Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Category: Motywacja

Jak działać, żeby dostawać same piątki?

Zaczynając liceum postanowiłem zostać piątkowym uczniem, i to mimo, że nigdy wcześniej tego nie robiłem. Wydawało się to ciekawym celem dla czternastolatka. Ponieważ w tamtym czasie moje życie obracało się wokół szkoły, doszedłem do wniosku, że może mi się to udać

Za pierwsze wypracowanie z angielskiego zarobiłem tróję z plusem. Trochę się wkurzyłem. Byłem przekonany, że dałem z siebie wszystko.

Zamiast uznać, że ta trója z plusem oznacza porażkę w dążeniu do mojego celu, postawiłem pytanie: „Dlaczego nie dostałem piątki? Jak wyglądałoby wypracowanie na piątkę?”.

Kiedykolwiek za szkolne zadanie dostawałem ocenę niższą niż pięć, pytałem zawsze: „Co powinienem zrobić inaczej, żeby dostać piątkę?”.

Kiedy nie miałem pewności, pytałem nauczyciela i uważnie słuchałem odpowiedzi. Powiedziałem nauczycielom, że chcę mieć same piątki na świadectwie i zapytałem co muszę zrobić, żeby to osiągnąć. Chętnie mi odpowiadali. Brałem sobie do serca ich porady i stosowałem się do sugestii.

Szybko przestawiłem się na sposób myślenia oraz nawyki które były konieczne, by stale otrzymywać same piątki, i trzymałem się tego przez cztery lata. Liceum skończyłem z najwyższymi honorami, wzorowymi referencjami i garścią listów o przyjęciu na najlepsze informatyczne uczelnie naukowe jak UC, Berkeley, UCLA, Caltech, Carnegie Mellon i inne.

Niespodzianką jest to, że zarabianie samych piątek wymagało prawdopodobnie mniej pracy, niż jazda na niższych ocenach. W trybie piątkowego studenta materiał opanowujesz od razu, kiedy tylko jest wprowadzany. Nie robisz sobie zaległości. Przez cały czas dbasz, by być na bieżąco z zadaniami do zrobienia.  Nie grzęźniesz w bałaganie czy dezorientacji. Jeżeli czegoś nie rozumiesz, wiedzę uzupełniasz tak szybko, jak to możliwe. Jeżeli potrzebujesz pomocy, prosisz o tę pomoc od razu. NIE robisz zaległości.

Studenci uzyskujący niższe stopnie często pracują ciężej, podchodzą do tego bowiem niechlujnie. Ulegają złym nawykom, jak robienie zadań domowych na ostatnią chwilę, pod presją. Na egzamin przychodzą zmęczeni i zestresowani, zamiast zrelaksowani i przygotowani. Nie przyswajają informacji kiedy te są im przedstawiane; starają się wkuwać je później, kiedy mają mniej czasu, presja jest większa, a obycie z tematem mniejsze. Dostają czwórki czy trójki i myślą, że tak jest OK, zamiast zająć się opanowaniem tego, co jest potrzebne do uzyskania piątki.

Dla piątkowego studenta czwórka to wpadka. Tak samo czwórka z plusem. Tak samo piątka z minusem.

Kiedy za cokolwiek dostawałem piątkę z minusem, uznawałem to za błąd. Nie robiłem sobie za to wymówek. Po prostu wciąż pytałem: „Dlaczego nie piątka? Co muszę zrobić inaczej?”.

Kiedy schrzaniłem jakiś drobiazg, coś czego nie mogłem w rozsądny sposób uniknąć, po prostu zapominałem o błędzie i szedłem dalej. Ale jeżeli byłem w stanie określić przyczynę błędu której dałoby się zapobiec, notowałem to i szukałem sposobu na odpowiednią zmianę nawyków. Weźmy dla przykładu prosty błąd arytmetyczny na sprawdzianie z matmy – w większości przypadków mogłem wybronić się przed takimi wpadkami, zaraz po zrobieniu każdego zadania powtarzając wszystkie kroki działań arytmetycznych, nie przyglądając się swojej wcześniejszej pracy. Jeżeli uzyskiwałem inne wyniki, to oczywiście musiałem gdzieś popełnić błąd i mogłem cofnąć się by go poprawić przed oddaniem sprawdzianu, zakładając że jeszcze miałem czas. Nauczyłem się też powoli korygować teksty pod względem pisowni i błędów gramatycznych oraz sprawdzać w słowniku każde słowo, którego nie byłem pewien.

Jak się ostatecznie okazało, otrzymywanie samych piątek wiązało się z serią prostych nawyków. Prace domowe odrabiałem każdego wieczora przy biurku w sypialni, zanim zabrałem się do odpalenia jakiejkolwiek gry. Jeżeli była taka możliwość, zawsze brałem dodatkowe zadania. Chętnie pomagałem innym studentom, którzy chcieli pomocy przy swoich zadaniach – częściowo dlatego, że pomagało mi to lepiej opanować materiał, a częściowo dlatego, że wyrabiałem sobie lepszą pozycję w klasie.

Rozumiem, że w ocenianie bywa bardzo swobodne. Ocenianie często może wydawać się niesprawiedliwe. Pewne ciekawe badania wykazały, że im później po posiłku nauczyciel ocenia Twoją pracę domową czy sprawdzian, tym niższa jest ocena. Nauczyciele hojniej rozdają dobre oceny, kiedy mają wyższy poziom cukru we krwi. Najlepiej więc, kiedy nauczyciel ocenia Twoją pracę zaraz po jedzeniu. A ty prawdopodobnie w większości przypadków nie masz na to wpływu.

Ale możesz też obracać nauczycielskie skłonności na swoją korzyść. Jeżeli powiesz nauczycielowi, że chcesz być prawdziwym piątkowym uczniem, zakorzeni się to gdzieś w jego umyśle. Często będzie Ci pomagać w osiągnięciu tego celu, zwłaszcza kiedy prosisz o pomoc i porady. Może on nawet decydować na Twoją korzyść w niejednoznacznych sytuacjach, oceniając coś bardziej subiektywnie kiedy wie, że Twoim poważnym celem jest uzyskanie piątki. Zazwyczaj nie będzie tego robić bez przerwy, ale korzystne nagięcie subiektywnych aspektów dzięki przeciągnięciu nauczycieli na swoją stronę nie boli.

‎Zdobywanie samych piątek wiąże się oczywiście z Twoim podejściem i wydajnością, ale też z Twoim stosunkiem do nauczycieli. Jeżeli myślisz, że nauczyciel nie może czy nie zechce obniżyć Twoich ocen z powodu problemów z Twoim podejściem, pomyśl jeszcze raz. Nauczyciel też człowiek. Nawet jeżeli świadomie nie zdaje sobie sprawy ze swoich skłonności, to skłonności te ujawnią się na podświadomym poziomie. Wielokrotnie wykazywały to statystyczne analizy wzorców oceniania u nauczycieli.

Ze względu na subiektywną naturę oceniania, zwłaszcza przy niektórych nieścisłych przedmiotach, szybko zdałem sobie sprawę, że mógłbym wzorowo wykonać całą związaną z przedmiotem pracę, a i tak nie byłbym całkowicie pewien uzyskania solidnej piątki. Ale kiedy rozwijałem i utrzymywałem pozytywne relacje z nauczycielami, piątka była dość pewna, a silna relacja dawała mi też nieco swobody. Mogłem od czasu od czasu z czymś nawalić i mimo to dostać piątkę, jeżeli nauczyciel wierzył że zrobiłem dość (albo więcej niż dość) aby ją dostać. Nauczyciele często gotowi byli wybaczyć parę błędów jeżeli widzieli, że student stara się na poważnie.

Poświęcając się uzyskiwaniu samych piątek przebudowałem swoją tożsamość w taki sposób, która pasowała do piątkowego studenta. Nie minęło wiele czasu, nim przyswoiłem sobie inne zachowania, które uważałem za odpowiednie dla studenta z samymi piątkami.

W liceum pozytywne relacje z nauczycielami rozwijałem wykazując większe zainteresowanie przedmiotami, których uczyli, co w końcu było ich pracą. Nawet, jeżeli dostawałem już piątki, prosiłem o więcej informacji na najbardziej interesujące mnie tematy. Wykazywałem się ciekawością uczenia się więcej ponad to, czego uczono w klasie. Pytałem nauczycieli nad czym jeszcze pracowali i czy mogliby czymś z tego ze mną się podzielić. Kręciłem w okolicy się po zajęciach i wygłupiałem się. Czasami dołączałem do kół naukowych, w które zaangażowani byli nauczyciele. Nie robiłem tego z zamiarem manipulacji ani z każdym z nauczycieli. Robiłem tak tylko kiedy byłem autentycznie ciekaw.

W konsekwencji zaproszony zostałem do wzięcia udziału w paru innych wydarzeniach naukowych, o których innych studentów nie informowano. Bywałem na specjalnych wycieczkach w teren, jak na przykład do laboratoriów napędu odrzutowego w Pasadenie w Kalifornii. Dawano mi dostęp do dodatkowych źródeł jak książki i oprogramowanie. Zapraszano mnie do wzięcia udziału w kursie na poziomie uniwersyteckim na USC, kiedy byłem jeszcze w liceum, dzięki czemu uzyskałem zaliczenie przedmiotu akademickiego. Zaproponowano mi też rolę kapitana pierwszej akademickiej drużyny w dziesięcioboju.

Sami ustanawiamy swoje standardy. Jeżeli czwórki Ci wystarczają, to Twój wybór. Ale tak wiele najwyborniejszych okazji w życiu zarezerwowanych jest dla tych najskuteczniejszych osób, które stale dążą do doskonałości. Ludzie ci uzyskują niekończący się strumień pozytywnych zaproszeń.

