Jeżeli pociąga Cię wiele różnych pasji i nie możesz poświęcić się żadnej z nich ze względu na karierę, studia czy źródło dochodu – to bardzo dobrze dla Ciebie. Leonardo da Vinci jechał na tym samym wózku. Przez wielu uważany jest za największego geniusza wszech czasów.

Pogląd, że musisz poświęcić się jednej dziedzinie na całe życie (czy choćby dekadę albo dwie) ma sens, jeśli chcesz prowadzić życie zasuwającego fizycznie trutnia. Ale w ten sposób pełnisz jedynie rolę trybiku w wielkiej maszynie, całkiem jednorazowego i z łatwością wymienianego na podobne trybiki.

Niech zgadnę… ludzie, którzy mówią Ci (może nawet krzyczą na Ciebie), żebyś wybrał jedno i temu się poświęcił, sami też są na trutniowej ścieżce, prawda? Czy szczerze chcesz osiągnąć to, co oni? A może wolałbyś coś lepszego?

Wiesz, zupełnie w porządku jest odrzucić życiową drogę trutnia. Wiele osób tak robi, dzięki czemu są o wiele szczęśliwsi. Nie są to jednak ci sami ludzie, którzy powiedzą Ci: „Weź jedną rzecz i trzymaj się jej, albo niczego w życiu nie osiągniesz.”. Zamiast tego powiedzą prawdopodobnie: „Im więcej zainteresowań rozwijasz, tym zdolniejszy będziesz.”

Nie ma zasady mówiącej, że musisz poświęcić się byciu trutniem.

Ja nie chcę poświęcać się jakiejkolwiek jednej rzeczy w życiu. Nie lubię nawet poświęcać się jednej rzeczy choćby na miesiąc. Mam zbyt wiele zainteresowań. Gdybym wybrał jedną rzecz, a resztę zostawił – nie byłbym szczęśliwy. Poczułbym się tylko uwięziony w pułapce. Wybrałem więc odrzucenie tego kursu. Widzę, że nie jest on odpowiedni dla mnie. Hmmm… z jakiegoś powodu ludzie, którzy mówili, że powinienem się specjalizować znacznie przycichli, kiedy moje eklektyczne zainteresowania zaczęły procentować finansowo.

Aktualnie cieszę się pisaniem, blogowaniem, przemawianiem, publikowaniem podcastów, biznesem internetowym, studiowaniem samorozwoju, filozofią, humorem, disc-golfem, rozwojem psychicznym itd. Dlaczego miałbym wybierać tylko jedno? Jestem blogerem, pisarzem, mówcą, specjalistą od rozwoju osobistego, przedsiębiorcą internetowym? Cóż, życiorys mam chaotyczny. I kogo to obchodzi?

W przeszłości trenowałem sztuki walki (tae kwon do i kempo), dużo biegałem długodystansowo, włączając w to maraton, nauczyłem się liczenia kart w blackjacku, występowałem z zespołem improwizującym komedie, uczyłem się żonglowania i programowałem gry komputerowe, a także robiłem wiele innych rzeczy jakie dawały mi radość. Wieloma z tych rzeczy zajmowałem się w tygodniu między godziną 9 a 17. Ale zgadnij co… nikt nie przyszedł mnie za to aresztować. Ziemia nie wypadła z orbity bo ja nie dałem rady zająć się tylko jedną rzeczą.

Jeżeli masz wiele zainteresowań, ludzie będą narzekać. Pozwól im.

Może być ciężko to zauważyć dopóki nie spotkasz się ze mną osobiście, ale ja przez cały czas przeskakuję między różnymi zainteresowaniami. Czasami przez kilka dni z rzędu jestem naprawdę zaangażowany w pisanie czy blogowanie. Innym razem odkładam blog na później i poświęcam więcej czasu na przemówienia czy po prostu pracę nad rozwojem osobistym.

Czasami ludzie narzekają, kiedy odpuszczam blogowanie by zająć się innymi zainteresowaniami, ale ja pozostawiam sobie swobodę podejmowania takich wyborów, jeżeli wiem że to dla mnie dobre. Jako, że w archiwach są setki darmowych artykułów oraz 21 darmowych podcastów, i jako że fora są dostępne 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu, nie wydaje mi się bym musiał publikować coś każdego dnia by utrzymać blog w ruchu. Jeżeli zaczynam czuć, że „wpadłem w szpony” blogowania, po prostu zostawiam to na jakiś czas. Potem znów się za to zabieram, kiedy poczuję inspirację do takiego powrotu.

