Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Category: Sen (page 2 of 3)

Zapis Snu Polifazowego – Dni 23-24

Po prostu parę rzeczy do odnotowania w zapisie eksperymentu ze snem polifazowym.

Zmiany Poczucia Czasu. Poczucie, że czas płynie bardzo wolno, o którym wspominałem w poprzednim zapisie, utrzymuje się. Jestem zdumiony, jak długo wydawał się trwać ten weekend.

Mierzyć czas przemijaniem dni – to nie ma już dla mnie sensu. Technicznie dzień zaczyna się i kończy kiedykolwiek wskazówki zegara mijają północ. Ale ponieważ utraciłem okres nocnego snu służący jako silny wyznacznik poszczególnych dni, teraz każdy dzień przeradza się w kolejny tworząc nieprzerwane kontinuum czasu. Konkretna data czy dzień tygodnia nic nie znaczą. Myślę o upływie czasu w kategoriach tego, co zrobiłem – kolejności w jakiej pracowałem nad różnymi projektami. Nie mam poczucia, by moje działania były jednak powiązane z jakimkolwiek konkretny dniem. Nie mogę więc powiedzieć, czy to jest środa czy czwartek, ale jestem w stanie przypomnieć sobie, że pewne zadania realizowałem w pewnej kolejności.

Nie spodziewałem się wcale takich zmian postrzegania, kiedy rozpoczynałem eksperyment. Trzeba było się do nich z pewnością trochę przyzwyczaić. Ogólnie sprawiło to, że moje poczucie czasu zamiast polegać na zewnętrznych wskazówkach, operuje wewnętrznymi. Zewnętrzne wskazówki jak wschód słońca, zegar pokazujący dwunastą, czy moje dzieciaki idące spać nie mają na mnie wielkiego wpływu. Moja energia i zachowanie czujności nie mają już związku z tymi wskazówkami. Teraz prowadzą mnie raczej sygnały z wewnątrz. Jeżeli zaczynam czuć się zmęczony, wiem, że jest to czas na drzemkę, więc robię sobie przerwę na drzemkę, po czym kontynuuję to, czymkolwiek zajmowałem się przed nią. Ten schemat działa dla mnie tak samo czy jest to południe, czy północ, czy jakakolwiek inna pora dnia. Jakby mój wewnętrzny zegar odłączył się od zewnętrznego. Sygnały z zewnątrz obserwuję jako bierny świadek.

Przerywane Drzemki. Kilka osób zapytało mnie, co się dzieje, jeżeli drzemka zostaje przerwana przed czasem. Zdarzyło mi się to kilka razy, ze względu na dzwoniący telefon czy dzieciaki robiące zbyt wiele hałasu w pokoju obok. To naprawdę nie jest takie złe. Po pierwsze, okres, w którym mogą wystąpić zakłócenia, jest bardzo krótki – trwa tylko około 15-20 minut. Jeżeli zakłócenie wystąpi, kiedy jeszcze jestem czujny i nie zdążyłem zasnąć, nie ma żadnego wpływu. Jeżeli to było poważne zakłócenie, to po prostu resetuję alarm i zaczynam drzemkę na nowo. To samo w przypadku zakłócenia występującego pod koniec, kiedy już się budzę. Ale jeżeli zakłócenie wystąpi w środku drzemki, zazwyczaj po prostu w ciągu minuty czy dwóch odpływam z powrotem w sen i kontynuuję tam gdzie przerwałem.

Pamiętaj, że jeżeli jestem budzony w ciągu drzemki, to ma to miejsce albo w czasie bardzo lekkiej Fazy Pierwszej sny, albo podczas fazy REM. Wystąpienie zakłócenie podczas tych faz snu nie sprawi, że będę senny. W rzeczywistości wybudzenie ze snu REM to świetne uczucie. Ale jeżeli drzemka jest przerywana przedwcześnie, może to oznaczać uzyskanie mniejszej ilości snu REM niż chciałem. I oznacza to tylko tyle, że w czasie kolejnego cyklu mogę czuć się tak, jakbym nie spał wystarczająco długo. Zazwyczaj poczuję potrzebę przespania się wcześniej niż zwykle, na przykład po 2-3 godzinach. I jeżeli mogę, to prześpię się, kiedy poczuję tę potrzebę. Tak więc przerwana drzemka daleka jest od fatalnych konsekwencji. Stanowi niewiele więcej aniżeli drobną niewygodę, dopóki tylko uzyskuję pewną ilość snu REM.

Związek Z Dietą. W ten weekend spędziłem parę godzin na wegańskiej imprezie, a tam przez dziwny przypadek, ktoś wspomniał że znał osobę, która sypia po 15 minut kilka razy dziennie. Oczywiście przykuło to moją uwagę, więc skończyliśmy rozmawiając przez dobrą chwilę o śnie polifazowym, podzieliłem się też moimi doświadczeniami. Myślę, że parę osób było na krawędzi chęci spróbowania po tym, jak wyjaśniłem, jak to działa. Inni czuli, że istnieje silne powiązanie pomiędzy dietą a snem. Pewien facet miał za sobą dwutygodniową głodówkę na samych sokach, i powiedział, że w tym czasie potrzebował tylko około czterech godzin snu na dobę. Kiedy tylko zakończył głodówkę, jego potrzeba snu powróciła na poprzedni poziom. Ciekawe…

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Days 23-24

Zapis Snu Polifazowego – Dzień 22

Jednym z najważniejszych (i bardzo niespodziewanym) wydarzeń które miały miejsce ostatnio w moim eksperymencie była zmiana postrzegania upływu czasu w trakcie drzemek.

Kiedy rozpoczynałem ten eksperyment, to jeżeli robiłem sobie dwudziestominutową drzemkę, spałem dość lekko i budziłem się z poczuciem że minęło około tych dwudziestu minut. Kiedykolwiek się budziłem, nigdy nie byłem zaskoczony tym, o ile w rzeczywistości przesunęły się wskazówki zegara. Mój sposób przeżywania drzemek nie różnił się niczym od tego, gdy robiłem sobie drzemkę stosując powszechny monofazowy sposób spania.

Ale tylko w ciągu ostatnich 2-3 dni zasada ta zdaje się wylatywać za drzwi. Teraz kiedy budzę się z drzemki, czuję się jak gdyby minęło znacznie więcej czasu. Właśnie obudziłem się z drzemki, około dwudziestu minut temu. 25-minutowy alarm odliczający czas obudził mnie, a szacuję, że około pięciu minut zabrało mi zasypianie, więc spałem jakieś 20 minut. Kiedy się obudziłem, mógłbym jednak przysiąc, że spałem przez półtorej-dwie godziny.

Po raz pierwszy zdarzyło się to parę dni temu; pomyślałem, że to ciekawe, ale zignorowałem wydarzenie jako losowe. Ale zaczęło się to przytrafiać coraz częściej, i teraz ponad połowa moich drzemek daje wrażenie, że minęło znacznie więcej czasu niż 20 minut. Za każdym razem wrażenie jest takie, jakby upłynęła godzina do dwóch.

Z jednej strony to cudowny nowy postęp. Czuję, że śpię w czasie drzemek głębiej i mocniej niż kiedykolwiek przedtem. Miewam naprawdę bogate i jaskrawe sny. Przed rozpoczęciem tego eksperymentu czytałem u innego polidrzemkowicza, że jego sny stały się jaskrawsze oraz że miał więcej snów świadomych. Nie żartował. Najlepszy sposób żeby to opisać: moje sny wydają się o wiele bardziej skomplikowane. Może się to przyczyniać do poczucia, że śpię znacznie więcej niż w rzeczywistości.

Z drugiej strony, zmiana ta wywróciła do góry nogami moje intuicyjne postrzeganie czasu. Czuję jakby płynął on znacznie wolniej niż powinien. Łącząc to z faktem, że jestem na nogach przez 21-22 godziny na dobę, rozszerzona percepcja czasu we śnie sprawia, że każdy dzień wydaje się bliższy dwóm dobom pod względem trwania. Zatraciłem też zupełnie intuicyjne wyczucie mówiące mi, jaka jest pora dnia. W chwili gdy to piszę jest około ósmej wieczorem, ale mogłaby to być również ósma rano, południe czy północ, biorąc pod uwagę to co wiem. Jeżeli chcę się dowiedzieć, czy jest wieczór, czy popołudnie, muszę spojrzeć na zegar, na zewnątrz, albo spróbować przypomnieć sobie jaki był efekt ostatniego sprawdzania. Nawet utrzymywanie w miarę regularnej codziennej rutyny nie wydaje się pomagać. Jakby mój wewnętrzny chronometr nagle przestał działać.

W dziwny sposób staje się to dla mnie transcendentnym, niemal duchowym doświadczeniem. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do pewnego wyczucia upływającego czasu, a teraz to wyczucie zostało naciągnięte poza granice możliwości naprawy. Mogę ostatecznie rozwinąć nowe wyczucie czasu oparte na moim planie snu polifazowego, ale na ten moment czuję się raczej pozbawiony czasu. Chociaż mogę odbierać mijanie dni i nocy obserwując wskazówki środowiskowe, to wewnętrznie czuję się raczej jak pozbawiony czasu obserwator, który nie jest już powiązany z tym systemem. Czas sam w sobie zwolnił do ślimaczego tempa.

Jestem oszołomiony tym, jak wolno wydaje się upływać ten listopad. Wydaje mi się, że powinien być już gdzieś 25 listopada. W tym tempie do świąt mam jeszcze trzy miesiące.

Jeżeli masz czysto obiektywne spojrzenie na rzeczywistość, to powyższe zinterpretujesz jako konsekwencję przemian w percepcji wynikających z wewnętrznych zmian fizjologicznych. Ale z nieco bardziej subiektywną wizją rzeczywistości cały ten polifazowy eksperyment może być interpretowany jako manifestacja intencji jakie wcześniej wypuściłem. Około miesiąca temu oglądałem parę filmów Eckharta Tolle (jest on autorem bestsellera „The Power of Now„), i pamiętam, że zastanawiałem się jakby to było – czy jeżeli w ogóle było to możliwe – gdyby czas zwolnił. A potem tydzień później zaczynam ten zwariowany eksperyment, nie podejrzewając ani przez moment, że mogłoby to mieć związek z tamtymi myślami. Teraz jestem podejrzliwy. Istnieje wiele aspektów tego eksperymentu które możnaby interpretować jako manifestacji wcześniejszych intencji. Może kiedy masz intencję czegoś, co wygląda na niemożliwe, to rzeczywistość znajduje sposób by jakoś przemycić to do Ciebie. Zamierzam poświęcić trochę czasu tego wieczoru (albo poranka… czy cokolwiek do jasnej Anielki to jest) na podbicie stawki jeśli chodzi o moje intencje.

Niezależnie od tych dramatycznych zmian, nie wygląda na to by miały one negatywnie wpłynąć na moją zdolność do funkcjonowania w życiu codziennym. Właściwie to wręcz przeciwnie. Zaczyna się kształtować najlepszy miesiąc tego roku, zwłaszcza finansowo.

Szczęśliwego 1111 dla tych, którzy wiedzą, co to znaczy (a dla tych którzy nie wiedzą – Szczęśliwego Dnia Weterana).

Steve Pavlina – Polyphasic Sleep Log – Day 22

Zapis Snu Polifazowego – Dzień 21

Wytrwałem już trzy tygodnie w eksperymencie ze snem polifazowym. Jest to kawał zdumiewającego doświadczenia, i zdecydowałem, że o ile nie pojawią się jakieś nieprzewidziane przeszkody w najbliższych tygodniach, to będę je kontynuował.

Rzeczy Których Nie Spróbowałem. Otrzymałem trochę pytań o rzeczy, których nie próbowałem, jak drzemka przy biurku czy jedzenie innych rzeczy niż zazwyczaj. Masz to co widzisz. Jeżeli nie blogowałem na jakiś temat podczas eksperymentu, to tego nie próbowałem. Chociaż rozpocząłem ten eksperyment z ciekawości, to nie prowadzę prywatnego laboratorium snu. Wypróbowuję nowe pomysły, kiedy sądzę, że mogą poprawić efekty, a nie z uwagi na robienie formalnych badań snu polifazowego.

Zmiany Diety. W ciągu ostatnich paru dni stwierdzam, że pociąga mnie bardziej jedzenie zdrowszych posiłków. Jestem weganinem od 1997 r., więc nigdy nie ruszam niczego, co pochodziłoby od zwierząt, ale ostatnio przesuwam tę granicę dalej, ograniczając posiłki przetworzone czy gotowane. Teraz około na 70% mojej diety składają się surowe owoce, warzywa i orzechy, a jem pod tym względem bardzo różnorodnie. Rano zazwyczaj robię dużą szklankę świeżego soku (mój ulubiony to marchew-jabłko-seler-burak-imbir-limonka). W moim menu jest też wiele sałatek, surowych zup, koktajli i shake’ów i innych kreatywnych mikstur. Jeżeli dalej będę żywił się w ten sposób, to energii prawdopodobnie będę miał jeszcze więcej. Wcześniej kilkakrotnie eksperymentowałem przez ponad 30 dni z dietą 100% surową (raw food) i jasne stało się dzięki ogromnemu nagłemu przypływowi energii, że dieta surowa jest najlepszą, jakiej kiedykolwiek próbowałem. Ale stałe stosowanie tej diety jest wyzwaniem, jeżeli nie chcesz przez cały dzień jeść nudnych posiłków jak owoce czy sałatki. Wiele praktyki wymaga nauczenie się, jak robić ciekawe surowe potrawy, ale na szczęście pojawia się coraz więcej świetnych przepisów. Dochodzę do wniosku, że dodatkowy czas jak uzyskałem dzięki spaniu polifazowo pozwala mi na więcej eksperymentowania. Nie wiem czy ostatecznie przejdę na dietę 100% raw, ale nie zdziwiłbym się gdyby tak to się skończyło.

