Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Zapis Snu Polifazowego – Dzień 2

Jak na razie dobrze. Dalej trzymałem się wszystkich swoich zaplanowanych drzemek bez przesypiania. Tego dnia było jednak dużo ciężej niż poprzedniego.

Najlepiej wypadł mi cykl wczoraj między siedemnastą a dwudziestą pierwszą. Byłem w stanie zrelaksowaniej świadomości, ale praktycznie bez wewnętrznego dialogu. Może mój mózg był zbyt zmęczony, by myśleć… nawet myśleć o byciu zmęczonym. Ale czułem się świadomy i czujny nawet przy odczuwanym braku myśli. Jedyna rzecz, na jakiej mogłem się skupić, to chwila obecna.

Ugotowałem wczoraj wieczorem dwa ciekawe dania: curry ze słodkich ziemniaków i warzywa doprawiane kokosowo i curry. Zauważyłem, że gotowanie jest dobrym sposobem na przeczekanie czasu, w którym wszyscy inni spali. Próby czytania ostatniej nocy były trudne – bardzo szybko robiłem się senny.

Cykl między pierwszą a piątą był znów najtrudniejszy, ale jakoś dałem sobie radę. Wcześniej uwarunkowałem się na wstawanie na budzik, więc ta reakcja dalej ładnie działa. Mogę jednak potrzebować jakiejś lepszej strategii na przechodzenie cyklu między pierwszą a piątą, ponieważ senność w tym okresie osiąga najwyższy poziom, a fizyczna energia bardzo spada. Jeżeli to się pogorszy, to ryzykuję przyśnięcie. Zastanawiam się, czy nie byłoby pomocne dołożenie dodatkowej drzemki w połowie tego cyklu, by trochę go przełamać. Nie wchodziłbym w fazę REM tak, jak ma to miejsce w dłuższym spaniu, ale dodatkowy sen NREM mógłby wspomóc przeczekanie tego czasu i walkę z sennością.

Tak naprawdę, to zastanawiam się czy okres przestawiania się nie byłby łatwiejszy jako całość, przy zastosowaniu większej ilości częstszych drzemek, ale o tej samej długości, jak powiedzmy osiem drzemek co trzy godziny zamiast sześciu co cztery godziny. Czy warunkowanie organizmu do wchodzenia w fazę REM w krótszych okresach snu byłoby tak samo efektywne? Nie wiem. Ale jeżeli poczuję, że padam ze zmęczenia czy senności, mogę spróbować dorzucenia tu i ówdzie dodatkowej dwudziestominutowej drzemki. Drzemki nie są zupełnie regenerujące, ale pomagają. Nie sądzę, by miało to opóźnić pożądany efekt przystosowania tak jak by to było z 3-godzinnym snem. Z doświadczeń innych, o jakich czytałem, praktycznie każdy miał czasami problem z zasypianiem, a nawet z przesypianiem budzika. Ale jak dotychczas nie słyszałem o nikim, kto próbowałby zwiększyć częstotliwość drzemek, kiedy senność była przytłaczająca.

Doświadczyłem dziś rano spadku apetytu z lekkim poczuciem nudności. Myśl o jedzeniu niezbyt mnie pociągała. Z trudem dociągnąłem do drzemki o dziewiątej. Spałem głęboko, ale obudziłem się odurzony. Następnie zjadłem lekkie śniadanie. Ale przez resztę dnia apetyt nadal miałem niewielki. Około północy w brzuchu burczało mi tak głośno, że żona rzucała komentarze na ten temat, ale mi po prostu nie było to na tyle obojętne, że nie jadłem. Myślałem w ten sposób: „Niech mój żołądek przez jakiś czas sam zajmie się swoimi problemami i przestanie dręczyć mózg swoimi błahymi narzekaniami.”. Wydawało się to wtedy całkiem sensowne… i w sumie dalej tak wygląda.

Muszę wspomnieć, że robię ten eksperyment bez kofeiny. Trochę kofeiny tu i tam mogłoby ułatwić sprawy w krótszej perspektywie, ale prawdopodobnie przedłużyłoby okres adaptacji, zwłaszcza, że znana jest ona z zaburzania snu REM, którego brakuje mi najbardziej ze wszystkiego. Moja normalna dieta z natury wolna jest od wszelkich produktów zwierzęcych (wegańska), ale nie mam pojęcia, jaki wpływ ona wywrze na eksperyment. Zauważyłem, że jedzenie zaraz po drzemce jest lepsze, niż chwilę przed, bo trawienie utrudnia szybkie zasypianie.

Trudno jest mi się skupić, nawet na tyle, by wpisać tę aktualizację. Dziś rano czułem się zupełnie jak zombie, a od tamtego czasu jest tylko gorzej. Powrót do zwykłego stanu zombie wymagałby ulepszenia z mojego aktualnego stanu bycia zombie beznogim i bezrękim. Nie sądzę, bym przez cały dzień umysłowo w skali od jednego do dziesięciu przekroczył piątkę. Pewnego razu spędziłem około półtorej godziny leżąc na sofie, patrząc w przestrzeń, gdy różni członkowie rodziny dryfowali koło mnie. Niektórzy z nich próbowali mnie zaczepiać, ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie, co się działo. Było to w sumie na wpół pokojowe doświadczenie, bo byłem tak zmęczony, że mój umysł sprawiał wrażenie wyłączonego, pozbawionego myśli. Ledwie przypominam sobie, jak ktoś wypowiadał zdanie: „OK, Egon poszedł, na razie.”. W jakiś sposób przypominało to medytację. Byłem świadomy bez myślenia. Przypomniało mi to o odcinku komedii „The Three Stooges” w którym Curly zostaje palnięty w głowę i mówi: „Patrz na pardwę.”, patrząc pustym wzrokiem w przestrzeń.

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Day 2

1 Comment

  1. Tak, co do jedzenia, do tej pory traktowałem ciało jak śmietnik, zaś na czas trwania eksperymentu zamierzam jeść wyłącznie warzywa. Myślę, że taka dieta sprawi, że mój organizm się oczyści, co tym bardziej moim zdaniem przemawia za tym, że ten eksperyment może duchową podróżą, zresztą Twoje odczucia, jak to że miałeś poczucie medytowania, inne postrzeganie czasu, Twój umysł był uspokojony, zdają się o tym poświadczać.

Dodaj komentarz