Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Category: Samodyscyplina (page 2 of 2)

Samodyscyplina. Wytrwałość

Nic na świecie nie zastąpi Wytrwałości. Nie zastąpi jej talent – nie ma nic powszechniejszego niż ludzie utalentowani, którzy nie odnoszą sukcesów. Nie uczyni niczego sam geniusz – nie nagradzany geniusz to już prawie przysłowie. Nie uczyni niczego też samo wykształcenie – świat jest pełen ludzi wykształconych, o których zapomniano. Tylko wytrwałość i determinacja są wszechmocne. Ponaglenie Postaraj się bardziej zawsze rozwiązywało i będzie rozwiązywać problemy rasy ludzkiej.

– Calvin Coolidge

Wytrwałość jest piątym i ostatnim filarem samodyscypliny.

Czym Jest Wytrwałość?

Wytrwałość to zdolność do podtrzymywania działania niezależnie od Twoich uczuć. Nie ustajesz w wysiłkach nawet, jeżeli masz ochotę przerwać.

Kiedy pracujesz nad jakimkolwiek dużym celem, motywacja będzie narastać i zanikać jak fale napierające na plażę. Raz będziesz czuł się zmotywowany, innym razem nie. Ale to nie motywacja będzie generować efekty, a działania. Wytrwałość pozwala Ci ciągle podejmować działania nawet wtedy, kiedy nie czujesz się do tego zmotywowany, co prowadzi do gromadzenia rezultatów.

Wytrwałość będzie w końcu zapewniała własną motywację. Jeżeli po prostu będziesz dalej podejmował działania, w końcu osiągniesz efekty – a efekty potrafią być bardzo motywujące. Możesz na przykład stać się o wiele bardziej entuzjastyczny w stosunku do diety i ćwiczeń, kiedy już zrzucisz pierwszych pięć kilo i poczujesz, jak ubrania luźniej na Tobie leżą.

Kiedy Się Poddać

Czy powinieneś zawsze być wytrwały i nigdy się nie poddawać? Na pewno nie. Czasami poddanie się jest wyraźnie najlepszym rozwiązaniem.

Czy słyszałeś kiedyś o firmie zwanej Traf-O-Data? A co powiesz o Microsofcie? Obie firmy założone były przez Billa Gatesa i Paula Allena. Traf-O-Data była ich pierwszą firmą, założoną w 1972 r. Tutaj możesz przeczytać historię firmy Traf-O-Data. Gates i Allen prowadzili ją przez kilka lat zanim dali sobie spokój. Poddali się. Oczywiście poszło im nieco lepiej w przypadku Microsoftu.

Gdyby nie dali sobie spokoju z Traf-O-Data, to dziś nie mielibyśmy tak bogatej kolekcji żartów o Microsofcie i Gatesie.

Więc skąd masz wiedzieć, kiedy należy cisnąć dalej, a kiedy się poddać?

Czy Twój plan wciąż jest właściwy? Jeżeli nie – zaktualizuj plan. Czy Twój cel wciąż jest właściwy? Jeżeli nie, zaktualizuj lub porzuć ten cel. Wcale nie jest honorowe czepianie się celu, który już Cię nie inspiruje. Wytrwałość to nie upór.

Ta lekcja była dla mnie wyjątkowo trudna do zrozumienia. Zawsze wierzyłem, że nie powinienem nigdy się podawać, że kiedy ustanowisz cel, powinieneś się go trzymać do gorzkiego końca. Kapitan idzie na dno ze statkiem itd. itp. Jeżeli kiedykolwiek nie udawało mi się ukończyć projektu który rozpocząłem, bardzo się o to obwiniałem.

Ostatecznie zdałem sobie sprawę, że to po prostu nonsens.

Jeżeli w ogóle rozwijasz się jako istota ludzka, to każdego roku będziesz osobą inną niż rok wcześniej. A jeżeli świadomie podążasz drogą rozwoju osobistego, to zmiany będą często dramatyczne i szybkie. Nie można zagwarantować że cele, jakie ustanowiłeś sobie dziś będą tymi samymi, jakie chciałbyś osiągać za rok.

Moim pierwszym biznesem była firma Dexterity Software. Otworzyłem ją w roku 1994, zaraz po ukończeniu studiów. Ale po tym, jak prowadziłem ją przez ponad dekadę, byłem gotów na wypróbowanie czegoś nowego. Wciąż na boku prowadzę Dexterity Software, ale nie jest to już moje centrum zainteresowań na pełny etat. Utrzymanie tego zajmuje mi tylko godzinę czy dwie tygodniowo, częściowo dlatego, że zaplanowałem firmę w ten sposób, by była na tyle na ile to możliwe zautomatyzowana i zapewniała mi przychód pasywny. Osiągnąłem sukces w takim stopniu w jakim chciałem. Mogłem kontynuować rozwijanie firmy do znacznie większego poziomu, ale wiedziałem, że nie chcę spędzić reszty życia na produkowaniu gier komputerowych. Stworzenie własnej firmy produkującej gry było moim marzeniem kiedy miałem 22 lata, ale po opublikowaniu kilkudziesięciu gier poczułem, że osiągnąłem ten cel. 22-letni Steve jest bardzo zadowolony. Ale dziś mam inne marzenia.

Czy poddałem się jeśli chodzi o Dexterity? Można by tak powiedzieć, ale trafniejsze byłoby stwierdzenie że zaraziłem się nową wizją czegoś, co było dla mnie znacznie ważniejsze. Gdybym uparcie trwał prze Dexterity, ta strona nigdy by nie powstała. Pracowałbym nad nową grą zamiast nad pierwszą książką.

Aby zrobić miejsce na nowe cele musimy usunąć lub zrealizować stare. A czasami nowe cele są tak przekonujące i inspirujące, że nie ma czasu na ukończenie starych – muszą zostać porzucone w połowie realizacji. Zawsze uważałem robienie tego za niekomfortowe, ale wiem, że to konieczne. Trudną częścią jest podjęcie świadomej decyzji o skreśleniu starego projektu wiedząc, że nie zostanie on nigdy ukończony. Mam szufladę pełną pomysłów na gry oraz parę prototypów nowych gier, które nigdy nie ujrzą światła dziennego. Podjęcie świadomej decyzji że te projekty muszą zostać porzucone było dla mnie naprawdę trudne. Pogodzenie się z tą prawdą zajęło mi wiele czasu. Ale bycie zdolnym do zrobienia tego było niezbędne dla mojego własnego rozwoju osobistego.

Wciąż musiałem rozwiązać problem ustanawiania celów, które mogłyby stać się nieaktualne w ciągu nadchodzącego roku w związku z moim własnym rozwojem osobistym. Jak rozwiązałem ten problem? Oszukiwałem. Odkryłem, że jedynym sposobem w jaki mogłem ustanawiać długoterminowe cele których bym się trzymał było zadbanie by były zgrane z moim własnym procesem wzrostu. Pogoń za osobistym rozwojem od dawna jest dla mnie czymś stałym, nawet mimo, ze paradoksalnie oznacza to strumień ciągłych zmian. Tak więc zamiast próbować ustanowić zestaw sztywnych celów, jak to robiłem w przypadku biznesu z grami, zacząłem ustanawiać szersze, bardziej dynamiczne cele idące w zgodzie z moim własnym rozwojem. Ten nowy biznes pozwala mi na pełnej parze dążyć do osobistego rozwoju i dzielić się z innymi tym, czego się nauczyłem. Rozwój jest więc sam w sobie celem, zarówno dla mnie jak i dla innych. Buduje to relację symbiozy, gdzie pomaganie innym wraca w formie mojego własnego wzrostu, co z kolei wywołuje nowe pomysły na pomaganie innym. Ktokolwiek czytuje tę stronę od ostatniego roku prawdopodobnie dostrzegł w praktyce efekt tej zmiany.

Bezpośrednie i świadome dążenie do osobistego wzrostu jest jedynym rodzajem misji, jaki mógłby dla mnie zadziałać. Gdybym swoja misją uczynił opanowanie inwestowania w nieruchomości na przykład, prawdopodobnie po paru latach znudziłbym się tym. A jako że chcę rozwijać się bez ograniczeń, muszę utrzymywać pewien poziom wyzwań i stale coraz wyżej podnosić poprzeczkę. Nie mogę pozwolić by sprawy utraciły ostrość i zaryzykować popadnięcia w schemat samozadowolenia.

