Kiedy mój eksperyment ze snem polifazowym okazał się iść tak dobrze, zdecydowałem się w ciągu paru ostatnich dni przeprowadzić trudniejszy test, by lepiej wyczuć możliwości i ograniczenia. Mogło to być nieco przedwczesne, biorąc pod uwagę, że trwa to dopiero tydzień, ale pojawiła się okazja i skorzystałem z niej.

Moja żona planowała wyjechać z miasta od piątku do poniedziałku, na wycieczkę do Los Angeles z naszą córką, żeby odwiedzić przyjaciół i krewnych. Początkowo zamierzałem zostać w domu z synem, ale postanowiłem wybrać się na wycieczkę, bo czułem, że będzie to dobry „test pod obciążeniem”, który pozwoli zobaczyć, jak praktyczny byłby sen polifazowy kiedy nie ma dostępu do łóżka przez całą dobę.

Cała nasza czwórka wróciła z wycieczki kilka godzin temu. Oto mój raport z wypadu z odniesieniem do snu polifazowego:

Nie byłem w stanie trzymać się na tej wycieczce regularnego polifazowego planu drzemek zawsze co cztery godziny, więc musiałem być bardziej elastyczny, czasem naciągając czas między drzemkami do ponad sześciu godzin, albo próbować uciąć sobie szybką drzemkę w samochodzie, kiedy żona wiozła nas z jednego miejsca w inne.

Mieszkaliśmy w domu jej rodziców, ale większość czasu każdego dnia spędzaliśmy daleko od tej domowej bazy. Udało nam się odwiedzić wielu przyjaciół, a także moich rodziców i siostry. Ponadto część naszej wycieczki zmieniliśmy w święto wegańskiego jedzenia, zachodząc do niektórych z naszych ulubionych restauracji, włączając w to Real Food Daily w Zachodnim Hollywood oraz nową wegańską restaurację o nazwie Madeleine Bistro w Tarzana. Na wycieczce jadłem zdecydowanie za dużo, zwłaszcza wegańskich deserów jak szarlotka z kremem kokosowym czy zapiekane banany.

Drzemki podczas wypadu musiałem robić wtedy, kiedy mogłem, czasami w samochodzie jadąc z jednego miejsca w inne.

Ogólnie byłem wręcz zdumiony jak dobrze to wszystko działało. Nie miałem problemu z funkcjonowaniem do sześciu godzin między drzemkami. Kiedy mijało około pięciu godzin bez snu, czułem delikatną potrzebę przespania się. Nie było to jednak w żadnym stopniu poczucie senności – raczej coś jak delikatna presja. Miałem powracające poczucie że to byłby dobry moment na drzemkę, ale to poczucie nie powodowało żadnego spadku moich możliwości działania czy zmęczenia, więc łatwo było odłożyć to na bok do momentu, kiedy w końcu mogłem się zdrzemnąć. Zauważyłem, że kiedykolwiek byłem w sytuacji, gdzie spanie nie byłoby dobrym pomysłem (jak podczas obiadu z kimś), odbierałem sygnał do drzemki, ale to było wszystko. Później, kiedy byłem w miejscu, gdzie mogłem się przespać, to właśnie wtedy odczuwałem silniejszą falę zmęczenia i byłem w stanie zasnąć niemal natychmiast, a po 15-20 minutach budziłem się wypoczęty. Było to tak, jakby moje ciało wiedziało, że nie mogłem spać, więc dawało mi tylko delikatne sygnały do momentu, w którym spanie miało sens.

Myśl o tym jak o sygnale, który dostajesz, kiedy musisz pójść do łazienki. Zaczynasz odczuwać pewną presję która mówi Ci, że pora już pójść, ale o ile nie wypiłeś za dużo, możesz na jakiś czas odłożyć to na bok, i po prostu wybrać się do tej łazienki, kiedy będzie Ci wygodnie. Potem, kiedy już zbliżasz się do łazienki i możesz w końcu sobie ulżyć, sygnał staje się bardzo silny i musisz zadziałać zgodnie z nim.

Nie zacząłem nigdy odpływać w środku rozmowy, ale kilka razy kiedy wróciliśmy z żoną do samochodu, szybko zasypiałem w czasie jazdy. Uważam, że te samochodowe drzemki były połowicznie regenerujące. Niewątpliwie byłem w stanie zasnąć, nawet siedząc prosto, ale nie miało to takiej siły regeneracji jak wtedy, gdy spałem w łóżku czy na sofie. Ale nawet tyle było wystarczające bym mógł „zrestartować się” i działać przez następnych parę godzin przed kolejną drzemką. Tyle tylko, że w okresie po samochodowej drzemce nie czułem się tak wspaniale. Wciąż było całkiem nieźle i czułem się w pełni na chodzie, ale czasami przez pierwszą godzinę bywałem nieco zaspany.

