Pierwszym z pięciu filarów samodyscypliny jest akceptacja. Akceptacja to trafne postrzeganie rzeczywistości i świadome przyjmowanie do wiadomości tego, co widzisz.

Może to brzmieć jak coś prostego i oczywistego, ale w praktyce jest ekstremalnie trudne. Jeżeli doświadczasz chronicznych trudności w pewnym obszarze swojego życia, jest spora szansa że wynika to z problemów z zaakceptowaniem rzeczywistości taką, jaka ona jest.

Dlaczego akceptacja należy do filarów samodyscypliny? Najprostszym problemem związanym z samodyscypliną jest niepowodzenie w trafnym odbiorze i zaakceptowaniu bieżącej sytuacji. Pamiętasz analogię z wczorajszego wpisu – pomiędzy samodyscypliną a treningiem siłowym? Jeżeli chcesz osiągnąć sukces w treningu siłowym, to podstawą jest sprawdzenie ile już potrafisz udźwignąć. Jak silny jesteś w tym momencie? Dopóki nie dowiesz się, w jakim punkcie stoisz w tej chwili, nie będziesz w stanie opracować sensownego programu treningowego.

Jeżeli nie jesteś świadomy na jakim poziomie jest teraz Twoja samodyscyplina, to niewielkie masz szanse na jakieś postępy w tym obszarze. Wyobraź sobie niedoszłego atletę który nie ma pojęcia, jaki ciężar jest w stanie unieść i arbitralnie wybiera program treningowy. Niemal na sto procent wybrane ciężary będą albo za duże, albo za małe. Jeżeli ciężary są za duże, trenujący nie będzie w ogóle w stanie ich udźwignąć, a przez to nie uzyska wzrostu mięśni. A jeżeli ciężary będą zbyt lekkie, trenujący z łatwością będzie je unosił, ale przez to nie zbuduje masy mięśniowej.

Podobnie jeżeli chcesz podnieść poziom swojej samodyscypliny, musisz wiedzieć gdzie stoisz teraz. Jak silna jest w tej chwili Twoja dyscyplina? Jakie wyzwania są dla Ciebie łatwe, a jakie praktycznie niemożliwe do pokonania?

Oto lista wyzwań które mogą dać Ci do myślenia w kwestii Twojego aktualnego położenia (bez konkretnego porządku):

  • Czy codziennie bierzesz prysznic/kąpiesz się?
  • Czy codziennie rano wstajesz o tej samej porze? Włączając w to weekendy?
  • Czy masz nadwagę?
  • Czy jesteś od czegoś uzależniony (kofeina, nikotyna, cukier itd), od czego chciałbyś się uwolnić ale tego nie zrobiłeś?
  • Czy Twoja skrzynka mailowa jest teraz pusta?
  • Czy Twoje biuro jest czyste i dobrze zorganizowane?
  • Czy Twój dom jest czysty i dobrze zorganizowany?
  • Ile czasu marnujesz w ciągu typowego dnia? W weekend?
  • Jeżeli złożysz komuś obietnicę, jaka jest procentowa szansa, że jej dotrzymasz?
  • Jeżeli złożysz obietnicę sobie, jaka jest procentowa szansa, że jej dotrzymasz?
  • Czy byłbyś w stanie zrobić sobie jednodniową głodówkę?
  • Jak dobrze jest uporządkowany dysk twardy Twojego komputera?
  • Jak często ćwiczysz?
  • Jakie jest największe fizyczne wyzwanie, jakiemu kiedykolwiek sprostałeś, jak dawno temu to było?
  • Ile godzin pracujesz w skupieniu podczas typowego dnia roboczego?
  • Ile pozycji na Twojej liście rzeczy do zrobienia jest starszych niż 90 dni?
  • Czy masz jasne, spisane cele? Czy masz pisemne plany ich osiągnięcia?
  • Gdybyś stracił pracę, ile czasu poświęcałbyś każdego dnia na poszukiwanie nowej i jak długo utrzymałbyś ten poziom wysiłku?
  • Ile telewizji (albo YouTube’a itd) aktualnie oglądasz? Czy mógłbyś zrezygnować z tego na 30 dni?
  • Jak wyglądasz w tej chwili? Co Twój wygląd mówi o poziomie Twojej dyscypliny (ubrania, uczesanie)?
  • Czy jedzenie wybierasz przede wszystkim z punktu widzenia wartości zdrowotnej, czy smaku/sytości?
  • Kiedy po raz ostatni wypracowałeś nowy pozytywny nawyk? Pozbyłeś się złego nawyku?
  • Czy masz długi? Czy uważasz że długi są wynikiem inwestycji, czy błędu?
  • Czy wcześniej zadecydowałeś, że będziesz czytać ten blog, czy tak po prostu wyszło?
  • Czy możesz powiedzieć mi, co będziesz robić jutro? A w następny weekend?
  • W skali od 1 do 10 – jak oceniłbyś swój ogólny poziom dyscypliny?
  • Co jeszcze mógłbyś osiągnąć gdyby odpowiedź na ostatnie pytanie brzmiała 9 lub 10?

