Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Category: Przeznaczenie, sens

Spotkanie trenerów

Wpis ten publikuję by, opowiedzieć Ci o nowym twórczym przedsięwzięciu, nad którym pracuję w tym tygodniu, i by zaprosić Cię do przesłania opinii na ten temat.

W ubiegły weekend wygłaszałem przemówienie na wyprzedanych do ostatniego miejsca warsztatach Richa Litvina w Marina del Rey w Kaliforni (Prosperous Coach Mastery Intensive). Program był niesamowity, a Rich wraz z zespołem wykonał naprawdę fantastyczną robotę.

Poza wygłoszeniem przemówienia, jako uczestnik, wziąłem też udział w warsztatach. Wśród wyzwań, które Rich postawił przed nami w czasie dwugodzinnej przerwy na lunch było podjęcie  (właśnie wtedy) próby wygenerowania jakichś pieniędzy. Często stanowi to wyzwanie dla trenerów; niektórym naprawdę ciężko szuka się płatnych zleceń na ich usługi. Wielu z obecnych trenerów w czasie przerwy obiadowej dzwoniło do potencjalnych klientów i oferowało różne pakiety trenerskie. Ostatnia liczba, o jakiej słyszałem, to sprzedaż o wartości przynajmniej dwudziestu tysięcy dolarów wygenerowana podczas tej przerwy przez pięćdziesięciu uczestników. Przez samo sprowokowanie do podjęcia wyzwania Rich zainicjował więc wiele pozytywnych reperkusji. Poza kwestią pieniędzy do najlepszych historii należały te o przełomach, jakie dokonywały się przy otwieraniu nowych relacji trenerskich z klientami, którzy rzeczywiście mogą skorzystać na ich pomocy.

Pomysł generowania kolejnych pieniędzy mnie jednak nie kręcił. Zarobienie większej gotówki (traktowane jako podstawowy cel) nie ma w sobie wystarczającej dozy inspiracji. Przekształciłem więc wyzwanie w coś nieco bardziej osobistego. Określiłem następującą intencję: wyjść i stworzyć pewną wartość w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie stosowałem. Na pomysł wpadłem już po paru minutach: będzie to porcja gotowej inspiracji – do pobrania.

Idea

W czasie przerwy na lunch skontaktowałem się z pięcioma znajomymi, którzy akurat też byli w Kalifornii. Zaproponowałem byśmy wszyscy spotkali się w ciągu najbliższego tygodnia i w przez parę kolejnych dni opracowali od zera nowy produkt. Wśród nich byli inni trenerzy, mówcy i prowadzący seminaria na polu stosunków międzyludzkich i dynamiki społecznej.

Wszyscy w to weszli. W rzeczywistości mój kontakt z nimi w tej sprawie był pewnym zbiegiem okoliczności, gdyż niektórzy już wcześniej mówili o podobnym projekcie. Było to więc zaproszenie z gatunku „miłość od pierwszego wejrzenia”.  🙂

Teraz jestem w Santa Barbara, a praca jest w toku. Wczoraj wieczorem spotkaliśmy się i dyskutowali o pomysłach związanych z projektem. Dążymy do stworzenia nowego programu audio, a nagrania chcemy ukończyć w tym tygodniu. Program będzie spontaniczny i pełen inspiracji; nie mowa tu o programie instruktażowym z konkretnym scenariuszem.

Nagrania audio zdają się być lepszym pomysłem niż wideo, bo oznacza to mniej pracy przy montażu, a poza tym są bardziej przystępne, gdyż można słuchać ich prowadząc samochód czy pzy wykonywaniu innych zadań. Ale być może podczas naszych sesji nakręcimy parę ujęć i zrobimy kilka zdjęć.

A po co to wszystko?

Dyskutowaliśmy o powodach, które nami kierują i jaki wspólny sens moglibyśmy określić. Oto niektóre z naszych priorytetów:

  • stworzyć program, który wspomaga nasz własny rozwój, nie stanowi li tylko dzielenia się wiedzą
  • zbadać i omówić granice naszych stref komfortu, nasze wyzwania aktualnie stojące przed nami
  • płynąć ze strumieniem inspiracji takim, jaki wyniknie w trakcie, bez wcześniejszego ustalania treści
  • w kwestii tematu – coś o związkach, dynamice społecznej, a zwłaszcza pielęgnowaniu i poznawaniu głębokich więzi (ciało, umysł, serce, duch) z innymi ludźmi
  • podzielić się naszymi nieobrobionymi, czystymi myślami, pomysłami i uczuciami
  • pomówić o obszarach rozwoju, co do których nie mamy pewności w kwestii wyboru właściwego kierunku czy podejścia
  • dla każdego coś w stylu grupy trenerskiej czy sesji planowania i przygotowywania, która byłaby też użyteczna dla słuchaczy
  • stworzyć produkt, który będziemy mogli sprzedawać i który ludzie bardzo chcieliby mieć – tak, że dla zespołu powstanie długoterminowy strumień przychodu pasywnego
  • zbadać perspektywę rzeczywistości subiektywnej w aspekcie związków
  • stworzyć coś, z czego skorzystają zarówno mężczyźni, jak i kobiety
  • wyrażać się autentycznie, bez cenzury
  • dobrze się bawić przy tworzeniu tego, dzielić się śmiechem, cieszyć sobą nawzajem, żyć chwilą
  • może będzie to dopiero pierwszy z wielu produktów w tym stylu

Bez problemu zgodziliśmy się w tym względzie. Wspólne wyrażenie tych idei wzbudziło wśród nas dużo energii.

Mucha na ścianie

Pomysł jest więc taki, że Ty, słuchacz, będziesz jak mucha na ścianie, słuchająca grupy sześciu trenerów o różnym pochodzeniu, dyskutujących o swoich największych aktualnych wyzwaniach, głównie na polu relacji. Masz szansę dowiedzieć się, jak w takiej grupie można wzajemnie rzucać sobie wyzwania, działać sobie na nerwy i w końcu pracować razem by pomóc wywołać u każdego przełomowe zmiany spojrzenia.

