Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Zapis snu polifazowego – Dzień 1

Ukończyłem pierwszy dzień według polifazowego harmonogramu snu, co cztery godziny robiąc 20-30-minutowe drzemki. Minęło już prawie 36 godzin odkąd po raz ostatni obudziłem się z całonocnego snu. „Dzień” przy tym harmonogramie jest pojęciem względnym, jako że plan spania w ciągu dnia nie różni się niczym od tego na noc. Nie jestem pewien czy myśleć o dniu dzisiejszym jako o „dniu 1” (dzień po mojej pierwszej nocy pozbawionej spania) czy jako o „dniu 2” (drugi dzień po tym, jak oficjalnie rozpocząłem realizowanie tego planu). Zdecydowałem się wybrać wariant „dzień 1”.

Jak na razie bez poważniejszych problemów, nie licząc pewnego zmęczenia, niższej koncentracji i sporadycznej senności. Trzymam się planu, zaczynając sen zawsze w zakresie dziesięciu minut od docelowych godzin i nigdy nie przesypiając.

Wczoraj wydawało się to trudniejsze niż być powinno, gdyż doświadczyłem pewnego zmęczenia mimo, że początkowo uzyskiwałem więcej snu niż zazwyczaj – realizowanie planu drzemek  zacząłem po pełnej nocy snu. Mogło chodzić o to, że drzemki kolidowały z moim zwyczajnym dziennym rytmem, ale podejrzewam, że efekt miał podłoże bardziej psychosomatyczne. Myślę, że mój umysł dostał trochę forów w tym eksperymencie i wcześnie wywoływał uczucie niedoboru snu, bo „przedstawienie czas zacząć”. Prawdopodobnie to właśnie niedobór snu prowadzi do adaptacji.

Ostatnia noc była średnio-trudna, z dużą ilością senności i zmęczenia pomiędzy drzemkami o pierwszej i o piątej. Piąta rano była moją normalną porą pobudki. Przez ten czas byłem jedynie wpół sprawny – zarówno umysłowo, jak i fizycznie. Część tego czasu spędziłem na zajmowaniu się zaległościami w czytaniu gazet (zająłem się już wszystkimi). Zajmowałem się też trochę przygotowywaniem jedzenia – kroiłem warzywa (marchewkowe i selerowe paluszki). Tak myślę, że zrealizowanie garści ciekawych przepisów może być dobrym pomysłem na spędzenie czasu kiedy jestem najbardziej zmęczony, jako że gotowanie jest przyjemne, ale nie zanadto męczące w krótkich porywach (umysłowo czy fizycznie). Razem z żoną mamy wiele dobrych książek kucharskich, a ona właśnie zajmuje się wydaniem własnej wegańskiej książki kucharskiej z około dwiema setkami przepisów przesłanych przez czytelników – książka jest w tej chwili w druku. Tak więc mam masę ciekawych przepisów do wyboru; dość by pozostać nieźle zajętym.

Kiedy już było po drzemce o dziewiątej, zaczęło się robić łatwiej i poczułem się na tyle żwawy, by wypuścić podcast. Jestem pewien, że zrobiłbym to lepiej gdybym bardziej się wyspał, ale mam nadzieję że byłem dość spójny by dało się zrozumieć istotę sprawy. To było ostatnie zadanie umysłowe na liście „do zrobienia” jakie miałem zaplanowane od teraz do Halloween. Wszystkie inne poważniejsze prace umysłowe w tym czasie zostały zdjęte z listy i pozostają nieobowiązkowe na następnych 10 dni. W rzeczywistości mój plan jest dość pusty przez cały czas aż do szóstego listopada i zamierzam trzymać się tego, by mieć dość czasu na rozegranie całego procesu. W pewnym sensie jest to jak wakacje, jakkolwiek nieźle pokręcone. Jakiego typu człowiek robi sobie wakacje od spania? 😉

Otrzymałem parę pełnych porad maili od osób, które wcześniej próbowały snu polifazowego. Doceniam wskazówki. Jeżeli sam tego próbowałeś i możesz coś doradzić, to daj mi znać. O ile mi jednak wiadomo, żadna z osób, które się ze mną jak dotychczas kontaktowały, nie była w stanie realizować harmonogramu snu polifazowego dłużej niż przez kilka dni, więc nigdy nie udało im się dobrnąć do przypuszczalnego momentu przystosowania. Chociaż sporo z ich porad brzmi logicznie, nie biorę tego dosłownie, jako że same te pomysły, jak widać, nie były wystarczające by zagwarantować sukces. Deficyt snu to dziwny obszar, więc nawet porady brzmiące rozsądnie i inteligentnie mogą w rzeczywistości stanowić klucz do porażki. Właściwy sposób zarządzania tym procesem nie jest oczywisty, ale kiedy wszystko inne zawiedzie, będę trzymał się swojej intuicji.