Wartość wytrwałości nie wynika z upartego trzymania się przeszłości. Pochodzi z wizji przyszłości która jest tak pociągająca, że dałbyś niemal wszystko by ją urzeczywistnić. Moja wizja przyszłości jest teraz o wiele wspanialsza niż tak, którą miałem dla Dexterity. Być zdolnym do pomagania innym w ich rozwoju i rozwiązywaniu ich najtrudniejszych problemów jest znacznie bardziej inspirujące niż zapewnianie ludziom rozrywki. Wartości zaczęły wypływać na wierzch kiedy prowadziłem Dexterity ponieważ preferowałem gry logiczne, puzzle, które zmuszały ludzi do myślenia, często też puszczałem bokiem szanse wydania gier które jak czułem zarobiłyby pieniądze, ale nie dałyby ludziom realnej wartości.

Wytrwałość działania pochodzi z trwałości wizji. Kiedy jesteś super-pewien tego, co chcesz osiągnąć w taki sposób, że Twoja wizja nie zmienia się specjalnie, będziesz bardziej spójny – i wytrwały – w swoich działaniach. A ta spójność działania zaowocuje spójnością rezultatów.

Czy potrafisz określić część swojego życia,m w której zademonstrowałeś schemat długoterminowej wytrwałości? Myślę, że jeżeli potrafisz określić taki obszar, to może on dostarczyć wskazówek odnośnie Twojej wizji – czegoś, nad czym możesz pracować i gdzie pasja i samodyscyplina działają w synergii.

Ten wpis jest częścią szóstą sześcioczęściowej serii i samodyscyplinie: część 1 | część 2 | część 3 | część 4 | część 5 | część 6.

Źródło: Self-Discipline: Persistence

Samodyscyplina. Pracowitość

Pracowitość oznacza pracowanie ciężko. W przeciwieństwie to ciężkiej pracy, bycie pracowitym nie oznacza koniecznie wykonywania pracy, która stanowi wyzwanie czy jest trudna. Oznacza po prostu poświęcanie czasu. Możesz być pracowity wykonując lekką albo ciężką pracę.

Wyobraź sobie, że masz dziecko. Będziesz spędzać wiele czasu na zmienianiu pieluch. Ale nie jest to tak naprawdę ciężka praca – to tylko kwestia robienia tego ciągle od nowa, wiele razy dziennie.

W życiu jest wiele zadań, które niekoniecznie są trudne, ale zebrane razem wymagają znacznej inwestycji czasu. Jeżeli nie zdyscyplinujesz się do tego, by być z nimi na bieżąco, mogą narobić Ci w życiu sporego bałaganu. Pomyśl tylko o tych wszystkich drobnych sprawach, które musisz załatwiać: zakupy, gotowanie, sprzątanie, pranie, podatki, płacenie rachunków, utrzymanie domu, zajmowanie się dziećmi itd. A to wszystko tylko w domu – jeżeli dołączysz do tego pracę, to lista robi się jeszcze dłuższa. Te rzeczy mogę nie osiągać najwyższego priorytety wśród spraw, które masz do zrobienia,m ale tak czy inaczej muszą być pozałatwiane.

Samodyscyplina wymaga rozwinięcia zdolności do poświęcenia czasu wtedy, gdy jest to konieczne. Sporo bałaganu tworzy się kiedy, odmawiamy poświęcenia czasu na to, co musi być zrobione – i na zrobienie tego właściwie. Taki bałagan może mieć różny charakter, od zabałaganionego biurka czy zapchanej skrzynki mailowej aż po afery Enronu czy Worldcomu. Wielki bajzel czy mały bałagan – wybierz, co do Ciebie bardziej pasuje. Tak czy inaczej odmowa załatwienia tego, co musi być zrobione stanowi ważny i wpływowy czynnik.

Czasem jest zupełnie jasne co należy zrobić. Czasem nie jest to w najmniejszym stopniu jasne. Ale ignorowanie bałaganu nie pomoże, cokolwiek by się działo. Jeżeli nie wiesz, co musi być zrobione, to pierwszym krokiem jest dowiedzenie się tego. Może to wymagać od Ciebie poszukiwania informacji i kształcenia się, Żeby w ubiegłym roku uruchomić ten blog, musiałem dowiedzieć się jak się to robi. Zdobycie wiedzy, poprzez czytanie innych blogów i ocenianie różnych narzędzi do blogowania, wymagało czasu. To nie było dla mnie trudne, ale wymagało znacznej inwestycji czasowej.

Czasami pozwalamy, by drobne irytujące detale trwały nieco zbyt długo. W styczniu kupiliśmy z żoną nowy dom. Ale dopiero w ostatni weekend w końcu rozpakowaliśmy ostatni karton. Większością rozpakowywania zajęliśmy się w ciągi pierwszych kilku tygodni po przeprowadzce, ale parę kartonów wylądowało w kącie i żadne z nas nie chciało się nimi zająć. Dlaczego? Nie wiedzieliśmy gdzie upchać rzeczy, które były tam spakowane. Najprościej wydawało się ignorować problem i mieć nadzieję, że kartony w magiczny sposób same się rozpakują. Ostatecznie udało się nam rozpakować je w zeszły weekend, zajęliśmy się też paroma innymi domowymi naprawami, które też były odkładane na później.

Zrobienie tego nie było trudne czy kosztowne. Była to po prostu kwestia czasu, by mieć je z głowy. Nie wymagało to wiele zdolności czy wytężania mózgu. Wszystkim, co musieliśmy zrobić, było zwyczajne zaakceptowanie, że trzeba się tym zająć, poświęcenie paru minut na zdecydowanie jak to zrobić, a następnie załatwienie sprawy.

Poświęcaj Czas

W życiu istnieje wiele problemów, których rozwiązaniem jest głównie bezrefleksyjna inwestycja czasu. Jeżeli Twoja skrzynka mailowa jest przeładowania, to nie jest to problem stanowiący wielkie wyzwanie. Uwierz mi – są w życiu większe wyzwania, niż poradzenie sobie ze starą korespondencją. Gwarantuję Ci, że Twój mózg ma dość mocy przerobowych, by dać sobie z tym radę. Opróżnienie skrzynki mailowej jest czystą kwestią czasu. Być może zajmie Ci to kilka godzin. Jeżeli załatwienie sprawy wymaga paru godzin pracy, to poświęć ten czas. W trakcie pracy możesz puścić sobie jakąś relaksującą muzykę. Jeżeli nie, to po prostu wciśnij Ctrl-A, a potem Delete i miej sprawę z głowy.

Jak wiele problemów z Twojej listy zadań może być w tej chwili załatwionych przez proste zastosowanie pracowitości? Czasami nie musisz być szczególnie kreatywny czy sprytny w tych kwestiach – brutalne rozwiązanie siłowe wystarczy. Ale łatwo jest popaść w schemat życzenia sobie, by ta brutalna siła nie była potrzebna. To nieciekawe. To nudne. To w ogóle jest nieważne. I mimo to dalej musi być zrobione.

Oczywiście jeżeli możesz znaleźć sposób by uniknąć wymagającego czasu rozwiązania i wymyślić lepszy sposób na poradzenie sobie z problemem czy zlikwidowanie go – proszę bardzo, wykorzystaj to. Deleguj, kasuj – rób cokolwiek jest konieczne by wyeliminować nakład czasu. Ale jeżeli wiesz, że masz do czynienia z czymś, co nie może być zrobione inaczej niż poprzez Twoją własną inwestycję czasu, jak wredne kartony w moim domu, które uparcie odmawiały samodzielnego rozpakowania się, to po prostu to zaakceptuj i pozbądź się problemu. Nie narzekaj. Nie jęcz. Po prostu to zrób.