Regeneracja Po Treningach/Urazach = Normalnie. Ból w mięśniach po wcześniejszym treningu zdaje się ustępować normalnie. Nie wygląda na to, by moje mięśnie regenerowały się szybciej czy wolniej niż zazwyczaj, ale będę jeszcze miał lepsze pojęcie na ten temat, gdyż zamierzam ćwiczyć więcej w nadchodzących tygodniach. Kilka dni temu niechcący skaleczyłem się w ramię, a z tego co widzę, skaleczenie goi się też normalnie. Tak więc najwidoczniej moje ciało naprawy przeprowadza jak zwykle, nawet mimo, że porzuciłem etapy snu które według niektórych są niezbędne do zdrowienia. Nie wygląda na to, bym miał paść trupem z powodu niezdolności do zregenerowania drobnych urazów. Zauważyłem też jednak pewną wadę. Kiedy moje mięśnie są zmęczone, to zmęczenie to odczuwam przez cały dzień i całą noc, po prostu dlatego, że cały czas jestem na nogach i mogę tego doświadczać. Tak więc nie ma ucieczki od zmęczenia mięśni na całe godziny dzięki przesypianiu nocy. Nie jest to dla mnie jednak nic wielkiego, gdyż przy większości moich biurkowych czynności nie wywołuję tego bólu.

Sen Polifazowy a Dieta. Zastanawiam się, czy istnieje związek między snem polifazowym a byciem na zdrowszej diecie. Mówi się, że Leonardo da Vinci przez część życia stosował sen polifazowy. I prawdopodobnie Thomas Edison, Albert Einstein i Benjamin Franklin często ucinali sobie drzemki, chociaż nie sądzę, by którykolwiek z tych trzech stosował czysto polifazowe podejście. Da Vinci, Edison, Einstein i Franklin – wszyscy byli wegetarianami. Czy to przypadek, czy jest jakiś związek? Jak wspominałem w poprzedniej aktualizacji zapisu, niektórzy kierowali mnie do artykułu mówiącego o tym, że roślinożercy z natury śpią o wiele mniej niż mięsożercy. Tak więc możliwe jest że moja wegańska (roślinożerna) dieta wstępnie przygotowała mnie do snu polifazowego i być może sprawiła, że było o wiele łatwiejsze było dla mnie kiedyś nauczenie się wczesnego wstawania. O wiele trudniejsze (jeżeli nie niemożliwe) może być dla kogoś zaadaptowanie się z powodzeniem do snu polifazowego, jeżeli spożywa on(a) zbyt wiele produktów zwierzęcych; przypuszczam, że często budziłbyś się z drzemek z przytłaczającym poczuciem potrzeby powrotu do snu. To ma sens z punktu widzenia trawienia, jako że produkty zwierzęce wymagają o wiele więcej czasu na trawienie niż posiłki roślinne (zwłaszcza surowe). Idzie to w również w parze z tym, co czytałem w zapisach innych osób śpiących polifazowo. Ludzie, którzy z powodzeniem się przestawiali bez wyjątku opisywali zmiany diety – przejście na lżejsze, zdrowsze posiłki. Nie przypominam sobie bym spotkał opisy ulepszeń diety u osób, które nie były w stanie przejść adaptacji. Więc jeżeli rozważasz wypróbowanie snu polifazowego, może zechcesz również znacznie odciążyć swoją dietę, jedząc więcej surowych owoców i warzyw. Myślę, że istnieje dobry powód by wierzyć, że zdrowsze odżywanie zwiększy Twoje szanse na sukces.

Niewerbalne Myślenie. Kiedy mówię dziś o poczuciu czujności czy wysokiego poziomu energii, nie mam na myśli dokładnie tych samych uczuć jakie miewałem gdy spałem monofazowo. Czujność i energia są obecne, ale jest też coś innego. Najlepszym sposobem na opisanie tego jest stwierdzenie, że mój umysł sprawia wrażenie znacznie mniej wypełnionego zgiełkiem. Stał się do przesady spokojny, jak stojące jezioro. Gdzieś po drodze straciłem najwyraźniej gadułę siedzącego na zapleczu umysłu. Teraz obecne jest poczucie mentalnego bezruchu, jakby umysłowy szum w tle został wyłączony.

Przyzwyczajenie się do tego uczucia i ogarnięcie co się w ogóle dzieje zajęło mi dobrą chwilę. Z początku myślałem, że coś jest nie tak, jakby mój umysł został wyłączony. Zastanawiałem się czy może nie sypiam za mało, przez co nie jestem w stanie jasno myśleć. Ale to nie wydawało się prawdą, bo czułem się całkowicie wybudzony, czujny i bez żadnej senności. Wcześniej werbalizowałem swoje myśli – myśląc słowami, ale teraz mój umysł już tego nie robi. Najwyraźniej myślę teraz bez szeptania sobie w głowie każdej myśli, co jest o wiele szybsze, ponieważ mój umysł może przeskakiwać od jednej myśli do drugiej bez przekształcania ich w zdania czy wyrażenia. Jest to szczególnie widoczne kiedy piszę. Przedtem zanim napisałem zdanie, formułowałem je w myślach, ale teraz słowa po prostu spływają z moich palców, jakby płynęły naprzód z milczącej pustki – nie „słyszę” już każdego zdania w czasie, gdy je piszę.

Wciąż jeszcze przyzwyczajam się do tego uczucia, ale wierzę, że stanowi zmianę na lepsze. Teraz, gdy zasiadam do pracy, czuję się jakbym pracował z głębszym skupieniem, jasnością i szybkością myśli niż kiedykolwiek przedtem. Zastanawiam się, czy są to korzyści jakie ze snu polifazowego czerpał również da Vinci.

Muszę dodać, że nie myślę też wizualnie ani kinestetycznie. Moje myślenie zdaje się być odłączone od wewnętrznych receptorów bodźców, także jestem w stanie odbierać strumień myśli których nie słyszę, nie widzę ani nie czuję. To jest tak jakbym myślał bardziej podświadomie, poniżej poziomu świadomości bodźców. Zaczynam nawet dostrzegać ten efekt podczas podejmowania decyzji. Teraz podejmuję decyzje bardzo szybko, bez świadomego analizowania ich – właściwa decyzja po prostu nadchodzi do mojej świadomości. Przypomina to posiadanie podwyższonej intuicji. Czas pokaże na ile trafne są te decyzje, ale na ten moment chcę podjąć nieco ryzyka. Największym ryzykiem było dla mnie zawsze tracenie szans na wzrost. Wolę raczej podjąć działanie i nauczyć się czegoś, niż stać w miejscu niczego się nie ucząc.

Aktualizacja Inteligencji? Zaczynam zauważać, że wymagająca praca umysłowa wygląda mi na łatwiejszą; zwłaszcza pisanie. Mogłeś zauważyć że moje tempo publikowania wzrosło odkąd rozpocząłem ten eksperyment. Ale nie poświęcam na to więcej czasu niż wcześniej. Słowa po prostu płyną szybciej, z większą łatwością.

Dziś wykonałem trochę pracy związanej z programowaniem baz danych, co jest rzeczą, którą normalnie uważam za wyzwanie dla umysłu, zwłaszcza jeśli chodzi o formułowanie zapytań. Nie pracowałem nad bazami danych od około roku, więc z pewnością nie byłem na bieżąco z zadaniem. Ale okazało się, że byłem w stanie zakończyć pracę z łatwością, niemal bez wysiłku. I wszystkie moje zapytania zadziałały idealnie za pierwszym razem, bez potrzeby debugowania, co jest u mnie dość rzadkie.

Wciąż jeszcze jest zbyt wcześnie by mieć pewność, ale mam takie wrażenie jakbym uzyskał program aktualizacji inteligencji gdzieś po drodze. Moje domyślne procesy myślowe różniły się od tego zauważanie. Stan, który teraz nazwałbym „normalnym” nie jest tym samym stanem, jaki nazwałbym normalnym, gdy sypiałem monofazowo. Wszystko to jest oczywiście bardzo subiektywne, więc odbieraj te stwierdzania tak jak wolisz.

Co byłoby powodem tego wszystkiego? Nie wiem. Może jest to efekt uboczny uzyskiwania większych ilości snu REM (zarówno jeśli chodzi o ilość, jak i częstotliwość), przy jednoczesnym pominięciu innych faz snu. A może bycie w pełni świadomym przez większą ilość godzin dziennie stopniowo warunkuje mózg do przypisania większej liczby neuronów do pewnych procesów, a mniejszej do innych. Miałem wyraźne poczucie, że mój mózg powoli sam się przepisuje by funkcjonować inaczej.

Ostrzeżenie. Chcę tylko ostrzec wszystkich rozważających sen polifazowy, że robią to na własne ryzyko. Jak informuję na tym blogu, doświadczam pewnej ilości nieprzewidzianych efektów ubocznych, i podczas gdy jak dotychczas wszystko wygląda bardzo pozytywnie, nie jestem w stanie powiedzieć, jaki będzie efekt długoterminowy. Zgodnie z tym, co stwierdza nota prawna na tej stronie, jesteś w stu procentach odpowiedzialny za to, co robisz ze swoim życiem. To jest osobisty eksperyment jaki przeprowadzam na sobie, a nie profesjonalny wykład na temat snu. Nie mam pojęcia, jaki efekt może wywrzeć sen polifazowy na Twojej indywidualnej fizjologii, ale piszę o tych doświadczeniach z nadzieją, że będą dla innych miały wartość uświadamiającą, użytkową czy po prostu rozrywkową. Otrzymuję różnorodne pytania mailowe od ludzi, którzy błędnie wierzą, że posiadam odpowiedzi na ich indywidualne problemy ze snem, a ja nie jestem w stanie i/lub kompetentny by odpowiadać na większość z nich. Tak więc jeżeli masz pytania czy komentarze dla mnie związane ze snem, ogranicz je proszę do zakresu tego eksperymentu lub poprzednich postów na temat snu publikowanych na tym blogu. Postaraj się nie wyobrażać sobie mnie w roli Doktora Snu tylko dlatego, że podjąłem się przeprowadzenia tego konkretnego eksperymentu. Myśl o mnie raczej jako o supergorliwym odkrywcy niż cierpliwym profesorze. 😉

Nie sądzę, by największym ryzykiem związanym ze snem polifazowym było to, że nie uda Ci się do niego dostosować. Myślę, że największym ryzykiem jest to, co może się stać, jeżeli ostatecznie Ci się powiedzie.

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Day 21

Zapis Snu Polifazowego – Dni 19-20

Rozwijam dalej swój eksperyment ze snem polifazowym, więc doszedłem do wniosku, że aktualizacja byłaby na miejscu.

Świadome Sny. W poniedziałek miałem kolejny świadomy sen podczas drzemki zaraz po północy. Ten nie był tak jaskrawy ani długi jak pierwszy, ale i tak uważam że jest to duży postęp, bo w moim przypadku rzadkością jest mieć świadome sny noc po nocy. Ostatniej nocy nie miałem jednak świadomych snów. Jeżeli świadome śnienie stanie się częstsze w związku ze snem polifazowym, to będzie naprawdę fajna korzyść.

Lekkie Światło Nocą. Od kilku dni w nocy sypiam przy delikatnym oświetleniu, by zobaczyć, jaki wywrze to efekt. Robienie drzemki w zupełnej ciemności wydawało się po prostu dość dziwne. Zauważyłem, że do dodatkowe światło bardzo pomaga mi ograniczyć nocną senność. Moje nocne drzemki wydają się być bardziej odświeżające, kiedy w pokoju pali się delikatne światło, a także łatwiej jest wstać po pobudce. Światło może też być istotnym czynnikiem jeśli chodzi o ostatnie świadome sny.

Godziny Produktywnej Pracy. Odkąd żyję według swego rodzaju ciągłego planu, eksperymentuję z różnymi porami pracy. Ostatnio stwierdziłem, że naprawdę dobrze idzie mi wykorzystywanie godzin między drugą nad ranem a dziesiątą w charakterze głównego „dnia pracy”. Lubię wykorzystywać tę porę z kilku powodów. Po pierwsze, w domu jest cicho do około 6:30, kiedy to reszta rodziny zaczyna wstawać, a do tego czasu jestem głęboko pochłonięty pracą i mam już wiele z głowy. Po drugie, w tym czasie czuję się bardzo zrelaksowany fizycznie, co sprawia, że łatwiej jest skupić się na pracy umysłowej jak pisanie czy dopracowywanie przemówienia. Po trzecie, przez cały ten czas nie odczuwam potrzeby jedzenia, więc mogę pracować niemal stale, bez przerw na posiłki, pomijając jedną drzemkę i może złapanie jakiegoś banana czy przygotowanie szybkiego koktajlu owocowego około świtu. Po czwarte, to świetne uczucie o godzinie dziesiątej rano mieć cały dzień pracy z głowy, tak, że wszystko inne co uda mi się zrobić tego dnia stanowi bonus – wrażenie, jakby każdego dnia był weekend. Po piąte, w tym okresie nie ma żadnych telefonów ani nikt nie oczekuje odpowiedzi na maile, więc mogę skupić się na zadaniach o wysokim priorytecie bez rozpraszania się. A na koniec, to idealny czas na wykonywanie prywatnej, samodzielnej pracy w domowym biurze, jeżeli potrzebuję się skupić bez przerywania tak długo jak to możliwe.