Kiedykolwiek wycofuję się z jednego obszaru i kieruję ku innemu, słyszę pytania typu: „Co się z Tobą dzieje?”, „Gdzieś Ty był?”. Jeżeli dam sobie parę miesięcy przerwy w chodzeniu na spotkania Toastmasters (jak zrobiłem kiedy pisałem książkę), moi znajomi zastanawiają się, co się ze mną stało. Spadłem z tej planety? Czy ja wypisuję się z klubu? Jeżeli nie piszę przez tydzień, ktoś może rozpocząć na forum kolejną dyskusję pod tytułem: „Czy Steve nie żyje?”. Ja po prostu akceptuję, że tak się dzieje. Taka jest naturalna konsekwencja posiadania różnorodnych zainteresowań. Nie jestem martwy. Po prostu zmieniam tryby, W tym tygodniu jestem naprawdę zainspirowany do pisania czegoś na blogu. Wcześniej w ciągu tego roku byłem bardziej skupiony na pisaniu swojej książki. Później w tym roku będę miał mnóstwo pracy przy promowaniu książki.

Wiele zainteresowań = szybszy rozwój = stawanie się zdolniejszym

Korzyść z posiadania dużej ilości różnorodnych zainteresowań jest taka, że trenujesz swój mózg w uczeniu się wielu nowych ścieżek. Wzorce, jakich uczysz się na jednym polu mogą zostać później wykorzystane w zupełnie innych dziedzinach – by kreatywnie rozwiązywać problemy.

Wewnątrz pojedynczego obszaru wiedzy dominujący eksperci mają skłonność do rozwijania widzenia tunelowego. Przyzwyczajają się do pewnych wzorców. Często kontaktują się między sobą, więc wszyscy znają ulubione wzorce innych. To niewątpliwie ma miejsce na polu rozwoju osobistego.

A często ludzie, którzy wykonują najwięcej innowacyjnej roboty, to outsiderzy, którzy przychodzą ze świeżym spojrzeniem, z jakim obecni eksperci nie mieli do czynienia. To jest świetne, ponieważ ci outsiderzy są w stanie zainicjować mnóstwo wzrostu. Albert Einstein jest dobrym przykładem. Kiedy pracował jako urzędnik patentowy nie miał praktycznie żadnego kontaktu ze społecznością fizyków głównego nurtu.

Jednym z powodów takiego sukcesu, jaki udało mi się osiągnąć w blogowaniu na temat rozwoju osobistego jest to, że wszedłem na to pole z zewnątrz. Stopnie naukowe mam z informatyki i matematyki, a nie psychologii czy filozofii. Ze względu na to podłoże często zauważam wzorce, których ludzie z branży nie zauważają (lub po prostu lekceważą).

Co mnie wyróżnia spośród innych ekspertów to to, że mam skłonność do zero-jedynkowego myślenia w kategoriach algorytmów. Kiedy piszesz program komputerowy, to albo daje on oczekiwany rezultat, albo nie. Problem matematyczny jest albo rozwiązany, albo nie. Nie możesz stosować na tych polach jakiegoś niedorobionego czy nieprecyzyjnego podejścia i spodziewać się sukcesu. Albo masz rację, albo się mylisz. Albo masz działające rozwiązanie, albo nie masz. Nie ma nic pomiędzy, żeby jakoś się przeciskać. Jeżeli oczekujesz sukcesu w informatyce czy matematyce, musisz być dobry w rozwiązywaniu problemów. Twoje rozwiązania muszą rzeczywiście działać. Nie możesz naściemniać czy podlizywać się o specjalne względy i spodziewać się, że pozwoli to zignorować Twoje osobiste porażki. Kiedy się mylisz, nie masz żadnych rezultatów. Zły program zazwyczaj nie sypie się ładnie – po prostu w ogóle nie działa.

Kiedy zainteresowałem się rozwojem osobistym, jedną rzeczą, która naprawdę mnie irytowała było to, jak nijako i nieprecyzyjnie wszystko przedstawiano. Były całe półki wypełnione tym, co uważałem za kompletne bzdury. Książki obiecywały praktyczne rozwiązania prawdziwych problemów, ale wszystko, co znajdowałeś w środku, to nudne brednie i historie o przesadzonych osiągnięciach. Po przeczytaniu wielu książek o programowaniu i nauczeniu się precyzyjnych rozwiązań, które za każdym razem działały właściwie, to była dla mnie duża zmiana.