Uzyskiwanie samych piątek wcale nie wymaga więcej pracy. Wymaga innego sposobu myślenia i innego zestawu nawyków, ale wiąże się to właściwie z mniejszą ilością pracy, zwłaszcza, kiedy spojrzeć w długoterminowej perspektywie. Jeżeli na wczesnym etapie życia będziesz uzyskiwać same piątki, zdobędziesz wiedzę i umiejętności, na których będziesz mógł oprzeć się później. Nie zawsze wiesz, jaką rolę odegrają te umiejętności.

Mogłem uznać, że nie potrzebuję być dobry w pisaniu czy gramatyce bo już w liceum wiedziałem, że celuję ku karierze technicznej. Nie mogłem przewidzieć, że ostatecznie będę wspaniale zarabiał na życie na pisaniu i przemawianiu. W czasach mojej edukacji nie istniało coś takiego jak blogowanie. Ale jestem głęboko wdzięczny, że wcześniejszy „ja” poświęcił się tak poważnie tym podstawowym umiejętnościom. Wyposażył mnie on w pewne cenne zwyczaje, które służą mi dobrze po dziś dzień. Gdyby poprzestał na trójach z plusem, położył by na mnie brzemię późniejszej konieczności ponownej nauki pisania lub zadowolenia się słabymi umiejętnościami w tym zakresie.

Nawet jeżeli w tej chwili nie jesteś w szkole, to życie samo w sobie jest szkołą. Wciąż jesteś oceniany. Twoimi ocenami są efekty, jakie uzyskujesz. Życie Cię ocenia.

Jesteś zadowolony ze swoich aktualnych ocen? A może czujesz, że nie wykorzystujesz w pełni swojego potencjału? Jakiego rodzaju wyzwanie na dziś byłoby odpowiednikiem samych piątek? Co będzie potrzebne by wybić się na czoło w swojej klasie, by stać się jednym z najskuteczniejszych wśród rówieśników i by rozwinąć pozytywne relacje z mentorami i by się od nich uczyć?

Jaka jest dziś Twoja wizja osobistej doskonałości?

Kiedy już określisz swój dzisiejszy standard „samych piątek”, poświęć się mu. Kiedykolwiek nie do końca Ci się coś uda, zawsze pytaj: „Co muszę zrobić, żeby dostać tu piątkę?”. Następnie zrób to, co konieczne, by tę piątkę mieć.

Ponadto stale myśl o sobie jako o piątkowym studencie. To nie jest ktoś inny. To Ty. To Tobie się powodzi, to Ty działasz, to Ty poświęcasz się osobistej doskonałości.

Źródło: How to Earn Straight A’s

Nawyk osiągania celu

Kiedykolwiek ustanawiasz nowy cel, mało prawdopodobne jest, że go osiągniesz – o ile Twoje nawyki tego nie wspierają. Jeżeli obrany cel koliduje z Twoimi aktualnymi nawykami, będziesz musiał je zmienić, żeby osiągnąć wybrany cel.

Przyjmijmy, że postawiłeś sobie za cel napisać książkę – ale nie masz jeszcze nawyku regularnego pisania (idealnie – codziennie). Najprawdopodobniej nigdy nie ukończysz książki. Ten cel będzie po prostu latami tkwił na Twojej liście „rzeczy do zrobienia”.

Załóżmy, że przyjąłeś cel rzucenia pracy i uruchomienia własnego biznesu internetowego, ale nie masz zwyczaju rozwijania stron internetowych. Osiągnięcie tego celu również będzie mało prawdopodobne. Pozostanie po prostu fantazją, przesłonioną nawykiem pokazywania się w pracy każdego dnia.

Zidentyfikuj nawyki wspierające Twoje cele

Kiedy stawiasz sobie nowy cel, pomyśl o nawykach, które pozwoliłyby Ci wrzucić jego realizację na autopilota, co w efekcie właściwie załatwi sprawę.

Najlepiej jest myśleć w kategoriach codziennych nawyków, zwłaszcza kiedy chodzi o duże cele. Codzienne nawyki łatwiej jest wdrożyć niż te o mniejszej częstotliwości. (Aby dowiedzieć się więcej o skutecznym wprowadzaniu nieregularnych nawyków, zajrzyj do artykułu „Jak Utrzymać Nie-Całkiem-Codzienne Nawyki”.)

Mądrze jest też myśleć w kategoriach prostych nawyków, a nie tych niezwykle skomplikowanych. Proste nawyki łatwiej jest wprowadzić i utrzymać. Złożoności zawsze możesz dodać później, a najpierw skup się na skutecznym wprowadzeniu prostego nawyku.

Jeśli jednym z Twoich celów jest napisać książkę, prostym codziennym nawykiem byłoby pracować nad nią przynajmniej przez godzinę dziennie. Jeżeli jesteś w stanie wprowadzić i utrzymać taki nawyk, ukończenie książki jest praktycznie załatwioną sprawą. Nawet jeżeli piszesz tylko w dni robocze i dajesz sobie dwa tygodnie wolnego, to wciąż będzie 250 godzin rocznie które zainwestujesz w swoją książkę. Taka prosta dyscyplina wystarczy, by zbudować karierę profesjonalnego pisarza.

Zadaj sobie takie pytanie: jaki codzienny nawyk sprawiłby, że realizacja tego celu byłaby załatwioną sprawą? Odpowiedź na to pytanie pokaże Ci, jakie nawyki wprowadzić. Jeżeli możesz uwarunkować i utrzymać te nawyki, z dużą dozą prawdopodobieństwa osiągniesz swój cel. To tylko kwestia czasu.

Bądź konkretny

Uczyń swoje nawyki konkretnymi. Określ kiedy, gdzie i jak je wprowadzisz. Nie zostawiaj niczego przypadkowi.

Jeżeli zamierzasz ćwiczyć codziennie by wesprzeć swój cel zrzucenia wagi, określ kiedy będziesz ćwiczył i jak długo, gdzie zamierzasz ćwiczyć i jakiego typu ćwiczenia wykonasz. Ćwiczenie jogi w Twoim salonie od godziny 16 do 16:45 każdego dnia to konkretny nawyk. Dopisanie „pójść na siłownię” do jutrzejszej listy rzeczy do zrobienia nie jest konkretnym nawykiem.

Jedną z najbardziej podstawowych właściwości nawyku jest czas. Aby wprowadzić nowy nawyk, musisz poświęcić czas. Wykrój wyznaczony blok czasu który spędzisz nad swoim nowym nawykiem. Nawet, jeżeli nawyk nie wymaga żadnego dodatkowego czasu by go utrzymać, jak na przykład nawyk nieobgryzania paznokci, to i tak będziesz musiał poświęcić czas by ten nawyk uwarunkować.

Zacznij z 30-dniową próbą

Użyj metody 30-dniowej próby by ruszyć z kopyta z nowym nawykiem. Ta metoda ma wysoki współczynnik powodzenia i może być dostosowana do właściwie dowolnego nawyku, jaki chciałbyś sobie wyrobić. (Więcej na ten temat znajdziesz w artykule „30 dni do sukcesu”.)

Skup się na osiągnięciu perfekcyjnej realizacji Twojego nawyku przez 30 kolejnych dni. Nie martw się o Dzień 31. Jeżeli dasz radę realizować swój plan przez 30 dni, zazwyczaj możesz kontynuować z tego punktu, bo nawyk będzie już na autopilocie.

Nawet, jeżeli później wypadniesz z rytmu, będzie Ci też łatwiej ponownie wprowadzić nawyk, gdy wcześniej ukończyłeś już realizację 30 dni stosowania go bez przerwy. A na koniec – zaczynając od nowa, będziesz wiedział, że jesteś w stanie zrobić to przez 30 dni i więcej, bo zrobiłeś to już wcześniej.

Eliminuj zakłócenia

Niszcz wszelkie przeszkody, jakie mogą zakłócać działanie Twojego nowego nawyku. Usuń ze swojego planu dnia zadania których realizacja kolidowałaby z czasem, jaki przeznaczyłeś na swój nawyk.

Poinformuj innych ludzi, że ten czas jest święty i że NIE MAJĄ oni pozwolenia na przeszkadzanie Ci wtedy.

Upewnij się, że masz wszelkie wyposażenie i zasoby, jakich będziesz potrzebować do wprowadzenia nawyku. Nie chcesz rozpocząć Dnia 1 z górami entuzjazmu tylko po to, by odkryć że brakuje Ci czegoś ważnego i nie możesz kontynuować.

Daj sobie każdą przewagę, jaką możesz – zanim zaczniesz. Przeczytaj artykuł „Zmiana nawyku jest jak szachy”, aby upewnić się, że uwzględniasz otwarcie, grę środkową i końcową zmiany nawyku. Nie wpadnij w pułapkę strzelenia sobie szewskiego mata i postawienia siebie na niekorzystnej pozycji od Dnia 1.

Określ nawyki wspierające

Poświęć czas na określenie wszelkich wspierających nawyków, które pomogą Twojemu głównemu nawykowi, w ten sposób wspierając również Twój główny cel.

Na przykład – jeżeli chcesz zmienić codzienne nawyki żywieniowe, będziesz też potrzebował zmienić swoje nawyki robienia zakupów, by mieć pewność, że stale kupujesz odpowiednie jedzenie. Jest to szczególnie ważne, jeżeli do nowej diety chcesz wprowadzić wiele świeżych produktów.

