Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Category: Sen (page 1 of 3)

Co zrobić, by wstawać gdy tylko zadzwoni budzik?

Czy kiedy Twój budzik dzwoni rano, ciężko jest Ci natychmiast wstać? Czy w tej sytuacji szukasz przycisku drzemki i wracasz do spania?

Mój codzienny poranny rytuał wyglądał podobnie. Kiedy mój budzik rozbrzmiewał swoim piekielnym hałasem, natychmiast wyłączałem cholerstwo. Wtedy pod wpływem porannego zamroczenia z wolna rozmyślałem czy właściwie to powinienem wstać, czy nie:

Pod kołdrą jest tak miło i ciepło. Jeżeli wstanę, to będzie mi zimno. To nie będzie przyjemne.

Och, naprawdę powinienem już wstać. Hej, nogi… ruszcie się. Jazda, nogi, jazda. Hmmm…. nie tak wprawia się w ruch własne nogi, co nie? Wygląda na to, że mnie nie słuchają.

Powinienem pójść na siłownię. Taaa. Hmmm… ale naprawdę nie mam teraz ochoty na ćwiczenia. Nie zjadłem nawet śniadania. Może najpierw powinienem zjeść mufinkę. Z nutellą i bananem. O, i to jest dobra mufinka.

Może próbuję wstawać zbyt wcześnie. Wciąż jestem senny, no nie? Może budzenie się na budzik jest nienaturalne. Czyż sypiając więcej nie będę lepiej funkcjonować?

Nie muszę wstawać właśnie w tej minucie, prawda? Z pewnością mogę się zrelaksować jeszcze na pięć minut czy coś. Świat się nie skończy, jeśli nie wstanę właśnie teraz.

Założę się, że moja żona jest teraz smakowicie cieplutka. Mówiła, że nienawidzi kiedy próbuję się do niej przytulać o 6 rano, no ale co… chyba kocha mnie dość mocno, by mi wybaczyć, nie? Już wiem… najpierw zacznę masować jej plecy i ramiona. Ona nie może oprzeć się dobremu masażowi, nawet tak wcześnie rano. Potem przejdę do drapania po głowie. Tak, to się uda. A potem prześliznę się prosto do pozycji na łyżeczkę. Czyż nie będzie to przyjemny sposób na rozpoczęcie dnia?

[ Szur… szur… Zzzzzzzz ]

Dwie godziny później…

Ja: Która godzina? Nie przypominam sobie nawet kiedy dzwonił budzik. No, ale przytulanki były niezłe. Dobra, wygląda na to, że dziś będę musiał darować sobie ćwiczenia.

Żona: Po co ciągle ustawiasz budzik, skoro nie wstajesz jak zadzwoni?

Ja: Och, myślałaś, że to mój budzik na pobudkę? Tak naprawdę to jest budzik na przytulanie.

OK, więc tak naprawdę nie miałem zamiaru, by to był budzik na przytulanie. Zamierzałem wstać kiedy zadzwoni, ale mój zamglony umysł nie przestawał nakłaniać mnie do powrotu do spania.

Przewijamy do dnia dzisiejszego…

Budzik dzwoni gdzieś między czwartą a piątą rano… nigdy później, niż o piątej. Nawet w weekendy i dni wolne. Wyłączam budzik w ciągu paru sekund. Płuca wypełnia głęboki wdech powietrza, przez jakieś dwie sekundy rozciągam się na wszystkie strony. Wkrótce stopy trafiają na ziemię – i już się ubieram, kiedy moja żona nadal drzemie. Schodzę na dół, biorę jakiś owoc, zaglądam do gabinetu żeby przejrzeć parę maili i o 5:15 pora wyjść na siłownię.

Ale tym razem w mojej głowie nie ma głosu zastanawiającego się, co powinienem zrobić. Nie jest to tym razem nawet pozytywny głos – po prostu go nie ma. Wszystko odbywa się na autopilocie, nawet zanim umysł całkowicie się obudzi. Nie powiem by taka codzienna rutyna jakiejkolwiek samodyscypliny. Jest to w zupełności odruch warunkowy. Tak jakby mój świadomy umysł był sobie na przejażdżce, podczas której podświadomość kontroluje ciało. Co rano, kiedy dzwoni budzik, reaguję zupełnie jak pies Pawłowa. Właściwie to trudniej byłoby mi nie wstać, kiedy dzwoni budzik.

Jak więc przejść od pierwszego scenariusza do drugiego?

Najpierw rozważmy sposób, w jaki większość ludzi próbuje poradzić sobie z tym problemem – który ja uważam za nieodpowiedni.

Nieodpowiedni sposób jest taki, że co rano do wywleczenia się z łóżka próbujesz zaprząc siłę woli – opartą na świadomości. Może raz na jakiś czas się uda, ale powiedzmy sobie szczerze: nie zawsze będziesz jasno myślał akurat w momencie, gdy zadzwoni budzik. Możesz doświadczyć tego, co ja nazywam umysłową mgłą. Decyzje podejmowane w tym stanie niekoniecznie będą takie same, jak podejmowane w całkowitej świadomości i wybudzeniu. Ani nie możesz, ani nie powinieneś w pełni sobie ufać.

Kiedy przyjmujesz takie podejście, istnieje spora szansa że wpadniesz w pułapkę. Z góry decydujesz się wstać o jakieś godzinie, a potem decyzję odwołujesz jak tylko zadzwoni budzik. O dziesiątej wieczorem stwierdzasz, że dobrze będzie wstać o piątej rano. Ale o piątej decydujesz, że lepiej wstać o ósmej. Spójrzmy prawdzie w oczy – dobrze wiesz, w rzeczywistości chciałeś zrealizować plan z dziesiątej… gdybyś tylko potrafił przymusić do tego swoje poranne alter ego.

A teraz tak – niektórzy ludzie natrafiając na taką łamigłówkę dojdą do wniosku, że potrzeba im po prostu więcej dyscypliny. Jest w tym w sumie ziarno prawdy, tylko nie takie jakiego byś oczekiwał. Jeżeli chcesz wstawać o piątej, nie potrzebujesz zwiększonej dyscypliny o piątej. Nie potrzebujesz lepszej wewnętrznej gadki. Nie potrzebujesz dwóch czy trzech budzików rozrzuconych po pokoju. I nie potrzebujesz zaawansowanego budzika z technologią rodem z kosmicznej toalety skonstruowanej przez NASA.

W rzeczywistości potrzeba Ci więcej dyscypliny kiedy jesteś całkiem przytomny i świadomy. Potrzebujesz dyscypliny by zaakceptować fakt, że nie możesz sobie w pełni zaufać i spodziewać się po sobie podejmowania inteligentnych, świadomych decyzji chwilę po przebudzeniu. Potrzebujesz dyscypliny by uzmysłowić sobie, że o piątej rano nie będziesz podejmować najlepszych możliwych decyzji. Twój trener o piątej rano jest do niczego, więc musisz go wylać.

Jakie w takim razie jest realne rozwiązanie? Polega ono na delegowaniu problemu. Przerzuć wszystko na swoją podświadomość. Wyłącz ze sprawy świadomy umysł.

A jak to zrobić? W ten sam sposób, jak opanowałeś dowolną inną powtarzalną czynność. Ćwiczysz, aż stanie się to rutyną. W końcu Twoja podświadomość przejmie kontrolę i wykona program na autopilocie.

To może brzmieć naprawdę głupio, ale działa. Ćwicz wstawanie w momencie, gdy dzwoni budzik. Właśnie tak – ćwicz. Ale nie rób tego rano. Rób to w ciągu dnia, kiedy jesteś całkiem przytomny.

Idź do sypialni i przygotuj pokój tak, by jak najlepiej przypominał warunki, w których zamierzasz wstawać. Zaciemnij pomieszczenie albo ćwicz wieczorem, po zachodzie słońca, kiedy już jest ciemno. Jeżeli sypiasz w piżamie – załóż piżamę. Jeżeli przed snem myjesz zęby, to umyj zęby. Jeżeli przed snem zdejmujesz okulary czy soczewki kontaktowe, teraz też to zrób.

Ustaw budzik na kilka minut później. Połóż się do łóżka tak, jak gdybyś spał i zamknij oczy. Ułóż się w swojej ulubionej pozycji. Wyobraź sobie, że jest wcześnie rano… kilka minut przed godziną, o której chcesz wstać. Udawaj, że rzeczywiście śpisz. Wyobraź sobie miejsce ze snu, czy po prostu najlepiej jak potrafisz odpłyń myślami.

A kiedy budzik zadzwoni, wyłącz go tak szybko, jak potrafisz. Następnie weź głęboki oddech, który całkowicie wypełni Twoje płuca i przeciągnij we wszystkie strony na parę sekund… tak, jak przeciągasz się ziewając. Potem usiądź, stopy postaw na podłodze i wstań. Uśmiechnij się szeroko. Potem przejdź do następnej czynności, jaką chciałbyś robić zaraz po przebudzeniu. Ja się w tym momencie ubieram.

Teraz otrząśnij się, przywróć warunki sprzed przebudzenia, wróć do łóżka, ponownie ustaw budzik i powtórz wszystko. Powtarzaj to i powtarzaj, dopóki nie stanie się tak automatyczne, że przez cały rytuał przechodzisz w ogóle o nim nie myśląc. Jeżeli powtarzasz sobie w myśli którykolwiek z kroków (np. słyszysz w głowie głos, który mówi Ci co masz robić) to jeszcze nie osiągnąłeś celu.

Nie krępuj się, w ciągu kilku dni poświęć czas na parę sesji takich ćwiczeń. Myśl o tym jak o robieniu zestawu ćwiczeń i powtórzeń na siłowni. Rób jeden czy dwa zestawy dziennie o różnych porach… i może 3-10 powtórzeń za każdym razem.

Tak, to będzie wymagało nieco czasu, ale to nic w porównaniu z tym, co na dłuższą metę zaoszczędzisz. Kilka godzin ćwiczeń dziś pozwoli Ci zaoszczędzić setki godzin w każdym kolejnym roku.

Odpowiednia ilość ćwiczeń – nie jestem w stanie dokładnie określić, ile Ci to zajmie, bo u każdego jest inaczej – doprowadzi do uwarunkowania fizjologicznej reakcji na dźwięk budzika. Kiedy budzik zadzwoni, wstaniesz automatycznie, nawet o tym nie myśląc. Im więcej razy powtórzysz ten schemat, tym odruch będzie silniejszy. W pewnym momencie nie wstanie po usłyszeniu budzika zacznie się wiązać z dyskomfortem. Odczucie będzie podobne jak przy zakładaniu spodni zaczynając od drugiej nogi niż zwykle.

Możesz też ćwiczyć w myślach, pod warunkiem że potrafisz dobrze wizualizować. Ćwiczenie w myślach zabiera mniej czasu, ale według mnie najlepiej jest przejść wszystko fizycznie. Są drobne detale, które mogą Ci umknąć przy przeprowadzaniu ćwiczenia tylko w myślach – a chcesz, by podświadomość poczuła prawdziwy smak tego doświadczenia. Więc jeśli wolisz ćwiczyć w myślach, to i tak zrób to fizycznie przynajmniej przez pierwszych parę razy.

Im więcej ćwiczysz swój pobudkowy rytuał, tym głębiej zakorzeni się on w Twojej podświadomości. Dzwoni budzik -> natychmiast wstawaj. Dzwoni budzik -> natychmiast wstawaj. Dzwoni budzik -> natychmiast wstawaj.

Kiedy stanie się to już codziennym nawykiem, nie będziesz potrzebował więcej ćwiczenia w ciągu dnia. Tego typu nawyk wzmacnia się sam. Etap warunkowania musisz przejść tylko raz. Potem jesteś w zasadzie ustawiony na całe życie, o ile nie zdecydujesz tego zmienić. Nawet, jeżeli z jakiegoś powodu wypadniesz z rytmu (np. długie wakacje w innej strefie czasowej), łatwo będzie Ci do niego powrócić. Pomyśl o tym jak o pamięci motorycznej. Kiedy raz wydepczesz ścieżkę, będzie ona na swoim miejscu nawet, jeśli nieco zarośnie chwastami.

