Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Category: Sukces (page 1 of 2)

Funkcjonowanie człowieka sukcesu

Człowiekiem sukcesu stajesz się kiedy z powodzeniem realizujesz swoje plany. Jeżeli osiągasz swoje cele, to osiągasz sukces. Nie osiągasz celów, nie osiągasz sukcesu.

Sposób myślenia o sukcesie jest prosty: albo – albo. Osiągać – dosięgać, uzyskiwać, dokonywać, spełniać. Czego będziesz dosięgać, dokonywać czy co uzyskiwać to już zależy od Ciebie.

Różnica między człowiekiem sukcesu i takim, co z sukcesem niewiele ma do czynienia polega głównie na sposobie poświęcania uwagi. Ludzie nie osiągający sukcesu niewiele uwagi poświęcają swoim celom, o ile w ogóle zawracają sobie głowę ich ustalaniem. Ludzie sukcesu natomiast celom poświęcają dość uwagi, by je osiągać, realizować, spełniać.

Ludzie nie osiągający sukcesu osiągają, realizują, uzyskują w tym czasie coś innego niż swoje cele. Dość często osiągają oni, uzyskują i realizują cele ustalone przez kogoś innego, nie przyjmując ich świadomie jako własnych.

Aby być człowiekiem sukcesu musisz poświęcać swoim celom dość uwagi, by je realizować, osiągać, spełniać. Oznacza to, że dużo uwagi musisz uwolnić i odwrócić od czynności które nie zbliżają Cię do Twoich celów.

Czemu poświęcasz uwagę w przeciągu przykładowego tygodnia? Jeżeli nie jesteś notorycznie opętany myślą o swoich celach, to o czym myślisz?

Co zazwyczaj stawiasz przed swoimi celami?

Udaje Ci się pooglądać trochę telewizji czy filmów?

Jesteś na bieżąco z mailem, portalami społecznościowymi i SMS-ami?

Wywiązujesz się ze społecznych zobowiązań zgodnie z oczekiwaniami rodziny, przyjaciół czy współpracowników?

Co konkretnie osiągasz, realizujesz, spełniasz w ciągu typowego tygodnia? Czy przez wiele godzin poświęcasz uwagę swoim celom i notujesz postępy w ich realizacji – czy może kierujesz ją gdzie indziej?

Ludzie sukcesu mają świadomość, że aby osiągać swoje cele muszą zrezygnować z poświęcania uwagi innym sprawom. Zdają sobie oni również sprawę że niekoniecznie łatwo odstawia się te inne sprawy na boczny tor. Firma od kablówki może Cię przekonywać żebyś nie rezygnował z abonamentu. Możesz dostać maila od Starbucksa jeżeli długo się u nich nie pokażesz. Mama może zrzędzić o jakichś banałach. Ludzie sukcesu uczą się automatycznego odrzucania takich żądań o uwagę. Wciąż kierują ją z powrotem ku swoim celom.

Musisz być szczególnie wyczulony na nowe propozycje i okazje pojawiające się kiedy pracujesz nad swoimi celami. Te ukryte przeszkody mogą z łatwością wybić Cię z rytmu. Jeżeli nadarzająca się okazja idzie w parze z Twoimi celami to miodzio… korzystaj ile wlezie. Ale kiedy wygląda na to, że będzie z nią nie po drodze, trzymaj się swojego planu, a odwracającym uwagę zdarzeniom mów „nie”. Ogólnie rzecz biorąc mądrze jest mniej pozwalać sobie na oportunizm, co pozwala na bardziej świadome tworzenie. Często będziesz robić większe postępy dzięki samodzielnemu tworzeniu okazji zamiast chaotycznego stawiania na możliwości podsuwane Ci przez innych.

Uwaga: braki w zaopatrzeniu

Uwaga jest ograniczonym zasobem. Każdego dnia masz do dyspozycji mniej czasu, niż byłoby potrzebne do świadomego zapewnienia uwagi i dobrej energii wszystkim rzeczom które o nie zabiegają.

Znajomi, rodzina, współpracownicy, przypadkowi przechodnie, korporacje, organizacje, rząd, media itd. – wciąż będą żądać Twojej uwagi, a w dzisiejszych czasach mają wiele różnych sposobów na dotarcie do Ciebie.

Również i wewnątrz Ciebie trwa rywalizacja: potrzeby fizjologiczne, emocje, pragnienia, zwyczaje itd. Musisz jeść, spać, wypróżniać, kąpać się i tak dalej. Te czynności też wymagają trochę uwagi.

Gdzieś spośród rywalizujących zainteresowań jeszcze jeden głos domagaj się uwagi. To Twój charakter zorientowany na cele, Twoja wyższa inteligencja, Twoje pragnienie by życie miało znaczenie i sens. Ta część Ciebie pragnie osiągnięć i tylko one ją usatysfakcjonują. Chce ona ustanawiać własne cele i je realizować, zdobywać, osiągać.

Ile uwagi poświęcasz tej właśnie zorientowanej na osiągnięcia części swojej osobowości?

Jeżeli zagłodzisz ją odmawiając uwagi, zemści się na Tobie poprzez obniżoną motywację, niskie poczucie własnej wartości i ogólne wrażenie niedostatku. Ale jeżeli zapewnisz jej uwagę której pragnie, zostaniesz nagrodzony bogactwem energii, pędu, pasji, dostatku oraz świadomości wyższego celu i własnego wkładu w rzeczywistość.

Kierowanie uwagi

Na szczęście posiadasz moc świadomego kierowania uwagi. Możesz pozwolić jej na bezcelowe skakanie z tematu na temat. Możesz ją skupić na czymś innym niż Twoje cele, na przykład na celach jakie przygotowali dla Ciebie inni. A możesz skupić uwagę na tym co sam dla siebie zaplanowałeś.

Dokonanie poważnych postępów w życiu wymaga poważnego zaangażowania uwagi. Jeżeli chcesz poprawić stan swoich finansów, musisz skupić się na tworzeniu czegoś wartościowego dla ludzi, dzieleniu się tą wartością i wymyśleniu jak mądrze ją spieniężyć. Jeżeli chcesz zmienić na lepsze swoje relacje, no to temu aspektowi poświęć solidną porcję uwagi.

Mamy niestety skłonność do odwracania wzroku od tych aspektów życia, w których nie radzimy sobie najlepiej. Na krótko ma to sens, gdyż chwilowe odwrócenie uwagi kiedy czujemy się przytłoczeni pomaga trochę się odstresować. Ale jeżeli ma zajść głębsza zmiana, musimy poświęcić wiele uwagi właśnie tym obszarom które wołają o poprawę.

Określanie celów wymaga skupionej uwagi. Planowanie konkretnych działań które mają nas do nich doprowadzić wymaga jej nawet więcej. A jeszcze trochę potrzeba żeby te zaplanowane działania wykonać. Ludzie sukcesu, w przeciwieństwie do tych, co sukcesów nie osiągają, takim czynnościom przypisują wysoki priorytet.

W miarę upływu czasu powinieneś podnosić standardy określania co zasługuje na Twoją uwagę. Wyrzucaj i odrzucaj niepotrzebne drobiazgi i zobowiązania które mogą odciągać Cię od Twoich wyższych celów. Uwolnisz w ten sposób zasoby uwagi którą możesz na nich skupić.