Każdy facet w naszej grupie przychodzi z innego otoczenia. Każdy ma inne silne i słabe strony. Pewne rzeczy, które dla mnie stanowią wyzwanie, dla moich przyjaciół są proste – i na odwrót.

Poprzedni wieczór spędziliśmy głównie na prowadzeniu burzy mózgów. Dziś zamierzamy rozpocząć pierwsze nagrania, zakładając, że zdołamy zebrać w jednym miejscu dostateczną ilość mikrofonów. Nagrania chcielibyśmy zamknąć do końca tygodnia. Całym nagrywaniem zajmujemy się więc kiedy jesteśmy razem w jednym miejscu, a następnie możemy wziąć się za edycję pracując zdalnie.

Dla mnie jest to próba stworzenia produktu w stylu podobnym do mojego blogowania. Kiedy przychodzi mi pomysł na nowy artykuł, piszę go i publikuję zazwyczaj tego samego lub następnego dnia. W innym razie pomysł praktycznie umiera i danego artykułu nie napiszę już nigdy. Przedsięwzięcie to pomaga mi zbliżyć się do moich granic dyskomfortu –  tworzenia czegoś większego przy tym samym podejściu „działaj natychmiast wraz z inspiracją i pracuj-pracuj-pracuj aż do końca”, no i robienia tego w ramach pełnej frajdy pracy z przyjaciółmi.

Pomysł na ten projekt wpadł mi do głowy dopiero co, w sobotę. Pozostali członkowie zespołu powiedzieli „tak” nim przerwa obiadowa dobiegła końca. W niedzielę spotkałem się z kilkoma z nich. W poniedziałek wszyscy razem byliśmy w Santa Barbara. Tego samego wieczoru zaczęliśmy rozmawiać o tym dlaczego i jak go zrealizować. Odpowiedź na pytanie „jak” zaczęła wyłaniać się szybko, gdyż jako zespół określiliśmy sobie duże, wzmacniające „dlaczego”. Przy takich przedsięwzięciach rozpoczęcie z inspirującym „dlaczego” jest kluczowe.

Nie inspirował nas produkt typu instruktażowego, w którym tak po prostu dzielimy się wiedzą. Nie zainspirowała nas próba zarobienia pieniędzy. Zainspirowało nas to: „Podyskutujmy o naszych granicach komfortu, obszarach niepewności, ciemnych zaułkach rozwoju które nas niepokoją i dezorientują. I zobaczmy, czy możemy się nawzajem przełamać. Zobaczmy co się stanie, jeżeli zbierzemy się razem i porozmawiamy szczerze o swoich wyzwaniach, aktualnych lekcjach i granicach strefy komfortu.”. Ta idea pobudziła nas do działania.

Zespół

Oto kompletny skład naszego zespołu:

Wasze reakcje

Zakładamy, że jeśli projekt ten będzie rozwijającym doświadczeniem dla nas, to będzie takim również dla słuchaczy.

Moje pytania są następujące:

  • Czy kręci Cię ten pomysł? Chciałbyś posłuchać czegoś takiego? Obchodzi Cię to?
  • Jakie miałbyś dla nas sugestie? Co byś dodał, ujął, zmienił?
  • Czy masz jakieś sugestie co do nazwy tego produktu?
  • Gdzie leżą granice Twojej strefy komfortu jeśli chodzi o związki, styl życia i rozwój osobisty?
  • Jakie jest w tej chwili Twoje największe wyzwanie na polu relacji i rozwoju osobistego?
  • Jak możemy sprawić, by to przedsięwzięcie było bardziej pożyteczne dla Ciebie, bez utraty korzyści z naszej strony?

Rozumiem, że związki mogą być dla wielu ludzi delikatną kwestią. Wysyłaj więc swoje odpowiedzi prywatnie, poprzez mój formularz kontaktowy (j. angielski), a ja podzielę się nimi z innymi członkami zespołu. Nie musisz podawać swojego prawdziwego imienia; anonimowość jest w porządku.

Ponadto, gdybyś chciał dowiedzieć się o publikacji tego produktu – na pewno wszyscy damy znać kiedy będzie gotowy. Dobrym sposobem na zagwarantowanie, że tego nie przeoczysz, będzie zapisanie się na newsletter, fanpage, kanał YouTube itp. u jednego z nas.

Źródło: Coaches Coming Together

Co, jeżeli masz wiele różnych zainteresowań i nie możesz poświęcić się żadnemu z nich?

Jeżeli pociąga Cię wiele różnych pasji i nie możesz poświęcić się żadnej z nich ze względu na karierę, studia czy źródło dochodu – to bardzo dobrze dla Ciebie. Leonardo da Vinci jechał na tym samym wózku. Przez wielu uważany jest za największego geniusza wszech czasów.

Pogląd, że musisz poświęcić się jednej dziedzinie na całe życie (czy choćby dekadę albo dwie) ma sens, jeśli chcesz prowadzić życie zasuwającego fizycznie trutnia. Ale w ten sposób pełnisz jedynie rolę trybiku w wielkiej maszynie, całkiem jednorazowego i z łatwością wymienianego na podobne trybiki.

Niech zgadnę… ludzie, którzy mówią Ci (może nawet krzyczą na Ciebie), żebyś wybrał jedno i temu się poświęcił, sami też są na trutniowej ścieżce, prawda? Czy szczerze chcesz osiągnąć to, co oni? A może wolałbyś coś lepszego?

Wiesz, zupełnie w porządku jest odrzucić życiową drogę trutnia. Wiele osób tak robi, dzięki czemu są o wiele szczęśliwsi. Nie są to jednak ci sami ludzie, którzy powiedzą Ci: „Weź jedną rzecz i trzymaj się jej, albo niczego w życiu nie osiągniesz.”. Zamiast tego powiedzą prawdopodobnie: „Im więcej zainteresowań rozwijasz, tym zdolniejszy będziesz.”

