Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Jak nauczyć się wcześnie wstawać?

Dobrze jest wstawać przed świtem, nawyk ten bowiem służy zdrowiu, dobrobytowi i mądrości.
– Arystoteles

Czy umiejętność wczesnego wstawania jest cechą wrodzoną, czy nabytą? W moim przypadku – zdecydowanie to drugie. Krótko po dwudziestce rzadko kiedy lądowałem w łóżku przed północą i prawie zawsze spałem do późna. Zazwyczaj nie rozkręcałem się przed późnym popołudniem.

Ale czas leciał i nie dało się nie nie zauważyć silnego związku pomiędzy odnoszeniem sukcesów a wczesnym wstawaniem, również i w moim własnym życiu. W tych rzadkich przypadkach, kiedy udało mi się wstać wcześnie, zauważałem że moja produktywność prawie zawsze była większa; nie tylko rankiem, ale i przez cały dzień. Moje samopoczucie było też zauważalnie lepsze. Skoro więc miałem się za osobę bardzo proaktywną, postanowiłem nabrać zwyczaju wczesnego wstawania. Bez zwłoki nastawiłem budzik na piątą rano…

…i następnego poranka wstałem chwilę przed południem.

Hmmm…

Próby ponawiałem jeszcze wiele razy, nigdy jednak daleko nie zachodziłem. Doszedłem do wniosku, że urodziłem się chyba bez genu wczesnego wstawania. Kiedykolwiek dzwonił budzik, moją pierwszą myślą było: uciszyć ten cholerny hałas i wrócić do spania. Nawyk ten utrzymywał się przez parę lat, aż pewnego razu natrafiłem na pewne badania nad snem. Zrozumiałem wtedy, że podchodziłem do problemu w niewłaściwy sposób. Wykorzystałem opisywane tam pomysły i wreszcie z powodzeniem wypracowałem nawyk wczesnego wstawania.

Ciężko jest opanować tę umiejętność, stosując złą strategię. Przy odpowiednim podejściu jest za to względnie łatwo.

Najpowszechniejsza z nieodpowiednich strategii jest taka: przyjmujesz, że jeżeli masz wstawać wcześniej, to lepiej, żebyś kładł się wcześniej. Ustalasz ile snu potrzebujesz teraz, a potem po prostu przesuwasz wszystko o parę godzin do tyłu. Jeżeli teraz śpisz od północy do ósmej, stwierdzasz, że pójdziesz spać o dziesiątej i wstaniesz o szóstej. Brzmi bardzo rozsądnie, ale zazwyczaj się nie udaje.

Okazuje się, że są dwie główne szkoły myślenia o wzorcach spania. Jedna mówi, że powinieneś kłaść się i wstawać zawsze o tej samej porze. Tak jakbyś miał budzik na obu końcach – próbujesz spać w tych samych godzinach każdej nocy. Wydaje się to praktycznym sposobem na życie w nowoczesnym społeczeństwie. Potrzebujemy przewidywalności dla naszych planów. Musimy też zapewnić sobie odpowiedni wypoczynek.

Według drugiej z tych szkół powinieneś słuchać potrzeb swojego ciała i kłaść się, gdy jesteś zmęczony, oraz wstawać wtedy, gdy w naturalny sposób się obudzisz. Podejście to zakorzenione jest w biologii. Nasze ciała powinny wiedzieć, ile wypoczynku potrzebujemy, a my powinniśmy ich słuchać.

Metodą prób i błędów doszedłem do wniosku, że obie te szkoły prezentują nieoptymalne wzorce snu. Obie z nich są niewłaściwe, jeżeli zależy Ci na produktywności. Oto dlaczego…

Jeżeli śpisz w ustalonych godzinach, czasami trafisz do łóżka, nie będąc zupełnie zmęczonym. Jeżeli zaśnięcie każdego wieczora zajmuje Ci więcej niż pięć minut, to nie jesteś dość senny. Tracisz czas czuwając w łóżku zamiast spać. Inny problem jest taki, że przyjmujesz, iż każdej nocy potrzebujesz tyle samo godzin snu, co też jest błędnym założeniem. Ilość potrzebnego Ci snu zmienia się z dnia na dzień.

Jeżeli Twój sen opiera się na tym, co mówi Ci Twoje ciało, prawdopodobnie będziesz spał więcej niż potrzebujesz – w wielu przypadkach o wiele więcej, powiedzmy o 10-15 godzin tygodniowo (odpowiednik całego dnia na nogach). Wiele osób sypiających w ten sposób przesypia w nocy ponad osiem godzin, a to zazwyczaj za dużo. Ponadto gdy wstajesz o zróżnicowanych porach, Twoje poranki są bardziej nieprzewidywalne. A ze względu na to, że nasz naturalny rytm bywa czasami niezgodny z 24-godzinnym zegarem, może się okazać, że Twoje godziny snu zaczynają się rozjeżdżać.

