Rozwijam dalej swój eksperyment ze snem polifazowym, więc doszedłem do wniosku, że aktualizacja byłaby na miejscu.

Świadome Sny. W poniedziałek miałem kolejny świadomy sen podczas drzemki zaraz po północy. Ten nie był tak jaskrawy ani długi jak pierwszy, ale i tak uważam że jest to duży postęp, bo w moim przypadku rzadkością jest mieć świadome sny noc po nocy. Ostatniej nocy nie miałem jednak świadomych snów. Jeżeli świadome śnienie stanie się częstsze w związku ze snem polifazowym, to będzie naprawdę fajna korzyść.

Lekkie Światło Nocą. Od kilku dni w nocy sypiam przy delikatnym oświetleniu, by zobaczyć, jaki wywrze to efekt. Robienie drzemki w zupełnej ciemności wydawało się po prostu dość dziwne. Zauważyłem, że do dodatkowe światło bardzo pomaga mi ograniczyć nocną senność. Moje nocne drzemki wydają się być bardziej odświeżające, kiedy w pokoju pali się delikatne światło, a także łatwiej jest wstać po pobudce. Światło może też być istotnym czynnikiem jeśli chodzi o ostatnie świadome sny.

Godziny Produktywnej Pracy. Odkąd żyję według swego rodzaju ciągłego planu, eksperymentuję z różnymi porami pracy. Ostatnio stwierdziłem, że naprawdę dobrze idzie mi wykorzystywanie godzin między drugą nad ranem a dziesiątą w charakterze głównego „dnia pracy”. Lubię wykorzystywać tę porę z kilku powodów. Po pierwsze, w domu jest cicho do około 6:30, kiedy to reszta rodziny zaczyna wstawać, a do tego czasu jestem głęboko pochłonięty pracą i mam już wiele z głowy. Po drugie, w tym czasie czuję się bardzo zrelaksowany fizycznie, co sprawia, że łatwiej jest skupić się na pracy umysłowej jak pisanie czy dopracowywanie przemówienia. Po trzecie, przez cały ten czas nie odczuwam potrzeby jedzenia, więc mogę pracować niemal stale, bez przerw na posiłki, pomijając jedną drzemkę i może złapanie jakiegoś banana czy przygotowanie szybkiego koktajlu owocowego około świtu. Po czwarte, to świetne uczucie o godzinie dziesiątej rano mieć cały dzień pracy z głowy, tak, że wszystko inne co uda mi się zrobić tego dnia stanowi bonus – wrażenie, jakby każdego dnia był weekend. Po piąte, w tym okresie nie ma żadnych telefonów ani nikt nie oczekuje odpowiedzi na maile, więc mogę skupić się na zadaniach o wysokim priorytecie bez rozpraszania się. A na koniec, to idealny czas na wykonywanie prywatnej, samodzielnej pracy w domowym biurze, jeżeli potrzebuję się skupić bez przerywania tak długo jak to możliwe.

Pokonywanie Senności. Zrobiłem duży postęp jeżeli chodzi o pokonywanie nocnej senności. Jednym z kluczy jest utrzymywanie większej aktywności, jak na przykład zaczynanie dnia pracy o drugiej nad ranem. Układ z pracą w ciągu dnia, jak robiłem to wcześniej, a potem wykorzystywaniem nocy na mniej intensywne osobiste zajęcia jak czytanie czy oglądanie filmów nie działał dla mnie najlepiej. Nocne zajęcia, które są zbyt bierne mają skłonność do usypiania. Kiedy robię coś bardziej zajmującego, ani nie czuję się senny, ani tego nie zauważam.