Jako że lubię wzorce, które są ścisłe, precyzyjne i skuteczne, to nie przepadam za rozwiązaniami, które nie są uniwersalne. Nie przepadam też za szarą strefą, ponieważ wolę myśleć raczej w kategoriach „czarne-białe”. Mam więc skłonność do mówienia rzeczy typu: „Albo robisz to, co kochasz, albo nie. Jak jest?”. Wiem, że moje podejście nie będzie podobać się każdemu, i więcej niż raz byłem oskarżany o zbyt ścisłe myślenie, ale wiem też, że na ten sposób myślenia jest miejsce na polu samorozwoju.

Podobnie – gdybyś był psychologiem wchodzącym na pole informatyki, mógłbyś mieć tendencję do wprowadzania metod rozwiązywania problemów, które pozwalają na większą płynność, wymagają mniej precyzji… jak logika rozmyta.

Kiedy napisałem swoją książkę, „Rozwój osobisty człowieka rozumnego”, rozwinąłem pseudomatematyczny model rozwoju osobistego, włączając w to kompletne, uporządkowane ramy działania, z jakimi nie spotkałem się nigdzie indziej na tym polu. Mógłbym dać mojej książce podtytuł „Ukryta geometria rozwoju osobistego”. (Jeżeli klikniesz ostatni link i przewiniesz trochę w dół, zobaczysz trójkąt reprezentujący sedno tego modelu.) Być może mając do czynienia ze świadomym wzrostem nie możemy osiągnąć matematycznej precyzji, ale myślę, że możemy zbliżyć się do niej o wiele bardziej, niż teraz.

Jeżeli lubisz myśleć o rozwoju osobistym dość liniowo – np. „powiedz mi jak załatwić to, co chcę, i osiągnąć rezultat” – prawdopodobnie moja książka bardzo Ci się spodoba. Ale jeżeli wolisz podejście bardziej w stylu Zen, „płyń z prądem”, „pozwól by życie się tobie przytrafiało”, prawdopodobnie książka będzie zbyt ścisła, jak na Twój gust. Tak czy inaczej, nie wątpię, że ta książka zdobędzie silną pozycję na swoim polu (tak jak stało się to z moim blogiem), ponieważ prezentowane w niej rozwiązania i wzorce pomogą ludziom rozwiązywać problemy nowymi sposobami.

A teraz wyobraźmy sobie, że znów przeskakuję do innej branży. Mógłbym wtedy zastosować wzorce, jakie poznałem we wszystkich innych dziedzinach które studiowałem, aby wytworzyć kreatywne, oryginalne prace w tej nowej branży. Wzorce pochodzące z rozwoju osobistego, matematyki, informatyki, blogowania, sztuk walki itp. z pewnością pozwoliłyby stworzyć nowe rozwiązania w pozornie niepowiązanych dziedzinach.

Nawet kiedy gram we frisbee-golfa ze znajomymi, to stosuję wzorce, których nauczyłem się gdzie indziej. Na przykład: moi golfowi znajomi co do jednego mają ulubione sposoby wyprowadzania rzutu – niemal zawsze wyprowadzają rzuty, używając tej samej techniki. Ale ja zastosuję różne sposoby rzucania by dostosować się do terenu. Czasem rzucam z forehandu, czasem backhandu, a czasem rzucam rollersy – wszystko podczas tej samej gry. Oznacza to, że nie mam tak wiele praktyki w jednym konkretnym stylu, ale mogę być bardziej elastyczny, jeśli chodzi o dostosowanie się do terenu.

To był bardzo prosty przykład, ale „dopasowywanie rozwiązań do terenu” było w zasadzie wzorcem, który przyswoiłem sobie z programowania komputerowego. Programiści często używają różnych algorytmów, by rozwiązać właściwie ten sam problem, dostosowując swoje rozwiązania do specyficznych okoliczności. Istnieje wiele różnorodnych algorytmów sortujących i wyszukujących, a optymalne rozwiązanie zależy od danego problemu, który chcesz rozwiązać. Kiedy gram we frisbee-golfa, zadaję sobie pytanie: „Jaka jest poprawna technika rzutu (algorytm), z której muszę teraz skorzystać, by zmniejszyć (zoptymalizować) liczbę rzutów, jakie będą konieczne aby trafić kosza (cel)?”.