Każda Twoja reakcja na dźwięk budzika będzie utrwalać się sama, o ile z początku powtórzysz schemat wystarczającą ilość razy. Możliwe, że już teraz posiadasz dobrze zakorzeniony rytuał pobudki. Może tylko nie taki, jakiego Ci potrzeba. Im więcej powtarzasz istniejący schemat, tym silniej warunkujesz go w swojej podświadomości. Za każdym razem, gdy nie udaje Ci się wstać na dźwięk budzika, staje się to w coraz większym stopniu domyślną reakcją fizjologiczną. Jeżeli chcesz zmienić to zachowanie, musisz świadomie podjąć ponowne warunkowanie programu, jak na przykład to opisane powyżej.

Obwinianie się o swoje złe nawyki budzenia nie zadziała – w rzeczywistości uwarunkujesz tylko te mentalne cięgi jako integralną część zwyczaju, który próbujesz zmienić. Nie tylko nie będziesz wstawał, kiedy budzik zadzwoni, ale też automatycznie będziesz robił sobie za to wyrzuty. Jak chore to jest? Czy naprawdę chcesz dalej odtwarzać ten głupi schemat przez resztę swojego życia? Właśnie tak się stanie, jeżeli nie uwarunkujesz poważniejszego zachowania. Czy Ci się to podoba czy nie, Twoje nawyki będą Cię budować albo niszczyć.

Kiedy już zastosujesz pożądany rytuał pobudki, sugeruję, żebyś trzymał się go każdego kolejnego dnia – 7 dni w tygodniu , 365 dni w roku. A przez pierwszych 30 dni ustawiaj budzik codziennie na tę samą godzinę. Po ustabilizowaniu nowego nawyku będziesz mógł zmieniać porę pobudki czy od czasu do czasu nie nastawiać budzika, jeżeli chcesz sobie pospać, ale do tego momentu najlepiej jest trzymać się bardzo ścisłego schematu. W ten sposób wypracujesz sobie standardowe zachowanie, od którego od czasu do czasu będziesz mógł odejść bez ryzyka rozregulowania rytmu.

Jestem pewien, że kiedy wyrobisz sobie ten zwyczaj, pokochasz go w pełni. Uważam go za jeden z moich najbardziej produktywnych nawyków. Oszczędza dla mnie setki godzin rocznie i wypłaca dywidendę dzień po dniu. Podczas eksperymentu ze snem polifazowym okazał się też szalenie pożyteczny.

Pomyśl o tym: jeżeli przesypiasz dziennie tylko pół godziny więcej, to w ciągu roku jest to ponad 180 godzin. A jeżeli jest to u Ciebie godzina dziennie, to w ciągu roku masz 365 godzin – odpowiednik dziewięciu czterdziestogodzinnych tygodni pracy. To mnóstwo czasu! I nie wiem jak u Ciebie, ale ja mogę wyobrazić sobie o wiele więcej kreatywnych sposobów na spożytkowanie czasu, niż leżenie w łóżku dłużej niż potrzebuję.

Zachęcam Cię do wypróbowania tej metody. Wiem, że ćwiczenie wstawania z łóżka wygląda głupio, ale hej, co, jeżeli działa? Co by było, gdybyś wiedział, z całkowitą pewnością, że jeżeli ustawisz budzik na jakąś godzinę, to bezwarunkowo o tej porze wstaniesz, nieważne co by się działo? Nie ma powodu dla którego nie mógłbyś zbudować sobie tego w ciągu paru najbliższych dni. Ćwiczenie daje trwałość.

A jeżeli interesuje Cię trochę wskazówek na temat ustanawiania zwyczaju wczesnego wstawania, zachęcam Cię do przeczytania dwóch artykułów:

„Jak nauczyć się wcześnie wstawać.”

„Jak nauczyć się wcześnie wstawać – część druga.”

Zajmij się tym. Nie pożałujesz!

Źródło: How to Get Up Right Away When Your Alarm Goes Off

Sen Polifazowy: Powrót do Monofazowego

Po pięciu i pół miesiąca spania polifazowego zdecydowałem się ostatecznie na powrót do monofazowego. Podjąłem tę decyzję około dziesięciu dni temu i wróciłem już do Niedźwiedziowa. Powróciłem do mojego poprzedniego schematu wstawania wcześnie rano. Tak więc teraz śpię około 6,5 godziny i wstaję z budzikiem o piątek rano.

Dlaczego powrót do snu monofazowego?

Po pierwsze, to zdecydowanie nie była w żaden sposób prosta decyzja. Mogłem z łatwością jechać dalej. Jak wcześniej odnotowałem w moich obszernych zapisach, było wiele rzeczy które naprawdę mi się podobały w spaniu polifazowym. Oczywiście dodatkowy czas aktywności był świetny. Ale były też pewne wady związane ze snem polifazowym, które ostatecznie doprowadziły mnie do decyzji o zakończeniu. Wady te powinny być łatwo zrozumiałe nawet, jeżeli sam nie próbowałeś, więc nie sądzę by cokolwiek miało Cię zaskoczyć.

Po pierwsze, pozwól mi powiedzieć, że nie zdecydowałem się przerwać z przyczyn zdrowotnych. Z tego, co pamiętam, nie zachorowałem ani razu kiedy spałem polifazowo – nie miałem choćby przeziębienia. Moja energia i czujność były na świetnym poziomie odkąd tylko przeszedłem okres adaptacji. Wiele osób pytało mnie o trening siłowy i ćwiczenia – z tym również nie miałem żadnych problemów. Moja regeneracja po treningach była po prostu w porządku. Może drzemka po ćwiczeniach wywierała pozytywny efekt.

Nie zdecydowałem się też przestać ze względu na ogólną dziwaczność snu polifazowego. Wiele tygodni zajęło mi psychiczne przystosowanie się do tego sposobu snu – ale w końcu się przystosowałem. Dało mi to zupełnie nowe spojrzenie na upływ czasu. Widziałem, jak czas płynął stale zamiast dzielić się na poszczególne dni. To było takie ciekawe doświadczenie.

Powodem numer jeden dla którego postanowiłem dać sobie spokój jest po prostu to, że reszta świata jest monofazowa. Gdyby reszta świata była polifazowa, ja prawdopodobnie trzymałbym się tego. Kiedy przestawiasz się na sen polifazowy, to oczywiście wypadasz z rytmu w jakim żyją inni ludzie. Jesteś aktywny przez większość nocy, kiedy wszyscy śpią. Jeżeli śpisz jak większość ludzi, to godziny, jakie uzyskasz ze snu polifazowego będziesz miał do dyspozycji w środku nocy. A jak ja stopniowo się dowiadywałem, godziny nocne nie są tym samym, co godziny dzienne, kiedy żyjesz w świecie monofazowym.

Z początku raczej podobała mi się świeżość tego nowego sposobu życia. Cieszyłem się tym czasem kiedy byłem sam. Był świetny na pisanie, gdyż nigdy nic mi nie przerywało. Ale po paru miesiącach czas zaczął mi się wlec. Chociaż zyskałem te nocne godziny, to z powodu drzemek straciłem też około 90 minut w ciągu dnia. Oznaczało to więc mniej czasu na relacje z innymi ludźmi, kiedy byli oni na nogach. Były momenty, kiedy nie była to taka pożądana wymiana.

Na początku fajnie było robić różne rzeczy w nocy. Las Vegas jest przyzwoitym miejscem na polifazowość. Kilka razy w nocy grałem w pokera i przez jakiś czas miałem z tego frajdę. Ale nawet mimo, że miasto jest całodobowe, większość firm i tak nocą jest zamykana, a większość dostępnych nocą czynności mnie nie interesuje. Moja rodzina i przyjaciele nocą śpią, a ja nie znam w okolicy nikogo, kto jest na nogach całą noc i nie pracuje. Spędziłem już dość czasu na internecie. Tak więc ostatecznie skończyłem z wieloma godzinami samotnego czasu. Pracowanie w nocy było w porządku, ale lubię w ciągu dnia dzielić się pomysłami z żoną, a to nie było możliwe nocą. Ponadto, jeżeli pracowałem nocą, to nie chciałem pracować też w dzień. Spróbowałem tego i wkrótce miałem już dość dwudziestogodzinnych dni pracy. Pracowanie w nocy oznacza działanie w innym rytmie niż ludzie pracujący w ciągu dnia, co przekłada się na nieodbieranie telefonu w sprawach biznesowych itp. Naprawdę lubię też pracować kiedy światło słoneczne wpada przez okno, w przeciwieństwie do używania sztucznego oświetlenia.

Innym wyzwaniem było to, że musiałem robić drzemki dość regularnie, średnio co cztery godziny. Mogłem od czasu do czasu przeciągnąć trochę czas między drzemkami, ale jeżeli to zrobiłem, to musiałem to później nadrabiać częstszym sypianiem. Załóżmy, że chcę zacząć pracę nad projektem, ale w nadchodzącej godzinie mam zaplanowaną drzemkę. Nie chciałem zaczynać projektu wiedząc, że będę mógł pracować tylko przez godzinę, zanim będę musiał się położyć. Próbowałem więc żonglować pracą tak, żeby zgrywała się z krótkimi okresami aktywności. Zrobiło się to w jakiś sposób irytujące, bo lubiłem pracować przez 5-6 godzin bez przerw. Nie podobało mi się szatkowanie całej pracy na trzyipółgodzinne bloki, a często zdarzało się tak, że drzemki wchodziły w drogę płynności mojej pracy. Nie był to bardzo sprężysty schemat ponieważ kiedy wydarzało się coś niespodziewanego, wywracało to mój plan a ja musiałem robić drzemki w środku zadania jak pisanie artykułu, co przerywało ciąg myślowy.

Kiedykolwiek chciałem zrobić coś z innymi ludźmi, musiałem pakować to w nawias drzemek na obu końcach. Trochę mnie to zmęczyło. Nie mogłem nigdy po prostu wstać i wyjść. Zawsze musiałem najpierw się zdrzemnąć, o ile nie wychodziłem tylko na chwilę. Byłem też często głody i senny po powrocie do domu, o ile nie jadłem po wyjściu. Moje wyjścia często przybierały formę drzemka-wyjście-drzemka-jedzenie. Lubię być czasem spontaniczny, ale śpiąc polifazowo nie można być zbyt spontanicznym bez negatywnych konsekwencji. Mój styl był naprawdę uwiązany.

Tęskniłem też za spaniem z żoną Jej jednak bardzo podobało się posiadanie w nocy całego łóżka dla siebie. Mówiła, że nigdy nie spała lepiej. Właściwie nie chciała, żebym wracał do snu monofazowego. Ale tym, za czym najbardziej tęskniłem, było tych 90 minut mniej z nią, kiedy nie spała. Nasz czas razem często przerywany był drzemkami, a zwłaszcza tą o dziewiątej wieczorem. Nie mogliśmy na przykład zabrać się za oglądanie filmu o ósmej wieczorem tak, żeby nie był on przerwany drzemką.

Tak więc w rzeczywistości była to kombinacja wszystkich tych męczących szczegółów, które doprowadziły mnie do decyzji o powrocie do snu monofazowego. Są rzeczy, które naprawdę uwielbiałem w spaniu polifazowym, ale są też rzeczy które uznałem za bardzo irytujące. Ale teraz, kiedy zaadaptowałem się z powrotem do snu monofazowego, muszę powiedzieć, że nie wiem, który jest zwycięzcą. Nie mogę powiedzieć, że nigdy nie wrócę do snu polifazowego jeżeli moje warunki ulegną zmianie. Ale na ten moment, przy stylu życia jaki chcę utrzymać, sen monofazowy jest po prostu odrobinę lepszy. Jest to więc dla mnie powrót do trybu hibernacji. 🙂

Jak to było przestawiać się z powrotem na sen monofazowy?