Nie ma zasady mówiącej, że musisz poświęcić się byciu trutniem.

Ja nie chcę poświęcać się jakiejkolwiek jednej rzeczy w życiu. Nie lubię nawet poświęcać się jednej rzeczy choćby na miesiąc. Mam zbyt wiele zainteresowań. Gdybym wybrał jedną rzecz, a resztę zostawił – nie byłbym szczęśliwy. Poczułbym się tylko uwięziony w pułapce. Wybrałem więc odrzucenie tego kursu. Widzę, że nie jest on odpowiedni dla mnie. Hmmm… z jakiegoś powodu ludzie, którzy mówili, że powinienem się specjalizować znacznie przycichli, kiedy moje eklektyczne zainteresowania zaczęły procentować finansowo.

Aktualnie cieszę się pisaniem, blogowaniem, przemawianiem, publikowaniem podcastów, biznesem internetowym, studiowaniem samorozwoju, filozofią, humorem, disc-golfem, rozwojem psychicznym itd. Dlaczego miałbym wybierać tylko jedno? Jestem blogerem, pisarzem, mówcą, specjalistą od rozwoju osobistego, przedsiębiorcą internetowym? Cóż, życiorys mam chaotyczny. I kogo to obchodzi?

W przeszłości trenowałem sztuki walki (tae kwon do i kempo), dużo biegałem długodystansowo, włączając w to maraton, nauczyłem się liczenia kart w blackjacku, występowałem z zespołem improwizującym komedie, uczyłem się żonglowania i programowałem gry komputerowe, a także robiłem wiele innych rzeczy jakie dawały mi radość. Wieloma z tych rzeczy zajmowałem się w tygodniu między godziną 9 a 17. Ale zgadnij co… nikt nie przyszedł mnie za to aresztować. Ziemia nie wypadła z orbity bo ja nie dałem rady zająć się tylko jedną rzeczą.

Jeżeli masz wiele zainteresowań, ludzie będą narzekać. Pozwól im.

Może być ciężko to zauważyć dopóki nie spotkasz się ze mną osobiście, ale ja przez cały czas przeskakuję między różnymi zainteresowaniami. Czasami przez kilka dni z rzędu jestem naprawdę zaangażowany w pisanie czy blogowanie. Innym razem odkładam blog na później i poświęcam więcej czasu na przemówienia czy po prostu pracę nad rozwojem osobistym.

Czasami ludzie narzekają, kiedy odpuszczam blogowanie by zająć się innymi zainteresowaniami, ale ja pozostawiam sobie swobodę podejmowania takich wyborów, jeżeli wiem że to dla mnie dobre. Jako, że w archiwach są setki darmowych artykułów oraz 21 darmowych podcastów, i jako że fora są dostępne 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu, nie wydaje mi się bym musiał publikować coś każdego dnia by utrzymać blog w ruchu. Jeżeli zaczynam czuć, że „wpadłem w szpony” blogowania, po prostu zostawiam to na jakiś czas. Potem znów się za to zabieram, kiedy poczuję inspirację do takiego powrotu.

Kiedykolwiek wycofuję się z jednego obszaru i kieruję ku innemu, słyszę pytania typu: „Co się z Tobą dzieje?”, „Gdzieś Ty był?”. Jeżeli dam sobie parę miesięcy przerwy w chodzeniu na spotkania Toastmasters (jak zrobiłem kiedy pisałem książkę), moi znajomi zastanawiają się, co się ze mną stało. Spadłem z tej planety? Czy ja wypisuję się z klubu? Jeżeli nie piszę przez tydzień, ktoś może rozpocząć na forum kolejną dyskusję pod tytułem: „Czy Steve nie żyje?”. Ja po prostu akceptuję, że tak się dzieje. Taka jest naturalna konsekwencja posiadania różnorodnych zainteresowań. Nie jestem martwy. Po prostu zmieniam tryby, W tym tygodniu jestem naprawdę zainspirowany do pisania czegoś na blogu. Wcześniej w ciągu tego roku byłem bardziej skupiony na pisaniu swojej książki. Później w tym roku będę miał mnóstwo pracy przy promowaniu książki.

Wiele zainteresowań = szybszy rozwój = stawanie się zdolniejszym

Korzyść z posiadania dużej ilości różnorodnych zainteresowań jest taka, że trenujesz swój mózg w uczeniu się wielu nowych ścieżek. Wzorce, jakich uczysz się na jednym polu mogą zostać później wykorzystane w zupełnie innych dziedzinach – by kreatywnie rozwiązywać problemy.

Wewnątrz pojedynczego obszaru wiedzy dominujący eksperci mają skłonność do rozwijania widzenia tunelowego. Przyzwyczajają się do pewnych wzorców. Często kontaktują się między sobą, więc wszyscy znają ulubione wzorce innych. To niewątpliwie ma miejsce na polu rozwoju osobistego.

A często ludzie, którzy wykonują najwięcej innowacyjnej roboty, to outsiderzy, którzy przychodzą ze świeżym spojrzeniem, z jakim obecni eksperci nie mieli do czynienia. To jest świetne, ponieważ ci outsiderzy są w stanie zainicjować mnóstwo wzrostu. Albert Einstein jest dobrym przykładem. Kiedy pracował jako urzędnik patentowy nie miał praktycznie żadnego kontaktu ze społecznością fizyków głównego nurtu.

Jednym z powodów takiego sukcesu, jaki udało mi się osiągnąć w blogowaniu na temat rozwoju osobistego jest to, że wszedłem na to pole z zewnątrz. Stopnie naukowe mam z informatyki i matematyki, a nie psychologii czy filozofii. Ze względu na to podłoże często zauważam wzorce, których ludzie z branży nie zauważają (lub po prostu lekceważą).

