przewijając reklamy. Nie spędzaj pół godziny na pisaniu długiego maila kiedy możesz osiągnąć ten sam efekt podczas dziesięciominutowej rozmowy telefonicznej. Zbieraj do kupy wszystkie swoje sprawy domowe i załatwiaj je za jednym zamachem.

Latem, między drugim a trzecim semestrem, znalazłem mieszkanie naprzeciwko kampusu, które leżało trochę bliżej wydziału inżynierii niż drzwi mojego pokoju w akademiku. Wyprowadziłem się więc z dotychczasowego miejsca i przeniosłem do tamtego mieszkania, co zaoszczędziło mi czasu na codziennie na dojazdy. Przenosiłem się też z akademika, gdzie mieszkałem z dwoma współlokatorami do mniejszej, jednoosobowej kawalerki. Nowe mieszkanie było dużo wydajniejsze. Mogłem na przykład pracować nad zadaniami z programowania gotując obiad, bo biurko stało parę kroków od kuchenki.

Osoby starające się o większą wydajność dość powszechnie zaczynają od prób wyzbycia się zwyczajów marnujących czas, ale moim zdaniem to błąd. Optymalizacja Twoich osobistych nawyków powinna następować dopiero później. Pierwsza musi się pojawić jasność co do celu. Jeżeli nie masz tej jasności, to Twoje próby wprowadzenia bardziej wydajnych nawyków i przełamania niewydajnych po prostu się posypią. Nie będziesz miał dość silnego powodu, by dobrze wykorzystywać swój czas, więc lekką ręką odpuścisz sobie kiedy zrobi się trudniej. Do utrzymania motywacji potrzebujesz dużego, atrakcyjnego celu. Powód do wygospodarowania 15 minut z jakiejś czynności jest taki, że przepełnia Cię chęć do lepszego zastosowania tych 15 minut.

Przykładowo, Twoja kariera może Cię w jakiś sposób satysfakcjonować, ale nie jest ona raczej tak pociągająca, by zależało Ci dość mocno na oszczędzeniu 15 minut tu i tam, nawet, gdyby całość oszczędności mogła się zsumować do kilku godzin każdego dnia. Ale jeżeli poświęciłeś czas na rozwinięcie poczucia celu, który sięga głębi Twojej duszy, automatycznie będziesz się motywował do lepszego wykorzystania dostępnego czasu. Jeżeli uporządkujesz wyższy poziom swojego życia (sens, znaczenie, przekonania duchowe), to niższe poziomy będą miały skłonność do porządkowania się samodzielnie (nawyki, zwyczaje, działania).

Zastosuj zasadę 80-20.

Znana też jako Zasada Pareto, mówi, że 20% wysiłku włożonego w zadanie daje 80% wartości tego zadania. Oznacza to również, że 80% zadania daje tylko 20% jego wartości. Na studiach bezlitośnie stosowałem tę zasadę. W niektórych tygodniach opuszczałem nawet 40% zajęć, bo siedzenie na wykładzie często nie było dla mnie najbardziej efektywnym sposobem na naukę. I zdążyłem już wspomnieć, że po prostu odmawiałem wykonania zadania, jeżeli oceniłem że nie było warte mojego czasu. Były pewne zajęcia z matematyki, na których pokazałem się tylko dwa razy, bo szybciej mogłem nauczyć się z podręcznika niż z wykładu. Pokazałem się tylko na egzaminach w połowie i na koniec semestru. Zaglądałem na początku każdego wykładu, żeby oddać pracę domową, a potem znów pod koniec, żeby zanotować kolejne zadanie. Otrzymałem w sumie najlepszą ocenę z tych zajęć, ale wykładowca prawdopodobnie nie miał pojęcia kim byłem. Inni studenci grali według podanych reguł, nie zdając sobie sprawy że mieli możliwość swobodnego ustanawiania własnych. Dowiedz się, które elementy Twojego życia należą do kluczowych 20% i tam zainwestuj swoje wysiłki. Bądź absolutnie bezlitosny odmawiając spędzania swojego czasu tam, gdzie po prostu nie możesz uzyskać optymalnych rezultatów. Inwestuj swój czas tam, gdzie jest możliwość, że inwestycja znacznie się zwróci.

Broń swego czasu.