Zauważyłeś już, że kiedy obsesyjnie wręcz skupiasz całą uwagę na celu, możesz posuwać się do przodu naprawdę sprawnie, i że w końcu go osiągasz? A kiedy pozwalasz by uwaga rozpływała się na zbyt wielu konkurujących ze sobą sprawach, to i postępy w osiąganiu celu idą w ślimaczym tempie, a w końcu w ogóle przestajesz o nim myśleć. Cele wymagają solidnej i długotrwałej pielęgnacji dopóki nie zostaną osiągnięte, w przeciwnym razie giną.

Prawie wszystkiemu mów „nie”

Różnica między zwykłym „człowiekiem sukcesu” a prawdziwym człowiekiem sukcesu jest taka, że ten drugi prawie na wszystko odpowiada „nie”. – Warren Buffet

O co chodzi z tym mówieniem „nie”?

Dla mnie oznacza to zdolność do pracy nad moimi celami na pełnych obrotach, kiedy nic nie wchodzi mi w paradę. Oznacza to, że w moim planie dnia nie ma drobnych elementów rozpraszających uwagę. Oznacza to, że nawet kiedy pracuję nad celami, które podrzucił mi kto inny, muszę albo zaakceptować je jako własne (i powiedzieć im „tak”), albo je odrzucić i nie poświęcać im żadnej uwagi. Jeżeli nie mogę uczynić celu w ten czy inny sposób „moim”, to znaczy że nie zasługuje on na moją uwagę.

Nawet cel taki jak rozliczenie podatków może być „Twój”. Możesz zobowiązać się do utrzymywania porządku w swoich finansach. Możesz postanowić płacić podatkowe składki z dowolnego odpowiadającego Ci powodu. Ale jeżeli nie sprawisz by dany cel był „Twój” i mimo to nad nim pracujesz, to podejmujesz walkę z samym sobą, a postępy będą minimalne i nietrwałe. Jest to ogromne marnotrawstwo cennej uwagi.

Uważaj żeby nie utknąć w krainie połowicznego zaangażowania. Poświęcaj uwagę celom własnym i tym, które uznałeś za własne. Jeżeli pracujesz na etacie, to albo bierz się za pracę na tym stanowisku najlepiej jak potrafisz, albo zwolnij je dla kogoś kto zrobi to lepiej.

Stawiaj swoje cele na pierwszym miejscu

Wielu ludzi sukcesu pracuje na etacie. Wielu ludzi sukcesu ma rodziny. Wielu ludzi sukcesu ma najróżniejsze, kolidujące ze sobą, zobowiązania. Tylko że oni nie wykorzystują pracy, dzieci czy innych zobowiązań w charakterze wymówki do niedostatecznego poświęcania uwagi swoim celom. Na każdego kto stosuje takie wymówki dla swojej niezdolności do ustanawiania i osiągania celów znajdzie się prawdziwy człowiek sukcesu który startował z bardziej wymagającej pozycji, a te same elementy wykorzystał by zmotywować się do osiągnięcia swoich celów. Tam gdzie ludzie nie osiągający sukcesów znajdują wymówki, ludzie sukcesu widzą powody do działania.

Jest dobra metoda pomagająca trzymać cele na pierwszym miejscu: przede wszystkim ustanawiać je całościowo, dbając o ich wysoką jakość. Nie trwoń uwagi na płytkie gonienie na przykład za pieniędzmi po prostu „bo tak”. Określ cele które pomogą Ci się rozwijać, budować umiejętności, tworzyć wartość dla innych i robić coś dobrego na świecie. Zastanów się czy kiedy wyobrazisz sobie siebie dwadzieścia lat po osiągnięciu tego celu, to nadal będzie on wyglądał na sensowny i inteligentny?

Rozmyślnie kieruj uwagę na swoje cele. Kiedy akurat stoisz w kolejce – rozmyślaj nad swoimi celami. Wizualizuj sobie podejmowanie kolejnych działań. Spraw by to było Twoje standardowe zachowanie zamiast wyciągania telefonu i zajmowania się czymś błahym.

Starannie planuj kolejne działania prowadzące do osiągnięcia celu. Jeżeli otrzymałeś mój ostatni newsletter, znajdziesz tam obszerny artykuł o tym jak planować osiąganie celów.

Oczyść czas przeznaczony na pracę nad celami, niech ten czas będzie święty i nienaruszalny. Jeżeli jesteś w stanie wykroić tylko odrobinę czasu dla swoich celów, to rozważ ustanowienie takiego dodatkowego celu: uzyskać pełną swobodę pracy nad swoimi celami przez tyle godzin, na ile tylko masz siły. Jakie szczegółowe cele musiałbyś przyjąć i osiągnąć by stało się to rzeczywistością? Wyobraź sobie, że w każdym tygodniu możesz poświęcać większość czasu na pracę nad swoimi najważniejszymi celami – i nic nie wchodzi Ci w drogę. Wielu ludzi żyje w ten sposób i kochają to. Czemu i Ty nie miałbyś tak żyć?

Cel: wolność

Jednym z moich wcześniejszych celów było uwolnić się od finansowego niedostatku (który mógł stanowić powód rozpraszania uwagi) tak żebym mógł cały tydzień pracować nad swoimi celami niezależnie od tego czy przynoszą pieniądze czy nie. Chcę by moje życie obracało się wokół poszukiwań związanych z rozwojem osobistym i aby moja spuścizna dla innych polegała na podzieleniu się tym co odkryłem. Na przestrzeni lat wiele uwagi poświęcałem temu celowi – póki go nie osiągnąłem. Od tego czasu jestem w stanie utrzymywać ten styl życia względnie łatwo. Wiem, że niektórym ludziom dziwne wydaje się oddawanie się celom niezwiązanym z zarabianiem pieniędzy czy pracą na etacie, jak na przykład podróżowanie przez miesiąc po Europie, przejście na weganizm czy odkrywanie otwartych związków, ale tego typu wolność jest dla mnie na tyle ważna, że osiągnięcie tego celu było moim priorytetem przez lata, i trzymałem się go póki go nie osiągnąłem. Było to duże wyzwanie, ale zdecydowanie warte wysiłku.

Znam wielu ludzi który osiągnęli podobne cele. Ogólnie rzecz biorąc, zazwyczaj są to najszczęśliwsi ludzie jakich znam. Zamiast dzień po dniu wykonywać czyjeś polecenia, poświęcają uwagę swoim celom, pragnieniom i zainteresowaniom. Priorytetem jest dla nich utrzymanie tej wolności. Nie robią wymówki ze swojej pracy, dzieci czy braku pieniędzy – wręcz przeciwnie. Nieraz słyszę od takich ludzi historie o porażkach wspominane ze śmiechem i w dobrym nastroju, a nie ze strachem i żalem… na przykład para znajomych musiała kiedyś przespać się w parku bo nie mieli pieniędzy na nocleg. To samo co ludziom nie osiągającym sukcesów jawi się jako przeszkoda, dla ludzi sukcesu jest pretekstem do kroku naprzód (a w przyszłości tematem ciekawych opowieści!).

Jeżeli wolność co do stylu życia jest dla Ciebie ważna, niech stanie się Twoim głównym dążeniem. Osiągnięcie celu postaw na pierwszym miejscu w swoim życiu. Praca nad nim musi stać się dla Ciebie ważniejsza niż stałe sprawdzanie portali społecznościowych, zadowalanie rodziców, oglądanie ulubionego serialu i inne takie sprawy rozpraszające uwagę. Jeżeli cokolwiek innego naprawdę wchodzi Ci w drogę, to albo usuń to ze swojego życia, albo znajdź sposób by działało korzystnie, dając Ci napęd i motywację.