Będziesz zaskoczony tym, jak wiele jest okazji do zastosowania spostrzeżeń, jakie poczyniłeś w jednej dziedzinie, by rozwiązać problemy na pozornie niepowiązanych polach. Długoterminowa korzyść z rozwijania wielu różnorodnych zainteresowań jest taka, że budujesz sobie potężny zestaw narzędzi – wzorców rozwiązywania problemów. Daje Ci to większą elastyczność w momencie zetknięcia się z pewnymi wyzwaniami. Ludzie czasem chwalą mnie za błyskotliwe spostrzeżenia, które pomogły im rozwiązać wymagający problem, podczas, gdy wszystko, co ja zrobiłem, to „zapylanie krzyżowe” – przeniesienie znanego rozwiązania z jednego pola na inne.

Zarabianie na swoich zróżnicowanych zainteresowaniach – rozwiązania kreatywne

Ważne jest by zauważyć, że nie musisz zarabiać na wszystkich swoich zainteresowaniach. Jeżeli po prostu zagłębisz się w coś co lubisz, i będziesz za tym podążać, możesz być zaskoczony odkrywaniem które zainteresowania pomagają Ci generować przychód, a które nie.

Większość z moich zainteresowań nie generuje mi przychodu bezpośrednio, i to jest zupełnie w porządku. Ale wiele z nich – owszem, włączając w to reklamę hostingu na tej stronie, pisanie książki, profesjonalne przemówienia czy recenzje i polecanie produktów.

Co w tej chwili zarabia dla mnie najwięcej pieniędzy? Mój dochód jest dosyć zróżnicowany, ale jednym, najbardziej lukratywnym zajęciem jest dla mnie w tej chwili recenzowanie i polecanie produktów – nie blog czy przemówienia. Mógłbyś pomyśleć, że większość pieniędzy zarabiam z całego mojego pisania, ale to nie tak działa. Może moje pisanie jest tym, co tworzy dla innych największą wartość, ale nie to tworzy największy przychód… a przynajmniej nie bezpośrednio.

Wydawcy często podsyłają mi produkty informacyjne do recenzji. W dowolnym momencie mam zazwyczaj w kolejce 50-100 książek i w sumie kilka dni nagrań. Programów audio słucham w siłowni czy na komputerze z prędkością odtwarzania 2x-4x, i czytam wiele książek techniką PhotoRead. (Przypadkiem Learning Strategies właśnie w tym miesiącu znów oferuje rabat na PhotoReading dla czytelników StevePavlina.com – coś, co robią tylko raz do roku. Przygotuję o tym oddzielny wpis na blogu zaraz po tym.)

Kiedy napotykam coś co naprawdę, naprawdę uwielbiam i czuję się dobrze polecając to, wypracowuję z wydawcą porozumienie o podziale zysków w zamian za polecanie i promocję produktu na mojej stronie. Działa to świetnie w przypadku produktów informacyjnych, ponieważ margines zysku sięga często 80% albo więcej, jako że wartością jest informacja, a nie opakowanie. Często udaje mi się też przekonać ich do zaoferowania moim czytelnikom lepszych warunków, niż gdyby kupowali bezpośrednio od nich. Taki układ to wygrana wydawcy, ponieważ uzyskuje wielu nowych klientów nie ponosząc kosztów marketingowych. Dobry produkt nakręci sprzedaż o wartości ponad 100 000 dolarów w ciągu pierwszych 30 dni, jeżeli go polecę. To wygrana dla mnie, ponieważ dostaję wszelkie darmowe produkty, o jakich mógłbym kiedykolwiek marzyć, i zarabiam rocznie sześciocyfrowe kwoty tylko z paru poleceń. Kiedy już opublikuję swoją rekomendację produktu, cieszę się trwałym pasywnym przychodem z ciągłej sprzedaży, otrzymując prowizję każdego miesiąca. Korzyść dla moich czytelników jest taka, że poznają najlepsze produkty, jakie mogę znaleźć – często z rabatem czy bonusem i zawsze z gwarancją zwrotu pieniędzy, dzięki czemu nie ma ryzyka. Ponadto wszelkie darmowe artykuły i podcasty są po prostu dotowane dzięki takim układom, więc mogę pozwolić sobie na poświęcenie wielu godzin by pisać nowe artykuły bez konieczności pobierania opłat za informację. Biorąc to wszystko pod uwagę uważam, że jest to wyjątkowo dobry układ dla wszystkich.

