Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Category: Odwaga i strach

Podróżować z sercem

W tym miesiącu wybraliśmy się z Rachelle w kolejną podróż po Europie. Polecieliśmy do Szwajcarii na konferencję Lifestyle Design, która odbywała się w Zurychu 10 i 11 stycznia. Opowiadałem tam parę swoich historii o odkrywaniu swojej drogi zorientowanej na rozwój – i o podążaniu nią z sercem. Konferencja okazała się wielkim sukcesem, a Kai Christen zdecydował już, że zorganizuje ją ponownie w 2016 r.

Już po raz trzeci poleciałem do Europy z biletem w jedną stronę, nie określając zawczasu konkretnej daty powrotu do Stanów. Nic konkretnego na czas po konferencji w Zurychu nie zaplanowaliśmy. Intencję mieliśmy taką, żeby otworzyć się na nowe doświadczenia i zobaczyć, gdzie nas zaprowadzą inspiracje i zaproszenia.

Podczas weekendu na konferencji otrzymaliśmy około ośmiu różnych propozycji, głównie od osób z innych miast w Szwajcarii. Doświadczenie nauczyło mnie by nie podejmować takich decyzji przedwcześnie i na siłę. Lepiej poczekać aż wszechświat zacznie dawać drobne znaki; lubię też upewnić się, że intuicja daje mi wyraźne sygnały co do kolejnego kierunku. Przy takim sposobie podejmowania decyzji prawie zawsze myślimy z Rachelle podobnie.

Po Zurychu na parę dni wylądowaliśmy w Lucernie u jednego z prelegentów. Zrządzeniem losu, kiedy wysiedliśmy z pociągu, wpadliśmy na innego mówcę poznanego konferencji. Nie wiedzieliśmy, że będzie się tam wybierał, on też nie znał naszych planów. Tego typu „przypadki” przytrafiają mi się bardzo często, kiedy znajduję się w trybie odkrywcy. Paru moich znajomych z Norwegii również przybyło do Lucerny. Zebraliśmy się więc wszyscy na wspólnym obiedzie.

Po paru dniach spędzonych w Lucernie już na własną rękę wybraliśmy się z Rachelle do Genewy. Poszliśmy na wycieczkę po CERN-ie i dowiedzieliśmy się co nieco o tamtejszych akceleratorach cząstek. Następnie na kolejne zaproszenie udaliśmy się do Paryża i tu w tym tygodniu jesteśmy.

Życzliwość

Podczas tej wycieczki szczególnie poruszyła mnie życzliwość i hojność ludzi, z jaką się spotkaliśmy. Jesteśmy w Europie od 9 stycznia i wciąż nic nie wydaliśmy na noclegi. Ludzie są bardzo serdeczni i przyjaźni, zapraszają nas do swoich domów – i to ludzie, którzy poznali nas dopiero w tym miesiącu.

Wczoraj próbowaliśmy kupić w automacie bilety na paryskie metro. Potrzebowałem karnetu z dziesięcioma biletami, ale nie mogłem znaleźć tej opcji w menu, utknąłem więc przy maszynie próbując sobie jakoś poradzić. Wkrótce w kolejce za nami stanęła młoda kobieta. Zaproponowałem by weszła przed nas, ponieważ nie chciałem żeby przeze mnie marnowała czas. Uśmiechnęła się i powiedziała, żebyśmy spokojnie załatwili sprawę. Kiedy zapytałem czy w tym automacie można kupić karnet, chętnie pokazała co i jak.

Przyszło do płatności i automat zaczął odrzucać po kolei wszystkie karty, którymi próbowałem zapłacić. Spotkałem się z tym już wcześniej – niektóre europejskie automaty akceptują tylko karty chipowe. Karty takie są powszechne w Europie i w Kanadzie, ale nie w Stanach. Nawet podając poprawny PIN czasami zapłacić nie mogłem – po prostu automatycznie odrzucały transakcję. Zazwyczaj w takich przypadkach korzystamy po prostu z kanadyjskiej karty Rachelle.

Kobieta zobaczyła,  że automat wciąż odrzuca moje karty – a był to jedyny sprawny automat na tej konkretnej stacji. Akurat kiedy miałem się poddać i zaproponować Rachelle żebyśmy spróbowali z jej kartą, kobieta wzięła swoją kartę i powiedziała, że zapłaci za nasze bilety (ok. 14 euro). Wzięliśmy bilety, podziękowałem jej i wyciągnąłem gotówkę żeby zwrócić jej za płatność, ale nie chciała jej przyjąć. Powiedziała, że wie jak to jest w podróży i że chce, abyśmy czuli się mile widziani w Paryżu. Podziękowaliśmy jej za hojność; taki akt życzliwości bardzo nas wzruszył.

Sami też w końcu jakoś byśmy wykombinowali jak kupić ten karnet, zapłacilibyśmy kartą Rachelle i odebrali swoje bilety, ale miło było uzyskać trochę dodatkowej pomocy w akurat w takim momencie. Jest to też fajne przypomnienie by „podawać dalej”, aktywnie poszukując okazji do wykazania się życzliwością i hojnością.