Rozwijaj Osobistą Produktywność

Dyscyplinowanie się by być pracowitym pozwala wycisnąć więcej wartości z posiadanego czasu. Czas jest stałą, ale Twoja osobista produktywność nie. Niektórzy ludzie wykorzystują godziny swoich dni znacznie wydajniej niż inni. To zdumiewające, że ludzie wydają więcej pieniędzy na zakup szybszego komputera czy tankowanie wydajnego samochodu, ale praktycznie nie zwracają żadnej uwagi na własne możliwości. Twoja osobista produktywność na dłuższą metę zrobi dla Ciebie znacznie więcej niż szybszy komputer. Daj pracowitemu programiście dziesięcioletni komputer, a on w ciągu roku zrobi na nim znacznie więcej, niż leniwy programista dysponujący najnowszymi nowinkami technicznymi.

Niezależnie od całej techniki i gadżetów, jakie mamy do dyspozycji i które potencjalnie mogą zwiększyć naszą efektywność, osobista produktywność dalej jest najważniejszym wąskim gardłem. Nie próbuj zrzucać zwiększenia swojej produktywności na technikę. Jeżeli nie uważasz się za produktywnego kiedy nie stosujesz techniki, nie będziesz produktywny przy jej użyciu – posłuży Ci ona tylko do zamaskowania złych nawyków. Ale kiedy jesteś już pracowity, bez stosowania techniki, to może Ci ona pomóc jeszcze bardziej rozwinąć tę cechę. Myśl o technice jako o mnożniku mocy – pomnaża ona to, kim już jesteś.

Jeżeli chcesz lepiej wykorzystywać swój czas, to polecam Ci rozpoczęcie z podejściem opisanym w tym artykule:
Zwiększ Trzykrotnie Osobistą Produktywność

Podstawową ideą przedstawioną w artykule jest zmierzenie najpierw aktualnego poziomu produktywności (artykuł wyjaśnia jak zrobić to stosując zapisy czasowe), zmierzenie aktualnego „współczynnika wydajności”, a potem stopniowe podkręcanie tych wartości.

Napisałem ten artykuł w roku 2000 i stale wracam do tej metody, przynajmniej raz na pół roku. Sprawia, że jestem świadomy tego, jak wykorzystuję mój czas. Ostatnio zastosowałem to parę miesięcy temu, śledząc przez parę dni wykorzystanie czasu – i byłem zaskoczony jak mało było miejsca na poprawę. Osiągnięcie tego punktu zajęło mi pięć lat od momentu napisania artykułu, ale wreszcie czuję, że efektywnie wykorzystuję czas. Wciąż od czasu do czasu miewam nieproduktywne dni, ale stanowią one wyjątek. W większości przypadków spoglądam wstecz i myślę: „Dziś naprawdę dużo zrobiłem. Ciężko byłoby zrobić to lepiej.”

Pięć lat temu wiedziałem, co należy zrobić. Tyle czasu zajęło mi zbudowanie siły i dyscypliny by być zdolnym do stałego utrzymywania tego poziomu. TO NIE BYŁO ŁATWE!

Kiedy podążasz ścieżką rozwijania swojej osobistej produktywności, może to doprowadzić do paru dni rwania sobie włosów z głowy i zgrzytania zębami, ale ostatecznie się opłaci. Myślę, że ludzi pociąga pomysł stawania się bardziej produktywnymi po prostu ze zdrowego rozsądku. Zrozumienie, że czas bardziej efektywne wykorzystanie czasu zaowocuje realizowaniem większej ilości zadań, a przez to szybszym uzyskiwaniem efektów, nie wymaga wiele umysłowego wysiłku. Osobista produktywność pozwala stworzyć w życiu dość przestrzeni na robienie wszystkiego tego, co czujesz że powinno być robione: zdrowe odżywianie, ćwiczenia, ciężka praca, pogłębianie relacji z innymi, cudowne życie towarzyskie i robienie różnicy. W innym razie z czegoś trzeba zrezygnować. Bez osobistej produktywności na wysokim poziomie najprawdopodobniej zrezygnujesz z czegoś, co jest dla Ciebie ważne. Pojawią się konflikty pomiędzy zdrowiem a pracą, pracą a rodziną, rodziną a przyjaciółmi. Pracowitość może dać Ci zdolność cieszenia się wszystkimi tymi rzeczami tak, że nie musisz wybierać pracy zamiast rodziny czy na odwrót. Możesz mieć jedno i drugie.

Oczywiście pracowitość jest tylko jednym z wielu narzędzi. Pozwala Ci efektywnie kończyć pracę, ale nie powie Ci, czym zajmować się w pierwszej kolejności. Pracowitość jest narzędziem niskopoziomowym. Pracowanie ciężko niekoniecznie oznacza pracowanie inteligentnie. Ale ta słabość pracowitości nie odbiera jej miejsca potężnego narzędzia w Twojej skrzynce narzędziowej rozwoju osobistego. Kiedy już zdecydujesz o kierunku działań i będziesz miał przed sobą rozłożone plany, nic nie załatwi sprawy tak dobrze, jak pracowitość. Na dłuższą metę osiągane efekty pochodzić będą z Twoich działań, a w pracowitości chodzi właśnie od działanie.

Ten wpis jest częścią piątą sześcioczęściowej serii i samodyscyplinie: część 1 | część 2 | część 3 | część 4 | część 5 | część 6.

Źródło: Self-Discipline: Industry

Samodyscyplina. Ciężka praca

Wielkim sekretem życia jest to, że nie ma żadnego wielkiego sekretu. Jakikolwiek jest Twój cel, możesz go osiągnąć, jeżeli gotów jesteś pracować.

– Oprah Winfrey

Ciężka praca – jeszcze jedno brzydkie słowo.

Ciężka Praca Zdefiniowana

Według mojej definicji ciężka praca to taka, która stanowi wyzwanie.

A dlaczego wyzwanie jest ważne? Dlaczego nie robić po prostu tego, co najłatwiejsze?

Większość ludzi będzie robić to, co najłatwiejsze i unikać ciężkiej pracy – i dokładnie dlatego powinieneś robić coś zupełnie przeciwnego. Powierzchowne szanse w życiu atakowane są zazwyczaj przez hordy ludzi poszukujących tego, co łatwe. Te znacznie cięższe wyzwania wiążą się zazwyczaj z o wiele mniejszą konkurencją i dają większe szanse.

W Afryce istnieje kopalnia złota głęboka na ponad trzy kilometry. Zbudowanie jej kosztowało dziesiątki milionów dolarów, ale jest ona jedną z najbardziej lukratywnych kopalni złota jakie kiedykolwiek istniały. Górnicy ci stawili czoła wielkiemu wyzwaniu wiążącemu się z ogromem ciężkiej pracy, ale ostatecznie to się zwraca.

Pamiętam jak kiedy tworzyłem grę komputerową Dweep w roku 1999, spędziłem cztery miesiące pełnoetatowej pracy ma opracowanie dokumentu projektowego o długości pięciu stron. Była to gra logiczna z puzzlami, której prawidłowe zaprojektowanie było ekstremalnym wyzwaniem. Kiedy projekt był już gotowy, cała reszta zajęła tylko dwa kolejne miesiące – programowanie, projekt graficzny, muzyka, efekty dźwiękowe, napisanie instalatora i wydanie gry.

Celowo spędziłem tyle czasu na projektowaniu, bo w tamtym czasie wierzyłem, że właśnie w tym obszarze mogłem uzyskać przewagę nad konkurencją. Wiedziałem, że nie mogłem konkurować pod względem szczegółów technicznych. Zanim zabrałem się za tę grę, zrobiłem badanie konkurencji i odkryłem wiele gier które uważałem za „nisko wiszące owoce”. Większa część rynku zalana była klonami starszych gier, typ towaru najłatwiejszy do zrobienia. A większość moich wczesnych gier była też słaba jeśli chodzi o design, były to głównie zręcznościówki typu cel-pal.

