Moje doświadczenie ze snem polifazowym w ciągu ostatnich 24 godzin nie było aż tak dobre jak to z Dnia 4. Drzemki nie były tak regenerujące, a sporą część minionej nocy spędziłem z poczuciem senności. Dołożyłem kilka drzemek by przetrwać jakoś noc. Wydawało się, że to pomaga, jako że ostatecznie miałem parę snów, a z drzemki o piątej obudziłem się znów wypoczęty. Poranek i wczesne popołudnie minęły dziś dobrze.

Problem nocnej senności mógł być częściowo spowodowany moim własnym zachowaniem. Spędzam przynajmniej kilka godzin każdej nocy na czytaniu (głównie fikcji, także nie ma znaczenia, jak dobrze to przyswajam), co jest zajęciem, jakiemu zwykle oddaję się przed snem. Tak więc mogłem wcześniej uwarunkować się do stopniowego stawania się coraz bardziej sennym podczas czytania wieczorem, ponieważ zwykłem czytać dopóki nie odleciałem. Mogłem zdecydować się na wykonywanie innych czynności w ciągu nocy – takich, które z mniejszym prawdopodobieństwem wywoływałyby senność. Ponieważ jednak wciąż się przyzwyczajam, czuję się ograniczony jeśli chodzi o wykorzystanie nocy na kreatywną pracę, bo nie czuję się tak aktywny jak bym chciał. Zajmowałem się więcej gotowaniem, ale nasza lodówka jest już przepełniona jedzeniem. Dziś pracowałem nad listą innych zajęć, jakim mógłbym się oddać w tym czasie, także dziś w nocy spróbuję trochę tu pozmieniać. Chcę ograniczyć lub wyeliminować nocną senność, a nie tylko znaleźć sposób na odwrócenie od niej swojej uwagi.

Niektórzy ludzie opisywali doświadczanie w związku ze snem polifazowym bardziej jaskrawych snów i większej ilości snów świadomych. Podczas, gdy może to być efekt długoterminowy, nie stwierdziłem, by moje sny były bardziej jaskrawe. Jeżeli już, to są one mniej jaskrawe, a bardziej uproszczone. Od początku tego eksperymentu nie miałem żadnych świadomych snów.

Wciąż przez całą dobę doświadczam pewnej „umysłowej mgły”. Nie jest to uczucie nieprzyjemne, ale nie czuję się w pełni zaangażowany w to, co robię – moje fizyczne działania wydają się mniej realne, a bardziej jak we śnie.

Miałem też w ciągu ostatnich kilku dni objawy podobne do przeziębienia, zwłaszcza kaszel i katar. Są one jednak bardzo delikatne.

Moje precyzyjne zdolności motoryczne są również nieco ograniczone. Zauważam to zwłaszcza przy jedzeniu – czasami w dość nerwowy sposób podnoszę sztućce. Piszę też wolniej niż zazwyczaj. Prawdopodobnie piszę z prędkością tylko około 2/3 tego co zwykle i robię więcej literówek. To są problemy, które chciałbym mieć z głowy w ciągu tygodnia czy dwóch.

Po prostu dla bezpieczeństwa w czasie adaptacji unikam prowadzenia samochodu. Ogranicza to więc zakres rzeczy, jakie mogę robić w środku nocy, co jest w pewien sposób przykre, biorąc pod uwagę ile miejsc w Las Vegas otwartych jest przez całą dobę. Fajnie byłoby spędzić jeden z nocnych cyklów grając od czasu do czasu w pokera, ale nie zamierzam nigdzie jeździć, dopóki nie poczuję, że mogę to robić bezpiecznie.

Ćwiczenia fizyczne w czasie eksperymentu nadal robię lekkie, zajmując się tylko jogą i spacerując. Obawiam się, że mogę być wrażliwszy na kontuzje, a powrót do zdrowia może być wolniejszy jeżeli podejmę się jakichś bardziej wytężonych ćwiczeń wraz z przystosowywaniem się do spędzania czasu z mniejszą ilością snu. Kiedy poczuję już całkowicie przystosowany, będę miał mnóstwo czasu by rozkręcać się z ćwiczeniami.

