Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Category: Biznes

Nigdy nie stawiaj zysków na pierwszym miejscu

Większość pomysłów, na które natknąłem się w książkach o biznesie, okazała się bezużyteczna. Pozostałe były wręcz szkodliwe. Najlepszymi przewodnikami są natomiast intuicja oraz eksperymentowanie.

Podstawowym założeniem w książkach biznesowych jest twierdzenie, że sens prowadzenia biznesu polega na zarabianiu i zwiększaniu zysków. Co poniektórzy autorzy powtarzają tę mantrę z takim uporem, jakby ich zdaniem do tępego czytelnika nie docierało. Zauważyłem, że moje decyzje i osiągane rezultaty były najbardziej idiotyczne właśnie wtedy, gdy stosowałem się do tego modelu.

Wczoraj przekartkowałem podobną książkę nadesłaną przez kogoś pocztą. Leży już w śmietniku. Większy pożytek przyniesie światu oddanie jej na makulaturę, aniżeli dawanie jej komukolwiek do przeczytania.

Gdy tylko wejdziesz do firmy stawiającej zyski na pierwszym miejscu, od razu wyczujesz atmosferę opresji. Trudno wręcz pojąć, że ludzkie istoty są w stanie zaakceptować taki brak wolności. Strasznie się boję odwiedzać miejsca, gdzie wszyscy zachowują się jak zombie. Panuje tam tak wstrętny i odrażający klimat. Nic dziwnego, że biznes narkotykowy rozkwita. Też pewnie codziennie bym się szprycował, gdybym miał spędzać w biurze moje życie.

Jeżeli chcesz zniszczyć swoje zdrowie, samoocenę, motywację i relacje, to stawianie zysków na pierwszym miejscu jest na to świetnym sposobem. Nie chciałbym nigdy pracować w takim miejscu, ani też nie chciałbym narażać innych na przebywanie w takim środowisku. Ludzie zasługują na coś więcej, niż być trybikami w machinie biznesu.

Biznes może się kierować znacznie potężniejszymi priorytetami. Na pewno możesz wpaść na coś bardziej ekscytującego, niż „Chcę zarobić więcej pieniędzy!”.

Wolę raczej coś takiego:

Celem biznesu jest wzmocnienie ludzi by wyrażali i dzielili się swoją kreatywnością, dla najwyższego dobra wszystkich.

Nonsensem jest wierzyć, że jeżeli nie postawisz zysków na pierwszym miejscu, to nie zdołasz zbudować stabilnego biznesu. Z doświadczenia wiem, że znacznie łatwiej osiągniesz stabilność właśnie gdy odmówisz poniżania się podejściem „pieniądze przede wszystkim”.

Zamiast stawiać na pierwszym miejscu pieniądze, postaw na kreatywne wyzwania. Postaw na rozwojowe doświadczenia. Na zabawę. Na możliwość pracy ze świetnymi ludźmi. Postaw na współpracę.

Uwielbiam prowadzenie swojej firmy – i to jak! – bo nie stawiam pieniędzy na pierwszym miejscu. Pieniądze należy oczywiście brać pod rozwagę, ale tę inną podstawę przyjmujemy nie bez powodu.

Przedsiębiorcą jestem bez przerwy już od niemal dwudziestu lat. Do najbardziej stresujących i przykrych należały te lata, w których na pierwszym miejscu stawiałem pieniądze. Najszczęśliwszy i najbardziej spełniony czułem się, kiedy stawiałem na wyrażanie swojej kreatywności, rozwijanie relacji, wejście w przedsięwzięcia pełne frajdy i wspólnej pracy, dawanie czegoś od siebie, dawanie jeszcze więcej, rozwinięcie się i tak dalej.

Spojrzenie z perspektywy czasu pozwala mi dostrzec, że gdy funduję sobie stresujące i przykre lata, sumują się one w końcu w dekady takich wspomnień, co prowadzi do okropnego zgorzknienia na starość. Na szczęście nim zabrnąłem zbyt daleko, udało mi się stłamsić to w zarodku, teraz więc dzieje się coś dokładnie odwrotnego. Jestem tym szczęśliwszy, im starszy, gdyż rok po roku zbieram pozytywne wspomnienia. Nieważne, ile pieniędzy zarabiam czy nie zarabiam, pamiętam przedsięwzięcia pełne dobrej zabawy, szału kreatywności, intymnych przyjaźni, serdecznych uścisków, ludzi, którym pomogłem i tak dalej. Jaki był wtedy mój stan konta – nie pamiętam.

Uzyskiwanie dochodów z pracy twórczej jest świetne. Pozwól, by było częścią wyzwania. Nie czyń jednak pieniądza podstawowym sensem swojej pracy. Nie rób dla pieniędzy rzeczy, których poza tym nie robisz z radością. Lepiej z całego serca podążać swoją drogą – nawet, jeżeli przez to wyrzucą Cię z Twojego własnego domu bo nie masz na czynsz. Mówię z doświadczenia, ponieważ kiedyś mi się to zdarzyło. Wówczas bardzo mnie to oczywiście stresowało, ale jako wspomnienie jest raczej powodem do dumy, a jako historia pomaga zachęcić innych by nie godzili się na życie w stylu zombie.

Z sercem podążaj swoją drogą, zwłaszcza w biznesie. Wykonuj pracę, którą uważasz za szlachetną i dającą spełnienie, a każdy rok kończyć będziesz z poczuciem głębokiej satysfakcji, niezależnie od ilości zarobionych pieniędzy. Jeżeli zaufasz intuicji, będziesz działać z inspiracją i poświęcisz czas na zbudowanie doświadczenia i pozytywnych relacji, prędzej czy później odnajdziesz drogę do stabilności.

Źródło: Never Put Profits First

Systemy Przychodu Pasywnego

Do generowania przychodu pasywnego potrzebujesz sposobu na utrzymywanie stale płynącego dochodu dochodu bez konieczności wykonywania większych ilości zasadniczej pracy. Jeżeli musisz dalej pracować dzień po dniu by Twój dochód nie spadał, to zarabiasz aktywnie, a nie pasywnie. Przychód pasywny płynie nawet jeżeli nie pracujesz aktywnie.

Wiele form przychodu pasywnego wymaga dalej codziennych czy cotygodniowych czynności związanych z utrzymaniem, jak wypełnianie zamówień czy zajmowanie się obsługą klienta, ale nie oznacza to, że sam musisz wykonywać te zadania. Możesz delegować je na innych ludzi, firmy czy technikę. Żeby Twój przychód był pasywny (to znaczy, że nie musisz robić wiele by utrzymać przepływ gotówki), musisz zdejmować sprawy ze swojego grafiku, ale one tak czy inaczej muszą być załatwiane.

System przychodu pasywnego to pewna forma delegowania. Co jest delegowane – i komu? Jak będą załatwiane konieczne sprawy, jeżeli nie będziesz zajmował się nimi sam? Twój system przychodu pasywnego musi odpowiadać na te pytania.

Ja uwielbiam delegować zadania na technikę, bo jest szybka, wydajna, stabilna i niedroga. Technikę dobrze się też skaluje, to znaczy – można zwiększać moc obliczeniową, co nie wymaga wiele ponad zapłatę za tę moc. Działa to dobrze w przypadku biznesów internetowych.

Przykładowo dystrybucję tego artykułu deleguję na mój serwer. Wyślę go na serwer i kliknę przycisk „Publikuj”, a wtedy różnorodny sprzęt z oprogramowaniem zajmie się resztą. Bez tej techniki musiałbym zastosować jakiś inny sposób dystrybucji. Technika jest w dzisiejszych czasach tak wszechobecna, że łatwo jest przeoczyć co dla nas robi i brać to za coś oczywistego, ale może ona pełnić kluczową rolę w każdym systemie przychodu pasywnego. Jak bez tej techniki miałbym dystrybuować kopie każdego artykułu jaki napisałem do milionów czytelników z całego świata, którzy każdego miesiąca odwiedzają moją stronę? Dokonanie tego ludzkimi rękami byłoby ogromnym wysiłkiem.

Zauważ, że kiedy opierasz się na technice w zakresie komunikacji, to już korzystasz z pasywnych systemów. Twoje wiadomości przepływają przez sprzęt, który został zaprojektowany, wykonany i jest utrzymywany przez innych. Nie musisz płacić bezpośrednio tym ludziom, ale oni pracują dla Ciebie każdego dnia. Już teraz korzystasz z tych systemów. Tak więc jeżeli aktualnie polegasz na takich systemach w zakresie komunikacji, to dlaczego nie miałbyś wykorzystać ich również w odniesieniu do swojego przychodu?

Możesz też delegować zadania na innych ludzi i firmy by nie mieć ich na swojej głowie. W typowym układzie partnerskim możesz delegować na inną firmę obsługę zamówień, ich realizowanie plus obsługę klienta. Jeżeli na przykład bierzesz udział w programie partnerskim Amazona żeby sprzedawać rzeczy, to właściwie delegujesz na nich znaczną część roboty. Z Twojej perspektywy program partnerski może wyglądać bardzo pasywnie, ale jest tak dlatego, że Amazon zapewnia wykonanie aktywnej pracy aby możliwe było uzyskanie prowizji partnerskich.

Buduj Lub Pożyczaj

Masz kilka możliwości wdrożenia własnego systemu przychodu pasywnego:

  1. Możesz zaprojektować i zbudować od zera własny system przychodu pasywnego.
  2. Możesz dowiedzieć się w jaki sposób inni ludzie uzyskują przychód pasywny i skopiować ich podejście.
  3. Możesz wykorzystać czyjś gotowy system (zazwyczaj płacąc za tę możliwość).
  4. Możesz wykorzystać kombinację dowolnych z powyższych możliwości.

W różnych momentach używałem wszystkich tych sposobów. Nie mogę jednak ogólnie zarekomendować jednego z powyższych jako lepszego od pozostałych. Najbardziej inteligentny wybór zależy od różnorodnych czynników, jak ograniczenia czasowe, budżetowe, osobiste silne strony i osobiste cele.

Jeżeli stoisz przed poważnym wyzwaniem, bardzo opłacalne może być zaprojektowanie i wdrożenie własnego systemu przychodu pasywnego zupełnie od zera. Zaletą takiego podejścia jest to, że sam projektujesz system, więc znasz jego wewnętrzny sposób działania i możesz modyfikować go jak chcesz. Wadą tej metody jest to, że może wymagać wiele pracy i może minąć nieco czasu zanim ruszą pierwsze strumienie przychodu. Innowacja jest ryzykowna. Czasami ryzyko się opłaca. Czasami nie.