O wiele, wiele trudniej było zaprojektować oryginalną grę o unikalnym scenariuszu. Ale opłaciło się to elegancko. Dweep wygrał nagrodę Shareware Industry w roku 2000, a ulepszona wersja gry (Dweep Gold) zdobyła tę samą nagrodę w kolejnym roku. W wyniku sukcesu tamtej gry zostałem zaproszony do wywiadu z reporterem New York Times’a, a wywiad wraz z ładnym zdjęciem pojawił się w wydaniu z 13 czerwca 2001 roku (sekcja biznesowa). Wydany po raz pierwszy pierwszego czerwca 1999 roku Dweep zaczyna właśnie siódmy rok na rynku. Nie może konkurować z dzisiejszą techniką. Nie mógł konkurować pod względem techniki już kiedy był wydawany. Ale wciąż jest konkurencyjny jeśli chodzi o design, i to wobec największych konkurentów na swoim polu. Odkryłem, że istniało wielu graczy którzy woleli dobrze zaprojektowaną grę z niezbyt aktualną grafiką od płytkiego pokazu możliwości współczesnej techniki. Długoterminowy sukces gry przyniósł lekcję, że ciężka praca się opłaca.

Nie ma opcji żeby Dweep mógł osiągnąć taki sukces na dłuższą metę, gdybym wybrał łatwiejszą drogę przy projektowaniu. Wkopywałem się na dwie mile głębokości po by znaleźć złoto, więc dla innych wyło znacznie trudniej wysadzić grę z jej pozycji na rynku. Żeby to osiągnąć, musieliby dokopać się głębiej, a bardzo niewielu ludzi gotowych jest to zrobić, ponieważ kreatywne projektowanie gier jest cholernie trudne. Każdy mówi, że ma dobry pomysł na grę, ale przełożenie tego na coś rzeczywiście działającego, bawiącego i innowacyjnego jest bardzo trudne. Kiedy spoglądam na inne gry, które odniosły sukces w ponadpięcioletniej perspektywie, widzę zawsze chęć podjęcia ciężkiej pracy, do jakiej inni nie chcieli się wziąć. A dziś rynek jest nawet bardziej zapchany klonowanymi głupotami niż miało to miejsce kiedy ja zaczynałem.

Poważne wyzwanie powszechnie łączy się z poważnymi wynikami. Oczywiście od czasu do czasu możesz mieć szczęście i trafić na prostą ścieżkę do sukcesu. Ale czy będziesz w stanie podtrzymać ten sukces, czy tylko miałeś fuksa? Czy będziesz w stanie to powtórzyć? Kiedy ludzie dowiedzą się jak to zrobiłeś, to czy zaraz znajdzie się masa konkurencji?

Kiedy dyscyplinujesz się by robić to, co trudne, uzyskujesz dostęp do królestwa efektów do których wszyscy inni nie są dopuszczeni. Chęć robienia tego, co trudne jest jak posiadanie klucza do specjalnej prywatnej komnaty skarbów.

Fajną sprawą jeśli chodzi o ciężką pracę jest to, że jest uniwersalna. Niezależnie w jakiej jesteś branży – ciężką pracę można wykorzystać do uzyskania pozytywnych długoterminowych efektów niezależnie od szczegółów.

Stosuję tę samą filozofię przy budowaniu biznesu związanego z rozwojem osobistym. Robię wiele rzeczy, które można nazwać ciężkimi. Próbuję odnosić się do tematów, których inni nie podejmują, a pomijam te obiecujące łatwy zysk. Staram cię głęboko badać tematy i poszukiwać złota. Dużo czytam i szukam informacji. Piszę długie artykuły, a moje najlepsze pomysły rozdaję za darmo, więc stale zmuszony jestem dawać z siebie to co najlepsze. Uruchomiłem ten biznes w październiku ubiegłego roku i pracuję nad nim na pełen etat praktycznie bez wynagrodzenia.

W międzyczasie pracuję ciężko w Toastmasters nad budowaniem swoich umiejętności mówcy (pierwsza rocznica była drugiego czerwca). Należę do dwóch różnych klubów i uczęszczam na 6-7 spotkań miesięcznie. Miesiąc po dołączeniu do klubu zostałem jednym z liderów, właśnie wybrano mnie na wiceprzewodniczącego. Wygłosiłem wiele przemówień, wszystkie z nich za darmo. Brałem udział we wszystkich konkursach przemówień odkąd dołączyłem do klubu.. Gdybym cały ten czas poświęcił na biznes z grami, miałbym teraz znacznie więcej pieniędzy. To jest masa ciężkiej pracy, a zanim zostanę profesjonalistą, mam przed sobą prawdopodobnie jeszcze kolejny taki rok. Ale gotów jestem zapłacić cenę, jakakolwiek będzie. Nie zamierzam obierać łatwej ścieżki na słabą pozycję, z której mogę tylko z hukiem polecieć z powrotem na dół. Nie wyjdę na scenę by wyrzucić z siebie garści napuszonych dźwięków na temat samorozwoju które nawet uzyskają nieco oklasków i czek, ale które ostatecznie nikomu nie pomogą. Jeżeli wymaga to lat, wymaga to lat.

To samo podejście stosuję przy pisaniu książki. To jest mnóstwo ciężkiej pracy. Ale chcę by była to taka książka, którą ludzie będą dalej czytać za dziesięć lat. Pisanie takiej książki jest dziesięć razy trudniejsze niż napisanie czegoś w stylu psychologicznego bełkotu, jakiego pełno widać teraz na półkach księgarni. Ale większość tych książek zniknie z półek w ciągu roku, a niewielu ludzi będzie je w ogóle pamiętać.

Ciężka praca popłaca. Kiedykolwiek ktoś mówi Ci coś innego, uważaj na sprzedażową gadkę o czymś
„łatwym i prostym”, która zaraz się zacznie. Im większą masz zdolność do ciężkiej pracy, tym więcej nagród jest w Twoim zasięgu. Im głębiej potrafisz kopać, tym więcej skarbów masz szansę znaleźć.

Bycie zdrowym to ciężka praca. Stworzenie i utrzymanie udanego związku to ciężka praca. Wychowywanie dzieci to ciężka praca. Zorganizowanie się to ciężka praca. Ustanowienie celów, przygotowanie planów ich osiągnięcia i utrzymanie się na torze to ciężka praca. Nawet bycie szczęśliwym to ciężka praca (mowa o prawdziwym szczęściu pochodzącym z szacunku do samego siebie, a nie udawanym, które pochodzi z zaprzeczania i ucieczki).

Ciężka praca idzie ręka w rękę z akceptacją. Jedną z rzeczy, które musisz zaakceptować są te obszary Twojego życia, które nie poddadzą cię niczemu poza ciężką pracą. Może nie miałeś szczęścia w poszukiwaniach satysfakcjonującego związku. Może jedynym sposobem by to się udało jest zaakceptowanie przez Ciebie faktu, że będziesz musiał zrobić to, czego dotychczas unikałeś. Być może właśnie chcesz zrzucić wagę. Może przyszła pora by zaakceptować fakt, że na drodze do tego celu będzie zdyscyplinowana dieta oraz ćwiczenia fizyczne (jedno i drugie – ciężka praca). Być może chcesz zwiększyć swoje dochody. Może powinieneś zaakceptować fakt, że jedyna droga do tego celu wiedzie przez ogrom ciężkiej pracy.

Twoje życie osiągnie całkowicie nowy poziom kiedy przestaniesz unikać i bać się ciężkiej pracy i po prostu jej się poddasz. Uczyń z niej swojego sprzymierzeńca, a nie wroga. Jest potężnym narzędziem, które warto mieć po swojej stronie.

Jeżeli chcesz poczytać o innym spojrzeniu na ciężą pracę, oto starszy wpis na ten temat:
Ciężka praca

Ten wpis jest częścią czwartą sześcioczęściowej serii i samodyscyplinie: część 1 | część 2 | część 3 | część 4 | część 5 | część 6.

Źródło: Self-Discipline: Hard Work

Samodyscyplina: Siła Woli

Różnica pomiędzy człowiekiem sukcesu a innymi ludźmi nie leży w braku siły, ani w braku wiedzy, ale raczej w braku woli.

– Vince Lombardi

Siła woli – co za brzydkie słowo w dzisiejszych czasach! Ile widujemy reklam w których produkty próbuje się przedstawić jako substytuty siły woli? Zaczynają od wmawiania Ci, że Twoja siła woli nie działa, a następnie próbują sprzedać Ci coś „łatwego i szybkiego”, jak pigułka na dietę czy jakieś głupkowate sprzęty do ćwiczeń. Często gwarantują nawet uzyskanie w dramatycznie krótkim czasie niemożliwych efektów – to jest dobry strzał, ponieważ ludzie, którym brakuje siły woli najprawdopodobniej nie poświęcą czasu na zwrócenie bezużytecznych produktów.