Główną rzeczą, której oczekuję w najbliższych dniach, jest rozwianie się tej umysłowej mgły i ustabilizowanie mojej czujności i energii. Aktualnie większość z cyklów jest w porządku, ale w ciągu niektórych z nich czuję się czuję się zamroczony i senny, tak, że ogólnie doświadczenie daje nieco efekt przejażdżki na kolejce górskiej. Czasem rozpoczynam drzemkę czując się okropnie, a budzę się zupełnie odświeżony; innym razem dzieje się odwrotnie. Spodziewam się, że sytuacja będzie się stopniowo poprawiać wraz z tym, jak coraz bardziej konsekwentnie osiągać będę fazę REM w czasie drzemek. Już teraz jestem w stanie dojrzeć poprawę – często budzę się kilka minut przed budzikiem, czując się wypoczęty i pamiętając sny.

Czuję się szczęśliwcem jeśli chodzi o wolność pozwalająca mi na wypróbowanie tego eksperymentu, wiele frajdy sprawia też otrzymywanie wsparcia od tych z Was, którzy go śledzą. Wprowadzenie tak drastycznych zmian w życiu wymaga oczywiście ogromnej elastyczności i dużego poświęcenia by poradzić sobie z przejściem początkowego okresu adaptacji. Żona bardzo mnie wspiera, mimo że uważa iż to wszytko jest dziwne. Nie mogę powiedzieć, że się z tym nie zgadzam. Jednak po 11,5 roku razem przyzwyczaiła się już do oglądania mnie robiącego dziwne rzeczy w dążeniu do rozwoju osobistego.

Chcę jeszcze raz podkreślić, że jest to związany z rozwojem osobistym eksperyment, który powodowany jest bardziej ciekawością, niż czymkolwiek innym. Otrzymuję wsparcie i pytania na temat rezultatów dotyczących produktywności wynikających ze snu polifazowego, co mnie nie dziwi, ale szczerze mówiąc nie myślałem zbyt wiele nad tymi aspektami eksperymentu, ani nie zaszedłem jeszcze dość daleko by móc przedstawić realistyczny pogląd. Wciąż przechodzę okres adaptacji, który, jak mi powiedziano, trwać może do kilku tygodni, więc nie spodziewam się po sobie zbyt wiele kreatywnego tworzenia w tym czasie.

Zdobywanie doświadczeń z rozwoju takich jak to pasuje wprost do mojego pomysłu na życie, tak więc samo w sobie podjęcie się tego eksperymentu jest z mojego punktu widzenia produktywną próbą. Nie próbuję wykorzystać tego eksperymentu jako środka do długoterminowego produkowania większej ilości cośków, słów, linii kodu. Te długoterminowe rezultaty mogą stanowić miły dodatek, ale nie są moją główną motywacją. Dużo bardziej pociąga mnie idea snu polifazowego sama w sobie – by po prostu przekonać się przez jakić czas jak to jest być „polifazowcem”. Jest to tak zupełnie inny sposób życie, że uznałem, iż może zaowocować rozwojowym doświadczeniem jakkolwiek się nie skończy, i z pewnością jak dotychczas tak właśnie się dzieje. Daje mi to nowe spojrzenie na rzeczywistość, zmieniając mój sposób myślenia o czasie, a także wywołuje inne powiązane skutki jak przełamywanie starych nawyków i kształtowanie nowych.

Myślę, że ktoś, kto bierze się za sen polifazowy powodowany wiarą, że doprowadzi go to do większej produktywności będzie miał mniejsze szanse na przejście z powodzeniem okresu adaptacji. „Większa produktywność” dzięki większej ilości godzin do dyspozycji nie jest wewnętrzną motywacją większości ludzi. Jeżeli tym się motywujesz, to myślę, że łatwiej poddasz się po kilku dniach czy zaczniesz przesypiać kiedy zrobi się ciężko. Możesz mieć wrażenie, że poświęcasz zbyt wiele, wymieniając, powiedzmy, regenerujący sen na bardziej stresującą pracę. Ale jeżeli wchodzisz w to z nastawieniem na ciekawość i odkrywanie, myślę, że masz o wiele większe szanse na powodzenie. Nie będziesz wyobrażał sobie nagrody za sukces w postaci większej ilości pracy i powiązanego z nią stresu. Zamiast tego, odkryjesz, że samo doświadczenie daje głęboką satysfakcję dzięki rozwojowi i wiedzy o samym sobie, jaka z niego płynie. W takim wypadku możesz być choćby i śmiertelnie zmęczony i czuć się po trzech dniach zupełnie jak zombie – i wciąż dobrze się z tym bawić. Nie będziesz przywiązywał wagi do jakichkolwiek konkretnych efektów.

Wysyłajcie mi proszę dalej swoje pytania i komentarze na temat eksperymentu ze snem polifazowym, a ja postaram się nawiązać do nich w przyszłych postach z zapisami postępów, jeżeli jeszcze tych tematów nie poruszałem.

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Day 5