Co mnie wyróżnia spośród innych ekspertów to to, że mam skłonność do zero-jedynkowego myślenia w kategoriach algorytmów. Kiedy piszesz program komputerowy, to albo daje on oczekiwany rezultat, albo nie. Problem matematyczny jest albo rozwiązany, albo nie. Nie możesz stosować na tych polach jakiegoś niedorobionego czy nieprecyzyjnego podejścia i spodziewać się sukcesu. Albo masz rację, albo się mylisz. Albo masz działające rozwiązanie, albo nie masz. Nie ma nic pomiędzy, żeby jakoś się przeciskać. Jeżeli oczekujesz sukcesu w informatyce czy matematyce, musisz być dobry w rozwiązywaniu problemów. Twoje rozwiązania muszą rzeczywiście działać. Nie możesz naściemniać czy podlizywać się o specjalne względy i spodziewać się, że pozwoli to zignorować Twoje osobiste porażki. Kiedy się mylisz, nie masz żadnych rezultatów. Zły program zazwyczaj nie sypie się ładnie – po prostu w ogóle nie działa.

Kiedy zainteresowałem się rozwojem osobistym, jedną rzeczą, która naprawdę mnie irytowała było to, jak nijako i nieprecyzyjnie wszystko przedstawiano. Były całe półki wypełnione tym, co uważałem za kompletne bzdury. Książki obiecywały praktyczne rozwiązania prawdziwych problemów, ale wszystko, co znajdowałeś w środku, to nudne brednie i historie o przesadzonych osiągnięciach. Po przeczytaniu wielu książek o programowaniu i nauczeniu się precyzyjnych rozwiązań, które za każdym razem działały właściwie, to była dla mnie duża zmiana.

Jako że lubię wzorce, które są ścisłe, precyzyjne i skuteczne, to nie przepadam za rozwiązaniami, które nie są uniwersalne. Nie przepadam też za szarą strefą, ponieważ wolę myśleć raczej w kategoriach „czarne-białe”. Mam więc skłonność do mówienia rzeczy typu: „Albo robisz to, co kochasz, albo nie. Jak jest?”. Wiem, że moje podejście nie będzie podobać się każdemu, i więcej niż raz byłem oskarżany o zbyt ścisłe myślenie, ale wiem też, że na ten sposób myślenia jest miejsce na polu samorozwoju.

Podobnie – gdybyś był psychologiem wchodzącym na pole informatyki, mógłbyś mieć tendencję do wprowadzania metod rozwiązywania problemów, które pozwalają na większą płynność, wymagają mniej precyzji… jak logika rozmyta.

Kiedy napisałem swoją książkę, „Rozwój osobisty człowieka rozumnego”, rozwinąłem pseudomatematyczny model rozwoju osobistego, włączając w to kompletne, uporządkowane ramy działania, z jakimi nie spotkałem się nigdzie indziej na tym polu. Mógłbym dać mojej książce podtytuł „Ukryta geometria rozwoju osobistego”. (Jeżeli klikniesz ostatni link i przewiniesz trochę w dół, zobaczysz trójkąt reprezentujący sedno tego modelu.) Być może mając do czynienia ze świadomym wzrostem nie możemy osiągnąć matematycznej precyzji, ale myślę, że możemy zbliżyć się do niej o wiele bardziej, niż teraz.

Jeżeli lubisz myśleć o rozwoju osobistym dość liniowo – np. „powiedz mi jak załatwić to, co chcę, i osiągnąć rezultat” – prawdopodobnie moja książka bardzo Ci się spodoba. Ale jeżeli wolisz podejście bardziej w stylu Zen, „płyń z prądem”, „pozwól by życie się tobie przytrafiało”, prawdopodobnie książka będzie zbyt ścisła, jak na Twój gust. Tak czy inaczej, nie wątpię, że ta książka zdobędzie silną pozycję na swoim polu (tak jak stało się to z moim blogiem), ponieważ prezentowane w niej rozwiązania i wzorce pomogą ludziom rozwiązywać problemy nowymi sposobami.

A teraz wyobraźmy sobie, że znów przeskakuję do innej branży. Mógłbym wtedy zastosować wzorce, jakie poznałem we wszystkich innych dziedzinach które studiowałem, aby wytworzyć kreatywne, oryginalne prace w tej nowej branży. Wzorce pochodzące z rozwoju osobistego, matematyki, informatyki, blogowania, sztuk walki itp. z pewnością pozwoliłyby stworzyć nowe rozwiązania w pozornie niepowiązanych dziedzinach.

Nawet kiedy gram we frisbee-golfa ze znajomymi, to stosuję wzorce, których nauczyłem się gdzie indziej. Na przykład: moi golfowi znajomi co do jednego mają ulubione sposoby wyprowadzania rzutu – niemal zawsze wyprowadzają rzuty, używając tej samej techniki. Ale ja zastosuję różne sposoby rzucania by dostosować się do terenu. Czasem rzucam z forehandu, czasem backhandu, a czasem rzucam rollersy – wszystko podczas tej samej gry. Oznacza to, że nie mam tak wiele praktyki w jednym konkretnym stylu, ale mogę być bardziej elastyczny, jeśli chodzi o dostosowanie się do terenu.

To był bardzo prosty przykład, ale „dopasowywanie rozwiązań do terenu” było w zasadzie wzorcem, który przyswoiłem sobie z programowania komputerowego. Programiści często używają różnych algorytmów, by rozwiązać właściwie ten sam problem, dostosowując swoje rozwiązania do specyficznych okoliczności. Istnieje wiele różnorodnych algorytmów sortujących i wyszukujących, a optymalne rozwiązanie zależy od danego problemu, który chcesz rozwiązać. Kiedy gram we frisbee-golfa, zadaję sobie pytanie: „Jaka jest poprawna technika rzutu (algorytm), z której muszę teraz skorzystać, by zmniejszyć (zoptymalizować) liczbę rzutów, jakie będą konieczne aby trafić kosza (cel)?”.

