Moja żona, Erin, ma unikalny punkt widzenia na mój eksperyment ze snem polifazowym, którym chciała się podzielić, także reszta wpisu należy do niej. 

Możesz zastanawiać się, jak to jest żyć ze Steve’em kiedy realizuje on swój eksperyment ze snem polifazowym. Pozwól, że Ci powiem…

Kiedy po raz pierwszy przyszedł do mnie z tym pomysłem, gotowa byłam go zbyć, jakby była to przelotna myśl czy pomysł. Nie sądziłam, że bierze to na serio. Ale kiedy zaczął głośno myśleć o tym, jak dopasować nasze plany by zrekompensować potrzebę drzemek, uruchomił mi się alarm pt.: „och, ach, on się znowu wkręca!”. Rozpracował to wszystko, co jest dla mnie pewnym znakiem, że mówi poważnie. Steve nigdy nie robi nic na pół gwizdka. Całkowicie zanurza się w danej sprawie tak, by móc tak trafnie jak to możliwe odpowiedzieć sobie na pytanie jak to rzeczywiście jest. Nie jest amatorem, tak to ujmijmy.

Postanowił, że pora na drzemkę będzie o pierwszej w nocy, piątej i dziewiątej rano oraz pierwszej i piątej po południu i dziewiątej wieczorem. Doszliśmy do wniosku, że przy naprawdę niewielkim dopasowaniu naszej codziennej rutyny mógłby rzeczywiście zastosować ten schemat. Ale obawiałam się o bezpieczeństwo eksperymentu. Po prostu nie wyglądało to na zdrowe. Nie mógł on właściwie wskazać mi wielu osób, które z powodzeniem tego dokonały, i z pewnością nikogo, kto ponadto musiał brać pod uwagę żonę i dzieci. Obawiałam się bardzo, że będzie cierpiał na niedobór snu, ale kiedy wyjaśnił mi że przy każdej drzemce będzie uzyskiwał sen REM, dostrzegłam że może to zadziałać.

Wciąż byłam oporna względem pomysłu. Nie mogłam sobie wyobrazić dlaczego chciałby być na nogach przez całą noc i naprawdę nie widziałam zbyt wiele korzyści. Wtedy powiedział mi, że dzięki całemu temu dodatkowemu czasowi, jaki miałby w środku nocy, mógłby zajmować się takimi rzeczami jak gotowanie, sprzątanie i pisanie mi długich wierszy o miłości (ok, bez tego ostatniego, ale dziewczyna może sobie pomarzyć, nie?). Stwierdziłam, że jest dużym chłopcem i jeżeli rzeczywiście tego chce, to ja powinnam wspierać go na tyle na ile to możliwe. Ustaliliśmy nowy plan i eksperyment się rozpoczął. Powiedziałam mu, że jeżeli będzie chodził za mną i dzieciakami z toporem i zacznie wyglądać jak Jack Nicholson w Lśnieniu, to eksperyment natychmiast się zakończy. Powiedziałam mu też, że jeżeli znajdę go na dachu gotowego do „lotu”, to będzie skończony. Zgodził się, że gdyby zdrowy rozsądek zaczął go opuszczać albo nie osiągałby snu REM podczas większości drzemek, to przerwie eksperyment.

Jak można przeczytać w poliblogowych zapisach (czy czymkolwiek one są) – radzi sobie naprawdę dobrze. Nie uwierzyłabym, gdybym nie zobaczyła tego na własne oczy. To takie dziwne uczucie, kłaść się spać na noc wiedząc, że on będzie niemal przez cały czas na nogach. Właściwie to czuję się trochę jakby winna że tyle czasu śpię. Czasami w środku nocy budzę się, patrzę na zegar i zastanawiam się, co robi. Pewnej nocy obudziłam się i poczułam ziemniaczane curry. Chciałam wstać i wziąć trochę właśnie tu i teraz!

Są zalety (nasza lodówka wypełniona jest to granic możliwości), były też wyzwania (nie ma do kogo się przytulić w nocy), ale ogólnie jestem bardzo dumna, że udało mi się wytrzymać by zobaczyć, czy będą długoterminowe korzyści. Czasami robi sobie ze mnie żarty, że tak długo śpię; zrobił się trochę spaniowym snobem. Ale po przeżyciu ze Steve’em prawie dwunastu lat wiem jedno… on nigdy nie przestanie się rozwijać, nigdy nie przestanie robić wszystkiego, co tylko możliwe, nigdy nie przestanie kwestionować normy. I nie chciałabym go innego.

Źródło: Polyphasic Sleep Log – A Wife’s Perspective