Bardziej powszechne jest zapożyczanie pomysłów od innych. Po co na nowo wynajdować koło? Dowiedz się, co działa dla innych, i wykorzystaj podobne metody dla siebie. Jest masa książek i systemów autorstwa przedsiębiorców, którzy chętnie pokażą Ci jak zrobić to, co im się udało. Niektórzy gotowi są dzielić się szczegółami swoich systemów za darmo, podczas gdy inni zrobią to za opłatą. Nawet kiedy jest jakaś opłata, zakup czyjegoś systemu może zaoszczędzić Ci ogromne ilości czasu i energii.

Kiedy ja próbowałem zbudować jakiś system sprzedaży moich gier w latach ’90, kupiłem sobie książkę „Jak Sprzedawać Swoje Oprogramowanie”, autorstwa Boba Schenota. Bob dzielił się szczegółami swojego systemu, a ja byłem w stanie zaadaptować wiele jego porad do swojego własnego biznesu, co zaoszczędziło mi masę czasu. System tamten na dzień dzisiejszy wyglądałby bardzo przestarzale (był w dużej mierze „przedinternetowy”), ale pomógł mi dobrze wystartować w kierunku budowy własnego systemu.

Pozornie niedrogim podejściem jest używanie czyjegoś gotowego systemu. Przykładem tego jest udzielenie licencji na swoją książkę jakiemuś wydawcy czy sprzedawanie jej na Amazonie. Może to wyglądać na niezły układ, bo nie musisz płacić za nic z góry, ale może też być dużo droższe jeżeli radzisz sobie dobrze, ponieważ może się okazać, że oddajesz znaczny procent wartości swojej sprzedaży właścicielowi systemu. To podejście bywa najłatwiejsze na początek. Dostawcy systemów w tej kategorii mogą być bardzo dobrzy jeśli chodzi o przetwarzanie zamówień i zajmowanie się obsługą klienta, ale zazwyczaj nie zapewniają wiele wsparcia marketingowego, więc może być ciężko zostać zauważonym przy współpracy z nimi. To rzekłszy – mogą oni odwalić dla Ciebie kawal roboty, czyniąc Twój przychód bardzo pasywnym.

Dobre wieści są takie, że nie musisz rozumieć jak buduje się system przychodu pasywnego od zera, by takiego używać, zupełnie tak jak nie musisz wiedzieć jak od zera zbudować komputer żeby go używać.

Moim osobistym ulubieńcem jest mieszane podejście. Zbieram od innych wiele dobrych pomysłów, ale lubię nadawać rzeczom mój własny rytm i stale ulepszać swoje źródła przychodu pasywnego wraz z ich rozwojem. Rzadko kiedy używam gotowych cudzych systemów, często dlatego, że uważam ich metody marketingowe za niedopasowane do moich odbiorców, tak że ostatecznie tak czy inaczej muszę poprawiać elementy marketingowe nawet, jeżeli sam produkt czy usługa pasuje mi dobrze.

Kupować Czy Nie Kupować

Jednym z pytań, jakie z pewnością Ci się nasuną, jest czy powinieneś czy nie powinieneś kupować systemy kogoś innego, płacąc na przykład za wiedzę i materiały

Ogólnie uważam że to dobry pomysł, zwłaszcza kiedy dopiero zaczynasz, ale tylko kiedy jesteś ostrożny w tym względzie. Możesz zmarnować masę pieniędzy kupując niskiej jakości systemy zarabiania pieniędzy od przypadkowych internetowych handlowców. Z drugiej strony – płacenie za dobry system może też dostarczyć ogromnej wartości. Możesz w krótkim czasie dowiedzieć się tego, co komu innemu zajęło lata czy nawet dekady bolesnego składania wszystkiego do kupy.

Ja trochę przeginałem kiedy przychodziło do płacenia za to, co wyglądało na wysokiej jakości wiedzę w tym obszarze i marnowałem pieniądze na coś, co okazywało się bełkotem czy przestarzałymi informacjami. Potem bardzo się ograniczyłem i zrobiłem się bardzo skąpy, przez co straciłem parę łatwych okazji. Ostatecznie przyjąłem podejście, które uważam za bardziej praktyczne i realistyczne. Gotów jestem płacić za wiedzę o systemach jeżeli myślę, że będę w stanie efektywnie ją zastosować i jeżeli informacje pochodzą z wysokiej jakości źródła. Dla mnie źródłem wysokiej jakości jest osoba która wydaje się sama z siebie chcieć pomóc ludziom w zrozumieniu i zastosowaniu metod, których uczy, w przeciwieństwie do takiej, która chce tylko sprzedać niskiej jakości informacje by zarobić więcej pieniędzy. Ponadto system wysokiej jakości to taki, który działa już w realnym świecie.

Zazwyczaj kiedy dziś płacę za wiedzę o systemach, nie mam na celu wdrożenia czyjegoś gotowego systemu u siebie. Poszukuję po prostu świeżych pomysłów jakie mógłbym wykorzystać by ulepszyć moje systemy. Jakie są najnowsze i najlepsze pomysły, które inaczej mógłbym przeoczyć?

Wiem, że kiedy przechodzimy do marketingu, to ludzie sprzedający tamte systemy mogą próbować manipulowania moimi emocjonalnymi przyciskami, podając dodatkowe zachęty do zakupu. Staram się jak potrafię zignorować te taktyki sprzedażowe i patrzeć na potencjalną wartość bardziej obiektywnie.

Jako, że wiem, że ludzie będą mnie o to pytać, podzielę się paroma konkretnymi rekomendacjami systemów, jakie możesz wykorzystać by generować dziś przychód pasywny w sieci.

Site Build-It

Polecam Site Build-It (SBI) od początku 2008 r., dając im tysiące nowych klientów. Dziś nadal z całego serca polecam tę usługę za wyróżniające się połączenie techniki, narzędzi, hostingu i edukacji. Starali się oni stworzyć rozwiązanie typu „wszystko w jednym”, które pomaga ludziom budować skuteczne biznesy internetowe (nie tylko strony internetowe) i naprawdę to robią.

SBI stale rozwija się pod względem technicznym, i nie tak dawno mieli dużą aktualizację, więc teraz jest to jeszcze bardziej solidne i nowoczesne niż kiedy zacząłem to polecać.

SBI utrzymuje też aktywne forum dyskusyjne którego członkowie dzielą się poradami i strategiami każdego dnia. Samo to jest jak skrzynia skarbów, pełna użytecznych informacji… nie wspominając źródle stałego wsparcia dla członków SBI.

SBI nalicza bardzo rozsądny abonament za swoje usługi. Roczny koszt utrzymania strony w SBI wynosi mniej niż ja płacę za miesiąc hostingu strony StevePavlina.com Strony SBI są z pewnością w stanie generować przynajmniej tak duży przychód pasywny jak mój, a wielu użytkowników SBI posiada więcej niż jedną stronę. Jest to bardzo rozwiązanie bardzo efektywne kosztowo, jeżeli interesuje Cię generowanie przychodu pasywnego dzięki własnej stronie internetowej.

Polecam SBI zwłaszcza jeżeli istnieje temat którym się bardzo interesujesz albo posiadasz pewną wiedzę, którą chciałbyś się dzielić. Zamiast stale dzielić się pomysłami na stronie na Facebooku, mógłbyś robić to na własnej stronie internetowej i wykorzystywać ją do generowania ruchu. Następnie mógłbyś spieniężyć ten ruch na wiele sposobów generujących przychód.

Polecam SBI, ponieważ ludzie zarabiają tam prawdziwe pieniądze, dostarczane jest tam konkretne rozwiązanie typu „wszystko w jednym”, i jest bardzo niedrogie w stosunku do dostarczanej wartości.

Żeby dowiedzieć się więcej o SBI, przeczytaj moją oryginalną recenzję SBI, albo moją najnowszą aktualizację na temat SBI.

Może zechcesz też dodać do ulubionych stronę SBI na Facebooku, gdyż publikują oni tam porady, aktualizacje, promocje itp.

Bogać Się Na E-bookach

Wydawca mojej książki, Hay House, poinformował mnie wczoraj, że spodziewają się niemal podwojenia sprzedaży e-booków w tym roku. Znajdujemy się w wyjątkowym momencie, kiedy popyt na e-booki wzrasta znacznie szybciej niż podaż, częściowo dlatego, że tablety sprzedają się jak szalone. Istnieje wielki „głód e-booków”, które można czytać na tych urządzeniach.

Ubiegły tydzień spędziłem w Kanadzie, a podczas lotów czytałem trochę e-booków na swoim iPhonie. Pomimo małego ekranu uznałem, że czyta się bardzo przyjemnie – i wiem, że nie jestem sam. Ludzie w rzędzie po drugiej stronie, którzy lecieli ze mną, czytali e-booki na swoich iPadach. Ten trend w kierunku mobilności e-booków będzie tylko wzrastał.

Ubiegłej nocy dyskutowałem z moim przyjacielem Stewartem Emerym o nieuniknionym zmniejszeniu nakładu książek w druku. Stewart jest współautorem książki „Sukces Zbudowany By Trwać”, jest też wpływową postacią w branży wydawniczej. Jakiś czas temu przewidział, że zarówno Borders, jaki Barnes & Noble w ciągu dwóch lat wylecą z rynku. Dwa lata później (niemal dokładnie) Borders zbankrutował, a Barnes & Noble uratował się dzięki przerzuceniu się na e-booki z Nook.

W przypadku mojej własnej książki również widzę że sprzedaż wersji na Kindle przekracza sprzedaż książki drukowanej w miękkiej i twardej oprawie razem wziętych. Spodziewam się, że ten rozdźwięk w ciągu najbliższych pięciu lat stanie się jeszcze większy.

Sytuacja ta tworzy pewne niespotykane możliwości dla autorów e-booków. Ostatecznie podaż nadrobi zaległości, ale na ten moment popyt rośnie znacznie szybciej. Na rynku wciąż jest znacznie więcej książek w druku niż e-booków, ale pęd sprzedaży działa na korzyść e-booków. Tworzy się w ten sposób coś na kształt gorączki złota dla autorów e-booków.

Vic Johnson zauważył ten trend i pojechał na nim. Na ten moment zarobił na e-bookach ponad 7 milionów dolarów. Oferuje on bardzo gruntowny kurs na temat tego, co samo robi, odpowiednio zatytułowany: „Bogacenie Się Dzięki E-bookom”.