Szczera prawda jest jednak taka, że chociaż lubię od czasu do czasu recenzować i polecać produkty, to nie chcę zmienić tego pojedynczego zajęcia w pełnoetatową karierę. Nie chcę, by mój blog stał się tylko stroną z rekomendacjami produktów. Możesz nie zdawać sobie sprawy z tego, że decydując się na rozwijanie innych zainteresowań, pozostawiam na stole sporo potencjalnego przychodu. Jestem pewien, że gdybym naprawdę chciał, to mógłbym zarabiać na tej stronie 5-10 razy więcej… właściwie z dnia na dzień. Zrobienie tego nie wymaga wiele myślenia. Zamiast polecać kilka produktów rocznie, mógłbym polecać nowy produkt co tydzień czy dwa. Z pewnością nie zabraknie mi produktów do wyboru. Ale żeby to osiągnąć, musiałbym zrobić jedną z dwóch rzeczy.

Pierwszą możliwością byłoby promować więcej produktów, niezależnie od tego, czy uważałbym, że są pod jakimkolwiek względem dobre. Istnieje wiele produktów wyrosłych na gładkim marketingu, które dobrze sprzedają się w sieci, ale zawarta w nich informacja to bezwartościowe śmieci. Nie musiałbym nawet przeglądać tych produktów, co zaoszczędziłoby mi mnóstwo czasu. Niektórzy wydawcy właściwie proponują mi gotowe listy polecające, a wszystko, co miałbym zrobić, to dopisać moje nazwisko i przesłać je dalej. Spotkasz wielu specjalistów od marketingu internetowego, którzy dokładnie to robią, dumnie polecając produkty, których nigdy nie wypróbowali, po prostu dlatego że wiedzą, iż na tym zarobią. Widuję te same listy polecające, które mi zaoferowano, w newsletterach innych ludzi. Ale nie przejmuj się – nie zobaczysz mnie na tej ścieżce. Osobiście nie jestem w stanie strawić myśli o zrobieniu czegokolwiek w tym stylu. Nie idzie to w parze z prawdą oraz miłością i jak dla mnie ma nieodpowiednią polaryzację. Chcę po prostu podzielić się spostrzeżeniem, że gdyby zarabianie pieniędzy zajmując się tylko jedną rzeczą było moim celem numer jeden, mógłbym to z pewnością zrobić. Ale myślę, że póki co będę trzymał się swojej duszy.

Skoro w sumie mogę odrzucić pierwszą możliwość, to drugą będzie recenzować o wiele więcej produktów. Można mieć nadzieję, że recenzując więcej produktów w krótszym czasie będę w stanie wyszukać więcej perełek. Gdybym nie zajmował się niczym innym poza testowaniem i polecaniem produktów przez cały czas pracy, prawdopodobnie mógłbym w ciągu roku znaleźć 20-30 naprawdę dobrych pozycji, które szczerze mogę polecać. Tylko, że to oznaczałoby, iż musiałbym porzucić wiele innych moich zainteresowań, a tego po prostu nie chcę robić, nawet, jeżeli wiązałoby się to z zarabianiem 10 razy więcej pieniędzy. Jestem szczęśliwszy zarabiając mniej i utrzymując dobrą równowagę zajęć, które sprawiają mi radość. Tak więc muszę odrzucić i tę możliwość, gdyż nie idzie w parze z miłością.

Chodzi mi o to, że nie musisz wcale wybierać tej drogi, która pozwala Ci zarobić najwięcej pieniędzy. Możesz kultywować wiele różnych zainteresowań i nadal znajdować kreatywną mieszankę, która pozwala Ci zarabiać pieniądze ORAZ utrzymać urozmaicony, dostatni styl życia ORAZ być szczęśliwym ORAZ robić różnicę. Podążanie za pieniądzem za wszelką cenę jest dużym błędem, zwłaszcza, gdy musisz poświęcić wiele z rzeczy, które uwielbiasz robić. Rób to, co kochasz, a dodatkowe pieniądze pozostaw na stole.