Żonglowanie drzemkami nie stanowiło problemu. Nie musiałem trzymać się ich tak ściśle, równo co cztery godziny. Ale kiedy przeciągałem czas między drzemkami w ciągu dnia, to w nocy czułem się bardziej zmęczony i musiałem to nadrabiać częstszymi drzemkami do rana. To było bardzo proste, bo wszyscy inni tak czy inaczej spali.

Funkcjonowanie nocą było bardzo ciekawe. Były to dość pracowicie spędzone dni wolne, ale dla mnie mniej niż dla żony, bo ja miałem całą noc na robienie tego, na co miałem ochotę. Wykorzystywałem ten czas w większości na czytanie i pisanie. W czasie wyjazdu napisałem nawet parę artykułów na blog, oba w środku nocy. W ten sposób było mi bardzo łatwo poradzić sobie z szybkim tempem wycieczki bez poczucia przytłoczenia. Moja żona jednak uważa, że tempo było nieco za szybkie. Każdego dnia musiała kłaść się spać zaraz po tym, jak wróciliśmy do domu, a kiedy tylko wstawaliśmy rano, w ciągu godziny byliśmy już zwarci i gotowi do dalszej drogi. Dla niej jedynym wolnym czasem było spanie. Ale ja czułem się, jakbym miał o wiele więcej wolnego czasu, a wakacje wyglądały mi na dłuższe.

Zauważyłem też, że na tej wycieczce bywałem bardziej głodny, więc często jadałem między drugą a czwartą nad ranem. Wygląda na to, że trochę podkręcało to poziom mojej energii w tamtym czasie.

W czasie tego weekendu miała miejsce zmiana czasu, która nie sprawiła mi żadnych kłopotów. Tak czy inaczej plan drzemek miałem nieregularny; sypiałem głównie wtedy, kiedy czułem taką potrzebę, a nie według wcześniej ustalonego schematu. Zmiana czasu sprawiła tyle, że jedna noc wydawała się nieco dłuższa, jako, że wszyscy spali o tę godzinę dłużej.

Widzę, że zawsze jestem w stanie spać podczas drzemki, zasypiając zazwyczaj w ciągu paru minut. Teraz normą jest dla mnie położyć się, zasnąć, oraz obudzić się pamiętając sen; wszystko zamykając w 15 minutach albo mniej. Nie jest to więc jakaś wielka przerwa Wrażenie jest raczej jakby to była przerwa na odpoczynek, a nie cały okres snu. Byłem też zdumiony, jak łatwo byłem w stanie zdrzemnąć się w samochodzie, podczas, gdy moja żona prowadziła. Normalnie byłem w stanie zdobyć się w takiej sytuacji na bardzo płytki sen, o ile nie byłem zmęczeniem doprowadzony do ostateczności. Ale zauważyłem, że kiedy potrzebowałem tych drzemek, moje ciało po prostu przestawiało się na sen, a ja w naturalny sposób budziłem się 15-20 minut później.

Ogólnie stwierdziłem, że sen polifazowy jest bardzo praktyczny i w dużym stopniu daje się adaptować do sytuacji. Byłem pod wrażeniem tego, jak łatwo dostosowywałem się do potrzeb chwili w czasie tej wycieczki. Ponieważ mogłem przesuwać drzemki, a nawet naciągać czas pomiędzy nimi, byłem w stanie dopasować drzemki do planu dnia, zamiast naginać plan dnia by pasował do wcześniej przyjętego planu drzemek. To była po prostu kwestia sypiania wtedy, kiedy mogłem sobie na to pozwolić. Do tego zawsze wiedziałem, że w razie potrzeby mogę nocą spać częściej.

Sen polifazowy daje zupełnie inne odczucia niż normalny sen. Ponieważ drzemki są tak krótkie, nie jest to ani trochę podobne do wyłączania się na całą noc. Ucięcie sobie drzemki daje poczucie po prostu zaspokajania nawracającej potrzeby biologicznej. Jak wspomniałem wcześniej, przypomina to wyjście za potrzebą do łazienki. Myślę, że mogę zechcieć poluzować trochę sztywny plan drzemek i spróbować spania po prostu wtedy, kiedy poczuję taką potrzebę. Chociaż możnaby też chadzać do łazienki by sobie ulżyć według ustalonego planu, wydaje się to dość głupie. Czasami chce się chodzić częściej, a czasami rzadziej. Tak więc myślę, że wypróbuję to samo podejście ze snem polifazowym i po prostu pozwolę, by moje ciało dawało mi znać kiedy potrzeba się przespać. Myślę, że może to dać lepsze rezultaty niż trzymanie się sztywnego planu drzemek. Ta wycieczka przekonała mnie, że drzemki nie muszą być sztywno zaplanowane.