Sam przeszedłem ten kurs i wiele się z niego nauczyłem. Rozmawiałem też bezpośrednio z Vicem. Był spłukany, a sprzedawanie e-booków stało się jego biletem do bogactwa, co wyjaśnia skąd ma do nich taką pasję. Polecam sprawdzenie kursu Vica oraz jego systemu tworzenia i sprzedawania e-booków. Ta niespotykana sytuacja popytu i podaży nie będzie trwać wiecznie.

Ten trend jest podobny do przewagi jaką wykorzystałem kiedy uruchamiałem blog w roku 2004; wtedy popyt rósł znacznie szybciej niż podaż i wielu ludzi, którzy mniej więcej wtedy otwierało swoje blogi odnotowało znaczny wzrost ruchu, kiedy powszechne zainteresowanie rosło i rosło. Jeżeli jednak dziś teraz właśnie zaczynasz blogowanie, to nieco się spóźniłeś na zabawę, bo to pole jest już o wiele bardziej zatłoczone.

Ciekawostką jest to, że Vic nawet nie pisze sam większości treści, którą sprzedaje. Zarobił niezłe pieniądze przepakowując dzieła z domeny publicznej i korzystając z usług ghostwriterów tworzących treść dla niego. W swoim programie wyjaśnia jak to robić, włączając w to sposób na wynajdowanie okazji na publikację nowych e-booków, które możesz sprzedawać.

Zwróć uwagę, że jeżeli użyjesz systemu Vica, możesz nawet używać dowolnych artykułów i podcastów z mojej strony żeby stworzyć własne e-booki, ponieważ materiały te pozbawione są prawa autorskiego. Jeżeli przejrzysz wyniki wyszukiwania mojego nazwiska na Amazonie, zobaczysz, że dziesiątki e-booków opartych o moją treść zostały już wydane przez innych.

Widzę jednak, że ludzie popełniają masę amatorskich błędów próbując przepakować i sprzedać moją treść, a to nie wpłynie dobrze na ich poziom sprzedaży. Powodziłoby im się znacznie lepiej, gdyby przeszli najpierw program Vica, gdyż dzieli się ona wieloma poradami o optymalizacji dla zwiększenia sprzedaży. Dla mnie to w porządku, jeżeli ludzie chcą przekształcać moją treść w e-booki na sprzedaż, ale byłbym zachwycony widząc, jak powodzi im się jeszcze lepiej, bo oznaczać to będzie, że idee rozprzestrzeniają się dalej.

System Vica to dobry wybór jeżeli Twoje zdolności pisarskie nie są wielkie albo nie jesteś pewien czy potrafisz samodzielnie stworzyć treść o wysokiej jakości. Jeżeli z drugiej strony uwielbiasz pisać tak jak ja, to też możesz wykorzystać program Vica by efektywnie wspomóc poszukiwanie informacji, określanie rynku zbytu i sprzedaż własnych e-booków. Myślę, że jest to warte swojej ceny, a Vic sprzedaje program na zasadzie „wypróbuj zanim kupisz”, co ułatwia rozpoczęcie.

Ja napisałem już książkę (wydaną przez Hay House), mam więc za sobą cały proces wydawniczy i wiem jak to wygląda. Mimo to byłem w stanie odnaleźć w programie Vica parę złotych myśli, z jakich wcześniej nie zdawałem sobie sprawy. Otrzymałem również kopa entuzjazmu, podobał mi się też jego bezpretensjonalny styl.

Myślę, że program Vica spodoba się wielu ludziom, którzy śledzą tę serię o przychodzie pasywnym, ponieważ nie wymaga on posiadania własnej strony internetowej ani tworzenia nowej. Vic uczy Cię jak zarabiać wykorzystując inne strony prowadzące sprzedaż dla Ciebie. Możesz stworzyć stronę wspomagającą sprzedaż swojego e-booka, ale to jest część jest nieobowiązkowa.

Podoba mi się, że Vic jest na tyle hojny, jeśli chodzi o stworzoną przez siebie treść, że dołącza masę bonusów i materiałów pomagających w opanowaniu praktycznych szczegółów. Mówi Ci nawet z czyich konkretnie usług korzysta i podaje Ci namiary.

Możesz dowiedzieć się więcej o programie Vica Johnsona „Bogacenie Się Dzięki E-bookom” oglądając ten film.

Program Vica i SBI mogą ładnie się uzupełniać, nie jest to więc sytuacja „albo-albo”. Możesz z łatwością stworzyć stronę SBI i e-booka na ten sam temat. Twoja strona może wspomagać sprzedaż e-booka, a Twój e-book może wspierać promocję strony SBI. Lubię tego typu związki pomiędzy moją książką a moją stroną na przykład – obie nawzajem wspierają swoją promocję.

Stosowałem podobną złożoną strategię kiedy prowadziłem swój biznes z grami komputerowymi. Sprzedawałem gry na swojej własnej stronie internetowej, ale też publikowałem dema na setkach stron z oprogramowaniem i grami do pobrania. Strony-pobieralnie pomagały kierować ruch na moją własną stronę, gdzie ludzie mogli kupować pełne wersje mojej gry. Vic wykorzystuje podobną strategię, stosując niedrogie e-booki by kierować ruch na swoje strony internetowe. Zarabia dobrze na e-bookach, zarabia też na swoich stronach internetowych, które mogą sprzedawać inne produkty i usługi jako przy e-bookach.

Twoje Preferencje Odnośnie Systemów Przychodu Pasywnego

Moim celem w tym artykule jest skłonić Cię do myślenia o tym, jaki system najchętniej wykorzystałbyś do tworzenia własnych źródeł przychodu pasywnego. Czy chcesz mieć stronę generującą przychód? Czy może skłaniasz się ku posiadaniu produktu do sprzedawania na stronach innych ludzi? Chciałbyś mieć system zawierający jedno i drugie? A może chcesz czegoś wściekle innego?

Pomyśl o swoich silnych stronach. Dobry system pozwoli Ci wykorzystać Twoje silne strony, delegując zadania w tych obszarach, gdzie jesteś najsłabszy. Czy jesteś treściową maszyną jak ja, która potrzebuje jest systemu zapewniającego efektywne publikowanie oraz sposobu na spieniężenie pracy? Czy czułbyś się bardziej komfortowo sprzedając produkty lub usługi kogoś innego? Sprzedawanie Cię zniechęca i wolałbyś delegować również aspekt sprzedaży?

Kiedy mowa o systemach przychodu pasywnego, kluczowym testem jest pytanie czy dany system działa w realnym świecie. Możesz wymarzyć sobie cokolwiek zechcesz, ale marzenia to jeszcze nie źródła.

Dobry system przychodu pasywnego generuje rezultaty. Jeżeli nigdy nie tworzyłeś swojego własnego systemu od zera, zalecam pożyczenie sobie czyjegoś systemu kiedy chcesz szybko osiągnąć swój cel. W innym razie, jeżeli wolisz większe wyzwania i nie masz nic przeciwko zainwestowaniu z początku więcej czasu i energii, zawsze możesz rozkręcać coś własnego.

Mając już pewne doświadczenie w pracy z czyimś systemem możesz podjąć decyzję, że stosujesz go dalej, możesz eksperymentować z innymi systemami, albo możesz podjąć wyzwanie rozwinięcia własnego systemu. Nie ma dobrego czy złego wyboru. Ale kiedy chodzi o pierwsze źródło przychodu pasywnego, to podpowiedziałbym, że o wiele łatwiej będzie po prostu pożyczyć i wykorzystać czyjś system, nawet jeżeli musisz za to zapłacić. Dobry system wygląda prosto, ale jest tak dlatego, że kryje tak wiele szczegółów technicznych. W przypadku przychodu pasywnego to dobra sprawa. Samodzielne zajmowanie się zbyt wieloma szczegółami rzuca Cię z powrotem do królestwa aktywnego przychodu.

Dobry system przychodu pasywnego będzie normalnie wprowadzał różne generujące przychód strategie w tym samym czasie, układając je w spójną całość. Przypomina to komputer, łączący różnorodne podzespoły i oprogramowanie funkcjonujące razem sprawnie jako jednostka.

Możemy też wiele się nauczyć rozkładając i studiując poszczególne komponenty systemu przychodu pasywnego, i właśnie tym podzielę się w najbliższych tygodniach. Podczas gdy nadal zalecam wypożyczenie na początek czyjegoś systemu, nauczenie się szczegółów wspólnego działania różnych elementów wciąż będzie bardzo pomocne, gdyż prawdopodobnie będziesz chciał ulepszać i poszerzać to, czego nauczysz się od innych.

Pokochać Swój System

W tym punkcie nie musisz zobowiązywać się jeszcze do stosowania konkretnego systemu przychodu pasywnego. W końcu będziesz musiał podjąć takie zobowiązanie, ale na teraz chcę, żebyś zapoznał się z paroma możliwościami i zaczął nieco nad tym myśleć.

Rozejrzyj się po stronach SBI i zorientuj się, co proponują. Obejrzyj film Vica i zwróć uwagę, że film ten sam w sobie jest właściwie częścią systemu sprzedaży jego e-booka.

Które aspekty tych systemów Ci się podobają? Czy współgrają one z Twoimi silnymi stronami? Czy spodziewasz się, że zadziałają, gdybyś miał na nich pracować? Jak mógłbyś je dostosować i rozszerzyć?

To ważne by pielęgnować zdrową relację z systemem przychodu pasywnego który stosujesz. Jeżeli uwielbiasz swój system, będziesz go używał. Jeżeli nie za bardzo go lubisz, spotkasz się z prokrastynacją.

Ja nie zajmuję się inwestowaniem w nieruchomości by generować przychód pasywny, bo zanudziłoby mnie to na śmierć i nie miałbym poczucia, że wiele z siebie daję. Niektórzy ludzie mogą mieć prawdziwą pasję do inwestowania w nieruchomości, ale to zły wybór biorąc pod uwagę moją osobowość i wyznawane wartości.