Optymalnym rozwiązaniem byłoby połączyć oba podejścia. To bardzo proste, i wielu wcześnie wstających robi tak nawet o tym nie myśląc, tym niemniej dla mnie był to przełom w myśleniu. Rozwiązanie było takie: chodzić spać, kiedy jestem senny (i tylko wtedy), a wstawać na budzik o określonej porze (przez 7 dni w tygodniu). Tak więc zawsze wstaję o tej samej godzinie (w moim przypadku – o piątej), ale każdej nocy kładę się spać o innej porze.

Kładę się, kiedy jestem zbyt senny, by pozostać na nogach. Mój test na senność polega na tym, że jeżeli nie jestem w stanie przeczytać jednej czy dwóch stron z książki nie odpływając przy tym, to jestem gotów na spanie. Najczęściej zasypiam w przeciągu trzech minut od położenia się do łóżka. Kładę się, przybieram wygodną pozycję, i natychmiast odpływam. Czasem kładę się wpół do dziesiątej wieczorem, innym razem jestem na nogach do północy. Najczęściej idę do łóżka między 22 a 23. Jeżeli nie jestem senny, nie kładę się spać dopóki jestem stanie utrzymać otwarte oczy. Czytanie to świetna sprawa na taki czas, bo łatwo wyczuć moment odpowiedni na zaśnięcie.

Kiedy co rano dzwoni mój budzik, wyłączam go, przeciągam się przez parę sekund i siadam. Nie myślę o tym. Nauczyłem się, że im więcej czasu zabiera mi wstawanie, tym większa jest szansa, że zaśpię. Dlatego od momentu, gdy zadzwoni budzik, nie pozwalam sobie na żadne dyskusje w myślach na temat korzyści z dodatkowej drzemki. Nawet, jeżeli chciałbym jeszcze pospać, to i tak zawsze wstaję natychmiast.

Po kilku dniach stosowania tego podejścia zauważyłem, że moje wzorce snu nabrały naturalnego rytmu. Jeżeli jednej nocy spałem za mało, automatycznie wcześniej robiłem się bardziej senny i kolejnej nocy spałem więcej. A jeżeli miałem mnóstwo energii i nie byłem zmęczony, spałem mniej. Moje ciało nauczyło się kiedy mnie nokautować, bo wiedziało, że zawsze wstaję o tej samej porze, a pora ta nie podlega negocjacji.

Efekt uboczny był taki, że spałem jednorazowo około półtorej godziny mniej, a czułem się właściwie lepiej wypoczęty. Przesypiałem niemal cały czas, który spędzałem w łóżku.

Czytałem, że większość osób z bezsennością to ludzie, którzy kładą się, kiedy nie są senni. Jeżeli nie jesteś senny i stwierdzasz, że nie jesteś w stanie szybko zasnąć, wstań i zostań na nogach przez jakiś czas. Przetrzymaj senność dopóki Twoje ciało nie zacznie wydzielać hormonów odcinających Twoją świadomość. Jeżeli po prostu chodzisz do łóżka, kiedy jesteś senny, a potem wstajesz o stałej porze, to wyleczysz bezsenność. Pierwszej nocy będziesz siedział do późna, ale zaśniesz natychmiast. Tego pierwszego dnia możesz być zmęczony z powodu zbyt wczesnej pobudki i tylko kilkugodzinnego snu w ciągu nocy, ale przebrniesz jakoś przez dzień i kolejnej nocy będziesz chciał położyć się wcześniej. Po kilku dniach ustali Ci się wzorzec chodzenia spać z grubsza o tej samej porze i natychmiastowego zasypiania.

Jeśli więc chcesz nauczyć się wcześnie wstawać (czy choćby uzyskać większą kontrolę nad swoimi wzorcami snu), spróbuj tego: chodź spać tylko kiedy jesteś zbyt senny, by utrzymać się na nogach, a wstawaj zawsze o tej samej porze.

Edycja z 31 maja 2005 r.: Ze względu na niewiarygodną popularność tego artykułu, napisałem uzupełnienie zawierające parę dodatkowych szczegółów i wyjaśnień – „Jak nauczyć się wcześnie wstawać – część druga”. A jeżeli naprawdę chcesz wynieść spanie na wyższy poziom, poczytaj o moich doświadczeniach ze snem polifazowym, przy którym śpisz tylko 2-3 godziny na dobę, robiąc co kilka godzin dwudziestominutowe drzemki – i tak przez całą dobę.

Edycja z 29 maja 2006 r.: Przeczytaj koniecznie powiązany artykuł: „Co zrobić, by wstawać gdy tylko zadzwoni budzik?”.

Źródło: How to Become an Early Riser

1 Comment

  1. Dzięki za to tłumaczenie 😉

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*