Pokonywanie Senności. Zrobiłem duży postęp jeżeli chodzi o pokonywanie nocnej senności. Jednym z kluczy jest utrzymywanie większej aktywności, jak na przykład zaczynanie dnia pracy o drugiej nad ranem. Układ z pracą w ciągu dnia, jak robiłem to wcześniej, a potem wykorzystywaniem nocy na mniej intensywne osobiste zajęcia jak czytanie czy oglądanie filmów nie działał dla mnie najlepiej. Nocne zajęcia, które są zbyt bierne mają skłonność do usypiania. Kiedy robię coś bardziej zajmującego, ani nie czuję się senny, ani tego nie zauważam.

Poziom Aktywności W Ciągu Doby. Kiedy rozpoczynałem ten eksperyment, zakładałem, że będę musiał być w jakiś sposób oszczędny jeśli chodzi o wykorzystanie energii by uchronić się przed wypaleniem. Cóż, to mógł być dobry pomysł na czas adaptacji, ale okazało się, że na czas po adaptacji założenie jest zbędne. Odkrywam, że więcej aktywności jest lepsze niż mniej. Nie potrzebuję wiele umysłowego czy fizycznego zwalniania tempa, pomijając same drzemki. Jeżeli postanowię być naprawdę leniwy w czasie danego cyklu, nie daje mi to więcej energii na następny cykl, a w nocy sprawia to tylko, że staję się senny. Dla mnie najlepiej jest po prostu traktować każdą godzinę jak czas w ciągu dnia i utrzymywać rozsądne tempo aktywności. Zauważyłem, że jeżeli jestem w ciągu cyklu umysłowo i/lub fizycznie aktywny, to drzemki są nawet bardziej regenerujące – śpię lepiej i budzę się bardziej wypoczęty. To jest podobne do snu monofazowego, kiedy śpi się wspaniale po bardzo aktywnym dniu, ale doświadcza się bezsenności, jeżeli cały dzień minął leniwie. Tak więc zamiast mnie wypalać, to jak zauważyłem, podniesienie poziomu aktywności sprawia tylko, że czuję się jeszcze bardziej wypoczęty i pełen energii. Nie było to coś, czego bym się spodziewał, ale zaczynam widzieć w tym logikę. Ogólnie sprowadza się to do tego: pracuj ciężko, baw się porządnie, śpij mocno, powtórz. Przy śnie monofazowym nie czułem bym mógł utrzymać wysoki poziom aktywności przez wszystkie godziny dnia – w pewnych godzinach czułem się bardziej aktywny i pełen energii, podczas gdy o innych porach czułem, że zwalniam. Sen polifazowy ma swój własny, zupełnie inny rytm, i nie czuję jeszcze bym w pełni się do niego dostosował.

Ćwiczenia. Podkręcam poziom moich treningów zamieniając jogę i spacery na aerobik i kalistenikę. Aktualnie jestem obolały po kalistenice, jaką robiłem wczoraj rano, zwłaszcza jeśli chodzi o klatkę piersiową i brzuch. Na ten moment zamierzam trzymać się ćwiczeń aerobicznych i kalisteniki jak pompki i przysiady. Jeżeli będę widział, że moje ciało po prostu dobrze regeneruje sie po tych treningach, przejdę dalej do treningu z ciężarami i zobaczę, jak będzie z tym szło. Jestem bardzo ciekawe, jak schematy zmęczenia mięśni i regeneracji zgrywają się ze snem polifazowym. Czy moje ciało będzie tak samo wydajne w przeprowadzaniu napraw? Czas pokaże. Rozważam wykupienie karty członkowskiej w miejscowej całodobowej siłowni, jako że mogę swobodnie ćwiczyć w nocy, jeżeli mam na to ochotę, a siłownia z pewnością nie będzie zatłoczona w tych godzinach. Mam darmową dziesięciodniową wejściówkę do jednej siłowni, więc wypróbowanie tego nie będzie mnie nic kosztować (pomijając to, że będzie się na mnie czaić nazbyt gorliwy handlowiec). Mam w domu sprzęt treningowy, ale biorąc pod uwagę, ile czasu na nogach spędzam teraz w domu, nie miałbym nic przeciwko ćwiczeniu gdzie indziej dla odmiany.

Jakość Drzemki. Stwierdziłem, że najważniejszym czynnikiem determinującym poziom mojej energii jest jakość drzemek. Kiedy zasypiam szybko, mam sen, i budzę się zanim zadzwoni budzik, to wiem, że w ciągu kolejnego cyklu będę czuł się świetnie, nawet, jeżeli spałem mniej niż 15 minut. Ale jeżeli sen nie jest tak regenerujący, to w następnym cyklu nie będę czuł się optymalnie. Jednak nawet kiedy jest źle, to i tak jest całkiem dobrze. Zazwyczaj dalej jestem w stanie normalnie funkcjonować, nawet, jeżeli drzemka nie była idealna. Główną różnicą jest to, że po słabym spaniu zacząć nieco wcześniej odczuwać presję by się zdrzemnąć, może już po 2-3 godzinach.

Elastyczność. Sypianie wtedy, kiedy uznam to za stosowne, zamiast o określonych porach, działa dla mnie dobrze. Czasem między drzemkami spędzam na chodzie 6 godzin, innym razem tylko 2-3. Tak więc jeżeli spałem źle, to po dwóch godzinach mogę zdrzemnąć się jeszcze raz. Ale jeżeli spało mi się doskonale, mogę wykorzystać optymalną czujność i przeciągnąć ten cykl do ponad sześciu godzin zanim znów się położę. Ale ogólnie sypiam średnio 6-7 razy na dobę, przy czym czas spędzony na właściwym śnie to około 15-20 minut na drzemkę. Tak więc mowa jest o 90-140 minutach snu średnio na dobę. Nie uwierzyłbym, że to możliwe, gdybym sam tego nie doświadczał.

Osobiste Przystosowanie. Wciąż jestem nieźle zadziwiony całym tym eksperymentem. Stopniowo zaczynam się do tego przyzwyczajać, ale często też zdarzają się epizody, kiedy mówię sobie: „Co ja do cholery robię? To jest szalone. To nie powinno być w ogóle możliwe.”. Jest to ogromna zmiana z jaką trzeba sobie poradzić. Mam dwójkę dzieci, a to sprawia wrażenie nawet większej zmiany sposobu życia niż pojawienie się dziecka. Wiedziałem, że to będzie poważna zmiana, zanim zacząłem eksperyment, ale muszę Ci powiedzieć, że to o wiele większa zmiana, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. W tym sensie to jest jak pojawienie się dziecka – myślenie o dziecku i czytanie książek na ten temat nie przygotowuje Cię ani trochę na rzeczywistość, w której naprawdę to robisz. Bycie wybudzonym i czujnym przez całą dobę było o wiele bardziej niszczące dla mojej równowagi niż sobie wyobrażałem. Żaden obszar mojego życia nie pozostał nietknięty.

Małżeństwo i Rodzina. Sen polifazowy miał wyjątkowo duży wpływ na moje pożycie małżeńskie i rodzinne. Z jednej strony nie spędzam tyle mojego czynnego czas (procentowo) z żoną i dziećmi, jak miało to miejsce wcześniej. Nagle okazuje się, że przez długie godziny jestem sam, i czasami sprawia to wrażenie jakbym spędzał o wiele zbyt dużo czasu sam. Oboje z żoną pracujemy w domu i dziwnie jest nie widzieć jej czy nie rozmawiać przez tyle godzin naraz nawet, jeżeli „technicznie” jest ona w domu. Jeżeli słyszę, że hałasuje w ciągu nocy (na przykład kaszle, chrapie, spuszcza wodę w toalecie), czasami wpadam do sypialni żeby się przywitać i próbuję wciągnąć ją w rozmowę. Ja chętnie porozmawiam z nią o pierwszej w nocy, ale oczywiście ona chce po prostu wrócić do łóżka i nie jest zbyt skłonna do rozmów po trzech godzinach od położenia się spać. Z mojej perspektywy wygląda to tak, jakby cała rodzina na noc się hibernowała. Czasami myślę, że fajnie byłoby mieć drugą żonę na noc, i może nocnego dzieciaka albo dwa. To dziwne spędzać osiem godzin samemu, codziennie, w domu pełnym śpiących ludzi. Jakby wszyscy byli na lekach czy coś. Dlaczego w ogóle potrzebują oni tyle spać?

Przesunięcie godzin pracy na zakres od drugiej nad ranem do dziesiątej, wydaje się bardzo pomagać w tym dostosowaniu. Pozwala mi to wykorzystać ten czas na produktywną pracę zamiast próbować zajmować się więziami z tymi zombie czy usypiać się zajmując się zbyt wieloma przyziemnymi osobistymi czynnościami. Pracowanie w nocy pozwala mi osiągnąć lepszą równowagę. W ciągu dnia cieszę się spędzaniem większych ilości czasu z moim dwuletnim synem, Kyle’em, kiedy moja żona zajmuje się zwykłym dniem pracy. Umiejętności językowe Kyle’a bardzo się rozwijają, kiedy z każdym tygodniem uczy się nowych słów.

Eksperymenty z Harmonogramem. Teraz, gdy czuję że ustanowiłem dobre podstawy do pracy, zamierzam poeksperymentować z różnymi sposobami planowania innych rutynowych codziennych zajęć, jak ćwiczenia, przyjemności, czytanie/edukacja, medytacja, komunikacja, czas dla rodziny itd. Dysponuję teraz takim ogromne dodatkowego czasu, że jasne jest iż będę rozbudowywał codzienną rutynę. Nie chcę wypełnić tego czasu po prostu większymi ilościami tego samego. Konkretny przykład – nie chcę spędzać pięciu godzin dziennie na czytaniu.

Droga Przede Mną. Polifazowe życie jest naprawdę, naprawdę dziwne. Może mi to zająć jeszcze parę tygodni, zanim poczuję, że trzymam wodze mocno w garści. Czuję się, jakby mój osobisty system operacyjny był solidnie przepisywany od podstaw. Sugerowałbym, żebyś nie traktował żadnych z moich obserwacji w czasie tej adaptacji jako wskazówek do tego, jak sprawy mogłyby się mieć po pół roku snu polifazowego. Naprawdę jestem w tym zielony, musząc uczyć się żyć od nowa. Moje długoterminowe perspektywy są jednak pozytywne. Chociaż jest to ciągle duży wstrząs, to myślę, że prowadzi mnie do znacznie bogatszego życia. Dodam do niego prawdopodobnie parę nowych wątków, na których wprowadzenie wcześniej nie miałem dość czasu i energii.

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Days 19-20

Zapis Snu Polifazowego – Dni 12-18

Zanotowałem w kalendarzu, że mam wrzucić dziś rano aktualizację zapisu na temat snu polifazowego, więc oto jest…

Dziś zaczynam mój osiemnasty dzień ze snem polifazowym. Od tygodnia jestem w stanie dużo więcej się pobawić i potestować, a ogólnie jestem bardzo zadowolony z postępów.

Elastyczność. Odkryłem, że sen polifazowy jest o wiele bardziej elastyczny, niż się tego wcześniej spodziewałem. Nie robię już drzemek o określonych porach. Teraz po prostu pozwalam, by moje ciało wskazało, kiedy potrzebuję się zdrzemnąć – i to działa dla mnie w porządku. Jak wspominałem wcześniej, generalnie odczuwam napływ potrzeby ucięcia sobie drzemki jako delikatne poszturchiwanie w ciągu dnia, i jako zwykłą senność w czasie późnych godzin nocnych. To się nie zmieniło. Dopóki robię 6-7 drzemek średnio regularnych drzemek dziennie, mam się dobrze. Często jestem na nogach przez 5-6 godzin między drzemkami w ciągu dnia, i 2-4 godziny między drzemkami w nocy. Zmieniam też pory snu z dnia na dzień. Tak więc idealna symetria nie jest wymagana.

Wypadek – Przespanie. Dwunastego dnia eksperymentu przeciążyłem się i pominąłem jedną z dziennych drzemek, a ponadto przeciągnąłem okres między dwiema dziennymi drzemkami do ponad siedmiu godzin. O 22:30 tamtego dnia wstawałem ze zwykłej drzemki i czułem się bardzo zrelaksowany, jakbym dryfował w stanie medytacji. Zamiast wstać natychmiast, pozostałem na sofie na chwilę i niechcący odpłynąłem znów w sen (nie nastawiwszy budzika). Nie obudziłem się aż do czwartej rano następnego dnia i czułem się jakbym był w głębokim, pozbawionym snów śnie. To było najdłuższe spanie od początku eksperymentu. Z początku nie mogłem uwierzyć, że spałem bez przerwy przez sześć godzin. Obudziłem się czując się normalnie, ani lepiej, ani gorzej niż kiedykolwiek indziej i byłem w stanie wrócić do schematu polifazowego cofając się do bardziej odpowiedniego planu drzemek. Z początku byłem nieco wkurzony incydentem z przespaniem, ale spoglądając wstecz właściwie cieszę się, że to się zdarzyło, bo pomogło mi to określić jedną z granic – nie mogę pomijać drzemek. Mogę nawet spróbować celowo od czasu do czasu dołożyć dłuższy sen, raz na parę tygodni – czytałem, że robiły tak niektóre ze znanych historycznie osób śpiących polifazowo.