Z drugiej strony – uwielbiam pisać na blogu. Kocham to, jak kiedy mam pomysł, mogę wyciągnąć go ze swojej głowy i podzielić się nim z tysiącami ludzi jeszcze tego samego dnia. Uwielbiam to, że moja praca jest trwale zarchiwizowana i dostępna przez 24 godziny na dobę dla każdego, kto ma dostęp do internetu. Nie jestem bardzo cierpliwy, więc kiedy mam inspirujący pomysł, lubię dzielić się nim natychmiast. Uwielbiam system przychodu pasywnego który wspiera moje blogowanie, ponieważ pozwala mi on dostarczać ogromnej ilości wartości za darmo bez poczucia, że muszę się ograniczać czy brać pieniądze za każdą najmniejszą rzecz. Lubię się dzielić, a system, który stosuję, pozwala mi robić to na bogato.

Nie chcę, byś popełnił błąd zastosowania systemu przychodu pasywnego który po prostu tolerujesz. Chcę, abyś miał system, który prawdziwie doceniasz. Oddaj robotę, której nie lubisz tak, żebyś mógł robić jeszcze więcej tego, co kochasz. Kiedy robisz to, co kochasz, dajesz z siebie więcej, a to jest lepsze dla wszystkich.

Źródło: Passive Income Systems

Życie od pierwszego do pierwszego

Jedną z pułapek w jakie ludzie wpadają – zwłaszcza w czasie recesji – jest pułapka życia od pierwszego do pierwszego. Nie stać Cię na to, by zmienić pracę lub zostać wylanym, bo zarabiasz ledwie tyle, by jakoś przeżyć.

Erin i ja byliśmy w takiej sytuacji jakieś dziesięć lat temu. Czasami kończyliśmy miesiąc mając w kieszeni poniżej stówy. Był to właściwie duży postęp w stosunku do sytuacji, w której znajdowaliśmy się wcześniej. Przynajmniej nie popadaliśmy już w długi.

Aby ograniczyć wydatki, przeprowadziliśmy się do tańszego mieszkania; nie żebyśmy mieli jakiś wybór – po prostu zostaliśmy wyrzuceni z poprzedniego mieszkania po tym, jak zaczęliśmy zalegać z czynszem.

Niestety nowe mieszkanie znajdowało się przy dość ruchliwej ulicy, a hałas z niej dochodzący czasem znacznie utrudniał spanie w nocy. Najgorzej było, kiedy ludzie zatrzymywali się o pierwszej w nocy pod naszym oknem, radia w samochodach mając podkręcone na cały regulator.

Technicznie rzecz biorąc, ze względu na to, że oboje byliśmy samozatrudnieniu, nie była to sytuacja dokładnie „od pierwszego do pierwszego”, ale efekt był ten sam. Oboje pracowaliśmy ciężko. Po prostu nie zarabialiśmy wiele pieniędzy… jedynie dość by pokryć podstawowe wydatki, ale nie tyle, by budować sobie jakiekolwiek bezpieczeństwo.

Pamiętam, że w tamtym czasie czułem się dość zestresowany. Kiedy zdarzało się cokolwiek złego, na przykład nasz samochód psuł się i wymagał naprawy, byliśmy w złym położeniu.

W końcu wydostaliśmy się z tamtej sytuacji i pozostawiliśmy ją za sobą, nie tyle podejmując pewne działania, co przestawiając się na inny sposób myślenia.

Oto kilka sugestii opartych na tym, czego wtedy się nauczyliśmy, przeznaczonych dla innych osób borykających się z podobnymi wyzwaniami finansowymi.

Bierz Odpowiedzialność

Pierwszym krokiem jest przyjęcie pełnej odpowiedzialności za swoją aktualną sytuację finansową. Nieważne, czy ktoś wpuścił Cię w maliny, czy to działanie Boga postawiło Cię w tej sytuacji, czy masz marne wykształcenie. przez które jest Ci trudniej. Z pewnością te czynniki mogły mieć jakieś znaczenie w kwestii tego, gdzie skończyłeś, ale nie pomoże Ci roztrząsanie ich.

Ja popłynąłem na pewnych złych układach biznesowych, ale tak długo, jak skupiałem się na przeszłych problemach, nie mogłem pójść do przodu. Musiałem odpuścić z tym wszystkim i najpierw wybaczyć wszystkim i wszystkiemu.

Musisz przyjąć 100% odpowiedzialności za swoje życie finansowe. To nie oznacza 85% odpowiedzialności, czy nawet 99% odpowiedzialności. Jeżeli zamierzasz polepszyć swoją sytuację, musisz wziąć wprost na własne barki pełen ciężar zrealizowania tego. Po pierwsze i najważniejsze, musisz utrzymywać swoją odpowiedzialność.

Nawet jeżeli dzielisz swoje finanse z kimś innym, wciąż musisz brać na siebie 100% odpowiedzialności za swoją sytuację. Nie ma odpowiedzialności dzielącej się fifty-fifty.

Odpowiedzialność jest niepodzielna. Nie rozkłada się. Możesz ją mnożyć, ale nie podzielić na kawałki. Albo ją masz, albo nie.

Pomyśl o tym przez chwilę. Jeżeli przeniesiesz ułamek odpowiedzialności za swoją sytuację na kogo innego, zdejmujesz ją z siebie. Z czasem będzie to działać przeciw Tobie, kiedy będziesz korzystać z wymówek by zwolnić w chwili słabości. Jeżeli próbujesz złożyć odpowiedzialność za swoją sytuację na ręce kogokolwiek innego, sam jesteś nieodpowiedzialny. Wszystko albo nic.

Nie jestem w stanie podkreślić tego tak mocno, jak to konieczne. Wiem, że idea przyjmowania odpowiedzialności może z początku brzmieć trochę jak utarte powiedzonko, ale naprawdę to jest właśnie punkt w którym ogromna większość ludzi polegnie. Biorą oni 80% odpowiedzialności i zakładają, że to wystarczy. Nie wystarczy – w najmniejszym stopniu. Zakoduj sobie teraz w umyśle, że 80% to to samo co 0%, jeśli chodzi o odpowiedzialność. Nie możesz pozwolić sobie na „wypadnięcie z gry” poprzez zwalanie winy za niemożność osiągnięcia lepszych rezultatów na świat, ekonomię, błędy małżonka czy inne czynniki.

W odpowiedzialności nie chodzi o oskarżanie siebie czy spoglądanie w przeszłość. Chodzi o przejęcie kontroli nad sytuacją. Chodzi o zdanie sobie sprawy, że zawsze masz możliwość odpowiadania – możliwość wybierania swojej odpowiedzi. Chodzi o zaakceptowanie tej prawdy, że jeżeli cokolwiek ma się zmienić, Twoja wola musi być siłą, która to zmieni.

Bez stuprocentowej odpowiedzialności jesteś całkowicie pozbawiony mocy. Jeżeli chcesz, by zmiany nadeszły, musisz wywołać swoją moc w pełni i całkowicie. I nie jesteś w stanie tego zrobić, jeżeli pozostajesz w stanie zaprzeczania choćby odrobinie swojej odpowiedzialności.

Nie sugeruję, że możesz kontrolować każdą okoliczność. Mówię po prostu, że zawsze masz do dyspozycji zdolność odpowiadania. Czasami Twoje odpowiedzi mogą być ograniczone czy nieskuteczne, ale mimo to masz tę moc odpowiadania w każdym momencie.

Nie obchodzi mnie, czy jesteś gospodynią domową, która w stu procentach opiera się na mężu, jeśli chodzi o przychody rodziny. Jeżeli chcesz zmienić swoją sytuację finansową, to odpowiedzialność za uczynienie tego jest w stu procentach Twoja własna… a nie męża. Nie jesteś jakąś słabą i bezsilną istotą. Jesteś kreatywną osobą. Nigdy, przenigdy nie zwalaj na swojego małżonka winy za niedostateczne dbanie o jego/jej obowiązki w zakresie tego, co uważasz za swoje finansowe interesy. Jeżeli nie podoba Ci się sytuacja, w której się znajdujesz, to ją zmieniasz. Może to przyjąć formę wpłynięcia na małżonka by poczynił pewne zmiany, albo może to oznaczać uzyskanie jakiegoś własnego przychodu. Tak czy inaczej, to Twoja wola musi dać moc do tej zmiany.

Postaw się w stanie akceptacji faktu, że jeżeli Twoja sytuacja ma się w ogóle zmienić, to zależy to całkowicie od Ciebie – inaczej nigdy to nie nastąpi.

Tnij Wydatki, Tylko Nie Przesadź

Ludzie, którzy doprowadzają swoje finanse do trudnej sytuacji często skupiają się na próbach cięcia wydatków. To ma sens tylko do pewnego momentu. Widziałem wielu ludzi, którzy przesadzali w tym względzie, co jest zupełnie nieefektywną strategią

Jeśli dotychczas prowadziłeś „życie jak w Madrycie”, możesz skorzystać na jednej czy dwóch rundkach cięcia kosztów. Śmiało, działaj i eliminuj bzdury. Może nie potrzebujesz designerskich ciuchów czy telewizji kablowej. Jedną z rzeczy, które ja zrobiłem, było anulowanie wszystkich prenumerat magazynów; zacząłem też wypożyczać poradniki (książki, audio, DVD) z lokalnej biblioteki, zamiast je kupować. W tamtym czasie to były rozsądne cięcia.

Nierozsądne są wtedy, gdy zaczynasz obniżać swój poziom życia, w ten sposób wpędzając się w pułapkę myślenia w kategoriach niedoboru. Jeżeli rzeczywiście chcesz życia minimalisty, to w porządku, ale nie oszukuj się, że minimalizm to Twój wybór, jeżeli w rzeczywistości nie jest tym, czego chcesz. Jeżeli wolałbyś bogatszy styl życia, bądź szczery i przyznaj to przed sobą. Nigdy nie udawaj, że chcesz czegoś innego tylko dlatego że myślisz, że nie możesz mieć tego, co naprawdę chcesz.

Jak możesz odróżniać rozsądne i nierozsądne cięcia? Rozsądne cięcia sprawiają, że czujesz się lepiej. Ach… fajnie wiedzieć, że nie będą mi się już więcej gromadzić te góry magazynów. Nierozsądne cięcia sprawiają, że czujesz się gorzej. Niektórzy ludzie mówią, że życie bez samochodu jest wyzwalające, ale ja naprawdę nie znoszę jeździć autobusem tylko po to, by zrobić drobne zakupy.

Znam ludzi, którzy poświęcą dwie godziny na zejście ze swojej drogi tylko po to, by zaoszczędzić pięć dolców. To chore. Mógłbyś z pewnością zarobić więcej niż 2,5 dolara na godzinę, żebrząc na ruchliwej ulicy. Nie marnuj swojego czasu tylko dlatego, że możesz zaoszczędzić parę marnych dolarów. Jeśli zaczniesz robić rzeczy, które warte są mniej niż płaca minimalna (patrząc na to, ile pieniędzy zaoszczędzisz w porównaniu do zainwestowanego czasu), albo jeśli tniesz budżet na wyżywienie do tego poziomu, że stać cię tylko na fasolę i ryż, to poszedłeś za daleko.

