Dziś jest dzień 90 mojego eksperymentu ze snem polifazowym. Dziwne wrażenie robi odnoszenie się do tego teraz jako do eksperymentu, odkąd stało się to już takim zakorzenionym nawykiem.

To będzie prawdopodobnie ostatnia aktualizacja na temat snu polifazowego, gdyż ostatnich 30 dni było w większości pozbawionych wydarzeń związanych z przebiegiem eksperymentu. Nie mam do dodania wiele ponadto, o czym już wcześniej pisałem.

Ostatnio otrzymuję naprawdę dziwne pytania o eksperyment, jak na przykład: „Jaki wpływ na sen polifazowy wywiera jaranie z wiadra?”, albo: „Czy mógłbyś, proszę, zrobić pełne fizyczne badanie, włączając w to skan mózgu, i opublikować rezultaty?”. Na te nie mogę odpowiedzieć, gdyż nie mam zamiaru stać się użytkownikiem narkotyków czy szczurem doświadczalnym. Dla mnie to jest eksperyment związanym z osobistym rozwojem. Jeżeli chcesz zaoferować swoje ciało nauce, to Twój wybór. Nie mogę też odpowiedzieć na pytania o efekty wywoływane przez nikotynę, bo nigdy w życiu nie wypaliłem papierosa. Jeżeli chcesz eksperymentować z narkotykami, przechodzenie na sen polifazowy będzie ostatnim, co może Cię zainteresować.

Przyzwyczaiłem się już do cieszenia się różnymi czynnościami o wszelkich porach dnia. Takie psychiczne przystosowanie było naprawdę ciężkie do wykonania, ale teraz cały ten schemat sprawia już wrażenie normalnego. Głównym wyzwaniem jest zapewnienie dostatecznej różnorodności aktywności. Złamałem schemat przepracowywania się i teraz moje życie jest dużo bardziej zrównoważone. Razem z żoną wkrótce wybieramy się nawet na wycieczkę w okolice Zatoki San Francisco. Będę musiał znaleźć sobie coś do roboty na noc, kiedy ona będzie zahibernowana.

Spodziewam się, że będę w tym roku dużo więcej podróżował. Zdecydowanie chcę odwiedzić Nowy Jork – fajną rzeczą związaną z Nowym Jorkiem jest to, że mają więcej wegańskich restauracji niż jakiekolwiek inne miasto w Stanach. W idealnej sytuacji chciałbym wybierać się na wycieczkę każdego miesiąca. Cieszę się w tej chwili całkiem fajnym przepływem gotówki dzięki sukcesowi tego bloga i moich innych źródeł przychodu pasywnego, a mój szef jest całkiem elastyczny. Kiedy podróżuję, wolę zwiedzać i działać niż siedzieć gdzieś na plaży. Ciekawie będzie zobaczyć, jak dopasuje się do tego sen polifazowy.

Prawdopodobnie najbardziej irytującym aspektem snu polifazowego jest konieczność robienia drzemek w niedogodnych momentach. Czasem zagłębiony jestem w jakąś czynność, a muszę przerwać i uciąć sobie drzemkę. Zdarza się to często gdy piszę artykuł czy pracuję nad przemówieniem. Zmuszam się by pracować dłużej i opóźniam drzemkę, ale zazwyczaj kiedy tak robię, to później żałuję. Kiedy opóźnię lub pominę drzemkę, wywołuję zamieszanie w jednym czy dwóch kolejnych cyklach – czuję się nieco niedospany. Przypominam sobie, że dodatkowe godziny każdego dnia zdecydowanie warte są okazjonalnej niewygody związanej z niechcianymi przerwami na dwudziestominutowe drzemki.

Jedną rzeczą, którą planuję zmienić – jako efekt tego eksperymentu – jest zwiększenie aktywności społecznej w moim życiu. Ponieważ jestem na nogach o tyle dłużej, mój wcześniejszy społeczny plan działania w tej chwili zajmuje procentowo mniejszą część każdego dnia, tak więc aktualnie wrażenie jest jakbym spędzał zbyt wiele czasu sam. W tej chwili moimi głównymi trzeba pomysłami są: dołączenie do niedawno utworzonego Narodowego Stowarzyszenia Mówców Las Vegas (znam już kilku jego członków, a oni namawiają mnie do dołączenia), wzięcie udziału w paru improwizowanych warsztatach komedii (wspaniały sposób by zmusić się do myślenia o własnych stopach) oraz dołączenie do Izby Przedsiębiorców Las Vegas. Mógłbym nawet zrealizować wszystkie te trzy pomysły.

Umysłowo czuję się zupełnie inaczej. Mój mózg właściwie czuję inaczej niż gdy spałem monofazowo. To uczucie pojawiło się we wczesnej fazie eksperymentu i wtedy o nim pisałem, ale chciałbym tylko wspomnieć, że to trwa. Naprawdę trudno jest opisać to uczucie, ale jest to trochę jakby mój mózg moczył się w gorącym jacuzzi. Przez większość czasu czuję się mentalnie bardzo zrelaksowany i pozbawiony stresu, przynajmniej dopóki pilnuje realizowania planu drzemek. Może to dlatego, że zawsze „dopiero wstałem”.

Pod względem emocjonalnym czuję się niewiarygodnie. Nie mogę przypisać całej zasługi spaniu polifazowemu, ponieważ często miewałem to uczucie już przed eksperymentem. Ale jestem przesadnie szczęśliwy. Przypomina to raczej fizyczne odczucie w przeciwieństwie do czucia się dobrze z jakichś logicznych powodów, jakby moje ciało po prostu produkowało więcej endorfin niż zazwyczaj. Czasem czuję się tak wspaniale, że myślę iż mógłbym wybuchnąć z powodu trzymania w sobie zbyt wielkich ilości energii.

Spoglądając wstecz – myślę, że najgorsza częścią zaadaptowania się do snu polifazowego nie było wytrzymanie początkowego okresu niedoboru snu. To było bardzo trudne, ale emocjonalna i psychiczna adaptacja była dla znacznie trudniejsza do przejścia, i wiele tygodni zajęło mi zanim naprawdę poczułem się znów chociaż z grubsza normalnie. Najlepiej opisałbym uczucie w tamtym czasie jako bycie „zaniepokojonym”. To było tak, jakbym na jakiś czas przeskoczył do nie tego wymiaru co trzeba i utkwił we wszechświecie który był mi obcy. Zdecydowanie dziwne jest bycie tak niezsynchronizowanym z resztą świata. Nie da się zaprzeczyć, że jest to bardzo niespotykany sposób życia.

Zastanawiam się, jak wyglądałby świat, gdyby wszyscy spali polifazowo. Może mielibyśmy publiczne drzemkownie jako dodatek do publicznych toalet. I wszystko byłoby otwarte 24 godziny na dobę.

Ciężko mi powiedzieć, czy będę dalej spał polifazowo już do końca życia, czy przestawię się z powrotem na sen monofazowy, czy spróbuję czegoś całkowicie innego. Na razie będę się trzymał tego, co robię, dopóki nie znajdę przekonującego powodu do zmiany.

Pora na drzemkę. 🙂

Źródło: Polyphasic Sleep Update – Day 90