Inny przykład: jeżeli chcesz zbudować popularny blog, pisanie jest ważnym codziennym nawykiem, ale dla optymalnych rezultatów mógłbyś też przyjąć, że każdego dnia poświęcisz czas na promowanie bloga. Jest to szczególnie ważne, gdy dopiero zaczynasz i praktycznie nikt nie wie o Twoim blogu.

Pracuj nad wprowadzeniem swojego głównego nawyku i wszelkich niezbędnych wspierających nawyków jednocześnie. Jeżeli to za dużo do opanowania, to najpierw wprowadź nawyki wspierające. Możesz rozprawić się z nimi jeden po drugim, korzystając kolejno z 30 dniowych prób, jeżeli tak zechcesz. Gdy wspierające nawyki są już na swoich miejscach, wtedy zaatakuj główny nawyk.

Mógłbyś na przykład wprowadzić sobie nawyk uzupełniania spiżarni zdrowym jedzeniem w każde wtorkowe popołudnie. Następnie mógłbyś wprowadzić nawyk przyrządzania posiłków codziennie (by ograniczyć chęć jedzenia na mieście). I ostatecznie, mógłbyś wprowadzić nawyk zmieniania swojej diety jakkolwiek chciałbyś, żeby wyglądała. Ten prosty postęp może przeobrazić się w zestaw wspierających nawyków, które pomogą Ci osiągnąć cel zrzucenia wagi i poprawienia ogólnego stanu zdrowia.

Zadeklaruj się publicznie

Jeżeli potrzebujesz dodatkowego bodźca by dać sobie radę z 30-dniową próbą, wciągnij do pomocy innych ludzi. Ogłoś publicznie swój nowy nawyk. Notuj swoje postępy, a będzie trudniej przerwać próbę.

Wiele osób ogłasza swoje najnowsze 30-dniowe próby na naszym forum dyskusyjnym. Niektórzy publikują również codzienne aktualizacje by dać innym znać o swoich postępach. To jest świetny pomysł, bo zwiększa poczucie odpowiedzialności. Masz mniejsze szanse by się poddać kiedy wiesz, że inni czekają na informacje o Twoich postępach.

Jeżeli to nie wystarczy, złóż obietnicę lub załóż się z kimś – ze znaczącymi konsekwencjami w przypadku przegranej. Dodaj do mikstury trochę bólu aby upewnić się, że dasz z siebie wszystko dla przejścia próby. Tego typu pozytywny stres może być bardzo motywujący, zwłaszcza gdy uważasz się za osobę w pewien sposób leniwą.

Cele w nawyki – osobisty przykład

Jednym z moich głównych zawodowych celów na ten rok jest zbudowanie i opublikowanie linii produktów informacyjnych do pobrania, na różne tematy związane z rozwojem osobistym.

Jest to duży cel, który będzie wymagał znacznej inwestycji czasu. Niestety – mój aktualny sposób pracy nie wspiera tego celu w najmniejszym stopniu.

Mam mnóstwo doświadczenia w internetowej sprzedaży produktów informacyjnych. Kiedyś przez kilka lat sprzedawałem gdy komputerowe do pobrania, tak więc mam już wiedzę jak tworzyć i publikować produkty informacyjne. Pamiętam codzienny rytm, którego doświadczałem podczas rozwijania i wypuszczania nowych gier: było to bardzo różne od mojej aktualnej listy zajęć w pracy, która koncentruje się na natychmiastowym publikowaniu treści o wiele mniejszej objętości.

Osiągnięcie tego celu wymaga ode mnie zainwestowania poważnej ilości czasu i energii w rozwijanie produktu. Ale do teraz nie byłem na odpowiedniej pozycji do wprowadzenia niezbędnych nawyków, których potrzebuję by ten cel stał się rzeczywistością. Udało mi się oczywiście napisać książkę, ale to była jednorazowa publikacja, a nie kompleta linia produktów.

Poczynając od tego tygodnia, zamierzam poświęcać w każdym dniu roboczym kilka godzin na rozwijanie nowych produktów informacyjnych. Na początek planuję stworzyć program audio do pobrania. Chciałbym też napisać więcej książek, ale zamierzam wypuścić najpierw przynajmniej jeden program audio.

Aby osiągnąć ten cel, muszę radykalnie zmienić moje codzienne nawyki. Oto kilka zmian, które wprowadzam:

nadal wstaję o piątej rano, ale zamiast iść najpierw na siłownię, idę prosto do swojego gabinetu żeby rozpocząć dzień pracy. Przeglądam moje cele i plany, i zabieram się do pracy nad zadaniami związanymi z rozwojem produktu najpóźniej o 5:30 każdego dnia roboczego.

Poświęcam każdy roboczy poranek na rozwój produktów, pracując aż do pory obiadowej. Zazwyczaj wypada ona u mnie około godziny 13, więc – wliczając kilka przerw – daje mi to 6-7 godzin solidnej codziennej pracy nad rozwojem produktów. Jeżeli poczuję się wypalony, mogę zawsze obciąć parę godzin z tej pracy czy wziąć parę dni wolnego w miarę potrzeby.

Poświęcam godzinę dziennie na pisanie i edycję nowych postów na blogu. Mogę pisać częściej krótkie posty, albo dłuższe rzadziej. Przystosowanie się do krótszych sesji pisania będzie poważną zmianą w moim rytmie blogowania.

Ograniczam czas, który spędzam na zwykłej komunikacji do maksymalnie 60 minut dziennie, włączając w to maile, fora, rozmowy telefoniczne itd. Zajmuję się tym popołudniami.

Ćwiczę wczesnym popołudniem, po pracy, a przed jedzeniem. Preferuję ćwiczenia, które mogę zrobić w domu, bez wychodzenia na siłownię. To oszczędza czas dojazdu.

Sprawy domowe załatwiam w tygodniu, wieczorami, około ósmej (zwłaszcza we wtorki). Sklepy są wtedy mniej zatłoczone, ponieważ ludzie są w domach i oglądają telewizję. Ten zwyczaj oszczędza mi na typowych zakupach około pół godziny – w porównaniu do robienia takich samych zakupów w weekend.

Wprowadzenie tych nowych nawyków wspierających osiągnięcie mojego celu może zająć mi trochę czasu, ale kiedy będą już wdrożone do działania, będę w stanie rozwijać nowe produkty w stałym rytmie, bardzo podobnym do rytmu blogowania, który pozwolił mi pisać setki nowych artykułów rok po roku.

Dzięki temu, że odzyskuję czas z mojego planu dnia, mam więcej tego czasu, a zwłaszcza więcej kreatywnej energii do zainwestowania w rozwój produktów informacyjnych. Mogę nadal publikować liczne darmowe treści, takie jak artykuły, podcasty i newslettery, ale zachowam bardziej złożony przekaz dla uporządkowanych produktów.

Blogowanie jest świetnym środkiem do wyrażania pewnych pomysłów, ale jest słabe jeśli chodzi o zajmowanie się tematami zbyt dużymi czy skomplikowanymi. To jest właśnie jedna z przyczyn, dla których zdecydowałem się napisać książkę „Rozwój osobisty człowieka rozumnego”. Napisanie książki pozwoliło mi wyjaśnić podstawy rozwoju osobistego o wiele głębiej niż mógłbym to zrobić przy pomocy garści artykułów czy podcastów. I ostatecznie – byłem w stanie podzielić się pełnym obrazem, zamiast skupiania się zawsze nad pojedynczymi fragmentami. Byłem zachwycony końcowym rezultatem, podobnie jak ogromna większość recenzentów książki, więc zachęciło mnie to do rozwinięcia większej ilości produktów.

Inne tematy, które w lepszy sposób da się przedstawić w pełnowartościowych produktach zamiast w artykułach na blogu czy podcastach, to między innymi: zarządzanie czasem, rzeczywistość subiektywna, biegunowość, Prawo Przyciągania, dieta oparta na surowych produktach, poliamoria i sen polifazowy. Te tematy są na tyle skomplikowane, że artykuł czy seria artykułów nigdy nie obejmie ich wystarczająco.

Erin też interesuje się stworzeniem i opublikowaniem własnych produktów informacyjnych. Prawdę mówiąc, w ubiegłym tygodniu założyliśmy się, które z nas pierwsze wyda nowy produkt. To jest sytuacja wygrana-wygrana, ponieważ nasi wspólni czytelnicy skorzystają z wydania nowego produktu od któregokolwiek z nas, i oczywiście nasza rodzina będzie się również cieszyć – z dodatkowego przychodu. Nie podzielę się dokładnymi szczegółami zakładu (jest dość pokręcony), ale dość powiedzieć, że jestem bardzo zmotywowany by wygrać.

Jakie nowe cele możesz osiągnąć, wprowadzając kilka prostych codziennych nawyków?

Źródło: Goals Into Habits

Jak ustanawiać cele, które rzeczywiście osiągniesz?

Co takiego sprawia, że nie udaje nam się osiągać założonych celów z przyjemnością? Przede wszystkim ich niewłaściwy dobór. Taki problem pojawia się ze względu na to, że ludzie nienajlepiej pojmują naturę czasu. Rozważając dany cel często martwią się koniecznością zaangażowania na dłużej. Na przykład: jeżeli teraz otworzę własną firmę, mogą minąć całe lata zanim zacznie ona przynosić dochody. Albo: mam taką nadwagę, że wyrobienie odpowiedniej figury może zająć lata. Czy – jeżeli przerwę ten niezbyt dobry dla mnie związek, mogą minąć lata nim znów stanę na nogi. Tego typu myśli są oczywiście demotywujące, a co ważniejsze – wskazują na zupełne niezrozumienie natury czasu.

