Właśnie kończy się mój pierwszy tydzień ze snem polifazowym. Minęło ponad 175 godzin od ostatniej w pełni przespanej nocy.

Wszystko nadal idzie dobrze. Dziś było nawet lepiej niż wczoraj. Koniec z umysłową mgłą. Koniec z ograniczonym refleksem. Dziś po raz pierwszy od tygodnia prowadziłem samochód – bez żadnych problemów. To jest naprawdę zdumiewające, biorąc pod uwagę, że przez cały ostatni tydzień spałem mniej niż 20 godzin, i nigdy dłużej niż pół godziny naraz, Na pewno nie odczuwam niedoboru snu… wręcz przeciwnie.

Wciąż robię sobie tę siódmą drzemkę o trzeciej nad ranem, kiedy senność uderza, ale zaczyna ona raz za razem sprawiać wrażenie coraz mniej potrzebnej, także jest szansa że wkrótce będę w stanie sobie ją darować.

Dziś zacząłem nastawiać czasomierz na 25 zamiast 30 minut drzemki. Wydaje się, że działa to lepiej. 30 minut to za dużo; często jestem już po fazie REM albo w ogóle budzę zanim zadzwoni budzik.

Zamierzam kontynuować przez kolejny pełny tydzień zanim zacznę wyciągać długoterminowe wnioski. W wolnych chwilach jeszcze przez jakiś czas będę nadal publikował zapisy snu, kiedykolwiek będę miał coś nowego do dodania, chociaż nie będę już pisał codziennie. Zapisy będą jak zwykle publikowane w kategorii „sen”.

Wraz z żoną nabijamy się z siebie wzajemnie odkąd rozpoczął się eksperyment. Ona nazywa moje zwyczaje „polidrzemkowaniem”, a ja o jej nocny sen zwę hibernacją. Kiedy otulam ją wieczorem, mawiam: „Do zobaczenia na wiosnę!”. 🙂

Jeden z czytelników przesłał mi link do artykułu w dzisiejszym „UK Guardian”, w którym mowa o powiązaniach między sposobem snu a dietą u zwierząt. Szczególne odniesienie do mojego eksperymentu miał ostatni akapit:

Jerome Siegel z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles opisuje w czasopiśmie „Nature today” w jaki sposób dieta i styl życia wywierają ogromny wpływ na to, jak wiele zwierzęta śpią. Mięsożercy większość dnia spędzają drzemiąc, wszystkożercy uzyskują przeciętną ilość snu, a roślinożercy ucinają drzemki wtedy, kiedy mogą sobie na to pozwolić. „Te wnioski wyjaśniają dlaczego niektóre zwierzęta potrafią przetrwać i rozmnażać się w optymalny sposób mając do dyspozycji tylko kilka godzin czujności, podczas gdy inne muszą jeść cały dzień oraz mają ograniczony czas na sen.”, powiedział.

Ciekawe. Jako, że jestem roślinożercą (tzn. weganinem), może to to dało mi fory w przestawianiu się na sen polifazowy. W porównaniu z opublikowanymi doświadczeniami innych ja miałem zauważalnie łatwiejsze przejście. Bez wątpliwości stwierdziłem, że kiedy po raz pierwszy zostałem wegetarianinem w roku 1993, potrzebowałem mniej snu by czuć się wypoczętym – było to w czasie, gdy byłem bardzo obłożony zajęciami kiedy starałem się ukończyć studia w trzy semestry. Nie przypominam jednak sobie zmiany nawyków związanych ze snem kiedy z wegetarianizmu przeszedłem na weganizm w 1997 r., ale to nie wyklucza takiej możliwości – mogłem po prostu nie zwrócić na to uwagi. Niektórzy ludzie uznali za bardzo ważne by odżywiać się tak zdrowo, jak to możliwe, by przestawić się na sen polifazowy. Ja jednak wcale nie zmieniłem swojej diety w okresie adaptacji, ani nie doświadczyłem dziwnych napadów smaku na coś, o jakich wspominali inni. Zastanawiam się czy istnieje silny związek pomiędzy powodzeniem w przejściu na sen polifazowy a byciem na opartej głównie na roślinach diecie. Wszelkie te sytuacje, kiedy inni mieli wielką na coś ochotę tyczyły się pewnych pokarmów roślinnych jak winogrona. Moja rodzina kupuje winogrona każdego tygodnia, więc są one już w mojej diecie powszechne.