Łatwo jest mi odróżnić człowieka poświęconego zdobywaniu życiowej wolności od tego któremu poświęcenia brak. Ten co się poświęcił ma obsesję na punkcie swojego celu, mało o czym innym myśli. Nie można takiego skłonić by przestał o tym gadać. Ciągle próbuje wykombinować jak sprawić by cel stał się rzeczywistością. Ciężko na to pracuje. Potyka się i rusza dalej naprzód. Zazwyczaj jego cel wymaga więcej czasu niżby chciał. Często chce, by sprawa była załatwiona w czasie krótszym niż rok. Zazwyczaj na zdobycie finansowej stabilności potrzeba dwóch do pięciu lat. Dla ludzi sukcesu oczywiste jest, że ją osiągną – nieważne ile czasu miałoby to zająć. Dla nich ten cel jest obowiązkowy, nie opcjonalny.

Ludzie nie osiągający sukcesów o takim celu myślą jak o odległej fantazji. Jest to życzenie, marzenie, możliwość… coś, co fajnie byłoby mieć jeżeli planety ułożą się odpowiednio. W ich planie działania znajduje się głównie czytanie książek o Prawie Przyciągania i słuchanie nagrań Abrahama-Hicksa. Traktują ten cel jak przypadkowe pragnienie, a nie jako poważne zobowiązanie. Nie szanują ogromnej siły woli jaka jest niezbędna by go osiągnąć. Prawie nigdy tam nie docierają.

Jeżeli cel życiowej wolności ma dla Ciebie znaczenie, to odrzucaj, tnij, pal wszystko co Cię od niego odciąga. Kieruj uwagę prosto na cel, miej na jego punkcie obsesję póki do niego nie dojdziesz. Jeżeli potrzebujesz więcej czasu na pracę, zrezygnuj z abonamentu TV, usuń konta w mediach społecznościowych, a telefon wyłączaj na cały dzień. Rób przerwy kiedy Ci potrzeba, ale potem stale wracaj do pracy nad tym celem. Jeżeli to zrobisz, można spokojnie stawiać że dojdziesz do celu.

Na drodze do życiowej wolności znajdziesz się kiedy przestaniesz stawiać inne sprawy przed tym zobowiązaniem.

Źródło: Being an Achiever

Nigdy nie stawiaj zysków na pierwszym miejscu

Większość pomysłów, na które natknąłem się w książkach o biznesie, okazała się bezużyteczna. Pozostałe były wręcz szkodliwe. Najlepszymi przewodnikami są natomiast intuicja oraz eksperymentowanie.

Podstawowym założeniem w książkach biznesowych jest twierdzenie, że sens prowadzenia biznesu polega na zarabianiu i zwiększaniu zysków. Co poniektórzy autorzy powtarzają tę mantrę z takim uporem, jakby ich zdaniem do tępego czytelnika nie docierało. Zauważyłem, że moje decyzje i osiągane rezultaty były najbardziej idiotyczne właśnie wtedy, gdy stosowałem się do tego modelu.

Wczoraj przekartkowałem podobną książkę nadesłaną przez kogoś pocztą. Leży już w śmietniku. Większy pożytek przyniesie światu oddanie jej na makulaturę, aniżeli dawanie jej komukolwiek do przeczytania.

Gdy tylko wejdziesz do firmy stawiającej zyski na pierwszym miejscu, od razu wyczujesz atmosferę opresji. Trudno wręcz pojąć, że ludzkie istoty są w stanie zaakceptować taki brak wolności. Strasznie się boję odwiedzać miejsca, gdzie wszyscy zachowują się jak zombie. Panuje tam tak wstrętny i odrażający klimat. Nic dziwnego, że biznes narkotykowy rozkwita. Też pewnie codziennie bym się szprycował, gdybym miał spędzać w biurze moje życie.

Jeżeli chcesz zniszczyć swoje zdrowie, samoocenę, motywację i relacje, to stawianie zysków na pierwszym miejscu jest na to świetnym sposobem. Nie chciałbym nigdy pracować w takim miejscu, ani też nie chciałbym narażać innych na przebywanie w takim środowisku. Ludzie zasługują na coś więcej, niż być trybikami w machinie biznesu.

Biznes może się kierować znacznie potężniejszymi priorytetami. Na pewno możesz wpaść na coś bardziej ekscytującego, niż „Chcę zarobić więcej pieniędzy!”.

Wolę raczej coś takiego:

Celem biznesu jest wzmocnienie ludzi by wyrażali i dzielili się swoją kreatywnością, dla najwyższego dobra wszystkich.

Nonsensem jest wierzyć, że jeżeli nie postawisz zysków na pierwszym miejscu, to nie zdołasz zbudować stabilnego biznesu. Z doświadczenia wiem, że znacznie łatwiej osiągniesz stabilność właśnie gdy odmówisz poniżania się podejściem „pieniądze przede wszystkim”.

Zamiast stawiać na pierwszym miejscu pieniądze, postaw na kreatywne wyzwania. Postaw na rozwojowe doświadczenia. Na zabawę. Na możliwość pracy ze świetnymi ludźmi. Postaw na współpracę.

Uwielbiam prowadzenie swojej firmy – i to jak! – bo nie stawiam pieniędzy na pierwszym miejscu. Pieniądze należy oczywiście brać pod rozwagę, ale tę inną podstawę przyjmujemy nie bez powodu.

Przedsiębiorcą jestem bez przerwy już od niemal dwudziestu lat. Do najbardziej stresujących i przykrych należały te lata, w których na pierwszym miejscu stawiałem pieniądze. Najszczęśliwszy i najbardziej spełniony czułem się, kiedy stawiałem na wyrażanie swojej kreatywności, rozwijanie relacji, wejście w przedsięwzięcia pełne frajdy i wspólnej pracy, dawanie czegoś od siebie, dawanie jeszcze więcej, rozwinięcie się i tak dalej.

Spojrzenie z perspektywy czasu pozwala mi dostrzec, że gdy funduję sobie stresujące i przykre lata, sumują się one w końcu w dekady takich wspomnień, co prowadzi do okropnego zgorzknienia na starość. Na szczęście nim zabrnąłem zbyt daleko, udało mi się stłamsić to w zarodku, teraz więc dzieje się coś dokładnie odwrotnego. Jestem tym szczęśliwszy, im starszy, gdyż rok po roku zbieram pozytywne wspomnienia. Nieważne, ile pieniędzy zarabiam czy nie zarabiam, pamiętam przedsięwzięcia pełne dobrej zabawy, szału kreatywności, intymnych przyjaźni, serdecznych uścisków, ludzi, którym pomogłem i tak dalej. Jaki był wtedy mój stan konta – nie pamiętam.

Uzyskiwanie dochodów z pracy twórczej jest świetne. Pozwól, by było częścią wyzwania. Nie czyń jednak pieniądza podstawowym sensem swojej pracy. Nie rób dla pieniędzy rzeczy, których poza tym nie robisz z radością. Lepiej z całego serca podążać swoją drogą – nawet, jeżeli przez to wyrzucą Cię z Twojego własnego domu bo nie masz na czynsz. Mówię z doświadczenia, ponieważ kiedyś mi się to zdarzyło. Wówczas bardzo mnie to oczywiście stresowało, ale jako wspomnienie jest raczej powodem do dumy, a jako historia pomaga zachęcić innych by nie godzili się na życie w stylu zombie.