Cenimy swój czas, więc naturalnie staramy się korzystnie nim rozporządzać. Chcemy też cieszyć się chwilą obecną. W konsekwencji niechętnie przyjmujemy takie cele, których osiągnięcie może potrwać bardzo długo. Któż chce harować latami, z nadzieją że może kiedyś przyjdzie „lepsze jutro”? Większości z nas po prostu brakuje dyscypliny do realizacji takiego przedsięwzięcia – nawet jeżeli  na końcu tęczy rzeczywiście leży garnek złota. Nie o dyscyplinę tu jednak chodzi. Problemem jest błędne pojmowanie czasu.

Mamy skłonność do myślenia o czasie jak o zasobie, którym dysponujemy tak samo, jak na przykład pieniędzmi. Wykonanie jednogodzinnego zadania oznacza wydanie na nie jednej godziny. Jak więc wydajesz swój dzień? Jak zainwestujesz czas w ciągu następnych wakacji? A przez resztę roku? Czas to pieniądz, zasób jednorazowego użytku.

To jest jednak głupi i nietrafiony sposób myślenia o min. Czas nie jest zasobem. Nie możesz wydawać czasu. Czas wydaje się sam. Nie masz w tej kwestii nic do gadania. Czego byś nie robił, czas tak czy inaczej będzie upływał. Nieważne, czy przez następnych pięć lat zajmiesz się tą czy inną rzeczą. Tych pięć lat minie i tak.

Tak naprawdę nigdy nie znajdujesz się w przeszłości czy przyszłości. Istniejesz tylko w chwili obecnej. Nawet, jeżeli pamiętasz przeszłość czy wyobrażasz sobie przyszłość, te myśli i tak istnieją w teraźniejszości. Wszystko, co masz – to właśnie ten moment. I to jest wszystko, co kiedykolwiek będziesz miał. Nie możesz kontrolować upływu czasu, ale masz wpływ na kierowanie swojej uwagi w chwili obecnej. To wszystko. Nie przeszłość, nie przyszłość, tylko właśnie ta chwila.

Więc jeżeli istnieje tylko chwila obecna, to jaki sens ma rozważanie długoterminowych celów? Jak właściwie masz cokolwiek osiągnąć?

Po pierwsze, zrozum, że wszelkie osiągnięcia mogą zaistnieć jedynie w chwili obecnej, i tylko w chwili obecnej możesz się tymi osiągnięciami cieszyć. Nie możesz niczego osiągnąć ani niczym się cieszyć w przeszłości czy przyszłości, bo nigdy Cię tam nie ma. Oczywiste, no nie? Lecz ludzie zbyt często niewłaściwie się z tym faktem obchodzą. Bardzo ciężko jest osiągnąć cel oparty na nietrafnym modelu rzeczywistości – droga do niego to gwarancja ciągłej, uciążliwej walki.

Wartość ustanawiania celów nie polega na kontrolowaniu przyszłości. To byłoby bezsensowne, ponieważ przyszłość istnieje tylko w Twojej wyobraźni. Jedyna wartość ustanawiania celów kryje się w tym, że poprawia się jakość Twojej chwili obecnej. Odpowiedni cel może na przykład sprawić, że lepiej się w tej chwili skupisz. Kiedy ustanawiasz cel, rozważaj w jaki sposób polepsza Twoją bieżącą rzeczywistość. Jeżeli wybranie jakiegoś celu nie wywołuje pozytywnych efektów już w chwili obecnej, to jest on bezsensowny, a Ty możesz równie dobrze od razu o nim zapomnieć. Ale jeżeli odczuwasz większą jasność, skupienie i motywację kiedy tylko o nim pomyślisz – to masz coś, czego warto się trzymać.

Wiele osób ustanawia cele, a następnie wybiera taką drogę do nich, która wymaga cierpienia i poświęceń – recepta na porażkę. Lepszy pomysł jest taki, żeby ustanowić cel i obserwować, jakie efekty daje on w dniu dzisiejszym. Ustanawiaj cele, które owocują pozytywnymi efektami zawsze kiedy o nich myślisz, na długo przed pojawieniem się właściwych rezultatów. Traktuj ustanawianie celów jako sposób na polepszenie swojej bieżącej rzeczywistości, a nie na kontrolowanie przyszłości.

Przyjmijmy, że obierasz sobie za cel otwarcie własnej firmy. Wyobrażasz sobie pewien moment w przyszłości, kiedy cieszysz się byciem swoim własnym szefem, robieniem tego, co kochasz, i zarabianiem dużych pieniędzy. Nic w tym złego. Następnie myślisz ile będzie z tym pracy, o ryzyku na jakie się wystawisz – i o innych zniechęcających kwestiach. Porzuciłeś teraźniejszość i rozwodzisz się nad przyszłością, która jest tylko iluzją. Wróć do chwili obecnej i zdaj sobie sprawę, że nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Wymyślasz je tylko. Jakże głupie jest wymyślanie rzeczy, których nawet nie chcesz! A Twoja wyobraźnia tak czy inaczej nie jest bezbłędnym jasnowidzem.

Teraz spróbuj tego: pomyśl o otworzeniu własnej firmy i wyobraź sobie, jak świetnie będzie, gdy wszystko pójdzie gładko. Pozostań w teraźniejszości i rozważ, jak ten cel może podnieść jakość Twojego życia właśnie teraz. Nie za rok. Nie za pięć lat. Nawet nie jutro. Właśnie teraz, w tej dokładnie minucie. Jak działa dla Ciebie cel otworzenia własnej firmy – właśnie tu i teraz? Daje Ci nadzieję? Inspiruje Cię? Obiecuje rozwiązanie Twoich aktualnych problemów? Pozwól tym myślom zawirować przez chwilę w Twojej świadomości. Rozważ, jak cel otworzenia swojej własnej firmy polepsza Twoje życie właśnie teraz. I oczywiście – jeżeli nie widzisz żadnego postępu, zostaw ten cel i rozważ inny.

Pomyśl o paru celach, jakie mógłbyś przed sobą postawić, gdyby nie skupianie się na wyimaginowanych przeszkodach. Czy chcesz zrzucić parę kilogramów? Cieszyć się nowym związkiem? Bardziej satysfakcjonującą karierą? Przestań wyobrażać sobie złe wieści i nieszczęścia na drodze do celu i po prostu skup się na tym, jak każdy z tych pomysłów może polepszyć Twoją aktualną rzeczywistość. Co daje Ci właśnie teraz myśl o dobrej kondycji fizycznej? Co daje Ci właśnie teraz myśl o znalezieniu drugiej połówki? Co daje Ci właśnie teraz myśl o satysfakcjonującej karierze?

Myśląc jak Twoje cele polepszają aktualną rzeczywistość, poczujesz w końcu motywację do działania. Jednocześnie zaczniesz przyciągać zasoby, które pomogą Ci je osiągnąć. Nie potrzeba się zmuszać – odkryjesz, że w naturalny sposób ciągnie Cię do działania, dopóki tylko pilnujesz by skupiać się na teraźniejszości. Kiedy myślisz o celu w sposób, który od razu budzi Twoją motywację, to naturalne że zaczniesz podejmować stosowne działania.

Kiedy ustanawiasz cele, które podnoszą jakość Twojej aktualnej rzeczywistości, to cóż z tego ile czasu zajmie osiągnięcie ostatecznego rezultatu? Czy zajmie to tydzień, czy pięć lat – nieistotne. Cała droga to radość i zabawa. Co ważniejsze, czujesz się szczęśliwy i spełniony właśnie teraz. Dzięki temu chętniej podejmujesz przyjemne działania, więc jesteś też bardziej produktywny.

Do dowolnego celu możesz wyobrażać sobie drogę pełną poświęceń i cierpienia, skupiając się na iluzji przyszłości, albo też możesz pozwolić, by ten cel wywołał w aktualnej rzeczywistości zastrzyk nowej nadziei, entuzjazmu i motywacji. Nawet, jeżeli wygląda to jak ustanawianie celów na przyszłość, to tak naprawdę mowa o teraźniejszości. Im lepiej to zrozumiesz, tym łatwiej i przyjemniej osiągniesz swoje cele.

Jeżeli przyswoisz sobie ten sposób myślenia, to zauważysz że ustanawiasz cele innego typu. Rozmiar i zasięg celu przestanie mieć znaczenie. Najważniejszym czynnikiem będzie to, jaki efekt dany cel wywiera na chwilę obecną kiedy o nim myślisz. Jak już rzeczywiście załapiesz tę koncepcję, w miejsce zbioru niezwiązanych ze sobą celów i priorytetów zaczniesz budować misję na całe życie. Nie ma nawet znaczenia, czy tę misję da się zrealizować w czasie Twojego życia. Co się liczy, to wpływ jaki wywiera na Twoją bieżącą rzeczywistość. Więc przyjmuj sobie spokojnie naprawdę wielką misję, nawet taką, jaka może być niewykonalna w Twoim życiu, o ile tylko misja ta inspiruje Cię i motywuje. Jeżeli misja jest tak poważna, że pozbawia Cię sił, porzuć ją. Ale kiedy naprawdę Cię inspiruje, podążaj za nią.

Zalecam, byś zapomniał o systemach celów typu „W.A.R.T.O”. W.A.R.T.O. = wartościowe, ambitne, realne, terminowe, określone ilościowo (istnieją różne wariacje na ten temat). Takie model może brzmią inteligentnie, ale opierają się na nietrafnym pojmowaniu czasu. Zamiast myśleć o swoich celach jako o umocowanych czasowo projektach, rozważaj każdy cel w świetle efektu wywieranego na aktualnej rzeczywistości.

