Zaczynając liceum postanowiłem zostać piątkowym uczniem, i to mimo, że nigdy wcześniej tego nie robiłem. Wydawało się to ciekawym celem dla czternastolatka. Ponieważ w tamtym czasie moje życie obracało się wokół szkoły, doszedłem do wniosku, że może mi się to udać

Za pierwsze wypracowanie z angielskiego zarobiłem tróję z plusem. Trochę się wkurzyłem. Byłem przekonany, że dałem z siebie wszystko.

Zamiast uznać, że ta trója z plusem oznacza porażkę w dążeniu do mojego celu, postawiłem pytanie: „Dlaczego nie dostałem piątki? Jak wyglądałoby wypracowanie na piątkę?”.

Kiedykolwiek za szkolne zadanie dostawałem ocenę niższą niż pięć, pytałem zawsze: „Co powinienem zrobić inaczej, żeby dostać piątkę?”.

Kiedy nie miałem pewności, pytałem nauczyciela i uważnie słuchałem odpowiedzi. Powiedziałem nauczycielom, że chcę mieć same piątki na świadectwie i zapytałem co muszę zrobić, żeby to osiągnąć. Chętnie mi odpowiadali. Brałem sobie do serca ich porady i stosowałem się do sugestii.

Szybko przestawiłem się na sposób myślenia oraz nawyki które były konieczne, by stale otrzymywać same piątki, i trzymałem się tego przez cztery lata. Liceum skończyłem z najwyższymi honorami, wzorowymi referencjami i garścią listów o przyjęciu na najlepsze informatyczne uczelnie naukowe jak UC, Berkeley, UCLA, Caltech, Carnegie Mellon i inne.

Niespodzianką jest to, że zarabianie samych piątek wymagało prawdopodobnie mniej pracy, niż jazda na niższych ocenach. W trybie piątkowego studenta materiał opanowujesz od razu, kiedy tylko jest wprowadzany. Nie robisz sobie zaległości. Przez cały czas dbasz, by być na bieżąco z zadaniami do zrobienia.  Nie grzęźniesz w bałaganie czy dezorientacji. Jeżeli czegoś nie rozumiesz, wiedzę uzupełniasz tak szybko, jak to możliwe. Jeżeli potrzebujesz pomocy, prosisz o tę pomoc od razu. NIE robisz zaległości.

Studenci uzyskujący niższe stopnie często pracują ciężej, podchodzą do tego bowiem niechlujnie. Ulegają złym nawykom, jak robienie zadań domowych na ostatnią chwilę, pod presją. Na egzamin przychodzą zmęczeni i zestresowani, zamiast zrelaksowani i przygotowani. Nie przyswajają informacji kiedy te są im przedstawiane; starają się wkuwać je później, kiedy mają mniej czasu, presja jest większa, a obycie z tematem mniejsze. Dostają czwórki czy trójki i myślą, że tak jest OK, zamiast zająć się opanowaniem tego, co jest potrzebne do uzyskania piątki.

Dla piątkowego studenta czwórka to wpadka. Tak samo czwórka z plusem. Tak samo piątka z minusem.

Kiedy za cokolwiek dostawałem piątkę z minusem, uznawałem to za błąd. Nie robiłem sobie za to wymówek. Po prostu wciąż pytałem: „Dlaczego nie piątka? Co muszę zrobić inaczej?”.

Kiedy schrzaniłem jakiś drobiazg, coś czego nie mogłem w rozsądny sposób uniknąć, po prostu zapominałem o błędzie i szedłem dalej. Ale jeżeli byłem w stanie określić przyczynę błędu której dałoby się zapobiec, notowałem to i szukałem sposobu na odpowiednią zmianę nawyków. Weźmy dla przykładu prosty błąd arytmetyczny na sprawdzianie z matmy – w większości przypadków mogłem wybronić się przed takimi wpadkami, zaraz po zrobieniu każdego zadania powtarzając wszystkie kroki działań arytmetycznych, nie przyglądając się swojej wcześniejszej pracy. Jeżeli uzyskiwałem inne wyniki, to oczywiście musiałem gdzieś popełnić błąd i mogłem cofnąć się by go poprawić przed oddaniem sprawdzianu, zakładając że jeszcze miałem czas. Nauczyłem się też powoli korygować teksty pod względem pisowni i błędów gramatycznych oraz sprawdzać w słowniku każde słowo, którego nie byłem pewien.

