Parę tygodni temu postanowiłem przeprowadzić prosty eksperyment. Polegał on na ograniczeniu częstotliwości sprawdzania poczty i portali społecznościowych do trzech razy w tygodniu. Chciałem zobaczyć, w jaki sposób takie swobodniejsze podejście wpłynie na moją produktywność i relacje społeczne.

Lata temu, kiedy internet był znacznie mniejszy a e-mail nie tak popularny, nie byłoby to nic wielkiego. W połowie lat ’90 nawet w biznesie przechodziło sprawdzanie poczty tylko parę razy w tygodniu. Ludzie zazwyczaj nie oczekiwali szybkiej wymiany informacji tą drogą. A kiedy szybka odpowiedź była rzeczywiście potrzebna, po prostu korzystało się z telefonu.

Dziś sprawdzanie poczty i/lub portali społecznościowych przynajmniej parę razy dziennie stało się powszechne, zwłaszcza w świecie małych firm. W pewnych sytuacjach jest to uzasadnione. Częstsze aktualizowanie informacji oznacza sprawniejszą komunikację z klientem. Szybkość oznacza wysoką klasę, szczególnie w obsłudze klienta. Krótszy czas odpowiedzi może więc dać firmie przewagę konkurencyjną.

Takie częste aktualizacje nie są jednak pozbawione kosztów. Jeżeli należysz do ludzi będących wciąż „na bieżąco”, możesz spotkać się z następującymi niedogodnościami:

  • obniżona zdolność do skupienia się
  • kierowanie się pilnością zadań, tracenie z oczu tego, co ważne
  • zmaganie się z częstym rozpraszaniem uwagi
  • myśli o innych ludziach stale krążące w Twojej głowie
  • nasilające się uzależnienie; nadmierne odświeżanie informacji, często bez namysłu
  • zmniejszona produktywność
  • ograniczone życie osobiste „w realu”
  • utrata umiejętności właściwego określania priorytetu otrzymywanych wiadomości
  • poświęcanie wiadomościom zbyt wiele czasu
  • odwrócenie uwagi od własnych, osobistych celów
  • marnowanie czasu, który można wykorzystać lepiej na co innego

A oto parę kluczowych korzyści, jakie zauważyłem rzadziej logując się na internetowe konta:

  • było mi znacznie łatwiej się skupić na własnych celach i przedsięwzięciach
  • więcej zadań doprowadzam do końca; te tygodnie należą do najbardziej produktywnych od lat
  • cieszyłem się poczuciem dużej ilości dostępnego czasu, tak jakbym każdego dnia miał więcej przestrzeni na pracę, życie i zabawę
  • minęła mi chęć aktualizowania statusów tylko po to, żeby coś napisać
  • odczułem znaczny spadek poczucia ważności maili i mediów społecznościowych; odsunęły się one gdzieś w tło mojego życia
  • każdego dnia spędzałem mniej czasu na myśleniu o mailach i portalach społecznościowych
  • kładłem się spać o bardziej stałych porach (żadnego dyskutowania do późnej nocy) i z łatwością wstawałem o piątej rano przez siedem dni w tygodniu
  • opublikowałem mniej aktualizacji statusów oraz odpowiedziałem na mniej maili i prywatnych wiadomości
  • otrzymałem znacznie mniej odpowiedzi i komentarzy (dałem ludziom mniej powodów do odpowiadania, dla mnie więc mniej czytania)
  • łatwiej było mi świadomie określać priorytet poszczególnych wiadomości, patrząc na nie w kontekście nagromadzonej przez kilka dni całości
  • tygodniowo oszczędzałem po kilka godzin, które mogłem poświęcić na bardziej satysfakcjonujące, produktywne zadania
  • częściej ćwiczyłem fizycznie (5-7 razy w tygodniu)
  • czułem się bardziej zrelaksowany i mniej zestresowany, ale też bardziej zmotywowany
  • ukończyłem parę projektów nie publikując ani jednej aktualizacji statusu na ich temat (kogo obchodzi, że w tym miesiącu wstawiłem nowy bojler?)
  • znacznie mniej świerzbiło mnie zarówno mentalnie, jak i emocjonalnie by często i o różnych porach sprawdzać, co tam nowego
  • mniej świadom byłem tego, co robili moi internetowi „przyjaciele”, za to bardziej świadom tego, co robię ja sam, jak i osoby mi najbliższe
  • bardziej cieszyłem się czasem spędzanym z dzieciakami, czułem silniejszą więź z nimi

