Dziś odwiedzający skierował mnie do długiego artykułu na temat snu polifazowego. Może Cię zainteresować, jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat.

Artykuł próbuje przede wszystkim zanegować możliwość snu polifazowego u człowieka odnosząc się do licznych źródeł, zwłaszcza wspominając sporą liczbę blogerów, którzy próbowali się do niego zaadaptować.

To mój ulubiony cytat z artykułu:

Ktokolwiek twierdzi, że w sposób ciągły sypia według planu snu polifazowego, ten albo musi cierpieć na zaburzenia snu, albo być kłamcą, mutantem albo kompletnie upartą osobą o stalowej silnej woli która zmusza się by brnąć przez codzienną torturę niedoboru snu.

Mając dany taki wybór, wezmę metkę mutanta. To konkretne słyszę od dzieciństwa (przede wszystkim od mojej siostry).

Artykuł kończy się konkluzją że sen polifazowy należy do „tego samego zwariowanego koszyka, co diety-cud, scjentologia, homeopatia, magnetyzery do wody, «nauka» kreacjonistyczna, detoksykacja elektrolityczna czy Silvia Browne.” Hmmm… Wypróbowałem scjentologię przez dwa miesiące ot dla doświadczenia, ale szybko dałem sobie spokój kiedy pokazali mi komorę asymilacyjną i poprosili, bym zakupił zestaw implantów Borga. A co do zwariowanego koszyka, cóż, mieszkam w Vegas, więc to jest oczywiste. Przypuszczam że musisz być w jakiś sposób zwariowany żeby w ogóle zechcieć wypróbować sen polifazowy.

Pomimo pewnych dowodów na to, że sen polifazowy jest dla człowieka niemożliwy do zastosowania, jestem w miarę sceptyczny jeśli chodzi o ogólne założenie, że efekty osiągane przeze mnie przy jakiejkolwiek próbie muszą w naturalny sposób być takie same, jak te przewidziane przez jakieś badania na nieskończenie małym ułamku populacji ludzi… jakby efekty badań nad tak zwanymi „normalnymi” ludźmi miały przewidywać moje indywidualne osiągnięcia.

Nie odrzucam takich badań z automatu, ale patrzę na nie z przymrużeniem oka i patrzę, jak dopasowują się do moich własnych doświadczeń i wiedzy. W większości przypadków wszystko się zgadza. Chętnie zaakceptuję fakt, że jeżeli połknę truciznę to zachoruję lub umrę bo inny, którzy tego spróbowali, spodobał podobny los. Nie widzę powodu, dla którego ja miałbym osiągnąć inny efekt, a stosunek ryzyka do potencjalnych zysków nie uzasadnia podejmowania własnej próby. Kiedy jednak mam wystarczające wątpliwości, a stosunek ryzyka do zysków dla własnego testu jest rozsądny, to wolę sam się przekonać. Sen polifazowy był jedną z takich sytuacji. Po przeczytaniu o rezultatach eksperymentów innych osób (zarówno pozytywnych, jak i negatywnych), nie wiedziałem czy będę w stanie to zrobić czy nie, ale czułem, że przekonanie się warte jest ryzyka.

Nie jestem zupełnie pewien dlaczego byłem w stanie zaadaptować się do snu polifazowego – po przeczytaniu zapisów innych osób wydaje się jasne, że moje doświadczenie było bardzo nietypowe. W aktualizacji zapisu z dnia 60 poczyniłem parę przypuszczeń co do powodów, ale równie dobrze może to wynikać z przyczyn fizjologicznych, jak geny. Czy może po prostu jestem mutantem. Zabierając się do eksperymentu przejawiałem już wiele cech dalekich od normy, jak bycie weganinem, niestosowanie kofeiny i posiadanie stabilnego nawyku wstawania codziennie o piątej rano. 6-6,5 godziny snu na noc było dla mnie typową ilością, zanim spróbowałem spać polifazowo.