Kofeina. Kilka razy zrobiłem sobie kubek zielonej herbaty po pobudce z drzemki, ale poza tym w czasie eksperymentu nie miałem do czynienia z kofeiną. Kubek zielonej herbaty zawiera jedynie niewielką ilość kofeiny, ale dość by dała się ona zauważyć; mniej więcej tyle, co 50-70 gram zwykłej kawy. Zauważyłem, że kiedy wypiłem kubek zielonej herbaty, przy następnej drzemce nie byłem w stanie osiągnąć fazy REM – nie byłem w ogóle w stanie zasnąć. Dnia dwunastego, po sześciogodzinnym śnie, wypiłem kubek zielonej herbaty około godziny trzynastej, a potem byłem na nogach ponad siedem godzin. Byłem ciekaw, czy to kofeina była winowajcą, czy po prostu pominąłem drzemkę, więc wypiłem wczoraj kolejny kubek zielonej herbaty, ale trzymałem się zwykłego planu drzemek. Nie byłem w stanie zasnąć podczas drzemki kilka godzin po wypiciu herbaty, ale tak czy inaczej pozostałem w łóżku z zamkniętymi oczami. Stwierdziłem, że jestem w stanie cieszyć się normalnie spędzoną nocą bez odpłynięcia w długi sen, jak to się stało za pierwszym razem. Tak więc wygląda na to, że chociaż kofeina może wywołać pewną tymczasową „drzemkową bezsenność”, największym ryzykiem jest to, że zachęca do pominięcia drzemki, co może zaburzyć schemat polifazowy i prowadzić do przesypiania.

Jeżeli kiedykolwiek chciałbyś wypróbować sen polifazowy na sobie, a aktualnie spożywasz kofeinę, to bardzo zalecam Ci abyś najpierw poświęcił tydzień czy dwa na odcięcie się od wszelkich źródeł kofeiny. Jeżeli codziennie spożywasz kofeinę, to moim zdaniem przestawienie się na sen polifazowy będzie ekstremalnie trudne. Najprawdopodobniej będziesz cierpiał na bezsenność w czasie zaplanowanych drzemek i nie będziesz w stanie osiągnąć snu REM, co jest tutaj kluczowe. A nawet przy śnie monofazowym wiadomo, że kofeina wywołuje jego zaburzenia. Jeżeli wypoczywasz właściwie i masz zdrową dietę, nie powinieneś potrzebować żadnej kofeiny by utrzymać stan czujności. Jeżeli w ciągu dnia czujesz się senny, to zrób sobie sjestę.

25 Minut. Jak dotychczas przetestowałem nastawianie budzika na 20, 22, 25 i 30 minut, wypróbowując każdy wariant przez 8-10 drzemek. Włączam odliczanie czasu gdy tylko się położę. Jak na razie 25 minut wydaje się działać najlepiej. Przy krócej nastawionych alarmach budzik czasem za szybko przerywa mój sen, a ja nie czuję się zupełnie wypoczęty. Przy dłuższych czasach często czuję się dość zaspany po pobudce, jeżeli śpię dopóki nie zadzwoni budzik; prawdopodobnie dlatego, że przechodzę po za fazę REM. 25 minut wydaje się być tym złotym środkiem, który daje mi dość czasu by zasnąć, mieć sen i w miarę możliwości obudzić się naturalnie, podczas gdy budzik stanowi tylko zabezpieczenie przed przejściem poza fazę REM. Zauważyłem, że nawet jeżeli dwudziestopięciominutowy alarm mnie budzi (co zdarza się teraz w jednej trzeciej przypadków), zazwyczaj budzę się zrelaksowany i odświeżony oraz pamiętam sen.

Drzemki Bez Budzika. Odkąd zauważyłem, że często budzę się z drzemek naturalnie, zanim zadzwoni budzik, spróbowałem paru drzemek bez nastawiania budzika. Za każdym razem wszystko było w porządku, bez przesypiania, a przeciętnie budziłem się, pamiętając sen, po kwadransie od położenia się. Myślę, że mógłbym stopniowo przestać korzystać z budzika, przynajmniej w czasie dziennych drzemek.

Włączone Światła. Ostatniej nocy spróbowałem ucinać sobie drzemki przy lekkim oświetleniu zamiast w zupełnej ciemności, i wygląda na to, że to pomagało. Budziłem się bardziej odświeżony i mniej senny. Wciąż doświadczam nieco nocnej senności, co w pewien sposób ogranicza moje możliwości działania w tym czasie. Ciężko mi jest czytać dłużej niż przez 20 minut naraz w ciągu nocy bez zaśnięcia, ale mimo to mogę zajmować się innymi czynnościami. Wczoraj byłem w stanie pracować efektywnie od drugiej do siódmej rano (głównie pisałem).

Osobiste Przyzwyczajenie. Stopniowo przyzwyczajam się do snu polifazowego. Zdecydowanie zauważam, że czas wydaje się płynąć wolniej niż wcześniej. Ten listopad ciągnie się w ślimaczym tempie. Uczucie jest takie, jakby czas został w jakiś sposób rozciągnięty. Odległość między poniedziałkiem a piątkiem sprawia wrażenie dużo większej, ale i weekendy wyglądają na dłuższe. Wciąż jestem trochę podekscytowany tym wszystkim, więc jeszcze muszę wypracować jakiś konkretny sposób na wykorzystanie dodatkowego czasu. Moja codzienna rutyna została zmiażdżona, a teraz rzeczy takie, jak jedzenie czy prysznic robię nieregularnie. Kiedykolwiek, na przykład, wezmę prysznic, mam wrażenie, jakbym kąpał się kilka razy tego samego dnia, niezależnie od tego, ile czasu minęło od poprzedniego razu. Nie mam już tego poczucia, że pewne rzeczy powinienem robić o pewnych porach. Moje wykorzystanie czasu stało się o wiele bardziej chaotyczne, a dni przebiegają mi raczej na wyczucie niż według jakiegoś schematu. Na tę chwilę jest to dla mnie w porządku, bo wciąż doświadczam poważnych zmian i dostosowywania się, póki nadal wprowadzam poprawki i robię próby, tak więc myślę, że może być za wcześnie na ustalanie sobie nowego schematu, dopóki nie będę miał konkretniejszego poglądu na ten sposób życia. Wciąż realizuję niezłą porcję zadań, a parę osób narzekało że nie ostatnio nie nadążają za moim tempem publikowania.

Rozmyte Dni. Ciężej jest mi teraz myśleć w kategoriach pojedynczych dni. Czas sprawia wrażenie jakby płynął nieprzerwanie. Halloween było tydzień temu, ale na pewnym poziomie było po prostu wcześniejszą częścią „dziś”. Czasem nie wiem nawet, czym jest „dzisiaj” – nie ma dla mnie większej różnicy, czy jest to trzecia nad ranem w poniedziałek, czy czwarta po południu we wtorek. Odbieram upływające dni jako schemat wschodów i zachodów słońca i patrzenia, jak inni ludzie budzą się, działają zgodnie ze swymi dziennymi planami, i wracają do swojej hibernacji. Wrażenie jest takie, jakby się grało w jednoosobową grę RPS, gdzie Twoja stale aktywna postać porusza się w świecie NPC (postaci niegrające), które działają według przewidywalnych planów. Myślę, że gdyby usunąć z mojego środowiska te czynniki wyznaczające ramy dla zegara biologicznego, przestałbym w ogóle myśleć w kategoriach dni. To zdecydowanie jest dostosowanie, jakie jeszcze muszę zrobić.

Efektywność Kosztów. Zauważyłem, że sen polifazowy wygląda o wiele bardziej efektywnie pod względem kosztów niż sen monofazowy. Na przykład – większość moich największych wydatków, jak hipoteka czy ubezpieczenia, opera się na cyklach płatności miesięcznych, które nie mają powiązania z tym, ile godzin w danym miesiącu jestem aktywny. Tak więc jeżeli w każdym miesiącu działam przez 150 dodatkowych godzin, to średnio płace mnie za każdą z tych aktywnych godzin. Niektóre koszta, jak jedzenie czy prąd, wzrastają ze względu na dłuższą aktywność, ale ogólnie mniej kosztuje mnie utrzymanie tego samego poziomu życia w przeliczeniu na każdą godzinę, którą się cieszę. Wyobraź sobie, jakie by to było uczucie, gdyby Twoje miesięczne wydatki zmniejszyły się o 25%. Mniej więcej takie jest to wrażenie. Z mojej perspektywy wygląda to tak, jakby reszta świata doświadczała podatku od snu – wciąż musisz pokrywać pewne wydatki by za czas, w którym śpisz, ale musisz wykorzystywać na to godziny, kiedy jesteś na nogach.

Świadome Sny. Kilka godzin temu miałem pierwszy świadomy sen od początku eksperymentu. Miałem normalny sen podczas regularnej drzemki, a coś w tym śnie sprawiło, że zacząłem podejrzewać, iż śnię. Wkrótce byłem tego pewien, i wewnątrz snu obudziłem się do pełnej świadomości. Tym razem wybrałem eksperymentowanie z telekinezą, czego za wiele nie próbowałem w moich doświadczeniach ze świadomymi snami w ciągu ostatniej dekady (nie licząc latania). W moim śnie znalazłem się wewnątrz domu, więc mentalnie wziąłem obiekt (dużą świecę) i próbowałem przenosić ją w powietrzu za pomocą myśli. Działało to bardzo łatwo, i przez 5-10 minut bawiłem się w umysłowe przenoszenie różnych obiektów, dopóki nie obudziłem się naturalnie. Zauważyłem, że moja senna telekineza wydawała się działać na każdy obiekt pewną siłą w kierunku, w którym chciałem go poruszyć – jakby silny wiatr. Jeżeli chciałem odwrócić pęd obiektu, najpierw musiałem go wyhamować, zanim byłem w stanie poruszyć go w przeciwnym kierunku. Nie mogłem zastosować nagłych, zygzakowatych zmian prędkości. Musiałem też wywołać delikatne umysłowe odpychanie przeciw sile grawitacji, jeżeli chciałem by obiekt poruszał się po prostej poziomej linii – inaczej opadał on. Ta fizyka snu jest podobna do tego, czego doświadczyłem latając podczas świadomych snów – czuję się, jakbym stosował umysłową siłę, ale nadal muszę radzić sobie z pędem i grawitacją, jak w realnym świecie. Odkryłem też pewne postaci we śnie i próbowałem mentalnie nimi kierować i poruszać ich kończynami – działało to tylko do takiego stopnia, kiedy nie oponowały. Czułem się bardzo podobnie jakbym popychał osobę w realnym świecie. Ogólnie senna telekineza sprawiała wrażenie bardzo naturalnej. Sprawia to, że zastanawiam się, czy jest to coś, co moglibyśmy zamanifestować w naszym współdzielonym fizycznym świecie, gdyby dostateczna ilość ludzi skupiła się na myśleniu, by do tego doprowadzić. To zabawne, że dopiero wczoraj pisałem na ten właśnie temat, i już po kilku godzinach zamanifestowałem to dla siebie. Jeżeli nigdy nie doświadczyłeś świadomych snów, bądź świadom, że daje to wrażenia tak realne, jak zwykła świadomość, a czasem nawet bardziej realne.

Żadnych Więcej Objawów Problemów. Wszystkie wspominane wcześniej objawy problemów jak wrażliwość na temperaturę i doświadczanie delikatnych objawów przypominających przeziębienie znikły. Wspominałem już o tym wcześniej, ale chciałbym powiedzieć jasno, że nadal czuję się całkowicie normalnie bez żadnych nietypowych efektów ubocznych. Problemy te były widocznie tylko pozostałościami okresu adaptacji.

Brak Stresu. Ostatnio doświadczam zupełnego braku stresu, czuję się umysłowo i fizycznie bardzo zrelaksowany. Łatwo jest mi zasiąść do produktywnej pracy pomiędzy drzemkami. Nie wiem, czy jest to efekt snu polifazowego, bo miałem bardzo luźny plan w okresie adaptacji, na przykład żadnych z góry zapisywanych zobowiązań czasowych. W tym tygodniu sprawy zaczną wracać do wcześniejszego poziomu aktywności, ale ogólnie cały ten miesiąc wygląda dość lekko pod względem zobowiązań do załatwienia w określonym czasie. Dziś mam pierwsze spotkanie Toastmasters od początku eksperymentu.

Droga Przede Mną. Na razie zamierzam trzymać się snu polifazowego. Przeszedłem trudny etap fizycznego przystosowania, ale mam jeszcze do ukończenia osobiste dostrojenie się do sytuacji.. Chociaż początkowe fizyczne dostosowanie było wyzwaniem, to myślę, że większym długoterminowym wyzwaniem jest wprowadzenie koniecznej zmiany sposobu myślenia. Cała koncepcja bycia na nogach niemal bez przerwy wciąż jest mi obca, zwłaszcza, że otoczony jestem przez osoby śpiące monofazowo. Czasami mam wrażenie, że wypadłem z rytmu reszty świata – zwłaszcza nocą. Byłem też jednak trochę odizolowany w czasie dostosowania, celowo utrzymując dość luźny plan by mieć czas na przyzwyczajenie się. Myślę, że bardzo pomoże mi powrót do bardziej obładowanego, bardziej normalnego planu. Naprawdę nie mogę się doczekać na dzisiejsze wyjście na spotkanie Toastmasters. Ten eksperyment na pewno dostarczy masy treści do fascynującej przemowy.

Zamierzam wypuścić następny zapis nt. snu polifazowego za około tydzień, o ile nie zdarzy się do tego czasu coś poważniejszego. Wciąż otrzymuję masę maili na ten temat.

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Days 12-18

Zapis Snu Polifazowego – Dni 8-11

Kiedy mój eksperyment ze snem polifazowym okazał się iść tak dobrze, zdecydowałem się w ciągu paru ostatnich dni przeprowadzić trudniejszy test, by lepiej wyczuć możliwości i ograniczenia. Mogło to być nieco przedwczesne, biorąc pod uwagę, że trwa to dopiero tydzień, ale pojawiła się okazja i skorzystałem z niej.