No ale nie zgadniesz… siła woli działa. Tylko żeby w pełni z niej skorzystać, musisz dowiedzieć się w jakim zakresie potrafi ona działać. Ludzie którzy twierdzą, że siła woli nie działa, zwykle próbowali stosować ją w sposób dalece wykraczający poza jej możliwości.

Czym jest siła woli?

Siła woli to Twoja zdolność do obrania kierunku działań i powiedzenia: „Jazda!”.

Siła woli daje niesamowicie silnego, lecz krótkotrwałego kopa. Możesz wyobrazić ją sobie jako armatę z jedną kulą. Wypala się szybko, ale skierowana inteligentnie może dostarczyć energii potrzebnej do przezwyciężenia inercji i wytworzenia pędu.

Siła woli jest grotem na włóczni samodyscypliny. Używając analogii do II Wojny Światowej można powiedzieć, że siła woli odpowiadałaby dniowi inwazji na Normandię. Była to gigantyczna bitwa która odwróciła szale zwycięstwa i sprawiła, że rzeczy zaczęły iść w nowym kierunku, nawet mimo, że potrzeba było kolejnego roku by osiągnąć zwycięstwo w Europie. Podejmowanie takiego wysiłku każdego dnia wojny byłoby niemożliwe.

Siła woli jest koncentracją mocy. Zbierasz całą swoją energię i wykonujesz potężne uderzenie do przodu. Atakujesz problem strategicznie, w najsłabszym punkcie, dopóki nie pojawią się pęknięcia dające Ci dość przestrzeni, by manewrować głębiej na jego terytorium i ostatecznie go wykończyć.

Na zastosowanie siły woli składają się następujące kroki:

  1. Wybór celu
  2. Stworzenie planu ataku
  3. Realizacja planu

Z pomocą siły woli możesz poświęcić tyle czasu ile potrzeba na kroki 1 i 2, ale kiedy przychodzi do kroku 3, musisz uderzać szybko i mocno.

Nie próbuj zmagać się z problemami i wyzwaniami w taki sposób, że każdego dnia wymagany jest do tego najwyższy poziom siły woli. Siła woli nie daje się utrzymywać na stałym poziomie. Jeżeli spróbujesz korzystać z niej zbyt długo, wypalisz się. Wymaga ona takiego poziomu energii, jaki jesteś w stanie utrzymać tylko przez krótki czas… w większości przypadków paliwo wypalane jest w ciągu paru dni.

Wykorzystuj siłę woli do tworzenia samowystarczalnego pędu

Skoro więc siła woli może być stosowana tylko w szybkich, potężnych uderzeniach, to jaki jest najlepszy sposób na jej wykorzystanie? Jak uchronić się przed popadnięciem z powrotem w stare schematy, kiedy krótkie uderzenie siły woli dobiega końca?

Najlepszym zastosowaniem siły woli jest ustanowienie przyczółka desantowego, takiego że dalszy postęp będzie mógł się dokonywać z wysiłkiem znacznie mniejszym niż ten potrzebny do początkowego uderzenia. Pamiętaj o Dniu Inwazji – kiedy tylko Alianci ustanowili przyczółek na plaży, droga naprzód była dla nich o wiele łatwiejsza. Utrzymanie pozycji wciąż stanowiło wyzwanie, zwłaszcza z oddziałami walczącymi pośród francuskich żywopłotów zanim czołgi Rhino zaczęły się przez nie przedzierać, ale było to o wiele łatwiejsze niż próby utrzymania skupienia, energii i koordynacji pełnoskalowej inwazji na plażę w każdym kolejnym dniu nadchodzącego roku.

Tak więc właściwym zastosowaniem siły woli jest ustanowienie przyczółka – trwałe przemienienie samego terytorium tak, by łatwiej było kontynuować działania. Używaj siły woli do ułatwiania sobie pracy, sprawiając by Twoje zadanie na dłuższą metę wymagało mniejszego ciągłego wysiłku.

Przykład

Zbierzmy to wszystko w konkretnym przykładzie.

Załóżmy, że Twoim celem jest zrzucenie 10 kilo. Próbujesz przejść na dietę. Wymaga to siły woli i przez pierwszy tydzień idzie Ci dobrze. Ale w ciągu paru tygodni popadasz znów w stare nawyki i z powrotem przybierasz na wadze. Próbujesz znowu innych diet, ale efekt jest wciąż ten sam. Nie potrafisz utrzymać pędu dość długo, by osiągnąć swój wagowy cel.

Można się tego spodziewać, ponieważ siła woli działa tymczasowo. Nadaje się na sprinty, a nie maratony. Siła woli wymaga świadomego skupienia, a świadome skupienie jest bardzo energochłonne – nie może być utrzymane przez dłuższy czas. Coś Cię w końcu rozproszy.

Oto jak zabierać się do tego samego zadania z właściwym zastosowaniem siły woli. Akceptujesz fakt, że jesteś w stanie zastosować jedynie krótkie uderzenie siły woli… w najlepszym razie może przez kilka dni. Potem będzie po niej. Lepiej więc, żebyś wykorzystał tę siłę woli do przekształcenia terytorium wokół siebie w taki sposób, że utrzymanie pędu nie będzie tak ciężkie jak wcześniejsze wywołanie go. Potrzebujesz zastosować siłę woli do ustanowienia przyczółka na wybrzeżu Twojego celu.

Zasiadasz więc i przygotowujesz plan. Nie wymaga to wiele energii, a pracę możesz rozłożyć na wiele dni.

Określasz różne cele, w które musisz uderzyć jeżeli chcesz mieć szansę na sukces. Po pierwsze, całe śmieciowe jedzenie wylatuje z Twojej kuchni, włączając w to wszystko, co może skłaniać do przejadania się; wszystko to zastępujesz jedzeniem, które pomoże Ci zrzucić wagę – jak warzywa i owoce. Po drugie, wiesz, że będzie Cię kusiło by zdecydować się na fastfooda kiedy zrobisz się głodny i nie będziesz miał nic gotowego do jedzenia, decydujesz więc że przygotujesz w weekend jedzenie na cały tydzień. Dzięki temu zawsze będziesz mieć coś w lodówce. Rezerwujesz w każdy weekend parę godzin na zakupy spożywcze i przygotowanie całego tego jedzenia na następny tydzień. Ponadto organizujesz sobie porządną książkę kucharską ze zdrowymi przepisami. Dowiadujesz się czegoś na temat klubów osób zrzucających wagę i znajdujesz jakiś w swojej okolicy, możesz też wybrać się na pierwsze spotkanie i zapisać się do niego. Przygotowujesz tabelę do odnotowywania wagi i umieszczasz na ścianie w łazience. Bierzesz porządną wagę, która mierzy nie tylko wagę, ale też procentowy udział tłuszczu w masie ciała. Robisz listę przykładowych posiłków (5 śniadań, 5 obiadów, 5 kolacji) i umieszczasz na lodówce. I tak dalej… W tym punkcie wszystko to przybiera formę pisemnego planu.

Następnie realizujesz ten plan – szybko i z mocą. Prawdopodobnie jesteś w stanie zrobić to wszystko w jeden dzień. Idziesz na pierwsze spotkanie klubu i zbierasz wszystkie materiały. Czyścisz kuchnię z niezdrowego jedzenia. Kupujesz nowe produkty spożywcze, nową książkę kucharską i nową wagę. Zamieszczasz gdzie trzeba tabelę wagi i listę przykładowych posiłków. Wybierasz przepisy, z których zrobisz zapas jedzenia na tydzień. Łaał!

Pod koniec dnia podziwiasz efekty zastosowania siły woli nie bezpośrednio do diety, ale do ustanowienia warunków, w których łatwiej będzie Ci tej diety przestrzegać. Kiedy następnego ranka się obudzisz, znajdziesz się w dramatycznie odmienionym środowisku, przekształconym zgodnie z Twoim planem. Twoja lodówka wypełniona będzie masą przygotowanych zdrowych posiłków. Nie będzie w Twoim domu żadnego problematycznego śmieciowego jedzenia. Będziesz członkiem klubu osób zrzucających wagę i co tydzień będziesz uczęszczał na spotkania. Będziesz miał zarezerwowany blok czasu na regularne zakupy i przygotowywanie jedzenia. Wciąż będziesz potrzebował nieco dyscypliny by przestrzegać diety, ale zmieniłeś już okoliczności tak, że będzie to znacznie mniej uciążliwe, niż byłoby bez tych zmian.