Kiedy zdecydowałem się przestawić z powrotem na sen monofazowy, nie byłem pewien czego powinienem się spodziewać. Ostatecznie ponowna adaptacja zajęła mi kilka dni. Zacząłem od położenia się jednej nocy do łóżka z żoną i próby spania do rana. Udało mi się przespać tylko parę godzin. Wciąż się budziłem, ale kiedy nie mogłem spać, to po prostu po cichu medytowałem. To była długa, powolna noc. Następnego dnia spróbowałem pomijać drzemki, ale nie odniosłem wielkiego sukcesu. Wciąż robiłem się senny o normalnych porach drzemek i przespałem się trzy razy. Drugiej nocy było nieco lepiej – byłem w stanie spać dłużej, może w sumie 4-5 godzin. Z każdym dniem/nocą przyzwyczajałem się bardziej, a po kilku kolejnych dniach ograniczyłem drzemki w ciągu dnia z trzech do dwóch, a potem do jednej. W końcu byłem w stanie przejść cały dzień bez drzemek. Nie jestem jeszcze całkiem na 100% przestawiony, bo czasem wciąż potrzebuję drzemki w ciągu dnia, ale jest wystarczająco blisko celu. Właściwie mogę zostawić drzemkę popołudniową, bo uważam że wciąż jest bardzo regenerująca. Śpię teraz dobrych sześć i pół godziny na dobę, chociaż dalej budzę się raz w środku każdej nocy. Ostatniej nocy było dość śmiesznie, bo właściwie dwa razy zasnąłem podczas gdy żona coś do mnie mówiła. 🙂

Jestem pewien, że ludzie woleliby raczej bym dalej spał polifazowo – byłem zachwyconym tym, jak stało się to popularne i jak wiele osób chciało spróbować tego na własnej skórze. Chociaż postanowiłem pisać o eksperymencie publicznie na blogu, to było to coś, co zdecydowałem się zrobić z przyczyn osobistych. Postaraj się więc nie być wściekłym na to, że nie kontynuuję jako Twój przyjacielski królik doświadczalny z sąsiedztwa. Kiedy brałem się za rozpoczęcie eksperymentu, moim głównym powodem do podjęcia próby była ciekawość. Chciałem wiedzieć jak to jest. Teraz wiem. 🙂

Mam nadzieję, że podzieliłem się wystarczającą ilością szczegółów na temat eksperymentu by każdemu, kto chce sam spróbować, archiwa były bardzo przydatne. Tak czy owak był to osobisty eksperyment i jako taki może mieć ograniczone zastosowanie dla innych ludzi. Nie jestem specjalnie bliski przeciętności w wielu obszarach (weganin, leworęczny, daltonista, ENTJ, koleś który uważał że Bush jest idiotą zanim został on wybrany na prezydenta itd.).

Sen polifazowy jest jedną z najdziwniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłem, ale również jednym z największych doświadczeń wzrostu w życiu. Naprawdę cieszę się, że to zrobiłem. Jestem pewien, że przyjdzie jeszcze wiele odjechanych eksperymentów… wszystkie w imieniu rozwoju osobistego. Będzie jednak ciężko znaleźć coś równie ekscytującego. Jestem otwarty na sugestie (o ile nie okażesz się być wściekłym na to, że nie śpię już polifazowo, w którym to przypadku powinieneś udać się po poradę albo może zjeść parę marchewek).

No, czy teraz jest dobry moment na oświadczenie, że cały ten eksperyment był tylko wielkim żartem? Prima Aprilis i te sprawy? Pamiętasz, że jeśli jesteś polifazowcem, to wciąż jest ten sam dzień co pierwszy kwietnia, nie?

Nie martw się – nie zrobiłbym Ci tego. Chociaż cenię sobie dobry żart od czasu do czasu, to żartem nie jest, mimo, że wielu osobom ciężko było z początku w to uwierzyć.

Edycja z 14 kwietnia 2006 r.: Dla Twojej wygody – oto linki do wszystkich moich wpisów związanych ze snem polifazowym, po kolei (każdy link otwiera się w nowej zakładce). To skarb pełen darmowych informacji dla każdego, kto chce dowiedzieć się więcej o moim teście snu polifazowego. Z tego, co mi wiadomo, to najbardziej szczegółowe zapisy snu polifazowego, jakie znajdziesz w całej sieci.

Śpij dobrze!

Źródło: Polyphasic Sleep: The Return to Monophasic

Sen Polifazowy w USA Today

W dzisiejszym wydaniu USA Today (27. lutego) znajdziesz obszerny artykuł pod tytułem „Kiedy Spanie Jest Tylko Snem”, autorstwa Marka R. della Cava. Marco parę tygodni temu zrobił wywiad ze mną i z moją żoną specjalnie do tego artykułu, także ostatnich kilka akapitów dotyczy mojego spania polifazowego. Artykuł kończy się cytatem mojej żony, Erin: „Nie sądzę, bym miała tego spróbować. Naprawdę lubię mój sen.”

Nie widziałem jeszcze drukowanej wersji (kiedy to piszę jest dopiero 3:30) [edycja: właśnie wziąłem egzemplarz], a artykuł powinien pojawić się pojawił się w samym środku pierwszej strony dzisiejszego wydania drukowanego, jak również na stronach USA Today.

USA Today ma prawdopodobnie około 2,2 miliona czytelników, także publika poza internetem jest konkretna, a ja teraz mogę oczywiście zamieścić zdanie „Jak pisano w USA Today” na mojej stronie, moich materiałach promocyjnych (jakich materiałach promocyjnych?), i na mojej bieliźnie. Ale poza czynnikiem „jakie to fajne”, nie spodziewam się wielkiego wzrostu oglądalności z tego powodu; zwłaszcza, że adresu mojej strony nie podano w artykule. Kilka lat temu w New York Times opublikowano moją historię na temat biznesu z grami komputerowymi, wraz ze zdjęciem moim i córki, a wzrost oglądalności był praktycznie zerowy.

Wolę udzielać wywiadów na inne tematy związane z rozwojem osobistym (sens życia, produktywność, samodyscyplina itd.) zamiast na temat snu polifazowego, ale nie zaskakuje mnie że ogólna dziwność snu polifazowego przyciągnęła uwagę dziennikarza.

O ile dobrze pamiętam, autor znalazł mnie poprzez blog – jeśli nie bezpośrednio, to na pewno pośrednio poprzez polecenie. Pamiętam jak parę miesięcy temu powiedziałem żonie, że biorąc pod uwagę wzrost ruchu na tej stronie jest tylko kwestią czasu zanim cały ten ruch w sieci zacznie się rozprzestrzeniać poza nią. Tego samego spodziewam się ogólnie po blogosferze.

USA dziś, jutro świat. 🙂

P.S. Dla tych z Was, którzy trafili na tę stronę poprzez artykuł w USA Today i którzy chcieliby dowiedzieć się więcej na temat snu polifazowego, oto wszystkie moje wcześniejsze wpisy na ten temat (pierwszy wpis poniżej wyjaśnia, co pociąga za sobą sen polifazowy):

Śpij dobrze!

Źródło: Polyphasic Sleep in USA Today

Sen Polifazowy 2.0

W ciągu ostatnich kilku tygodni wypróbowałem parę trików usprawniających mój schemat snu polifazowego. Poczułem, że nawyk spania w ten sposób ustabilizował się na tyle, bym mógł pozwolić sobie na trochę eksperymentowania. Wymyśliłem, że skoro teraz to stało się moim domyślnym zachowaniem, nie schrzaniłbym wszystkiego, gdybym spróbował czegoś innego przez dzień czy dwa. Okazało się, że założenie było trafne.

Ostatecznie żaden z trików właściwie nie zadziałał… no, może poza jednym (w jakimś sensie), ale cieszę się, że ich spróbowałem, bo pomogło mi to wybadać granice (np. moje własne ograniczenia) tego sposobu spania. Nie mam jednak pojęcia, czy osiągnięte przeze mnie efekty przekładać się będą na innych ludzi.

Tylko dla przypomnienia (i dla moich najnowszych czytelników), mój standardowy sposób spania uwzględnia dwudziestominutowe drzemki co mniej więcej cztery godziny, co daje w sumie sześć drzemek na dobę. Rozpocząłem spanie w ten sposób 20 października 2005 r., tak więc trwa to już ponad cztery miesiące. Wrażenie jest jednak, jakby trwało to znacznie dłużej.

Oto kilka zmian, które wypróbowałem:

Pomijanie Drzemek. Spodziewam się sporadycznie napotykać sytuacje, w których robienie drzemki byłoby bardzo uciążliwe. Chciałem więc dowiedzieć się, co by się stało, gdybym spróbował pominąć jedną drzemkę w ciągu dnia (najprawdopodobniej nie będzie nigdy potrzeby pomijania drzemki nocą). Nie zadziałało to w ogóle. Utrzymanie się w ruchu przez osiem godzin bez przerwy było dla mnie praktycznie niemożliwe. Jestem w stanie wyciągnąć 6-7 godzin zanim zacznę padać z nóg, kiedy czuję że koniecznie muszę położyć się spać. Po ponad sześciu godzinach na nogach ledwie jestem w stanie myśleć jasno. Próba prowadzenia samochodu w takim stanie byłaby bardzo niebezpieczna. Nie być w stanie pozostać na nogach przez osiem godzin bez przerwy – brzmi to dość żałośnie, ale to podstawowe poświęcenie wymagane by móc spać polifazowo. Wygląda na to, że uwarunkowałem swoje ciało nie tylko do przetrwania przy takim planie drzemek, ale też do zależności od niego. Jeżeli chodzę długo bez drzemki, czuję intensywną fizyczną potrzebę przespania się. Przypomina to umieranie z pragnienia i bycie zdesperowanym, by napić się wody. Nie wygląda to na kwestię związaną z samodyscypliną – moje ciało po prostu zaczyna się wyłączać.

Jednak opóźnianie poszczególnych drzemek działa. Robię to od miesięcy bez poważnych problemów. Mogę przeciągać czas między dwiema drzemkami do 6-7 godzin, ale kiedy to robię, później potrzebuję częstszych drzemek, by to nadrobić. Tak więc ostatecznie dalej kończę z sześcioma drzemkami w okresie 24 godzin. Mam po prostu wolność poprzesuwania ich trochę, o ile tylko nie z tym nie przesadzam (np. nie mogę mieć dwóch okresów po 6-7 godzin na chodzie jeden po drugim. W większości przypadków kiedy przekroczę punkt pięciu godzin po ostatniej drzemce, zaczynam czuć się nieco ogłuszony, a uczucie to wzmaga się, im dłużej zostaję na nogach. Nie jest to to samo uczucie senności, jakie miewałem kiedy śpiąc monofazowo zostawałem na chodzie po swojej normalnej porze kładzenia się spać. Poczucie senności przy śnie polifazowym jest inne. Prawdopodobnie najlepszy sposób na opisanie tego będzie w stylu Oda na Star Trek: Deep Space 9 musi poczuć, kiedy powstrzymywany jest przed regeneracją. Odczuwam wrażenie wzmagającego się nacisku by się przespać. Ale inaczej niż w przypadku zwykłej senności, to poczucie nie wydaje się pochodzić z mózgu. Nie sprawia wrażenia hormonalnego. Bardziej jak presja komórkowa, jakby komórki mojego ciała żądały wyłączenia i ponownego uruchomienia systemu. Uczucie to jest trudne do opisania, bo nigdy nie czułem niczego podobnego, kiedy sypiałem monofazowo. Przy śnie polifazowym jest tak, jakby całe ciało mówiło mi kiedy spać, a nie tylko mój mózg.

Zrobienie sobie drzemki daje wrażenie wyłączenia i ponownego uruchomienia systemu. Nawet jeżeli jestem bardzo nie w sosie kiedy się kładę (np. za długo byłem na nogach), po jedynych 20 minutach prawie zawsze czuję się wspaniale. Czasem przez pierwszych kilka minut czuję się nieco zdezorientowany. Nie senny… tylko zmieszany. Moje sny są teraz tak bogate i jaskrawe, że gdy się budzę, często nie jestem pewien gdzie jestem i potrzebuję zorientować się w otoczeniu. Teraz, kiedy każdego dnia mam do sześciu snów, które pamiętam po przebudzeniu, świat snów stał się bardziej znaczącą częścią mojego życia codziennego, niż dawniej.