Jak się ostatecznie okazało, otrzymywanie samych piątek wiązało się z serią prostych nawyków. Prace domowe odrabiałem każdego wieczora przy biurku w sypialni, zanim zabrałem się do odpalenia jakiejkolwiek gry. Jeżeli była taka możliwość, zawsze brałem dodatkowe zadania. Chętnie pomagałem innym studentom, którzy chcieli pomocy przy swoich zadaniach – częściowo dlatego, że pomagało mi to lepiej opanować materiał, a częściowo dlatego, że wyrabiałem sobie lepszą pozycję w klasie.

Rozumiem, że w ocenianie bywa bardzo swobodne. Ocenianie często może wydawać się niesprawiedliwe. Pewne ciekawe badania wykazały, że im później po posiłku nauczyciel ocenia Twoją pracę domową czy sprawdzian, tym niższa jest ocena. Nauczyciele hojniej rozdają dobre oceny, kiedy mają wyższy poziom cukru we krwi. Najlepiej więc, kiedy nauczyciel ocenia Twoją pracę zaraz po jedzeniu. A ty prawdopodobnie w większości przypadków nie masz na to wpływu.

Ale możesz też obracać nauczycielskie skłonności na swoją korzyść. Jeżeli powiesz nauczycielowi, że chcesz być prawdziwym piątkowym uczniem, zakorzeni się to gdzieś w jego umyśle. Często będzie Ci pomagać w osiągnięciu tego celu, zwłaszcza kiedy prosisz o pomoc i porady. Może on nawet decydować na Twoją korzyść w niejednoznacznych sytuacjach, oceniając coś bardziej subiektywnie kiedy wie, że Twoim poważnym celem jest uzyskanie piątki. Zazwyczaj nie będzie tego robić bez przerwy, ale korzystne nagięcie subiektywnych aspektów dzięki przeciągnięciu nauczycieli na swoją stronę nie boli.

‎Zdobywanie samych piątek wiąże się oczywiście z Twoim podejściem i wydajnością, ale też z Twoim stosunkiem do nauczycieli. Jeżeli myślisz, że nauczyciel nie może czy nie zechce obniżyć Twoich ocen z powodu problemów z Twoim podejściem, pomyśl jeszcze raz. Nauczyciel też człowiek. Nawet jeżeli świadomie nie zdaje sobie sprawy ze swoich skłonności, to skłonności te ujawnią się na podświadomym poziomie. Wielokrotnie wykazywały to statystyczne analizy wzorców oceniania u nauczycieli.

Ze względu na subiektywną naturę oceniania, zwłaszcza przy niektórych nieścisłych przedmiotach, szybko zdałem sobie sprawę, że mógłbym wzorowo wykonać całą związaną z przedmiotem pracę, a i tak nie byłbym całkowicie pewien uzyskania solidnej piątki. Ale kiedy rozwijałem i utrzymywałem pozytywne relacje z nauczycielami, piątka była dość pewna, a silna relacja dawała mi też nieco swobody. Mogłem od czasu od czasu z czymś nawalić i mimo to dostać piątkę, jeżeli nauczyciel wierzył że zrobiłem dość (albo więcej niż dość) aby ją dostać. Nauczyciele często gotowi byli wybaczyć parę błędów jeżeli widzieli, że student stara się na poważnie.

Poświęcając się uzyskiwaniu samych piątek przebudowałem swoją tożsamość w taki sposób, która pasowała do piątkowego studenta. Nie minęło wiele czasu, nim przyswoiłem sobie inne zachowania, które uważałem za odpowiednie dla studenta z samymi piątkami.

