Jednym z najważniejszych (i bardzo niespodziewanym) wydarzeń które miały miejsce ostatnio w moim eksperymencie była zmiana postrzegania upływu czasu w trakcie drzemek.

Kiedy rozpoczynałem ten eksperyment, to jeżeli robiłem sobie dwudziestominutową drzemkę, spałem dość lekko i budziłem się z poczuciem że minęło około tych dwudziestu minut. Kiedykolwiek się budziłem, nigdy nie byłem zaskoczony tym, o ile w rzeczywistości przesunęły się wskazówki zegara. Mój sposób przeżywania drzemek nie różnił się niczym od tego, gdy robiłem sobie drzemkę stosując powszechny monofazowy sposób spania.

Ale tylko w ciągu ostatnich 2-3 dni zasada ta zdaje się wylatywać za drzwi. Teraz kiedy budzę się z drzemki, czuję się jak gdyby minęło znacznie więcej czasu. Właśnie obudziłem się z drzemki, około dwudziestu minut temu. 25-minutowy alarm odliczający czas obudził mnie, a szacuję, że około pięciu minut zabrało mi zasypianie, więc spałem jakieś 20 minut. Kiedy się obudziłem, mógłbym jednak przysiąc, że spałem przez półtorej-dwie godziny.

Po raz pierwszy zdarzyło się to parę dni temu; pomyślałem, że to ciekawe, ale zignorowałem wydarzenie jako losowe. Ale zaczęło się to przytrafiać coraz częściej, i teraz ponad połowa moich drzemek daje wrażenie, że minęło znacznie więcej czasu niż 20 minut. Za każdym razem wrażenie jest takie, jakby upłynęła godzina do dwóch.

Z jednej strony to cudowny nowy postęp. Czuję, że śpię w czasie drzemek głębiej i mocniej niż kiedykolwiek przedtem. Miewam naprawdę bogate i jaskrawe sny. Przed rozpoczęciem tego eksperymentu czytałem u innego polidrzemkowicza, że jego sny stały się jaskrawsze oraz że miał więcej snów świadomych. Nie żartował. Najlepszy sposób żeby to opisać: moje sny wydają się o wiele bardziej skomplikowane. Może się to przyczyniać do poczucia, że śpię znacznie więcej niż w rzeczywistości.

Z drugiej strony, zmiana ta wywróciła do góry nogami moje intuicyjne postrzeganie czasu. Czuję jakby płynął on znacznie wolniej niż powinien. Łącząc to z faktem, że jestem na nogach przez 21-22 godziny na dobę, rozszerzona percepcja czasu we śnie sprawia, że każdy dzień wydaje się bliższy dwóm dobom pod względem trwania. Zatraciłem też zupełnie intuicyjne wyczucie mówiące mi, jaka jest pora dnia. W chwili gdy to piszę jest około ósmej wieczorem, ale mogłaby to być również ósma rano, południe czy północ, biorąc pod uwagę to co wiem. Jeżeli chcę się dowiedzieć, czy jest wieczór, czy popołudnie, muszę spojrzeć na zegar, na zewnątrz, albo spróbować przypomnieć sobie jaki był efekt ostatniego sprawdzania. Nawet utrzymywanie w miarę regularnej codziennej rutyny nie wydaje się pomagać. Jakby mój wewnętrzny chronometr nagle przestał działać.

W dziwny sposób staje się to dla mnie transcendentnym, niemal duchowym doświadczeniem. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do pewnego wyczucia upływającego czasu, a teraz to wyczucie zostało naciągnięte poza granice możliwości naprawy. Mogę ostatecznie rozwinąć nowe wyczucie czasu oparte na moim planie snu polifazowego, ale na ten moment czuję się raczej pozbawiony czasu. Chociaż mogę odbierać mijanie dni i nocy obserwując wskazówki środowiskowe, to wewnętrznie czuję się raczej jak pozbawiony czasu obserwator, który nie jest już powiązany z tym systemem. Czas sam w sobie zwolnił do ślimaczego tempa.

Jestem oszołomiony tym, jak wolno wydaje się upływać ten listopad. Wydaje mi się, że powinien być już gdzieś 25 listopada. W tym tempie do świąt mam jeszcze trzy miesiące.

Jeżeli masz czysto obiektywne spojrzenie na rzeczywistość, to powyższe zinterpretujesz jako konsekwencję przemian w percepcji wynikających z wewnętrznych zmian fizjologicznych. Ale z nieco bardziej subiektywną wizją rzeczywistości cały ten polifazowy eksperyment może być interpretowany jako manifestacja intencji jakie wcześniej wypuściłem. Około miesiąca temu oglądałem parę filmów Eckharta Tolle (jest on autorem bestsellera „The Power of Now„), i pamiętam, że zastanawiałem się jakby to było – czy jeżeli w ogóle było to możliwe – gdyby czas zwolnił. A potem tydzień później zaczynam ten zwariowany eksperyment, nie podejrzewając ani przez moment, że mogłoby to mieć związek z tamtymi myślami. Teraz jestem podejrzliwy. Istnieje wiele aspektów tego eksperymentu które możnaby interpretować jako manifestacji wcześniejszych intencji. Może kiedy masz intencję czegoś, co wygląda na niemożliwe, to rzeczywistość znajduje sposób by jakoś przemycić to do Ciebie. Zamierzam poświęcić trochę czasu tego wieczoru (albo poranka… czy cokolwiek do jasnej Anielki to jest) na podbicie stawki jeśli chodzi o moje intencje.

Niezależnie od tych dramatycznych zmian, nie wygląda na to by miały one negatywnie wpłynąć na moją zdolność do funkcjonowania w życiu codziennym. Właściwie to wręcz przeciwnie. Zaczyna się kształtować najlepszy miesiąc tego roku, zwłaszcza finansowo.

Szczęśliwego 1111 dla tych, którzy wiedzą, co to znaczy (a dla tych którzy nie wiedzą – Szczęśliwego Dnia Weterana).

Steve Pavlina – Polyphasic Sleep Log – Day 22