Wciąż doświadczam „rozciągania” czasu podczas drzemek. Więc nawet mimo, że wyłączam się tylko na 20 minut, zdarza mi się zebrać tyle wspomnień, że daje to wrażenie dwóch godzin. Czasem wydaje mi się, że śpię 10 godzin na dobę. Całkiem nieźle, hm? W rzeczywistości śpię znacznie mniej, ale odczucie jest takie, jakby sypiał więcej niż kiedykolwiek. Z pewnością sprawia to, że dzień wydaje się bardzo długi. Przyzwyczajenie się do tego zajęło mi wiele tygodni.

Opuszczanie Drzemek z Użyciem Kofeiny. Z wcześniejszych doświadczeń wiedziałem, że ogólna zasada jest taka: kofeina i sen polifazowy nie idą w parze. Już jeden kubek herbaty z kofeiną wysadza mnie z torów, czy to wywołując potrzebę większej ilości drzemek w późniejszym czasie, czy też powodując przesypianie. Ale chciałem sprawdzić czy można wykorzystać kofeinę do niezbyt częstego, skutecznego pominięcia drzemki – nawet, gdyby w konsekwencji niezbędna była dodatkowa regeneracja. Tak więc w imię eksperymentu około godziny przed porą drzemki wypiłem małą kawę, a następnie drzemkę tę pominąłem. Pozwoliło to na skuteczne pominięcie drzemki. Byłem w stanie bez trudności pozostać aktywnym przez około 8-9 godzin. Następna drzemka zazwyczaj nie była jednak tak głęboka, a później, w czasie nocnych drzemek niezmiennie przesypiałem. Mogłem wstać kiedy zadzwonił budzik, ale czułem się tak zmęczony, że po prostu musiałem wrócić do łóżka. Drzemki po prostu nie zapewniały tak intensywnej regeneracji jak zazwyczaj. Przesypiałem zazwyczaj 3-4 godziny. Ale zaletą jest, że po tym czułem się znów w porządku i mogłem powrócić do poprzedniego schematu. Więc jeżeli koniecznie muszę być na nogach przez ponad osiem godzin w jednym ciągu, kubek kawy krótko przed pomijaną drzemką podziała. Ale później będę musiał się wykupić trzy-czterogodzinnym nadrabianiem. Myślę, że w pewnych sytuacjach może to być uczciwa wymiana. Ale dopóki nie mam przekonującego powodu by robić inaczej, po prostu unikam kofeiny.

Drzemki Bez Budzika. Kiedy rozpoczynałem ten eksperyment, do wyznaczania pobudek stosowałem odliczający czas w dół alarm na moim cyfrowym zegarku. Ale po paru miesiącach uruchamiania budzika sześć razy dziennie wyczerpałem baterię w zegarku. Niestety, w trakcie wymieniania baterii pewna bardzo mała sprężynka wystrzeliła przez pokój, a bez niej nie mogłem nastawić budzika (chociaż inne funkcje zegarka dalej były w porządku). Przeczesałem dywan używając magnesu, ale albo sprężynka nie była zrobiona z materiału przyciąganego przez magnes, albo po prostu nie mogłem jej znaleźć. Tak więc zastępczo przestawiłem się na alarm kuchenny. Używam go już od dwóch miesięcy, a bateria dalej jest dobra. 🙂

Czytałem zapis innej osoby śpiącej polifazowo, w którym wspominała ona, że po kilku tygodniach przestała potrzebować budzika. Więc i ja oczywiście chciałem tego spróbować. Odkryłem, że działało to niespójnie. W większości przypadków budziłem się po mniej niż dwudziestu minutach, ale czasem spałem pół godziny albo więcej i budziłem się przymulony. Normalnie nadal do każdej drzemki nastawiam budzik. Moja zależność od budzika może być efektem wcześniejszego wstawania o piątej rano, zawsze na sygnał – zanim jeszcze podjąłem się spania polifazowego. Byłem już uwarunkowany do budzenia się w ten sposób, więc może schemat po prostu został przeniesiony dalej. Moje ciało było już wytrenowane by spać, dopóki nie zadzwoni budzik.

Nie przeszkadza mi to specjalnie, bo nastawienie budzika jest dość proste. Ale bycie zależnym od techniki w kwestii utrzymania cyklów snu jest trochę nienaturalne… jakbym był w połowie cyborgiem. Ale w sumie blogi też niekoniecznie rosną na krzaczkach z jagodami, więc jestem już dość daleko w lesie, jeśli chodzi o zależność od techniki. 🙂

Półgodzinne drzemki. Jestem bardzo zadowolony ze swoich dwudziestominutowych drzemek – mierząc od momentu, gdy tylko się położę, do chwili, gdy dzwoni budzik i wstaję. Ale chciałem zobaczyć, czy przedłużenie drzemki zrobi jakąś różnicę, więc zacząłem nastawiać budzik na 30 minut. Nie podziałało to za dobrze. Zazwyczaj budziłem się w naturalny sposób zanim upłynęło pół godziny (żaden problem), ale jeżeli przespałem pełnych 30 minut, budziłem się ospały i miałem mniej energii aż do następnej drzemki. Nie pamiętałem też zazwyczaj snów, jeżeli budziłem się po 30 minutach, co oznacza, że było miało to miejsce już po fazie REM. Więc nawet jeżeli budzik czasami przerywał sny, to mimo to moim zdaniem lepiej jest budzić się w czasie snu zamiast spać zbyt długo po tym, jak minął. Więcej snu najwidoczniej nie równa się intensywniejszemu wypoczynkowi. W tym przypadku odkryłem, że spanie za długo jest równie złe, jak niedosypianie. Odnalezienie właściwiej dla mnie ilości snu wymagało trochę prób i błędów.

Półgodzinne drzemki co sześć godzin. Przeczytałem, że w ten sposób sypiał przez kilka lat Buckminster Fuller (nie jestem jednak w stanie zweryfikować prawdziwości tej informacji), więc pomyślałem, że ciekawie będzie spróbować samemu. Nawet mimo, że próba z półgodzinnymi drzemkami nie powiodła się, zastanawiałem się, co by się stało, gdybym rozciągnął cykle aktywności do sześciu godzin i sypiał po 30 minut. Może wtedy moje ciało znalazłoby sposób, by uzyskiwać więcej snu REM, a 30 minut okazałoby się zupełnie odpowiednim czasem snu.

Ten eksperyment skończył się zupełną porażką. Jednego dnia zrobiłem zwykłą drzemkę o piątej rano, a potem próbowałem zacząć następną o jedenastej, zamiast jak zwykle o dziewiątej. Było ciężko, ale udało mi się. Potem przeciągnąłem rozpoczęcie kolejnej drzemki na piątą po południu. To było jeszcze trudniejsze, ale włożywszy pewien wysiłek dałem radę, chociaż czułem się zdecydowanie niedospany. Po pobudce z drzemki o piątej po południu nie czułem się dość wypoczęty, a ponadto z czasem robiłem się coraz bardziej poruszony, czułem się nieswojo. Ostatecznie poczułem, że po prostu muszę położyć się spać. Moja rodzina rozeszła się do łóżek, a ja poszedłem na dół by zdrzemnąć się na kanapie. Nastawiłem alarm na 30 minut i położyłem się o 22, więc moje cykle miały kolejno sześć, sześć i pięć godzin.

Jakiś czas później obudziłem się w ciemności, ale nie z powodu budzika. Wiedziałem, że spałem długo i zastanawiałem się co stało się z budzikiem. Poszedłem włączyć światło i roześmiałem się, gdy spojrzałem na zegar. 4:15 nad ranem. Spałem całe 6 godzin i 15 minut. Poszedłem sprawdzić, co stało się z budzikiem. Ten konkretny alarm kuchenny ma taką funkcję, że po tym, jak zadzwoni, on od razu zaczyna odliczać czas w górę. Ponadto alarm ten nie wyłącza się sam – będzie hałasował dopóki nie wyłączę go ręcznie. Wyłączyć go jest jednak bardzo łatwo – wystarczy nacisnąć jeden guzik. Normalnie kiedy go wyłączam, licznik pokazuje trzy czy cztery sekundy… a najwyżej siedem, jeżeli muszę znaleźć go w ciemności. Cóż, tym razem gdy spojrzałem na liczni, pokazywał 0:18. Osiemnaście sekund! Najwyraźniej więc wyłączyłem go, ale zrobienie tego zajęło mi bardzo dużo czasu, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że miałem go w zasięgu ręki. Nie przypominałem sobie zupełnie by dzwonił, a tym bardziej, żebym go wyłączał. Więc albo nietypowo wiele czasu minęło zanim alarm mnie zbudził, albo ja byłem tak zdezorientowany, że półprzytomny przez osiemnaście sekund poszukiwałem wyłąćznika.

No to uzyskałem całkiem zabawny efekt. Nie sądzę bym miał tego próbować znowu w najbliższej przyszłości. Nie twierdzę, że schemat 30×4 nie może zadziałać, ale wygląda na to, że wymagałby przejścia kolejnej trudnej adaptacji.

Po wszystkich tych eksperymentach z łatwością wracałem do zwykłego polifazowego schematu spania. Dobrze wiedzieć, że mogę próbować różnych sztuczek bez konieczności przechodzenia znów przez ten piekielny okres adaptacji.

Nie sądzę, bym był w stanie przebić schemat 20×6, przynajmniej na teraz. Mogę w miarę potrzeby nieco naciągać, ale kiedy próbuję złamać schemat, to on łamie mnie. 🙂

Pod względem fizjologicznym czuję się dobrze przystosowany do schematu polifazowego. Jak powiedziałem wcześniej, jestem przekonany, że społeczne i psychiczne dostosowanie było jeszcze większym wyzwaniem, niż fizyczna adaptacja. Jeżeli kiedykolwiek wrócę do snu monofazowego, prawdopodobnie spowodowane to będzie napotkaniem takiej zmiany warunków życia, które sprawią, że sen polifazowy stanie się niepraktyczny. Jeżeli na przykład zacznę w pewnym momencie prowadzić całodniowe seminaria, jak dobrze dostosowałby się do tego schemat polifazowy. W tej chwili najlepsza możliwa odpowiedź jest taka, że to zależy od szczegółów. Czy będę miał dość przerw o odpowiednich porach i dogodny dostęp do dobrego miejsca na sen?

Dobrze jest przynajmniej znać granice, przykładowo – do jakiego stopnia mogę żonglować drzemkami dla osiągnięcia pewnej elastyczności kiedy sytuacja tego wymaga. W rzeczywistości jeżeli przyjrzysz się powyższym eksperymentom, zauważysz, że bardzo przypominają swoich monofazowych kuzynów. Nieprzespanie jednej nocy nie uniemożliwia działania. Kofeina zakłóca regenerujący sen. Spanie bez budzika czasami powoduje przesypianie. Spanie dłużej nie zawsze jest lepsze. A kręcenie za dużo z domyślnym sposobem snu prawdopodobnie wymagać będzie wielodniowego okresu adaptacji, podczas którego odczuwać będziesz efekty niedoboru snu.

Źródło: Polyphasic Sleep 2.0

Sen Polifazowy Zawstydzony

Kiedy tylko pomyślałem, że sen polifazowy jest najwyższą formą snu… znalazłem artykuł o mężczyźnie z Wietnamu, który nie spał ani sekundy od 33 lat:

Wietnamczyk Pokonuje Trzy Dekady Bez Snu (via)

Jak się okazuje, 64-letni Thai Ngoc w 1973 roku miał gorączkę, po której nigdy już nie poszedł spać, nawet na krótką drzemkę. Ponadto przez cały czas cieszy się wspaniałym zdrowiem. No i to jest dopiero prawdziwy nadczłowiek!