Z sercem podążaj swoją drogą, zwłaszcza w biznesie. Wykonuj pracę, którą uważasz za szlachetną i dającą spełnienie, a każdy rok kończyć będziesz z poczuciem głębokiej satysfakcji, niezależnie od ilości zarobionych pieniędzy. Jeżeli zaufasz intuicji, będziesz działać z inspiracją i poświęcisz czas na zbudowanie doświadczenia i pozytywnych relacji, prędzej czy później odnajdziesz drogę do stabilności.

Źródło: Never Put Profits First

Jak działać, żeby dostawać same piątki?

Zaczynając liceum postanowiłem zostać piątkowym uczniem, i to mimo, że nigdy wcześniej tego nie robiłem. Wydawało się to ciekawym celem dla czternastolatka. Ponieważ w tamtym czasie moje życie obracało się wokół szkoły, doszedłem do wniosku, że może mi się to udać

Za pierwsze wypracowanie z angielskiego zarobiłem tróję z plusem. Trochę się wkurzyłem. Byłem przekonany, że dałem z siebie wszystko.

Zamiast uznać, że ta trója z plusem oznacza porażkę w dążeniu do mojego celu, postawiłem pytanie: „Dlaczego nie dostałem piątki? Jak wyglądałoby wypracowanie na piątkę?”.

Kiedykolwiek za szkolne zadanie dostawałem ocenę niższą niż pięć, pytałem zawsze: „Co powinienem zrobić inaczej, żeby dostać piątkę?”.

Kiedy nie miałem pewności, pytałem nauczyciela i uważnie słuchałem odpowiedzi. Powiedziałem nauczycielom, że chcę mieć same piątki na świadectwie i zapytałem co muszę zrobić, żeby to osiągnąć. Chętnie mi odpowiadali. Brałem sobie do serca ich porady i stosowałem się do sugestii.

Szybko przestawiłem się na sposób myślenia oraz nawyki które były konieczne, by stale otrzymywać same piątki, i trzymałem się tego przez cztery lata. Liceum skończyłem z najwyższymi honorami, wzorowymi referencjami i garścią listów o przyjęciu na najlepsze informatyczne uczelnie naukowe jak UC, Berkeley, UCLA, Caltech, Carnegie Mellon i inne.

Niespodzianką jest to, że zarabianie samych piątek wymagało prawdopodobnie mniej pracy, niż jazda na niższych ocenach. W trybie piątkowego studenta materiał opanowujesz od razu, kiedy tylko jest wprowadzany. Nie robisz sobie zaległości. Przez cały czas dbasz, by być na bieżąco z zadaniami do zrobienia.  Nie grzęźniesz w bałaganie czy dezorientacji. Jeżeli czegoś nie rozumiesz, wiedzę uzupełniasz tak szybko, jak to możliwe. Jeżeli potrzebujesz pomocy, prosisz o tę pomoc od razu. NIE robisz zaległości.

Studenci uzyskujący niższe stopnie często pracują ciężej, podchodzą do tego bowiem niechlujnie. Ulegają złym nawykom, jak robienie zadań domowych na ostatnią chwilę, pod presją. Na egzamin przychodzą zmęczeni i zestresowani, zamiast zrelaksowani i przygotowani. Nie przyswajają informacji kiedy te są im przedstawiane; starają się wkuwać je później, kiedy mają mniej czasu, presja jest większa, a obycie z tematem mniejsze. Dostają czwórki czy trójki i myślą, że tak jest OK, zamiast zająć się opanowaniem tego, co jest potrzebne do uzyskania piątki.

Dla piątkowego studenta czwórka to wpadka. Tak samo czwórka z plusem. Tak samo piątka z minusem.

Kiedy za cokolwiek dostawałem piątkę z minusem, uznawałem to za błąd. Nie robiłem sobie za to wymówek. Po prostu wciąż pytałem: „Dlaczego nie piątka? Co muszę zrobić inaczej?”.

Kiedy schrzaniłem jakiś drobiazg, coś czego nie mogłem w rozsądny sposób uniknąć, po prostu zapominałem o błędzie i szedłem dalej. Ale jeżeli byłem w stanie określić przyczynę błędu której dałoby się zapobiec, notowałem to i szukałem sposobu na odpowiednią zmianę nawyków. Weźmy dla przykładu prosty błąd arytmetyczny na sprawdzianie z matmy – w większości przypadków mogłem wybronić się przed takimi wpadkami, zaraz po zrobieniu każdego zadania powtarzając wszystkie kroki działań arytmetycznych, nie przyglądając się swojej wcześniejszej pracy. Jeżeli uzyskiwałem inne wyniki, to oczywiście musiałem gdzieś popełnić błąd i mogłem cofnąć się by go poprawić przed oddaniem sprawdzianu, zakładając że jeszcze miałem czas. Nauczyłem się też powoli korygować teksty pod względem pisowni i błędów gramatycznych oraz sprawdzać w słowniku każde słowo, którego nie byłem pewien.

Jak się ostatecznie okazało, otrzymywanie samych piątek wiązało się z serią prostych nawyków. Prace domowe odrabiałem każdego wieczora przy biurku w sypialni, zanim zabrałem się do odpalenia jakiejkolwiek gry. Jeżeli była taka możliwość, zawsze brałem dodatkowe zadania. Chętnie pomagałem innym studentom, którzy chcieli pomocy przy swoich zadaniach – częściowo dlatego, że pomagało mi to lepiej opanować materiał, a częściowo dlatego, że wyrabiałem sobie lepszą pozycję w klasie.

Rozumiem, że w ocenianie bywa bardzo swobodne. Ocenianie często może wydawać się niesprawiedliwe. Pewne ciekawe badania wykazały, że im później po posiłku nauczyciel ocenia Twoją pracę domową czy sprawdzian, tym niższa jest ocena. Nauczyciele hojniej rozdają dobre oceny, kiedy mają wyższy poziom cukru we krwi. Najlepiej więc, kiedy nauczyciel ocenia Twoją pracę zaraz po jedzeniu. A ty prawdopodobnie w większości przypadków nie masz na to wpływu.

Ale możesz też obracać nauczycielskie skłonności na swoją korzyść. Jeżeli powiesz nauczycielowi, że chcesz być prawdziwym piątkowym uczniem, zakorzeni się to gdzieś w jego umyśle. Często będzie Ci pomagać w osiągnięciu tego celu, zwłaszcza kiedy prosisz o pomoc i porady. Może on nawet decydować na Twoją korzyść w niejednoznacznych sytuacjach, oceniając coś bardziej subiektywnie kiedy wie, że Twoim poważnym celem jest uzyskanie piątki. Zazwyczaj nie będzie tego robić bez przerwy, ale korzystne nagięcie subiektywnych aspektów dzięki przeciągnięciu nauczycieli na swoją stronę nie boli.