Kiedy dziś wróciłem z wyjazdu, zastałem masę oczekujących maili, z czego około 90% dotyczy eksperymentu. Nawet z dodatkowym czasem do dyspozycji, miałbym problem by odpowiedzieć bezpośrednio na wszystkie te maile, ale byłem przynajmniej w stanie wszystko to przeczytać. Przykro mi, że nie mogę napisać każdemu osobistej odpowiedzi, ale tu i teraz odniosę się do najpowszechniejszych pytań.

Noc a Dzień: Jednym z dobrych pytań było czy moje okresy czujności są podobne w dzień i w nocy. Czy dają podobne odczucia, czy też czuję efekty zmian między dniem a nocą? Odpowiedź jest taka, że istotnie odczuwam efekty pewnego rodzaju rytmu dziennego, chociaż nie są one tak silne, jak w ubiegłym tygodniu. Największą różnicą jest to, jak odczuwam wpływ nadchodzącej drzemki. W czasie dnia, jak wcześniej wspominałem, doświadczam poczucia delikatnego poszturchiwania by uciąć drzemkę, ale nie ma senności czy utraty funkcjonalności. Po prostu wiem, że pora się zdrzemnąć. Ale nocą nie odczuwam tego delikatnego „poszturchiwania”; zamiast tego robię się senny i zaczynam tracić zdolność funkcjonowania jeżeli pozostaję na nogach (spadek koncentracji, niski poziom energii, przysypianie). To drugie wrażenie było moim normalnym sposobem stawania się zmęczonym kiedy spałem monofazowo – kiedy zostawałem na nogach do późna, stopniowo stawałem się coraz bardziej senny. Ale to wcześniejsze wrażenie występujące w ciągu dnia jest nowe; nie doświadczałem tego dopóki nie przestawiłem się na sen polifazowy. Wychodzi na to, że w dzień nie występuje żadna senność, a zamiast niej to delikatne poszturchiwanie. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale w efekcie mogę dość łatwo naciągnąć czas między drzemkami w ciągu dnia, ale jest o wiele, wiele trudniej jest opóźnić drzemki w nocy.

Po pobudce z drzemki czuję się mniej więcej tak samo w dzień, jak i w nocy, ale stwierdzam, że drzemki dzienne są bardziej odświeżające. Ogólnie za dnia jestem bardziej czujny i pełen energii.

W ciągu dnia poziom energii sprawia też wrażenie bardzo stabilnego. Czujność między drzemkami nie skacze jak na jojo. Przed drzemką jestem tak samo czujny jak po. Ale nocą nie jest tak stabilnie ze względu na wzrastającą senność między drzemkami. Tak więc w nocy najlepiej czuję się 10-20 minut po drzemce, ale im dłużej jestem na nogach, tym bardziej senny się robię. Nocą mam do dyspozycji dwie całkiem niezłe godziny po pobudce z drzemki, ale później moja czujność zaczyna spadać, zwłaszcza, kiedy czytam. Ten efekt ogranicza się jednak tylko do okresu między pierwszą a piątą, więc nie jest to cała noc. Zazwyczaj po północy czuję się po prostu w porządku, a wpływ wschodu słońca również podkręca moją energię.

Jednak naprawdę uwielbiam tę stabilność energii i czujności między szóstą rano a północą. Mogę być zajęty przez cały dzień i czuć taką samą aktywność umysłu o dwudziestej trzeciej, jak o ósmej rano. Nie odczuwam równomiernego spadku mojej zdolności koncentracji w ciągu dnia. Wszystkie godziny sprawiają wrażenie topowej wydajności. Ale śpiąc monofazowo, po obiedzie nie byłem specjalnie produktywny. W tym czasie mój mózg był jakby wyssany ze wszystkich zasobów, zwłaszcza, jeżeli wcześniej pisałem dużo. Sen polifazowy wydaje się generować silne wzmocnienie wytrzymałości umysłowej. Mam nadzieję, że znajdę sposób, by rozszerzyć to również na całą noc, ale nawet bieżąca sytuacja jest doprawdy piekielnie zdumiewająca.