Aby pracować wydajnie, potrzebujesz niezakłóconych bloków czasu, w których możesz wykonać pracę mającą znaczenie. Twoja produktywność jest o wiele, wiele większa kiedy masz pewność, że nikt nie będzie Ci przeszkadzać. Na pracę nad zadaniem wymagającym szczególnie intensywnego wysiłku poświęć konkretne bloki czasu, w których nie będziesz zajmował się niczym innym. Odkryłem, że na pojedynczy blok idealnie jest wyznaczyć co najmniej 90 minut.

Możesz wygospodarować te niezakłócone bloki czasu dogadując się z ludźmi obecnymi w Twoim życiu. Jeżeli to konieczne, uprzedź innych wcześniej żeby nie przeszkadzali Ci w pewnych godzinach. Jeżeli musisz, możesz zagrozić im aktami przemocy. W czasach studenckich, kiedy potrzebowałem pracować, to zamykałem swój pokój na klucz. Dzięki temu współlokatorzy wiedzieli, że nie należy mi przeszkadzać. Podczas gdy każdy pokój w dwupokojowych mieszkaniach w akademiku był przeznaczony dla dwóch osób (cztery osoby na mieszkanie), ja płaciłem dodatkowo, żeby mieć pokój tylko dla siebie. W ten sposób zawsze miałem swoją własną, prywatną przestrzeń do pracy. Kiedy przychodził czas na towarzystwo, drzwi zostawiałem otwarte, czasem grając na komputerze z którymś z kolegów. Jeżeli zdarza Ci się pracować w środowisku pełnym zakłóceń negatywnie wpływającyhc na Twoją produktywność, zmień to środowisko za wszelką cenę. Parę osób powiedziało mi, że wręczenie szefowi kopii tego artykułu pomogło im przekonać go, by podjął kroki ku zredukowaniu zbędnych zakłóceń.

Podczas, gdy dla niektórych ludzi pomocne bywa zarezerwowanie konkretnego czasu na zadanie, ja zauważyłem, że pracuję najlepiej w długich odcinkach niezakłóconego czasu, bez określonego końca. Często przypisuję zadaniu czas rozpoczęcia, ale zazwyczaj nie daję konkretnego czasu zakończenia. Jeżeli mam taką możliwość, to po prostu siedzę nad zadaniem ile wlezie, dopóki w końcu nie pokona mnie głód czy inne potrzeby ciała. Często pracuję nad projektem sześć i więcej godzin bez przerwy. Chociaż przerwy są często zalecane dla podniesienia produktywności, ja czuję, że ta sugestia może być pozostałością badań z okresu przemysłowego, które skupiały się na słabo zmotywowanych robotnikach i nie ma zastosowania do kreatywnej, kierowanej celem i wysoką motywacją pracy twórczej. Zauważyłem, że dla mnie najlepiej jest utrzymać pęd do momentu, gdy niemal nie jestem w stanie kontynuować, zamiast siekać zadanie na mniejsze kąski, kiedy istnieje ryzyko, że po drodze porwą mnie drobne rozpraszające uwagę sprawy.

Wywołanie poczucia ciągu, w którym jesteś całkowicie zaabsorbowany zadaniem i tracisz wszelkie poczucie czasu, wymaga około 15 minut. Za każdym razem, gdy coś Ci przerwie, powrót do tego stanu może wymagać kolejnych 15 minut. Kiedy już wejdziesz w ten stan ciągu, broń go jak niepodległości. To jest stan, w którym przerobisz ogromne ilości pracy i doświadczysz całkowitego połączenia z zadaniem. Kiedy ja jestem w tym stanie, nie mam poczucia przeszłości czy przyszłości. Po prostu czuję się jednością z moją pracą.

Chociaż czasami cierpię na problem rozrostu zadania, póki nie wypełni przydzielonego czasu (zjawisko znane też jako Prawo Parkinsona), to często odkrywam, że jest to warte ryzyka. Na przykład, kiedy pracuję nad moją stroną internetową, często zastanawiam się podczas pracy nad nowymi pomysłami na optymalizację i zazwyczaj biorę byka za rogi i wprowadzam te nowe pomysły natychmiast. Uważam, że wydajniej jest pracować nad tymi pomysłami w momencie, kiedy się one pojawiają, zamiast odkładać je do zrobienia później.

Pracuj przez cały czas pracy.