Wiem, że to zupełnie inny sposób myślenia o celach. To całkiem naturalne, że możesz mieć pewne opory przed nim, zwłaszcza jeżeli model umocowanego czasowo ustanawiania celów jest głęboko zakorzeniony w Twoim myśleniu. Zadaj więc sobie takie pytanie: jak dobrze działa dla Ciebie aktualny sposób ustanawiania celów? W skali od 1 do 10 – jak oceniłbyś swoją skuteczność w ustanawianiu i osiąganiu znaczących celów? Byłbym zaskoczony, gdybyś był powyżej 5. Zmuszanie siebie do stania się lepszym to nie jest rozwiązanie. Cały ten wzorzec jest przede wszystkim wadliwy. To tak jakby próbować pchać wózek z kwadratowymi kółkami. Nie potrzebujesz pchać mocniej – potrzebujesz wózka z okrągłymi kółkami. Wózek z kwadratowymi kółkami wygląda naprawdę zgrabnie, a z kiedy spojrzeć z pewnej perspektywy, to wydaje się, że powinien funkcjonować w porządku. Ale rzeczywistość sama w sobie jest ostatecznym sędzią.

Źródło: How to Set Goals You Will Actually Achieve

Skończyć studia w 3 semestry – 10 porad dla studentów

Po napisaniu artykułu o zarządzaniu czasem pt. „Zrób to teraz”, który oparty był na moich doświadczeniach z ukończenia dwóch fakultetów w trzy semestry, otrzymałem wiele dodatkowych pytań od studentów. Oto 10 rad przygotowanych, żeby pomóc Ci stworzyć produktywną i niezapomnianą studencką przygodę… a przede wszystkim, żebyś intensywnie wykorzystał ten okres Twojego życia.

1. Odpowiedz sobie na pytanie: „Dlaczego idę na studia?”

Wielu studentów naprawdę nie ma jasnego powodu by tam być, poza tym, że lepszego pomysłu nie mają. Zapożyczają od rodziny i rówieśników takie cele, ale nie są to ich własne marzenia.  Właśnie w ten sposób ja zacząłem studia. Ty też?

Jak już wcześniej wspominałem tu na blogu, sprawa z „trzema semestrami” to nie był mój pierwszy raz na studiach. Wcześniej poszedłem na uniwersytet bez odpowiedniego podejścia do zjawienia się tam. W szkole średniej byłem uczniem jadącym na samych piątkach, przewodniczącym klubu matematycznego i kapitanem akademickiej drużyny dziesięcioboistów. Siła rozpędu ciągnęła mnie do przodu – i choć nigdy naprawdę nie zastanowiłem się czy tego właśnie chcę, znalazłem się w sytuacji, gdzie przede mną były kolejne cztery lata szkoły. Wtedy wyglądało to na dobry pomysł, ale po prostu wkładałem w to serca. Konsekwentnie sabotowałem siebie na wielką skalę. Porzuciłem zajęcia i zacząłem „kształcić się” w zakresie imprez i alkoholu. Najwidoczniej ktoś w dziekanacie był uprzedzony wobec studentów ze średnią w okolicach zera, bo wkrótce wyleciałem.

Tamto doświadczenie nieźle mnie zdezorientowało. Byłem zupełnie zdołowany przez jakieś pół roku, kiedy to głównie grałem na komputerze. Ostatecznie, w próbie powrotu na ziemię, zacząłem pracować w sprzedaży detalicznej i starałem się usunąć się w cień, w tym czasie próbując „odnaleźć siebie”. To właśnie wtedy zaczęło się budzić moje zainteresowanie rozwojem osobistym, co konkretnie się opłaciło. Rok później byłem gotów do powrotu na studia i zacząłem od nowa. Tyle, że tym razem wiedziałem, po co tam jestem. Chciałem być programistą, i chciałem uzyskać tytuł z informatyki (później dodałem jeszcze matematykę). Ale to nie było wszystko. Wiedziałem, że jestem w stanie osiągnąć o wiele więcej i chciałem się wybić. Chciałem stworzyć najbogatsze doświadczenie, na jakie było mnie stać. W moim przypadku oznaczało to naprawdę napięty harmonogram.

Twoje cele związane ze studiami będą prawdopodobnie inne niż moje. Jakie to cele? Dlaczego tam jesteś? Jeżeli nie wiesz – przez „wiesz” rozumiem, że naprawdę to czujesz – to nie masz centralnego punktu Twojego doświadczenia. Równie dobrze wcale mogłoby Cię tam nie być. Co jest doświadczeniem, które brzmi prawdziwie dla Ciebie? Czego chcesz się tam nauczyć? Czego chcesz doświadczyć?

2. Wyobraź sobie swoje idealne studenckie przeżycie

Kiedy już określisz konkretnie po co idziesz na studia, wyobraź sobie idealny tego rezultat. Pozwól, by wynikało to z przyczyny Twojego tam pobytu. Czy już zacząłeś studia, czy nie, zatrzymaj się i po prostu zapisz parę cech swojego idealnego przeżycia. Opisz to tak dokładnie, jak potrafisz.

Zanim ja wróciłem do szkoły, spędziłem całe godziny wyobrażając sobie przeżycie, jakiego chciałem doświadczyć. Widziałem siebie poddanego wyzwaniom, ale radzącego sobie z tym łatwo i bez nerwów. Widziałem siebie zdobywającego nowych przyjaciół. Widziałem siebie naprawdę świetnie się bawiącego. Przede wszystkim wyobrażałem sobie bardzo zrównoważone doznania – mieszaninę studiów, aktywności, towarzystwa i zabawy. Słowem, którego używałem, było „bogactwo”.

To był naprawdę ważny krok. Wtedy nie rozumiałem mechanizmu, ale wstępnie programowałem siebie na powodzenie. Kiedykolwiek napotykałem przeszkody, moja idealna wizja była tak bardzo pociągająca, że zawsze byłem w stanie znaleźć sposób, by dostać to czego chciałem. Stałem się współtwórcą swojego przeżycia zamiast być jego bierną ofiarą.

Wizualizacja pozwala Ci popełniać błędy „z góry”. Jeżeli nie możesz stworzyć jasnej wizualizacji, Twoje przeżycia będą równie niewyraźne. Ulepszaj swoją wizualizację dopóki nie zacznie Cię inspirować.

W prawdziwym życiu oczywiście ziści się to inaczej niż sobie wyobrażasz. Sensem wizualizacji nie jest przewidywanie przyszłości czy ograniczenie swojej wolności wyboru później. Sensem jest zapewnienie Ci większej jasności co do decyzji podejmowanych w tej chwili. Twoja idealne, dopracowane wyobrażenie służy za mapę, która poprowadzi Cię przez zatrzęsienie możliwości.

3. Uczęszczaj na co najmniej jedne dodatkowe zajęcia w każdym semestrze

Studenci uczeni są, że 12-15 godzin tygodniowo to „pełny” plan, ale tak lekki plan na pewno nie jest pełny. Osoba pracująca na pełnym etacie poświęca na pracę 40 i więcej godzin tygodniowo, a studenci cieszą się wszelkimi możliwymi wolnymi dniami (plus przerwa wiosenna, ferie zimowe i letnie wakacje). Jeżeli zamierzasz spędzić na studiach cztery czy więcej lat, weź dodatkowe kierunki albo pracuj na boku. Nie daj się przekonać, że masz poruszać się w ślimaczym tempie ot, bo wszyscy tak robią.

Możesz pomyśleć, że 12-15 godzin tygodniowo ma odpowiadać czterdziestu godzinom pracy ze wszelkimi pracami domowymi i studiowaniem poza szkołą, ale to funkcjonuje w ten sposób tylko kiedy funkcjonujesz bardzo niewydajnie (co niestety tyczy się większości ludzi). Jeżeli zastosujesz parę porad na oszczędzanie czasu przedstawionych poniżej, to 15 godzin powinno wymagać jedyni paru dodatkowych godzin poza szkołą, by wypełnić wszelkie zobowiązania. Oczywiście nie mógłbym wziąć 31-39 godzin tygodniowo gdybym zamierzał poświęcać dwa razy tyle czasu na prace domowe. Nie osiągnąłem sukcesu przez przepracowywanie się.

Jeśli jesteś ponadprzeciętnym studentem, możesz z pewnością dać sobie radę z ponadprzeciętnym planem. Czasem nie wiemy na ile nas stać, dopóki trochę się nie przyciśniemy. Jeśli uważasz, że jesteś w stanie poradzić sobie z 15 godzinami zajęć tygodniowo, weź 18 czy 21. Z łatwością możesz w swoim planie uzbierać cały rok oszczędności. Albo możesz dorzucić przedmiot dodatkowy czy dwa razy szybciej zrobić główny.

A co z warunkami zaliczeń? W większości przypadków po prostu je ignorowałem, i szczęśliwie w mojej szkole nie byłem do tego specjalnie zmuszany. Odkryłem, że w większości przypadków gdy podane są warunki, skierowane są one do studentów poniżej przeciętnej. Nie pozwól, by bezsensowna biurokracja spowolniła Cię, jeśli chcesz skończyć studia szybciej. Zawsze jest na to jakiś sposób – zazwyczaj jest to kwestia zdobycia jakiegoś przypadkowego formularza z podpisem osoby zbyt znudzonej, by zastanawiać się czy nie powinno być inaczej. Uśmiech i komplement pozwalają daleko zajść.

Zgodnie z prawem wymuszonej skuteczności, jeśli weźmiesz na siebie więcej, będziesz w stanie znaleźć sposób na zrobienie tego wszystkiego przy wykorzystaniu czasu, który masz do dyspozycji. Tak więc jeśli nie będziesz rzucał sobie małych wyzwań, ten dodatkowy czas przepłynie Ci przez palce.

