Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Category: Intencje i manifestacje

Podróżować z sercem

W tym miesiącu wybraliśmy się z Rachelle w kolejną podróż po Europie. Polecieliśmy do Szwajcarii na konferencję Lifestyle Design, która odbywała się w Zurychu 10 i 11 stycznia. Opowiadałem tam parę swoich historii o odkrywaniu swojej drogi zorientowanej na rozwój – i o podążaniu nią z sercem. Konferencja okazała się wielkim sukcesem, a Kai Christen zdecydował już, że zorganizuje ją ponownie w 2016 r.

Już po raz trzeci poleciałem do Europy z biletem w jedną stronę, nie określając zawczasu konkretnej daty powrotu do Stanów. Nic konkretnego na czas po konferencji w Zurychu nie zaplanowaliśmy. Intencję mieliśmy taką, żeby otworzyć się na nowe doświadczenia i zobaczyć, gdzie nas zaprowadzą inspiracje i zaproszenia.

Podczas weekendu na konferencji otrzymaliśmy około ośmiu różnych propozycji, głównie od osób z innych miast w Szwajcarii. Doświadczenie nauczyło mnie by nie podejmować takich decyzji przedwcześnie i na siłę. Lepiej poczekać aż wszechświat zacznie dawać drobne znaki; lubię też upewnić się, że intuicja daje mi wyraźne sygnały co do kolejnego kierunku. Przy takim sposobie podejmowania decyzji prawie zawsze myślimy z Rachelle podobnie.

Po Zurychu na parę dni wylądowaliśmy w Lucernie u jednego z prelegentów. Zrządzeniem losu, kiedy wysiedliśmy z pociągu, wpadliśmy na innego mówcę poznanego konferencji. Nie wiedzieliśmy, że będzie się tam wybierał, on też nie znał naszych planów. Tego typu „przypadki” przytrafiają mi się bardzo często, kiedy znajduję się w trybie odkrywcy. Paru moich znajomych z Norwegii również przybyło do Lucerny. Zebraliśmy się więc wszyscy na wspólnym obiedzie.

Po paru dniach spędzonych w Lucernie już na własną rękę wybraliśmy się z Rachelle do Genewy. Poszliśmy na wycieczkę po CERN-ie i dowiedzieliśmy się co nieco o tamtejszych akceleratorach cząstek. Następnie na kolejne zaproszenie udaliśmy się do Paryża i tu w tym tygodniu jesteśmy.

Życzliwość

Podczas tej wycieczki szczególnie poruszyła mnie życzliwość i hojność ludzi, z jaką się spotkaliśmy. Jesteśmy w Europie od 9 stycznia i wciąż nic nie wydaliśmy na noclegi. Ludzie są bardzo serdeczni i przyjaźni, zapraszają nas do swoich domów – i to ludzie, którzy poznali nas dopiero w tym miesiącu.

Wczoraj próbowaliśmy kupić w automacie bilety na paryskie metro. Potrzebowałem karnetu z dziesięcioma biletami, ale nie mogłem znaleźć tej opcji w menu, utknąłem więc przy maszynie próbując sobie jakoś poradzić. Wkrótce w kolejce za nami stanęła młoda kobieta. Zaproponowałem by weszła przed nas, ponieważ nie chciałem żeby przeze mnie marnowała czas. Uśmiechnęła się i powiedziała, żebyśmy spokojnie załatwili sprawę. Kiedy zapytałem czy w tym automacie można kupić karnet, chętnie pokazała co i jak.

Przyszło do płatności i automat zaczął odrzucać po kolei wszystkie karty, którymi próbowałem zapłacić. Spotkałem się z tym już wcześniej – niektóre europejskie automaty akceptują tylko karty chipowe. Karty takie są powszechne w Europie i w Kanadzie, ale nie w Stanach. Nawet podając poprawny PIN czasami zapłacić nie mogłem – po prostu automatycznie odrzucały transakcję. Zazwyczaj w takich przypadkach korzystamy po prostu z kanadyjskiej karty Rachelle.

Kobieta zobaczyła,  że automat wciąż odrzuca moje karty – a był to jedyny sprawny automat na tej konkretnej stacji. Akurat kiedy miałem się poddać i zaproponować Rachelle żebyśmy spróbowali z jej kartą, kobieta wzięła swoją kartę i powiedziała, że zapłaci za nasze bilety (ok. 14 euro). Wzięliśmy bilety, podziękowałem jej i wyciągnąłem gotówkę żeby zwrócić jej za płatność, ale nie chciała jej przyjąć. Powiedziała, że wie jak to jest w podróży i że chce, abyśmy czuli się mile widziani w Paryżu. Podziękowaliśmy jej za hojność; taki akt życzliwości bardzo nas wzruszył.

Sami też w końcu jakoś byśmy wykombinowali jak kupić ten karnet, zapłacilibyśmy kartą Rachelle i odebrali swoje bilety, ale miło było uzyskać trochę dodatkowej pomocy w akurat w takim momencie. Jest to też fajne przypomnienie by „podawać dalej”, aktywnie poszukując okazji do wykazania się życzliwością i hojnością.