Moja żona planowała wyjechać z miasta od piątku do poniedziałku, na wycieczkę do Los Angeles z naszą córką, żeby odwiedzić przyjaciół i krewnych. Początkowo zamierzałem zostać w domu z synem, ale postanowiłem wybrać się na wycieczkę, bo czułem, że będzie to dobry „test pod obciążeniem”, który pozwoli zobaczyć, jak praktyczny byłby sen polifazowy kiedy nie ma dostępu do łóżka przez całą dobę.

Cała nasza czwórka wróciła z wycieczki kilka godzin temu. Oto mój raport z wypadu z odniesieniem do snu polifazowego:

Nie byłem w stanie trzymać się na tej wycieczce regularnego polifazowego planu drzemek zawsze co cztery godziny, więc musiałem być bardziej elastyczny, czasem naciągając czas między drzemkami do ponad sześciu godzin, albo próbować uciąć sobie szybką drzemkę w samochodzie, kiedy żona wiozła nas z jednego miejsca w inne.

Mieszkaliśmy w domu jej rodziców, ale większość czasu każdego dnia spędzaliśmy daleko od tej domowej bazy. Udało nam się odwiedzić wielu przyjaciół, a także moich rodziców i siostry. Ponadto część naszej wycieczki zmieniliśmy w święto wegańskiego jedzenia, zachodząc do niektórych z naszych ulubionych restauracji, włączając w to Real Food Daily w Zachodnim Hollywood oraz nową wegańską restaurację o nazwie Madeleine Bistro w Tarzana. Na wycieczce jadłem zdecydowanie za dużo, zwłaszcza wegańskich deserów jak szarlotka z kremem kokosowym czy zapiekane banany.

Drzemki podczas wypadu musiałem robić wtedy, kiedy mogłem, czasami w samochodzie jadąc z jednego miejsca w inne.

Ogólnie byłem wręcz zdumiony jak dobrze to wszystko działało. Nie miałem problemu z funkcjonowaniem do sześciu godzin między drzemkami. Kiedy mijało około pięciu godzin bez snu, czułem delikatną potrzebę przespania się. Nie było to jednak w żadnym stopniu poczucie senności – raczej coś jak delikatna presja. Miałem powracające poczucie że to byłby dobry moment na drzemkę, ale to poczucie nie powodowało żadnego spadku moich możliwości działania czy zmęczenia, więc łatwo było odłożyć to na bok do momentu, kiedy w końcu mogłem się zdrzemnąć. Zauważyłem, że kiedykolwiek byłem w sytuacji, gdzie spanie nie byłoby dobrym pomysłem (jak podczas obiadu z kimś), odbierałem sygnał do drzemki, ale to było wszystko. Później, kiedy byłem w miejscu, gdzie mogłem się przespać, to właśnie wtedy odczuwałem silniejszą falę zmęczenia i byłem w stanie zasnąć niemal natychmiast, a po 15-20 minutach budziłem się wypoczęty. Było to tak, jakby moje ciało wiedziało, że nie mogłem spać, więc dawało mi tylko delikatne sygnały do momentu, w którym spanie miało sens.

Myśl o tym jak o sygnale, który dostajesz, kiedy musisz pójść do łazienki. Zaczynasz odczuwać pewną presję która mówi Ci, że pora już pójść, ale o ile nie wypiłeś za dużo, możesz na jakiś czas odłożyć to na bok, i po prostu wybrać się do tej łazienki, kiedy będzie Ci wygodnie. Potem, kiedy już zbliżasz się do łazienki i możesz w końcu sobie ulżyć, sygnał staje się bardzo silny i musisz zadziałać zgodnie z nim.

Nie zacząłem nigdy odpływać w środku rozmowy, ale kilka razy kiedy wróciliśmy z żoną do samochodu, szybko zasypiałem w czasie jazdy. Uważam, że te samochodowe drzemki były połowicznie regenerujące. Niewątpliwie byłem w stanie zasnąć, nawet siedząc prosto, ale nie miało to takiej siły regeneracji jak wtedy, gdy spałem w łóżku czy na sofie. Ale nawet tyle było wystarczające bym mógł „zrestartować się” i działać przez następnych parę godzin przed kolejną drzemką. Tyle tylko, że w okresie po samochodowej drzemce nie czułem się tak wspaniale. Wciąż było całkiem nieźle i czułem się w pełni na chodzie, ale czasami przez pierwszą godzinę bywałem nieco zaspany.

Żonglowanie drzemkami nie stanowiło problemu. Nie musiałem trzymać się ich tak ściśle, równo co cztery godziny. Ale kiedy przeciągałem czas między drzemkami w ciągu dnia, to w nocy czułem się bardziej zmęczony i musiałem to nadrabiać częstszymi drzemkami do rana. To było bardzo proste, bo wszyscy inni tak czy inaczej spali.

Funkcjonowanie nocą było bardzo ciekawe. Były to dość pracowicie spędzone dni wolne, ale dla mnie mniej niż dla żony, bo ja miałem całą noc na robienie tego, na co miałem ochotę. Wykorzystywałem ten czas w większości na czytanie i pisanie. W czasie wyjazdu napisałem nawet parę artykułów na blog, oba w środku nocy. W ten sposób było mi bardzo łatwo poradzić sobie z szybkim tempem wycieczki bez poczucia przytłoczenia. Moja żona jednak uważa, że tempo było nieco za szybkie. Każdego dnia musiała kłaść się spać zaraz po tym, jak wróciliśmy do domu, a kiedy tylko wstawaliśmy rano, w ciągu godziny byliśmy już zwarci i gotowi do dalszej drogi. Dla niej jedynym wolnym czasem było spanie. Ale ja czułem się, jakbym miał o wiele więcej wolnego czasu, a wakacje wyglądały mi na dłuższe.

Zauważyłem też, że na tej wycieczce bywałem bardziej głodny, więc często jadałem między drugą a czwartą nad ranem. Wygląda na to, że trochę podkręcało to poziom mojej energii w tamtym czasie.

W czasie tego weekendu miała miejsce zmiana czasu, która nie sprawiła mi żadnych kłopotów. Tak czy inaczej plan drzemek miałem nieregularny; sypiałem głównie wtedy, kiedy czułem taką potrzebę, a nie według wcześniej ustalonego schematu. Zmiana czasu sprawiła tyle, że jedna noc wydawała się nieco dłuższa, jako, że wszyscy spali o tę godzinę dłużej.

Widzę, że zawsze jestem w stanie spać podczas drzemki, zasypiając zazwyczaj w ciągu paru minut. Teraz normą jest dla mnie położyć się, zasnąć, oraz obudzić się pamiętając sen; wszystko zamykając w 15 minutach albo mniej. Nie jest to więc jakaś wielka przerwa Wrażenie jest raczej jakby to była przerwa na odpoczynek, a nie cały okres snu. Byłem też zdumiony, jak łatwo byłem w stanie zdrzemnąć się w samochodzie, podczas, gdy moja żona prowadziła. Normalnie byłem w stanie zdobyć się w takiej sytuacji na bardzo płytki sen, o ile nie byłem zmęczeniem doprowadzony do ostateczności. Ale zauważyłem, że kiedy potrzebowałem tych drzemek, moje ciało po prostu przestawiało się na sen, a ja w naturalny sposób budziłem się 15-20 minut później.

Ogólnie stwierdziłem, że sen polifazowy jest bardzo praktyczny i w dużym stopniu daje się adaptować do sytuacji. Byłem pod wrażeniem tego, jak łatwo dostosowywałem się do potrzeb chwili w czasie tej wycieczki. Ponieważ mogłem przesuwać drzemki, a nawet naciągać czas pomiędzy nimi, byłem w stanie dopasować drzemki do planu dnia, zamiast naginać plan dnia by pasował do wcześniej przyjętego planu drzemek. To była po prostu kwestia sypiania wtedy, kiedy mogłem sobie na to pozwolić. Do tego zawsze wiedziałem, że w razie potrzeby mogę nocą spać częściej.

Sen polifazowy daje zupełnie inne odczucia niż normalny sen. Ponieważ drzemki są tak krótkie, nie jest to ani trochę podobne do wyłączania się na całą noc. Ucięcie sobie drzemki daje poczucie po prostu zaspokajania nawracającej potrzeby biologicznej. Jak wspomniałem wcześniej, przypomina to wyjście za potrzebą do łazienki. Myślę, że mogę zechcieć poluzować trochę sztywny plan drzemek i spróbować spania po prostu wtedy, kiedy poczuję taką potrzebę. Chociaż możnaby też chadzać do łazienki by sobie ulżyć według ustalonego planu, wydaje się to dość głupie. Czasami chce się chodzić częściej, a czasami rzadziej. Tak więc myślę, że wypróbuję to samo podejście ze snem polifazowym i po prostu pozwolę, by moje ciało dawało mi znać kiedy potrzeba się przespać. Myślę, że może to dać lepsze rezultaty niż trzymanie się sztywnego planu drzemek. Ta wycieczka przekonała mnie, że drzemki nie muszą być sztywno zaplanowane.

Kiedy dziś wróciłem z wyjazdu, zastałem masę oczekujących maili, z czego około 90% dotyczy eksperymentu. Nawet z dodatkowym czasem do dyspozycji, miałbym problem by odpowiedzieć bezpośrednio na wszystkie te maile, ale byłem przynajmniej w stanie wszystko to przeczytać. Przykro mi, że nie mogę napisać każdemu osobistej odpowiedzi, ale tu i teraz odniosę się do najpowszechniejszych pytań.

Noc a Dzień: Jednym z dobrych pytań było czy moje okresy czujności są podobne w dzień i w nocy. Czy dają podobne odczucia, czy też czuję efekty zmian między dniem a nocą? Odpowiedź jest taka, że istotnie odczuwam efekty pewnego rodzaju rytmu dziennego, chociaż nie są one tak silne, jak w ubiegłym tygodniu. Największą różnicą jest to, jak odczuwam wpływ nadchodzącej drzemki. W czasie dnia, jak wcześniej wspominałem, doświadczam poczucia delikatnego poszturchiwania by uciąć drzemkę, ale nie ma senności czy utraty funkcjonalności. Po prostu wiem, że pora się zdrzemnąć. Ale nocą nie odczuwam tego delikatnego „poszturchiwania”; zamiast tego robię się senny i zaczynam tracić zdolność funkcjonowania jeżeli pozostaję na nogach (spadek koncentracji, niski poziom energii, przysypianie). To drugie wrażenie było moim normalnym sposobem stawania się zmęczonym kiedy spałem monofazowo – kiedy zostawałem na nogach do późna, stopniowo stawałem się coraz bardziej senny. Ale to wcześniejsze wrażenie występujące w ciągu dnia jest nowe; nie doświadczałem tego dopóki nie przestawiłem się na sen polifazowy. Wychodzi na to, że w dzień nie występuje żadna senność, a zamiast niej to delikatne poszturchiwanie. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale w efekcie mogę dość łatwo naciągnąć czas między drzemkami w ciągu dnia, ale jest o wiele, wiele trudniej jest opóźnić drzemki w nocy.

Po pobudce z drzemki czuję się mniej więcej tak samo w dzień, jak i w nocy, ale stwierdzam, że drzemki dzienne są bardziej odświeżające. Ogólnie za dnia jestem bardziej czujny i pełen energii.

W ciągu dnia poziom energii sprawia też wrażenie bardzo stabilnego. Czujność między drzemkami nie skacze jak na jojo. Przed drzemką jestem tak samo czujny jak po. Ale nocą nie jest tak stabilnie ze względu na wzrastającą senność między drzemkami. Tak więc w nocy najlepiej czuję się 10-20 minut po drzemce, ale im dłużej jestem na nogach, tym bardziej senny się robię. Nocą mam do dyspozycji dwie całkiem niezłe godziny po pobudce z drzemki, ale później moja czujność zaczyna spadać, zwłaszcza, kiedy czytam. Ten efekt ogranicza się jednak tylko do okresu między pierwszą a piątą, więc nie jest to cała noc. Zazwyczaj po północy czuję się po prostu w porządku, a wpływ wschodu słońca również podkręca moją energię.

Jednak naprawdę uwielbiam tę stabilność energii i czujności między szóstą rano a północą. Mogę być zajęty przez cały dzień i czuć taką samą aktywność umysłu o dwudziestej trzeciej, jak o ósmej rano. Nie odczuwam równomiernego spadku mojej zdolności koncentracji w ciągu dnia. Wszystkie godziny sprawiają wrażenie topowej wydajności. Ale śpiąc monofazowo, po obiedzie nie byłem specjalnie produktywny. W tym czasie mój mózg był jakby wyssany ze wszystkich zasobów, zwłaszcza, jeżeli wcześniej pisałem dużo. Sen polifazowy wydaje się generować silne wzmocnienie wytrzymałości umysłowej. Mam nadzieję, że znajdę sposób, by rozszerzyć to również na całą noc, ale nawet bieżąca sytuacja jest doprawdy piekielnie zdumiewająca.

Zamierzam niedługo podkręcić trochę intensywność ćwiczeń (jak na razie w czasie eksperymentu ograniczałem się do jogi i spacerów), więc zobaczę, jak to zadziała. Myślę, że gdybym robił jakieś ćwiczenia areobowe w nocy, mógłbym podnieść poziom energii między pierwszą a piątą, kiedy doświadczam najwięcej senności. Jednej nocy ćwiczyłem jogę o godzinie drugiej i zauważyłem, że bardzo pomogło mi to zwalczyć problem senności. Podejrzewam, że senność może być powiązana z faktem, iż nocą więcej siedzę. Żona i dzieci w tym czasie śpią, więc nie jestem taki aktywny. Jeżeli zwiększę aktywność fizyczną, mogę zauważyć zmiany w zachowaniu się energii w tym czasie.