Oto negatywne konsekwencje, z jakimi się spotkałem:

  • przeoczyłem aktualnego maila z zaproszeniem na grę w disc-golfa (zazwyczaj grywamy w soboty, ale tym razem było to specjalne zaproszenie na grę w niedzielę)

Poważnie, to jedyna negatywna konsekwencja, jaka przychodzi mi do głowy – apokalipsą bym tego nie nazwał.

Poza tym trzeba było trochę się dostosować do nowej sytuacji, ale tego do negatywnych konsekwencji bym nie zaliczał. Załóżmy, że ktoś chce umówić ze mną rozmowę telefoniczną czy na Skypie, albo na osobiste spotkanie. Rozwiązanie: muszę po prostu zaplanować to z większym wyprzedzeniem, dając sobie dość czasu na wymianę maili związanych z tymi ustaleniami.

Może się zdarzyć, że przeoczę jakieś zaproszenia na ostatnią chwilę. Te wiadomości typu: „Hej, wiesz co? Jestem dziś w Vegas. Spotkajmy się!” mogą zostać zauważone już po fakcie. W stosunku do wszystkich korzyści nie jest to jednak jakaś wielka sprawa.

Pora dnia

Odkryłem, że najlepszą dla mnie porą dnia na zajmowanie się mailami i portalami społecznościowymi jest wieczór. Zauważyłem, że zająwszy się tym bliżej początku dnia, później odczuwałem zbyt dużą pokusę kolejnego sprawdzenia co nowego parę godzin później. Ściąganie poczty między piątą a ósmą wieczorem sprawdzało się to bardzo dobrze. Po pierwsze, w ciągu dnia skupiałem się na innych sprawach. Po drugie, znikał motyw do prokrastynowania poprzez spędzanie przy wiadomościach nadmiernych ilości czasu, bo w tym momencie, o ile był to dzień roboczy, pracę miałem już za sobą. Po trzecie, przy odpowiadaniu na prywatne wiadomości byłem bardziej zrelaksowany, bo nie czułem się zmuszony do odsuwania w czasie moich codziennych spraw; co najwyżej kolację zjadłem trochę później.

Które dni?

Wychodzi na to, że moim ulubionym układem było sprawdzanie poczty w niedziele, czwartki i piątki. Dzięki temu na początku każdego tygodnia miałem do dyspozycji solidny blok czasu (96 godzin) na zajmowanie się konkretną robotą. Od poniedziałku do czwartkowego wieczora mogłem pracować bez rozpraszania uwagi pocztą czy portalami społecznościowymi.

A co, jeżeli ktoś napisał do mnie w poniedziałek i nie dostał odpowiedzi aż do czwartku wieczorem? Mój biznes nie zależy w takim stopniu od szybkości reakcji, także nie będzie z tym wielkiego problemu.  Kto potrzebuje pilniejszego kontaktu, może zadzwonić czy napisać SMS. Rozpoczynając eksperyment uprzedziłem o nim takie osoby, wiedzą więc one czego powinny się spodziewać. Jak na razie działa to po prostu dobrze. Tak naprawdę niektórzy zaciekawili się na tyle, że w efekcie sami postanowili przemyśleć swoje nawyki związane w obecnością sieci.

Z początku czterodniowy okres bez maila wydawał się dość długi, ale zdążyłem naprawdę go polubić. Świetnie jest mieć takie poczucie masy czasu poza siecią, dostępnego na pracę i życie bez zawracania sobie głowy wydarzeniami w świecie online. Wiem, że zawsze mogę zająć się nim później.