Zgadzam się, że to ważne, by pozostawać zajętym, bo nierobienie niczego bardzo ułatwia skupienie się na zmęczeniu, a to tylko pogarsza sprawę. Ale nie czuję się na siłach pracować nad poważniejszym umysłowym zadaniem w czasie tego doświadczenia, obawiam się także fizycznego przeciążania się. Jeśli chodzi o ćwiczenia, to trzymam się dość lekkiego planu na który składa się około godziny spaceru i pół godziny jogi. Nie jest to wyczerpujące, ale czas jakoś mija. Jak wspominałem wcześniej, myślę, że gotowanie czegoś dobrego będzie należało do najlepszych zajęć, zakładając tylko, że będę szczególnie uważał by nie odciąć sobie palców. Mogę też podczas gotowania słuchać podcastów, co ma szansę pomóc mi pozostać zajętym. Powtarzalne zadania, jak obieranie i szatkowanie marchewek czy robienie chipsów bananowych w suszarce wyglądają na dobre zajęcia – są umysłowo i fizycznie niewymagające, a mimo to dostatecznie zajmujące by utrzymać mój umysł z dala od snu.

Uważam, że moim głównym celem na teraz jest znalezienie kreatywnych sposobów na spędzenie czasu do następnej drzemki. Nie staram się być superproduktywny w okresie adaptacji. Skupiam się po prostu na jednym cyklu naraz. Mam tylko około 3,5 godziny czasu na nogach pomiędzy końcem jednej drzemki a rozpoczęciem kolejnej. Planowanie zajęć na jeden cykl naraz działa dobrze. Próby planowania na dwa czy więcej cyklów odczuwam jako bardziej stresujące. Tego typu rzeczy będą miały sens później, kiedy będę już miał za sobą adaptację i będę czuł się bardziej czujny i pełen energii. Ale jak na razie, moja intuicja podpowiada mi, że podejście „jeden cykl naraz” jest najlepsze. Po prostu byle do kolejnej drzemki. W ten sposób muszę myśleć tylko o bieżącym cyklu, umysł mając skupiony na dających się osiągnąć krótkoterminowych celach, zamiast przeładowywać go myśleniem o możliwych wielu dniach pozbawienia snu. Łatwiej jest radzić sobie z pozostawaniem w teraźniejszym momencie – to jedna z lekcji, jakich nauczyłem się od żołnierzy oddziałów specjalnych, którzy z powodzeniem przechodzili piekielny tydzień na który składała się ciężka praca i mało albo zupełnie brak snu przez około pięciu dni. Ci, którym udawało się przez to przejść, mówili, że sekret polegał na tym, by pozostać całkowicie skupionym na bieżącym zadaniu bez ani jednej myśli o tym, co miało nadejść potem. Ci, którzy myśleli o następnych dwudziestu czterech godzinach, nie dawali rady.

Będę starał się nadal publikować posty z codziennymi zapisami moich postępów, zwłaszcza w nadziei, że może to być przydatne dla innych, którzy chcieliby wypróbować sen polifazowy. Ponadto notowanie tych zapisów także pomaga mi spędzić czas do kolejnej drzemki.

Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, prześpię tylko 20-30 godzin od teraz do Halloween. Nieprawdopodobne!

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Day 1

1 Comment

  1. Jestem Ci wdzięczny za Twoją relację z tego eksperymentu. Zaczynam lekturę. Ja dzisiaj też zaczynam eksperyment polifazowy, a Twoje wpisy będę czytał w przerwach między drzemkami. Trochę się tylko obawiam, gdyż brakowało mi zawsze w życiu dyscypliny, jednakże tym razem moja motywacja jest silna, bo, po pierwsze, mówi się o przypływie kreatywności spowodowanej takim cyklem snu, a po drugie sny uważam za narzędzie duchowego rozwoju (wydaje mi się, że nawet jest coś takiego, jak joga snu). Mówi się, że zapamiętywanie snów przy tym cyklu jest łatwiejsze, a ponadto są one wyraźniejsze, co tym bardziej mnie cieszy, bo planuję w trakcie przeprowadzania tego eksperymentu prowadzić dziennik snów. Nie wspominając już o większych szansach na osiągnięcie świadomego snu czy oobe. Moje wstępne założenie jest takie, że sen polifazowy w trybie ubermana może być zdrową alternatywą dla substancji psychoaktywnych.

Dodaj komentarz