Zamierzam wypróbować trochę treningu siłowego i kalisteniki żeby zobaczyć, jak moje ciało będzie się regenerowało po takim wysiłku. Czy zauważę, że jestem podobnie obolały na początku? Czy zauważę przewidywany wzrost siły w okresie tygodni i miesięcy, tak, jakby to miało miejsce przy śnie polifazowym? Czy będę dostarczał sobie dość wypoczynku by moje ciało mogło przeprowadzić niezbędne naprawy?

„Nature” Na Temat Snu: Kilka osób odesłało mnie do specjalnego wydania czasopisma „Nature” na temat snu. Nie czytałem tego sam, ale dodam tutaj jako źródło dla tych, którzy chcą poczytać więcej na temat snu.

Co ze snem nie-REM? Odkąd nie dostarczam sobie takich ilości snu innego niż REM jak wcześniej, wiele osób zastanawia się nad długoterminowymi efektami. Niektórzy mówili mi, że słyszeli o ważnych korzyściach, jakie przynoszą te inne fazy snu. Jestem pewien, że istnieją korzyści powiązane z innymi fazami snu, ale nie czuję by było to znaczące w przypadku mojego eksperymentu, ponieważ nie mówi mi to jak moje ciało czy umysł zaadaptują się do nieobecności tych faz. Wiele rodzajów jedzenia jest również korzystnych, ale ich nieobecność w diecie nie powoduje problemów, bo ciało radzi sobie po prostu dobrze bez nich. Tak więc właściwym pytaniem jest jak krytyczne są te inne fazy snu. Czy wywołują one jakiekolwiek korzyści nie do zastąpienia? Nie pomaga mi wiedza, co ciało robi w czasie tamtych faz snu. Co potrzebuję wiedzieć, to to co ciało robi pod ich nieobecność. Czy znajduje inne sposoby na wygenerowanie tych samych korzyści? Czy te korzyści są na tyle nieistotne, że można z nich zrezygnować? Nie wiem, ani nie sądzę, by aktualnie ktokolwiek znał odpowiedź. Częściowo dlatego chciałem podjąć się tego eksperymentu. Jeżeli zacznę wariować, mam setki tysięcy odwiedzających miesięcznie, którzy mogą powiedzieć mi, że plotę bzdury. 🙂

Inne pytanie, jakie należy zadać to czy sen polifazowy generuje nowe korzyści, czy nie. Tak, że może to Wy, którzy śpicie monofazowo, pozbawieni jesteście pewnych fizjologicznych korzyści właśnie teraz, i nawet o tym nie wiecie. W rzeczywistości, zaczynam już podejrzewać, że to może być prawda. Zauważyłem, że w okresach normalnej czujności spędzam o wiele więcej czasu w stanie alpha. Ten zrelaksowany stan umysłu jest mi dobrze znany z ćwiczeń relaksacyjnych i medytacyjnych. Czuję, że w ciągu ostatnich kilku dni spędzałem w stanie alpha znacznie więcej czasu, niż w stanie „zwykłej” świadomości beta. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy to jest rzeczywistość, czy tylko moje postrzeganie – żeby być pewnym, potrzebowałbym EEG – ale zdecydowanie czuję się fizycznie zrelaksowany i o jasnym umyśle bez żadnej umysłowej gadki czy szumu. Stany alpha są prawdopodobnie świetne, jeśli chodzi o kreatywność. Może to być więc ukryta korzyść. Może to też pomóc wyjaśnić zadziwiającą kreatywność Leonarda da Vinci, jako że przez część życia stosował on prawdopodobnie sen polifazowy. Był też wegetarianinem.

Pora na drzemkę, a potem czas zająć się Halloween dla dzieciaków…

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Days 8-11

Zapis Snu Polifazowego – Dzień 7

Właśnie kończy się mój pierwszy tydzień ze snem polifazowym. Minęło ponad 175 godzin od ostatniej w pełni przespanej nocy.

Wszystko nadal idzie dobrze. Dziś było nawet lepiej niż wczoraj. Koniec z umysłową mgłą. Koniec z ograniczonym refleksem. Dziś po raz pierwszy od tygodnia prowadziłem samochód – bez żadnych problemów. To jest naprawdę zdumiewające, biorąc pod uwagę, że przez cały ostatni tydzień spałem mniej niż 20 godzin, i nigdy dłużej niż pół godziny naraz, Na pewno nie odczuwam niedoboru snu… wręcz przeciwnie.

Wciąż robię sobie tę siódmą drzemkę o trzeciej nad ranem, kiedy senność uderza, ale zaczyna ona raz za razem sprawiać wrażenie coraz mniej potrzebnej, także jest szansa że wkrótce będę w stanie sobie ją darować.

Dziś zacząłem nastawiać czasomierz na 25 zamiast 30 minut drzemki. Wydaje się, że działa to lepiej. 30 minut to za dużo; często jestem już po fazie REM albo w ogóle budzę zanim zadzwoni budzik.

Zamierzam kontynuować przez kolejny pełny tydzień zanim zacznę wyciągać długoterminowe wnioski. W wolnych chwilach jeszcze przez jakiś czas będę nadal publikował zapisy snu, kiedykolwiek będę miał coś nowego do dodania, chociaż nie będę już pisał codziennie. Zapisy będą jak zwykle publikowane w kategorii „sen”.

Wraz z żoną nabijamy się z siebie wzajemnie odkąd rozpoczął się eksperyment. Ona nazywa moje zwyczaje „polidrzemkowaniem”, a ja o jej nocny sen zwę hibernacją. Kiedy otulam ją wieczorem, mawiam: „Do zobaczenia na wiosnę!”. 🙂

Jeden z czytelników przesłał mi link do artykułu w dzisiejszym „UK Guardian”, w którym mowa o powiązaniach między sposobem snu a dietą u zwierząt. Szczególne odniesienie do mojego eksperymentu miał ostatni akapit:

Jerome Siegel z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles opisuje w czasopiśmie „Nature today” w jaki sposób dieta i styl życia wywierają ogromny wpływ na to, jak wiele zwierzęta śpią. Mięsożercy większość dnia spędzają drzemiąc, wszystkożercy uzyskują przeciętną ilość snu, a roślinożercy ucinają drzemki wtedy, kiedy mogą sobie na to pozwolić. „Te wnioski wyjaśniają dlaczego niektóre zwierzęta potrafią przetrwać i rozmnażać się w optymalny sposób mając do dyspozycji tylko kilka godzin czujności, podczas gdy inne muszą jeść cały dzień oraz mają ograniczony czas na sen.”, powiedział.

Ciekawe. Jako, że jestem roślinożercą (tzn. weganinem), może to to dało mi fory w przestawianiu się na sen polifazowy. W porównaniu z opublikowanymi doświadczeniami innych ja miałem zauważalnie łatwiejsze przejście. Bez wątpliwości stwierdziłem, że kiedy po raz pierwszy zostałem wegetarianinem w roku 1993, potrzebowałem mniej snu by czuć się wypoczętym – było to w czasie, gdy byłem bardzo obłożony zajęciami kiedy starałem się ukończyć studia w trzy semestry. Nie przypominam jednak sobie zmiany nawyków związanych ze snem kiedy z wegetarianizmu przeszedłem na weganizm w 1997 r., ale to nie wyklucza takiej możliwości – mogłem po prostu nie zwrócić na to uwagi. Niektórzy ludzie uznali za bardzo ważne by odżywiać się tak zdrowo, jak to możliwe, by przestawić się na sen polifazowy. Ja jednak wcale nie zmieniłem swojej diety w okresie adaptacji, ani nie doświadczyłem dziwnych napadów smaku na coś, o jakich wspominali inni. Zastanawiam się czy istnieje silny związek pomiędzy powodzeniem w przejściu na sen polifazowy a byciem na opartej głównie na roślinach diecie. Wszelkie te sytuacje, kiedy inni mieli wielką na coś ochotę tyczyły się pewnych pokarmów roślinnych jak winogrona. Moja rodzina kupuje winogrona każdego tygodnia, więc są one już w mojej diecie powszechne.

Mogę się z pewnością zastanowić jak cięższe posiłki zawierające produkty zwierzęce mogłyby sabotować przejście na sen polifazowy. Po pierwsze musisz sobie radzić z wolniejszym i bardziej wymagającym energetycznie procesem trawienia, a po drugie hormony takie, jak rBGH wpływają na Twoją gospodarkę hormonalną. Według mnie są spore szanse, że będzie to zakłócać próby uzyskania właściwego snu REM.

We wcześniejszych wpisach na blogu wspominałem, że eksperymentowałem z modelem osiągania celów „intencja-manifestacja”. Zacząłem dawać sobie spokój z modelem załatwiania spraw przyczyna-i-skutek i zacząłem zabawiać się z ustanawianie pewnych celów które uważałem za niemożliwe lub skrajnie nieprawdopodobne. Ale zamiast martwić się o środki do ich zrealizowania, po prostu skupiałem się na intencji i decydowałem się pozwolić, by szczegółami zajął się wszechświat. Kilka dni później wyglądało to jakbym na boczny tor podjęcia się tego eksperymentu ze snem polifazowym. Ale jako, że eksperyment wydaje się toczyć z sukcesem na dużą skalę, teraz spoglądam wstecz i widzę jak wręcz idealnie ten polifazowy eksperyment może być częścią manifestacji tamtych nowych intencji.

To jest wkurzająco dziwne. Czy możesz wyobrazić sobie, że zapisujesz sobie „opanować sen polifazowy” jako jeden z kamieni milowych swojego pisemnego planu osiągnięcia jakiegoś celu? Coś takiego byłoby niepojęte, gdybyś używał ściśle modelu załatwiania spraw przyczyna-i-skutek. Mógłbyś równie dobrze zanotować krok opisany: „I tu dzieje się magia.”. Ale pozwalając wszechświatowi na zajęcie się szczegółami, zamiast próbować samemu kontrolować proces manifestowania tych celów, otworzyłem się na uzyskanie rozwiązania dalece wykraczającego poza cokolwiek, co mógłbym zaplanować. Przeskoczenie do snu polifazowego daje mi absolutne bogactwo użytecznego czasu, a także sprawia, że falami spływają inne efekty uboczne które przenoszą tamte intencje z niemożliwego w możliwe.

Jako część tych intencji załączyłem wyrażenie „…dla największego dobra wszystkich”, mając na myśli, że nie chciałem, by intencja zamanifestowała się jeżeli nie mogłoby to nastąpić w taki sposób, który służyłby większej sprawie. Z pewnością opanowanie snu polifazowego wpisuje się w tę intencję. Daje mi jeszcze więcej czasu na pracę nad moimi celami, na wniesienie czegoś od siebie, a nawet na publiczne dzielenie się szczegółami tego eksperymentu, co może być przydatne dla innych.

Czy było to efektem zamanifestowanym przez moją podświadomość, czy może jest w tym element nadświadomości (jak wspomniałem w podcaście nr 5)? Czy to po prostu zbieg okoliczności? Uważam, że im bardziej wierzę w element nadświadomości, tym lepiej zdaje się on działać.

Tak więc teraz, kiedy jestem weganinem, polidrzemkowcem, leworęcznym, daltonistą, uprawiającym świadome sny, filozofującym, wysoko zmotywowanym blogero-pisarzo-mówco-podcastowco-programisto-przedsiębiorcą, którą część normalności powinienem spróbować wykręcić na lewą stronę w następnej kolejności?

Może powinienem spróbować czegoś związanego z finansami, na przykład sprawdzając jak szybko jestem w stanie zarobić dodatkowy milion dolarów, zaczynając może z początkowym stanem konta rzędu tysiąca dolarów albo mniej. Mogłoby być z tym wiele frajdy, zwłaszcza, gdybym spróbował podejść do tego poprzez model intencja-manifestacja. A jeszcze mógłbym publikować aktualizowane zapisy by utworzyć pełną szczegółów rozpiskę. Może po drodze robiąc kawał roboty w dobrych sprawach. Jestem pewien, że moja żona bardzo by mnie wspierała w tego typu eksperymencie. 🙂

Pomyślę nad tym przez jakiś czas – zdecydowanie będę potrzebował jakichś większych wyzwań, dysponując całym tym dodatkowym czasem.

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Day 7

Zapis Snu Polifazowego – Z Perspektywy Żony

Moja żona, Erin, ma unikalny punkt widzenia na mój eksperyment ze snem polifazowym, którym chciała się podzielić, także reszta wpisu należy do niej. 

Możesz zastanawiać się, jak to jest żyć ze Steve’em kiedy realizuje on swój eksperyment ze snem polifazowym. Pozwól, że Ci powiem…

Kiedy po raz pierwszy przyszedł do mnie z tym pomysłem, gotowa byłam go zbyć, jakby była to przelotna myśl czy pomysł. Nie sądziłam, że bierze to na serio. Ale kiedy zaczął głośno myśleć o tym, jak dopasować nasze plany by zrekompensować potrzebę drzemek, uruchomił mi się alarm pt.: „och, ach, on się znowu wkręca!”. Rozpracował to wszystko, co jest dla mnie pewnym znakiem, że mówi poważnie. Steve nigdy nie robi nic na pół gwizdka. Całkowicie zanurza się w danej sprawie tak, by móc tak trafnie jak to możliwe odpowiedzieć sobie na pytanie jak to rzeczywiście jest. Nie jest amatorem, tak to ujmijmy.