Oto kilka wcześniejszych wpisów na blogu które dadzą Ci jeszcze więcej pomysłów na modyfikowanie środowiska:

Środowiskowe Wzmocnienie Celów
Czy Twoi Przyjaciele Są Dla Ciebie Windą Czy Klatką?
Twój Osobisty System Odpowiedzialności

Nie stosuj siły woli do bezpośredniego atakowania swojego największego problemu. Stosuj siłę woli by zaatakować środowiskowe i społeczne przeszkody, które sprawiają, że problem trwa. Ustanów najpierw przyczółek, a potem umocnij pozycję (np. wytwórz nawyk, może robiąc 30-Dniowe Wyzwanie). Nawyki przerzucają działania na autopilota, tak, że bardzo niewiele siły woli potrzebne jest do uzyskiwania stałych postępów, pozwalając Ci praktycznie lecieć z górki ku Twoim celom.

Ten wpis jest częścią trzecią sześcioczęściowej serii i samodyscyplinie: część 1 | część 2 | część 3 | część 4 | część 5 | część 6.

Źródło: Self-Discipline: Willpower

Samodyscyplina. Akceptacja.

Pierwszym z pięciu filarów samodyscypliny jest akceptacja. Akceptacja to trafne postrzeganie rzeczywistości i świadome przyjmowanie do wiadomości tego, co widzisz.

Może to brzmieć jak coś prostego i oczywistego, ale w praktyce jest ekstremalnie trudne. Jeżeli doświadczasz chronicznych trudności w pewnym obszarze swojego życia, jest spora szansa że wynika to z problemów z zaakceptowaniem rzeczywistości taką, jaka ona jest.

Dlaczego akceptacja należy do filarów samodyscypliny? Najprostszym problemem związanym z samodyscypliną jest niepowodzenie w trafnym odbiorze i zaakceptowaniu bieżącej sytuacji. Pamiętasz analogię z wczorajszego wpisu – pomiędzy samodyscypliną a treningiem siłowym? Jeżeli chcesz osiągnąć sukces w treningu siłowym, to podstawą jest sprawdzenie ile już potrafisz udźwignąć. Jak silny jesteś w tym momencie? Dopóki nie dowiesz się, w jakim punkcie stoisz w tej chwili, nie będziesz w stanie opracować sensownego programu treningowego.

Jeżeli nie jesteś świadomy na jakim poziomie jest teraz Twoja samodyscyplina, to niewielkie masz szanse na jakieś postępy w tym obszarze. Wyobraź sobie niedoszłego atletę który nie ma pojęcia, jaki ciężar jest w stanie unieść i arbitralnie wybiera program treningowy. Niemal na sto procent wybrane ciężary będą albo za duże, albo za małe. Jeżeli ciężary są za duże, trenujący nie będzie w ogóle w stanie ich udźwignąć, a przez to nie uzyska wzrostu mięśni. A jeżeli ciężary będą zbyt lekkie, trenujący z łatwością będzie je unosił, ale przez to nie zbuduje masy mięśniowej.

Podobnie jeżeli chcesz podnieść poziom swojej samodyscypliny, musisz wiedzieć gdzie stoisz teraz. Jak silna jest w tej chwili Twoja dyscyplina? Jakie wyzwania są dla Ciebie łatwe, a jakie praktycznie niemożliwe do pokonania?

Oto lista wyzwań które mogą dać Ci do myślenia w kwestii Twojego aktualnego położenia (bez konkretnego porządku):

  • Czy codziennie bierzesz prysznic/kąpiesz się?
  • Czy codziennie rano wstajesz o tej samej porze? Włączając w to weekendy?
  • Czy masz nadwagę?
  • Czy jesteś od czegoś uzależniony (kofeina, nikotyna, cukier itd), od czego chciałbyś się uwolnić ale tego nie zrobiłeś?
  • Czy Twoja skrzynka mailowa jest teraz pusta?
  • Czy Twoje biuro jest czyste i dobrze zorganizowane?
  • Czy Twój dom jest czysty i dobrze zorganizowany?
  • Ile czasu marnujesz w ciągu typowego dnia? W weekend?
  • Jeżeli złożysz komuś obietnicę, jaka jest procentowa szansa, że jej dotrzymasz?
  • Jeżeli złożysz obietnicę sobie, jaka jest procentowa szansa, że jej dotrzymasz?
  • Czy byłbyś w stanie zrobić sobie jednodniową głodówkę?
  • Jak dobrze jest uporządkowany dysk twardy Twojego komputera?
  • Jak często ćwiczysz?
  • Jakie jest największe fizyczne wyzwanie, jakiemu kiedykolwiek sprostałeś, jak dawno temu to było?
  • Ile godzin pracujesz w skupieniu podczas typowego dnia roboczego?
  • Ile pozycji na Twojej liście rzeczy do zrobienia jest starszych niż 90 dni?
  • Czy masz jasne, spisane cele? Czy masz pisemne plany ich osiągnięcia?
  • Gdybyś stracił pracę, ile czasu poświęcałbyś każdego dnia na poszukiwanie nowej i jak długo utrzymałbyś ten poziom wysiłku?
  • Ile telewizji (albo YouTube’a itd) aktualnie oglądasz? Czy mógłbyś zrezygnować z tego na 30 dni?
  • Jak wyglądasz w tej chwili? Co Twój wygląd mówi o poziomie Twojej dyscypliny (ubrania, uczesanie)?
  • Czy jedzenie wybierasz przede wszystkim z punktu widzenia wartości zdrowotnej, czy smaku/sytości?
  • Kiedy po raz ostatni wypracowałeś nowy pozytywny nawyk? Pozbyłeś się złego nawyku?
  • Czy masz długi? Czy uważasz że długi są wynikiem inwestycji, czy błędu?
  • Czy wcześniej zadecydowałeś, że będziesz czytać ten blog, czy tak po prostu wyszło?
  • Czy możesz powiedzieć mi, co będziesz robić jutro? A w następny weekend?
  • W skali od 1 do 10 – jak oceniłbyś swój ogólny poziom dyscypliny?
  • Co jeszcze mógłbyś osiągnąć gdyby odpowiedź na ostatnie pytanie brzmiała 9 lub 10?

Zupełnie tak, jak istnieją różne grupy mięśni, które trenujesz przy pomocy różnych ćwiczeń, istnieją różne obszary samodyscypliny: dyscyplina snu, dyscyplina diety, dyscyplina zwyczajów w pracy, dyscyplina komunikacji itd. Trzeba różnych ćwiczeń by zbudować dyscyplinę w poszczególnych obszarach.

Moja rada jest taka: określ zakres, w którym Twoja dyscyplina jest najsłabsza, oceń na czym stoisz w tej chwili, przyjmij do wiadomości i zaakceptuj swój punkt wyjścia i zaprojektuj sobie program treningowy na ulepszenie tego obszaru. Zacznij od jakichś prostych ćwiczeń które na pewno jesteś w stanie zrobić, a potem stopniowo podnoś poziom wyzwań.

Trening progresywny działa na samodyscyplinę zupełnie tak, jak w przypadku budowania masy mięśniowej. Na przykład jeżeli ledwie jesteś w stanie wygramolić się z łóżka o 10 rano, to czy masz szansę powodzenia jeśli chodzi o wstawanie o 5 rano każdego ranka? Prawdopodobnie nie. Ale czy mógłbyś opanować wstawanie o 9:45? Raczej tak. A kiedy już to osiągniesz, czy dasz radę posunąć się do 9:30 albo 9:15? Pewnie! Zanim zacząłem stale wstawać o 5 rano, wcześniej już parę razy robiłem to po kilka dni z rzędu, a moją zwykłą porą pobudki była godzina 6-6:30 rano – tak że następny krok stanowił wyzwanie, ale i był jak najbardziej do zrobienia między innymi dlatego, że znajdował się już w moim zasięgu.

