W tym miesiącu wybraliśmy się z Rachelle w kolejną podróż po Europie. Polecieliśmy do Szwajcarii na konferencję Lifestyle Design, która odbywała się w Zurychu 10 i 11 stycznia. Opowiadałem tam parę swoich historii o odkrywaniu swojej drogi zorientowanej na rozwój – i o podążaniu nią z sercem. Konferencja okazała się wielkim sukcesem, a Kai Christen zdecydował już, że zorganizuje ją ponownie w 2016 r.

Już po raz trzeci poleciałem do Europy z biletem w jedną stronę, nie określając zawczasu konkretnej daty powrotu do Stanów. Nic konkretnego na czas po konferencji w Zurychu nie zaplanowaliśmy. Intencję mieliśmy taką, żeby otworzyć się na nowe doświadczenia i zobaczyć, gdzie nas zaprowadzą inspiracje i zaproszenia.

Podczas weekendu na konferencji otrzymaliśmy około ośmiu różnych propozycji, głównie od osób z innych miast w Szwajcarii. Doświadczenie nauczyło mnie by nie podejmować takich decyzji przedwcześnie i na siłę. Lepiej poczekać aż wszechświat zacznie dawać drobne znaki; lubię też upewnić się, że intuicja daje mi wyraźne sygnały co do kolejnego kierunku. Przy takim sposobie podejmowania decyzji prawie zawsze myślimy z Rachelle podobnie.

Po Zurychu na parę dni wylądowaliśmy w Lucernie u jednego z prelegentów. Zrządzeniem losu, kiedy wysiedliśmy z pociągu, wpadliśmy na innego mówcę poznanego konferencji. Nie wiedzieliśmy, że będzie się tam wybierał, on też nie znał naszych planów. Tego typu „przypadki” przytrafiają mi się bardzo często, kiedy znajduję się w trybie odkrywcy. Paru moich znajomych z Norwegii również przybyło do Lucerny. Zebraliśmy się więc wszyscy na wspólnym obiedzie.

Po paru dniach spędzonych w Lucernie już na własną rękę wybraliśmy się z Rachelle do Genewy. Poszliśmy na wycieczkę po CERN-ie i dowiedzieliśmy się co nieco o tamtejszych akceleratorach cząstek. Następnie na kolejne zaproszenie udaliśmy się do Paryża i tu w tym tygodniu jesteśmy.

Życzliwość

Podczas tej wycieczki szczególnie poruszyła mnie życzliwość i hojność ludzi, z jaką się spotkaliśmy. Jesteśmy w Europie od 9 stycznia i wciąż nic nie wydaliśmy na noclegi. Ludzie są bardzo serdeczni i przyjaźni, zapraszają nas do swoich domów – i to ludzie, którzy poznali nas dopiero w tym miesiącu.

Wczoraj próbowaliśmy kupić w automacie bilety na paryskie metro. Potrzebowałem karnetu z dziesięcioma biletami, ale nie mogłem znaleźć tej opcji w menu, utknąłem więc przy maszynie próbując sobie jakoś poradzić. Wkrótce w kolejce za nami stanęła młoda kobieta. Zaproponowałem by weszła przed nas, ponieważ nie chciałem żeby przeze mnie marnowała czas. Uśmiechnęła się i powiedziała, żebyśmy spokojnie załatwili sprawę. Kiedy zapytałem czy w tym automacie można kupić karnet, chętnie pokazała co i jak.

Przyszło do płatności i automat zaczął odrzucać po kolei wszystkie karty, którymi próbowałem zapłacić. Spotkałem się z tym już wcześniej – niektóre europejskie automaty akceptują tylko karty chipowe. Karty takie są powszechne w Europie i w Kanadzie, ale nie w Stanach. Nawet podając poprawny PIN czasami zapłacić nie mogłem – po prostu automatycznie odrzucały transakcję. Zazwyczaj w takich przypadkach korzystamy po prostu z kanadyjskiej karty Rachelle.

Kobieta zobaczyła,  że automat wciąż odrzuca moje karty – a był to jedyny sprawny automat na tej konkretnej stacji. Akurat kiedy miałem się poddać i zaproponować Rachelle żebyśmy spróbowali z jej kartą, kobieta wzięła swoją kartę i powiedziała, że zapłaci za nasze bilety (ok. 14 euro). Wzięliśmy bilety, podziękowałem jej i wyciągnąłem gotówkę żeby zwrócić jej za płatność, ale nie chciała jej przyjąć. Powiedziała, że wie jak to jest w podróży i że chce, abyśmy czuli się mile widziani w Paryżu. Podziękowaliśmy jej za hojność; taki akt życzliwości bardzo nas wzruszył.

Sami też w końcu jakoś byśmy wykombinowali jak kupić ten karnet, zapłacilibyśmy kartą Rachelle i odebrali swoje bilety, ale miło było uzyskać trochę dodatkowej pomocy w akurat w takim momencie. Jest to też fajne przypomnienie by „podawać dalej”, aktywnie poszukując okazji do wykazania się życzliwością i hojnością.

Komunikacja z energią

Jako blogerowi, pisarzowi, mówcy łatwo jest mi sądzić, że w komunikacji chodzi tylko o słowa. Ale same słowa mogą być bardzo płytkie. Prawdziwa komunikacja to forma przekazu energii. Kiedy energetyczne połączenie nie jest odpowiednie, słowa nie mogą zastąpić tego czego brakuje. Ale kiedy energia jest silna i autentyczna, słowa niemal nic nie znaczą.