Wracam do tablicy… i sądzę, że ostatecznie dalej jestem niedźwiedziem.

Źródło: Polyphasic Sleep Put to Shame

Polifazowe Mutanty

Dziś odwiedzający skierował mnie do długiego artykułu na temat snu polifazowego. Może Cię zainteresować, jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat.

Artykuł próbuje przede wszystkim zanegować możliwość snu polifazowego u człowieka odnosząc się do licznych źródeł, zwłaszcza wspominając sporą liczbę blogerów, którzy próbowali się do niego zaadaptować.

To mój ulubiony cytat z artykułu:

Ktokolwiek twierdzi, że w sposób ciągły sypia według planu snu polifazowego, ten albo musi cierpieć na zaburzenia snu, albo być kłamcą, mutantem albo kompletnie upartą osobą o stalowej silnej woli która zmusza się by brnąć przez codzienną torturę niedoboru snu.

Mając dany taki wybór, wezmę metkę mutanta. To konkretne słyszę od dzieciństwa (przede wszystkim od mojej siostry).

Artykuł kończy się konkluzją że sen polifazowy należy do „tego samego zwariowanego koszyka, co diety-cud, scjentologia, homeopatia, magnetyzery do wody, «nauka» kreacjonistyczna, detoksykacja elektrolityczna czy Silvia Browne.” Hmmm… Wypróbowałem scjentologię przez dwa miesiące ot dla doświadczenia, ale szybko dałem sobie spokój kiedy pokazali mi komorę asymilacyjną i poprosili, bym zakupił zestaw implantów Borga. A co do zwariowanego koszyka, cóż, mieszkam w Vegas, więc to jest oczywiste. Przypuszczam że musisz być w jakiś sposób zwariowany żeby w ogóle zechcieć wypróbować sen polifazowy.

Pomimo pewnych dowodów na to, że sen polifazowy jest dla człowieka niemożliwy do zastosowania, jestem w miarę sceptyczny jeśli chodzi o ogólne założenie, że efekty osiągane przeze mnie przy jakiejkolwiek próbie muszą w naturalny sposób być takie same, jak te przewidziane przez jakieś badania na nieskończenie małym ułamku populacji ludzi… jakby efekty badań nad tak zwanymi „normalnymi” ludźmi miały przewidywać moje indywidualne osiągnięcia.

Nie odrzucam takich badań z automatu, ale patrzę na nie z przymrużeniem oka i patrzę, jak dopasowują się do moich własnych doświadczeń i wiedzy. W większości przypadków wszystko się zgadza. Chętnie zaakceptuję fakt, że jeżeli połknę truciznę to zachoruję lub umrę bo inny, którzy tego spróbowali, spodobał podobny los. Nie widzę powodu, dla którego ja miałbym osiągnąć inny efekt, a stosunek ryzyka do potencjalnych zysków nie uzasadnia podejmowania własnej próby. Kiedy jednak mam wystarczające wątpliwości, a stosunek ryzyka do zysków dla własnego testu jest rozsądny, to wolę sam się przekonać. Sen polifazowy był jedną z takich sytuacji. Po przeczytaniu o rezultatach eksperymentów innych osób (zarówno pozytywnych, jak i negatywnych), nie wiedziałem czy będę w stanie to zrobić czy nie, ale czułem, że przekonanie się warte jest ryzyka.

Nie jestem zupełnie pewien dlaczego byłem w stanie zaadaptować się do snu polifazowego – po przeczytaniu zapisów innych osób wydaje się jasne, że moje doświadczenie było bardzo nietypowe. W aktualizacji zapisu z dnia 60 poczyniłem parę przypuszczeń co do powodów, ale równie dobrze może to wynikać z przyczyn fizjologicznych, jak geny. Czy może po prostu jestem mutantem. Zabierając się do eksperymentu przejawiałem już wiele cech dalekich od normy, jak bycie weganinem, niestosowanie kofeiny i posiadanie stabilnego nawyku wstawania codziennie o piątej rano. 6-6,5 godziny snu na noc było dla mnie typową ilością, zanim spróbowałem spać polifazowo.

Działam ze snem polifazowym już ponad trzy miesiące i robię to dalej (przestałem liczyć po stu dniach). Rozpisywałem się już na temat doświadczenia, ale miło wiedzieć, że zawsze znajdą się ludzie którzy powiedzą mi, że to, co już zrobiłem, jest niemożliwe z fizjologicznego punktu widzenia. Naprawdę cieszę się równowagą między nocnymi i dziennymi zajęciami. Za około godzinę będę na drugich warsztatach z improwizacji komediowej. Prawdopodobnie nie miałbym czasu na te warsztaty, gdybym dalej spał monofazowo, a fajnie równoważy to poważniejszą pracę jaką wykonuję. Jeżeli dalej będę uczęszczał na te warsztaty, to może nawet w którymś momencie będę występował na żywo. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem przedstawienie tej grupy, wydawało mi niewykonalnym dla człowieka zaprezentowanie tylu śmiesznych rzeczy tak spontanicznie, przedstawienie ich tak błyskotliwie, ale oni właśnie to robią. A większość z nich nie jest nawet zawodowymi komikami. Niesamowite co możemy zrobić, jeżeli odłożymy na bok wątpliwości i spróbujemy czegoś nowego. Prawdopodobnie nie byłoby trudno udowodnić, że odniesienie sukcesu w improwizacji komediowej jest niemożliwe dla „normalnych” ludzi, a jednak niektórzy ludzie rzeczywiście to robią. Mutanty!

Nie tak dawno zacząłem w końcu osiągać większą konsekwencję jeśli chodzi o budzenie się przed budzikiem, który teraz nastawiam na 20 minut od położenia się. Zazwyczaj budzę się naturalnie po 15-18 minutach i prawie zawsze pamiętam sen, ale wciąż na wszelki wypadek nastawiam budzik. We wcześniejszej fazie eksperymentu zwykle nastawiałem budzik na 25 minut, ale teraz stwierdzam, że 20 minut bardziej konsekwentnie zapewnia mi regenerację i czujność. Jeżeli śpię przez tych dodatkowych parę minut, to później zwykle budzę się ospały. Jest tak chyba dlatego, że przechodzę fazę REM i wchodzę w głębsze fazy snu. Teraz prawdopodobnie uzyskuję około 100 minut snu na 24 godziny. Wygląda na to, że w ten schemat naturalnie (albo nienaturalnie) sam wskoczyłem, i przynajmniej jak na razie wygląda na stabilny. Nie mam do opisania żadnych problemów zdrowotnych i z pewnością nie odczuwam niedoboru snu. Ostatnio realizuję bardzo wiele zadań.

Prawdopodobnie największym wyzwaniem będącym stale ze mną jest to, że żyję w monofazowym świecie. Praca w domu zgrywa się dobrze z moim planem snu, a w nocy cały dom mam dla siebie, wyłączając trzy sypialnie. Ale gdyby ta sytuacja miała się kiedykolwiek zmienić, to mógłbym stanąć przed poważniejszymi wyzwaniami związanymi ze znalezieniem miejsca na drzemki w ciągu całej doby. Przyjmijmy dla przykładu, że zacznę prowadzić seminaria na temat rozwoju osobistego. Czy będę w stanie wyłamywać się i robić drzemki według potrzeb w każdej możliwej sytuacji? Byłbym bardzo niezadowolony ze straty tych dodatkowych godzin, więc lepiej będę siedział cicho, jeśli chodzi o zmiany stylu życia które miałyby zmusić mnie do powrotu do snu monofazowego. Sen polifazowy to mieszane błogosławieństwo. Dla mnie korzyści przeważają niedogodności, ale mogę z pewnością zrozumieć, dlaczego dla wielu osób samo podjęcie próby jest niemożliwe. Wiele osób pisało mi, że chętnie by spróbowali, ale ich plan po prostu by tego nie zniósł. Zupełnie zrozumiałe.

Tak czy inaczej, musisz sam dla siebie osądzić, czy mała liczba ludzi jak ja, którzy opisali sukcesy ze snem polifazowym są szaleńcami, kłamcami, mutantami czy prawdziwymi nadludźmi. 🙂

Źródło: Polyphasic Mutants

Sen Polifazowy, Aktualizacja – Dzień 90

Dziś jest dzień 90 mojego eksperymentu ze snem polifazowym. Dziwne wrażenie robi odnoszenie się do tego teraz jako do eksperymentu, odkąd stało się to już takim zakorzenionym nawykiem.

To będzie prawdopodobnie ostatnia aktualizacja na temat snu polifazowego, gdyż ostatnich 30 dni było w większości pozbawionych wydarzeń związanych z przebiegiem eksperymentu. Nie mam do dodania wiele ponadto, o czym już wcześniej pisałem.

Ostatnio otrzymuję naprawdę dziwne pytania o eksperyment, jak na przykład: „Jaki wpływ na sen polifazowy wywiera jaranie z wiadra?”, albo: „Czy mógłbyś, proszę, zrobić pełne fizyczne badanie, włączając w to skan mózgu, i opublikować rezultaty?”. Na te nie mogę odpowiedzieć, gdyż nie mam zamiaru stać się użytkownikiem narkotyków czy szczurem doświadczalnym. Dla mnie to jest eksperyment związanym z osobistym rozwojem. Jeżeli chcesz zaoferować swoje ciało nauce, to Twój wybór. Nie mogę też odpowiedzieć na pytania o efekty wywoływane przez nikotynę, bo nigdy w życiu nie wypaliłem papierosa. Jeżeli chcesz eksperymentować z narkotykami, przechodzenie na sen polifazowy będzie ostatnim, co może Cię zainteresować.

Przyzwyczaiłem się już do cieszenia się różnymi czynnościami o wszelkich porach dnia. Takie psychiczne przystosowanie było naprawdę ciężkie do wykonania, ale teraz cały ten schemat sprawia już wrażenie normalnego. Głównym wyzwaniem jest zapewnienie dostatecznej różnorodności aktywności. Złamałem schemat przepracowywania się i teraz moje życie jest dużo bardziej zrównoważone. Razem z żoną wkrótce wybieramy się nawet na wycieczkę w okolice Zatoki San Francisco. Będę musiał znaleźć sobie coś do roboty na noc, kiedy ona będzie zahibernowana.

Spodziewam się, że będę w tym roku dużo więcej podróżował. Zdecydowanie chcę odwiedzić Nowy Jork – fajną rzeczą związaną z Nowym Jorkiem jest to, że mają więcej wegańskich restauracji niż jakiekolwiek inne miasto w Stanach. W idealnej sytuacji chciałbym wybierać się na wycieczkę każdego miesiąca. Cieszę się w tej chwili całkiem fajnym przepływem gotówki dzięki sukcesowi tego bloga i moich innych źródeł przychodu pasywnego, a mój szef jest całkiem elastyczny. Kiedy podróżuję, wolę zwiedzać i działać niż siedzieć gdzieś na plaży. Ciekawie będzie zobaczyć, jak dopasuje się do tego sen polifazowy.

Prawdopodobnie najbardziej irytującym aspektem snu polifazowego jest konieczność robienia drzemek w niedogodnych momentach. Czasem zagłębiony jestem w jakąś czynność, a muszę przerwać i uciąć sobie drzemkę. Zdarza się to często gdy piszę artykuł czy pracuję nad przemówieniem. Zmuszam się by pracować dłużej i opóźniam drzemkę, ale zazwyczaj kiedy tak robię, to później żałuję. Kiedy opóźnię lub pominę drzemkę, wywołuję zamieszanie w jednym czy dwóch kolejnych cyklach – czuję się nieco niedospany. Przypominam sobie, że dodatkowe godziny każdego dnia zdecydowanie warte są okazjonalnej niewygody związanej z niechcianymi przerwami na dwudziestominutowe drzemki.