Będziesz zaskoczony tym, jak wiele jest okazji do zastosowania spostrzeżeń, jakie poczyniłeś w jednej dziedzinie, by rozwiązać problemy na pozornie niepowiązanych polach. Długoterminowa korzyść z rozwijania wielu różnorodnych zainteresowań jest taka, że budujesz sobie potężny zestaw narzędzi – wzorców rozwiązywania problemów. Daje Ci to większą elastyczność w momencie zetknięcia się z pewnymi wyzwaniami. Ludzie czasem chwalą mnie za błyskotliwe spostrzeżenia, które pomogły im rozwiązać wymagający problem, podczas, gdy wszystko, co ja zrobiłem, to „zapylanie krzyżowe” – przeniesienie znanego rozwiązania z jednego pola na inne.

Zarabianie na swoich zróżnicowanych zainteresowaniach – rozwiązania kreatywne

Ważne jest by zauważyć, że nie musisz zarabiać na wszystkich swoich zainteresowaniach. Jeżeli po prostu zagłębisz się w coś co lubisz, i będziesz za tym podążać, możesz być zaskoczony odkrywaniem które zainteresowania pomagają Ci generować przychód, a które nie.

Większość z moich zainteresowań nie generuje mi przychodu bezpośrednio, i to jest zupełnie w porządku. Ale wiele z nich – owszem, włączając w to reklamę hostingu na tej stronie, pisanie książki, profesjonalne przemówienia czy recenzje i polecanie produktów.

Co w tej chwili zarabia dla mnie najwięcej pieniędzy? Mój dochód jest dosyć zróżnicowany, ale jednym, najbardziej lukratywnym zajęciem jest dla mnie w tej chwili recenzowanie i polecanie produktów – nie blog czy przemówienia. Mógłbyś pomyśleć, że większość pieniędzy zarabiam z całego mojego pisania, ale to nie tak działa. Może moje pisanie jest tym, co tworzy dla innych największą wartość, ale nie to tworzy największy przychód… a przynajmniej nie bezpośrednio.

Wydawcy często podsyłają mi produkty informacyjne do recenzji. W dowolnym momencie mam zazwyczaj w kolejce 50-100 książek i w sumie kilka dni nagrań. Programów audio słucham w siłowni czy na komputerze z prędkością odtwarzania 2x-4x, i czytam wiele książek techniką PhotoRead. (Przypadkiem Learning Strategies właśnie w tym miesiącu znów oferuje rabat na PhotoReading dla czytelników StevePavlina.com – coś, co robią tylko raz do roku. Przygotuję o tym oddzielny wpis na blogu zaraz po tym.)

Kiedy napotykam coś co naprawdę, naprawdę uwielbiam i czuję się dobrze polecając to, wypracowuję z wydawcą porozumienie o podziale zysków w zamian za polecanie i promocję produktu na mojej stronie. Działa to świetnie w przypadku produktów informacyjnych, ponieważ margines zysku sięga często 80% albo więcej, jako że wartością jest informacja, a nie opakowanie. Często udaje mi się też przekonać ich do zaoferowania moim czytelnikom lepszych warunków, niż gdyby kupowali bezpośrednio od nich. Taki układ to wygrana wydawcy, ponieważ uzyskuje wielu nowych klientów nie ponosząc kosztów marketingowych. Dobry produkt nakręci sprzedaż o wartości ponad 100 000 dolarów w ciągu pierwszych 30 dni, jeżeli go polecę. To wygrana dla mnie, ponieważ dostaję wszelkie darmowe produkty, o jakich mógłbym kiedykolwiek marzyć, i zarabiam rocznie sześciocyfrowe kwoty tylko z paru poleceń. Kiedy już opublikuję swoją rekomendację produktu, cieszę się trwałym pasywnym przychodem z ciągłej sprzedaży, otrzymując prowizję każdego miesiąca. Korzyść dla moich czytelników jest taka, że poznają najlepsze produkty, jakie mogę znaleźć – często z rabatem czy bonusem i zawsze z gwarancją zwrotu pieniędzy, dzięki czemu nie ma ryzyka. Ponadto wszelkie darmowe artykuły i podcasty są po prostu dotowane dzięki takim układom, więc mogę pozwolić sobie na poświęcenie wielu godzin by pisać nowe artykuły bez konieczności pobierania opłat za informację. Biorąc to wszystko pod uwagę uważam, że jest to wyjątkowo dobry układ dla wszystkich.

Szczera prawda jest jednak taka, że chociaż lubię od czasu do czasu recenzować i polecać produkty, to nie chcę zmienić tego pojedynczego zajęcia w pełnoetatową karierę. Nie chcę, by mój blog stał się tylko stroną z rekomendacjami produktów. Możesz nie zdawać sobie sprawy z tego, że decydując się na rozwijanie innych zainteresowań, pozostawiam na stole sporo potencjalnego przychodu. Jestem pewien, że gdybym naprawdę chciał, to mógłbym zarabiać na tej stronie 5-10 razy więcej… właściwie z dnia na dzień. Zrobienie tego nie wymaga wiele myślenia. Zamiast polecać kilka produktów rocznie, mógłbym polecać nowy produkt co tydzień czy dwa. Z pewnością nie zabraknie mi produktów do wyboru. Ale żeby to osiągnąć, musiałbym zrobić jedną z dwóch rzeczy.

Pierwszą możliwością byłoby promować więcej produktów, niezależnie od tego, czy uważałbym, że są pod jakimkolwiek względem dobre. Istnieje wiele produktów wyrosłych na gładkim marketingu, które dobrze sprzedają się w sieci, ale zawarta w nich informacja to bezwartościowe śmieci. Nie musiałbym nawet przeglądać tych produktów, co zaoszczędziłoby mi mnóstwo czasu. Niektórzy wydawcy właściwie proponują mi gotowe listy polecające, a wszystko, co miałbym zrobić, to dopisać moje nazwisko i przesłać je dalej. Spotkasz wielu specjalistów od marketingu internetowego, którzy dokładnie to robią, dumnie polecając produkty, których nigdy nie wypróbowali, po prostu dlatego że wiedzą, iż na tym zarobią. Widuję te same listy polecające, które mi zaoferowano, w newsletterach innych ludzi. Ale nie przejmuj się – nie zobaczysz mnie na tej ścieżce. Osobiście nie jestem w stanie strawić myśli o zrobieniu czegokolwiek w tym stylu. Nie idzie to w parze z prawdą oraz miłością i jak dla mnie ma nieodpowiednią polaryzację. Chcę po prostu podzielić się spostrzeżeniem, że gdyby zarabianie pieniędzy zajmując się tylko jedną rzeczą było moim celem numer jeden, mógłbym to z pewnością zrobić. Ale myślę, że póki co będę trzymał się swojej duszy.