Zupełnie tak, jak istnieją różne grupy mięśni, które trenujesz przy pomocy różnych ćwiczeń, istnieją różne obszary samodyscypliny: dyscyplina snu, dyscyplina diety, dyscyplina zwyczajów w pracy, dyscyplina komunikacji itd. Trzeba różnych ćwiczeń by zbudować dyscyplinę w poszczególnych obszarach.

Moja rada jest taka: określ zakres, w którym Twoja dyscyplina jest najsłabsza, oceń na czym stoisz w tej chwili, przyjmij do wiadomości i zaakceptuj swój punkt wyjścia i zaprojektuj sobie program treningowy na ulepszenie tego obszaru. Zacznij od jakichś prostych ćwiczeń które na pewno jesteś w stanie zrobić, a potem stopniowo podnoś poziom wyzwań.

Trening progresywny działa na samodyscyplinę zupełnie tak, jak w przypadku budowania masy mięśniowej. Na przykład jeżeli ledwie jesteś w stanie wygramolić się z łóżka o 10 rano, to czy masz szansę powodzenia jeśli chodzi o wstawanie o 5 rano każdego ranka? Prawdopodobnie nie. Ale czy mógłbyś opanować wstawanie o 9:45? Raczej tak. A kiedy już to osiągniesz, czy dasz radę posunąć się do 9:30 albo 9:15? Pewnie! Zanim zacząłem stale wstawać o 5 rano, wcześniej już parę razy robiłem to po kilka dni z rzędu, a moją zwykłą porą pobudki była godzina 6-6:30 rano – tak że następny krok stanowił wyzwanie, ale i był jak najbardziej do zrobienia między innymi dlatego, że znajdował się już w moim zasięgu.

Bez akceptacji uzyskasz albo niewiedzę, albo zaprzeczenie. Przy niewiedzy po prostu nie masz pojęcia, na ile jesteś zdyscyplinowany – prawdopodobnie nigdy o tym nie myślałeś. Nie wiesz, że nie wiesz. Domyślasz się tylko z grubsza co jesteś, a czego nie jesteś w stanie zrobić. Trafi Ci się nieco łatwych sukcesów i nieco ponurych porażek, ale najprawdopodobniej obwiniać będziesz zadanie albo siebie, zamiast po prostu przyjąć do wiadomości że „ciężar” był za duży na Twoje możliwości i że musisz stać się silniejszy.

Dopóki nie przyjmujesz do wiadomości swojego faktycznego poziomu dyscypliny, blokujesz się w fałszywym spojrzeniu na rzeczywistość. Jesteś nadmiernie pesymistyczny albo optymistyczny względem swoich możliwości. I tak jak trenujący który nie wie ile ma siły, nie osiągniesz wielkiej poprawy ponieważ mało prawdopodobne jest byś był w stanie zupełnie przypadkowo dobrać właściwy zakres treningu. Przy pesymistycznym spojrzeniu brać się będziesz tylko za nieduże ciężary, unikając większych które w sumie byłbyś w stanie unieść i które uczyniłyby Cię silniejszym. A przy spojrzeniu optymistycznym będziesz próbował dźwigać ciężary za duże na Twoje możliwości i przez to będziesz ponosił porażki, a potem albo będziesz się obwiniać, albo postanowisz starać się bardziej, podczas gdy ani jedno ani drugi nie sprawi, że staniesz się silniejszy.