Tnij koszty, żeby dać sobie trochę oddechu tam, gdzie to możliwe, ale nie pozbawiaj się na dłuższą metę środków do życia eliminując rzeczy, które czynią Twoje życie bardziej efektywnym – jak urządzenia kuchenne, Twój pojazd czy zdrowe jedzenie.

Zwróć uwagę, że wydatki są powtarzalne. Kiedy tniesz wydatki, wprowadzasz długoterminowe oszczędności. Nie oznacza to sprzedawania swoich dóbr by uzyskać dodatkową gotówkę. Sprzedawanie dóbr nie obetnie Twoich wydatków, o ile nie będzie to coś jak sprzedanie zestawu do gier aby zlikwidować nawyk kupowania nowych gier. Jest w porządku, jeśli chcesz zabawić się na eBayu żeby uzyskać trochę kasy, pozbywając się rzeczy, których naprawdę nie potrzebujesz – Erin i ja zrobiliśmy parę garażowych wyprzedaży – ale uzyskiwanie dodatkowej gotówki niekoniecznie poprawi sytuację w zakresie ciągłego przepływu pieniędzy. Pozbądź się śmieci, ale trzymaj rzeczy, których używasz.

Nie poświęcaj ogromnych ilości czasu na roztrząsanie sprawy wydatków. To nie jest tego warte. Niektórzy naprawdę dostają świra na tym punkcie. Kupują najtańsze rzeczy, jakie tylko znajdą – i wszystko się psuje. Przeginanie z tanizną kończy się często większymi wydatkami na dłuższą metę.

Po stronie wydatków dojdziesz do nieprzekraczalnej granicy, bo najlepsze co teoretycznie mógłbyś zrobić to ściąć wydatki do zera, a to dla większości ludzi jest nierealne i wywołałoby poważne trudności. Pomyśl realistycznie o tym, ile rzeczywiście możesz zaoszczędzić. Nie ma sensu robienie zamętu wokół kwot, jakie mógłbyś zarobić w ciągu paru godzin na stanowisku z lemoniadą.

Na dłuższą metę o wiele łatwiej jest zwiększyć swój dochód, niż ciąć wydatki do granic możliwości. Nie masz nieprzekraczalnych granic po stronie przychodu. Dla wszystkich celów praktycznych można przyjąć, że granic nie ma.

Wprowadź rozsądne cięcia swoich wydatków, ale nie dostawaj świra na tym punkcie. Jeżeli chcesz, by sprawy się polepszyły, to musisz angażować większość swojego czasu i energii po stronie przychodów.

Postanów, Że Zasługujesz Na Lepsze

Ludzie w gruncie rzeczy zarabiają takie kwoty, na jakie sądzą, że zasługują. Główny powód, dla którego nie zarabiasz więcej jest taki, że wiesz, iż na to nie zasługujesz.

Ciężko zaakceptować coś takiego. Jest szansa, że Twojemu ego ta idea się nie spodoba. Być może przychodzą Ci już na myśl argumenty wyjaśniające, dlaczego tak nie jest. Weź głęboki oddech i na moment odsuń je na bok.

Weź jakąkolwiek liczbę, by reprezentowała Twoją aktualną stawkę godzinową. Pomnóż to przez dziesięć. Potem wyobraź sobie, że w tej chwili właśnie tyle zarabiasz. Możliwe, że czujesz się niekomfortowo – może trochę przestraszony, zestresowany, może to wyglądać na nieprawdopodobne, skomplikowane, zanadto ekscytujące, czy po prostu zbyt „gdzieś daleko” byś mógł to zaakceptować jako rzeczywistość. I dokładnie dlatego nie zarabiasz takich pieniędzy. Sprawiasz, że ta kwota wydaje się o wiele za grubą sprawą.

Ludzie, którzy zarabiają dziesięć razy więcej od Ciebie nie myślą o tych kwotach w taki sam sposób jak Ty. Dla nich sprawia to wrażenie czegoś normalnego, naturalnego. Zupełnie nic wielkiego. Jedna z przyczyn, dlaczego nie jesteś na tym poziomie, jest taka, że dla Ciebie to jest coś wielkiego. Jeżeli chcesz kiedyś tam dotrzeć, musisz osiągnąć taki punkt w swoim umyśle, w którym ten poziom dochodu nie jest już wielką sprawą. Jest w porządku, czy lekko interesujący, ale nie wygląda tak niewiarygodnie byś nie mógł tego zaakceptować jako rzeczywistości.

Kiedy około 15 lat temu po raz pierwszy spotkałem Erin, zarabiała 9 dolarów na godzinę, wykonując prace biurowe – papierologia, pisanie i sprawy w tym stylu. I czuła, że zasługuje, by tyle zarabiać. Było to dla niej normalne i rozsądne. Możesz zobaczyć ile zarabia teraz – wystarczy że spojrzysz na jej cennik. Dość powiedzieć, że jej stawka jest około stu razy wyższa. W tej chwili zarabia w ciągu godziny tyle, ile wtedy w ciągu prawie trzech tygodni. I zgadza się – jej klienci rzeczywiście płacą takie stawki i są z tego zadowoleni.

Ciekawe jest, jak ludzie reagują na stawki Erin. Niektórzy patrzą na stawki i piszą jej: „Byłem zainteresowany umówieniem spotkania, ale kiedy zobaczyłem cenę, pomyślałem – wow, nie ma szans by było mnie na to stać.”. Tacy ludzie nie pasują do usług Erin; nie stać ich na nie. Nie są nawet w stanie wyobrazić sobie, w jaki sposób Erin nalicza sobie tak dużo. Mogą jednak mimo to pasować do roli czytelnika jej bloga – to jest zupełnie darmowe.

Ale po tym mamy prawdziwych klientów Erin. Ci ludzie po prostu przechodzą do jej formularza zamówień i rezerwują spotkanie – bez narzekania czy prób uzyskania zniżki. Dla nich to nic wielkiego. Mogli konsultować się wcześniej z innymi mediami w przeszłości i zyskali na tym wspaniałe rezultaty. Mogą być przyzwyczajeni do tego typu stawek za konsultacje. Dla klientów, którym Erin rzeczywiście służy, jej stawki są normalne i rozsądne.

Żeby móc zarabiać te większe kwoty, Erin musiała przejść przez myślowy proces nadania sobie przyzwolenia na zarabianie tak wiele. Jedną z rzeczy, które pomogły, było zdanie sobie sprawy, że inne najpopularniejsze media na jej polu działania zarabiały kwoty w okolicach tego poziomu. Patrzyła na nich i uczyła się od nich, i wkrótce zdała sobie sprawę, że jest przynajmniej tak dobra jak oni jeśli chodzi o wykonywanie pewnych typów przepowiedni. Ale dopóki nie przeszła przez ten proces myślowy, przerażała ją myśl o braniu jakichkolwiek pieniędzy za przepowiednię. Miała spore trudności ze znalezieniem przestrzeni na pozwolenie sobie by otrzymywać wynagrodzenie na pewnym poziomie, w zamian za wartość, którą dostarczała.

Nie nazwałbym tego procesem usprawiedliwiania sobie wyższego przychodu. W większym stopniu chodzi to o danie sobie przyzwolenia. Nie próbujesz wciskać tu sobie sprzedażowego kitu. Po prostu decydujesz, że chcesz zarabiać więcej, i odszukujesz sposób na zaakceptowanie, że to jest w porządku.

Kiedy podnosisz swoje stawki, możesz wykluczyć się cenowo z jednego rynku, ale wejdziesz też na inny. Dla przykładu – klienci Erin nie chcą przepowiedni za 15 dolców. Nie zaufaliby komuś, kto liczy sobie tylko 15 dolarów – założyliby, że nie jest zbyt dobra. Oni chcą rzetelnej, trafnej przepowiedni, której mogą zaufać. Stawki Erin pokazują, że jej praca została wstępnie zaaprobowana przez rynek. Stąd korzystanie z przepowiedni u niej jest o wiele mniej ryzykowne. Ponadto, jako że Erin przyciąga klientów o wyższym dochodzie, niż ci, z którymi z początku pracowała, może teraz korzystać z większej „dźwigni” do czynienia dobra. Jeżeli może pomóc skutecznemu przedsiębiorcy w określeniu jego/jej sensu życia, to zazwyczaj ma to o wiele większe przełożenie, niż pomaganie studentowi w podjęciu decyzji dokąd pojechać na wakacje. Zmierzam do tego, że nie powinieneś mieć poczucia, że podnosząc swoje stawki dostarczasz mniej wartościową usługę. Prawdą jest raczej coś odwrotnego.

Czasami proces, przez który przechodzisz, by dać sobie to pozwolenie, będzie dość rozbudowany. Może spowodować wiele kolejnych zmian w Twoim życiu. Możesz mieć wrażenie, że potrzebujesz podjąć jakiegoś rodzaju działanie by dojść do punktu, w którym poczujesz, że zasługujesz by zarabiać więcej.

Kiedy ja chciałem przejść od zarabiania czterocyfrowych kwot miesięcznie do kwot pięciocyfrowych, próbowałem wyobrażać sobie siebie jako „pięciocyfrowego” kolesia. Było to w czasach, gdy prowadziłem swoją firmę z grami komputerowymi. Problem był taki, że nie czułem, iżbym dostarczał dostatecznie wartościowych usług by zasługiwać na dochód na takim poziomie. Byłem w stanie dać sobie jedynie to pozwolenie, zgadzając się na podniesienie poziomu swoich usług. Znalazłem więc sposób na wydawanie większej ilości gier w krótszym czasie i wkrótce potem osiągnąłem swój cel. To bardzo ważne, by zrozumieć, że proces ten rozpoczął się od dania sobie przyzwolenia na zarabianie tak dużo. Powiedziałem sobie, że to jest w porządku, i dopiero po tym pozwoliłem sobie wprowadzić zmiany niezbędne do osiągnięcia celu.