Komunikacja z energią

Jako blogerowi, pisarzowi, mówcy łatwo jest mi sądzić, że w komunikacji chodzi tylko o słowa. Ale same słowa mogą być bardzo płytkie. Prawdziwa komunikacja to forma przekazu energii. Kiedy energetyczne połączenie nie jest odpowiednie, słowa nie mogą zastąpić tego czego brakuje. Ale kiedy energia jest silna i autentyczna, słowa niemal nic nie znaczą.

Kiedy podróżuję po kraju, którego głównego języka nie znam zbyt dobrze, próby opierania się wyłącznie na słowach sprawiają że czuję się bezsilny i mam wrażenie, że bełkoczę. Ale nawet kiedy nie znam najwłaściwszych słów, mogę komunikować się całkiem nieźle, z pozytywną wibracją taką jak przyjazność, otwartość, ciekawość, docenianie i zabawa.

Podróżując chętnie staram się też wczuć w komunikaty wysyłane przez otoczenie. Słuchać więcej tego, co świat ma do powiedzenia – to jeden z moich powodów by podróżować jeszcze więcej.

W Paryżu zatrzymaliśmy się w mieszkaniu położonym o parę kroków od miejsca ostatniej strzelaniny w „Charlie Hebdo”. Obserwujemy dodatkowe patrole policji obecne w całym mieście, m.in. na niektórych skrzyżowaniach, przed synagogami, a nawet spacerujące ze strzelbami przy centrum handlowym w okolicy Luwru. Jak dla mnie jest to raczej wyraz solidarności, mający na celu zapewnienie ludziom poczucia bezpieczeństwa, aniżeli praktyczne środki bezpieczeństwa.

Atmosfera w tym mieście nie kojarzy mi się z poczuciem zagrożenia, niebezpieczeństwa, potrzebą zapewnienia spokoju. Wszędzie widać znaki „Je suis Charlie” i „Nous sommes Charlie”, również w formie dużych drukowanych banerów zawieszonych na różnych budynkach – m.in. na paryskim ratuszu. Atmosfera tutaj przypomina mi raczej połączenie jedności, empatii i współodczuwania.

Nie jestem nawet tak całkiem pewien, dlaczego akurat teraz znaleźliśmy się w Paryżu. Nie ma po temu wyraźnego, logicznego powodu. W 2011 r. spędziliśmy tu z Rachelle dwa tygodnie, nie jest to więc dla nas nowe miejsce do odwiedzenia. Z jakiegoś powodu to miejsce wydaje nam się jednak właściwym wyborem na teraz.

Doceniać

Atmosfera doceniania należy do moich najcenniejszych towarzyszy podróży. Myślę, że bez tego mogłoby mi się trafić parę przykrych przygód zamiast tych niesamowitych zdarzeń jakie mnie spotykają.

Doceniam okazje do poznawania nowych przyjaciół. Doceniam nowe zaproszenia, nawet, jeżeli ich nie przyjmuję. Doceniam nowe doświadczenia.

Doceniam posiłek. Doceniam przytulanie. Doceniam dzielenie się nowymi doświadczeniami z moją dziewczyną.

Kiedy wczoraj zwiedzaliśmy z Rachelle Luwr, doceniałem możliwość zetknięcia się z taką ilością niesamowitej sztuki. Doceniałem artystów, którzy zainwestowali w swoje umiejętności do tego stopnia, że ich dzieła trwają po dziś dzień. Doceniałem możliwość spacerowania po ogromnym budynku i zwiedzania przez cały długi dzień.

Gdybym miał wypowiedzieć w Paryżu tylko jedno słowo po francusku, byłoby to „merci”. Kocham ten świat, ponieważ przypomina mi, że kiedy przepełnia mnie wdzięczność, wszechświat często jest łaskawy wobec mnie. Kiedy czuję się wdzięczny, doświadczenia życzliwości i hojności płyną przez moje życie szerokim strumieniem.

Zaufać Wszechświatowi

Zadaj sobie takie podstawowe pytanie: czy ufasz tej rzeczywistości?

Jeżeli nie, to smakiem Twojego życia będzie zawsze poszukiwanie bezpieczeństwa – zakończone niepowodzeniem. Po prostu całe życie spędzisz nie czując się bezpiecznie.

Ale jeżeli postanowisz zaufać, że rzeczywistość jest w pełni po Twojej stronie, to życie będzie mogło nabrać spokojniejszego, ciekawszego tonu. Możesz przyciągać i przyjmować nowe doświadczenia nie wiedząc zawczasu dokąd Cię poprowadzą. Możesz też oczekiwać i otrzymywać masę wsparcia, kierowania.

Logicznie rzecz biorąc wiem, że nie da się określić, czy właściwie mogę tej rzeczywistości ufać czy nie. Mogę jednak rozsądnie przewidywać jak poszczególne możliwości wpłyną na ogólny smak mojego życia. Dla mnie poszukiwanie bezpieczeństwa jest mniej interesujące niż życie z przygodami, zdecydowałem się więc zaufać wszechświatowi. Wygląda na to, że życzliwie odpowiada mi tym samym, kiedy relaksuję się i wierzę, że będzie mnie wspierać na mojej drodze kierowanej inspiracją. Droga bez zaufania zdaje się tylko ślepą uliczką.