Bez akceptacji uzyskasz albo niewiedzę, albo zaprzeczenie. Przy niewiedzy po prostu nie masz pojęcia, na ile jesteś zdyscyplinowany – prawdopodobnie nigdy o tym nie myślałeś. Nie wiesz, że nie wiesz. Domyślasz się tylko z grubsza co jesteś, a czego nie jesteś w stanie zrobić. Trafi Ci się nieco łatwych sukcesów i nieco ponurych porażek, ale najprawdopodobniej obwiniać będziesz zadanie albo siebie, zamiast po prostu przyjąć do wiadomości że „ciężar” był za duży na Twoje możliwości i że musisz stać się silniejszy.

Dopóki nie przyjmujesz do wiadomości swojego faktycznego poziomu dyscypliny, blokujesz się w fałszywym spojrzeniu na rzeczywistość. Jesteś nadmiernie pesymistyczny albo optymistyczny względem swoich możliwości. I tak jak trenujący który nie wie ile ma siły, nie osiągniesz wielkiej poprawy ponieważ mało prawdopodobne jest byś był w stanie zupełnie przypadkowo dobrać właściwy zakres treningu. Przy pesymistycznym spojrzeniu brać się będziesz tylko za nieduże ciężary, unikając większych które w sumie byłbyś w stanie unieść i które uczyniłyby Cię silniejszym. A przy spojrzeniu optymistycznym będziesz próbował dźwigać ciężary za duże na Twoje możliwości i przez to będziesz ponosił porażki, a potem albo będziesz się obwiniać, albo postanowisz starać się bardziej, podczas gdy ani jedno ani drugi nie sprawi, że staniesz się silniejszy.

Ja osobiście zebrałem ogromne plony dzięki podążaniu ścieżką samodyscypliny. Kiedy miałem 20 lat, mieszkałem w małej kawalerce, a sypiałem między czwartą rano a trzynastą. Moja dieta składała się w dużej części z fastfoodów i śmieciowego jedzenia. Nie ćwiczyłem – pomijając długie spacery od czasu do czasu. Wyjęcie poczty ze skrzynki wydawało się znacznym osiągnięciem każdego dnia, a główną atrakcją dnia było wychodzenie ze znajomymi. Pod koniec miesiąca nie byłem w stanie przypomnieć sobie wielu znaczących wydarzeń które miałyby miejsce w jego trakcie. Nie miałem pracy, samochodu, dochodów, celów, planów i realnej przyszłości. Jak czułem, wszystkim co miałem była masa problemów i spraw które wcale się nie polepszały. Nie miałem poczucia, że mógłbym kontrolować swoją drogę przez życie. Po prostu czekałem, aż coś się wydarzy, a potem jakoś na to reagowałem.

Ale w końcu stanąłem twarzą w twarz z faktem, że próby czekania na życie nie dają skutku. Jeżeli miałem gdziekolwiek zajść, musiałem coś z tym zrobić. I początkowo oznaczało to podejmowanie się wielu trudnych wyzwań, ale pokonałem je i w krótkim czasie stałem się znacznie silniejszy.

Przewijamy czternaście lat do przodu – niebo a ziemia! Wstaję codziennie o piątej rano. Ćwiczę sześć dni w tygodniu. Stosuję czysto wegańską dietę zawierającą masę świeżych warzyw. Moje domowe biuro jest dobrze zorganizowane. Domowa skrzynka pocztowa i skrzynka mailowa są puste. Jestem żonaty, mam dwójkę dzieci i ładny dom. Na biurku stoi segregator z zapisanymi celami i szczegółowymi planami ich osiągnięcia, a kilka z moich celów z roku 2005 już osiągnąłem. Nigdy nie wiedziałem lepiej, czego chcę, a robię to, co kocham. Wiem, że sprawiam różnicę.

Nic z tych rzeczy nie wydarzyło się tak po prostu. Wszystko było celowe. I z pewnością nie stało się to z dnia na dzień. Wymagało to lat ciężkiej pracy. Wciąż jest to ciężka praca, ale stałem się o wiele silniejszy. Dzięki temu rzeczy, które byłyby dla mnie nie do ugryzienia kiedy miałem dwadzieścia lat, teraz są łatwe, a więc mogę podejmować się większych wyzwań i osiągać poważniejsze rezultaty. Gdybym wszystkiego tego, co robię teraz, spróbował kiedy miałem dwadzieścia lat, poniósłbym sromotną klęskę. Dwudziestoletni Steve nie byłby w stanie sobie z tym poradzić choćby przez jeden dzień. Ale dla 34-letniego Steve’a to łatwizna. A naprawdę ekscytująca jest dla mnie myśl, co będzie w stanie osiągnąć Steve 48-letni… oczywiście w odniesieniu do mojej własnej drogi życia, a nie kogokolwiek innego.

TAK, mówię Ci to, żeby zrobić na Tobie wrażenie, ale nie sobą, lecz Tobą. Chcę, byś był pod wrażeniem tego, co jesteś w stanie osiągnąć za 5-10 lat jeżeli stale będziesz rozbudowywał swoją samodyscyplinę. To nie będzie łatwe, ale będzie warte wysiłku. Pierwszym krokiem jest otwarte zaakceptowanie punktu, w którym właśnie stoisz, czy czujesz się z tym dobrze, czy nie. Poddaj się temu, nad czym musisz pracować – może to nie fair, ale tak to wygląda. I nie staniesz się ani trochę silniejszy dopóki nie zaakceptujesz tego, gdzie teraz się znajdujesz.

Ten wpis jest częścią drugą sześcioczęściowej serii i samodyscyplinie: część 1 | część 2 | część 3 | część 4 | część 5 | część 6.

Źródło: Self-Discipline: Acceptance

Samodyscyplina

W tym tygodniu zamierzam pisać na temat samodyscypliny. Nowe wpisy w tym temacie będą się pojawiać codziennie, od poniedziałku do piątku. Stworzyłem też nową kategorię na blogu – „samodyscyplina„.

Na temat samodyscypliny, o tym czym ona jest i jak ją rozwijać, napisałem już około 20 stron do mojej nowej książki. W tej serii podzielę się niektórymi z owych pomysłów, skupiając się na tym, co nazywam pięcioma filarami samodyscypliny.

Pięć filarów samodyscypliny

Pięć filarów samodyscypliny to: Akceptacja, Siła Woli, Ciężka Praca, Pracowitość oraz Wytrwałość. W języku angielskim pierwsze litery tych wyrazów układają się w odpowiednik polskiego słowa „bicz”, co pomaga je zapamiętać, gdyż wielu ludzi kojarzy samodyscyplinę z biczowaniem się w celu uzyskania efektów. [Od tłumacza: wybaczcie, ale szkoda mi czasu na konstruowanie czegoś podobnego po polsku. Lepiej, żeby główne zagadnienia pozostały trafnie oddane.]

W ciągu kolejnych dni przedstawię poszczególne filary, wyjaśniając dlaczego są ważne i jak je rozwijać. Ale na początek ogólny przegląd…

Czym jest samodyscyplina?

Samodyscyplina jest zdolnością do brania się w garść i podejmowania działania niezależnie od stanu emocjonalnego.

Pomyśl tylko co mógłbyś osiągnąć, gdybyś po prostu wziął się za realizowanie swoich najlepszych intencji niezależnie od bieżących wydarzeń. Wyobraź sobie, że mówisz swojemu ciału: „Masz nadwagę. Zrzuć dziesięć kilo.” Bez samodyscypliny takie zamierzenie nie przełoży się na efekty. Ale z odpowiednią samodyscypliną możesz uznać sprawę za załatwioną. Szczytowym osiągnięciem samodyscypliny jest moment, w którym podjąwszy świadomą decyzję masz praktycznie zagwarantowane wywiązanie się z niej.