Myślenie, że nie zasługujemy na więcej niż otrzymujemy stanowi powszechnie spotykaną blokadę. Jest to tak powszechne, że przez większość czasu nawet tego nie zauważamy. Po prostu myślimy, że zarabianie tyle, ile właśnie teraz zarabiamy, jest normalne. Ale to tylko nasze myślenie sprawia, że wygląda to na normę. Ktoś inny mógłby uznać Twój aktualny dochód za sumę żałosną w odniesieniu do pracy, którą wykonujesz. Czy możesz zaakceptować, że właśnie teraz jesteś bardzo niedoceniany?

Mój znajomy mówca za swoją pierwszą płatną profesjonalną przemowę otrzymał 75 dolarów. Kiedy zapytano go o stawkę, taką właśnie cenę podał. Myślał, że to dużo, jak za godzinę pracy na scenie. Wkrótce dowiedział się, że profesjonalni mówcy otrzymują o wiele większe kwoty; odkrył też, że mógł za tamtą przemowę zażądać 1000 dolarów – i dla ludzi, którzy go wtedy zatrudnili to byłoby w porządku, ponieważ ich budżet był jeszcze większy. Kiedy ostatnio to sprawdzałem, jego stawki oscylowały w okolicach 7500 dolarów za przemówienie. Ale za każdym razem, gdy podnosił swoje stawki, to kiedy ktoś pytał o wynagrodzenie za przemówienie, ciężko mu było wykrztusić te słowa.

U Erin sprawa wygląda podobnie, kiedy podnosi swoje stawki. Nigdy nie chce ich podnosić – zawsze to ja ją do tego skłaniam. (Więc – tak, to mnie możesz winić, jeżeli nie stać Cię już na jej usługi.) Ona siedzi w tym zbyt głęboko, by zdawać sobie sprawę, jak jest dobra i jak dużą wartość dostarcza. Za każdym razem, gdy sugeruję podniesienie stawek, ona z początku panikuje. Mówi coś w stylu: „Ale nikogo nie będzie na to stać. Jak w ogóle mogę żądać tak dużo?”. Przechodziliśmy przez to już z pół tuzina razy, a ona wciąż reaguje w ten sam sposób. Gdyby nigdy nie podnosiła stawek, miałaby teraz prawdopodobnie listę oczekujących na pięć lat. Albo musiałaby zupełnie zaprzestać udzielania osobistych przepowiedni, jak zrobiło to wiele innych topowych mediów.

Rzecz w tym, że uzyskanie cudzej opinii może być pomocne. Zadawaj się z ludźmi, którzy uważają, że zasługujesz na więcej i dowiedz się, dlaczego tak myślą. Miałem to szczęście że w moim życiu byli przyjaciele, którzy wskazywali mi, ile powinienem zarabiać i dlaczego byłem bardzo niedoceniany. Pomagało mi to podnosić swój dochód w różnych czasach.

Kiedy zacząłem swoją pierwszą pracę na etacie programisty gier komputerowych, brałem tylko 10 dolarów za godzinę. W tamtym czasie wciąż jeszcze studiowałem, tak więc z własnego punktu widzenia byłem „tylko studentem” i nie zasługiwałem na nic w pobliżu pełnego wynagrodzenia. Ale okazało się, że byłem naprawdę dobry w pracy, którą się zajmowałem. Na szczęście firma, dla której pracowałem, z własnej inicjatywy podwoiła moją stawkę, dzięki czemu w połączeniu z tantiemami ze sprzedaży, jakie otrzymywałem, ostatecznie zacząłem zarabiać bliżej 50 dolarów na godzinę. Wiesz, że żądasz zbyt mało jako pracownik kontraktowy, jeżeli Twój klient oferuje podwojenie stawki w Twoim imieniu… może dlatego, że nie jest w stanie przełknąć płacenia tak mało za wysokiej jakości pracę.

Z drugiej strony, kiedy zabierałem się do profesjonalnego przemawiania, zarobiłem kilka tysięcy dolarów za moje pierwszą płatną mowę. Nie musiałem zaczynać od pierwszego szczebla drabiny, bo już wcześniej dałem sobie pozwolenie by zarabiać tak dużo. Nie było to dla mnie nic wielkiego – pozwoliłem, by było to po prostu normalne. Właściwie to miałem wrażenie, że to trochę mało w porównaniu z tym, co zarabiałem już na blogowaniu.

Czołowi mówcy z łatwością otrzymują 20 000 dolarów za przemówienie. Pomnóż to przez 10, jeśli jesteś byłym prezydentem; przez 15 jeśli jesteś Billem Cosby. Czy sądzisz, że dla Billa Clintona zarabianie sześciocyfrowych kwot za pojedyncze przemówienie to coś wielkiego. Czy myślisz, że bzikuje na punkcie tego, jak wiele pieniędzy zarabia? Nie, oczywiście, że nie. Ty i ja moglibyśmy podniecać się zarabianiem takich kwot, ale dla niego to rutyna.

Tak się składa, że moim zdaniem stopniowe podkręcanie finansowych obrotów to duża frajda. Lubię wejść na poziom wyżej, posiedzieć na nim trochę i zupełnie się tym nacieszyć, a potem zabrać się do pracy nad przejściem na kolejny poziom. Nie żałuję czasów, kiedy ledwie było mnie stać na posiłek w Taco Bell. Nawet w tamtych czasach uważałem swoje finansowe życie za ambitną przygodę. Kiedy pierwszy raz zamieszkaliśmy razem z Erin, luksusowym wydatkiem było wypożyczenie filmu za 99 centów… i może zamówienie jakiejś taniej pizzy w promocji „dwie w cenie jednej”. Zazwyczaj nudziliśmy o tym, jak ktokolwiek może płacić 4 dolary za wypożyczenie filmu w Blockbuster. Wtedy luksusowym wydatkiem mogła być ciekawa wycieczka, przedstawienie na Vegas Strip, czy relaksujący dzień w spa. Gdzieś po drodze mogliśmy znów wejść wyżej. Każdy poziom to frajda, jakiej można doświadczyć.

W tym momencie Twoje podejście może być mniej więcej takie: „Taak, taak… dać sobie przyzwolenie. Spoko. Dobra, daję sobie pozwolenie by zarabiać więcej. Co teraz?” Jeżeli to jest cały wysiłek, jaki zamierzasz włożyć w realizację tego kroku, możesz przestać czytać właśnie teraz i dać sobie spokój. Jeżeli robisz ten krok jak należy, to na poważnie może Ci to zająć tygodnie, Przebicie się przez finansowe blokady i danie sobie pełnego przyzwolenia na przechodzenie na wyższe poziomy, bez kurczowego trzymania się wymówek wymaga czasu.

Zalecam prowadzenie dziennika podczas pracy nad tym procesem. Zacznij od rozpisania dlaczego wierzysz, że nie możesz zarabiać takich pieniędzy, jakie byś chciał. Wszelkie wymówki zanotuj na piśmie. Zapytaj siebie czego potrzeba, by pozbyć się tych przekonań. Czy rzeczywiście są one prawdziwe? Czy inni ludzie zarabiają więcej nawet natykając się na te same przeszkody? Czy zamieniasz drobne wyzwania w ogromne wymówki? Zadaj sobie pytanie: czy jesteś gotów doświadczyć wyższego poziomu finansowego dostatku. Zrób wszystko czegokolwiek potrzebujesz, by postawić się w stan gotowości. Jeśli przejdziesz przez to mentalnie, pomożesz sobie osiągnąć cel emocjonalnie.

Ostatecznie, danie sobie przyzwolenia nie jest niczym innym jak wyborem do dokonania. Właściwie nie potrzebujesz spełniać góry warunków, aby wejść na nowy finansowy poziom. Ale jeżeli już zainstalowałeś te warunki w swoim umyśle, będziesz musiał w jakiś sposób nad nimi popracować. Czasami łatwiej jest zaspokoić te przekonania, które już masz, w przeciwieństwie do wykorzeniania i zmieniania ich. Do Ciebie należy decyzja, które przekonania pomagają Ci rozwijać się w lepszą osobę, a które z nich stają Ci na drodze i powstrzymują Cię.

Zrzuć Społeczny Balast

Prawdopodobnie są w Twoim życiu ludzie, którzy stali się raczej przywiązani do Twojego finansowego status quo. Nie oznacza to, że są oni finansowo zależni od Ciebie. Znaczy to tylko, że poczuli się komfortowo z tym, gdzie Ty się teraz znajdujesz – i straciliby ten komfort, gdybyś miał wprowadzić jakieś duże zmiany.

Jeśli podkręcisz swoje finanse, inni ludzie w Twoim życiu mogą poczuć się pozostawieni w tyle. Bądź na to przygotowany. To się zdarza.

Czy jesteś w stanie właśnie teraz wskazać kogokolwiek w Twoim życiu, kto miałby problem, gdybyś podwoił czy potroił swój dochód? Jeżeli tak, lepiej z góry sobie z tym poradź. Albo przegadaj temat, albo zdecyduj się rozdzielić drogi. W innym razie ta osoba może (możliwe, że nieumyślnie) próbować sabotować Twój finansowy rozwój, często rzucając negatywne komentarze które sprawiają, że zarabiając więcej pieniędzy czujesz się gorzej.

Zapewniam Cię, że po drugiej stronie jest mnóstwo ludzi, którzy będą szczęśliwi i podekscytowani widząc, że rozwijasz swoje finanse. Jest to widoczne zwłaszcza wśród przedsiębiorców, ale tak naprawdę to zależy od branży w której jesteś. Mam paru przyjaciół, którzy są bardzo dopingujący, kiedy mówię o podkręcaniu swoich finansów, ale mam też innych, którzy mogliby poczuć się zagrożeni lub onieśmieleni. Różnica miała niewiele wspólnego z tym, ile pieniędzy ci ludzie zarabiają – za to wiele z ich podejściem do finansowego rozwoju w ich własnych życiach. Ci, którzy są zachęcający maja niezmiennie pozytywne spojrzenie na przyszłość. Ci, którzy zniechęcają, są niezadowoleni ze swojej własnej sytuacji finansowej.