‎Zdobywanie samych piątek wiąże się oczywiście z Twoim podejściem i wydajnością, ale też z Twoim stosunkiem do nauczycieli. Jeżeli myślisz, że nauczyciel nie może czy nie zechce obniżyć Twoich ocen z powodu problemów z Twoim podejściem, pomyśl jeszcze raz. Nauczyciel też człowiek. Nawet jeżeli świadomie nie zdaje sobie sprawy ze swoich skłonności, to skłonności te ujawnią się na podświadomym poziomie. Wielokrotnie wykazywały to statystyczne analizy wzorców oceniania u nauczycieli.

Ze względu na subiektywną naturę oceniania, zwłaszcza przy niektórych nieścisłych przedmiotach, szybko zdałem sobie sprawę, że mógłbym wzorowo wykonać całą związaną z przedmiotem pracę, a i tak nie byłbym całkowicie pewien uzyskania solidnej piątki. Ale kiedy rozwijałem i utrzymywałem pozytywne relacje z nauczycielami, piątka była dość pewna, a silna relacja dawała mi też nieco swobody. Mogłem od czasu od czasu z czymś nawalić i mimo to dostać piątkę, jeżeli nauczyciel wierzył że zrobiłem dość (albo więcej niż dość) aby ją dostać. Nauczyciele często gotowi byli wybaczyć parę błędów jeżeli widzieli, że student stara się na poważnie.

Poświęcając się uzyskiwaniu samych piątek przebudowałem swoją tożsamość w taki sposób, która pasowała do piątkowego studenta. Nie minęło wiele czasu, nim przyswoiłem sobie inne zachowania, które uważałem za odpowiednie dla studenta z samymi piątkami.

W liceum pozytywne relacje z nauczycielami rozwijałem wykazując większe zainteresowanie przedmiotami, których uczyli, co w końcu było ich pracą. Nawet, jeżeli dostawałem już piątki, prosiłem o więcej informacji na najbardziej interesujące mnie tematy. Wykazywałem się ciekawością uczenia się więcej ponad to, czego uczono w klasie. Pytałem nauczycieli nad czym jeszcze pracowali i czy mogliby czymś z tego ze mną się podzielić. Kręciłem w okolicy się po zajęciach i wygłupiałem się. Czasami dołączałem do kół naukowych, w które zaangażowani byli nauczyciele. Nie robiłem tego z zamiarem manipulacji ani z każdym z nauczycieli. Robiłem tak tylko kiedy byłem autentycznie ciekaw.

W konsekwencji zaproszony zostałem do wzięcia udziału w paru innych wydarzeniach naukowych, o których innych studentów nie informowano. Bywałem na specjalnych wycieczkach w teren, jak na przykład do laboratoriów napędu odrzutowego w Pasadenie w Kalifornii. Dawano mi dostęp do dodatkowych źródeł jak książki i oprogramowanie. Zapraszano mnie do wzięcia udziału w kursie na poziomie uniwersyteckim na USC, kiedy byłem jeszcze w liceum, dzięki czemu uzyskałem zaliczenie przedmiotu akademickiego. Zaproponowano mi też rolę kapitana pierwszej akademickiej drużyny w dziesięcioboju.

Sami ustanawiamy swoje standardy. Jeżeli czwórki Ci wystarczają, to Twój wybór. Ale tak wiele najwyborniejszych okazji w życiu zarezerwowanych jest dla tych najskuteczniejszych osób, które stale dążą do doskonałości. Ludzie ci uzyskują niekończący się strumień pozytywnych zaproszeń.

Uzyskiwanie samych piątek wcale nie wymaga więcej pracy. Wymaga innego sposobu myślenia i innego zestawu nawyków, ale wiąże się to właściwie z mniejszą ilością pracy, zwłaszcza, kiedy spojrzeć w długoterminowej perspektywie. Jeżeli na wczesnym etapie życia będziesz uzyskiwać same piątki, zdobędziesz wiedzę i umiejętności, na których będziesz mógł oprzeć się później. Nie zawsze wiesz, jaką rolę odegrają te umiejętności.

Mogłem uznać, że nie potrzebuję być dobry w pisaniu czy gramatyce bo już w liceum wiedziałem, że celuję ku karierze technicznej. Nie mogłem przewidzieć, że ostatecznie będę wspaniale zarabiał na życie na pisaniu i przemawianiu. W czasach mojej edukacji nie istniało coś takiego jak blogowanie. Ale jestem głęboko wdzięczny, że wcześniejszy „ja” poświęcił się tak poważnie tym podstawowym umiejętnościom. Wyposażył mnie on w pewne cenne zwyczaje, które służą mi dobrze po dziś dzień. Gdyby poprzestał na trójach z plusem, położył by na mnie brzemię późniejszej konieczności ponownej nauki pisania lub zadowolenia się słabymi umiejętnościami w tym zakresie.

Nawet jeżeli w tej chwili nie jesteś w szkole, to życie samo w sobie jest szkołą. Wciąż jesteś oceniany. Twoimi ocenami są efekty, jakie uzyskujesz. Życie Cię ocenia.

Jesteś zadowolony ze swoich aktualnych ocen? A może czujesz, że nie wykorzystujesz w pełni swojego potencjału? Jakiego rodzaju wyzwanie na dziś byłoby odpowiednikiem samych piątek? Co będzie potrzebne by wybić się na czoło w swojej klasie, by stać się jednym z najskuteczniejszych wśród rówieśników i by rozwinąć pozytywne relacje z mentorami i by się od nich uczyć?

Jaka jest dziś Twoja wizja osobistej doskonałości?

Kiedy już określisz swój dzisiejszy standard „samych piątek”, poświęć się mu. Kiedykolwiek nie do końca Ci się coś uda, zawsze pytaj: „Co muszę zrobić, żeby dostać tu piątkę?”. Następnie zrób to, co konieczne, by tę piątkę mieć.

Ponadto stale myśl o sobie jako o piątkowym studencie. To nie jest ktoś inny. To Ty. To Tobie się powodzi, to Ty działasz, to Ty poświęcasz się osobistej doskonałości.

Źródło: How to Earn Straight A’s

Określ Docelowy Przychód Pasywny

Przechodząc do konkretów na temat tworzenia przychodu pasywnego zacznijmy od ustalenia celu, jaki chcemy tu osiągnąć.

Dlaczego czytasz tę serię? Czy tylko dla rozrywki? Masz nadzieję nauczyć się czegoś, co mógłbyś zastosować później? Czy może rzeczywiście chcesz stworzyć w tym roku przynajmniej jeden nowy strumień przychodu pasywnego?

Pozwól, że zasugeruję prosty ogólny cel na początek: Zanim skończysz czytać ten wpis ustanów sobie jasny cel – co chcesz wynieść z tej serii.

Nie zamykaj przeglądarki ani nie przechodź do czegoś innego dopóki nie ustanowisz jasnego i konkretnego celu związanego z przychodem pasywnym.

Żadnych słabych wymówek. Żadnego niezdecydowania. Żadnej ściemy typu „pomyślę o tym później”. I proszę – żadnych kiepskich, pustych odpowiedzi jak „chcę więcej pieniędzy”.

Jakąkolwiek podasz wymówkę, dlaczego nie możesz właśnie teraz ustanowić jasnego celu, obaj wiemy że jest głupia, więc nawet się za to nie zabieraj. Brak ustanowionego celu oznacza stratę czasu.