Podczas jednego z tych uświęconych bloków czasu nie zajmuj się niczym poza zadaniem, które jest właśnie przed Tobą. Nie sprawdzaj poczty czy forów, nie szperaj po internecie. Jeżeli miewasz takie zakusy, to podczas pracy odłącz internet. Wyłącz telefon, albo po prostu nie odbieraj go. Idź do łazienki zanim zaczniesz i upewnij się, że przez jakiś czas nie zgłodniejesz. W ogóle nie wstawaj z krzesła. Z nikim w tym czasie nie rozmawiaj.

Określ co ma być zrobione, a potem nie rób niczego poza tym. Jeżeli bywa tak, że zarządzasz innymi, okresowo pytaj ich jakie jest ich zadanie numer jeden, i upewniaj się że nie zajmują się niczym poza tym zadaniem. Jeżeli zauważysz, że ktoś sprawdza pocztę, to powinna to być dla tej osoby najważniejsza rzecz do zrobienia w danej chwili. Jeżeli tak nie jest, ta osoba tak naprawdę po prostu traci czas.

Jeżeli potrzebujesz przerwy, to zrób sobie prawdziwą przerwę i nie rób niczego innego. Nie pracuj połowicznie w czasie przerwy, kiedy czujesz że potrzebny Ci odpoczynek i odnowa. Sprawdzanie poczty czy chodzenie po necie to nie jest przerwa. Kiedy robisz sobie przerwę, zamknij oczy i pooddychaj trochę głęboko, posłuchaj relaksującej muzyki i wyłącz się na chwilę, zrób sobie dwudziestominutową drzemkę czy zjedz świeży owoc. Odpoczywaj, aż znów poczujesz się zdolny do twórczej pracy. Kiedy potrzebujesz odpoczynku, odpoczywaj. Kiedy masz pracować, pracuj. Pracuj albo ze stuprocentową koncentracją, albo wcale. Poświęcanie dla siebie tyle czasu ile Ci potrzeba jest naprawdę w porządku. Po prostu nie pozwól, by Twój na odpoczynek mieszał się z czasem na pracę.

Bądź wielozadaniowy.

Ilość wiedzy w pewnych obszarach rośnie w takim tempie, że wszystko co wiesz o swoim fachu prawdopodobnie jest już coraz bardziej przestarzałe. Jedynym rozwiązaniem jest stałe przyswajanie nowej wiedzy tak szybko jak to możliwe. Wiele umiejętności, z których korzystam dziś w swoim biznesie, nie istniało pięć lat temu. Najlepszy znany mi sposób by być na czasie to działać wielozadaniowo kiedy tylko się da – czytając i słuchając programów audio.

Oglądając telewizję, w czasie reklam, czytaj magazyn komputerowy. Jeżeli jesteś mężczyzną, czytaj podczas golenia. Ja używam elektrycznej maszynki i czytam przez 2-3 minuty, które każdego dnia zajmuje mi golenie. Pozwala mi to w ciągu tygodnia przeczytać dwa dodatkowe artykuły – to o sto przeczytanych artykułów więcej w ciągu roku. Naprawdę łatwo jest rozpocząć taki zwyczaj. Po prostu weź parę magazynów czy wydrukuj kilka artykułów, na których przeczytanie nie miałbyś inaczej czasu, i połóż je w swojej łazience. Kiedykolwiek gdzieś wychodzisz, miej w kieszeni przynajmniej jeden złożony artykuł. Jeżeli w jakimś momencie musisz stanąć w kolejce, na przykład na poczcie czy w spożywczaku, wyciągnij ten artykuł i go przeczytaj. Zdziwisz się ile dodatkowej wiedzy możesz przyswoić przez samo czytanie podczas innych, nie-umysłowych czynności.

Słuchaj edukacyjnych programów audio kiedy tylko możesz. Prowadząc samochód zawsze miej włączony jakiś program. Do najlepszych sposobów na oszczędzanie czasu należy nauka bezpośrednio od osób, które już posiadają poszukiwane przez Ciebie umiejętności. Programy audio często zawierają bardziej praktyczne informacje niż te, jakich nauczyłbyś się na zajęciach uniwersyteckich. Ludzie ze stopniami naukowymi z marketingu czy zarządzania uczyli się od profesorów uniwersyteckich, a Ty możesz uczyć się od milionerów i miliarderów którzy w prawdziwym świecie sprawdzili co działa.