W przyszłym tygodniu ruszamy do Malagi na południu Hiszpanii by spotkać się z nowym znajomym z konferencji. Będzie to nasz pierwszy raz w Hiszpanii. Doceniam okazję do odwiedzenia kolejnego kraju, poznawania, zwiedzania, rozwijania się, zdobywania nowych doświadczeń i nowych przyjaciół. 🙂

Źródło: Heart-Centered Traveling

Spotkanie trenerów

Wpis ten publikuję by, opowiedzieć Ci o nowym twórczym przedsięwzięciu, nad którym pracuję w tym tygodniu, i by zaprosić Cię do przesłania opinii na ten temat.

W ubiegły weekend wygłaszałem przemówienie na wyprzedanych do ostatniego miejsca warsztatach Richa Litvina w Marina del Rey w Kaliforni (Prosperous Coach Mastery Intensive). Program był niesamowity, a Rich wraz z zespołem wykonał naprawdę fantastyczną robotę.

Poza wygłoszeniem przemówienia, jako uczestnik, wziąłem też udział w warsztatach. Wśród wyzwań, które Rich postawił przed nami w czasie dwugodzinnej przerwy na lunch było podjęcie  (właśnie wtedy) próby wygenerowania jakichś pieniędzy. Często stanowi to wyzwanie dla trenerów; niektórym naprawdę ciężko szuka się płatnych zleceń na ich usługi. Wielu z obecnych trenerów w czasie przerwy obiadowej dzwoniło do potencjalnych klientów i oferowało różne pakiety trenerskie. Ostatnia liczba, o jakiej słyszałem, to sprzedaż o wartości przynajmniej dwudziestu tysięcy dolarów wygenerowana podczas tej przerwy przez pięćdziesięciu uczestników. Przez samo sprowokowanie do podjęcia wyzwania Rich zainicjował więc wiele pozytywnych reperkusji. Poza kwestią pieniędzy do najlepszych historii należały te o przełomach, jakie dokonywały się przy otwieraniu nowych relacji trenerskich z klientami, którzy rzeczywiście mogą skorzystać na ich pomocy.

Pomysł generowania kolejnych pieniędzy mnie jednak nie kręcił. Zarobienie większej gotówki (traktowane jako podstawowy cel) nie ma w sobie wystarczającej dozy inspiracji. Przekształciłem więc wyzwanie w coś nieco bardziej osobistego. Określiłem następującą intencję: wyjść i stworzyć pewną wartość w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie stosowałem. Na pomysł wpadłem już po paru minutach: będzie to porcja gotowej inspiracji – do pobrania.

Idea

W czasie przerwy na lunch skontaktowałem się z pięcioma znajomymi, którzy akurat też byli w Kalifornii. Zaproponowałem byśmy wszyscy spotkali się w ciągu najbliższego tygodnia i w przez parę kolejnych dni opracowali od zera nowy produkt. Wśród nich byli inni trenerzy, mówcy i prowadzący seminaria na polu stosunków międzyludzkich i dynamiki społecznej.

Wszyscy w to weszli. W rzeczywistości mój kontakt z nimi w tej sprawie był pewnym zbiegiem okoliczności, gdyż niektórzy już wcześniej mówili o podobnym projekcie. Było to więc zaproszenie z gatunku „miłość od pierwszego wejrzenia”.  🙂

Teraz jestem w Santa Barbara, a praca jest w toku. Wczoraj wieczorem spotkaliśmy się i dyskutowali o pomysłach związanych z projektem. Dążymy do stworzenia nowego programu audio, a nagrania chcemy ukończyć w tym tygodniu. Program będzie spontaniczny i pełen inspiracji; nie mowa tu o programie instruktażowym z konkretnym scenariuszem.

Nagrania audio zdają się być lepszym pomysłem niż wideo, bo oznacza to mniej pracy przy montażu, a poza tym są bardziej przystępne, gdyż można słuchać ich prowadząc samochód czy pzy wykonywaniu innych zadań. Ale być może podczas naszych sesji nakręcimy parę ujęć i zrobimy kilka zdjęć.

A po co to wszystko?

Dyskutowaliśmy o powodach, które nami kierują i jaki wspólny sens moglibyśmy określić. Oto niektóre z naszych priorytetów:

  • stworzyć program, który wspomaga nasz własny rozwój, nie stanowi li tylko dzielenia się wiedzą
  • zbadać i omówić granice naszych stref komfortu, nasze wyzwania aktualnie stojące przed nami
  • płynąć ze strumieniem inspiracji takim, jaki wyniknie w trakcie, bez wcześniejszego ustalania treści
  • w kwestii tematu – coś o związkach, dynamice społecznej, a zwłaszcza pielęgnowaniu i poznawaniu głębokich więzi (ciało, umysł, serce, duch) z innymi ludźmi
  • podzielić się naszymi nieobrobionymi, czystymi myślami, pomysłami i uczuciami
  • pomówić o obszarach rozwoju, co do których nie mamy pewności w kwestii wyboru właściwego kierunku czy podejścia
  • dla każdego coś w stylu grupy trenerskiej czy sesji planowania i przygotowywania, która byłaby też użyteczna dla słuchaczy
  • stworzyć produkt, który będziemy mogli sprzedawać i który ludzie bardzo chcieliby mieć – tak, że dla zespołu powstanie długoterminowy strumień przychodu pasywnego
  • zbadać perspektywę rzeczywistości subiektywnej w aspekcie związków
  • stworzyć coś, z czego skorzystają zarówno mężczyźni, jak i kobiety
  • wyrażać się autentycznie, bez cenzury
  • dobrze się bawić przy tworzeniu tego, dzielić się śmiechem, cieszyć sobą nawzajem, żyć chwilą
  • może będzie to dopiero pierwszy z wielu produktów w tym stylu

Bez problemu zgodziliśmy się w tym względzie. Wspólne wyrażenie tych idei wzbudziło wśród nas dużo energii.