Komunikacja z energią

Jako blogerowi, pisarzowi, mówcy łatwo jest mi sądzić, że w komunikacji chodzi tylko o słowa. Ale same słowa mogą być bardzo płytkie. Prawdziwa komunikacja to forma przekazu energii. Kiedy energetyczne połączenie nie jest odpowiednie, słowa nie mogą zastąpić tego czego brakuje. Ale kiedy energia jest silna i autentyczna, słowa niemal nic nie znaczą.

Kiedy podróżuję po kraju, którego głównego języka nie znam zbyt dobrze, próby opierania się wyłącznie na słowach sprawiają że czuję się bezsilny i mam wrażenie, że bełkoczę. Ale nawet kiedy nie znam najwłaściwszych słów, mogę komunikować się całkiem nieźle, z pozytywną wibracją taką jak przyjazność, otwartość, ciekawość, docenianie i zabawa.

Podróżując chętnie staram się też wczuć w komunikaty wysyłane przez otoczenie. Słuchać więcej tego, co świat ma do powiedzenia – to jeden z moich powodów by podróżować jeszcze więcej.

W Paryżu zatrzymaliśmy się w mieszkaniu położonym o parę kroków od miejsca ostatniej strzelaniny w „Charlie Hebdo”. Obserwujemy dodatkowe patrole policji obecne w całym mieście, m.in. na niektórych skrzyżowaniach, przed synagogami, a nawet spacerujące ze strzelbami przy centrum handlowym w okolicy Luwru. Jak dla mnie jest to raczej wyraz solidarności, mający na celu zapewnienie ludziom poczucia bezpieczeństwa, aniżeli praktyczne środki bezpieczeństwa.

Atmosfera w tym mieście nie kojarzy mi się z poczuciem zagrożenia, niebezpieczeństwa, potrzebą zapewnienia spokoju. Wszędzie widać znaki „Je suis Charlie” i „Nous sommes Charlie”, również w formie dużych drukowanych banerów zawieszonych na różnych budynkach – m.in. na paryskim ratuszu. Atmosfera tutaj przypomina mi raczej połączenie jedności, empatii i współodczuwania.

Nie jestem nawet tak całkiem pewien, dlaczego akurat teraz znaleźliśmy się w Paryżu. Nie ma po temu wyraźnego, logicznego powodu. W 2011 r. spędziliśmy tu z Rachelle dwa tygodnie, nie jest to więc dla nas nowe miejsce do odwiedzenia. Z jakiegoś powodu to miejsce wydaje nam się jednak właściwym wyborem na teraz.

Doceniać

Atmosfera doceniania należy do moich najcenniejszych towarzyszy podróży. Myślę, że bez tego mogłoby mi się trafić parę przykrych przygód zamiast tych niesamowitych zdarzeń jakie mnie spotykają.

Doceniam okazje do poznawania nowych przyjaciół. Doceniam nowe zaproszenia, nawet, jeżeli ich nie przyjmuję. Doceniam nowe doświadczenia.

Doceniam posiłek. Doceniam przytulanie. Doceniam dzielenie się nowymi doświadczeniami z moją dziewczyną.

Kiedy wczoraj zwiedzaliśmy z Rachelle Luwr, doceniałem możliwość zetknięcia się z taką ilością niesamowitej sztuki. Doceniałem artystów, którzy zainwestowali w swoje umiejętności do tego stopnia, że ich dzieła trwają po dziś dzień. Doceniałem możliwość spacerowania po ogromnym budynku i zwiedzania przez cały długi dzień.

Gdybym miał wypowiedzieć w Paryżu tylko jedno słowo po francusku, byłoby to „merci”. Kocham ten świat, ponieważ przypomina mi, że kiedy przepełnia mnie wdzięczność, wszechświat często jest łaskawy wobec mnie. Kiedy czuję się wdzięczny, doświadczenia życzliwości i hojności płyną przez moje życie szerokim strumieniem.

Zaufać Wszechświatowi

Zadaj sobie takie podstawowe pytanie: czy ufasz tej rzeczywistości?

Jeżeli nie, to smakiem Twojego życia będzie zawsze poszukiwanie bezpieczeństwa – zakończone niepowodzeniem. Po prostu całe życie spędzisz nie czując się bezpiecznie.

Ale jeżeli postanowisz zaufać, że rzeczywistość jest w pełni po Twojej stronie, to życie będzie mogło nabrać spokojniejszego, ciekawszego tonu. Możesz przyciągać i przyjmować nowe doświadczenia nie wiedząc zawczasu dokąd Cię poprowadzą. Możesz też oczekiwać i otrzymywać masę wsparcia, kierowania.

Logicznie rzecz biorąc wiem, że nie da się określić, czy właściwie mogę tej rzeczywistości ufać czy nie. Mogę jednak rozsądnie przewidywać jak poszczególne możliwości wpłyną na ogólny smak mojego życia. Dla mnie poszukiwanie bezpieczeństwa jest mniej interesujące niż życie z przygodami, zdecydowałem się więc zaufać wszechświatowi. Wygląda na to, że życzliwie odpowiada mi tym samym, kiedy relaksuję się i wierzę, że będzie mnie wspierać na mojej drodze kierowanej inspiracją. Droga bez zaufania zdaje się tylko ślepą uliczką.