Poziom Aktywności W Ciągu Doby. Kiedy rozpoczynałem ten eksperyment, zakładałem, że będę musiał być w jakiś sposób oszczędny jeśli chodzi o wykorzystanie energii by uchronić się przed wypaleniem. Cóż, to mógł być dobry pomysł na czas adaptacji, ale okazało się, że na czas po adaptacji założenie jest zbędne. Odkrywam, że więcej aktywności jest lepsze niż mniej. Nie potrzebuję wiele umysłowego czy fizycznego zwalniania tempa, pomijając same drzemki. Jeżeli postanowię być naprawdę leniwy w czasie danego cyklu, nie daje mi to więcej energii na następny cykl, a w nocy sprawia to tylko, że staję się senny. Dla mnie najlepiej jest po prostu traktować każdą godzinę jak czas w ciągu dnia i utrzymywać rozsądne tempo aktywności. Zauważyłem, że jeżeli jestem w ciągu cyklu umysłowo i/lub fizycznie aktywny, to drzemki są nawet bardziej regenerujące – śpię lepiej i budzę się bardziej wypoczęty. To jest podobne do snu monofazowego, kiedy śpi się wspaniale po bardzo aktywnym dniu, ale doświadcza się bezsenności, jeżeli cały dzień minął leniwie. Tak więc zamiast mnie wypalać, to jak zauważyłem, podniesienie poziomu aktywności sprawia tylko, że czuję się jeszcze bardziej wypoczęty i pełen energii. Nie było to coś, czego bym się spodziewał, ale zaczynam widzieć w tym logikę. Ogólnie sprowadza się to do tego: pracuj ciężko, baw się porządnie, śpij mocno, powtórz. Przy śnie monofazowym nie czułem bym mógł utrzymać wysoki poziom aktywności przez wszystkie godziny dnia – w pewnych godzinach czułem się bardziej aktywny i pełen energii, podczas gdy o innych porach czułem, że zwalniam. Sen polifazowy ma swój własny, zupełnie inny rytm, i nie czuję jeszcze bym w pełni się do niego dostosował.

Ćwiczenia. Podkręcam poziom moich treningów zamieniając jogę i spacery na aerobik i kalistenikę. Aktualnie jestem obolały po kalistenice, jaką robiłem wczoraj rano, zwłaszcza jeśli chodzi o klatkę piersiową i brzuch. Na ten moment zamierzam trzymać się ćwiczeń aerobicznych i kalisteniki jak pompki i przysiady. Jeżeli będę widział, że moje ciało po prostu dobrze regeneruje sie po tych treningach, przejdę dalej do treningu z ciężarami i zobaczę, jak będzie z tym szło. Jestem bardzo ciekawe, jak schematy zmęczenia mięśni i regeneracji zgrywają się ze snem polifazowym. Czy moje ciało będzie tak samo wydajne w przeprowadzaniu napraw? Czas pokaże. Rozważam wykupienie karty członkowskiej w miejscowej całodobowej siłowni, jako że mogę swobodnie ćwiczyć w nocy, jeżeli mam na to ochotę, a siłownia z pewnością nie będzie zatłoczona w tych godzinach. Mam darmową dziesięciodniową wejściówkę do jednej siłowni, więc wypróbowanie tego nie będzie mnie nic kosztować (pomijając to, że będzie się na mnie czaić nazbyt gorliwy handlowiec). Mam w domu sprzęt treningowy, ale biorąc pod uwagę, ile czasu na nogach spędzam teraz w domu, nie miałbym nic przeciwko ćwiczeniu gdzie indziej dla odmiany.

Jakość Drzemki. Stwierdziłem, że najważniejszym czynnikiem determinującym poziom mojej energii jest jakość drzemek. Kiedy zasypiam szybko, mam sen, i budzę się zanim zadzwoni budzik, to wiem, że w ciągu kolejnego cyklu będę czuł się świetnie, nawet, jeżeli spałem mniej niż 15 minut. Ale jeżeli sen nie jest tak regenerujący, to w następnym cyklu nie będę czuł się optymalnie. Jednak nawet kiedy jest źle, to i tak jest całkiem dobrze. Zazwyczaj dalej jestem w stanie normalnie funkcjonować, nawet, jeżeli drzemka nie była idealna. Główną różnicą jest to, że po słabym spaniu zacząć nieco wcześniej odczuwać presję by się zdrzemnąć, może już po 2-3 godzinach.

Elastyczność. Sypianie wtedy, kiedy uznam to za stosowne, zamiast o określonych porach, działa dla mnie dobrze. Czasem między drzemkami spędzam na chodzie 6 godzin, innym razem tylko 2-3. Tak więc jeżeli spałem źle, to po dwóch godzinach mogę zdrzemnąć się jeszcze raz. Ale jeżeli spało mi się doskonale, mogę wykorzystać optymalną czujność i przeciągnąć ten cykl do ponad sześciu godzin zanim znów się położę. Ale ogólnie sypiam średnio 6-7 razy na dobę, przy czym czas spędzony na właściwym śnie to około 15-20 minut na drzemkę. Tak więc mowa jest o 90-140 minutach snu średnio na dobę. Nie uwierzyłbym, że to możliwe, gdybym sam tego nie doświadczał.