Mucha na ścianie

Pomysł jest więc taki, że Ty, słuchacz, będziesz jak mucha na ścianie, słuchająca grupy sześciu trenerów o różnym pochodzeniu, dyskutujących o swoich największych aktualnych wyzwaniach, głównie na polu relacji. Masz szansę dowiedzieć się, jak w takiej grupie można wzajemnie rzucać sobie wyzwania, działać sobie na nerwy i w końcu pracować razem by pomóc wywołać u każdego przełomowe zmiany spojrzenia.

Każdy facet w naszej grupie przychodzi z innego otoczenia. Każdy ma inne silne i słabe strony. Pewne rzeczy, które dla mnie stanowią wyzwanie, dla moich przyjaciół są proste – i na odwrót.

Poprzedni wieczór spędziliśmy głównie na prowadzeniu burzy mózgów. Dziś zamierzamy rozpocząć pierwsze nagrania, zakładając, że zdołamy zebrać w jednym miejscu dostateczną ilość mikrofonów. Nagrania chcielibyśmy zamknąć do końca tygodnia. Całym nagrywaniem zajmujemy się więc kiedy jesteśmy razem w jednym miejscu, a następnie możemy wziąć się za edycję pracując zdalnie.

Dla mnie jest to próba stworzenia produktu w stylu podobnym do mojego blogowania. Kiedy przychodzi mi pomysł na nowy artykuł, piszę go i publikuję zazwyczaj tego samego lub następnego dnia. W innym razie pomysł praktycznie umiera i danego artykułu nie napiszę już nigdy. Przedsięwzięcie to pomaga mi zbliżyć się do moich granic dyskomfortu –  tworzenia czegoś większego przy tym samym podejściu „działaj natychmiast wraz z inspiracją i pracuj-pracuj-pracuj aż do końca”, no i robienia tego w ramach pełnej frajdy pracy z przyjaciółmi.

Pomysł na ten projekt wpadł mi do głowy dopiero co, w sobotę. Pozostali członkowie zespołu powiedzieli „tak” nim przerwa obiadowa dobiegła końca. W niedzielę spotkałem się z kilkoma z nich. W poniedziałek wszyscy razem byliśmy w Santa Barbara. Tego samego wieczoru zaczęliśmy rozmawiać o tym dlaczego i jak go zrealizować. Odpowiedź na pytanie „jak” zaczęła wyłaniać się szybko, gdyż jako zespół określiliśmy sobie duże, wzmacniające „dlaczego”. Przy takich przedsięwzięciach rozpoczęcie z inspirującym „dlaczego” jest kluczowe.

Nie inspirował nas produkt typu instruktażowego, w którym tak po prostu dzielimy się wiedzą. Nie zainspirowała nas próba zarobienia pieniędzy. Zainspirowało nas to: „Podyskutujmy o naszych granicach komfortu, obszarach niepewności, ciemnych zaułkach rozwoju które nas niepokoją i dezorientują. I zobaczmy, czy możemy się nawzajem przełamać. Zobaczmy co się stanie, jeżeli zbierzemy się razem i porozmawiamy szczerze o swoich wyzwaniach, aktualnych lekcjach i granicach strefy komfortu.”. Ta idea pobudziła nas do działania.

Zespół

Oto kompletny skład naszego zespołu:

Wasze reakcje

Zakładamy, że jeśli projekt ten będzie rozwijającym doświadczeniem dla nas, to będzie takim również dla słuchaczy.

Moje pytania są następujące:

  • Czy kręci Cię ten pomysł? Chciałbyś posłuchać czegoś takiego? Obchodzi Cię to?
  • Jakie miałbyś dla nas sugestie? Co byś dodał, ujął, zmienił?
  • Czy masz jakieś sugestie co do nazwy tego produktu?
  • Gdzie leżą granice Twojej strefy komfortu jeśli chodzi o związki, styl życia i rozwój osobisty?
  • Jakie jest w tej chwili Twoje największe wyzwanie na polu relacji i rozwoju osobistego?
  • Jak możemy sprawić, by to przedsięwzięcie było bardziej pożyteczne dla Ciebie, bez utraty korzyści z naszej strony?

Rozumiem, że związki mogą być dla wielu ludzi delikatną kwestią. Wysyłaj więc swoje odpowiedzi prywatnie, poprzez mój formularz kontaktowy (j. angielski), a ja podzielę się nimi z innymi członkami zespołu. Nie musisz podawać swojego prawdziwego imienia; anonimowość jest w porządku.

Ponadto, gdybyś chciał dowiedzieć się o publikacji tego produktu – na pewno wszyscy damy znać kiedy będzie gotowy. Dobrym sposobem na zagwarantowanie, że tego nie przeoczysz, będzie zapisanie się na newsletter, fanpage, kanał YouTube itp. u jednego z nas.