Wielozadaniowość jest być może najważniejszą z podstawowych umiejętności, która pozwoliła mi przejść studia w trzy semestry. Mój przeciętny dzień w tygodniu zawierał 7-8 godzin zajęć. Ale we wtorki w ostatnim semestrze zajęcia miałem jedne po drugich od 9 do 22. Ponieważ w każdym semestrze uczęszczałem na około 20 różnych zajęć, kilka testów i projektów do oddania miałem właściwie w każdym tygodniu. Nie miałem czasu na naukę poza zajęciami, bo większość tego czasu poświęcałem na pracę. Dlatego też po prostu musiałem uczyć się wszystkiego od ręki. Jeżeli wykładowca pisał coś na tablicy, zapamiętywałem to tu i teraz; nie mogłem pozwolić sobie na odkładanie nauki później i ryzyko popadnięcia w zaległości. Podczas spokojniejszych wykładów robiłem prace domowe, pracowałem nad algorytmami z programowania czy doskonaliłem swój plan. Na pewno jesteś w stanie wyszukać wiele okazji do wielozadaniowości. Kiedy wykonujesz jakąś pracę fizyczną, jak prowadzenie samochodu, gotowanie, zakupy czy spacer, utrzymuj swój umysł na obrotach słuchając czegoś wartościowego czy czytając.

Idea wielozadaniowości może wydawać się sprzeczna z poprzednią radą: pracuj przez cały czas kiedy jesteś w pracy. Ale podczas gdy poprzednia wskazówka odnosi się do pracy o wysokiej intensywności, gdzie musisz skoncentrować wszystkie swoje umysłowe zasoby aby wykonać robotę najlepiej jak potrafisz, ta wskazówka ma zastosowanie do niewymagających zajęć pozostawiających możliwość robienia w tym samym czasie innych rzeczy – na przykład stanie w kolejce, gotowanie obiadu, podróż samolotem czy spacer z punktu A do punktu B. Wielozadaniowość nie powinna być stosowana tam, gdzie znacząco ograniczy Twoją wydajność pracy nad kluczowym zadaniem, ale powinna być inteligentnie stosowana by wykorzystać nadwyżki mocy. Rób sobie prawdziwe przerwy wtedy, kiedy ich potrzebujesz, ale nie marnuj czasu w stanie częściowego wysiłku. Wydajniej jest oscylować pomiędzy pracą na najwyższych obrotach, a następnie zupełnym odpoczynkiem.

Wielozadaniowość pozwala Ci wynieść swoją produktywność na nowy poziom. Choć możnaby się spodziewać że taka produktywność będzie wyczerpująca, wielu ludzi uważa że efekt jest odwrotny. Dla mnie realizowanie tak wielu zadań było niesamowicie pobudzające. Im ciężej pracujesz, tym bardziej zwiększa się Twoja zdolność do pracy, i tym bardziej odżywczy będzie Twój wypoczynek.

Eksperymentuj.

Każdy jest inny, więc u Ciebie może się sprawdzać coś zupełnie odmiennego niż u różnych ludzi. Ty możesz pracować najwydajniej nad ranem albo późno w nocy. Wykorzystuj swoje silne strony i znajduj sposoby na wyrównywanie swoich słabości. Eksperymentuj ze słuchaniem muzyki podczas pracy. Ja używam darmowego odtwarzacza – Winampa, w którym mogę słuchać radia bez reklam bezpośrednio na moim komputerze, przez cały dzień i wybierając z bogatej oferty kanałów. Uważam, że muzyka klasyczna i new age, zwłaszcza Mozart, daje niesamowite efekty przy pracy nad serwisami internetowymi. Ale przy większości rutynowych zadań słuchanie szybkiego techno czy trance’u pomaga mi przyspieszyć tempo pracy. Nie wiem dokładnie dlaczego, ale w porównaniu do pracy bez muzyki jestem dwa razy bardziej produktywny, kiedy słucham muzyki o naprawdę szybkim tempie. Z drugiej strony, muzyka z wokalem szkodzi mojej produktywności ponieważ jest zbyt rozpraszająca. A kiedy naprawdę potrzebuję głęboko się skupić, nie słucham niczego. Zrób prostą próbę i sprawdź czy pewne gatunki muzyki nie mogłyby zwiększyć Twojej produktywności. Dla mnie różnica była dramatyczna.