Osobiste Przystosowanie. Wciąż jestem nieźle zadziwiony całym tym eksperymentem. Stopniowo zaczynam się do tego przyzwyczajać, ale często też zdarzają się epizody, kiedy mówię sobie: „Co ja do cholery robię? To jest szalone. To nie powinno być w ogóle możliwe.”. Jest to ogromna zmiana z jaką trzeba sobie poradzić. Mam dwójkę dzieci, a to sprawia wrażenie nawet większej zmiany sposobu życia niż pojawienie się dziecka. Wiedziałem, że to będzie poważna zmiana, zanim zacząłem eksperyment, ale muszę Ci powiedzieć, że to o wiele większa zmiana, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. W tym sensie to jest jak pojawienie się dziecka – myślenie o dziecku i czytanie książek na ten temat nie przygotowuje Cię ani trochę na rzeczywistość, w której naprawdę to robisz. Bycie wybudzonym i czujnym przez całą dobę było o wiele bardziej niszczące dla mojej równowagi niż sobie wyobrażałem. Żaden obszar mojego życia nie pozostał nietknięty.

Małżeństwo i Rodzina. Sen polifazowy miał wyjątkowo duży wpływ na moje pożycie małżeńskie i rodzinne. Z jednej strony nie spędzam tyle mojego czynnego czas (procentowo) z żoną i dziećmi, jak miało to miejsce wcześniej. Nagle okazuje się, że przez długie godziny jestem sam, i czasami sprawia to wrażenie jakbym spędzał o wiele zbyt dużo czasu sam. Oboje z żoną pracujemy w domu i dziwnie jest nie widzieć jej czy nie rozmawiać przez tyle godzin naraz nawet, jeżeli „technicznie” jest ona w domu. Jeżeli słyszę, że hałasuje w ciągu nocy (na przykład kaszle, chrapie, spuszcza wodę w toalecie), czasami wpadam do sypialni żeby się przywitać i próbuję wciągnąć ją w rozmowę. Ja chętnie porozmawiam z nią o pierwszej w nocy, ale oczywiście ona chce po prostu wrócić do łóżka i nie jest zbyt skłonna do rozmów po trzech godzinach od położenia się spać. Z mojej perspektywy wygląda to tak, jakby cała rodzina na noc się hibernowała. Czasami myślę, że fajnie byłoby mieć drugą żonę na noc, i może nocnego dzieciaka albo dwa. To dziwne spędzać osiem godzin samemu, codziennie, w domu pełnym śpiących ludzi. Jakby wszyscy byli na lekach czy coś. Dlaczego w ogóle potrzebują oni tyle spać?

Przesunięcie godzin pracy na zakres od drugiej nad ranem do dziesiątej, wydaje się bardzo pomagać w tym dostosowaniu. Pozwala mi to wykorzystać ten czas na produktywną pracę zamiast próbować zajmować się więziami z tymi zombie czy usypiać się zajmując się zbyt wieloma przyziemnymi osobistymi czynnościami. Pracowanie w nocy pozwala mi osiągnąć lepszą równowagę. W ciągu dnia cieszę się spędzaniem większych ilości czasu z moim dwuletnim synem, Kyle’em, kiedy moja żona zajmuje się zwykłym dniem pracy. Umiejętności językowe Kyle’a bardzo się rozwijają, kiedy z każdym tygodniem uczy się nowych słów.

Eksperymenty z Harmonogramem. Teraz, gdy czuję że ustanowiłem dobre podstawy do pracy, zamierzam poeksperymentować z różnymi sposobami planowania innych rutynowych codziennych zajęć, jak ćwiczenia, przyjemności, czytanie/edukacja, medytacja, komunikacja, czas dla rodziny itd. Dysponuję teraz takim ogromne dodatkowego czasu, że jasne jest iż będę rozbudowywał codzienną rutynę. Nie chcę wypełnić tego czasu po prostu większymi ilościami tego samego. Konkretny przykład – nie chcę spędzać pięciu godzin dziennie na czytaniu.

Droga Przede Mną. Polifazowe życie jest naprawdę, naprawdę dziwne. Może mi to zająć jeszcze parę tygodni, zanim poczuję, że trzymam wodze mocno w garści. Czuję się, jakby mój osobisty system operacyjny był solidnie przepisywany od podstaw. Sugerowałbym, żebyś nie traktował żadnych z moich obserwacji w czasie tej adaptacji jako wskazówek do tego, jak sprawy mogłyby się mieć po pół roku snu polifazowego. Naprawdę jestem w tym zielony, musząc uczyć się żyć od nowa. Moje długoterminowe perspektywy są jednak pozytywne. Chociaż jest to ciągle duży wstrząs, to myślę, że prowadzi mnie do znacznie bogatszego życia. Dodam do niego prawdopodobnie parę nowych wątków, na których wprowadzenie wcześniej nie miałem dość czasu i energii.

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Days 19-20