Skoro w sumie mogę odrzucić pierwszą możliwość, to drugą będzie recenzować o wiele więcej produktów. Można mieć nadzieję, że recenzując więcej produktów w krótszym czasie będę w stanie wyszukać więcej perełek. Gdybym nie zajmował się niczym innym poza testowaniem i polecaniem produktów przez cały czas pracy, prawdopodobnie mógłbym w ciągu roku znaleźć 20-30 naprawdę dobrych pozycji, które szczerze mogę polecać. Tylko, że to oznaczałoby, iż musiałbym porzucić wiele innych moich zainteresowań, a tego po prostu nie chcę robić, nawet, jeżeli wiązałoby się to z zarabianiem 10 razy więcej pieniędzy. Jestem szczęśliwszy zarabiając mniej i utrzymując dobrą równowagę zajęć, które sprawiają mi radość. Tak więc muszę odrzucić i tę możliwość, gdyż nie idzie w parze z miłością.

Chodzi mi o to, że nie musisz wcale wybierać tej drogi, która pozwala Ci zarobić najwięcej pieniędzy. Możesz kultywować wiele różnych zainteresowań i nadal znajdować kreatywną mieszankę, która pozwala Ci zarabiać pieniądze ORAZ utrzymać urozmaicony, dostatni styl życia ORAZ być szczęśliwym ORAZ robić różnicę. Podążanie za pieniądzem za wszelką cenę jest dużym błędem, zwłaszcza, gdy musisz poświęcić wiele z rzeczy, które uwielbiasz robić. Rób to, co kochasz, a dodatkowe pieniądze pozostaw na stole.

Spotkałem paru specjalistów od marketingu internetowego, którzy zeszmacą się by wypromować każdy lukratywny produkt, na jaki natrafią, dojąc ze swoich list mailingowych tyle pieniędzy, ile są w stanie, nie wypróbowując nawet produktów, które polecają. Są dumni z umiejętności manipulowania emocjami ludzi by skłonić ich do zakupu. Szczycą się tym, jak wiele pieniędzy zarabiają na wciskaniu przepłaconych bubli ludziom, którzy są zbyt łatwowierni by poznać coś lepszego. (Mogę zaświadczyć prawdziwość metki „bubel”, bo toaleta w moim biurze jest stale upaprana od spuszczania wielu produktów, które oni mi przysyłają.) Po krótkiej rozmowie z takimi ludźmi czuję się, jakbym zanurzył się w szlamie brudnej roboty. Co mam im powiedzieć? „Przepraszam, ale nie mogę pomóc w promowaniu waszych produktów na mojej stronie, bo jesteście źli.” Nie wiem, jak by to przeszło.

Na szczęście znalazłem dobry sposób na odpowiadanie takim ludziom. Mówię po prostu: „Intuicja w tym przypadku podpowiada mi żeby w to nie wchodzić, więc muszę zrezygnować.”. Naprawdę uwielbiam to zdanie, bo nie mają na to żadnej obrony, a co najlepsze – to czysta prawda. Kiedy mówię cokolwiek innego, zazwyczaj wskakują w „tryb przeciwko obiekcjom” i próbują mnie przekabacić. Ale nie mają żadnego sposobu by kłócić się z moją intuicją, bo są tak daleko od kontaktu z własną. (Jeżeli jesteś jednym z tych ludzi, którym zdarzyło się otrzymać ode mnie taką odpowiedź, nie musi to zazwyczaj oznaczać, że uważam, iż jesteś zły. To po prostu jedna z moich gotowych odpowiedzi, jakie daję na propozycje biznesowe, które muszę odrzucić.)

Kiedy spróbuję rzucić takim ludziom wyzwanie skorygowania ich kursu w zgodzie z prawdą i miłością, to ma czasami taki efekt uboczny, że chcieliby potraktować mnie mieczem świetlnym. W końcu znajdę sposób, by odwrócić jeden z nich. Tacy ludzie żyją w niezłej zgodzie z mocą, ale o czym nie wiedzą to to, że gdyby potrafili przekonać się ku zgodzie również z prawdą i miłością, staliby się jeszcze potężniejsi. Byliby też o wiele szczęśliwsi i bardziej spełnieni. To może brzmieć dziwnie, ale myślę właśnie o oferowaniu takim ludziom konsultacji by pomóc im przywrócić równowagę w życiu. Są na pozycji, z której mogą wywierać pozytywny wpływ na wielu innych ludzi, jeśli zabiorą się do tego w dobry sposób, więc udzielenie pomocy choćby jednemu z nich może mieć duże przełożenie na efekty. Ale oczywiście nie mógłbym tego zrobić… bo to oznaczałoby rozwijanie jeszcze jednego zainteresowania. <- Tak, to jest sarkazm!

No i to była zabawna styczna. Uch… nie próbuj mieszać matmy i humoru.

* * *

Jeżeli Twoją aspiracją jest zostać gwiazdą jednego hitu, rób wszystko, by to osiągnąć. W przeciwnym razie, zwróć uwagę, że – patrząc z perspektywy historii – ludzie rozwijali różnorodne umiejętności by zaspokoić swoje potrzeby. Przerost specjalizacji może być dobry dla korporacji, ale nie jest niczym wspaniałym dla świadomych istot ludzkich. Nawet farmer z 1850 r. prawdopodobnie wyprzedza Cię w konkurencji różnorodności umiejętności. Czy potrafisz spojrzeć na pusty skrawek ziemi i zbudować na nim własną samowystarczalną farmę oraz dom dla swojej rodziny, przy pomocy paru prostych narzędzi ręcznych? (Jeżeli na to pytanie możesz odpowiedzieć „tak”, to wpadnij tego lata do Las Vegas i udowodnij to!)