Wyjątki

Sprawdzanie poczty i logowanie się na portale społecznościowe trzy razy w tygodniu staje się moim nowym domyślnym zwyczajem. Myślę, że robię to już dostatecznie długo (już czwarty tydzień), by stosunkowo łatwo utrzymać nawyk. Moim celem było przełamanie schematu nadmiernego, niepotrzebnego kontrolowania sytuacji w sieci i zastąpienie tego czymś bardziej produktywnym i sensownym, ale nie w niepraktycznie sztywny sposób. Jeżeli z jakichś powodów uznam to za konieczne, zawsze mogę zaplanować ekstra sprawdzenie. Kiedy na przykład publikuję nowy wpis na blogu, puszczenie aktualnego statusu z informacją o tym ma sens; w niektórych przypadkach mogę to zrobić właściwie bez wchodzenia na daną stronę.

Załóżmy, że zarejestrowałeś się na jakiejś stronie i potrzebujesz kliknąć link aktywacyjny wysyłany mailem, musisz więc zajrzeć na swoją pocztę. Pozwolisz sobie na zalogowanie do swojej skrzynki jedynie by kliknąć link, nie zajmując się przy tym niczym innym? Klikniesz link, ale też obrobisz wszystko inne, co pojawiło się w skrzynce mailowej? A może może zdecydujesz dokończyć proces rejestracji przy następnym planowanym sprawdzaniu poczty?

Decyzje takie możesz z początku podejmować dla poszczególnych przypadków na bieżąco, a kiedy dostrzeżesz pewne schematy, wypracujesz bardziej ogólną metodę. Sporadyczne sprawdzenie poczty od czasu do czasu nie zaszkodzi Twojej produktywności, o ile nowe podejście już się zakorzeniło. W kluczowych pierwszych dwóch-trzech tygodniach sporadyczne logowania mogą jednak wpłynąć negatywnie na sam proces ustanawiania nowego nawyku.

Najważniejsze lekcje

Oto podsumowanie najważniejszych wniosków z eksperymentu:

  1. Częstsza styczność ze środkami komunikacji internetowej sprawia, że wydaje się ona stosunkowo bardziej ważna na tle innych Twoich celów, przedsięwzięć i pragnień. Może to prowadzić do nierównowagi w określaniu priorytetów co do spędzania czasu, nie mówiąc już o uzależnieniu. I na odwrót – rzadsze sprawdzanie sprawia, że cała ta komunikacja wygląda na mniej ważną i pomaga przełamać dotychczasowe uzależnienie.
  2. Im częściej odpowiadasz na wiadomości czy wrzucasz aktualne statusy, tym więcej odpowiedzi i komentarzy otrzymujesz, masz więc jeszcze więcej czytania oraz, potencjalnie, odpowiadania (a potem więcej odpowiedzi na Twoje odpowiedzi, i tak dalej, i tak dalej). Im mniej natomiast sprawdzasz wiadomości i wysyłasz nowych statusów, tym mniej odpowiedzi dostajesz, co przekłada się na mniej rzeczy do czytania i odpowiadania; każdego tygodnia możesz oszczędzić całe godziny.
  3. Jeżeli zdrowe praktyki zarządzania czasem są dla Ciebie ważne, mądrze jest z góry racjonalnie zdecydować, kiedy właściwie i jak często potrzebujesz sprawdzać wiadomości. Następnie trzymaj się planu. Kiedy ciągnie Cię do częstszego sprawdzania, prawdopodobnie stare zwyczaje wciąż jeszcze trzymają się zbyt mocno. Aby je osłabić, na początek znacznie ogranicz częstotliwość logowań (cztery razy w tygodniu albo mniej). Inaczej będziesz tracić masę energii by siłą woli powstrzymywać się przed tak częstym sprawdzaniem.