W przyszłym tygodniu ruszamy do Malagi na południu Hiszpanii by spotkać się z nowym znajomym z konferencji. Będzie to nasz pierwszy raz w Hiszpanii. Doceniam okazję do odwiedzenia kolejnego kraju, poznawania, zwiedzania, rozwijania się, zdobywania nowych doświadczeń i nowych przyjaciół. 🙂

Źródło: Heart-Centered Traveling

Czy da się funkcjonować bez względu na presję społeczną?

W otwartych związkach cenię sobie bardzo między innymi możliwość nauki poprzez doświadczenie. W związkach długoterminowych, monogamicznych też znajdą się lekcje warte przyswojenia, ale zauważyłem że moje pojęcie o związkach znacznie się polepszało przy bardziej otwartym podejściu do relacji. Efekt do przewidzenia kiedy uczysz się od większej ilości partnerów/nauczycieli.

Dynamika nauki jest tu według mnie podobna do tej przy pracy dla różnych firm, w różnych zespołach i w różnych branżach. Na pewno poznasz rzeczy, z którymi nie zetknąłbyś się mając do czynienia z jedną tylko firmą, zespołem czy szefem.

Zachowywanie otwartego podejścia do związków było i jest istotną częścią mojej ścieżki rozwoju. Wiele odwagi i namysłu wymagała decyzja o pójściu tą drogą, ale bardzo się cieszę z tego wyboru. Dowiedziałem się o sobie rzeczy, jakich dowiedzieć się nie spodziewałem.

Czym Ty się odróżniasz?

Mógłbym powiedzieć, że eksplorowanie otwartych związków odróżnia mnie od większości ludzi, ale myślę że w sumie jest zupełnie na odwrót. W większości przypadków długoterminowe, monogamiczne związki tak naprawdę nie są monogamiczne. Zazwyczaj zdarzają się zdrady u jednego czy obu partnerów, w tym czy innym momencie. I jestem pewien, że znacznie więcej związków byłoby otwartych, gdyby zmniejszyć ograniczające wpływy wynikające z religii. Otwartość już istnieje i jest całkiem popularna, czuję więc że moje pragnienie otwartości należy do aspektów, w których jestem taki, jak większość ludzi. Cieszy mnie świadome eksplorowanie tej otwartości bez poczucia opresji czy winy.

Badając z własnej inicjatywy takie aspekty siebie, jakie kiedyś uważałem za dziwne czy „inne”, często odkrywałem, że wcale aż taki inny nie jestem. Ogromna ilość informacji zwrotnych przekonała mnie, że masa innych ludzi ma podobne marzenia czy dziwactwa jak ja. Ja po prostu zapuściłem się dalej na ścieżce odrzucania społecznych ograniczeń, więc łatwiej niż większości ludzi przychodzi mi doświadczanie moich pragnień w rzeczywistości.

Ilu ludzi wolałoby nie pracować na etacie, gdyby i bez tego byli w stanie pokrywać swoje wydatki? Jestem przekonany że wiele osób o tym rozmyśla, ale pozwalają by wpływy społeczne, takie jak piętno ewentualnej porażki, powstrzymywały ich przed podjęciem działania.

Ilu ludzi cieszyłoby się otwartymi związkami, gdyby było to społecznie akceptowalne, bez żadnego społecznego piętna, represji, osądzania? Mogę sobie wyobrazić jak mnóstwo z nich cieszyłoby się odkrywaniem tej drogi, zwłaszcza, gdy tak wielu już teraz wiąże się z wieloma partnerami, lecz ukrywa ten fakt.

Czy naprawdę służy nam tłumienie i represjonowanie tak popularnych pragnień? Czy nie byłoby mądrzej dać sobie spokój z niepotrzebnym uciskiem?

Represjonowanie siebie samego

Można mówić bez końca o tym, jak uciska nas społeczeństwo i dlaczego czujemy się zobowiązani do dopasowywania się do jego reguł; można też zauważyć że koniec końców ucisk ten fundujemy sobie sami. Istnieje społeczna presja na dostosowywanie się, ale to my ją akceptujemy, tolerujemy, podporządkowujemy się jej i milcząco pochwalamy. Czasem też aktywnie się do niej przykładamy.

W pewnych obszarach życia staramy się sprowadzić naturalną ludzką różnorodność do małego zbioru myśli, uczuć i zachowań, które następnie określamy „normalnymi”. Jest to szczególnie prawdziwe jeśli chodzi o seksualność. Znany seksuolog Alfred Kinsey stwierdził na podstawie szeroko zakrojonych badań, że nie istnieje coś takiego, jak „normalność” w kwestii seksualności. Zamiast tego istnieje ogromne spektrum doświadczeń.

Dobrze jest zdać sobie sprawę i przyjąć do wiadomości jaki sposób myślenia, odczuwania i zachowania społeczeństwo chciałoby u nas widzieć. Kiedy zrozumiemy działające na nas siły, tracą one na mocy. Zyskujemy możliwość świadomego przeciwdziałania im, może nie idealnego, ale dość dobrego by podejmować decyzje niezgodne z presją społeczną, kiedy tak akurat czujemy.

Świadoma eksploracja

Często odnajdowałem ogromną wartość w dobrowolnym eksplorowaniu dróg niezgodnych z presją społeczną, dostrzegam więc co jest po drugiej stronie. Odkąd wykonałem rozsądną pracę nad zdobyciem wiedzy o pewnych alternatywach, mogę podejmować mądrzejsze wybory w oparciu o to, co uważam za inteligentny sposób działania, nie czując się nadmiernie zmanipulowanym przez wpływy społeczeństwa.