Zamierzam niedługo podkręcić trochę intensywność ćwiczeń (jak na razie w czasie eksperymentu ograniczałem się do jogi i spacerów), więc zobaczę, jak to zadziała. Myślę, że gdybym robił jakieś ćwiczenia areobowe w nocy, mógłbym podnieść poziom energii między pierwszą a piątą, kiedy doświadczam najwięcej senności. Jednej nocy ćwiczyłem jogę o godzinie drugiej i zauważyłem, że bardzo pomogło mi to zwalczyć problem senności. Podejrzewam, że senność może być powiązana z faktem, iż nocą więcej siedzę. Żona i dzieci w tym czasie śpią, więc nie jestem taki aktywny. Jeżeli zwiększę aktywność fizyczną, mogę zauważyć zmiany w zachowaniu się energii w tym czasie.

Zamierzam wypróbować trochę treningu siłowego i kalisteniki żeby zobaczyć, jak moje ciało będzie się regenerowało po takim wysiłku. Czy zauważę, że jestem podobnie obolały na początku? Czy zauważę przewidywany wzrost siły w okresie tygodni i miesięcy, tak, jakby to miało miejsce przy śnie polifazowym? Czy będę dostarczał sobie dość wypoczynku by moje ciało mogło przeprowadzić niezbędne naprawy?

„Nature” Na Temat Snu: Kilka osób odesłało mnie do specjalnego wydania czasopisma „Nature” na temat snu. Nie czytałem tego sam, ale dodam tutaj jako źródło dla tych, którzy chcą poczytać więcej na temat snu.

Co ze snem nie-REM? Odkąd nie dostarczam sobie takich ilości snu innego niż REM jak wcześniej, wiele osób zastanawia się nad długoterminowymi efektami. Niektórzy mówili mi, że słyszeli o ważnych korzyściach, jakie przynoszą te inne fazy snu. Jestem pewien, że istnieją korzyści powiązane z innymi fazami snu, ale nie czuję by było to znaczące w przypadku mojego eksperymentu, ponieważ nie mówi mi to jak moje ciało czy umysł zaadaptują się do nieobecności tych faz. Wiele rodzajów jedzenia jest również korzystnych, ale ich nieobecność w diecie nie powoduje problemów, bo ciało radzi sobie po prostu dobrze bez nich. Tak więc właściwym pytaniem jest jak krytyczne są te inne fazy snu. Czy wywołują one jakiekolwiek korzyści nie do zastąpienia? Nie pomaga mi wiedza, co ciało robi w czasie tamtych faz snu. Co potrzebuję wiedzieć, to to co ciało robi pod ich nieobecność. Czy znajduje inne sposoby na wygenerowanie tych samych korzyści? Czy te korzyści są na tyle nieistotne, że można z nich zrezygnować? Nie wiem, ani nie sądzę, by aktualnie ktokolwiek znał odpowiedź. Częściowo dlatego chciałem podjąć się tego eksperymentu. Jeżeli zacznę wariować, mam setki tysięcy odwiedzających miesięcznie, którzy mogą powiedzieć mi, że plotę bzdury. 🙂

Inne pytanie, jakie należy zadać to czy sen polifazowy generuje nowe korzyści, czy nie. Tak, że może to Wy, którzy śpicie monofazowo, pozbawieni jesteście pewnych fizjologicznych korzyści właśnie teraz, i nawet o tym nie wiecie. W rzeczywistości, zaczynam już podejrzewać, że to może być prawda. Zauważyłem, że w okresach normalnej czujności spędzam o wiele więcej czasu w stanie alpha. Ten zrelaksowany stan umysłu jest mi dobrze znany z ćwiczeń relaksacyjnych i medytacyjnych. Czuję, że w ciągu ostatnich kilku dni spędzałem w stanie alpha znacznie więcej czasu, niż w stanie „zwykłej” świadomości beta. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy to jest rzeczywistość, czy tylko moje postrzeganie – żeby być pewnym, potrzebowałbym EEG – ale zdecydowanie czuję się fizycznie zrelaksowany i o jasnym umyśle bez żadnej umysłowej gadki czy szumu. Stany alpha są prawdopodobnie świetne, jeśli chodzi o kreatywność. Może to być więc ukryta korzyść. Może to też pomóc wyjaśnić zadziwiającą kreatywność Leonarda da Vinci, jako że przez część życia stosował on prawdopodobnie sen polifazowy. Był też wegetarianinem.

Pora na drzemkę, a potem czas zająć się Halloween dla dzieciaków…

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Days 8-11