Następnym razem, kiedy ktoś poradzi Ci uspokoić się i zająć się tylko jedną rzeczą w swojej karierze, studiach czy jako źródle dochodu, polecam Ci odpowiedzieć w ten sposób: „Doceniam Twoją troskę, ale jako że nie podzielam Twojego marzenia zostania cenionym pudlem, muszę odrzucić Twoją radę jako kompletną głupotę.”

A potem wyzwij go na rundkę frisbee-golfa.

Źródło: What If You Have Many Different Interests and Cannot Commit to Any of Them?

Ciężka Praca

Literatura sukcesu od setek lat chwali korzyści płynące z ciężkiej pracy. Ale czemu tak się dzieje, że dla niektórych ludzi określenie „ciężka praca” wydaje się być w dzisiejszych czasach brzydkim słowem?

Ja definiuję „ciężką pracę” jako pracę, która jest ambitna, stanowi wyzwanie. Zarówno ciężka praca, jak i pracowanie ciężko (np. poświęcanie odpowiedniej ilości czasu by wykonać zadanie) są niezbędne do osiągnięcia sukcesu.

Problem pojawia się, gdy ludzie uważają ambitną pracę za coś bolesnego i niedogodnego. Czy ambitna praca koniecznie musi być bolesna? Nie, oczywiście, że nie. W rzeczywistości, największym kluczem do sukcesu jest nauczenie się czerpania radości z ambitnej pracy ORAZ czerpania radości z pracowania nad nim ciężko.

Dlaczego ambitna praca? Ponieważ ambitna, inteligentnie dobrana praca się opłaca. To właśnie jej ludzie o słabym charakterze będą unikali. I jeśli według Ciebie próbuję stwierdzić, że ktoś unikający ambitnej pracy ma coś nie tak z charakterem, to masz rację… i mowa tu o naprawdę poważnym problemie. Jeżeli unikasz ambitnej pracy, unikasz robienia tego, co prowadzi do sukcesu. Jak chcesz utrzymać siłę mięśni czy ostrość umysłu, to musisz rzucać im wyzwania. Zajmowanie się tylko łatwymi rzeczami prowadzi do fizycznej i mentalnej słabizny i bardzo miernych wyników, a następnie do marnowania ogromnych ilości czasu i energii na usprawiedliwianie czemuż to ta słabizna jest w porządku – zamiast ruszenia zadka i wzięcia za jakieś prawdziwe wyzwanie.

Rozwiązywanie problemów buduje charakter, dokładnie tak, jak dźwiganie ciężarów buduje mięśnie. Kto unika wyzwań, rezygnuje z rozwoju swojego charakteru.

Jasne, że z natury unikamy bólu, więc gdy zadanie wygląda nam na czystą boleść, z pewnością będziemy trzymać się z dala. Tylko że zachowując się w ten sposób unikamy też ważnych okazji do budowania charakteru, samego w sobie będącego ogromnie trudnym zadaniem. Tak więc zamiast bać się wyzwań, musimy nauczyć się je kochać całkiem tak, jak kulturysta uczy się kochać ból przy „jeszcze jednym powtórzeniu” rozrywającym włókna mięśni, które następnie odrastają silniejsze. Kiedy unikasz bólu, tracisz okazję do rozwoju. Taka jest prawda zarówno w odniesieniu do budowania mięśni, jak i budowania charakteru.

Choć powszechnie przyjęta filozofia każe płynąć z prądem, wadą takiego przekonania jest konieczność oddania temuż prądowi kontroli nad naszym życiem. No i OK, dopóki nie masz nic przeciwko biernemu pozwalaniu by życie po prostu Ci się przydarzało. Jeśli czujesz, że jesteś tu aby przez swoje życie być niesionym, a nie prowadzić i napędzać je, musisz też polubić i zaakceptować ścieżki którymi Cię ten prąd prowadza. A czasami prąd nie płynie w najzdrowszym kierunku. Możesz dać mu się nieść i skończyć w całkiem schrzanionej sytuacji, jeśli w razie konieczności nie weźmiesz steru we własne ręce.

Z drugiej strony, istnieje alternatywny sposób spojrzenia na życie: z Tobą jako kierującą nim siłą. Ty tworzysz i sam kontrolujesz ten prąd. Jest to bardziej wymagające, ale i daje dużo więcej satysfakcji. Nie jesteś ograniczony jedynie do  doświadczeń doznawanych biernie czy bezboleśnie – teraz możesz mieć więcej tego, czego chcesz, będąc gotowym na zaakceptowanie i podjęcie większych wyzwań.

Gdybym tylko płynął lekko z prądem mojego życia, to nie nauczyłbym się nigdy czytać, pisać czy korzystać z komputera; to wszystko były wyzwania przy których czułem, że idę pod prąd względem tego, co było proste i naturalne. Nie ukończyłbym żadnych studiów. Nie otworzyłbym własnego biznesu. Z pewnością nie stworzyłbym żadnego oprogramowania. Nie ma opcji żebym przebiegł maraton – człowiek na takie pomysły nie wpada „z prądem”. A już bez najmniejszej wątpliwości nie dawałbym żadnych publicznych przemówień. Ten blog również by nie istniał; to zdecydowanie jest coś stworzonego dzięki rozpędzonej energii, a nie powolnemu dryfowi.

Wierzę, że w życiu niesie nas czasem pewien niewidoczny prąd, ale ja widzę siebie jako jego współtwórcę. Mogę płynąć z prądem, gdy kieruje się on tam, dokąd chcę zmierzać, albo mogę wyjść na brzeg i wytyczyć własny szlak, gdy jest to konieczne.