Ja osobiście zebrałem ogromne plony dzięki podążaniu ścieżką samodyscypliny. Kiedy miałem 20 lat, mieszkałem w małej kawalerce, a sypiałem między czwartą rano a trzynastą. Moja dieta składała się w dużej części z fastfoodów i śmieciowego jedzenia. Nie ćwiczyłem – pomijając długie spacery od czasu do czasu. Wyjęcie poczty ze skrzynki wydawało się znacznym osiągnięciem każdego dnia, a główną atrakcją dnia było wychodzenie ze znajomymi. Pod koniec miesiąca nie byłem w stanie przypomnieć sobie wielu znaczących wydarzeń które miałyby miejsce w jego trakcie. Nie miałem pracy, samochodu, dochodów, celów, planów i realnej przyszłości. Jak czułem, wszystkim co miałem była masa problemów i spraw które wcale się nie polepszały. Nie miałem poczucia, że mógłbym kontrolować swoją drogę przez życie. Po prostu czekałem, aż coś się wydarzy, a potem jakoś na to reagowałem.

Ale w końcu stanąłem twarzą w twarz z faktem, że próby czekania na życie nie dają skutku. Jeżeli miałem gdziekolwiek zajść, musiałem coś z tym zrobić. I początkowo oznaczało to podejmowanie się wielu trudnych wyzwań, ale pokonałem je i w krótkim czasie stałem się znacznie silniejszy.

Przewijamy czternaście lat do przodu – niebo a ziemia! Wstaję codziennie o piątej rano. Ćwiczę sześć dni w tygodniu. Stosuję czysto wegańską dietę zawierającą masę świeżych warzyw. Moje domowe biuro jest dobrze zorganizowane. Domowa skrzynka pocztowa i skrzynka mailowa są puste. Jestem żonaty, mam dwójkę dzieci i ładny dom. Na biurku stoi segregator z zapisanymi celami i szczegółowymi planami ich osiągnięcia, a kilka z moich celów z roku 2005 już osiągnąłem. Nigdy nie wiedziałem lepiej, czego chcę, a robię to, co kocham. Wiem, że sprawiam różnicę.

Nic z tych rzeczy nie wydarzyło się tak po prostu. Wszystko było celowe. I z pewnością nie stało się to z dnia na dzień. Wymagało to lat ciężkiej pracy. Wciąż jest to ciężka praca, ale stałem się o wiele silniejszy. Dzięki temu rzeczy, które byłyby dla mnie nie do ugryzienia kiedy miałem dwadzieścia lat, teraz są łatwe, a więc mogę podejmować się większych wyzwań i osiągać poważniejsze rezultaty. Gdybym wszystkiego tego, co robię teraz, spróbował kiedy miałem dwadzieścia lat, poniósłbym sromotną klęskę. Dwudziestoletni Steve nie byłby w stanie sobie z tym poradzić choćby przez jeden dzień. Ale dla 34-letniego Steve’a to łatwizna. A naprawdę ekscytująca jest dla mnie myśl, co będzie w stanie osiągnąć Steve 48-letni… oczywiście w odniesieniu do mojej własnej drogi życia, a nie kogokolwiek innego.

TAK, mówię Ci to, żeby zrobić na Tobie wrażenie, ale nie sobą, lecz Tobą. Chcę, byś był pod wrażeniem tego, co jesteś w stanie osiągnąć za 5-10 lat jeżeli stale będziesz rozbudowywał swoją samodyscyplinę. To nie będzie łatwe, ale będzie warte wysiłku. Pierwszym krokiem jest otwarte zaakceptowanie punktu, w którym właśnie stoisz, czy czujesz się z tym dobrze, czy nie. Poddaj się temu, nad czym musisz pracować – może to nie fair, ale tak to wygląda. I nie staniesz się ani trochę silniejszy dopóki nie zaakceptujesz tego, gdzie teraz się znajdujesz.

Ten wpis jest częścią drugą sześcioczęściowej serii i samodyscyplinie: część 1 | część 2 | część 3 | część 4 | część 5 | część 6.

Źródło: Self-Discipline: Acceptance