Przykładowo – wielokrotne łamanie prawa i aresztowania w wieku -nastu lat dało mi okazję poznania drugiej strony kwestii podporządkowania prawu. Przez dobrowolne łamanie prawa czułem mniejszą presję na jego przestrzeganie li tylko dlatego, bo ktoś powiedział że tak powinienem robić. Zrozumiałem, że łamanie prawa wiąże się z potencjalnymi konsekwencjami, ale dowiedziałem się też że mogę te konsekwencje wziąć na klatę, kiedy czuję że sprzeciwienie się prawu jest uzasadnione. Zamieniłem ślepe posłuszeństwo prawu na moje własne poczucie świadomości, etyki i rozsądku.

W niektórych przypadkach łamię prawo bo się z nim nie zgadzam, dajmy na to przekraczając dozwoloną prędkość czy od czasu do czasu paląc gandzię. W innych przypadkach narzucam sobie znacznie wyższe standardy niż te dozwolone przez prawo. Przykładowo – konsumpcja produktów spożywczych pochodzenia zwierzęcego stoi w sprzeczności z moim kodeksem zachowań, więc mimo że jest to dozwolone przez prawo, ja zachowuję się jakby było nielegalne.

Ten styl eksploracji zawsze był dla mnie tak bardzo wartościowy, że kiedy widzę znak typu „tędy do smoków”, kusi mnie by sprawdzić tę ścieżkę z samego tylko względu na naukę i rozwój. Zwiedziłem wiele dróg, nawet takich których spodziewałem się nie polubić, mając na względzie możliwość, że mogę się mylić. Zazwyczaj moje pierwsze wrażenie było prawidłowe, ale czasami bywałem zaskoczony i wdzięczny że zweryfikowałem swoje przypuszczenia w bezpośrednim doświadczeniu.

Odkrywanie siebie

Jedną z inspirujących korzyści ze stosowania podejścia odkrywcy jest to, że idąc przez życie bardzo dużo uczysz się o sobie. Z czasem dopracowujesz swoje preferencje. Budujesz sobie szczęśliwsze i bardziej spełniające życie.

Nie wiedziałem na przykład, jak bardzo polubię pisanie – i w ogóle jak wiele będę pisał, zwłaszcza za darmo. Swój pierwszy artykuł napisałem w 1999 r., częściowo w ramach eksperymentu. Z czasem, zwłaszcza gdy mój warsztat pisarski się polepszył i nauczyłem się pisać bardziej płynnie przy mniejszym wysiłku umysłowym, zakochałem się w pisaniu. Zanurzenie się w królestwie idei i poszukiwania nowych połączeń w trakcie pisania dawało uczucie spokoju i pogody ducha.

Co do eksplorowania związków, początkowo miałem tylko mgliste pojęcie jeśli chodzi o typ kobiet z jakimi najbardziej cieszyło mnie połączenie – a także o typ kobiet jakie najbardziej cieszyłyby się i doceniały bycie ze mną. Tylko dzięki eksploracji byłem w stanie dowiedzieć się gdzie szukać najlepiej dopasowanych osób.

Przykładowo – dzięki doświadczeniu dowiedziałem się że naprawdę uwielbiam kobiety, które lubią podległość seksualną. Zgłębianie gry w D/s okazało się tak świetne, że w dużej mierze straciłem zainteresowanie relacjami seksualnymi z kobietami, które nie mają podobnych zainteresowań. Wciąż lubię się przyjaźnić, rozmawiać, przytulać i dzielić uczucie z różnymi kobietami, ale jeżeli wiem, że kobieta nie jest zainteresowana podległością seksualną i zabawą ze mną w tym obszarze, to lepiej jeżeli nie będziemy za bardzo iść w seksualność, bo po prostu zabraknie chemii i dopasowania.

Te doświadczenia doprawdy otworzyły mi oczy… Wcześniej wydawało mi się, że jest coś nie tak z byciem seksualnie dominującym w relacji z kobietą, w jej podporządkowaniu każdemu mojemu poleceniu, nazywaniu mnie Mistrzem itd. Myślenie o tym mogło być fajną fantazją, ale ciężko mi przychodziło ujrzenie w tym dobrego interesu z perspektywy kobiety. Było dla mnie oczywiste dlaczego pozycja dominująca byłaby fajna, ale czułem też że osoba w roli podległej mogłaby być w najgorszym położeniu w tym układzie. Niekoniecznie wyglądało to na uczciwą wymianę.

Oj, ależ się myliłem! Dając sobie zgodę na eksplorowanie tego obszaru z chętnymi partnerkami, zwłaszcza z moją dziewczyną (która absolutnie to uwielbia), na własne oczy zobaczyłem jak intensywną przyjemność może to dawać osobie podległej. Te doświadczenia, w połączeniu z wieloma głębokimi dyskusjami, rozszerzyły moje zrozumienie i wymazały wszelkie pozostałe poczucie winy czy wstydu jakie miałem w związku z tą grą, co pomogło mi bardziej cieszyć się i dzielić fajną, zabawną, pełną miłości i wybornie przyjemną podróżą.