Jedną rzeczą, którą planuję zmienić – jako efekt tego eksperymentu – jest zwiększenie aktywności społecznej w moim życiu. Ponieważ jestem na nogach o tyle dłużej, mój wcześniejszy społeczny plan działania w tej chwili zajmuje procentowo mniejszą część każdego dnia, tak więc aktualnie wrażenie jest jakbym spędzał zbyt wiele czasu sam. W tej chwili moimi głównymi trzeba pomysłami są: dołączenie do niedawno utworzonego Narodowego Stowarzyszenia Mówców Las Vegas (znam już kilku jego członków, a oni namawiają mnie do dołączenia), wzięcie udziału w paru improwizowanych warsztatach komedii (wspaniały sposób by zmusić się do myślenia o własnych stopach) oraz dołączenie do Izby Przedsiębiorców Las Vegas. Mógłbym nawet zrealizować wszystkie te trzy pomysły.

Umysłowo czuję się zupełnie inaczej. Mój mózg właściwie czuję inaczej niż gdy spałem monofazowo. To uczucie pojawiło się we wczesnej fazie eksperymentu i wtedy o nim pisałem, ale chciałbym tylko wspomnieć, że to trwa. Naprawdę trudno jest opisać to uczucie, ale jest to trochę jakby mój mózg moczył się w gorącym jacuzzi. Przez większość czasu czuję się mentalnie bardzo zrelaksowany i pozbawiony stresu, przynajmniej dopóki pilnuje realizowania planu drzemek. Może to dlatego, że zawsze „dopiero wstałem”.

Pod względem emocjonalnym czuję się niewiarygodnie. Nie mogę przypisać całej zasługi spaniu polifazowemu, ponieważ często miewałem to uczucie już przed eksperymentem. Ale jestem przesadnie szczęśliwy. Przypomina to raczej fizyczne odczucie w przeciwieństwie do czucia się dobrze z jakichś logicznych powodów, jakby moje ciało po prostu produkowało więcej endorfin niż zazwyczaj. Czasem czuję się tak wspaniale, że myślę iż mógłbym wybuchnąć z powodu trzymania w sobie zbyt wielkich ilości energii.

Spoglądając wstecz – myślę, że najgorsza częścią zaadaptowania się do snu polifazowego nie było wytrzymanie początkowego okresu niedoboru snu. To było bardzo trudne, ale emocjonalna i psychiczna adaptacja była dla znacznie trudniejsza do przejścia, i wiele tygodni zajęło mi zanim naprawdę poczułem się znów chociaż z grubsza normalnie. Najlepiej opisałbym uczucie w tamtym czasie jako bycie „zaniepokojonym”. To było tak, jakbym na jakiś czas przeskoczył do nie tego wymiaru co trzeba i utkwił we wszechświecie który był mi obcy. Zdecydowanie dziwne jest bycie tak niezsynchronizowanym z resztą świata. Nie da się zaprzeczyć, że jest to bardzo niespotykany sposób życia.

Zastanawiam się, jak wyglądałby świat, gdyby wszyscy spali polifazowo. Może mielibyśmy publiczne drzemkownie jako dodatek do publicznych toalet. I wszystko byłoby otwarte 24 godziny na dobę.

Ciężko mi powiedzieć, czy będę dalej spał polifazowo już do końca życia, czy przestawię się z powrotem na sen monofazowy, czy spróbuję czegoś całkowicie innego. Na razie będę się trzymał tego, co robię, dopóki nie znajdę przekonującego powodu do zmiany.

Pora na drzemkę. 🙂

Źródło: Polyphasic Sleep Update – Day 90

Sen Polifazowy, Odcinek „Seinfelda”

Powiedziano mi, że był taki odcinek „Seinfelda”, w którym Kramer próbuje snu polifazowego. Oczywiście nie idzie mu to tak dobrze jak mi. Nie oglądałem „Seinfelda” od dłuższego czasu, ale biorąc pod uwagę jak często puszczane są powtórki, sprawdziłem, że ten konkretny odcinek jeszcze się pojawi. Pomyślałem, że zabawnie byłoby go obejrzeć, zwłaszcza odkąd mam nowe spojrzenie na sen polifazowy.

Tak dla zabawy postanowiłem wykorzystać to proste pragnienie jako wymówkę do dalszego badania siły intencji. Tak więc kiedy dziś rano odwoziłem córkę do przedszkola, wypuściłem intencję obejrzenia tego odcinka tak szybko, jak to możliwe.

Po powrocie do domu wpadłem na pomysł, by sprawdzić, jakie powtórki „Seinfelda” wychodzą w najbliższym czasie. Wszedłem na tv.yahoo.com i wyszukałem hasło „Seinfeld”, co wyświetla wszystkie programy wyświetlane w ciągu nadchodzących dwóch tygodni. Przejrzałem listę tytułów odcinków, ale te nie zawierały żadnych wskazówek. Poszukałem więc najpierw na Google informacji o tym, jaki był tytuł tego konkretnego odcinka i z łatwością ją znalazłem. Odcinek nazywa się „The Friars Club”.

Wtedy wróciłem na stronę Yahoo żeby zobaczyć, czy gdzieś w najbliższej przyszłości ten odcinek będzie wyświetlany. Zdarzyło się tak, że jest to dokładnie następny odcinek jaki będzie emitowany w mojej lokalizacji. Wyświetlą go w TBSP (Turner Broadcasting System – Pacific) dziś o szóstej po południu. Nastawiłem DVR żeby go nagrać.

Naprawdę dobrze się bawię z tym całym układem intencje-manifestacje. Jestem przez to naprawdę zwarty i gotowy.

Źródło:  Polyphasic Sleep Seinfeld Episode

Zapis Snu Polifazowego – Dni 25-30 (Ostateczna Aktualizacja)

Dziś zaczyna się Dzień 31 mojego eksperymentu ze snem polifazowym, co znaczy, że ukończyłem 30 pełnych dni. To będzie mój ostatni oficjalny zapis eksperymentu, o ile nie pojawią się znaczące nowe zmiany. Uważam ten eksperyment za duży sukces i zamierzam kontynuować spanie polifazowe przez nieokreślony czas, o ile nie znajdę powodu by przestać.

Stabilizacja. Ten ostatni tydzień był najbardziej stabilny ze wszystkich. Okres przystosowania był dość chaotyczny, ale teraz czuję się już z tym wszystkim komfortowo, wypracowałem też rozsądny schemat działania, który niewątpliwie będę jeszcze dopracowywał w nadchodzących tygodniach. Cieszę się wyraźnie wolniejszym upływem czasu i całym zestawem korzyści, jakie pociąga za sobą ta metoda spania.

Pięciodniowa Głodówka Na Sokach. Wspominałem już o ulepszeniach diety. Tydzień temu zainteresowałem się jednak zrobieniem głodówki na sokach, co oznacza nie spożywanie niczego poza świeżo wyciśniętymi sokami z owoców i warzyw (oraz wody) – żadnych konkretnych posiłków. Nigdy wcześniej nie robiłem takiej głodówki, ale w ostatni weekend rozmawiałem z kimś, kto miał jedną za sobą – i pomysł mnie oczarował. Idea, jaka kryje się za głodówkami na sokach polega na zastosowaniu tymczasowego schematu detoksykacji poprzez danie swojemu organizmowi odpoczynku od trawienia i przez to szansy nadrobienia zaległości w eliminacji toksyn. Ukończyłem pięć pełnych dni bez ani kęsa konkretnego jedzenia, a było to zaskakująco łatwe. Przerobiłem ogromne ilości świeżych produktów i przygotowałem wiele ciekawych mikstur jak sok pomidorowo-cukiniowy z bazylią. Moja energia pozostawała na dostatecznie dobrym poziomie przez cały czas głodówki, a głód był łatwy do opanowania nawet mimo, że nie było długich przerw na sen. Kiedy zakończyłem głodówkę kilka dni temu zauważyłem, że zacząłem jeść mniejsze posiłki i czuć nieco więcej energii niż zazwyczaj. Zakończyłem po pięciu dniach głównie z nudów wywołanych brakiem różnorodności oraz ogólnie dla tego, że czułem, iż już wystarczy, ale głód w tamtym punkcie nadal nie stanowił problemu. Przez czas eksperymentu interesowałem się wprowadzaniem poważnych ulepszeń diety i uważam, że jest to silnie związane ze snem polifazowym. Co równie interesujące, facet, który przekazał mi pomysł tej głodówki powiedział, że podczas swojej dwutygodniowej głodówki spał tylko cztery godziny na dobę – to było wszystko, czego potrzebował. Ma to dla mnie sens, ponieważ trawienie cięższych posiłków wymusi na Tobie więcej snu. Tak więc proste ulepszenie diety o więcej świeżych owoców i warzyw może ograniczyć Twoją potrzebę snu, nawet, jeżeli śpisz monofazowo.

Elastyczność. Sen polifazowy jest znacznie bardziej elastyczny niż sobie z początku wyobrażałem. Drzemki można z łatwością dopasować do konkretnych spraw w planie, a ja nie miałem żadnego problemu by przeciągnąć okres między drzemkami do 6-7 godzin, kiedy było to konieczne. Dla niektórych osób którzy mają w pracy nieelastyczne sytuacje może to jednak nie być dość. Ale gdybym miał pracę, która uniemożliwia mi spanie polifazowe, rzuciłbym raczej tę robotę, niż dał sobie spokój ze snem polifazowym, jako, że praca kradłaby mi zbyt wiele godzin, gdyby zmuszała mnie do powrotu do snu monofazowego. A godziny te byłyby po prostu zmarnowane na hibernację.

Sny. Moje sny stały się bogatsze i bardziej jaskrawe, a w zeszłym tygodniu miałem kolejny sen świadomy, co daje trzy w ciągu miesiąca – znacznie więcej niż w moich doświadczeniach sprzed snu polifazowego. W czasie drzemek nadal mam poczucie, że śpię znacznie dłużej niż dwadzieścia minut. Teraz większość moich drzemek sprawia wrażenie, jakby trwały około dwóch godzin, co w efekcie daje poczucie, że śpię znacznie więcej niż w rzeczywistości. Ale to nie wszystko. Kiedy śpię, czuję się, jakbym był przenoszony do innego wymiaru, gdzie czas płynie wolniej. Pobudka daje takie uczucie, jakbym wracał z wycieczki, na którą wybrał się mój umysł. Całe doświadczanie snu się zmieniło.

Wytrzymałość. Nie wiem, czy moja fizyczna wytrzymałość się poprawiła, ponieważ duża wytrzymałość jest dla mnie normą (wcześniej dużo biegałem na długich dystansach). Ale o ile mogę stwierdzić – nie pogorszyła się. Wczoraj wraz z rodziną poszedłem na 90-minutową wędrówkę w kanionie Red Rock, o podczas gdy oni wszyscy na koniec byli zmęczeni, ja nie czułem zmęczenia w ogóle, nawet mino, że przez większość czasu niosłem syna (waży około 11 kg). Ale byłem w stanie zrobić to normalnie – muszę spróbować czegoś cięższego by przekonać się, czy nastąpiła jakaś zmiana w mojej wytrzymałości fizycznej. Moja wytrzymałość umysłowa z kolei znacznie się wzmocniła. Mogę się skoncentrować przez dłuższy czas, nawet w środku nocy (gdy to piszę jest 4:30 nad ranem).

Dobre Wykorzystanie Czasu. Wciąż rozważam możliwości wykorzystania całego tego dodatkowego czasu. Teraz, gdy moja sytuacja się ustabilizowała, przyszła pora na podjęcie jakichś decyzji. Wraz z żoną przedyskutowaliśmy moje większe zaangażowanie w jej biznes, VegFamily, ale podoba mi się też pomysł wykorzystania dodatkowego czasu na ulepszenie i rozbudowę strony StevePavlina.com. Rozważam nawet ponowne odwiedziny w Dexterity Software by zobaczyć, czy znajdzie się sposób na kreatywne przekształcenie tamtego biznesu w coś o bliższym powiązaniu z tym, czym zajmuję się teraz, na przykład poprzez tworzenie zorientowanego na wzrost oprogramowania multimedialnego. Rozważam też parę zupełnie nowych projektów. Nie na co dzień dostajesz na stałe 30-40 dodatkowych godzin tygodniowo. Może mi zająć nieco czasu wykoncypowanie jak inwestować dochody z tej czasowej kopalni złota.