Źródło: Coaches Coming Together

Najbardziej bezpośrednie rozwiązanie dowolnego problemu

Uważam, że przy rozwiązywaniu najróżniejszych życiowych problemów bardzo pożyteczna jest taka metoda: określić  najbardziej bezpośrednie rozwiązanie jakie można sobie wyobrazić – nieważne jak miałbym się poczuć przy jego zastosowaniu. Jaka jest najbardziej oczywista, najbardziej bezpośrednia droga do mojego celu, albo najbardziej efektywny sposób na ominięcie przeszkody?

Wiele problemów będzie miało różnorodne bezpośrednie rozwiązania, ale często na pierwszy rzut oka będą one nieprzyjemne, ponieważ ich wdrożenie wymaga odwagi, samodyscypliny, kreatywności czy wytrwałości. Jednocześnie jest jasne że kiedy jakoś przez to przebrniemy, to rozwiązania okażą się skuteczne.

Przyjmijmy dla przykładu, że chcesz zrzucić parę kilo. I przyjmijmy, że bezpośrednim rozwiązaniem (jednym z wielu możliwych) jest jeść tyle samo ile teraz, ale zwiększyć wysiłek przy ćwiczeniach o 500 kalorii dziennie. Jeżeli wprowadzisz to, aż nadto uproszczone, rozwiązanie – stracisz na wadze. Może wymagać dyscypliny i wytrwałości, ale większość ludzi zgodziłaby się, że zadziała.

Inny przykład: przyjmijmy, że interesuje Cię nawiązanie relacji z kimś, ale nie wiesz, co ta osoba do Ciebie czuje. Bezpośrednim rozwiązaniem byłoby po prostu pójść, wyjaśnić swoje myśli i uczucia i zapytać czy on/a chce porozmawiać o ewentualnej bliższej znajomości. Zajmie to mniej niż minutę, a niezależnie od wyniku będziesz przynajmniej wiedzieć na czym stoisz. To rozwiązanie może oczywiście wymagać wiele odwagi żeby przezwyciężyć obawę przed odrzuceniem, ale jest bardzo proste i bezpośrednie.

Sprawdź czy potrafisz określić najbardziej bezpośrednie rozwiązanie jakichś swoich problemów. Jaka jest najprostsza i najszybsza droga do osiągnięcia Twoich celów, przyjmując, że masz nieograniczoną odwagę i dyscyplinę?

Zalety bezpośredniego podejścia

Istnieje wiele pozornie trudnych problemów, które mają bardzo proste, bezpośrednie rozwiązania. Prawdziwym wyzwaniem jest stać się taką osobą, która potrafi wprowadzać najbardziej bezpośrednie rozwiązania zamiast zmuszać się do wybierania okrężnej drogi z powodu lenistwa czy nieśmiałości. Oto dlaczego praca nad rozwojem osobistym, a zwłaszcza budowaniem odwagi i samodyscypliny, jest jedną z najlepszych technik rozwiązywania problemów. Problemy, które kiedyś wydawałyby się nie do przeskoczenia, stają się o wiele łatwiejsze do rozwiązania kiedy tylko weźmiesz się za pracę nad sobą. Coraz lepiej opanowujesz sztukę stosowania bezpośrednich rozwiązań zamiast uciekania się do pośrednich.

Jednym z najlepszych przypadków w których pomogła mi metoda bezpośredniego podejścia była zmiana w karierze, kiedy w 2004 r. przerzucałem się z produkcji gier komputerowych na tematy związane z rozwojem osobistym. Zadałem sobie pytanie: co bym robił, gdybym był już na emeryturze? Odpowiedź: najwięcej czasu spędzałbym czasu pracując nad rozwojem osobistym z innymi ludźmi zorientowanymi na rozwój. Właśnie tym zajmowałem się wtedy w czasie wolnym od pracy. Zrozumiałem, że prowadziłem biznes aby generować dochód tylko po to żeby opłacić rachunki, a następnie w wolnym czasie wziąć się do pracy nad rozwojem osobistym. Wyglądało mi to na niepotrzebnie okrężną drogę. Dlaczego nie miałbym po prostu wyeliminować pośrednika? Pomyślałem czy nie byłoby sprytniej pracować nad rozwojem osobistym na pełen etat i znaleźć sposób, żeby z tego opłacać swoje rachunki?

Zidentyfikowałem bardziej bezpośrednie rozwiązanie, ale  wymagało ono oczywiście odwagi, dyscypliny i kreatywności. Nie miałem wątpliwości, że to zadziała jeżeli tylko spróbuję. (Pomijam szczegóły, ale myślę że chwytasz o co chodzi.) Powstał więc nowy problem: jak wykrzesać wewnętrzne zasoby niezbędne do wprowadzenia tego w życie? Gdy spróbowałem poradzić sobie z tym problemem, rezultaty były dość nieoczekiwane. Okazało się, że nie było aż takiej potrzeby rozbudowywania wewnętrznych zasobów. Musiałem tylko zechcieć je zastosować.

Dlaczego opieramy się bezpośrednim rozwiązaniom

Jest w bezpośrednich rozwiązaniach coś pokrzepiającego – wiesz, że to zadziała; ale jest też coś niepokojącego. Gdy masz przed nosem jaskrawo oczywiste bezpośrednie rozwiązanie i nie wprowadzasz go chociaż wiesz że jest dobre, to musisz się zatrzymać i zadać sobie takie pytanie: „Dlaczego powstrzymuję się przed rozwiązaniem tego problemu, gdy rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki?” Jeżeli rzeczywiście poświęcisz temu pytaniu trochę uwagi, możesz dojść do ciekawych wniosków.