W liceum pozytywne relacje z nauczycielami rozwijałem wykazując większe zainteresowanie przedmiotami, których uczyli, co w końcu było ich pracą. Nawet, jeżeli dostawałem już piątki, prosiłem o więcej informacji na najbardziej interesujące mnie tematy. Wykazywałem się ciekawością uczenia się więcej ponad to, czego uczono w klasie. Pytałem nauczycieli nad czym jeszcze pracowali i czy mogliby czymś z tego ze mną się podzielić. Kręciłem w okolicy się po zajęciach i wygłupiałem się. Czasami dołączałem do kół naukowych, w które zaangażowani byli nauczyciele. Nie robiłem tego z zamiarem manipulacji ani z każdym z nauczycieli. Robiłem tak tylko kiedy byłem autentycznie ciekaw.

W konsekwencji zaproszony zostałem do wzięcia udziału w paru innych wydarzeniach naukowych, o których innych studentów nie informowano. Bywałem na specjalnych wycieczkach w teren, jak na przykład do laboratoriów napędu odrzutowego w Pasadenie w Kalifornii. Dawano mi dostęp do dodatkowych źródeł jak książki i oprogramowanie. Zapraszano mnie do wzięcia udziału w kursie na poziomie uniwersyteckim na USC, kiedy byłem jeszcze w liceum, dzięki czemu uzyskałem zaliczenie przedmiotu akademickiego. Zaproponowano mi też rolę kapitana pierwszej akademickiej drużyny w dziesięcioboju.

Sami ustanawiamy swoje standardy. Jeżeli czwórki Ci wystarczają, to Twój wybór. Ale tak wiele najwyborniejszych okazji w życiu zarezerwowanych jest dla tych najskuteczniejszych osób, które stale dążą do doskonałości. Ludzie ci uzyskują niekończący się strumień pozytywnych zaproszeń.

Uzyskiwanie samych piątek wcale nie wymaga więcej pracy. Wymaga innego sposobu myślenia i innego zestawu nawyków, ale wiąże się to właściwie z mniejszą ilością pracy, zwłaszcza, kiedy spojrzeć w długoterminowej perspektywie. Jeżeli na wczesnym etapie życia będziesz uzyskiwać same piątki, zdobędziesz wiedzę i umiejętności, na których będziesz mógł oprzeć się później. Nie zawsze wiesz, jaką rolę odegrają te umiejętności.

Mogłem uznać, że nie potrzebuję być dobry w pisaniu czy gramatyce bo już w liceum wiedziałem, że celuję ku karierze technicznej. Nie mogłem przewidzieć, że ostatecznie będę wspaniale zarabiał na życie na pisaniu i przemawianiu. W czasach mojej edukacji nie istniało coś takiego jak blogowanie. Ale jestem głęboko wdzięczny, że wcześniejszy „ja” poświęcił się tak poważnie tym podstawowym umiejętnościom. Wyposażył mnie on w pewne cenne zwyczaje, które służą mi dobrze po dziś dzień. Gdyby poprzestał na trójach z plusem, położył by na mnie brzemię późniejszej konieczności ponownej nauki pisania lub zadowolenia się słabymi umiejętnościami w tym zakresie.

Nawet jeżeli w tej chwili nie jesteś w szkole, to życie samo w sobie jest szkołą. Wciąż jesteś oceniany. Twoimi ocenami są efekty, jakie uzyskujesz. Życie Cię ocenia.

Jesteś zadowolony ze swoich aktualnych ocen? A może czujesz, że nie wykorzystujesz w pełni swojego potencjału? Jakiego rodzaju wyzwanie na dziś byłoby odpowiednikiem samych piątek? Co będzie potrzebne by wybić się na czoło w swojej klasie, by stać się jednym z najskuteczniejszych wśród rówieśników i by rozwinąć pozytywne relacje z mentorami i by się od nich uczyć?

Jaka jest dziś Twoja wizja osobistej doskonałości?

Kiedy już określisz swój dzisiejszy standard „samych piątek”, poświęć się mu. Kiedykolwiek nie do końca Ci się coś uda, zawsze pytaj: „Co muszę zrobić, żeby dostać tu piątkę?”. Następnie zrób to, co konieczne, by tę piątkę mieć.

Ponadto stale myśl o sobie jako o piątkowym studencie. To nie jest ktoś inny. To Ty. To Tobie się powodzi, to Ty działasz, to Ty poświęcasz się osobistej doskonałości.

Źródło: How to Earn Straight A’s