Produktywność. Jestem zachwycony zwiększeniem produktywności, jakie dał mi ten dodatkowy czas. Dodałem na stronę znacznie więcej treści niż w poprzednich miesiącach, a ruch i dochód są większe niż kiedykolwiek. W rzeczywistości otrzymywałem wręcz skargi, że wyprzedzam tempo w jakim ludzie są w stanie nadążyć, co z pewnością jestem w stanie zrozumieć. Będę kierował część tego dodatkowego czasu na inne zadania i projekty. Zabawnie myśli się, że przeprowadzanie eksperymentu ze snem polifazowym jest właściwie częścią mojej „pracy”, ale w moim przypadku jest to idealne zadanie robocze, biorąc pod uwagę, jak definiuję swoją karierę. Czy możesz wyobrazić sobie, że Twój szef dopisuje do Twojej listy zadań: „Przeprowadź 30-dniową próbę snu polifazowego i przeanalizuj jego wpływ na produktywność.”?

Hibernacja. Wciąż czuję się, jakby żył pośród masy niedźwiedzi. Nie widziałem żony od siedmiu godzin, mimo że oboje przez cały czas jesteśmy w domu. Zdążyłem się już jednak do tego przyzwyczaić. Naprawę lubię wykorzystywać ten czas na pracę. O wiele mniej przyjemne było poświęcanie tego czasu na czytanie i inne mniej angażujące zadania, które sprawiały, że czas wydawał się pełznąć i a ja miałem wrażenie, że za długo siedzę sam. Do momentu, kiedy większość ludzi zabiera się za śniadanie, ja mam już za sobą cały dzień pracy.

To Zadziałało. Analizując eksperyment po fakcie najlepsze, co mogę powiedzieć, to to, że zadziałało to cudownie. Pierwszy tydzień był najcięższy z całym fizycznym dostosowywaniem się, a tygodni drugi i trzeci wymagały poważnego przestawiania się na nową sytuacją pod względem umysłowym. Ale teraz kompletnie to pokochałem. Spanie tylko 2-3 godziny na dobę stanowi też miły dodatek do mojego CV, które ostatnio zaktualizowałem. Czuję się, jakbym mógł przeprowadzić całodniowe seminarium na temat snu polifazowego, zwłaszcza z uwzględnieniem wszystkich niuansów, którymi nie zawracałem sobie głowy we wcześniejszych zapisach. Zastanawiam się jednak, czy ludzie stawiliby się na takim wydarzeniu – stoi to nieco w sprzeczności z warunkowaniem społecznym, ale w sumie podobnie jest prawie ze wszystkim, co robię.

Cała Sałatka. Dla Twojej wygody – oto linki do wszystkich moich wpisów związanych ze snem polifazowym, po kolei (każdy link otwiera się w nowej zakładce).

Śpij dobrze!

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Days 25-30 (Final Update)

Sen Polifazowy, Aktualizacja – Dzień 60

Dziś jest sześćdziesiąty dzień od początku mojego eksperymentu ze snem polifazowym. Ciężko pojąć, że minęło tylko 60 dni – wrażenie bliższe jest stu dwudziestu.

Od ostatnich kilku tygodni codziennie otrzymuję maile z pytaniami o ten eksperyment. Na wiele z tych pytań odpowiedziałem już we wcześniejszych zapisach z dni 1-30, więc jeżeli naprawdę interesują Cię szczegóły, to dobrze byś zaczął tam. Większość pozostałych pytań dotyczy różnych możliwości których nigdy nie wypróbowywałem i nie interesuje mnie spekulowanie na ich temat, gdyż są zbyt daleko wyrwane z kontekstu mojego własnego życia. To, czego doświadczyłem, zawierało dostatecznie dużo niespodzianek, tak że gdybym przedsięwziął cokolwiek ponadto, prawdopodobnie szedłbym tylko po omacku. By odpowiedzieć na te spekulacje powiem tylko: „Twoje przypuszczenia są równie dobre jak moje. Jeżeli chcesz się dowiedzieć, co by się wydarzyło, będziesz musiał wyjść na głęboką wodę i spróbować na własną odpowiedzialność.” Moje polifazowe zapiski powinny być brane jedynie w duchu eksperymentalnego przewodnika, a nie instrukcji krok po kroku.

Obiecałem napisać kolejną aktualizację w dniu 60, więc oto jest.

Tak, wciąż to robię. I tak, wciąż żyję. Jeśli chodzi o moje zdrowie psychiczne, to niektórzy spieraliby się czy nie straciłem go na długo przed rozpoczęciem eksperymentu, więc w tej kwestii ocenę pozostawię Tobie.

W ciągu ostatnich 30 dni dużo bardziej przyzwyczaiłem się do snu polifazowego. Podczas, gdy fizyczna adaptacja w pierwszym tygodniu była bardzo ciężka, to adaptacja psychologiczna stanowiła wyzwanie zupełnie innego rodzaju. Kilka tygodni zajęło mi, zanim poczułem się z tym wszystkim „normalnie”.

Moja rodzina dostosowała się dość dobrze do moich niezsynchronizowanych z innymi ludźmi zwyczajów spania. Żona żarty sobie robi z moich drzemek w ciągu dnia: „Oooj… mały Stevuś potrzebuje swojej bobaskowej drzemki.” A moje aktualne zwierzęce przezwisko dla niej to „Niedźwiedź”, bo musi hibernować każdej nocy. Myślę, że mniej straszne jest myślenie o swojej rodzinie jako o niedźwiedziach, a nie jako o wstecznych wampirach. Ostatniej nocy żona powiedziała mi, że podoba jej się jak całą noc jestem na nogach, gdyż sprawia to, że czuje się bezpieczniej, gdy ktoś pilnuje niedźwiedziej jamy.

Dużym wyzwaniem, przed jakim teraz stoję jest znalezienie odpowiedzi na pytanie – jak wykorzystać cały ten czas zrównoważony i trwały sposób. To znacznie cięższe, niż sądziłem że będzie. Sen polifazowy spowodował kompletne przepisanie całej mojej koncepcji czasu, a ja byłem na to zupełnie nieprzygotowany. Nie myślę już o czasie w kategoriach pojedynczych dni – teraz jest ciągłym, nigdy się nie kończącym strumieniem. Raczej bez znaczenia dla mnie jest, czy niebo jest czarne czy niebieskie. Zamiast rozkładać pracę na oddzielne dni, moja lista zadań przerodziła się w trwającą kolejkę. Powoduje mi to jednak pewne problemy. Głównym problemem jest całkowity brak równowagi pomiędzy pracą, rodziną, ćwiczeniami, zadaniami osobistymi itd. Ponieważ mogę pracować przez 20 godzin dzienne, często poddaję się pokusie, by tak robić. Zawsze jest „jeszcze jedna rzecz” do zrobienia. I nie mając długiego nocnego okresu snu wymuszającego restart systemu, kiedy wejdę w „tryb pracy”, to mam trudności by przestać. Nie ma już dla mnie sensu mówienie: „No, na dziś skończyłem. Zajmę się tym dalej jutro.” Jutra nie ma. Dla mnie jest to wciąż ten sam dzień, co w Halloween. Wszystko jest tylko oddalone o pewną liczbę godzin. Zamiast kończyć na dany dzień, bo potrzebuję wyhamować przed pójściem spać, zatrzymuję się tylko by zrobić sobie przerwę (drzemki, posiłki, czas z rodziną, ćwiczenia itd.). A potem wracam do pracy by brnąć dalej przez tę kolejkę. To jest tak, jakby dzień pracy nigdy się nie kończył.

To świetnie, że tyle robię, a mój dochód w tym kwartale poszedł w górę, ale potrzebuję bardziej zrównoważonego podejścia, jeżeli ten tryb życia ma być do utrzymania w zdrowy sposób. Ostatnio zdecydowanie się przepracowuję. Bycie pracoholikiem śpiącym monofazowo to jedno, ale sen polifazowy przenosi całą rzecz na zupełnie nowy poziom. Jeżeli uważasz, że pracowanie 80 godzin w tygodniu to przegięcie, to wyobraź sobie tylko 140-godzinny tydzień pracy.

Zamiast przerywać pracę, bo słońce po prostu zaczyna schodzić coraz niżej (często tracę orientację czy jest dzień czy noc), mam skłonność do kontynuowania pracy do momentu, kiedy naprawdę muszę zrobić przerwę. I nawet wtedy ciężko mi jest przerwać pracę na więcej niż kilka godzin zanim znajdę się z powrotem w biurze. Ze względu na to, moja praca jest tak wewnętrznie satysfakcjonująca, moim domyślnym sposobem działania jest po prostu pracować. Zdaję sobie jednak sprawę, że muszę zwrócić większą uwagę na inne aspekty mojego życia i nie zajmować się tylko pracą przez cały czas.

Kiedy spałem monofazowo, nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo mój plan działania był zakorzeniony w tym nocnym okresie snu. Obudź się, ćwicz, weź prysznic, zjedz śniadanie, pracuj, …, obiad, czas z rodziną, idź do łóżka, śpij. Ale podstawą tego typu planu dnia było rozbijanie czasu na poszczególne dni, gdzie każdego dnia powielało się podobny schemat. Teraz kiedy mam inne pojęcie czasu nie mogę po prostu utrzymywać starego schematu i dodać nowych czynności w nocy. Po prostu czuć, że nie byłoby to właściwe. Sen polifazowy NIE jest tym samym, co sen monofazowy plus kilka dodatkowych godzin w nocy. W najmniejszym stopniu. To o wiele, wiele większa zmiana; taka, która jest zarówno upajająca, jak i niepokojąca.

Tym, czego potrzebuję by zlikwidować ten problem, jest ponowne zrównoważenie moich celów od A do Z. W tym roku skupiałem się głównie na budowaniu tej strony i doprowadzenie biznesu do punktu zyskowności, tak więc moje największe cele koncentrowały się wokół pracy. Pozostawienie czy nawet pewne zapuszczenie innych obszarów życia było dla mnie w porządku. Ale teraz, gdy osiągnąłem, jak czuję, punkt stabilnych dochodów, nie muszę zmuszać się jak monomaniak. Z jednej strony fajnie byłoby wziąć trochę wolnego na podróże. Wiedziałeś, że nie podróżowałem nigdy poza Stanami Zjednoczonymi? Nie byłem nawet w Meksyku czy Kanadzie. W rzeczywistości jest spora ilość ważniejszych miast w USA, których nigdy nie odwiedziłem, włączając w to Nowy Jork i Seattle. Myślę, że ostatnio wakacje dłuższe niż 4 dni miałem będąc nastolatkiem. Mojemu własnemu rozwojowi osobistemu z pewnością posłużyłoby wyjście na zewnątrz i zobaczenie trochę więcej świata niż tylko spotykanych w Vegas „wersji” jak hotele Paris, Venetian i New York New York.

Sen polifazowy wyolbrzymia to, kim już jesteś. Tak więc jeżeli jest jakaś drobna nierównowaga, przy śnie polifazowym stanie się ona o wiele bardziej wyraźna. Najlepsze nawyki służyć Ci będą jeszcze bardziej. Złe nawyki skrzywdzą Cię mocniej. Przejście na sen polifazowy odkryło obszary braku równowagi w moim życiu, którym muszę się przyjrzeć. Przy śnie monofazowym mogłem je zignorować, ale przy śnie polifazowym są zbyt oczywiste, by ich nie zauważać.

Dlaczego ja?