Kiedy wpada Ci do głowy jakiś zwariowany pomysł na zwiększenie produktywności, sprawdzaj go i obserwuj efekty. Nie odrzucaj żadnego pomysłu dopóki go właściwie nie wypróbujesz. Częściowy sukces jest dużo bardziej powszechny niż zupełne porażki, więc każdy nowy eksperyment pozwoli Ci doskonalić praktykę zarządzania czasem. Nawet sam ciągły trening w postaci przeprowadzanych eksperymentów pomoże Ci stopniowo przyzwyczaić się do większej produktywności.

Rozwijaj swój entuzjazm.

Słowo „entuzjazm” pochodzi od greckiego „entheos”, co oznacza dosłownie „bóg wewnątrz”. Naprawdę podoba mi się ta definicja. Wątpię czy byłoby możliwe opanowanie sztuki zarządzania czasem, jeżeli nie tryskasz entuzjazmem do pomysłów na jego wykorzystanie. Podążaj za tym, co naprawdę Cię interesuje. Nie goń za pieniądzem. Goń za swoją pasją. Jeżeli nie masz entuzjastycznego nastawienia do swojej pracy, to marnujesz swoje życie. Przestaw się na co innego. Rozważ zupełnie nową karierę. Nie dobijaj się, jeżeli Twoja aktualna kariera straciła już świeżość. Pamiętaj, że porażka to Twój przyjaciel. Posłuchaj tego boga wewnątrz siebie i przestaw się na coś, co znów będzie Cię ekscytowało. Największą stratą czasu jest robienie tego, co nie czyni Cię szczęśliwym. Praca powinna służyć Twojemu życiu, a nie na odwrót.

Jeżeli jesteś jak większość ludzi, potrafisz od czasu do czasu się zmotywować, ale potem nieumyślnie popadasz z powrotem w niską produktywność i odczuwasz trudności w kontynuowaniu przedsięwzięcia. Pomyśl jak łatwo jest rozpocząć nowy projekt, gdy poziom motywacji jest wysoki? I jak ciężko jest kontynuować, gdy entuzjazm zanika? Jako że większość ma w sobie jakąś dozę negatywnego podejścia, z czasem będziesz w naturalny sposób tracił swój pozytywny ładunek, o ile nie będziesz aktywnie pielęgnował zapasu swojego entuzjazmu. Nie wierzę w zmuszanie się do czegoś, czego tak naprawdę nie chcę robić. Jeżeli nie jestem zmotywowany, to usadzenie się na krześle i wzięcie do produktywnej pracy jest niemal niemożliwe, a praca jest wręcz bolesna. Za to praca z wysoką zmotywowany sprawia wrażenie zabawy.

Na studiach nie mogłem pozwolić by mój entuzjazm zanikał, bo po prostu byłbym skończony. Szybko nauczyłem się że muszę czynić świadome, codzienne starania ku wzmocnieniu entuzjazmu. Zawsze miałem przy sobie walkmana (wtedy nie było jeszcze odtwarzaczy MP3) i w drodze z jednych zajęć na drugie słuchałem programów na temat zarządzania czasem czy nagrań motywacyjnych. Słuchałem ich też biegając codziennie rano. Utrzymywałem motywację na wysokim poziomie, wzmacniając swój entuzjazm niemal co godzinę. Nawet mimo, że inni mówili mi, że na pewno nie dam rady, te taśmy miały na mnie silniejszy wpływ, ponieważ nigdy nie mijało więcej niż kilka godzin zanim znowu ich słuchałem.

Jeżeli poziom Twojego entuzjazmu jest wysoki, możesz pracować dużo, dużo bardziej produktywnie, a nawet cieszyć się zazwyczaj nudnymi partiami swojej pracy. Zawsze uważałem, że kiedy chcę wynieść swój biznes na nowy poziom, najpierw na nowy poziom muszę wynieść swoje myśli. Kiedy myślisz o zmianach, to zmienią się Twoje działania, a za nimi pójdą wyniki. O ile nie jesteś naturalnie super-zmotywowaną osobą, to Twój entuzjazm będzie wymagał codziennego wzmacniania. Zalecam albo słuchanie motywacyjnych nagrań albo czytanie inspirujących książek czy artykułów przez przynajmniej kwadrans dziennie. Zawsze kiedy przestawałem to robić, zauważałem że zwątpienie w siebie powracało, a produktywność spadała. To naprawdę niesamowite jak stałe karmienie swojego umysłu pozytywnymi materiałami może utrzymywać entuzjazm w nieskończoność. A jeżeli stosujesz wielozadaniowość, możesz uzyskiwać te korzyści nie inwestując w nie dodatkowego czasu.