Mogę się z pewnością zastanowić jak cięższe posiłki zawierające produkty zwierzęce mogłyby sabotować przejście na sen polifazowy. Po pierwsze musisz sobie radzić z wolniejszym i bardziej wymagającym energetycznie procesem trawienia, a po drugie hormony takie, jak rBGH wpływają na Twoją gospodarkę hormonalną. Według mnie są spore szanse, że będzie to zakłócać próby uzyskania właściwego snu REM.

We wcześniejszych wpisach na blogu wspominałem, że eksperymentowałem z modelem osiągania celów „intencja-manifestacja”. Zacząłem dawać sobie spokój z modelem załatwiania spraw przyczyna-i-skutek i zacząłem zabawiać się z ustanawianie pewnych celów które uważałem za niemożliwe lub skrajnie nieprawdopodobne. Ale zamiast martwić się o środki do ich zrealizowania, po prostu skupiałem się na intencji i decydowałem się pozwolić, by szczegółami zajął się wszechświat. Kilka dni później wyglądało to jakbym na boczny tor podjęcia się tego eksperymentu ze snem polifazowym. Ale jako, że eksperyment wydaje się toczyć z sukcesem na dużą skalę, teraz spoglądam wstecz i widzę jak wręcz idealnie ten polifazowy eksperyment może być częścią manifestacji tamtych nowych intencji.

To jest wkurzająco dziwne. Czy możesz wyobrazić sobie, że zapisujesz sobie „opanować sen polifazowy” jako jeden z kamieni milowych swojego pisemnego planu osiągnięcia jakiegoś celu? Coś takiego byłoby niepojęte, gdybyś używał ściśle modelu załatwiania spraw przyczyna-i-skutek. Mógłbyś równie dobrze zanotować krok opisany: „I tu dzieje się magia.”. Ale pozwalając wszechświatowi na zajęcie się szczegółami, zamiast próbować samemu kontrolować proces manifestowania tych celów, otworzyłem się na uzyskanie rozwiązania dalece wykraczającego poza cokolwiek, co mógłbym zaplanować. Przeskoczenie do snu polifazowego daje mi absolutne bogactwo użytecznego czasu, a także sprawia, że falami spływają inne efekty uboczne które przenoszą tamte intencje z niemożliwego w możliwe.

Jako część tych intencji załączyłem wyrażenie „…dla największego dobra wszystkich”, mając na myśli, że nie chciałem, by intencja zamanifestowała się jeżeli nie mogłoby to nastąpić w taki sposób, który służyłby większej sprawie. Z pewnością opanowanie snu polifazowego wpisuje się w tę intencję. Daje mi jeszcze więcej czasu na pracę nad moimi celami, na wniesienie czegoś od siebie, a nawet na publiczne dzielenie się szczegółami tego eksperymentu, co może być przydatne dla innych.

Czy było to efektem zamanifestowanym przez moją podświadomość, czy może jest w tym element nadświadomości (jak wspomniałem w podcaście nr 5)? Czy to po prostu zbieg okoliczności? Uważam, że im bardziej wierzę w element nadświadomości, tym lepiej zdaje się on działać.

Tak więc teraz, kiedy jestem weganinem, polidrzemkowcem, leworęcznym, daltonistą, uprawiającym świadome sny, filozofującym, wysoko zmotywowanym blogero-pisarzo-mówco-podcastowco-programisto-przedsiębiorcą, którą część normalności powinienem spróbować wykręcić na lewą stronę w następnej kolejności?

Może powinienem spróbować czegoś związanego z finansami, na przykład sprawdzając jak szybko jestem w stanie zarobić dodatkowy milion dolarów, zaczynając może z początkowym stanem konta rzędu tysiąca dolarów albo mniej. Mogłoby być z tym wiele frajdy, zwłaszcza, gdybym spróbował podejść do tego poprzez model intencja-manifestacja. A jeszcze mógłbym publikować aktualizowane zapisy by utworzyć pełną szczegółów rozpiskę. Może po drodze robiąc kawał roboty w dobrych sprawach. Jestem pewien, że moja żona bardzo by mnie wspierała w tego typu eksperymencie. 🙂

Pomyślę nad tym przez jakiś czas – zdecydowanie będę potrzebował jakichś większych wyzwań, dysponując całym tym dodatkowym czasem.

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Day 7