Myślę, że prawdziwą korzyścią z napiętego planu nie jest to, że skończysz studia wcześniej. Prawdziwą korzyścią jest to, że cieszyć się będziesz bogatszymi przeżyciami. Wzięcie pięciu przedmiotów zamiast czterech oznacza więcej nauki, więcej osiągnięć – i więcej znajomych. A który pracodawca nie byłby zainteresowany studentem, który skończył studia wcześniej, niż jego rówieśnicy? Tego typu rzeczy wyglądają świetnie w CV.

4. Ustanawiaj jasne cele dla każdego przedmiotu

Decyduj, co chcesz wynieść z każdego konkretnego przedmiotu. Czy jest to zagadnienie, którego bardzo chcesz się uczyć? Czy chcesz skierować się do tego nauczyciela po referencje? Czy jest to wymagany przedmiot, który musisz wziąć, ale który poza tym Cię nie interesuje?

Moje cele dla poszczególnych przedmiotów określały, jak często się na nich pojawiałem, czy siadałem z przodu czy z tyłu, jak aktywnie brałem udział w zajęciach, i jakiego rodzaju relację starałem się nawiązać z nauczycielem.

Na niektórych przedmiotach chciałem opanować materiał. Na innych po prostu chciałem mieć piątkę. A po jeszcze innych chciałem ustawić się w kolejce po lśniące listy referencyjne od entuzjastycznie nastawionych wykładowców, których językiem ojczystym był angielski (by listy były bardzo interesujące i przekonujące).

Moja mama przez dekady była akademickim nauczycielem matematyki. W domu opowiadała o studentach których ledwie znała, a którzy prosili ją o listy referencyjne. Wielokrotnie zmuszona była im odmawiać, bo po prostu nie miała o nich nic przekonującego do powiedzenia. Z drugiej strony, cieszyła się mogąc wesprzeć tych studentów, którzy wkładali w naukę poważny wysiłek. Większość nauczycieli chce Ci pomóc, ale musisz pozwolić im ujrzeć Twoje silne strony. Nawet jeśli nie będziesz miał piątki z danego przedmiotu, wciąż możesz dać wykładowcy masę materiału na świetny list polecający, jeśli aktywnie bierzesz udział w zajęciach i okazujesz szacunek nauczycielowi.

Nie ma to nic wspólnego z próbami zmanipulowania swoich wykładowców by kłamali na Twoją korzyść. Prosta prawda jest taka, że jakość listu polecającego ostatecznie sprowadza się do tego, jak bardzo wykładowca Cię szanuje. Nie stawiaj się w desperackiej sytuacji gdzie musisz prosić o referencje nauczyciela, który nawet Cię nie pamięta – albo gorzej, takiego, który ma o Tobie nie najlepsze zdanie. Przygotuj się zawczasu na sukces.

Jeden z profesorów dowiedział się o moim napakowanym planie zajęć i zainteresowało go w jaki sposób sobie z tym radzę. Odbyliśmy bardzo miłą rozmowę o technikach zarządzania czasem. Miałem z tym profesorem trochę zajęć z programowania i na wszystkich błyszczałem. Doszedłem do wniosku, że był wspaniałym nauczycielem, miałem do niego wielki szacunek, i całkiem lubiłem jego zajęcia. Gdy przyszło do poproszenia go o referencje, napisał jeden z najbardziej pochlebnych listów jakie można sobie wyobrazić („najlepszy student, jakiego spotkałem w mojej karierze” itd.).

Z drugiej strony, miałem pewnych wykładowców, którzy byli otwarcie podli. Nie chodziłem na ich zajęcia, a materiału uczyłem się z podręcznika. Oczywiście później nie szukałem ich wsparcia.

Czasem osiągniesz swoje cele, czasem nie. Nawet jeżeli dasz z siebie wszystko, wciąż może Cię spotkać niepowodzenie. Możesz spotkać wykładowców, którzy będą niesprawiedliwi, leniwi, seksistowscy, rasistowscy czy w inny sposób niekompetentni. Moja żona miała otwarcie seksistowskiego profesora, który nigdy nie dawał studentkom oceny wyższej niż cztery, nieważne jak dobrze by sobie radziła. Mówił rzeczy w stylu: „Jeśli jesteś mężczyzną, musisz ciężko pracować na tych zajęciach. Jeśli jesteś kobietą, po prostu wpadnij po godzinach do mojego biura.” W końcu wysunięto przeciw niemu zarzuty o molestowanie seksualne. Musisz wybierać swoje bitwy. W niektórych warto walczyć, inne najlepiej zignorować. Posiadanie jasnych celów pomoże Ci odróżnić która jest która.

5. Eliminuj bezlitośnie

Nie potrzebujesz wkładać takiego samego wysiłku w każdy przedmiot. Dorzuć extra staranie, gdy jest to dla Ciebie ważne, ale spokojnie dawaj sobie nieco luzu na przedmiotach którym – na podstawie swoich konkretnych celów – przypisujesz niski priorytet. Dla mnie był to ważny sposób na zachowanie energii. Nie mogłem ciągnąć wszystkich zajęć na pełnym gazie, bo inaczej wypaliłbym się, więc inwestowałem moją energię tam, gdzie miało to największe znaczenie.

W planie każdego studenta niektóre zajęcia są kluczowe, podczas gdy inne błahe. W ciągu typowego tygodnia opuszczałem około 40% moich zajęć bo po prostu nie musiałem tam być. Na niektórych zajęciach obecność była konieczna, ale na innych nie robiła większej różnicy. W razie potrzeby mogłem po prostu wziąć notatki od innego studenta, czy też nauczyć się materiału z podręcznika. Jeśli chodzenie na dane zajęcia nie było dla mnie konieczne (zależnie od moich celów dla tego przedmiotu), zazwyczaj opuszczałem je. Oszczędziło mi to wiele czasu i powstrzymało przed siedzeniem w klasie przez cały dzień. Czasem po prostu wyskakiwaliśmy ze znajomymi coś zjeść, żeby dać sobie dodatkową przerwę.

Eliminowałem też pojedyncze zadania. Kiedy czułem, że zadanie było kiepskie, bezcelowe czy niepotrzebnie nudne, i gdy nie miało to zbyt negatywnego wpływu na moją ocenę, zazwyczaj je sobie darowałem. Pewnego razu zadano mi nudny referat, który przekładał się na 10% mojej oceny. Naprawdę nie chciałem go robić, a wymagało to o poświęcenia wiele więcej godzin niż według mnie było warte. Z tego przedmiotu wychodziła mi piątka, a gdybym nie wykonał tego zadania, spadłbym na pięć minus. Tak więc z szacunkiem powiedziałem profesorowi, że rezygnuję z zadania i że uważam, iż otrzymać 5- by móc zainwestować te godziny w co innego to uczciwa wymiana. On mnie już znał i rozumiał moje pobudki. Wystawił mi 5-, a dla mnie to było w porządku. To rzeczywiście była uczciwa wymiana. Tak naprawdę to spoglądając wstecz żałuję że nie postępowałem w ten sposób częściej.

Czasem nauczyciele robią się trochę zbyt radośni jeśli chodzi o prace domowe i serwują zadania które naprawdę nie uzasadniają wysiłku. Jednak to Ty jesteś odpowiedzialny za swoje akademickie przeżycie, nie Twoi nauczyciele. Nie przyjmuj, że musisz wykonać każde zadanie tylko dlatego, że nauczyciel uważa to za dobry pomysł. Ty bądź sędzią w zgodzie ze swoimi własnymi powodami do studiowania. Upewnij się tylko, że dobrze rozważyłeś konsekwencje swojej decyzji.

Podkradając czas z zadań o niskim priorytecie byłem w stanie zainwestować go więcej w prawdziwe klejnoty. Niektóre twórcze zadania nauczyły mnie wiele. Zazwyczaj pasjami nie znosiłem projektów grupowych, ale była jedna szczególna grupa gdzie zespół naprawdę dawał radę. Ogromnie to lubiłem i dużo się tam nauczyłem.

Fajną techniką eliminowania niepotrzebnych spraw był „timeboxing”. Oceniałem jaka ilość czasu była uzasadniona na dane zadanie, a potem wykonywałem najlepszą robotę jaką byłem w stanie, mieszcząc się w przydzielonym czasie. Tak więc kiedy miałem do napisania dziesięciostronicową pracę na temat europejskiej historii, mogłem poświęcić na to w sumie 8 godzin. Rozdzielałem tych 8 godzin na wybór tematu, planowanie, pracę w bibliotece, przygotowanie szkicu, pisanie i korektę, a później starałem się jak umiałem by zmieścić się w tym czasie. Był to świetny sposób by powstrzymać się od przedobrzenia z projektem który tego nie wymagał.

W pewnym sensie była to moja własna metoda na równoważenie obciążenia. Niektóre z Twoich zadań nie będą zrównoważone w sensie, że wydają się wymagać niedorzecznej ilości wysiłku w porównaniu z tym, jak przekładają się na Twoją ocenę czy jak wiele Ty spodziewasz się na nich skorzystać. Czasem dochodziłem do wniosku, że po prostu nie ma uzasadnienia dla wysiłku pisania pracy na piątkę. Być może oceniałem, że wykonanie pracy na piątkę zajęłoby mi 20 godzin, a tylko 10 godzin wykonanie pracy na czwórkę. I jeżeli zadanie przekładało się na jedynie 10% mojej oceny, ewentualnie mogłem zaakceptować tu czwórkę. W tamtym czasie często myślałem w ten makiaweliczny sposób, i często ku swojemu zaskoczeniu odkrywałem, że moje czwórkowej jakości prace i tak wracały z piątką.