Jedz i ćwicz dla optymalnej energii.

Latem przed moim ostatnim semestrem na uniwersytecie (1993 r.) zostałem laktoowowegetarianinem i zauważyłem znaczny wzrost mojej energii, a zwłaszcza zdolności do koncentracji. Cztery lata później (1997 r.) zostałem zupełnym weganinem (żadnych produktów zwierzęcych), co zaowocowało jeszcze większym wzrostem pod tym względem. Przeczytaj artykuł „Dlaczego weganizm” żeby dowiedzieć się dokładniej dlaczego wprowadziłem tę zmianę.

To co jesz ma głęboki wpływ na Twoją produktywność. Do strawienia produktów zwierzęcych potrzema znacznie więcej czasu i energii niż w przypadku pożywienia roślinnego, a kiedy Twoje ciało musi przydzielić dodatkową energię na trawienie, oznacza to, że będziesz miał mniej energii na twórczą pracę umysłową. W efekcie kiedy Ty właśnie trawisz posiłki zawierające produkty zwierzęce, Twoja praca będzie sprawiała wrażenie trudniejszej; będziesz miał też większą skłonność do poddawania się rozpraszającym czynnikom. Tak więc jeżeli masz trudność w skupieniu się na intensywnej pracy umysłowej po obiedzie, Twoja dieta jest bardzo dobrym kandydatem na winowajcę. Nawet Benjamin Franklin lekkim posiłkom obiadowym przypisywał duże znaczenie dla swojej produktywności. Kiedy jego koledzy popołudniami byli ociężali i senni, on przez resztę dnia był w stanie pracować produktywnie.

Regularne ćwiczenia są również potrzebne do utrzymania wysokiego poziomu energii i jasności umysłowej. Na studiach pierwszą rzeczą, jaką robiłem z rana jeszcze przed śniadaniem był półgodzinny bieg. Oczywiście słuchałem w tym samym czasie motywacyjnych i edukacyjnych nagrań. Ta codzienna odnowa utrzymywała mnie w dobrej kondycji i pomagała mi utrzymać idealną wagę. Ponadto mój plan zajęć sprawiał, że codziennie kręciłem się po całym kampusie żeby trafić na wszystkie wykłady, a zazwyczaj miałem ze sobą dziesięcio- czy piętnastokilogramowy plecak pełen podręczników. Tak więc nawet mimo, że większość dnia spędzałem siedząc na zajęciach, to i tak miałem zapewnioną masę codziennych ćwiczeń.

Jeżeli chcesz opanować zarządzanie czasem, sensownie jest byś dbał najlepsze ze wszystkich narzędzie – własne ciało. Poprzez dietę i ćwiczenia możesz wypracować zdolność do ciągłego skoncentrowanego wysiłku tak, że nawet najbardziej skomplikowane zadania będą wyglądały prościej.

Jeżeli aktualnie masz nadwagę, zrób sobie wycieczkę na pobliską siłownię czy do sklepu z akcesoriami sportowymi i znajdź sztangę, która waży przynajmniej tyle, co nadmiar tłuszczu, jaki nosisz ze sobą. Weź ją i pochodź z nią przez chwilę. Uświadom sobie, że właśnie tyle nosisz ze sobą każdego dnia. Wyobraź sobie o ile lżejsze i prostsze byłoby wszystko, gdybyś na stałe pozbył się tego ciężaru. Noszenie dodatkowego obciążenia dla celów treningowych to jedna sprawa, ale jeżeli ma ono postać tłuszczu na ciele, to nigdy nie będziesz w stanie jej odłożyć i cieszyć się korzyściami takiego treningu. Podejmij wiążącą decyzję zrzucenia tych nadmiarowych kilogramów i ciesz się przez całe życie podróżowaniem wydajniejszym fizycznym pojazdem.

Utrzymuj równowagę.