Kiedy weźmiesz się do roboty i nauczysz się patrzeć na siebie jak na kapitana swojego życia, zamiast jego biernej ofiary, wtedy łatwiejsze stanie się podejmowanie poważnych wyzwań i znoszenie trudów, których czasami one wymagają. Przyjemność z rozwijania charakteru przewyższa dla Ciebie drobne niedogodności, jakich przy tej okazji doświadczasz. Przyzwyczajasz się do coraz dłuższego przebywania czasu poza strefą komfortu. Ciężka praca jest czymś, na co czekasz, bo wiesz że będzie prowadzić do ogromnego wzrostu. I w końcu rozwijasz dojrzałość i odpowiedzialność pozwalającą zrozumieć, że pewne cele nigdy nie zmaterializują się ot tak po prostu w Twoim życiu; zdarzą się tylko wtedy, gdy Ty będziesz aktywnie działać jako siła prowadząca do ich osiągnięcia.

Kiedy stajesz przed stwierdzeniem: „Jeśli zawsze będę unikał ciężkiej pracy, nigdy w życiu nie doświadczę X, Y czy Z.”, trochę łatwiej jest pojąć korzyści z ciężkiej pracy. Co na przykład stracisz? Prawdopodobnie nigdy nie przebiegniesz maratonu, nie poślubisz partnera swoich marzeń, nie zostaniesz multimilionerem, nie będziesz nic naprawdę znaczył na świecie itd. Będziesz musiał zadowolić się tylko tym, co może zapewnić płynięcie z prądem, to znaczy – miernością. Po prostu zajmiesz trochę miejsca i umrzesz, nic tak naprawdę nie znacząc. Świat będzie właściwie taki sam, jak gdybyś nigdy nie istniał (nie bacząc na teorię chaosu).

Jeżeli chcesz osiągnąć pewne naprawdę poważne i interesujące cele, musisz nauczyć się miłości do ciężkiej pracy. Ciężka praca robi różnicę. Jest tym, co odróżnia dzieci od dojrzałych dorosłych. Możesz dalej żyć jak dziecko z desperacką nadzieją, że życie zawsze będzie łatwe – tylko że w takim wypadku utkniesz w dziecięcym świecie, pracując na realizację celów innych ludzi zamiast swoich, czekając aż nadarzą Ci się okazje zamiast tworzyć własne, i wykonując pracę, która w wielkim planie tego świata po prostu nie jest istotna.

Gdy uczysz się akceptować ciężką pracę zamiast od niej uciekać, zyskujesz umiejętność realizowania swoich wielkich celów, nieważne czego by wymagało ich osiągnięcie. Przebijasz się przez przeciwności, które zatrzymują innych, słabszych w swoich postanowieniach. Ale co doprowadza Cię do tego punktu? Co sprawia, że przyjmujesz ciężką pracę?

Twoje przeznaczenie.

Kiedy żyjesz z myślą o wielkim celu, ciężka praca nie jest opcją. Jest koniecznością. Gdy Twoje życie nie ma prawdziwego przeznaczenia, możesz unikać ciężkiej pracy i nie będzie miało to znaczenia, bo zdecydowałeś że Twoje życie samo w sobie tak czy inaczej nic nie znaczy. Więc kogo obchodzi czy pracujesz ciężko czy wybierasz łatwą ścieżkę? Ale jeśli znalazłeś poważne przeznaczenie dla swojego życia, wypełnienie go będzie wymagało ciężkiej pracy – bo każdy sensowny cel będzie jej wymagać. Musisz więc przyznać przed sobą że spełnisz swoje przeznaczenie tylko akceptując ciężką pracę. I właśnie to wynosi Cię ponad strach i ego, ponad to zapłakane małe dziecko które myśli, że przed ciężką pracą trzeba wiać gdzie pieprz rośnie. Gdy poprowadzi Cię przeznaczenie potężniejsze od Ciebie, zaakceptujesz ciężką pracę z czystej konieczności. Dziecko zmienia się w dojrzałego dorosłego, który przyjmuje odpowiedzialność za wykonanie swojej roboty, bo wie, że bez pełnego poświęcenia i ogromu ciężkiej pracy nigdy tego nie osiągnie.

Pragnienie pokonuje przeciwności.

Pokaż mi osobę, która unika ciężkiej pracy, a ja pokażę Ci kogoś, kto nie odnalazł jeszcze swojego przeznaczenia. Ponieważ ten, kto zna swoje przeznaczenie, akceptuje ciężką pracę. On chętnie płaci tę cenę.

Jeśli nie znasz jeszcze swojego przeznaczenia, to w świecie dojrzałych istot ludzkich nic jeszcze nie znaczysz. Jesteś jak rupieć płynący rzeką, której prąd tworzą ludzie żyjący z przeznaczeniem. I w głębi siebie już to wiesz, prawda? Jeśli chcesz mieć znaczenie na świecie, to cenę stanowi ciężka praca. Nie ma żadnych skrótów.

Przeznaczenie i ciężka praca to kumple. Przeznaczenie odpowiada na pytanie: dlaczego. Ciężka praca mówi – jak. Przeznaczenie jest tym, co zmienia zwykłą pracę w pracę pełną miłości. Przeobraża ból ciężkiej pracy w przyjemność wyższego poziomu płynącą z poświęcenia, zaangażowania, zdecydowania i pasji. Zmienia ból w siłę, aż do punktu gdzie nie czujesz już bólu – tak bardzo cieszysz się siłą.

Raz jeszcze – to wszystko sprowadza się do przeznaczenia. Stwórz przeznaczenie dla swojego życia i żyj nim każdego dnia. Wtedy wiele innych nawyków sukcesu, jak ciężka praca i pracowanie ciężko pojawi się automatycznie na swoich miejsca. Zrozum dlaczego. Dlaczego jesteś tutaj? Co znaczy Twoje życie? To jest ostateczny test Twojej wolnej woli.

Źródło: Hard Work