Postanowił, że pora na drzemkę będzie o pierwszej w nocy, piątej i dziewiątej rano oraz pierwszej i piątej po południu i dziewiątej wieczorem. Doszliśmy do wniosku, że przy naprawdę niewielkim dopasowaniu naszej codziennej rutyny mógłby rzeczywiście zastosować ten schemat. Ale obawiałam się o bezpieczeństwo eksperymentu. Po prostu nie wyglądało to na zdrowe. Nie mógł on właściwie wskazać mi wielu osób, które z powodzeniem tego dokonały, i z pewnością nikogo, kto ponadto musiał brać pod uwagę żonę i dzieci. Obawiałam się bardzo, że będzie cierpiał na niedobór snu, ale kiedy wyjaśnił mi że przy każdej drzemce będzie uzyskiwał sen REM, dostrzegłam że może to zadziałać.

Wciąż byłam oporna względem pomysłu. Nie mogłam sobie wyobrazić dlaczego chciałby być na nogach przez całą noc i naprawdę nie widziałam zbyt wiele korzyści. Wtedy powiedział mi, że dzięki całemu temu dodatkowemu czasowi, jaki miałby w środku nocy, mógłby zajmować się takimi rzeczami jak gotowanie, sprzątanie i pisanie mi długich wierszy o miłości (ok, bez tego ostatniego, ale dziewczyna może sobie pomarzyć, nie?). Stwierdziłam, że jest dużym chłopcem i jeżeli rzeczywiście tego chce, to ja powinnam wspierać go na tyle na ile to możliwe. Ustaliliśmy nowy plan i eksperyment się rozpoczął. Powiedziałam mu, że jeżeli będzie chodził za mną i dzieciakami z toporem i zacznie wyglądać jak Jack Nicholson w Lśnieniu, to eksperyment natychmiast się zakończy. Powiedziałam mu też, że jeżeli znajdę go na dachu gotowego do „lotu”, to będzie skończony. Zgodził się, że gdyby zdrowy rozsądek zaczął go opuszczać albo nie osiągałby snu REM podczas większości drzemek, to przerwie eksperyment.

Jak można przeczytać w poliblogowych zapisach (czy czymkolwiek one są) – radzi sobie naprawdę dobrze. Nie uwierzyłabym, gdybym nie zobaczyła tego na własne oczy. To takie dziwne uczucie, kłaść się spać na noc wiedząc, że on będzie niemal przez cały czas na nogach. Właściwie to czuję się trochę jakby winna że tyle czasu śpię. Czasami w środku nocy budzę się, patrzę na zegar i zastanawiam się, co robi. Pewnej nocy obudziłam się i poczułam ziemniaczane curry. Chciałam wstać i wziąć trochę właśnie tu i teraz!

Są zalety (nasza lodówka wypełniona jest to granic możliwości), były też wyzwania (nie ma do kogo się przytulić w nocy), ale ogólnie jestem bardzo dumna, że udało mi się wytrzymać by zobaczyć, czy będą długoterminowe korzyści. Czasami robi sobie ze mnie żarty, że tak długo śpię; zrobił się trochę spaniowym snobem. Ale po przeżyciu ze Steve’em prawie dwunastu lat wiem jedno… on nigdy nie przestanie się rozwijać, nigdy nie przestanie robić wszystkiego, co tylko możliwe, nigdy nie przestanie kwestionować normy. I nie chciałabym go innego.

Źródło: Polyphasic Sleep Log – A Wife’s Perspective

Sen Polifazowy – Odpowiedź Na Zapytania Czytelników

Pora odnieść się do pytań/kwestii poruszonych przez czytelników w odniesieniu do eksperymentu ze snem polifazowym.

Więcej Szczegółów Na Temat Drzemek: Przy polifazowym planie snu podczas każdej drzemki śpię około 15-20 minut. W momencie, kiedy się kładę, nastawiam na 30 minut alarm odliczający czas w dół. Zazwyczaj na zaśnięcie potrzebuję 5-10 minut, a aktualnie budzę się około 5 minut przed budzikiem (przeciętnie). Jak dotychczas mój rekord jeśli chodzi o położenie się, zaśnięcie, sen plus pobudka (pamiętając ten sen) wynosi 13 minut. Rezerwuję pełne pół godziny na drzemki ze względu na czas potrzebny by położyć się do łóżka i z niego wstać, oraz na zaśnięcie. Ale rzeczywisty czas snu wynosi w sumie około dwóch godzin na dobę. Robi wrażenie.

Bazowy Sen: Bazowy sen stanowi okres dłuższego snu, często 3-4 godziny, jaki można zastosować w schemacie snu polifazowego. Możesz przyjąć na przykład okres bazowego snu w godzinach 2-5 rano, a potem robić trzy-cztery drzemki w ciągu dnia. Niektórzy ludzie spierają się, że to pozwala uzyskać pewne ilości wszystkich faz snu, jakie uzyskuje się przy śnie monofazowym, jako że uzyskujesz przynajmniej parę tych pełnych 90-minutowych cyklów snu każdego dnia. Inni twierdzą, że sen REM jest jedyną istotną fazą snu, także bazowy sen nie jest potrzebny. Masz również możliwość „restartowania systemu”, raz na parę tygodni kładąc się spać na osiem czy więcej godzin. Myślę, że dodanie bazowego snu może być ciekawym wariantem do wypróbowania później, ale wyobrażam sobie, że byłoby trudniej zaadaptować się do snu polifazowego, gdyby włączyć do niego sen bazowy od samego początku. Myślę, że masz wtedy większe szanse na przesypianie, a adaptacja może potrwać dłużej, gdyż wciąż każdego dnia uzyskujesz te pełne 90-minutowe cykle snu zamiast całkowicie je wyeliminować. Nie jest to tylko moje zdanie, ale też obserwacja innych osób które próbowały od początku zastosować sen bazowy – przesypianie jest bardzo powszechne, co wydłuża okres adaptacji. Czysta polifazowość może wyglądać na cięższą, ale myślę, że w rzeczywistości jest łatwiejsza.

Dłuższe Okresy Snu: Czy byłoby łatwiej gdyby spróbować snu polifazowego z dłuższymi drzemkami, na przykład 40 minut każda? Niekoniecznie. W rzeczywistości, z tego, co czytałem, tak naprawdę byłoby trudniej. Jeżeli śpisz dłużej niż 20 minut, przechodzisz poza fazę REM do innych (głębszych) faz snu. Obudzony w trakcie fazy REM będziesz czuł się odświeżony i czujny. Ale budząc się w trakcie innej fazy snu, jak sen delta, czuć się będziesz ospały i senny. 40-minutowa drzemka może zapewnić Ci nieco więcej snu REM, ale są spore szanse, że faza ta minie, a Ty obudzisz się zmęczony, co może zachwiać całym cyklem. Kiedy zadzwoni budzik, będziesz po prostu chciał wrócić do spania. Myślę więc, że ryzyko przesypiania będzie znacznie większe. Nie zakładaj, że więcej snu = więcej energii i czujności. Takie założenie zdecydowanie nie jest ani trochę prawdziwe, nawet przy śnie monofazowym. Ze snem o wiele bardziej chodzi o jakość, nie o ilość.

Przesuwanie Pór Snu: Z jaką elastycznością można przesuwać pory drzemek? Nie wiem. Jak na razie dość ściśle trzymam się ustalonych godzin, zawsze robiąc drzemki w zakresie plus minus piętnastu minut od określonych godzin, nigdy też nie pominąłem zaplanowanej drzemki (chociaż dodałem parę nieplanowanych wczesnymi rankami, jak wspominałem w poprzednich zapisach). Ale często czuję, że mógłbym opóźnić drzemkę przynajmniej o godzinę. Zastanawiam się, co by się stało, gdybym trzymał się dalej sumy sześciu drzemek na dobę, ale zebrał ich więcej nad ranem kiedy jestem najbardziej senny, a pozostałe rozmieścił luźniej w ciągu dnia, kiedy jestem normalnie na chodzie. Nie próbowałem tego jeszcze, ale prawdopodobnie w którymś momencie spróbuję. Podejrzewam, że ta metoda spania wraz z większą praktyką może też stać się bardziej elastyczna. Ale to wymagać będzie nieco eksperymentowania, może też prawdopodobnie różnić się u różnych osób zupełnie tak, jak różnie jest ze zwyczajami spania monofazowego. Może to zabrać miesiące prób i błędów. Codziennie wciąż dostrzegam zmiany, także myślę, że jestem w końcowej fazie adaptacji. Chcę wyczuć nieco stabilnych punktów odniesienia zanim wezmę się za dalsze eksperymentowanie.

Praktyczność: Jest to prawdopodobnie najpoważniejsza obawa osób poważnie rozważających spanie polifazowe. Niektórzy ludzie po prostu nie mają stylu życia, który mógłby to wytrzymać. Twoje dostępne możliwości w tym przypadku powinny być oczywiste: 1) Trzymać się bieżącej rutyny i zapomnieć o śnie polifazowym; 2) Zmienić swoją aktualną rutynę by wpasować sen polifazowy; 3) Kompromis (wypróbować różne warianty snu polifazowego, dodając na przykład sen bazowy i ograniczając ilość drzemek, a także trochę przebudować plan dnia). Ja wybrałem opcję drugą. Nie ma dobrej czy złej odpowiedzi. Z definicji sen polifazowy oznacza, że będziesz robić wiele drzemek w ciągu 24-godzinnego okresu oraz spędzać więcej czasu czynnie w ciągu nocy. Ale też uzyskasz kilka dodatkowych produktywnych godzin każdego dnia. Musisz więc zdecydować czy ta wymiana ma dla Ciebie sens. Ja wciąż nie podjąłem decyzji na dłuższą metę, jako, że teraz poświęcam się jedynie robieniu tego w charakterze eksperymentu (przynajmniej do Halloween). Ale już teraz jestem mocno za kontynuowaniem. Nie podejmę żadnej długoterminowej decyzji dopóki sprawy się nie ustabilizują. Jeśli chodzi jednak o praktyczność, musisz zdać sobie sprawę, że zawsze w razie potrzebny możesz na jakiś czas przestawić się z powrotem na sen monofazowy. Czytałem, że ponowna adaptacja do snu polifazowego jest łatwiejsza niż za pierwszym razem.

Dostosowanie Rodziny: Udało mi się z łatwością pogodzić sen polifazowy ze sprawami rodzinnymi ze względu na moją szczególną sytuację. Wraz z żoną codziennie pracujemy w domu, więc nie było ciężko dopasować się pod względem planu pracy. W ciągu dnia na drzemkę wskakuję do sypialni, a nocą sypiam na kanapie. Jest jednak trochę dopasowywania się w kwestiach związku. Najdziwniejszą częścią jest to, że teraz istnieją długie okresy w których ja jestem aktywny, ale żona i dzieciaki śpią. Czuję się, jakby cała moja rodzina była zahibernowana. Jestem przyzwyczajony do spędzania całego dnia w domu/pracy z żoną, więc teraz dziwnie jest mieć taki długi odcinek czasu, w którym jej nie widzę. Spędzamy razem tyle samo czasu, ale procentowo względem moich wszystkich godzin aktywności – mniej. Dziwnie jest też w nocy nie spać z żoną w łóżku. Uważam to za wadę, ale biorąc pod uwagę, ile czasu normalnie spędzamy razem (dużo!), nie jest tak źle, jak mogłoby być dla niektórych ludzi. Myślę, że najwięcej przyzwyczajania wymaga ode mnie fakt, że teraz mam spory odcinek osobistego/samotnego czasu w nocy. Czy jest to dla Ciebie dobre, czy złe – to zależy od Twojej sytuacji i wyznawanych wartości. Mi osobiście dość się to podoba i dopiero zaczynam rozważać wszystkie rzeczy, jakie mogę z tym dodatkowym czasem zrobić. Jest to praktycznie odpowiednik dodatkowej pełnoetatowej pracy.