Nie sądzę, by łatwo było utrzymać długoterminową produktywność, zdrowie i szczęście, jeżeli Twoje życie jest zupełnie pozbawione równowagi. Aby przodować w jednym obszarze, nie możesz pozwolić, by inne zaniedbane były Ci kulą u nogi. Na studiach czyniłem wysiłki by w każdym tygodniu znaleźć cały dzień wolny na życie osobiste. Ćwiczyłem, chodziłem na imprezy, uczęszczałem na spotkania klubowe, grałem na komputerze, chodziłem na basen, a nawet znalazłem czas na wakacje w Las Vegas podczas ostatniego semestru. Duża rotacja pracowników pod koniec „patologicznych” projektów jest spowodowana brakiem równowagi. Skupienie się wyłącznie na głównym zadaniu kosztem wszelkich innych obszarów życia na dłuższą metę tylko Ci zaszkodzi. Utrzymuj równowagę zwracając uwagę na wszystkie obszary swojego życia. Ciesząc się rozwojem kariery upewnij się, że również Twoje życie osobiste się rozwija.

Jeśli chodzi o podjęcie się ukończenia studiów w trzy semestry, prawdopodobnie najbardziej żałuję, że w tamtym czasie nigdy nie miałem dziewczyny. Chociaż miałem wielu dobrych znajomych (zarówno chłopaków, jak i dziewczyny), należałem do klubów i w każdym tygodniu cieszyłem się życiem towarzyskim, to nie miałem dość czasu by ponad tym wszystkim zająć się intymnym związkiem. Pamiętam jedną sytuację, kiedy znana mi dziewczyna była niewątpliwie zainteresowana związkiem ze mną, i zaczęła starać się o spędzanie więcej czasu sam na sam ze mną, ale nie mogłem dać się skusić, bo po prostu nie miałem czasu na randki. Nie byłbym w tamtym czasie najlepszym kandydatem na chłopaka.

Gdybym miał zrobić to wszystko jeszcze raz, myślę, że moje przeżycia ze studiów mogłyby być jeszcze lepsze, gdybym rozciągnął je do czterech czy pięciu semestrów i dał sobie czas na taki związek. Byłoby świetnie mieć kogoś, z kim mogę dzielić się moim życiem, nie mówiąc o innych korzyściach intymności. No, przynajmniej po skończeniu studiów miałem masę czasu na randkowanie. W ciągu kilku miesięcy miałem już stałą dziewczynę, a cztery lata później pobraliśmy się. Właściwie to w tym samym czasie uczęszczaliśmy na ten sam uniwersytet, ale nigdy nie zdarzyło się nam spotkać, kiedy tam byliśmy, mimo, że jak się okazało – mieliśmy paru wspólnych znajomych.

Wierzę, że główny cel zarządzania czasem to dać sobie moc uczynienia życia tak barwnym, jak chcesz żeby było. Uświadamiając sobie jasno czego chcesz, a następnie rozwijając zestaw zwyczajów, które pozwolą Ci wydajnie osiągać swoje cele, będziesz cieszył się dużo bogatszym, bardziej spełnionym życiem niż bez tego. Kiedy z perspektywy ponad dekady spoglądam wstecz na moje uniwersyteckie dni, czuję pewną wdzięczność za to całe doświadczenie. Postawiłem sobie niesamowicie rozbudowany cel i ogromnie się rozwinąłem jako osoba, dążąc do niego. To był jeden z najlepszych okresów mojego życia.

Jeżeli chcesz być bardziej produktywny, pracuj nad tym z intencją rozwijania całości swojego życia, od góry do dołu. Powodem do opanowania zarządzania czasem jest wzięcie swojego dobrego życia i przekształcenie go w nadzwyczajne. W zarządzaniu czasem nie chodzi o poświęcanie samego siebie, zaprzeczanie samemu sobie czy robienie więcej rzeczy których nie lubisz. Chodzi o to, by przyjmować do swojego życia więcej tego, co już kochasz.

3 Comments

  1. Wspaniały artykuł! Czekałam całe życie na coś podobnego, sama planuję skończyć studia szybciej. Wszyscy uważali mnie za wariata, uważając, że jest to możliwe tylko w teorii. Wiedza zawarta w tym tekście jest dla mnie na wagę złota. Dziękuję bardzo za tłumaczenie. 🙂

    • Bardzo się cieszę, jeżeli artykuł przybliża Cię do realizacji marzeń 🙂 Polecam też blogowy wpis „Skończyć studia w 3 semestry” – trzeba tylko wziąć poprawkę na amerykański kontekst oryginału, gdyż tam system jest „nieco” inny. Nie zmienia to faktu, że właściwe podejście generuje odpowiednie efekty niezależnie od formalności.

  2. Kolejny artykuł, który wręcz mnie powalił. Idę i biorę się do roboty. Teraz. Dziękuję.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*