Pamiętaj, że dobre nawyki działają jak na autopilocie, a ich utrzymanie nie wymaga dużej siły woli. Z neurologicznego punktu widzenia samodyscyplina jest ograniczonym zasobem. Jeżeli codziennie musisz odwoływać się do samodyscypliny żeby nie poddawać się pokusom, niepotrzebnie zużywasz ten zasób, aż zabraknie go kiedy naprawdę będzie potrzebny. Twój mózg jest w stanie wykorzystać tylko daną ilość samodyscypliny (zazwyczaj dość niewielką), używaj jej więc do ustanowienia sensownych nawyków, które później dbają już o siebie same – po pierwszych 2-3 tygodniach. Czasami trzeba na parę tygodni nabrać dystansu do starych zwyczajów, by te miały szansę osłabnąć.

Szlif i poler

Ja czuję się dobrze ze sprawdzaniem poczty i portali społecznościowych trzy razy w tygodniu, a krótkoterminowe korzyści są co najmniej obiecujące, póki co zamierzam więc przy tym pozostać. Dwa razy w tygodniu też powinno być w porządku (przypuszczalnie czwartki i niedziele), co być może przetestuję w grudniu. Zejdę może nawet do jednego razu w tygodniu, z tym, że to może się wiązać z dłuższymi opóźnieniami przy pewnych rzeczach, jak planowanie rozmów telefonicznych, myślę więc, że dwa-trzy razy w tygodniu będą optymalne.

A jak ze sprawdzaniem poczty na telefonie, kiedy jesteś poza domem – powiedzmy, w wolnych chwilach oczekiwania w kolejce? Doszedłem do wniosku, że generalnie jest to zły pomysł. Chociaż na pierwszy rzut oka metoda wydaje się efektywna, to wzmacnia ona też pewne złe mentalne nawyki, takie jak stałe myślenie o tym, co też może się dziać w sieci; potencjalnie utwierdzając też rozpraszające uzależnienie. Odkryłem, że sensowniej jest przeczytać parę kolejnych stron e-booka, czy po prostu pomyśleć o swoich celach albo decyzjach, które muszę wkrótce podjąć.

Przedstawiłem co funkcjonuje w moim przypadku, w oparciu o osobiste próby. Twoja sytuacja może być oczywiście inna. Sens opisywania tego wszystkiego leży w skłonieniu Cię do samodzielnego eksperymentowania i odkrycia, co działa najlepiej dla Ciebie – zwłaszcza gdy czujesz, że jesteś w sieci zdecydowanie za często.

Częstotliwość sprawdzania zależy wyłącznie od Ciebie. Nawet, jeżeli Twoja praca „wymaga” częstego sprawdzania poczty, to sam sobie tę pracę wybrałeś i jeżeli utrwala ona u Ciebie złe nawyki, to masz pełne prawo ją rzucić. Jeżeli sądzisz, że w pracy oczekuje się od Ciebie częstego sprawdzania poczty, możesz renegocjować te oczekiwania i zachęcać ludzi do korzystania z innych dróg komunikacji w przypadku naprawdę pilnych wiadomości. Możesz też założyć do pilnej komunikacji jedno konto mailowe, które będziesz sprawdzać często, a do pozostałych spraw używać innego, rzadziej sprawdzanego konta.

Jeżeli aktualnie sprawdzasz pocztę wielokrotnie w ciągu dnia, zachęcam Cię do wypróbowania układu ze sprawdzaniem inaczej niż codziennie, aby przekonać się jak to jest. Spróbuj na przykład co drugi dzień (a wtedy tylko raz dziennie, najlepiej wieczorem) i zobaczysz jak to jest. Z początku może być ciężko, ale przyzwyczaisz się. Jeśli to zrobisz, na nowo ułożysz swoje myślenie i pozwolisz, by podniósł się priorytet innych Twoich celów.

Tego typu eksperyment nadaje się również do zastosowania metody 30-dniowej próby.

Kiedy po raz ostatni miałeś przynajmniej trzydniową przerwę od sprawdzania poczty i portali społecznościowych? Jeżeli przypuszczasz, że było to rok temu czy więcej, albo tylko ze względu na ekstremalne okoliczności takie jak choroba, to rzucam Ci wyzwanie podjęcia takiej próby. Niech poczta poczeka na Twoje cele. Nie pozwól, by Twoje cele czekały, aż skończysz zajmować się pocztą.

Źródło: How Many Days Can You Go Without Checking Email or Social Media