6. Rozpoczynaj wcześnie każdy dzień

Pisałem wcześniej o korzyściach płynących z wyrobienia sobie nawyku wczesnego wstawania. Będąc na studiach nie wstawałem o piątej rano, ale zazwyczaj wstawałem około szóstej-siódmej. Odkryłem, że wczesne rozpoczynanie każdego dnia pomagało mi doprowadzać więcej zadań do końca, nie tylko z rana, ale też w ciągu dnia. Zaczynałem każdy dzień 25-minutową przebieżką, po której brałem prysznic i jadłem śniadanie. Ta prosta poranna rutyna sprawiała, że wychodziłem z domu rześki i pełen energii.

Skłamałbym mówiąc, że wstawałem rano, bo tego chciałem. To naprawdę wynikało z konieczności. Miałem wiele porannych zajęć, włączając w to wykłady o 7:30 przez jeden semestr. Ale cieszę się, że tak robiłem, ponieważ gdybym nie miał tamtych porannych zajęć, po prostu spałbym więcej niż potrzebowałem. Nawet jeżeli nienawidzisz porannych zajęć, możesz odkryć tak jak ja, że jesteś o wiele bardziej produktywny jeżeli mimo wszystko uwzględnisz je w swoim planie.

7. Odzyskuj czas tracony podczas zajęć

Powiedzmy to sobie szczerze. Nie każde zajęcia będą wymagały od Ciebie najwyższej koncentracji. Czasem wykład to zwykła paplanina nauczyciela. Czasem powtarzają w kółko to, co już wiesz. Jaki procent czasu zajęć wymaga Twojej pełnej, skupionej uwagi? Na niektórych zajęciach będzie to 90%. Na innych to 20%. Jeśli nie uczysz się aktywnie podczas zajęć, marnujesz czas. Jeżeli wykład jest rzeczywiście wymagający, usiądź z przodu i pochłaniaj każde słowo. Ale jeżeli wykład nie stanowi dla Ciebie wyzwania, to siądź z tyłu, zrób pracę domową na inny przedmiot, i spójrz tylko od czasu do czasu czy pojawiło się cokolwiek wartego zanotowania. Miej zawsze otwartą książkę, wtedy gdy twój radosny profesor odpłynie z kolejnymi wspominkami o latach ’60, Ty będziesz miał coś pożytecznego do roboty.

To jest zaskakująco dobry lek na nudę. Jeśli profesor mówił jednostajnym głosem, wszystkich usypiając, ja pracowałem nad zadaniami z programowania. Zazwyczaj rozpisywałem je na kartce, a następnie szedłem do sali komputerowej między zajęciami i przepisywałem. W ten sposób nie miałem potrzeby spędzania wiele czasu na laboratoriach, czasem wystarczyło 10-15 minut, jeśli mój program za pierwszym razem zadziałał dobrze.

Będziesz zachwycony tym, jak wiele czasu możesz uwolnić, stosując tę metodę. Byłem w stanie zrobić masę moich zadań na zajęciach (ale zazwyczaj nie na zajęciach, z których były te zadania). Jeżeli właśnie teraz jesteś w szkole, rzucam Ci wyzwanie: przekonaj się, jak wiele prac domowych możesz zrobić dziś w czasie swoich zwykłych zajęć. Następnie oceń, ile godzin oszczędzisz każdego tygodnia dzięki takiemu zwyczajowi. To się naprawdę zbiera do kupy.

Nie możesz bez przerwy koncentrować się maksymalnie, nie zapominaj więc o przerwach. Kiedy jednak potrzebujesz przerwy, niech będzie to prawdziwa chwila wytchnienia. Ja zazwyczaj pomiędzy wykładami medytowałem czy ucinałem sobie drzemkę na trawie aby podładować baterie. Używałem budzika w zegarku by dać sobie sygnał do wstania i dalszego działania. Te przerwy były bardzo wzmacniające i mogłem po nich iść na kolejne zajęcia znów w pełnej gotowości. Nigdy nie pracowałem jednostajnie przez cały dzień. Pracowałem falami od pełnej koncentracji po pełen relaks, każdego dnia wielokrotnie powtarzając takie cykle.

8. Opanowuj materiał od razu, gdy jest wprowadzany

Jeden z największych marnotrawców czasu w szkole to konieczność ponownego uczenia się czegoś, czego nie opanowałeś odpowiednio za pierwszym razem. Gdy studenci mówią, że studiują, w większości przypadków nadrabiają wcześniejsze niepowodzenia w opanowywaniu materiału.

W produkcji oprogramowania powszechnie wiadomo, że błędy należy usuwać jak najszybciej po ich ujawnieniu się. Czekanie z poprawkami do końca projektu może oznaczać 50 razy większy wysiłek niż byłby konieczny do usunięcia błędu gdy został zauważony po raz pierwszy. Nieopanowywanie tego, czego niby jesteś uczony każdego dnia jest poważnym błędem. Nie próbuj układać stosów nowej wiedzy na niestabilnych podstawach, gdyż jeszcze więcej czasu zabierze uporządkowanie tego później.

Jeżeli nie zrozumiałeś czegoś, co było na dzisiejszych zajęciach, potraktuj to jako błąd, który musi zostać naprawiony tak szybko, jak to możliwe. Nie odkładaj tego. Nie ładuj na to kolejnego materiału. Jeżeli nie rozumiesz słowa, pojęcia czy lekcji, rzuć wszystko i zrób to, co konieczne, by uzupełnić wiedzę zanim pójdziesz dalej. Zadawaj pytania na zajęciach, poproś innego studenta by Ci to wytłumaczył, czytaj i jeszcze raz czytaj podręcznik, i/lub odwiedź profesora na konsultacjach, ale naucz się tego choćbyś miał stanąć na głowie.

Normalnie z matematyki byłem asem, może dlatego, że moja mama jest uniwersyteckim nauczycielem matematyki która na wykłady z analizy matematycznej chodziła będąc ze mną w ciąży. Ponadto mój tata był inżynierem lotniczym, więc pewnie mam do tego geny. Ale było parę tematów, które okazały się dla mnie niezrozumiałe, gdy wprowadzono je po raz pierwszy: wartości własne i wektory własne macierzy. Jeśli chodzi o naukę, to zdecydowanie jestem wzrokowcem, co normalnie na studiach jest zaletą, ale te abstrakcyjne pojęcia były dla mnie trudne do zwizualizowania. Wiele innych osób na tych zajęciach również miała z nimi trudności. Zainwestowałem dodatkowy wysiłek niezbędny do załapania tych pojęć i dostałem z wykładu piątkę, ponieważ potraktowałem problem, jaki mi to sprawiało, jako błąd, który musiał być naprawiony natychmiast. Studenci, którzy pozwolili by ich niepewność trwała, stawali się coraz bardziej i bardziej zagubieni, gdy kurs postępował, a zakuwanie pod koniec nie było w stanie zapewnić pełnego zrozumienia. Zupełnie tak, jak błędy programistyczne, niepewność wiedzy mnoży się pozostawiona sama sobie, więc kończ z nią tak szybko, jak to możliwe. Jeżeli nie jesteś pewien co do jakiegokolwiek materiału, którego Cię uczą, masz przed sobą błąd wymagający naprawienia. Nie ruszaj dalej, dopóki nie będziesz mógł powiedzieć sobie uczciwie: „Tak, rozumiem to… co dalej?”.

W idealnej sytuacji nie powinno być potrzeby nauki poza zajęciami, przynajmniej w sensie ponownego uczenia się materiału, którego nie opanowałeś za pierwszym razem. Możesz powtarzać wcześniejszy materiał by odświeżyć sobie pamięć, ale nie powinieneś być zmuszony do poświęcenia choćby minuty swojego czasu na ponowną naukę czegoś, czego uczono miesiąc czy dwa wcześniej.

W czasie sesji byłem prawdopodobnie najmniej zestresowanym studentem ze wszystkich. Nie musiałem się uczyć, bo gdy nadchodził egzamin końcowy, w moim umyśle kurs był już zakończony. Test był tylko formalnością. Gdy wszyscy inni zakuwali, ja byłem w galerii handlowej i grałem w gry wideo. Już wcześniej opanowałem materiał i wykonałem wszystkie zadania (przynajmniej te, które miałem zamiar zrobić). Co najwyżej wieczorem przed testem spędzałem trochę czasu na przeglądaniu swoich notatek by odświeżyć sobie materiał. Czyż nie tak studiowanie powinno działać? W przeciwnym razie, jaki jest sens chodzenia na zajęcia przez cały semestr?

Podczas każdego semestru zadawaj sobie to pytanie: czy jestem w tej chwili gotów do odpowiedzi ze wszystkiego, czego dotychczas mnie uczyli? Jeżeli Twoja odpowiedź kiedykolwiek będzie brzmiała „nie”, to znaczy, że masz zaległości i musisz nadgonić je natychmiast. W idealnej sytuacji powinieneś być w stanie odpowiedzieć na to pytanie „tak” przynajmniej raz w tygodniu, dla każdego przedmiotu.

Nawet niewielkie zaległości są bardzo stresujące w ogromnym stopniu przyczyniają się do marnowania czasu. Po pierwsze, musisz cofać się i ponownie uczyć się starego materiału, gdy reszta grupy poszła już do przodu. Po drugie, nie możesz nauczyć się nowego materiału tak dobrze, gdy opiera się on na starym materiale, gdyż brakuje Ci solidnej bazy, więc w efekcie zbierasz jeszcze większe i większe zaległości. Potem, gdy nadchodzi koniec semestru, kończysz z koniecznością uczenia się wszystkiego od nowa. Ale ponieważ wkuwasz w ostatniej chwili, po sesji tak czy inaczej wszystkiego zapominasz. Jaki jest sens takiej głupoty? To jak nadużywanie karty kredytowej, za którą naliczają Ci 25% odsetek. W końcu będziesz musiał to spłacić, i to na dłuższą metę będzie Cię kosztować o wiele więcej czasu.