Jedną z najlepszych rzeczy, jakie możesz zrobić, to zaprzyjaźnić się z ludźmi mającymi pozytywne perspektywy finansowe. Nie ma znaczenia, ile w tej chwili zarabiają. To może być dziesięć razy więcej czy mniej niż Ty. Szukaj ludzi, którzy biorą na siebie 100% odpowiedzialności za swoje finanse – ludzi, którzy nie winią innych za swoje niepowodzenia. Tacy ludzie stają się dobrymi przyjaciółmi na dłuższą metę, bo nie będą dostawać bzika za każdym razem, kiedy Ty podkręcasz swoje dochody,

Ponownie – generalnie można tu spokojnie stawiać na przedsiębiorców. Handlowcy zarabiający na prowizji to inny dobry wybór. I inwestorzy (wszelkiej maści) też są dobrzy. Długoterminowy pracownicy (na miesięcznej pensji czy ze stawką godzinową) zazwyczaj nie zbliżają się nawet do tego samego poziomu finansowego entuzjazmu, jaki reprezentują te inne grupy. Właśnie dlatego chcą oni sprzedawać godziny za dolary i oddawać większość generowanych przez siebie rezultatów komuś innemu, jak na przykład przedsiębiorcy, handlowcowi czy inwestorowi. Pracownicy są niewątpliwie hojni, ale zazwyczaj głupi jak buty, jeśli chodzi o życie finansowe. 🙂

Ulepszaj Swoje Usługi

Pieniądz jest medium wymiany wartości. Jeżeli chcesz więcej pieniędzy, możesz tworzyć więcej wartości i/lub dostarczać wartości większej liczbie ludzi.

Jednym z najlepszych sposobów na polepszenie swojej usługi jest przekucie jej na stałą formę. W ten sposób możesz dostarczać wartości nawet wtedy, gdy nie jesteś fizycznie obecny.

Na przykład, jeżeli recytujesz wiersz grupie 20 osób, możesz dostarczać pewną wartość tym właśnie dwudziestu osobom. Ale to jest jednorazowe wydarzenie. Każdego dnia zaczynasz znów od zera. Jest to podejście, jakie stosuje większość pracowników. Nie budują niczego, co pozostaje ich własnością. Zamiast tego, sprzedają tylko godziny za dolary, tak, że ktoś inny w końcu zostaje właścicielem tego, co oni pomogli zbudować – i poprzez to zbiera długoterminowe plony z faktu posiadania. I znów – to bardzo hojne ze strony pracowników, ale bardzo niemądre, kiedy chcesz finansowo iść do przodu.

Mówiąc z perspektywy historii: bogaci ludzie zrobili całkiem niezłą robotę, przekonując masy, że zdobycie etatu to sposób na życie. To jednak nic innego, jak pranie mózgu. Jeżeli bierzesz robotę na etacie, nie możesz narzekać na to, że bogaci stają się bogatsi – bo sam im w tym pomagasz. Wykonujesz pracę budowania i utrzymywania systemów, które posiada i kontroluje ktoś inny. W jaki sposób na dłuższą metę pomaga to Tobie? Wszystko, co robisz, to dbanie o plantację swojego pana. Jeżeli obawiasz się chodzenia do pracy każdego dnia i masz spore trudności ze zmotywowaniem się, może powinieneś przestać zgłaszać się na ochotnika do pracy niewolniczej.

Kiedykolwiek przedstawiam takie twierdzenie, ktoś mówi: „Ale musimy mieć etaty i pracowników. Inaczej – kto wywoziłby śmieci?”. To to samo, jakby mówił: „Ale musimy mieć niewolników. Inaczej – kto zbierałby tytoń?”. Czy ten powód jest wystarczający, by służyć jako niewolnik? Może bylibyśmy w stanie zaproponować lepsze rozwiązania, gdyby ludzie przestali poddawać się niewolnictwu. Może – przede wszystkim – nie potrzebujemy produkować tyle śmieci (i tytoniu). Ja osobiście wolałbym raczej wymieniać wartości z wolnymi ludźmi, niż z pracownikami/niewolnikami.

Wracając do przykładu poezji, pomyśl teraz o poecie, który swój poemat zapisuje i publikuje, powiedzmy – na jakiejś stronie internetowej. Teraz poemat może dostarczać wartość nawet pod nieobecność poety. Mogą się nim cieszyć tysiące ludzi, zamiast pierwotnych dwudziestu. Właśnie tak myśli inteligentny przedsiębiorca. Idea jest taka, żeby w miejsce wymieniania godzin na dolary, inwestować swój czas w budowanie czegoś, co może dostarczać stałej wartości nawet wtedy, gdy nie jesteś fizycznie obecny.

Jeżeli możesz dostarczać pasywnej wartości, możesz generować pasywny przychód. Na przykład poeta mógłby sprzedać zbiór wierszy, udzielić licencji na swoje wiersze firmie produkującej kartki z życzeniami, w zamian za tantiemy, czy zaproponować usługę „wiersz dnia” i sprzedawać reklamy.

Jeśli aktualnie jesteś pracownikiem, słowo „przedsiębiorca” może brzmieć skomplikowanie i przerażająco. Ale generowanie przychodu z samozatrudnienia to tak naprawdę nic wielkiego, jeżeli dasz sobie na to przyzwolenie. Nawet uczniowie liceów zarabiają w ten sposób.

Zalecam byś nie zaczynał, myśląc o przychodzie pasywnym. To jest stawianie wozu przed koniem. Skup się przede wszystkim na tworzeniu i dostarczaniu wartości pasywnych. Stwórz coś, przekuj na stałą formę, i przekaż w ręce ludzi. Zacznij od czegoś małego. Napisz artykuł. Przygotuj przepis. Skomponuj piosenkę. A potem podziel się tym gdzie tylko możesz. I powtarzaj dalej i dalej.

Zacząłem rozumieć korzyści z dostarczania pasywnych wartości kiedy byłem w szkole średniej. W czasie pierwszych i późniejszych lat zaczynałem pisać pewne programy komputerowe w BASIC-u i Turbo Pascalu żeby zgłębiać tematy, o jakich uczyłem się na zajęciach z matematyki – prawdopodobieństwo, obliczanie wielomianów, grafu itd. Pisałem też programy na programowalne kalkulatory Casio FX-7000G i FX-8000G, jakie wielu uczniów miało w tamtym czasie. Były to w większości bardzo krótkie programy, zazwyczaj poniżej 20 linii kodu. (Nawiasem mówiąc, nadal mam mój FX-8000G i czasami piszę na niego szybkie programy. Nawet po 20 latach wciąż działa świetnie. Jeden z najlepszych produktów, jakie Casio kiedykolwiek wydało.)

Zacząłem robić kopie tych programów i rozdawać je wśród członków koła matematycznego, żeby pomóc uczniom z ich pracami domowymi. Wtedy zauważyłem, że ludzie spoza koła zdobyli kopie. Napisałem parę prostych gier i nimi również się podzieliłem. Ostatecznie jeden z moich programów został opublikowany w szkolnej gazetce.

Jak mi to pomogło? Otóż zyskałem dzięki temu bardzo dobrą opinię w szkole, zarówno wśród nauczycieli, jak i wśród uczniów. Uczęszczałem do szkoły prowadzonej przez Jezuitów, gdzie podejście akademickie było bardzo dobrze widziane. Kiedy przyszedł mój czas na zdobycie listów polecających do aplikacji na studia, nie miałem z tym najmniejszego kłopotu. Wyróżniałem się z tłumu, ponieważ robiłem coś wykraczającego znacznie ponadto, co robili inni uczniowie. W rezultacie zostałem przyjęty do konkurujących szkół jak UCLA, UC, Berkeley, Carnegie Mellon i Cal Tech. Ale prawda jest taka, że napisałem te programy tylko dlatego, że tworzenie i dzielenie się nimi sprawiało mi radość – nie dlatego, że próbowałem coś na tym zyskać. Skup się na dawaniu, a branie zajmie się samo sobą.

Jeżeli teraz borykasz się ze swoimi finansami, wiem, że będzie kusiło Cię skupienie się przede wszystkim na aspekcie pieniędzy, ale błagam Cię – nie rób tego. Skup swoją uwagę na stronie tworzenia i dzielenia się. Musisz dać, zanim dostaniesz.

Dziel się czymś, co lubisz tworzyć. Umieść to na jakimś namacalnym nośniku i podaj dalej.

Znam wiele cieszących się powodzeniem biznesów zajmujących się oprogramowaniem które powstały, bo jakiś koleś napisał fajny program i podzielił się nim z przyjaciółmi. Wtedy jego przyjaciele podzielili się tym z innymi. Niewiele później zaczął otrzymywać prośby o wsparcie od zupełnie obcych ludzi i musiał zacząć naliczać opłaty za program. Głównie w ten sposób powstało shareware. Daj coś za darmo i zobacz, co z tego wyjdzie. Jeżeli ludziom się to się spodoba, to się tym podzielą.

Ludzie w ten sam sposób otwierali restauracje. Zaczynali od dzielenia się przepisami ze znajomymi, a w końcu zostali zachęceni do otwarcia restauracji i dzielenia się swoim jedzeniem z większą liczbą ludzi.

To naprawdę jest takie proste. Nie komplikuj tego zanadto.

Lubię pisać artykuły, więc to jest coś czym postanowiłem się dzielić. Kiedy rozpoczynałem prowadzenie tej strony około cztery i pół roku temu, zarobiłem tylko 167 dolarów przez pierwsze pół roku. Dlaczego? Bo skupiałem się na dzieleniu się wartością, a nie na zarabianiu pieniędzy. W końcu ludzie zaczęli podsuwać mi wszelkiego rodzaju pomysły na przekucie mojej pracy w gotówkę. Osiągnąłem też punkt, w którym musiałem przekształcić to w realny biznes, ponieważ zabierało to więcej czasu i energii i stawało się coraz bardziej popularne. 18 miesięcy później strona zarabiała ponad 40 000 dolarów miesięcznie. Tak więc ponownie – nie przejmuj się kwestią przychodu. Jeżeli odpowiednio zajmiesz się wartością, przychód zazwyczaj zadba sam o siebie. Naprawdę nie jest tak trudno wygenerować przyzwoity dochód, jeżeli możesz dostarczyć wiele wartości niskim kosztem. Więc skupiaj się, i skupiaj, i skupiaj na aspekcie wartości. Prosta prawda jest taka, że większość ludzi, którzy borykają się z finansami, nie tworzą i nie dostarczają wiele wartości. Może możesz przekonać ludzi do płacenia Ci za nic, ale nie jest to podejście, z jakim czułbym się dobrze.