Jeżeli Twoim aktualnym życzeniem jest stworzyć nowy strumień przychodu pasywnego, to upewnijmy się, że cel uwzględnia trzy aspekty:

  1. ile pieniędzy miesięcznie chcesz zarabiać ze swojego nowego źródła przychodu pasywnego (konkretna liczba)
  2. jak długo spodziewasz się że strumień będzie płynąć (ilość lat)
  3. ostateczny termin uzyskania pierwszego miesięcznego przychodu z tego źródła

To o czym tu mówimy to nie jest Twój ostateczny cel. To cel dla Twojego pierwszego (albo kolejnego, jeżeli robiłeś to wcześniej) źródła przychodu pasywnego.

Jeżeli myślisz o czymś innym, co niekoniecznie pasuje do powyższych parametrów, to proszę bardzo, ustanów taki cel, jaki uznajesz za najlepszy dla siebie. A pod koniec roku, kiedy inni ludzie będą się cieszyć nowymi źródłami przychodu pasywnego, zobaczysz jak się miewa Twój cel.

Idea jest taka, żeby obrać cel motywujący, ale też wiarygodny.

Jeżeli mówisz sobie, że nie możesz uzyskać jakiegokolwiek przychodu pasywnego, bo to dla Ciebie zbyt wiele, to musisz popracować nad swoją wyobraźnią. Możesz odłożyć stówę na koncie oszczędnościowym i uzyskiwać kapkę przychodu pasywnego przez dekady. Więc nie leń się tutaj. Nie daruj sobie. Ustanów cel.

Ustanawianie celów to umiejętność, która wymaga praktyki. Jeżeli z początku zabierzesz się do tego nerwowo i ustanowisz za duży albo nieprzekonujący cel, to go nie osiągniesz. Jeżeli obierzesz nierealistyczny termin, to zawalisz termin. Skąd masz wiedzieć, co jest realistyczne? Dostrajasz się wraz z praktyką, zupełnie tak jak nauczyłeś się chodzić i mówić.

Nie oczekuję, że Twój cel będzie idealny. Nie o to chodzi. Ten cel stanowi tylko pierwszy krok ku ruszeniu się do przodu i potraktowaniu tego poważnie. A ostatecznym celem jest stanie się dobrym w ustanawianiu celów. Oznacza to, że na początku musisz podjąć ryzyko popełnienia błędu.

Jak mówi góralskie przysłowie – jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz. Zacznij więc od ustanowienia celu.

Moje Pierwsze Źródła Przychodu Pasywnego

Moim pierwszym prawdziwym spotkaniem z długoterminowym przychodem pasywnym, innym niż odsetki na koncie oszczędnościowym, było napisanie i samodzielne wydanie gdy na Windowsa. Zdaje się, że wypuściłem ją w 1995 r. Była to prosta, przewijana gierka typu „powystrzelaj ich wszystkich”. Zaprogramowałem grę i wykonałem grafikę sam (wielkim artystą jednak nie byłem), a moja ówczesna dziewczyna przygotowała muzykę i pomogła z efektami dźwiękowymi.

Gra nie sprzedawała się specjalnie dobrze. Wrzuciłem ją na moją stronę, ale nie było tam prawie żadnego ruchu. Załadowałem ją też na parę stron z programami do pobrania za darmo. Miałem darmowe demo z kilkoma poziomami, a więcej poziomów można było dostać po zakupie pełnej wersji. Początkowo większość sprzedaży generowana była tak, że ludzie znajdowali demo na stronie z oprogramowaniem, a z dema odnośnik prowadził na moją stronę zakupu pełnej wersji.

Założyłem skrytkę pocztową i zacząłem przyjmować pocztowe zamówienia na grę. Później założyłem konto w firmie obsługującej płatności, dzięki czemu mogłem przyjmować wpłaty kartą. Następnie zacząłem przyjmować zamówienia online. W końcu tak wszystko poustawiałem, że zamówienia mogły być obsługiwane i realizowane automatycznie.

Średnio na tej grze zarobiłem 75 dolarów miesięcznie. Nie zrobiłem wiele jeśli chodzi o marketing, poza opublikowaniem gry na mojej stronie i wrzuceniem na tamte strony z oprogramowaniem, co było jednorazowym wysiłkiem. Kiedy już gra zaczęła się sprzedawać, zabrałem się za inne przedsięwzięcia.

Była to gra na Windowsa 3.1, o sztywno określonej rozdzielczości – 640×480 pikseli. Była całkowicie dwuwymiarowa, więc nie było tam żadnych bajerów 3D.

Rok po wydaniu gry dalej zarabiałem na niej około 75 dolarów miesięcznie.

Pięć lat po wydaniu wciąż przynosiła mniej więcej tyle samo.

Dziesięć lat po wydaniu wciąż przynosiła mniej więcej tyle samo.

W przeciągu tych lat zmieniałem cenę, testując $9,95, $14,95 i $19,95. Zarabiałem z grubsza tyle samo pieniędzy, niezależnie od ceny. Mogłem sprzedać 10 kopii po 10 dolarów, albo 5 kopii po 20 dolarów.

Początkowo gra była dostępna na dyskietkach 3,5”, następnie na CD-ROM’ie. Ponad 90% klientów kupowało wersję do natychmiastowego pobrania.

Udzieliłem też na tę grę paru licencji LCR (niskokosztowa sprzedaż detaliczna). Wydawcy ci trafili do mnie znajdując grę na jakiejś stronie z programami. Komponowali kolekcję tanich gier i sprzedawali je na płytach CD w cenie poniżej 10 dolarów. Nie zarobiłem wiele na tych układach, ale poszerzyły one moją dystrybucję, a każda kopia zawierała link do mojej strony.

Czasami gra przykuwała większą uwagę, a wtedy miało miejsce nagłe zwiększenie sprzedaży, która mogła się w ciągu miesiąca nawet podwoić. W sumie gra przez cały swój czas istnienia zarobiła więc około 10-15 tysięcy dolarów.

Przygotowanie i wydanie tej gry zajęło mi około sześciu miesięcy. Musiałem się wiele nauczyć, więc szło to powoli. Wraz ze zdobytą wiedzą i doświadczeniem zrobiłem się znacznie szybszy. Napisanie podobnej gry w roku 1998 zajęło mi około dwóch tygodni, włączając w to projekt, programowanie, grafikę i efekty dźwiękowe.

W końcu wydałem jeszcze trzy gry podobnej jakości. I znów – każda z nich dodawała po 75 dolarów przychodu pasywnego miesięcznie, więc mając je cztery zarabiałem do 300 dolarów na miesiąc.

Ostatecznie poszedłem po rozum do głowy i poświęciłem pół roku na przygotowanie znacznie lepszej gry i włożenie większego wysiłku w wypromowanie jej. W pierwszym miesiącu zarobiła 500 dolarów, a parę miesięcy później dochodziła do dwóch tysięcy. Dalej ją rozwijałem przygotowując dwa dodatki oraz wersję deluxe sprzedawaną po $24,95. Ta gra radziła sobie bardzo dobrze i przyćmiła poprzedniczki. Udzieliłem też więcej licencji, w tym jedną, która gwarantowała minimum 5000 dolarów miesięcznie – tylko z tego jednego źródła.

Stworzyłem tę grę mając zerowy budżet. Wykonałem projekt i zaprogramowałem wszystko, artysta pracował za procent od zysków, czyli stworzyłem mu strumień przychodu pasywnego.