Spotkałem paru specjalistów od marketingu internetowego, którzy zeszmacą się by wypromować każdy lukratywny produkt, na jaki natrafią, dojąc ze swoich list mailingowych tyle pieniędzy, ile są w stanie, nie wypróbowując nawet produktów, które polecają. Są dumni z umiejętności manipulowania emocjami ludzi by skłonić ich do zakupu. Szczycą się tym, jak wiele pieniędzy zarabiają na wciskaniu przepłaconych bubli ludziom, którzy są zbyt łatwowierni by poznać coś lepszego. (Mogę zaświadczyć prawdziwość metki „bubel”, bo toaleta w moim biurze jest stale upaprana od spuszczania wielu produktów, które oni mi przysyłają.) Po krótkiej rozmowie z takimi ludźmi czuję się, jakbym zanurzył się w szlamie brudnej roboty. Co mam im powiedzieć? „Przepraszam, ale nie mogę pomóc w promowaniu waszych produktów na mojej stronie, bo jesteście źli.” Nie wiem, jak by to przeszło.

Na szczęście znalazłem dobry sposób na odpowiadanie takim ludziom. Mówię po prostu: „Intuicja w tym przypadku podpowiada mi żeby w to nie wchodzić, więc muszę zrezygnować.”. Naprawdę uwielbiam to zdanie, bo nie mają na to żadnej obrony, a co najlepsze – to czysta prawda. Kiedy mówię cokolwiek innego, zazwyczaj wskakują w „tryb przeciwko obiekcjom” i próbują mnie przekabacić. Ale nie mają żadnego sposobu by kłócić się z moją intuicją, bo są tak daleko od kontaktu z własną. (Jeżeli jesteś jednym z tych ludzi, którym zdarzyło się otrzymać ode mnie taką odpowiedź, nie musi to zazwyczaj oznaczać, że uważam, iż jesteś zły. To po prostu jedna z moich gotowych odpowiedzi, jakie daję na propozycje biznesowe, które muszę odrzucić.)

Kiedy spróbuję rzucić takim ludziom wyzwanie skorygowania ich kursu w zgodzie z prawdą i miłością, to ma czasami taki efekt uboczny, że chcieliby potraktować mnie mieczem świetlnym. W końcu znajdę sposób, by odwrócić jeden z nich. Tacy ludzie żyją w niezłej zgodzie z mocą, ale o czym nie wiedzą to to, że gdyby potrafili przekonać się ku zgodzie również z prawdą i miłością, staliby się jeszcze potężniejsi. Byliby też o wiele szczęśliwsi i bardziej spełnieni. To może brzmieć dziwnie, ale myślę właśnie o oferowaniu takim ludziom konsultacji by pomóc im przywrócić równowagę w życiu. Są na pozycji, z której mogą wywierać pozytywny wpływ na wielu innych ludzi, jeśli zabiorą się do tego w dobry sposób, więc udzielenie pomocy choćby jednemu z nich może mieć duże przełożenie na efekty. Ale oczywiście nie mógłbym tego zrobić… bo to oznaczałoby rozwijanie jeszcze jednego zainteresowania. <- Tak, to jest sarkazm!

No i to była zabawna styczna. Uch… nie próbuj mieszać matmy i humoru.

* * *

Jeżeli Twoją aspiracją jest zostać gwiazdą jednego hitu, rób wszystko, by to osiągnąć. W przeciwnym razie, zwróć uwagę, że – patrząc z perspektywy historii – ludzie rozwijali różnorodne umiejętności by zaspokoić swoje potrzeby. Przerost specjalizacji może być dobry dla korporacji, ale nie jest niczym wspaniałym dla świadomych istot ludzkich. Nawet farmer z 1850 r. prawdopodobnie wyprzedza Cię w konkurencji różnorodności umiejętności. Czy potrafisz spojrzeć na pusty skrawek ziemi i zbudować na nim własną samowystarczalną farmę oraz dom dla swojej rodziny, przy pomocy paru prostych narzędzi ręcznych? (Jeżeli na to pytanie możesz odpowiedzieć „tak”, to wpadnij tego lata do Las Vegas i udowodnij to!)

Następnym razem, kiedy ktoś poradzi Ci uspokoić się i zająć się tylko jedną rzeczą w swojej karierze, studiach czy jako źródle dochodu, polecam Ci odpowiedzieć w ten sposób: „Doceniam Twoją troskę, ale jako że nie podzielam Twojego marzenia zostania cenionym pudlem, muszę odrzucić Twoją radę jako kompletną głupotę.”

A potem wyzwij go na rundkę frisbee-golfa.

Źródło: What If You Have Many Different Interests and Cannot Commit to Any of Them?