Przekucie swojej pracy na stałą formę jest bardzo ważne. Jeżeli tego nie robisz, będziesz musiał znów i znów na nowo tworzyć swoją wartość. To cofa Cię do pracowniczego sposobu myślenia. Nawet, jeżeli technicznie jesteś samozatrudnionym, tworzysz tylko etat dla siebie samego

Jeżeli przejrzysz archiwa mojej strony, znajdziesz wiele artykułów o konkretnych sposobach na polepszenie swoich usług, zwłaszcza z listopada i grudnia 2007 r,

Buduj Własną Sieć Dystrybucji

Niektórzy z moich przyjaciół, którzy są profesjonalnymi mówcami, zarabiają bardzo dużo za każde ze swoich przemówień, ale muszą stale się promować, podróżować i dostosowywać prezentacje do różnej publiczności. Wielu z nich uwielbia przemawiać, ale bycie w drodze przez 150-200 dni w roku po pewnym czasie daje się we znaki.

Ogólnie rzecz biorąc pracuję na tym samym polu co wielu z tych mówców, ale zamiast dawać przemówienie ograniczonej liczbie ludzi, publikuję moją pracę w sieci, dzięki czemu jest zawsze dostępna. Nawet moi przyjaciele, którzy mają produkty na sprzedaż, zauważają spadek przychodów, kiedy nie przemawiają często, ale ja mogę utrzymać swój przychód na całkiem dobrym poziomie pracując tylko kilka godzin tygodniowo – bez konieczności podróżowania.

Zwróć uwagę, że ci przyjaciele mają produkty na sprzedaż. Nagrywają swoje przemówienia i warsztaty i przygotowują CD i DVD. Problem polega na tym, że nigdy nie poświęcają oni czasu na budowanie sieci sprzedającej odpowiednią ilość ich produktów, kiedy nie przeprowadzają przemówień. Większość z nich ma strony internetowe z niewielkim ruchem i newslettery z małą liczbą subskrybentów. Muszą więc wciąż szlifować chodniki by utrzymać się na powierzchni – kiedy przestają przemawiać, zaczynają odczuwać finansowe zawirowania.

Jeżeli chcesz uciec z tego wyścigu szczurów, to dobrym pomysłem jest zbudowanie własnej sieci dystrybucji. Moim ulubionym sposobem jest dawanie wartości za darmo. Ludzie lubią darmówki – jeżeli są to darmowe rzeczy wysokiej jakości.

Zbudowanie dobrej sieci dystrybucji nie jest takie trudne w dzisiejszych czasach. Myślę, że najlepszym sposobem na to jest zbudowanie strony internetowej, ponieważ rozwiązania internetowe są bardzo tanie w porównaniu z alternatywami. Moi znajomi mówcy muszą latać po całym świecie, by dystrybuować swoją wartość. Ja po prostu klikam „Publikuj”.

Aktualnym rozwiązaniem, jakie zalecam dla większości ludzi chcących zbudować stronę, jest Site-Build-It. Przejdź na tamtą stronę, jeżeli chcesz przeczytać moją recenzję usługi i dowiedzieć się, dlaczego to polecam. Jeżeli jesteś technicznie obyty, nie będziesz potrzebował tej usługi, ale jest ona świetna dla tych, którzy nie rozumieją arkanów marketingu internetowego i chcą, by ktoś przeprowadził ich przez to krok po kroku.

Zmień Swój Sposób Myślenia

Aby przenieść się ponad życie od pierwszego do pierwszego, musisz najpierw zmienić swój sposób myślenia. Jeżeli będziesz myślał właściwie, pójdą za tym odpowiednie działania. Jeżeli będziesz dalej tkwił w złym sposobie myślenia, to nieważne jak bardzo będziesz próbował uciec – wciąż pozostaniesz zamknięty w tej samej klatce. Możesz nawet pogorszyć sprawy.

Mi najbardziej pomogło zdanie sobie sprawy z tego, że ograniczając się finansowo nie robię niczego dobrego dla kogokolwiek. Jak ograniczanie mojego przychodu mogłoby właściwie komukolwiek pomóc? Wszystko, co z tego wynika, to tylko utrudnienie mi tworzenia i dzielenia się wartością. Zabija to moją zdolność do służenia innym. Z pewnością jestem w stanie pomóc wielu więcej ludziom teraz, niż gdy ledwie byłem w stanie się utrzymać. Mogę się dzielić z punktu widzenia dostatku zamiast braku.

Kahlil Gibran napisał: „Jeżeli masz urazę do zgniatania winogron, z Twojej urazy do wina wysączy się trucizna.”.

Jeżeli nie cierpisz pracy, którą wykonujesz czy sytuacji, w jakiej się znajdujesz, zatruwasz rezultaty. Możesz właściwie robić więcej złego, niż dobrego. Jeżeli ledwie się utrzymujesz i czujesz się z tym źle, prawdopodobnie tak czy inaczej nie wykonujesz najszlachetniejszej pracy. To nie jest tak, że świat potrzebuje, byś był spłukany.

Jedyną osobą, która może to poprawić, jesteś Ty sam. Chcesz dalej żyć na aktualnym poziomie, czy jesteś gotowy do przejścia poziom wyżej?

Źródło: Living Paycheck to Paycheck

Najlepsza możliwa inwestycja?

W siebie samego! Stopa zwrotu z inwestycji we własną wiedzę i umiejętności będzie znacznie lepsza niż efekty uzyskiwane z akcji, nieruchomości czy innych inwestycji.

Czasem da się ją nawet wyliczyć. Powiedzmy, że kupujesz książkę. Dodajmy nawet Twoją przeciętną stawkę godzinową, przemnożoną przez czas poświęcony na czytanie. Z wielu książek pożytku nie będzie. Od czasu do czasu jednak trafisz na dobry pomysł, który przyniesie ogromne korzyści, nawet i dziesięć razy większe niż poniesione „koszty”. I to w ciągu paru miesięcy. Zdarza się to szczególnie w przypadku książek dotyczących biznesu i produktywności osobistej. Często nie chodzi jednak o jakąś przełomową myśl, a raczej o ciągły kontakt z tymi samymi pomysłami przestawianymi na różne sposoby. W dłuższej perspektywie przekłada się to na stałe zyski. Efekty wykraczają poza same dochody liczone w gotówce. Jeżeli inwestowanie we własną wiedzę sprawi, że postanowisz rzucić palenie, to jesteś w stanie wyliczyć ile w ciągu życia da się zaoszczędzić na kosztach papierosów – ale jaką wartość ma dla Ciebie lepsze zdrowie? Ile warta jest myśl, która sprawi że spotkasz i nawiążesz relację z przyszłym małżonkiem? Ile warte jest zrzucenie dwudziestu kilogramów – i świadomość, że przez resztę życia utrzymasz tę wagę? Ile warta jest kariera dająca pełną satysfakcję?

Od Briana Tracy’ego nauczyłem się triku polegającego na inwestowaniu w rozwój osobisty trzech procent dochodu. Nie wiem, dlaczego przyjął on akurat trzy procent, ale kwota taka wydaje mi się w sam raz. Tak więc jeżeli na miesiąc zarabiasz trzy tysiące, to na własny rozwój osobisty wydasz niecałą stówkę. Możesz za to kupić parę książek w miękkiej oprawie (ale to sporo czytania). Możesz kupić program audio na płytach, albo tańszy w mp3. Wyznaczoną kwotę możesz też odłożyć na poczet kursu czy konferencji. Ceny są bardzo różne, od przysłowiowych paru groszy za uczestnictwo w jednodniowej konferencji do grubych tysięcy za dłuższe specjalistyczne szkolenia. Moim zdaniem najlepiej mieszać różne rodzaje nauki. Ja na przykład kupiłem w ubiegłym miesiącu program audio, parę książek oraz wybrałem się na trzydniowe seminarium.

Nie musisz co miesiąc wydawać dokładnie takiej kwoty. Jeżeli w jednym miesiącu wydasz mniej, a w następnym więcej, to zupełnie w porządku. Staraj się po prostu celować w te 3% w skali roku. Jeżeli taka kwota wydaje Ci się zbyt duża, to zacznij od 1% a potem stopniowo ją zwiększaj. Albo dopóki się nie oswoisz z takim wydatkiem, przyjmij niewielką stałą kwotę.

Budżet ten możesz wykorzystać na rozwijanie siebie w dowolny sposób. Będzie to więc nie tylko wiedza, ale i sprzęt czy usługi – wszystko co pomoże Ci doskonalić się i rozwijać. Ja na przykład z tych pieniędzy skompletowałem sobie domową siłownię z atlasem do ćwiczeń, rowerem treningowym i przeróżnymi ciężarami. Jeżeli jesteś zestresowany, możesz zafundować sobie profesjonalny masaż. Moja żona lubi od czasu do czasu spędzić pół dnia w spa. Jeśli czujesz, że coś będzie dla Ciebie pozytywnym doświadczeniem, to śmiało! Wybierz się na kurs spadochronowy. Zwiedź muzeum. Dołącz do klubu czy stowarzyszenia. Kup program do nauki szybkiego pisania. Naucz się grać na flecie. Naucz się grać w tenisa. Kup sobie tablet.

Taki nawyk całkiem łatwo sobie wypracować. Po prostu na pierwszy dzień każdego miesiąca zapisz w kalendarzu: „Zainwestować w siebie 3%.” Kiedy nadejdzie ten dzień, sprawdź ile zarobiłeś w poprzednim miesiącu i zdecyduj w jaki sposób wydasz te pieniądze. Jeżeli możesz to zrób to od ręki – prosta sprawa w internecie. Pamiętaj, że jest to inwestycja; wydane teraz pieniądze na dłuższą metę będą się w różnym stopniu zwracać – zależnie od tego na co pójdą.

Jeżeli prowadzisz własny biznes, możesz zdecydować czy będziesz inwestować procent od przychodu brutto czy netto. Ja przyjąłem brutto, co oczywiście daje mi większy budżet. Wybierz jakąkolwiek kwotę która jest dla Ciebie w porządku.

Mimo że ogólnie zakupy stanowią dla mnie wyzwanie, tego typu kupowanie lubię. Możesz zafundować mi szał zakupów za dziesięć tysięcy w lokalnym centrum handlowym, a ja nie znajdę tam nic interesującego. Ale kiedy przychodzi do inwestowania w wiedzę i umiejętności, to nagle wymyślenie listy życzeń nie sprawia żadnej trudności. Fajnie jest rozmyślać: „Mam do wydania tyle a tyle na rozwój osobisty – co by tu wybrać?” Kupmy 30 punktów lepszego zdrowia, 10 punktów powodzenia w finansach, 5 punktów umiejętności interpersonalnych i 20 punktów budowania związków.

Miłego wydawania! 🙂

Źródło: The Best Place to Invest Your Money