Dobrane pary a presja społeczna

Im więcej uczymy się o sobie, tym lepiej wiemy jak rozpoznawać osoby najbardziej nam odpowiadające pod względem społecznym. Dobrana para to ktoś przy kim mamy poczucie wzajemnego wsparcia w rozwoju. Dobrana para niekoniecznie musi być klonem. Najlepiej dobrane pary mają dość wspólnego, by zapewniać silne połączenie i dostatecznie się różnią, by wspierać wzajemną naukę i rozwój.

Jeżeli nie znasz siebie dostatecznie dobrze, albo jeżeli pozwalasz by presja społeczna dyktowała czego masz doświadczać w życiu, Twoje życie wypełni się zapewne słabymi, nieinspirującymi, nudnymi towarzyszami

Presja społeczna każe nam mówić „tak” relacjom tylko częściowo do nas pasującym, nawet jeżeli są płytkie i nie dają satysfakcji. Uważa się za niegrzeczne, szorstkie czy przykre dystansowanie się od kogoś ze względu na brak dopasowania. W pewnych przypadkach, jak na przykład rozwód, presja społeczna może być dość silna i trudna do przeskoczenia. Ale stagnacja jest jeszcze gorsza niż stawienie czoła tej presji.

Jeżeli poddamy się presji społecznej i będziemy tolerować zbyt wiele słabych relacji w naszym życiu, tylko się osłabimy i zmarnujemy swój potencjał. Wzbogacanie swojego życia o silne wsparcie społeczne nie jest takim znowu samolubnym pomysłem, jakby się mogło wydawać. Jeżeli nie czujesz, że nadajesz na tych samych falach z najbliższym towarzystwem, to z pewnością ograniczasz swoją możliwość wspierania tych ludzi najlepiej jak byś potrafił. Nie otrzymujesz też wsparcia potrzebnego do życia świadomego i z silnym poczuciem sensu. Najprawdopodobniej wszyscy nawzajem ciągniecie się w dół i powstrzymujecie przed dalszym rozwojem.

Jeżeli rozluźnisz takie relacje, a zaprosisz i przyjmiesz do swego życia relacje bardziej dopasowane, wszyscy na tym zyskają. Ty skorzystasz na przyciągnięciu bardziej wzmacniających i podbudowujących relacji. Twoje otoczenie społeczne zyska dzięki większemu wsparciu i pozytywnemu nastawieniu z Twojej strony. Świat zyska mając więcej silnych, współpracujących ludzi. Czyż nie byłoby lepiej dla wszystkich, gdybyście z przyjaciółmi nawzajem sobie pomagali rozkręcać motywację, inspirację i kreatywność, a nie poczucie oderwania, frustracji czy niedostatku?

Mówienie „nie” częściowo dopasowanym relacjom może być jednym z Twoich największych wyzwań na drodze rozwoju osobistego. Jeżeli od czasu do czasu nie zmusisz się do uwolnienia od niedopasowanych relacji, to relacje naprawdę wspaniałe będą Cię omijać. Nie ujrzą w Tobie potencjalnego dobrego partnera dla siebie, bo będziesz roztaczać aurę społecznego niezadowolenia zamiast społecznego zachwytu, a Twoje otoczenie społeczne również będzie takich ludzi odstraszać – czasem z premedytacją.

Dla mnie najtrudniej jest przy tym poradzić sobie z zaprogramowanym osądem który sam sobie funduję za to chodzenie pod prąd, niezgodne z głównymi społecznymi nurtami. Świadoma eksploracja jest na to niesamowitym lekiem, bo stopniowo zamienia uwarunkowane osądy na autentyczne doświadczenie.

Przy braku bezpośredniego doświadczenia istnieje pokusa do zaprzeczania naszym pragnieniom. Ale kiedy zdobędzie się już trochę doświadczenia, coraz łatwiej jest przykładać większą wagę bardziej do własnych doświadczeń niż do społecznych nacisków, przez co presja społeczna traci moc nadmiernego wpływania na nas.

Kiedy stwierdzasz że Twoje pragnienia stoją w sprzeczności z tym, czego Cię nauczono, zachęcam Cię do uzyskania paru bezpośrednich doświadczeń po tej stronie, gdzie ponoć istnieją smoki ziejące ogniem. Dość często okazuje się, że te smoki to właściwie niegroźne, przyjazne jaszczurki które przeinaczono w potwory.

Wyolbrzymione preferencje

Jedną z przydatnych mi czynności jest wyolbrzymianie w wyobraźni tych preferencji, co pomaga mi zaakceptować je nie pozwalając by presja społeczna nadmiernie wpłynęła na moje decyzje. Wariant tego pomysłu opisałem w artykule „The Evil Exit”.

Czasami wyolbrzymiam swoje preferencje również kiedy je opisuję, tak pół żartem – pół serio.

Na przykład kiedy otrzymuję zaproszenie na wywiad, a wydaje się ono za sztywne czy poukładane jak na mój gust, to odpowiadam: „Och, nie chcielibyście mnie w swoim programie. Byłbym zbyt nieprzyzwoicie szczery i prawdopodobnie obraziłbym większość waszych czytelników.”