Następnie zająłem się licencjonowaniem i publikowaniem gier innych autorów, co wygenerowało przychód pasywny dla nich i dla mnie. W końcu skomponowałem zestaw około dwóch tuzinów gier, co oznacza dwa tuziny strumieni w większości pasywnego przychodu. Niektóre z tych strumieni były zupełnie konkretne. Inne ledwie się sączyły.

W 2006 r. ostatecznie zdjąłem te gry z rynku kiedy zwijałem swój biznes z grami. Na tym etapie zarabiałem już tyle na stronie StevePavlina.com, że nie chciałem rozpraszać się i utrzymywać w ruchu biznesu z grami. Ale przychód pasywny z tamtych gier pomógł mi rozkręcić biznes związany z rozwojem osobistym. Przychód z gier pokrywał wszystkie moje wydatki, kiedy uruchamiałem stronę StevePavlina.com.

W Dłuższej Perspektywie

Czy 10 000 dolarów rozrzucone na przestrzeni 10 lat to dobra wyplata za 6 miesięcy pracy? Nie, z łatwością mogłem zarobić więcej na etacie. Już wtedy zarabiałem więcej jako programista, zanim jeszcze napisałem swoją pierwszą grę.

Sensem tworzenia pierwszego przychodu pasywnego nie jest uzyskanie natychmiastowego dużego zysku. Sensem tego jest nauczenie się tworzenia strumieni przychodu pasywnego, byś mógł być w tym coraz lepszy. Wtedy, wraz ze wzrostem umiejętności, możesz budować sobie większe źródła dochodu. Nie oczekuj, że za pierwszym razem stworzysz arcydzieło.

Dziś jestem w stanie tworzyć nowe źródła przychodu pasywnego przy znacznie mniejszym wysiłku niż ten, jaki musiałem w to włożyć w latach ’90. Powodem dla którego mogę to robić jest to, że poświęciłem swój czas na naukę i z czasem stale ulepszałem swoje umiejętności.

Nie martw się wielkością swoich źródeł dochodu na samym początku. Jeżeli w tym roku uda Ci się wygenerować 50 dolarów miesięcznie w przychodzie pasywnym, to moim zdaniem świetnie. A dziś jest to znacznie łatwiejsze w porównaniu z sytuacją z roku 1995, kiedy ja zaczynałem, także masz o wiele łatwiej niż ja. Twój telefon komórkowy jest prawdopodobnie sto razy mocniejszy niż komputer, na którym wtedy pracowałem.

Poza tym Ty masz mnie prowadzącego Cię krok po kroku. Mnie w tamtym czasie nikt nie prowadził. Czasem ludzie obecni w moim życiu sugerowali, że powinienem znaleźć sobie etat. Teraz jednak już tego nie mówią. 😉

Ustanawiaj cele, ale bądź cierpliwy w oczekiwaniu na postępy. Jest to umiejętność, która przez całe życie będzie Ci przynosiła korzyści. Nawet, jeżeli pracujesz nad tym od dziesięciu lat, to wciąż jeszcze wiele można będzie się nauczyć.

Mój Cel Dla Przychodu Pasywnego

Jak wspomniałem wcześniej, w ramach niniejszej serii o przychodzie pasywnym przejdę proces tworzenia nowego źródła przychodu pasywnego. A w efekcie tego procesu stworzę takie źródło dla siebie. Jeszcze nie zdecydowałem co to będzie, ale na pewno coś przyjdzie mi do głowy. Wpadanie na pomysły jest łatwe.

Ale na ten moment trzeba najpierw obrać cel. Jako, że chcę by było to proste i nie chcę nadmiernie komplikować spraw, wezmę cel który jak dla mnie jest względnie konserwatywny:

Do 30 września 2012 stworzę nowe źródło przychodu pasywnego generujące średnio przynajmniej 2000 dolarów miesięcznie i trwające co najmniej dziesięć lat.

Oznacza to więc, że nowe źródło przychodu zarobi przynajmniej 240 000 dolarów w przeciągu najbliższej dekady.

Taki cel wydaje się być dla mnie osiągalny. Stworzyłem już wiele strumieni tej wielkości i większych, więc nie muszę się specjalnie naginać żeby uwierzyć, że mogę zrobić to jeszcze raz. W tym przypadku wyzwanie polegać będzie na wyjaśnieniu po drodze wszystkich kroków, a tego nigdy wcześniej nie robiłem. Chcę, by cel był w miarę prosto określony, żebym mógł skupić się na aspekcie uczenia.

Posiadanie jasnego, konkretnie określonego celu pomaga mi przestawić się na myślenie o sposobie jego osiągnięcia. Teraz mogę zacząć rozmyślać o tych sposobach.

Pomaga mi to też odrzucić rzeczy, których nie mogę robić żeby stworzyć strumień przychodu. Nie mogę po prostu zrobić większej liczby publicznych warsztatów czy płatnych przemówień, bo to jest przychód aktywny. Chcę zrobić coś raz i mieć z tego comiesięczny przychód przez co najmniej dziesięć lat.

Co się stanie, jeżeli nie dotrzymam ostatecznego terminu? Nic. Ustalę inny termin. Ostateczny termin to mechanizm wspomagający skupienie. Gdybym chciał, mógłbym stworzyć nowe źródło przychodu pasywnego w ciągu paru tygodni. I prawdopodobnie w międzyczasie stworzę inne źródła o których nie piszę na blogu. Ale w przypadku tego źródła chcę zrobić wszystko powoli i szczegółowo wyjaśnić cały proces, żebyś mógł zrobić to razem ze mną. Ale chcę też stale poruszać się w kierunku jakiegoś rodzaju wyjścia na rynek. Nie chcę utkwić w stanie wiecznego pomysłu.

Twój Docelowy Przychód Pasywny

Kluczem do ustanawiania celów jest wyrobienie nawyku określania i osiągania celu. Nie chodzi o agresywne obieranie celów, których nie osiągniesz nigdy. Zawsze możesz wziąć na cel coś większego, jak już osiągniesz swój pierwotny cel.

Zdarzało się że brałem jakiś duży cel z dwumiesięcznym terminem realizacji i załatwiałem sprawę w ciągu tygodnia czy dwóch. Świętowałem więc. A potem brałem nowy cel z nowym terminem.

Tak długo, jak cel działa na Ciebie motywująco i pomaga Ci zabrać się do działania, to powiedziałbym że to dobry cel dla Ciebie.

Sugerowałbym ustalenie celu mniej więcej takiego:

Do 31 grudnia 2012 r. stworzę nowe źródło przychodu pasywnego generujące średnio przynajmniej 100 dolarów miesięcznie i trwające co najmniej pięć lat.

Uważam, że to jest dla większości ludzi jak najbardziej do osiągnięcia. Nie musisz mieć swojej strony internetowej, żeby tyle zarabiać.

I niektórzy ludzie po prostu zmiotą taki cel; będzie to dla nich o wiele za proste. Dla innych będzie to poważne wyzwanie. Dostosuj sobie dowolnie ten cel, tak jak będzie dla Ciebie najlepiej.

Jeżeli udałoby Ci się osiągnąć powyższy cel, to włożyłbyś sobie do kieszeni przynajmniej sześć tysięcy, ale to nie ta kwota się liczy. Prawdziwym celem jest nauczenie się, jak stworzyć źródło comiesięcznego studolarowego przychodu pasywnego. Kiedy już nauczysz się jak to robić, z pewnością będziesz mógł zrobić to samo jeszcze raz. Zrób to dziesięć razy, i pasywnie zarobisz sześćdziesiąt tysięcy.