Działam ze snem polifazowym już ponad trzy miesiące i robię to dalej (przestałem liczyć po stu dniach). Rozpisywałem się już na temat doświadczenia, ale miło wiedzieć, że zawsze znajdą się ludzie którzy powiedzą mi, że to, co już zrobiłem, jest niemożliwe z fizjologicznego punktu widzenia. Naprawdę cieszę się równowagą między nocnymi i dziennymi zajęciami. Za około godzinę będę na drugich warsztatach z improwizacji komediowej. Prawdopodobnie nie miałbym czasu na te warsztaty, gdybym dalej spał monofazowo, a fajnie równoważy to poważniejszą pracę jaką wykonuję. Jeżeli dalej będę uczęszczał na te warsztaty, to może nawet w którymś momencie będę występował na żywo. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem przedstawienie tej grupy, wydawało mi niewykonalnym dla człowieka zaprezentowanie tylu śmiesznych rzeczy tak spontanicznie, przedstawienie ich tak błyskotliwie, ale oni właśnie to robią. A większość z nich nie jest nawet zawodowymi komikami. Niesamowite co możemy zrobić, jeżeli odłożymy na bok wątpliwości i spróbujemy czegoś nowego. Prawdopodobnie nie byłoby trudno udowodnić, że odniesienie sukcesu w improwizacji komediowej jest niemożliwe dla „normalnych” ludzi, a jednak niektórzy ludzie rzeczywiście to robią. Mutanty!

Nie tak dawno zacząłem w końcu osiągać większą konsekwencję jeśli chodzi o budzenie się przed budzikiem, który teraz nastawiam na 20 minut od położenia się. Zazwyczaj budzę się naturalnie po 15-18 minutach i prawie zawsze pamiętam sen, ale wciąż na wszelki wypadek nastawiam budzik. We wcześniejszej fazie eksperymentu zwykle nastawiałem budzik na 25 minut, ale teraz stwierdzam, że 20 minut bardziej konsekwentnie zapewnia mi regenerację i czujność. Jeżeli śpię przez tych dodatkowych parę minut, to później zwykle budzę się ospały. Jest tak chyba dlatego, że przechodzę fazę REM i wchodzę w głębsze fazy snu. Teraz prawdopodobnie uzyskuję około 100 minut snu na 24 godziny. Wygląda na to, że w ten schemat naturalnie (albo nienaturalnie) sam wskoczyłem, i przynajmniej jak na razie wygląda na stabilny. Nie mam do opisania żadnych problemów zdrowotnych i z pewnością nie odczuwam niedoboru snu. Ostatnio realizuję bardzo wiele zadań.

Prawdopodobnie największym wyzwaniem będącym stale ze mną jest to, że żyję w monofazowym świecie. Praca w domu zgrywa się dobrze z moim planem snu, a w nocy cały dom mam dla siebie, wyłączając trzy sypialnie. Ale gdyby ta sytuacja miała się kiedykolwiek zmienić, to mógłbym stanąć przed poważniejszymi wyzwaniami związanymi ze znalezieniem miejsca na drzemki w ciągu całej doby. Przyjmijmy dla przykładu, że zacznę prowadzić seminaria na temat rozwoju osobistego. Czy będę w stanie wyłamywać się i robić drzemki według potrzeb w każdej możliwej sytuacji? Byłbym bardzo niezadowolony ze straty tych dodatkowych godzin, więc lepiej będę siedział cicho, jeśli chodzi o zmiany stylu życia które miałyby zmusić mnie do powrotu do snu monofazowego. Sen polifazowy to mieszane błogosławieństwo. Dla mnie korzyści przeważają niedogodności, ale mogę z pewnością zrozumieć, dlaczego dla wielu osób samo podjęcie próby jest niemożliwe. Wiele osób pisało mi, że chętnie by spróbowali, ale ich plan po prostu by tego nie zniósł. Zupełnie zrozumiałe.

Tak czy inaczej, musisz sam dla siebie osądzić, czy mała liczba ludzi jak ja, którzy opisali sukcesy ze snem polifazowym są szaleńcami, kłamcami, mutantami czy prawdziwymi nadludźmi. 🙂

Źródło: Polyphasic Mutants