Samodyscyplina jest jednym z wielu narzędzi rozwoju osobistego jakie masz do dyspozycji. Nie jest ona oczywiście panaceum. Mimo to problemy, które może rozwiązać samodyscyplina są istotne, a podczas gdy istnieją inne sposoby rozwiązywania tych problemów, to samodyscyplina właściwie je miażdży. Samodyscyplina może dać Ci zdolność pokonania dowolnego uzależnienia czy zrzucenia dowolnej liczby kilogramów. Może zmieść prokrastynację, nieporządek i ignorancję. W zakresie problemów, jakie może ona rozwiązać, jest po prostu niepokonana. Staje się ponadto potężnym sprzymierzeńcem w kombinacji z innymi narzędziami jak pasja, ustanawianie celów oraz planowanie.

Budowanie samodyscypliny

Moją filozofię budowania samodyscypliny najlepiej wyjaśni poprzez analogię: dyscyplina jest jak mięsień. Im więcej trenujesz, tym jesteś silniejszy. Im mniej trenujesz, tym słabszy się stajesz.

Podobnie jak różnimy się pod względem siły mięśni, wszyscy mamy w różnym stopniu rozwiniętą dyscyplinę. Każdy ma trochę – jeżeli jesteś w stanie wstrzymać oddech na kilka sekund, to masz trochę samodyscypliny. Ale nie każdy rozwija swoją dyscyplinę do tego samego stopnia.

Tak samo, jak trzeba mieć mięśnie, by rozwijać mięśnie, trzeba mieć samodyscyplinę, by rozwijać samodyscyplinę.

Metoda budowania samodyscypliny jest analogiczna do progresywnego treningu siłowego dla budowania mięśni. Polega na dźwiganiu ciężarów na granicy możliwości. Zwróć uwagę, że kiedy trenujesz siłę, to ćwiczysz z takimi ciężarami jakie jesteś w stanie unieść. Wytężasz mięśnie dopóki starczy Ci sił, a potem wypoczywasz.

Podobnie – podstawową metodą budowania samodyscypliny jest podejmowanie wyzwań, jakie możesz z powodzeniem zrealizować, ale które są w pobliżu granicy Twoich możliwości. Nie oznacza to podejmowania się czegoś i ponoszenia codziennych porażek, ani też nie oznacza to pozostawania w strefie komfortu. Nie zyskasz siły próbując unosić ciężary których nie jesteś w stanie ruszyć, ani też nie zyskasz siły nosząc ciężary, które są dla Ciebie zbyt lekkie. Musisz zaczynać z ciężarami/wyzwaniami które mieszczą się w Twoim aktualnym zakresie możliwości, ale jednocześnie są w pobliżu ich granicy.

Trening progresywny oznacza, że kiedy coś Ci się uda, podnosisz stawkę wyzwania. Jeżeli pracujesz wciąż z tymi samymi ciężarami, nie staniesz się ani trochę silniejszy. Podobnie, jeżeli nie uda Ci się stawiać przed sobą życiowych wyzwań, nie wzmocnisz ani trochę swojej samodyscypliny.

Tak samo, jak większość ludzi ma bardzo słabe mięśnie w porównaniu z tym, jak silne mogłyby one się stać dzięki treningom, większość ludzi jest bardzo słaba jeśli chodzi o poziom samodyscypliny.

Błędem jest starać się wymuszać na sobie zbyt wielki wysiłek przy podejściu do budowania samodyscypliny. Jeżeli spróbujesz całkowicie zmienić całe swoje życie w ciągu jednej nocy, ustanawiając dziesiątki nowych celów i spodziewając się, że już następnego dnia zaczniesz konsekwentnie do nich zmierzać, prawie na pewno odniesiesz porażkę. To jest tak, jakby osoba po raz pierwszy w życiu idąca na siłownię zarzucała sobie 150 kilo na sztangę. Będzie tylko głupio wyglądać.

Jeżeli jesteś w stanie wycisnąć pięć kilo, to jesteś w stanie wycisnąć pięć kilo. Nie ma nic złego w rozpoczynaniu od punktu w którym się znajdujesz. Przypominam sobie jak zaczynając pracę z osobistym trenerem, parę lat temu, przy pierwszej próbie wyciskania sztangi byłem w stanie unieść tylko trzykilową sztangę bez ciężarków. Moje ramiona były bardzo słabe, ponieważ nigdy ich nie ćwiczyłem. Ale po kilku miesiącach doszedłem do prawie 30 kilo.

Podobnie, jeżeli w tej chwili jesteś bardzo niezdyscyplinowany, wciąż możesz wykorzystać tę niewielką dyscyplinę, jaką posiadasz, by zbudować jej więcej. Im bardziej stajesz się zdyscyplinowany, tym życie robi się łatwiejsze. Wyzwania, które wcześniej wyglądały na niemożliwe do zrealizowania zaczną w końcu sprawiać wrażenie dziecięcej zabawy. Kiedy robisz się silniejszy, te same ciężary robią się lżejsze i lżejsze.

Nie porównuj się z innymi ludźmi. To nie pomoże. Zobaczysz tylko to, co spodziewasz się zobaczyć. Jeżeli sądzisz, że jesteś słaby, to wszyscy będą się wydawali silniejsi. Jeżeli uważasz, że jesteś silny, każdy inny będzie wyglądał na słabszego. Robienie tego nie ma sensu. Po prostu zobacz w jakim punkcie sam się teraz znajdujesz i staraj się by z czasem być coraz lepszym.

Rozważmy pewien przykład.

Załóżmy, że chcesz rozwinąć umiejętność przepracowania ośmiu godzin konkretnej roboty każdego dnia, bo wiesz, że będzie to miało duży wpływ na Twoją karierę. Dziś rano słuchałem programów audio w których cytowano badania mówiące, że przeciętny pracownik biurowy spędza 37% czasu na jałowym udzielaniu się towarzysko, nie wspominając o innych „przypadłościach”, z którymi ponad połowa czasu pracy jest marnowana na nieproduktywną nie-pracę. Jest więc masa miejsca na ulepszenia.

Być może spróbujesz pracować solidnie przez osiem godzin, nie poddając się odrywającym uwagę zajęciom, a zrobić to jesteś w stanie tylko raz, Następnego dnia kompletnie przepadasz. Zupełnie w porządku. Zrobiłeś jedno ośmiogodzinne „powtórzenie”. Dwa to dla Ciebie zbyt wiele. Daj więc sobie nieco na luz. Jaka długość „ćwiczenia” pozwoliłaby Ci z powodzeniem wykonać 5 powtórzeń (przykładowo cały tydzień pracy)? Czy byłbyś w stanie pracować z pełną koncentracją przez godzinę dziennie, pięć kolejnych dni? Jeżeli nie potrafisz tego zrobić, ogranicz się do 30 minut czy ilekolwiek dasz radę. Kiedy Ci się uda (albo kiedy poczujesz, że to zbyt łatwe, to podnieś poziom wyzwania (np. pod względem potrzebnej wytrzymałości).

Kiedy już opanujesz tydzień na jednym poziomie, w kolejnym tygodniu przejdź poziom wyżej. I kontynuuj ten trening progresywny dopóki nie osiągniesz założonego celu.

Chociaż takie analogie nigdy nie są idealne, na tej udało mi się bardzo daleko zajechać. Podnosząc poprzeczkę tylko odrobinę w każdym tygodniu pozostajesz w zakresie swoich możliwości, a z czasem robisz się silniejszy. Ale kiedy robisz trening siłowy, praca, którą rzeczywiście wykonujesz, nie ma żadnego znaczenia. Nie istnieje korzyść wynikająca z samego w sobie poruszania ciężaru w górę i w dół – korzyść wynika ze wzrostu mięśni. Kiedy jednak buduje się samodyscyplinę, uzyskuje się też korzyść z pracy wykonanej po drodze, więc to jest nawet lepsze. To świetne, kiedy Twój trening generuje coś wartościowego ORAZ sprawia, że jesteś silniejszy.

W przeciągu tego tygodnia zajmiemy się dokładniej zagadnieniem pięciu filarów samodyscypliny. Jeżeli masz jakiekolwiek pytania na temat samodyscypliny (zarówno ogólne jak i szczegółowe) do jakich chciałbyś, żebym się odniósł, to daj mi znać, a ja postaram się po drodze na nie odpowiedzieć.

Ten wpis jest częścią pierwszą sześcioczęściowej serii i samodyscyplinie: część 1 | część 2 | część 3 | część 4 | część 5 | część 6.

Źródło: Self-Discipline

Newer posts