Jeśli o mnie chodzi, to musiałem zastanowić się czy jestem gotów ciężko pracować na pożądany rezultat. A może wolę pójść łatwiejszą drogą? Dostrzegłem że od osiągnięcia celu oddzielało mnie tylko określenie czy chcę zainwestować w jego realizację własny czas i wysiłek. Prowadzenie biznesu z grami szło mi już z łatwością i nie musiałem pracować zbyt ciężko by uzyskiwać z tego dochód. Trzeba było podjąć decyzję czy chcę wejść na nowy poziom działania. Kiedy już uczciwie stwierdziłem że chcę to zrobić, mogłem zabrać się do dzieła i wprowadzić bezpośrednie rozwiązanie. Ale dopóki myślałem: „Musi być prostszy sposób.” albo „Nie jestem pewien czy chcę wykonać tyle pracy.”, wszystkie rozwiązania (bezpośrednie i pośrednie) mi umykały.

Rozważ jakieś bezpośrednie rozwiązanie z własnego życia. Zatrzymaj się i zadaj sobie pytanie: „Czy chcę to zrobić? Czy chcę być osobą, która potrafi wprowadzić to rozwiązanie?”

Co by to oznaczało, gdybyś stwierdził, że nie chcesz być osobą która wprowadziłaby bezpośrednie rozwiązanie? Czy mówisz, że wolałbyś być osobą niekreatywną, niezdyscyplinowaną i nieśmiałą zamiast kreatywnej, zdyscyplinowanej i odważnej? Kiedy bierzesz się za te kwestie i rozważasz je świadomie, trudno stwierdzić że wolałeś pozostawać taką osobą która musi zadowalać się wolniejszymi, bardziej pośrednimi rozwiązaniami, a czasami brakiem jakiegokolwiek rozwiązania w ogóle. Ale tak to wygląda, gdy odrzucasz bezpośrednie rozwiązanie, prawda?

Musisz dokonać ważnego wyboru i zdecydować jakim człowiekiem chcesz być. Chcesz być odważny, zdyscyplinowany, kreatywny i wytrwały – czy nie? Uważasz, że to są dobre cechy do rozwijania w sobie? Jeżeli nie, to z braku lepszego wyboru zostaje Ci w sumie tylko przyjąć ich przeciwieństwa. Czy właśnie to chcesz zrobić?

Podejście bezpośrednie a Prawo Przyciągania

A co ze stosowaniem Prawa Przyciągania? Czy jest to częścią bezpośredniego rozwiązania? To zależy od problemu.

Rozważ taki prosty przykład. Prostym ćwiczeniem z manifestacji jest spróbować zamanifestować niebieskie pióro gdzieś w swojej rzeczywistości. Podtrzymujesz intencję zobaczenia w jakimś momencie niebieskiego pióra – w przeciągu najbliższej doby. Jakie jest najbardziej bezpośrednie rozwiązanie dla tej intencji? Czy jest nim czekanie cierpliwie i pozwolenie wszechświatowi by w jakiś sposób Ci je przyniósł? Czemu nie skorzystać po prostu z wyszukiwarki obrazów Google? Znajdziesz niebieskie pióro w ciągu paru sekund. Problem rozwiązany. Następny proszę.

Wielokrotnie gdy ludzie próbują zastosować Prawo Przyciągania, jednocześnie opierają się przed wprowadzeniem najbardziej bezpośredniego rozwiązania swojego problemu. Jak dla mnie, to jest mieszana intencja. Jeżeli naprawdę pożądasz czegoś wystarczająco mocno, dlaczego u licha chciałbyś odrzucać najprostszą drogę do tego? Czy nie oznacza to, że tak naprawdę tego nie chcesz? A może nie chcesz stać się osobą, która mogłaby to dostać? Jeżeli masz już przed sobą bezpośrednie rozwiązanie, gapiące Ci się prosto w oczy, i nie wprowadzasz go, powiedziałbym, że stosujesz raczej Prawo Odrzucenia niż Prawo Przyciągania.

Sensem Prawa Przyciągania jest podtrzymać intencję by odkryć bezpośrednie rozwiązanie problemu. Gdy już znasz to rozwiązanie, Prawo Przyciągania wykonało swoją robotę. Twoją robotą jest wprowadzić rozwiązania, które przyciągnąłeś.

Kiedy trudno Ci rozwiązać jakiś problem mimo, że stosunkowo łatwo możesz określić bezpośrednie rozwiązanie, być może prawdziwy problem tkwi zupełnie w czym innym niż Ci się wydaje.

Źródło: The Most Direct Solution to Any Problem

Życie Wolne Od Celów

Przeczytałem ostatnio książkę „Goal-Free Living” („Życie Wolne Od Celów”) Stephena Shapiro. Główny powód, dla którego ją przeczytałem to to, że jestem gorącym zwolennikiem korzyści płynących z ustanawiania celów, a tytuł tej książki wyraźnie sugeruje odmienne podejście. Kiedy moja żona zapytała mnie, dlaczego czytam taką książkę, powiedziałem jej: „Czytam to, ponieważ autor prawdopodobnie nie zgadza się ze mną.”. Często wynoszę więcej z czytania książek, które prezentują filozofię różną od mojej, jako że zmuszają mnie one do przemyślenia mojego własnego stanowiska i powstrzymują przed mentalnym skostnieniem.