Albo kiedy nawiązuję relację z kobietą i jest w tym trochę wzajemnego przyciągania i fizyczności, ale wiem że nie interesuje jej podległość seksualna, mogę powiedzieć na przykład: „Szkoda, że jesteś taka uparta. Moglibyśmy się naprawdę nieźle razem zabawić, gdybyś się po prostu poddała i została moją posłuszną niewolnicą.”

W większości przypadków ta druga osoba z przymrużeniem oka zgadza się ze mną. Stwierdzamy nasz brak dopasowania i nikt nie jest urażony.

Możemy odczuwać trochę lekkiego rozczarowania że się nie zgraliśmy, ale dzięki temu, że przedstawiam niedopasowanie jako moje osobiste dziwactwo, zachęcam drugą osobę by w luźny sposób odrzucić oczekiwanie że miało dojść do poważniejszej relacji. Pozwalam żeby brak lepszego dopasowania uznać za moją winę, jednocześnie pozostając w zgodzie z własnymi pragnieniami.

Z drugiej strony czasami taki pół-poważny charakter mojej odpowiedzi zachęci drugą osobę do bardziej autentycznych propozycji. Wielokrotnie ludzie początkowo przedstawiają propozycje nieco okrojone, tak żeby w jakiś sposób sprawdzić na czym stoją, nie ryzykując poważnego odrzucenia. Jeżeli gdzieś w głębi jesteśmy naprawdę bardziej dopasowani niż z początku zakładaliśmy, to moja odpowiedź uznawana jest za zachętę.

Tak więc w przykładowej sytuacji z wywiadem, potencjalny rozmówca mógłby odpowiedzieć: „O, tak w sumie to uważam nieograniczoną szczerość za całkiem odświeżającą! Chętnie poruszyłbym z Tobą parę bardziej soczystych tematów. Zapewniam Cię że moi słuchacze uwielbiają takie klimaty!” A jeśli chodzi o tę przykładową sytuację z seksem, to odpowiedzią mogłoby być wyrażenie zaciekawienia i chęci dowiedzenia się czegoś więcej na ten temat.

Kiedy w pełni akceptuję własne preferencje, nawet kiedy nie idą one w zgodzie z aktualnymi oczekiwaniami społecznymi, to widzę że większość ludzi spokojnie mnie akceptuje, zwłaszcza kiedy rozmawiamy prywatnie i zewnętrzne naciski nie mieszają się w naszą relację.

Filozofia pt. „wzajemny szacunek albo koniec relacji” daje mi wciąż dużo siły. Wymaga ona ode mnie zaakceptowania i uszanowania własnych preferencji, zanim miałbym oczekiwać tego samego od kogoś innego, a żeby osiągnąć ten punkt muszę wyrażać chęć eksplorowania, tak żebym mógł poprzez bezpośrednie doświadczenie dowiedzieć się, jakie właściwie są moje preferencje.

Ogólnie rzecz biorąc, naprawdę cenię sobie przyjaciół którzy głęboko rozumieją i akceptują swoje sympatie i antypatie, nawet jeżeli nasze preferencje nie idą w parze na tyle, byśmy mogli coś więcej wspólnie poeksplorować. Możliwość bywania z ludźmi którzy w pełni identyfikują się ze swoimi pragnieniami niezależnie od wpływów społecznych, jest naprawdę pokrzepiająca.

Twarzą w twarz ze strachami

Oto cytat z Ralpha Waldo Emersona, myślę że Ci się spodoba – fajnie przedstawia presję społeczną w pewnym kontekście.

Kiedy rezolutny młody człowiek staje w szranki z wielkim bykiem – tym światem, i bierze go odważne za rogi, to często z zaskoczeniem odkrywa, że te rogi zostają mu w ręku bo były tylko luźno przyklejone, by odstraszyć strachliwych poszukiwaczy przygód.

Wiem, że nie zawsze tak jest. Czasem presja społeczna może wiązać się z realnymi konsekwencjami jeżeli jej nie uszanujesz, zwłaszcza w pewnych kulturach. Ale w większości przypadków jest to tylko strach na wróble. Wygląda groźnie i strasznie z daleka, ale kiedy się do niego zbliżysz, zobaczysz że to tylko kupa podartych szmat wypchanych słomą. Jedyną przeszkodę stanowi Twoja nieśmiałość.

Im więcej badasz te „obszary pełne smoków”, tym większe prawdopodobieństwo że nauczysz się podejrzliwie podchodzić do nacisków społecznych, zwłaszcza, kiedy w miejscach gdzie miały być smoki odkryjesz nowe skarby. Nauczysz się, że pewne naciski społeczne istnieją z dobrych powodów, tak jak te chroniące Ciebie i bliskich przed realnymi niebezpieczeństwami, ale kiedy trafisz na szumnie rozgłaszane społeczne ograniczenia które stoją w sprzeczności z Twoimi pragnieniami, a nie dotyczą kwestii życia i śmierci, zachęcam Cię do ich kwestionowania i sprawdzania co się za nimi kryje. Przekonaj się sam czy mają pokrycie w rzeczywistości.

Mylenie się jest w porządku. W porządku jest ominięcie stracha na wróble, wpadnięcie w kałużę błota i stwierdzenie, że ten akurat strach na wróble stoi tu nie bez powodu. Ale nawet w tych przypadkach zdobędziesz większe zrozumienie i wiedzę na temat prawdy kryjącej się za strachem na wróble.