Kiedy podróżuję po kraju, którego głównego języka nie znam zbyt dobrze, próby opierania się wyłącznie na słowach sprawiają że czuję się bezsilny i mam wrażenie, że bełkoczę. Ale nawet kiedy nie znam najwłaściwszych słów, mogę komunikować się całkiem nieźle, z pozytywną wibracją taką jak przyjazność, otwartość, ciekawość, docenianie i zabawa.

Podróżując chętnie staram się też wczuć w komunikaty wysyłane przez otoczenie. Słuchać więcej tego, co świat ma do powiedzenia – to jeden z moich powodów by podróżować jeszcze więcej.

W Paryżu zatrzymaliśmy się w mieszkaniu położonym o parę kroków od miejsca ostatniej strzelaniny w „Charlie Hebdo”. Obserwujemy dodatkowe patrole policji obecne w całym mieście, m.in. na niektórych skrzyżowaniach, przed synagogami, a nawet spacerujące ze strzelbami przy centrum handlowym w okolicy Luwru. Jak dla mnie jest to raczej wyraz solidarności, mający na celu zapewnienie ludziom poczucia bezpieczeństwa, aniżeli praktyczne środki bezpieczeństwa.

Atmosfera w tym mieście nie kojarzy mi się z poczuciem zagrożenia, niebezpieczeństwa, potrzebą zapewnienia spokoju. Wszędzie widać znaki „Je suis Charlie” i „Nous sommes Charlie”, również w formie dużych drukowanych banerów zawieszonych na różnych budynkach – m.in. na paryskim ratuszu. Atmosfera tutaj przypomina mi raczej połączenie jedności, empatii i współodczuwania.

Nie jestem nawet tak całkiem pewien, dlaczego akurat teraz znaleźliśmy się w Paryżu. Nie ma po temu wyraźnego, logicznego powodu. W 2011 r. spędziliśmy tu z Rachelle dwa tygodnie, nie jest to więc dla nas nowe miejsce do odwiedzenia. Z jakiegoś powodu to miejsce wydaje nam się jednak właściwym wyborem na teraz.

Doceniać

Atmosfera doceniania należy do moich najcenniejszych towarzyszy podróży. Myślę, że bez tego mogłoby mi się trafić parę przykrych przygód zamiast tych niesamowitych zdarzeń jakie mnie spotykają.

Doceniam okazje do poznawania nowych przyjaciół. Doceniam nowe zaproszenia, nawet, jeżeli ich nie przyjmuję. Doceniam nowe doświadczenia.

Doceniam posiłek. Doceniam przytulanie. Doceniam dzielenie się nowymi doświadczeniami z moją dziewczyną.

Kiedy wczoraj zwiedzaliśmy z Rachelle Luwr, doceniałem możliwość zetknięcia się z taką ilością niesamowitej sztuki. Doceniałem artystów, którzy zainwestowali w swoje umiejętności do tego stopnia, że ich dzieła trwają po dziś dzień. Doceniałem możliwość spacerowania po ogromnym budynku i zwiedzania przez cały długi dzień.

Gdybym miał wypowiedzieć w Paryżu tylko jedno słowo po francusku, byłoby to „merci”. Kocham ten świat, ponieważ przypomina mi, że kiedy przepełnia mnie wdzięczność, wszechświat często jest łaskawy wobec mnie. Kiedy czuję się wdzięczny, doświadczenia życzliwości i hojności płyną przez moje życie szerokim strumieniem.

Zaufać Wszechświatowi

Zadaj sobie takie podstawowe pytanie: czy ufasz tej rzeczywistości?

Jeżeli nie, to smakiem Twojego życia będzie zawsze poszukiwanie bezpieczeństwa – zakończone niepowodzeniem. Po prostu całe życie spędzisz nie czując się bezpiecznie.

Ale jeżeli postanowisz zaufać, że rzeczywistość jest w pełni po Twojej stronie, to życie będzie mogło nabrać spokojniejszego, ciekawszego tonu. Możesz przyciągać i przyjmować nowe doświadczenia nie wiedząc zawczasu dokąd Cię poprowadzą. Możesz też oczekiwać i otrzymywać masę wsparcia, kierowania.

Logicznie rzecz biorąc wiem, że nie da się określić, czy właściwie mogę tej rzeczywistości ufać czy nie. Mogę jednak rozsądnie przewidywać jak poszczególne możliwości wpłyną na ogólny smak mojego życia. Dla mnie poszukiwanie bezpieczeństwa jest mniej interesujące niż życie z przygodami, zdecydowałem się więc zaufać wszechświatowi. Wygląda na to, że życzliwie odpowiada mi tym samym, kiedy relaksuję się i wierzę, że będzie mnie wspierać na mojej drodze kierowanej inspiracją. Droga bez zaufania zdaje się tylko ślepą uliczką.

W przyszłym tygodniu ruszamy do Malagi na południu Hiszpanii by spotkać się z nowym znajomym z konferencji. Będzie to nasz pierwszy raz w Hiszpanii. Doceniam okazję do odwiedzenia kolejnego kraju, poznawania, zwiedzania, rozwijania się, zdobywania nowych doświadczeń i nowych przyjaciół. 🙂

Źródło: Heart-Centered Traveling