Przeczytawszy jednak tę książkę, myślę że tytuł jest lekkim wyolbrzymieniem względem właściwej treści, ale nie do takiego stopnia, by był mylący. Autor stwierdza jasno, że nie jest przeciwko określaniu celów w każdej sytuacji, ale ostrzega przed nadmiernym poleganiem na stawianiu celów i sugeruje, że lepiej mieć kompas dla życia, niż zaplanowaną ścieżkę. Zbyt sztywne cele, które nadmiernie wiążą, są faktycznie czymś, czego należy unikać – tak więc ja na pewno zgadzam się tutaj z autorem. Ogólnie książka mi się spodobała i zgadzam się z jej filozofią do pewnego stopnia, chociaż przesunąłbym suwak trochę z powrotem w kierunku ustanawiania celów w przeciwieństwie do życia bez celów. A to po prostu dlatego, że większość ludzi żyje w zbyt pozbawiony celów sposób i mogliby oni wykorzystać więcej skupienia i ukierunkowania w swoich życiach.

Mimo, że ja użyłbym innego języka niż autor by to opisać, myślę, że głównym problemem, na który on wskazuje, jest uwiązanie. Gdy stajesz się przywiązany do swoich sztywno ustanowionych celów, tracisz elastyczność potrzebną by adaptować się do aktualnie nadarzających się okazji, a takie podejście jest poniżej optimum. Rozwijasz coś w stylu widzenia tunelowego będąc tak skupionym na tym, czego chcesz, że stajesz się ślepy na rzeczy, które mogą być nawet lepsze. Konsekwentnie – stanie się zbyt poświęconym swoim celom może właściwie obniżyć Twoją świadomość. Jest to szczególnie prawdziwe w biznesie. Nawet akt ustanowienia celów w biznesie czy karierze może uczynić Cię ślepym na kreatywne okazje które leżą poza zakresem Twojego biznesu/kariery.

Ślepota na szanse była rzeczywiście moim problemem w pewnym czasie. Kilka lat temu byłem bardzo skupiony na swoim biznesie z grami, mając wiele jasnych celów, i to podejście z pewnością pomogło mi zbudować udany biznes. Ale byłem zbyt skupiony na celach typu wydawanie nowych produktów i osiąganie pewnego poziomu sprzedaży, i chociaż wyglądały one na bardzo wartościowe cele w tamtym czasie, sprawiały że tkwiłem na mojej ówczesnej ścieżce. Kiedy ostatecznie wyluzowałem ze swoimi celami i dałem sobie przestrzeń na życie bez określonych celów przez jakiś czas, zobaczyłem, że był to dla mnie czas na wyjście z przemysłu gier komputerowych i uruchomienie tej strony o rozwoju osobistym. I to właśnie zrobiłem. Ale aby ruszyć z tym z miejsca, musiałem przerwać realizację pewnych zadań, które były bardzo trudne do porzucenia, ponieważ zainwestowałem już w nie bardzo wiele. Teraz, kiedy znam już rozwój wydarzeń, jest dla mnie jasne, że podjąłem dobrą decyzję, ale nie była ona łatwą decyzją w tamtym czasie, ponieważ byłem zbyt przywiązany do swoich starych celów.

Niemniej jednak nie sądzę, że ślepota na okazje jest problemem dotyczącym ustanawiania celów samego w sobie, lecz raczej potencjalnego efektu ubocznego w postaci zmniejszającej się świadomości, jaki ustanawianie celów może mieć. Cele mogą pomóc rozszerzyć świadomość lub zawęzić ją. Kluczowe jest wzięcie tych pozytywnych, rozwijających świadomość korzyści nie pozwalając jednocześnie by dołączyły efekty, które ją obniżają.

Kiedy razem z żoną postawiliśmy sobie cel zakupienia domu trochę ponad rok temu, był to dla nas rozwijający cel. Otworzyło nas to na nowe możliwości, a kilka tygodni później wprowadzaliśmy się do nowego domu. Gdybyśmy nie ustanowili sobie tamtego celu (który był całkiem konkretny i miał napięty termin), nie wyobrażam sobie, jak w ogóle moglibyśmy go osiągnąć. Alternatywa wyrzucania więcej pieniędzy na wynajem nie była ani trochę pociągająca.

Innym rozwojowym celem, jaki przed sobą postawiłem, było osiągnąć poziom, na którym mam stały przypływ gotówki ze strony StevePavlina.com na poziomie 3000 dolarów miesięcznie. Był to jeden z moich wielkich celów po uruchomieniu strony. Początkowo myślałem, że osiągnę to poprzez sprzedaż produktów, ale ktoś powiedział mi o AdSense i po przetestowaniu szybko dojrzałem tu potencjał. Mój cel się nie zmienił, ale zaadaptowałem swoje plany by pasowały do nowych faktów, i osiągnąłem sukces w realizacji tego celu w ubiegłym roku.