W świadomym życiu ważna jest umiejętność rozpoznawania wpływu presji społecznej na Twoje działania, co daje Ci swobodę wyboru. Celem nie jest ani zostanie konformistą, ani rewolucjonistą, ale myślenie, odczuwanie i zachowanie w zgodzie z własnym najlepiej pojmowanym rozsądkiem.

Źródło: Can You Act Independently Of Social Pressure?

Najbardziej bezpośrednie rozwiązanie dowolnego problemu

Uważam, że przy rozwiązywaniu najróżniejszych życiowych problemów bardzo pożyteczna jest taka metoda: określić  najbardziej bezpośrednie rozwiązanie jakie można sobie wyobrazić – nieważne jak miałbym się poczuć przy jego zastosowaniu. Jaka jest najbardziej oczywista, najbardziej bezpośrednia droga do mojego celu, albo najbardziej efektywny sposób na ominięcie przeszkody?

Wiele problemów będzie miało różnorodne bezpośrednie rozwiązania, ale często na pierwszy rzut oka będą one nieprzyjemne, ponieważ ich wdrożenie wymaga odwagi, samodyscypliny, kreatywności czy wytrwałości. Jednocześnie jest jasne że kiedy jakoś przez to przebrniemy, to rozwiązania okażą się skuteczne.

Przyjmijmy dla przykładu, że chcesz zrzucić parę kilo. I przyjmijmy, że bezpośrednim rozwiązaniem (jednym z wielu możliwych) jest jeść tyle samo ile teraz, ale zwiększyć wysiłek przy ćwiczeniach o 500 kalorii dziennie. Jeżeli wprowadzisz to, aż nadto uproszczone, rozwiązanie – stracisz na wadze. Może wymagać dyscypliny i wytrwałości, ale większość ludzi zgodziłaby się, że zadziała.

Inny przykład: przyjmijmy, że interesuje Cię nawiązanie relacji z kimś, ale nie wiesz, co ta osoba do Ciebie czuje. Bezpośrednim rozwiązaniem byłoby po prostu pójść, wyjaśnić swoje myśli i uczucia i zapytać czy on/a chce porozmawiać o ewentualnej bliższej znajomości. Zajmie to mniej niż minutę, a niezależnie od wyniku będziesz przynajmniej wiedzieć na czym stoisz. To rozwiązanie może oczywiście wymagać wiele odwagi żeby przezwyciężyć obawę przed odrzuceniem, ale jest bardzo proste i bezpośrednie.

Sprawdź czy potrafisz określić najbardziej bezpośrednie rozwiązanie jakichś swoich problemów. Jaka jest najprostsza i najszybsza droga do osiągnięcia Twoich celów, przyjmując, że masz nieograniczoną odwagę i dyscyplinę?

Zalety bezpośredniego podejścia

Istnieje wiele pozornie trudnych problemów, które mają bardzo proste, bezpośrednie rozwiązania. Prawdziwym wyzwaniem jest stać się taką osobą, która potrafi wprowadzać najbardziej bezpośrednie rozwiązania zamiast zmuszać się do wybierania okrężnej drogi z powodu lenistwa czy nieśmiałości. Oto dlaczego praca nad rozwojem osobistym, a zwłaszcza budowaniem odwagi i samodyscypliny, jest jedną z najlepszych technik rozwiązywania problemów. Problemy, które kiedyś wydawałyby się nie do przeskoczenia, stają się o wiele łatwiejsze do rozwiązania kiedy tylko weźmiesz się za pracę nad sobą. Coraz lepiej opanowujesz sztukę stosowania bezpośrednich rozwiązań zamiast uciekania się do pośrednich.

Jednym z najlepszych przypadków w których pomogła mi metoda bezpośredniego podejścia była zmiana w karierze, kiedy w 2004 r. przerzucałem się z produkcji gier komputerowych na tematy związane z rozwojem osobistym. Zadałem sobie pytanie: co bym robił, gdybym był już na emeryturze? Odpowiedź: najwięcej czasu spędzałbym czasu pracując nad rozwojem osobistym z innymi ludźmi zorientowanymi na rozwój. Właśnie tym zajmowałem się wtedy w czasie wolnym od pracy. Zrozumiałem, że prowadziłem biznes aby generować dochód tylko po to żeby opłacić rachunki, a następnie w wolnym czasie wziąć się do pracy nad rozwojem osobistym. Wyglądało mi to na niepotrzebnie okrężną drogę. Dlaczego nie miałbym po prostu wyeliminować pośrednika? Pomyślałem czy nie byłoby sprytniej pracować nad rozwojem osobistym na pełen etat i znaleźć sposób, żeby z tego opłacać swoje rachunki?

Zidentyfikowałem bardziej bezpośrednie rozwiązanie, ale  wymagało ono oczywiście odwagi, dyscypliny i kreatywności. Nie miałem wątpliwości, że to zadziała jeżeli tylko spróbuję. (Pomijam szczegóły, ale myślę że chwytasz o co chodzi.) Powstał więc nowy problem: jak wykrzesać wewnętrzne zasoby niezbędne do wprowadzenia tego w życie? Gdy spróbowałem poradzić sobie z tym problemem, rezultaty były dość nieoczekiwane. Okazało się, że nie było aż takiej potrzeby rozbudowywania wewnętrznych zasobów. Musiałem tylko zechcieć je zastosować.