Włóż ten wysiłek w opanowanie materiału wystarczająco dobrze, by ze wszystkich swoich przedmiotów móc dostać piątkę. To się zwróci. Wiele materiału, którego się uczysz, będzie opierać się na wcześniejszym. Jeśli dostaniesz piątki na początkowych kursach, będziesz dobrze przygotowany do dokładania sobie nowej wiedzy na drugim roku. Ale jeżeli na pierwszym roku będziesz jechał na trójach, już zaczynając drugi rok opierasz się na niestabilnej podstawie, utrudniając sobie znacznie podciągnięcie ocen i prawdziwe opanowanie materiału. Uczyń solidne piątki swoim celem dla każdego semestru. Na dłuższa metę jest to o wiele łatwiejsze. Odkryłem, że trójkowi studenci musieli pracować o wiele ciężej niż ja, zwłaszcza na wcześniejszych i późniejszych latach, ponieważ oni zawsze bawili się w nadrabianie. Pomimo, że mój plan był przepełniony, nie był dla mnie stresujący bo z każdym przedmiotem trzymałem się na czele. Konsekwentnie, miałem masę czasu na zabawę, gdy inni studenci doświadczali wiele stresu, ponieważ stale czuli się nieprzygotowani.

9. Opanuj zaawansowane techniki pamięciowe

Jednym z kluczy do uczenia się materiału gdy jest on wprowadzany po raz pierwszy jest wyćwiczenie się w zaawansowanych technikach pamięciowych. Często z nich korzystałem na zajęciach, które wymagały po prostu wkucia pewnych faktów, włączając w to nazwiska, daty czy wzory matematyczne. Jeżeli nauczyciel pisał na tablicy coś, co miało być zapamiętane w dosłownej formie na nadchodzący egzamin, zapamiętywałem to tu i teraz. Dzięki temu nie musiałem się cofać i studiować tego później.

Z pewnością spotkałeś się z prostymi technikami zapamiętywania, takimi jak użycie zdania „Czemu Patrzysz Żabo Zielona Na Głupiego Fanfarona” by zapamiętać kolejność kolorów tęczy. Sztuczki tego typu działają dobrze w pewnych sytuacjach, ale są bardzo w stylu szkoły podstawowej. Istnieją o wiele bardziej wydajne techniki wizualne. Dwie, na których w szkole opierałem się najbardziej, to metoda łańcuchowa i szufladkowanie.

Szczegółowe wytłumaczenie tych technik wykracza poza zakres tego artykułu, ale możesz znaleźć wiele książek na temat poprawiania pamięci, jak na przykład „Sekrety Superpamięci” Harry’ego Lorrayne’a. Zalecam uczenie się z książki, ponieważ w ten sposób krok po kroku budujesz sobie solidną podstawę.

Te techniki pozwolą Ci zapamiętywać informacje bardzo szybko. Na przykład przy użyciu szufladkowania jestem zazwyczaj w stanie zapamiętać listę 20 przedmiotów w około 90 sekund i przypominać ją sobie doskonale nawet tygodnie później. Specjaliści od tej techniki są jeszcze szybsi. Może to robić każdy – to tylko kwestia treningu.

Dziś wciąż korzystam z tych technik. Metoda łańcuchowa pozwala mi zapamiętywać wizualnie moje przemówienia. Kiedy przemawiam, moja przez moją wyobraźnię przewija się „film”, który sobie stworzyłem podczas gdy ja w locie dobieram słowa pasujące do obrazów. To jak narracja do filmu. Moje przemówienie nie jest zapamiętane słowo po słowie, więc brzmi naturalnie i spontanicznie i może być w locie zaadaptowane do sytuacji. Zapamiętywanie wizualne jest o wiele szybsze i solidniejsze niż próby zapamiętywania słowo po słowie. Jeżeli zapamiętasz przemówienie słowo po słowie i zapomnisz jednego zdania, może Cię to naprawdę wytrącić z rytmu. Ale mając serię obrazów łatwiej jest przeskoczyć do następnej klatki, jeżeli popełnisz błąd. Nasze mózgi są dostosowane lepiej do zapamiętywania wzrokowego niż do fonetycznego.

Nie polecam zapamiętywania przez powtarzanie, bo jest to o wiele zbyt wolne. Metoda szufladkowa i łańcuchowa nie wymagają powtarzania – pozwalają Ci one na solidne zapamiętanie informacji za jednym podejściem, zazwyczaj w ciągu sekund. Wada jest taka, że opanowanie tych dwóch metod wymaga wiele wcześniejszego ćwiczenia, ale gdy już się ich nauczysz, są one cennymi umiejętnościami które zostają Ci na całe życie. Odkryłem też, że opanowanie tych technik zdawało się usprawnić moją pamięć jako całość, nawet gdy nie starałem się aktywnie zapamiętać informacji. Myślę, że to ćwiczenie wytrenowało moją podświadomość do zbierania i przywoływania informacji bardziej efektywnie.

Szkoda, że tych technik nie uczy się w szkołach. Zaoszczędziłyby studentom ogromnych ilości czasu. Zrób sobie przysługę i opanuj je, gdy jesteś młody. Mają wiele praktycznych zastosowań, włączając w to zapamiętywanie imion ludzi.

10. Baw się naprawdę dobrze!

Podejmij wyzwanie, jeśli chodzi o studia, ale daj sobie również wiele czasu na zabawę. Nie trwoń swojego czasu dla przyjemności na kręcenie się w kółko nic nie robiąc. Wyjdź i zrób coś aktywnie, coś, co pozwoli Ci się wyładować i zwiększy Twoją energię.

Jedną z moich ulubionych aktywnych rozrywek na studiach był frisbee-golf (zwany też disc-golfem). Wieczorami często godzinami grałem z kilkoma znajomymi, czasem dopóki na moich palcach nie pojawiły się pęcherze… albo póki ochrona kampusu nie wykopała nas za trafienie zbyt wielu nie grających z nami studentów. 🙂

Grając we frisbee-golfa często buszowaliśmy po krzakach, brodziliśmy w fontannach i wspinaliśmy się w różne ryzykowne miejsca by odzyskać pogubione frisbee. Było w tym zawsze mnóstwo frajdy, a my zazwyczaj graliśmy bawiliśmy się tymi utrudnieniami. Kilka godzin frisbee-golfa służyło za wyśmienitą nagrodę na koniec wymagającego tygodnia. Wciąż pamiętam bezpośredni strzał, jakim z balkonu na drugim piętrze trafiłem słup lampy na skraju boiska piłkarskiego.

Jeśli chodzi o czas studiów, najbardziej żałuję, że nie miałem w tamtym czasie dziewczyny. Gdybym miał to wszystko powtórzyć, prawdopodobnie wziąłbym jeden dodatkowy semestr i mniej zajęć, by mieć czas dla tej wyjątkowej osoby. Miałem okazję, ale przepuściłem ją ponieważ mój plan był zbyt wypchany. Dziewczyny mogą dać mnóstwo frajdy, ale większość nie jest w tym zbyt skuteczna. 😉

Rady z tego artykułu mają na celu sprawić, by Twoje doświadczenia ze studiów były tak bogate i godne zapamiętania, jak to możliwe. Wykonuj swoje szkolne zadania szybko i wydajnie, abyś miał wiele czasu na korzystanie z różnorodnych możliwości, jakie mogą dać studia. Zapisuj się do klubów. Graj we frisbee. Znajdź sobie chłopaka albo dziewczynę. Najgorszą rzeczą, jaką możesz zrobić, to spędzać swój czas opuszczając się w nauce z powodu złych nawyków, ciągłego poczucia nieprzygotowania i stresu by następnie zajmować się nadrabianiem zaległości. Wyciśnij ze studiów tak wiele, jak się da, i pozwól by służyło Ci to za odskocznię do całego życia w spełnieniu.

Ludzie często zakładają, że mój agresywnie skonstruowany plan musiał być stresujący i wyczerpujący, ale – o ironio! – było dokładnie odwrotnie. Wyglądało na to, że mam łatwiej i dużo przyjemniej niż moi rówieśnicy. Studenci z lżejszymi planami zwalniali tempo i zostawali w tyle bo przekonywali siebie, że będą mogli uzupełnić braki później. Ale ja nie mogłem sobie na to pozwolić, bo byłoby dla mnie niemożliwym gonić na dwunastu różnych przedmiotach… i o wiele zbyt stresujące było w ogóle o tym pomyśleć. Gdybym opuścił się chociaż o tydzień, byłbym w poważnych kłopotach. Byłem więc zafascynowany rozwijaniem dobrych nawyków, które sprawiały że stale byłem zrelaksowany, skupiony i pełen energii. Wiele z nawyków omówionych powyżej wynikło po prostu z postawienia sobie celu skończenia studiów w trzy semestry. Ten cel wyznaczał konkretny proces. Jestem bardzo wdzięczny za to doświadczenie, ponieważ pokazało mi ono jak wiele bardziej efektywni możemy być, gdy tylko zmusimy się do wyjścia poza swoją strefę komfortu. To nauczyło mnie stawiać sobie cele daleko bardziej ambitne niż to, co czułem, że jestem w stanie osiągnąć. Często to, co uważamy za niemożliwe, po prostu takie nie jest. My tylko myślimy, że jest.

Źródło: 10 Tips For College Students