Zbyt Dziwne: Tak, to zdecydowanie jest dziwne. Nie ma wątpliwości. Jak wspominałem wcześniej, jeszcze bardziej dziwnie jest samemu to robić. Niektórzy ludzie obawiają się, że gdyby przestawili się na sen polifazowy, oddaliłoby to ich od reszty ludzkości. Sądzę, że zależy to od stopnia w jakim cenisz sobie podejście do życia na zasadzie „bezpieczeństwo w grupie” i „podążanie za stadem”. Jeżeli to w ten sposób zdecydowałeś się żyć, to sen polifazowy nie jest dla ciebie. Tak się zdarzyło, że ja wolę życie w stylu „idź tam, gdzie nie ma żadnej ścieżki i pozostaw za sobą szlak”, więc robienie dziwnych rzeczy dla mnie jest zupełnie normalne. W tym przypadku istniała przynajmniej pewna bardzo wąska, słabo oświetlona ścieżka, którą do pewnego punktu mogłem podążać. Dziwność jest jednak względna. Jeżeli pociągnę to przez rok, to będzie to dla mnie całkowicie normalne. W rzeczywistości, właśnie zaczynam widzieć sen polifazowy jak bardziej sensowny od monofazowego. Po pierwsze, wygląda na szalenie bardziej efektywny. Zaczynam myśleć, że inni ludzie są dziwni, kiedy spędzają tak wiele czasu leżąc w łóżkach każdego dnia. 😉

Zagrożenia Zdrowotne: Jeżeli są jakieś zagrożenia zdrowotne związane ze snem polifazowym, to z tego, co się orientuję, nic jeszcze na ten temat nie wiadomo i nie udokumentowano. Miej na uwadze że sen polifazowy nie jest ani trochę tym samym jak niedobór snu. Długoterminowe niekorzystne efekty zdrowotne niedoboru snu zostały przestudiowane i udokumentowane. Nie miało to miejsca jeśli chodzi o sen polifazowy, zwłaszcza biorąc pod uwagę różne jego odmiany. Z tego, co wiem, bieżące anegdotyczne dowody sugerują, że polifazowy jest zupełnie w porządku pod względem zdrowotnym, może nawet lepszy niż sen monofazowy. Miej na uwadze, że z natury rodzimy się przystosowani do snu polifazowego i przystosowujemy się do monofazowego. Jeżeli istnieją jakieś zdrowotne zagrożenia związane ze snem polifazowym, to z pewnością nie są one oczywiste. Na koniec, zamierzam uważnie przyglądać się temu, co moje ciało i umysł mi mówią. W tej chwili mówią: „Jak na razie – dobrze.”. W każdym razie głupio jest obawiać się nieznanych zagrożeń zdrowia kiedy wciąż wypełniasz swoje życie znanymi czynnikami zagrożenia jak cukier, alkohol, produkty zwierzęce, palenie, leki, nadmierny stres, nadwaga, brak ćwiczeń fizycznych, depresja, słuchanie polityków, czytanie tego bloga itd. 🙂

Nuda: Niektórzy mówią, że nie podjęliby się próby snu polifazowego gdyż znudziłby ich cały ten dodatkowy czas. Spotkałem się też z tym komentarzem u kilku osób, które podjęły się próby. Moje zdanie jest takie, że jeżeli Ci się nudzi, to tylko dlatego, że sam jesteś nudny. Wypełnisz ten dodatkowy czas większą ilością tego, czym sam jesteś. Odkąd ja jestem głęboko zaangażowany w rozwój osobisty, dla mnie dodatkowy czas oznacza więcej okazji do wzrostu, co jest dla mnie bardzo ekscytujące. Nigdy, przenigdy nie jestem znudzony, bo zawsze mam coś do roboty albo rozmyślam nad czymś, co głęboko mnie fascynuje. Jeżeli czujesz, że Twoje życie pozbawione jest sensu, to najprawdopodobniej od czasu do czasu doświadczać będziesz nudy. Ale żyj z ideą, która Cię inspiruje, a nuda zniknie z Twojego życia, niezależnie od tego, ile czasu masz do dyspozycji. Nuda wywodzi się też od strachu. Jeżeli żyjesz jak owca, zamiast jak lew, to często będziesz się nudził. Ale jeżeli żyjesz jak lew, to czasem będziesz głodny, ale nigdy znudzony. Ludzie robią się znudzeni kiedy swoje życia czynią zbyt ciasnymi na swojego ducha. Nuda jest oznaką, że poddajesz się strachowi zamiast brać od życia to, czego naprawdę chcesz. Przeczytaj „Odwagę By Żyć Świadomie”.

Drzemki Poza Domem: Myślę o wielu miejscach, w jakich możnaby się zdrzemnąć w razie potrzeby: parki, trawiaste obszary przy szkołach, szkolne biblioteki, własny samochód, plaża, pokój hotelowy, w samolocie, biurze czy na podłodze, w zatrzymanej windzie itd. Pamiętaj, że chodzi tylko o 20 minut właściwego snu, tak więc nie potrzebujesz pięciogwiazdkowych warunków. Mata do jogi czy koc może sprawić, że powierzchnia na której śpisz będzie bardziej wygodna. Myślę, że przy zastosowaniu pewnej kreatywności prawie zawsze będzie można znaleźć miejsce na drzemkę. Nie musisz zresztą ukrywać faktu, że jesteś polidrzemkowcem – nie robisz nic sprzecznego z prawem. Jeżeli wiesz że będziesz w sytuacji, gdzie może być ciężko uciąć sobie drzemkę, po prostu daj innym ludziom znać o Twoich zwyczajach związanych ze snem polifazowym i poproś o pomysły na miejsca gdzie można się przespać. Nie ma potrzeby być w związku z tym nieśmiałym. Po prostu dopasowuj się do sytuacji najlepiej jak potrafisz. 30-40 dodatkowych godzin aktywności może być wartych nieco niedogodności od czasu do czasu. Osobiście zaczynam myśleć, że ogólnie sen monofazowy jest znacznie mniej dogodny – zabiera po prostu o wiele za dużo czasu. Nikt nie jest taki moralny, jak neofita, nie? 😉

Brak Syndromu Zmiany Strefy Czasowej: Stosując sen polifazowy najprawdopodobniej nigdy więcej nie będziesz miał do czynienia z syndromem zmiany strefy czasowej, co stanowi pozytywny aspekt. Możesz wciąż doświadczać fizjologicznych efektów ubocznych związanych z oglądaniem światła słonecznego o innych porach w trakcie podróży, ale nie wyobrażam sobie, by mogły one być tak ciężkie jak wtedy, gdy próbujesz przestawić się przy śnie monofazowym. Myślę, że sen polifazowy z łatwością zaadaptuje się tak, że nie ma konieczności zmieniania podstawowego planu snu. Może to stanowić poważną korzyść jeżeli wiele podróżujesz między strefami czasowymi. Ponadto ze względu na to, że sumarycznie śpisz mniej, Twoje wakacje będą sprawiały wrażenie dłuższych – możesz realizować się w turystycznych zajęciach w ciągu dnia a potem cieszyć się nocnym życiem. Albo możesz kreatywnie połączyć podróże biznesowe z rekreacją, bo masz tak wiele dodatkowych godzin każdego dnia.

Energia: Wyjaśnijmy duże nieporozumienie. Mogłeś założyć, że będziesz czuł w sobie mniej energii kiedy śpisz tak wiele mniej. Jest to prawda przy ogólnym niedoborze snu, ale nie stosuje się do snu polifazowego. Przy niedoborze snu pozbawiasz się kluczowej fazy snu REM, ale przy śnie polifazowym warunkujesz swoje ciało do uzyskiwania więcej niż wystarczających ilości snu REM w bardzo wydajny sposób. Energia poleci na łeb na szyję w początkowym okresie adaptacji, ale potem wygląda na to, że powszechnym zjawiskiem jest doświadczanie nawet wyższego poziomu energii i czujności niż kiedykolwiek wcześniej. Dziś czuję się niesamowicie, lepiej niż czułbym się normalnie przy śnie monofazowym. Jestem całkowicie wybudzony, odświeżony, czujny i pełen energii i entuzjazmu. Z pewnością mogę przyzwyczaić się do tego topowego stanu jako do codziennej normy. Teraz mam wrażenie, że dużym poświęceniem byłoby wracać do snu monofazowego. Co byś powiedział na wycięcie sobie 30-40 godzin z każdego tygodnia i zmniejszenie trochę poziomu energii i czujności? Zdaję sobie sprawę, że możesz być uwarunkowany by wierzyć że więcej snu = więcej energii. Ale to po prostu nie jest prawda. Zapomnij o tym.

Zmuszanie Się: Podczas gdy prawdą jest, że przejście przez początkowy okres adaptacji wymaga zdyscyplinowanego przepychania się przez terytoria niedoboru snu, to właśnie tam te wysiłki się kończą. Teraz, gdy wychodzę już po drugiej stronie tego okresu adaptacji, nie czuję już bym się do czegoś zmuszał. Po prostu sypiam według innego planu, takiego, który z łatwością samodzielnie się utrzymuje. Nie ma poczucia wytężania się by pozostać na nogach czy odsuwać senność. Po prostu nie jestem senny. Właściwie to czuję się zupełnie naturalnie. Czyż nie spaliśmy wszyscy polifazowo, kiedy byliśmy niemowlakami? Czy niemowlęta muszą się zmuszać by trzymać się takiego planu snu? Nie, oczywiście, że nie. Pomyśl o tym – jeżeli spałbyś polifazowo, o wiele łatwiej byłoby zajmować się nowo narodzonym dzieckiem, jako, że tak czy inaczej byłbyś na nogach. Hmmm… może powinienem się postarać o kolejne dziecko by to sprawdzić. 🙂 Adaptacja do snu polifazowego jest jak zmiana jakiegokolwiek nawyku, jak na przykład rzucanie kawy. Może łączyć się z pewnym zmuszaniem siebie i trudem przez kilka dni, by złamać stary schemat, ale potem nowy sposób działania odczuwasz jako zupełnie normalny, nie wymaga stałego wysiłku. Dzień drugi to była walka. Potem było już z górki.

Nie wierzę Ci. Musisz koloryzować: Nie, to nie w moim stylu tak coś koloryzować. To się dzieje naprawdę.

Książki Na Temat Snu Polifazowego/Źródła: Jedyną książką w której mowa o śnie polifazowym, jaką znam to „Why We Nap” Claudia Stampiego. Sam nie czytałem, ale spotkałem się z odniesieniami do tej książki poszukując informacji na temat snu polifazowego. Nie pytaj mnie, dlaczego ta książka jest taka droga. Możesz też poczytać o śnie polifazowym za darmo na Wikipedii. Przejrzyj linki na końcu tego wpisu, znajdziesz tam zapisy doświadczeń innych osób. Możesz też dołączyć do grupy dyskusyjnej na Yahoo, gdzie spotkasz innych ludzi zainteresowanych tematem i dzielących się doświadczeniami. Ostatecznie, poszukaj czegoś o śnie polifazowym w Google.

Źródło: Polyphasic Sleep – Response to Reader Feedback

Zapis Snu Polifazowego – Dzień 6

Dzisiejszy dzień był jak dotychczas najlepszy. Poziom mojej energii i czujności wyraźnie podskoczył. Na ten moment powiedziałbym, że czuję się przynajmniej tak dobrze jak wtedy, gdy uskuteczniałem sen monofazowy (dziesiątka w skali 1-10). To wręcz nie do wiary, że czuję się tak zupełnie wybudzony, czujny i pełen energii śpiąc jedynie 2-3 godziny dziennie. Żałuję, że nie odkryłem tego dziesięć lat temu czy wcześniej.

Ostatniej nocy dalej potrzebowałem dodatkowej drzemki o trzeciej nad ranem (pomiędzy drzemkami zaplanowanymi na pierwszą i piątą). Około wpół do trzeciej doświadczyłem napływu ogromnej senności, więc znów zdecydowałem się na tę dodatkową chwilę snu. Jestem przekonany, że zasnąłem w ciągu minuty lub dwóch. Mimo to dostrzegam poważną poprawę, bo w ciągu pozostałych cykli z ostatniej doby byłem całkowicie wybudzony i czujny. Podejrzewam, że sprawa z ostatnim opierającym się cyklem będzie się poprawiać wraz z moim dostosowaniem się do bycia na nogach w ciągu całego dnia. Śpiąc monofazowo wstawałem zazwyczaj o piątej rano, tak więc cykl od pierwszej do piątej jest jedynym, w którym normalnie przez cały czas spałem. Moje ciało może po prostu potrzebować nieco czasu by przyzwyczaić się do bycia czujnym w tym czasie. Zauważyłem, że branie się za czytanie pod koniec nocnych cyklów, zamiast w ich początkach, bardzo pomaga w walce z sennością. Czytałem przez ostatnie 40 minut cyklu między dwudziestą pierwszą a pierwszą w  nocy, co zaprowadziło mnie do bardzo regenerującej drzemki o pierwszej, podczas której szybko zasnąłem.

„Umysłowa mgła” nadal się wycofuje. Czuję, że mój umysł jest dziś dużo bardziej jasny. Moja szybkość pisania i zdolności motoryczne też już prawie wróciły do normy.

Jedno, co zauważyłem, to to, że zamiast robić sobie dziennie listy rzeczy do zrobienia, jak miałem we zwyczaju, teraz dzielę planowane akcje według cyklów. Mam więc bardzo krótkie listy zadań na trzyipółgodzinne okresy pomiędzy drzemkami. A jako że dzień nie ma prawdziwego końca, proces jest ciągły.

Ponieważ czasy drzemek są tak krótkie (pół godziny max, z czego właściwego snu 15-20 minut), mam wrażenie, jakbym był na nogach przez całą dobę. Drzemki to po prostu krótkie przerwy w stanie – poza tym – ciągłej świadomości. Skutkuje to zupełnie nowym pojmowaniem czasu. Nie ma poczucia walki ze zmęczeniem przed nadejściem pory na wyłączenie się na noc. Mogę być w środku projektu, uciąć sobie drzemkę, i wrócić prosto do pracy bez poważnego zakłócenia jakim jest nocne wyłączenie się. Proces życia odchodzi od odstępów „z dnia na dzień”, a w to miejsce staje się bardziej ciągłym strumieniem. Było to z początku bardzo dziwne uczucie, ale zaczyna mi się to nowe podejście coraz bardziej podobać. Moje dni nie są już tak powydzielane – jeden płynnie przechodzi w następny.

W pewnym sensie sprawia to, że czuję się bardziej świadomy niż wcześniej. Słońce wschodzi, słońce zachodzi, inni ludzie budzą się i chodzą spać, a ja jestem cały czas na posterunku by móc to dostrzegać. Nie znikam ze świata świadomości na całe godziny naraz. Podzielony na dni kalendarz nie jest już dobrym modelem mojego poczucia upływu czasu. Te wyraźne linie oddzielające dni już nie istnieją. Będzie mi potrzebne przebudowanie trochę moich narzędzi do zarządzania czasem, by dostosować je do tego nowego sposobu życia.

W następnym wpisie odpowiem na niektóre ze spraw, jakie czytelnicy jak dotychczas poruszyli mailowo.

Źródło: Polyphasic Sleep Log – Day 6

Older posts Newer posts