Dlaczego opieramy się bezpośrednim rozwiązaniom

Jest w bezpośrednich rozwiązaniach coś pokrzepiającego – wiesz, że to zadziała; ale jest też coś niepokojącego. Gdy masz przed nosem jaskrawo oczywiste bezpośrednie rozwiązanie i nie wprowadzasz go chociaż wiesz że jest dobre, to musisz się zatrzymać i zadać sobie takie pytanie: „Dlaczego powstrzymuję się przed rozwiązaniem tego problemu, gdy rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki?” Jeżeli rzeczywiście poświęcisz temu pytaniu trochę uwagi, możesz dojść do ciekawych wniosków.

Jeśli o mnie chodzi, to musiałem zastanowić się czy jestem gotów ciężko pracować na pożądany rezultat. A może wolę pójść łatwiejszą drogą? Dostrzegłem że od osiągnięcia celu oddzielało mnie tylko określenie czy chcę zainwestować w jego realizację własny czas i wysiłek. Prowadzenie biznesu z grami szło mi już z łatwością i nie musiałem pracować zbyt ciężko by uzyskiwać z tego dochód. Trzeba było podjąć decyzję czy chcę wejść na nowy poziom działania. Kiedy już uczciwie stwierdziłem że chcę to zrobić, mogłem zabrać się do dzieła i wprowadzić bezpośrednie rozwiązanie. Ale dopóki myślałem: „Musi być prostszy sposób.” albo „Nie jestem pewien czy chcę wykonać tyle pracy.”, wszystkie rozwiązania (bezpośrednie i pośrednie) mi umykały.

Rozważ jakieś bezpośrednie rozwiązanie z własnego życia. Zatrzymaj się i zadaj sobie pytanie: „Czy chcę to zrobić? Czy chcę być osobą, która potrafi wprowadzić to rozwiązanie?”

Co by to oznaczało, gdybyś stwierdził, że nie chcesz być osobą która wprowadziłaby bezpośrednie rozwiązanie? Czy mówisz, że wolałbyś być osobą niekreatywną, niezdyscyplinowaną i nieśmiałą zamiast kreatywnej, zdyscyplinowanej i odważnej? Kiedy bierzesz się za te kwestie i rozważasz je świadomie, trudno stwierdzić że wolałeś pozostawać taką osobą która musi zadowalać się wolniejszymi, bardziej pośrednimi rozwiązaniami, a czasami brakiem jakiegokolwiek rozwiązania w ogóle. Ale tak to wygląda, gdy odrzucasz bezpośrednie rozwiązanie, prawda?

Musisz dokonać ważnego wyboru i zdecydować jakim człowiekiem chcesz być. Chcesz być odważny, zdyscyplinowany, kreatywny i wytrwały – czy nie? Uważasz, że to są dobre cechy do rozwijania w sobie? Jeżeli nie, to z braku lepszego wyboru zostaje Ci w sumie tylko przyjąć ich przeciwieństwa. Czy właśnie to chcesz zrobić?

Podejście bezpośrednie a Prawo Przyciągania

A co ze stosowaniem Prawa Przyciągania? Czy jest to częścią bezpośredniego rozwiązania? To zależy od problemu.

Rozważ taki prosty przykład. Prostym ćwiczeniem z manifestacji jest spróbować zamanifestować niebieskie pióro gdzieś w swojej rzeczywistości. Podtrzymujesz intencję zobaczenia w jakimś momencie niebieskiego pióra – w przeciągu najbliższej doby. Jakie jest najbardziej bezpośrednie rozwiązanie dla tej intencji? Czy jest nim czekanie cierpliwie i pozwolenie wszechświatowi by w jakiś sposób Ci je przyniósł? Czemu nie skorzystać po prostu z wyszukiwarki obrazów Google? Znajdziesz niebieskie pióro w ciągu paru sekund. Problem rozwiązany. Następny proszę.

Wielokrotnie gdy ludzie próbują zastosować Prawo Przyciągania, jednocześnie opierają się przed wprowadzeniem najbardziej bezpośredniego rozwiązania swojego problemu. Jak dla mnie, to jest mieszana intencja. Jeżeli naprawdę pożądasz czegoś wystarczająco mocno, dlaczego u licha chciałbyś odrzucać najprostszą drogę do tego? Czy nie oznacza to, że tak naprawdę tego nie chcesz? A może nie chcesz stać się osobą, która mogłaby to dostać? Jeżeli masz już przed sobą bezpośrednie rozwiązanie, gapiące Ci się prosto w oczy, i nie wprowadzasz go, powiedziałbym, że stosujesz raczej Prawo Odrzucenia niż Prawo Przyciągania.

Sensem Prawa Przyciągania jest podtrzymać intencję by odkryć bezpośrednie rozwiązanie problemu. Gdy już znasz to rozwiązanie, Prawo Przyciągania wykonało swoją robotę. Twoją robotą jest wprowadzić rozwiązania, które przyciągnąłeś.

Kiedy trudno Ci rozwiązać jakiś problem mimo, że stosunkowo łatwo możesz określić bezpośrednie rozwiązanie, być może prawdziwy problem tkwi zupełnie w czym innym niż Ci się wydaje.

Źródło: The Most Direct Solution to Any Problem