Być może pytaniem numer jeden, jakie ludzie zadawali mi na temat snu polifazowego w czasie ostatnich 30 dni było: Dlaczego ja? Dlaczego było tak, że okazałem się być w stanie zaadaptować do snu polifazowego, podczas gdy wielu innych próbowało bezskutecznie? Nie jestem jedynym, który to zrobił, ale rozróżniam bycie kimś, kto świeżo dokonał adaptacji a kimś, kto rzeczywiście wytrwał dłużej niż kilka tygodni. Podczas gdy 60 dni to nie dość długo, by ogłosić życiowy sukces, to bardzo rzadko spotykane jest by ktokolwiek wytrzymał tak długo, więc jest to wystarczająca rzadkość, by wielu ludzi zainteresowało się moim eksperymentem. Naliczyłem tuziny osób, które rozpoczęły próbować snu polifazowego przeczytawszy moje zapisy (i odnosząc się do nich).

Przeglądałem zapisy innych osób, które ostatnio podjęły próbę zaadaptowania się do snu polifazowego, a to pomogło mi określić pewne kluczowe różnice, które mogły dać mi przewagę, jakiej inni nie mieli:

  • Elastyczność. Pracuję z domu i mam całkowitą kontrolę nad swoim planem dnia. Nie mam etatu ani szefa. Mogę pracować w dzień i w nocy. Miałem zarezerwowane na adaptację pełne dwa tygodnie bez spotkań, zadań i zewnętrznych zobowiązań, a gdybym potrzebował, to miałem możliwość nawet to przedłużyć. Bycie zombie było dla mnie zupełnie w porządku, bo nie byłem zmuszony by sprawnie funkcjonować. Przez pierwszy tydzień wcale nie jeździłem samochodem. Dałem swojemu ciału całą przestrzeń, jakiej potrzebowało do przejścia adaptacji bez zbędnych nacisków. Pozwoliłem adaptacji nastąpić we własnym, najlepszym czasie, zamiast zmuszać ją do zadziałania w ciągu trzydniowego weekendu.
  • Zwyczaj Wczesnego Wstawania. Już przed rozpoczęciem tego eksperymentu miałem zwyczaj wczesnego wstawania. Wstawałem normalnie o piątej rano. Myślę, że wcześniejsze doświadczenie w zmienianiu swoich nawyków związanych ze snem bardzo mi pomogło. Uwarunkowałem się już wcześniej by wyskakiwać z łóżka, gdy tylko zadzwoni budzik – żadnego negocjowania w myślach z samym sobą. Dużą część sukcesu ze snem polifazowym zawdzięczam zdolności do wstania gdy tylko skończy się okres drzemki, bez wracania do snu. Moim zdaniem jest to jeden z najtrudniejszych elementów adaptacji. W wieku 19 lat sypiałem często od drugiej w nocy niemal do południa. Zaraz przed rozpoczęciem adaptacji do snu polifazowego moim normalnym okresem snu były godziny od około 22:30 do piątej rano.
  • Bez Kofeiny. Nie jestem osobą regularnie pijącą napoje z kofeiną. Chociaż lubię od czasu do czasu wypić kubek herbaty, to nie jest to coś, co robiłbym codziennie. W moim domu nie ma kawy. Często całymi miesiącami funkcjonuję zupełnie bez kofeiny. Kofeina znana jest z zaburzania snu REM, więc jeżeli konsumujesz jakiekolwiek jej ilości, włączając w to napoje gazowane, to myślę, że bardzo utrudni to adaptację do snu polifazowego.
  • 100% Weganin. Jestem weganinem od 1997 r., a lakto-owo-wegetarianinem od roku 1993. Tak więc hamburgera nie jadłem od dwunastu lat (wyłączając veggie-burgery). Nie spożywam żadnych produktów zwierzęcych, a większość mojego pożywienia jest organiczna. Udowodniono jest, że roślinożercy potrzebują znacznie mniej snu, niż wszystkożercy czy mięsożercy. Inni którzy próbowali snu polifazowego często odnotowywali w swoich zapisach, że dieta zdaje się odgrywać ważną rolę w adaptacji do snu polifazowego. Jeżeli spożywasz cięższe posiłki zawierające produkty zwierzęce, będą one wymagać więcej czasu i energii na trawienie, a Ty z większym prawdopodobieństwem przytłoczony będziesz sennością. Myślę, że moja dieta grała kluczową rolę w mojej zdolności adaptacji do snu polifazowego. Nie jestem pewien, czy inaczej byłbym w stanie to zrobić. Kiedy jadałem zwierzęta, moje zwyczaje związane ze snem bardzo różniły się od dzisiejszych – wspominałem już o tych różnicach wyżej, w akapitach o wczesnym wstawaniu.
  • Motywacja. Miałem więcej powodów do osiągnięcia sukcesu ze snem polifazowym niż większość ludzi. Rozwój osobisty to mój biznes, tak więc eksperyment był czymś co rozpatrywałem jako element mojej pracy, niezależnie od tego, czy powiedzie się czy nie. Nie był to czysto projekt na boku czy osobisty eksperyment. Ponadto, jako że pisałem o eksperymencie na blogu, to na całym świecie były tysiące obserwujących mnie osób. To całkiem silna motywacja by dawać z siebie to co najlepsze. Wyobraź sobie, jak by to było, gdyby eksperyment polifazowy był transmitowany w telewizji. Albo odniósłbym poważny sukces, albo zaliczyłbym wielką klapę – oba te rezultaty były dla mnie w porządku, ale wymiganie się niezauważonym nie stanowiło dla mnie wariantu do zaakceptowania. Jeżeli próbujesz snu polifazowego na własną rękę, kiedy nikt nie patrzy, o wiele łatwiej jest się poddać, zamiast zmuszać swoje ciało do osiągnięcia sukcesu lub całkowitej porażki. Upublicznienie tego eksperymentu ułatwiło mi zmniejszenie szansy, że się poddam.
  • Podejście. Podszedłem do tego eksperymentu z dużą dozą szacunku i pokory dla tego, jak trudny będzie, ale też pozostawałem skupiony na osiągnięciu sukcesu, a nie na możliwości porażki. Przede wszystkim nie pozwalałem sobie na luksus poniesienia porażki w myślach. Jeżeli miałbym upaść, byłoby to dlatego, że moje ciało nie było w stanie sobie poradzić, a nie dlatego, że ja we własnym umyśle się poddałem. Tak więc porażka musiała wynikać z przyczyn zewnętrznych, a nie wewnętrznych. Równocześnie patrzyłem na to jak na eksperyment, więc nie mieszałem rezultatów ze swoim ego. Nie zamierzałem dobijać się gdybym nie był w stanie podołać zadaniu. Nie ma powodu do wstydu jeżeli dajesz z siebie wszystko na co Cię stać i zostajesz pokonany przez ograniczenia fizyczne. Albo zaadaptowałbym się do snu polifazowego, albo miałbym pouczające doświadczenie. I tak czy inaczej poznanie rezultatów mogłoby stanowić korzyść dla innych.
  • Samodyscyplina. Posiadam bogaty zestaw strategii samodyscypliny które poznałem przez ostatnich 15 lat czy coś koło tego. Nie ułatwiło to ani trochę samej adaptacji, ale istotnie podwyższyło moją zdolność do utrzymania się na kursie w starciu z kolejnymi wyzwaniami. Przypomina to kulturystę który jest w stanie unieść większy ciężar niż przeciętna osoba. Jeżeli rozwiniesz mięśnie samodyscypliny, to z pewnością Ci się przyda kiedy będziesz potrzebował tej dodatkowej siły. Ciężar waży dalej tyle samo, ale Twoja zdolność udźwignięcia go jest większa. Myślę, że samodyscyplina odegrała pewną rolę w moim eksperymencie, ale o wiele mniejszą, niż się spodziewałem. Myślę, że moje wcześniejsze uwarunkowanie do wczesnego wstawanie było o wiele ważniejszym czynnikiem w zdolności do wstawania gdy tylko zadzwonił budzik. Tak więc myślę, że nauczenie się wczesnego wstawania na parę miesięcy przed podjęciem próby snu polifazowego może być pomocne. To wciąż jest ambitny cel, ale ani trochę tak trudny jak adaptacja do snu polifazowego pełną parą. Jeżeli Twoja samodyscyplina jest bardzo słaba, to możesz potrzebować najpierw ją rozbudować, zanim weźmiesz się za próby przejęcia kontroli nad swoimi zwyczajami związanymi ze snem. Przeczytaj sześcioczęściową serię o samodyscyplinie by poznać parę wskazówek na ten temat. I bądź dla siebie tak cierpliwy, jak możesz.
  • Komfort. Kiedy rzeczywiście przestawisz się na sen polifazowy, zawsze będziesz funkcjonował w rytmie różnym od reszty świata. Może to stanowić poważną przeszkodę jeżeli jesteś osobą, która ceni sobie bezpieczeństwo w grupie i chce trzymać się swojej paczki. Jeżeli jesteś nazbyt świadomy bycia innym, może to z łatwością dostarczyć przekonującego powodu, by wycofać się gdy zrobi się ciężko. Jeżeli chcesz spać polifazowo, musisz dobrze się czuć z byciem dziwnym. Przy porównaniu z przeciętną osobą, spanie polifazowe jest wysoce nienormalne. Dla mnie całkowicie w porządku jest bycie innym niż większość ludzi, więc nie stanowiło to dla mnie przeszkody. Będąc daltonistą i osobą leworęczną, już we wczesnym wieku nauczyłem się żyć ze swoją odmiennością i nie martwić się o bycie normalnym. Nie widzę nawet koloru czerwonego.
  • Doświadczenie. Mam 34 lata, co daje mi znacznie więcej życiowego doświadczenia niż ma taki typowy dwudziestoletni student. Widuję wielu studentów próbujących snu polifazowego, ale praktycznie żadnemu z nich nie zdaje się to udawać Przejście przez etap adaptacji jest bardzo, bardzo trudne. Jeżeli spojrzeć, jak radzą sobie inni ludzie, szanse na sukces są bardzo niskie. Gdybym spróbował snu polifazowego kiedy byłem studentem – nie jestem pewien, czy byłbym w stanie sobie z tym poradzić. Na studiach nie byłem jeszcze osobą wstającą wcześnie rano ani weganinem, moja samodyscyplina była niższa, mój plan nie był tak elastyczny, a ja nie miałem w najmniejszym stopniu takiej wiedzy o rozwoju osobistym ani doświadczenia. Mogłem mieć więcej młodzieńczego entuzjazmu dla podjęcia próby, ale nie byłbym tak dobry w kierowaniu swojej energii i nadawaniu sobie tempa. Myślę, że prawdopodobnie zacząłbym z ogromną pasją, a potem wypaliłbym się po kilku dniach. Jeżeli jesteś w stanie zaadaptować się do snu polifazowego w początkach swojej trzeciej dekady, to myślę, że jesteś niewiarygodnym człowiekiem.

Można spekulować o innych różnicach jak genetyka (może gen daltonizmu w jakiś sposób daje mi polifazowe moce???), ale powyższe to czynniki, które moim zdaniem odegrały znaczącą rolę w adaptacji.

Którykolwiek z nich mógł przeważyć szalę zwycięstwa, ale kiedy dodać je wszystkie, to myślę że mam niezłą przewagę w porównaniu z większością ludzi. Nie jestem zaskoczony, że większość osób podejmujących się próby snu polifazowego nie daje rady wytrwać więcej niż kilka dni. To w najmniejszym stopniu nie jest łatwe. Nawet, jeżeli przejdziesz początkową fizyczną adaptację, to, jak odkryłem, emocjonalna/psychologiczna adaptacja stanowi również wielkie wyzwanie. Łatwo jest wynaleźć w jakimś momencie powód by przestać. Musisz być nieźle pokręconym osobnikiem, by w ogóle próbować czegoś takiego. 8)

Planuję opublikować kolejny zapis na temat snu polifazowego w dniu 90, to jest 18. stycznia. Do tego czasu zobaczę, czy mogę ugryźć coś z blisko stu pytań czytelników, jakie otrzymałem. I mam nadzieję, że wykombinuję jak zrobić sobie w którymś momencie prawdziwe wakacje.

Źródło: Polyphasic Sleep Update – Day 60

Older posts