Ale były też inne postawione przeze mnie cele, które obniżały moją świadomość. Jednym z nich było napisać książkę o prowadzeniu niezależnej firmy zajmującej się oprogramowaniem. Zacząłem pisać tę książkę mniej więcej w tym samym czasie, kiedy uruchamiałem tę stronę. Myślałem, że dochód z książki będzie mi potrzebny by pomóc utrzymać stronę w ruchu. Ale zamiast pomóc mi, tamten cel powstrzymywał mnie tylko przed poświęceniem się w pełni mojemu nowemu kierunkowi, i po kilku miesiącach anulowałem go. Byłoby dla mnie lepiej, gdybym nie stawiał sobie tego celu w ogóle. Tamten cel spoglądał w przeszłość zamiast w przyszłość.

Uważam, że stawianie sobie celów jest niezwykle cenne, ale nawet po piętnastu latach stosowania tego zwyczaju, wciąż wyróżniam nowe. Kiedy ustanawiam dobry cel, działa to cuda. Ale kiedy stawiam sobie zły cel, staje on po prostu na mojej drodze. Moje rozumienie „dobrych” celów jest takie, że służą one rozwinięciu mojej świadomości i powodują bym się sprężył, w przeciwieństwie do wiązania mnie z przeszłością czy ograniczania moich możliwości.

Są w życiu takie momenty, kiedy potrzebujemy jasnych celów, ale są też takie, gdy życie bez celów jest lepsze. Na przykład – gdy uruchomiłem tę stronę, ustanowiłem wiele jasnych celów. Niektóre z nich, jak ustalenie oczekiwanych wielkości ruchu i przychodu, naprawdę pomogły mi pozostać skupionym. Ale po osiągnięciu punktu stałego dodatniego przepływu gotówki, świadomie zdecydowałem się dać na luz ze swoimi celami i spędzić kilka miesięcy żyjąc bez celów by pozwolić aby narodziły się pewne nowe idee. Jednak gdy wyjdę już z tego okresu, powrócę znów do stawiania celów, które zapewnia większe skupienie.

Właściwe ustanawianie celów jest jak rozmowa. Potrzebujesz równowagi pomiędzy mówieniem i słuchaniem. Jeżeli mówisz cały czas, zabijasz konwersację. Jeżeli słuchasz cały czas, stajesz się biernym odbiorcą zamiast aktywnego uczestnika. Gdy zauważasz, że mówisz zbyt wiele, jest to moment, by spędzić więcej czasu na słuchaniu, które jest odpowiednikiem życia bez celów. Ale kiedy byłeś bierny dość długo, nadchodzi czas by podjąć bardziej aktywną rolę i pozwolić, by wszechświat wiedział, czego chcesz.

Przenośnia z konwersacją pasuje również do modelu intencja-manifestacja. Mówienie = ustanawianie celów = określanie intencji. Słuchanie = życie bez celów = manifestowanie. Potrzebujesz obie te strony mieć zrównoważone.

Jest czas na mówienie i czas na słuchanie, czas na ustanawianie celów i czas na życie bez nich, czas na intencje i czas na manifestację. To jest moja wersja wersetu 3.1-8 z Księgi Eklezjasty.

Skąd więc wiesz, kiedy jest właściwy czas na ustanawianie celów w opozycji do życia bez nich? Kluczem jest odkryć czy w swoim życiu jesteś w tej chwili w fazie ekspansji czy wycofania się. Aby dowiedzieć się więcej na ten temat, przeczytaj artykuł Cykle Życia.

Źródło: Goal-Free Living

Sen Polifazowy, Odcinek „Seinfelda”

Powiedziano mi, że był taki odcinek „Seinfelda”, w którym Kramer próbuje snu polifazowego. Oczywiście nie idzie mu to tak dobrze jak mi. Nie oglądałem „Seinfelda” od dłuższego czasu, ale biorąc pod uwagę jak często puszczane są powtórki, sprawdziłem, że ten konkretny odcinek jeszcze się pojawi. Pomyślałem, że zabawnie byłoby go obejrzeć, zwłaszcza odkąd mam nowe spojrzenie na sen polifazowy.

Tak dla zabawy postanowiłem wykorzystać to proste pragnienie jako wymówkę do dalszego badania siły intencji. Tak więc kiedy dziś rano odwoziłem córkę do przedszkola, wypuściłem intencję obejrzenia tego odcinka tak szybko, jak to możliwe.

Po powrocie do domu wpadłem na pomysł, by sprawdzić, jakie powtórki „Seinfelda” wychodzą w najbliższym czasie. Wszedłem na tv.yahoo.com i wyszukałem hasło „Seinfeld”, co wyświetla wszystkie programy wyświetlane w ciągu nadchodzących dwóch tygodni. Przejrzałem listę tytułów odcinków, ale te nie zawierały żadnych wskazówek. Poszukałem więc najpierw na Google informacji o tym, jaki był tytuł tego konkretnego odcinka i z łatwością ją znalazłem. Odcinek nazywa się „The Friars Club”.

Wtedy wróciłem na stronę Yahoo żeby zobaczyć, czy gdzieś w najbliższej przyszłości ten odcinek będzie wyświetlany. Zdarzyło się tak, że jest to dokładnie następny odcinek jaki będzie emitowany w mojej lokalizacji. Wyświetlą go w TBSP (Turner Broadcasting System – Pacific) dziś o szóstej po południu. Nastawiłem DVR żeby go nagrać.

Naprawdę dobrze się bawię z tym całym układem intencje-manifestacje. Jestem przez to naprawdę zwarty i gotowy.

Źródło:  Polyphasic Sleep Seinfeld Episode