Kiedy już nauczysz się, jak zarobić miesięcznie sto dolarów w przychodzie pasywnym – rzeczywiście robiąc to, a nie czytając o tym – to nie będzie Ci tak trudno tworzyć większe źródła. Więc zamiast tworzyć dziesięć źródeł, które w sumie wygenerują 60 000 dolarów, możesz nauczyć się jak osiągnąć to dzięki jednemu czy dwóm źródłom. Rozwijając swoje umiejętności na tym obszarze odkryjesz jak zarabiać większe kwoty przy mniejszej ilości źródeł dochodu i mniejszym wysiłku. Kiedy jedno źródło wyschnie, będziesz też wiedział, jak zastąpić je nowym.

Stosunkowo łatwo tworzę źródła przychodu dające około 50 000 dolarów rocznie. Kiedy parę lat temu miałem na tej stronie reklamy, jedno z tych źródeł zarabiało ponad sto tysięcy rocznie. Kiedy już zorientujesz się co i jak, myślę, że uznasz za wciągające wyzwanie tworzenie nowych źródeł dochodu i wypróbowywanie różnego podejścia.

Jeżeli chcesz więcej długoterminowego finansowego bezpieczeństwa, to nie znajdziesz go w tych pieniądzach czy nawet źródłach przychodu pasywnego. Znajdziesz je w rozwijaniu własnej wiedzy i umiejętności. Możesz zabrać wszystkie moje źródła dochodu, moją stronę, mój majątek itd., a ja będę w stanie stworzyć od nowa podobny poziom finansowego dobrobytu w stosunkowo krótkim czasie, bo wiem już jak to się robi.

Właśnie tego chcę też dla Ciebie. Chcę, byś nauczył się, jak to robić tak, że zawsze będziesz miał tę możliwość pod ręką. Ta wiedza zdejmie z Ciebie sporo finansowej presji. Nie będziesz musiał szarpać się by znaleźć robotę dzięki której opłacisz rachunki. Możesz po prostu stworzyć więcej źródeł przychodu pasywnego, jeżeli chcesz więcej pieniędzy.

Zrób To Teraz

NIE SKOŃCZYŁEŚ z czytaniem tego wpisu jeżeli nie określiłeś i nie zapisałeś swojego celu. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś, to zrób to teraz.

Kiedy już załatwisz sprawę, to zachęcam Cię byś przedstawił swój cel publicznie – JEŻELI możesz zrobić to w miejscu, gdzie czujesz, że ludzie będą Cię wspierać i zachęcać.

Ja dzielę się swoim celem publicznie, ponieważ spodziewam się, że wielu ludzie będzie chciało ujrzeć mój sukces, bo skorzystają z wartości edukacyjnej. Patrzenie, jak próbuję i nie udaje mi się raczej nie będzie wielce interesującym tematem serii. Widziałem już masę pojawiających się pozytywnych reakcji, wiem więc że istnieje spore zainteresowanie serią.

Jeżeli możesz się spodziewać głównie wsparcia, to podziel się swoim celem na blogu, Facebooku itd. Dołóż trochę odpowiedzialności i poświęcenia tak jak ja. Może Ci to pomóc w zmotywowaniu się do osiągnięcia sukcesu, zainspirujesz też innych do rozwijania tej umiejętności.

Jeżeli, z drugiej strony, przewidujesz reakcje raczej negatywne w przypadku opublikowania swojego celu, to masz przed sobą inną sprawę do załatwienia. Oznacza to, że Twoje życie wypełnione jest zbyt dużą ilością niepasujących tu ludzi. Masz zbyt duży balast społeczny. Ludzie ci będą Ci tylko wchodzić w drogę, także jeżeli nie sądzisz, że możesz ich przekonać, to daj sobie z nimi spokój. Zablokuj ich, wyrzuć z listy znajomych itd.

Jeżeli inni ludzie mają problem z tym, że przyjmujesz sobie taki cel, to jak się zachowają, kiedy go rzeczywiście osiągniesz? Prawdopodobnie będzie tylko gorzej, a wtedy będziesz musiał radzić sobie takimi problemami jak małostkowość, zazdrość, sarkazm, bieda itd. Lepiej już teraz się odciąć i wypełnić swoje życie wsparciem pozytywnie nastawionych ludzi. Pozwól by tamci uczyli się na twoim przykładzie… z daleka.

Przygotuj się na sukces. Oczekuj sukcesu. Wiedz, że kiedy już określisz ten cel, to go osiągniesz. A jeżeli masz go osiągnąć, to musisz zacząć wyrzucać ze swego życia wszystko, cokolwiek w innym przypadku wchodziłoby Ci w drogę realizacji Twojego celu. Kto nie może sobie z tym poradzić, wylatuje. Stworzy się w ten sposób przestrzeń na znacznie lepsze relacje z ludźmi, którzy będą Cię na tej ścieżce wspierać. Balast trzeba wyrzucić, żeby było miejsce na poparcie.

Źródło: Set Your Passive Income Goal

Przychód Pasywny – Seria

W najbliższych tygodniach będę tworzyć na blogu rozbudowaną serię o tym, jak uzyskiwać przychód pasywny.

Przychód pasywny to pieniądze, które spływają do Ciebie nawet wtedy, gdy nie pracujesz aktywnie – jak tantiemy, przychód z inwestycji i zyski ze zautomatyzowanych systemów biznesowych.

Ja zacząłem uzyskiwać przychód pasywny w latach ’90 tworząc, sprzedając i licencjonując gry komputerowe. Kiedy już te układy biznesowe i systemy zostały poustawiane, ja dalej rok po roku zarabiałem na tym pieniądze.

Podejście to szybko stało się nawykiem. Konsekwentnie – większość pieniędzy, jakie w życiu zarobiłem pochodziła z pasywnych lub częściowo pasywnych źródeł dochodu, a nie z pensji, wynagrodzeń, stawek godzinowych.

Wiele lat zajęło mi odkrycie jak w ten sposób zarabiać na życie, a po drodze zbankrutowałem, ale ostatecznie nauczyłem się tego, czego potrzebowałem się nauczyć. To działa, a ja zdecydowanie doceniam płynące z tego korzyści.

Prawda jest taka, że dziś zarabiać pasywnie jest o wiele, wiele łatwiej niż wtedy, kiedy ja stawiałem pierwsze kroki na tej ścieżce. Istnieją tak absurdalne możliwości, zwłaszcza w internecie, że jeżeli jesteś przynajmniej na wpół inteligentny, to z pewnością jesteś w stanie to zrobić. Teraz są takie sposoby na zarabianie pieniędzy w sieci, do których nie potrzebujesz nawet mieć własnej strony internetowej ani nie potrzebujesz dużych pieniędzy żeby zacząć zarabiać pasywnie.

Zarabianie pasywne nie jest trudne. Część mówiąca jak to robić – rzeczywiste wykonywanie tych czynności – jest dość prosta i bezpośrednia.

Trudną częścią jest ułożenie sobie tego w głowie, wyrzucenie masy fałszywego warunkowania, utrzymanie konstruktywnego nastawienia i darcie na strzępy nielogicznych obaw. Wyzwanie polega na własnym rozwoju… by stać się osobą, która nie blokuje się przed tym.

Zamiast pisać swoje klasyczne Steve’owe mega-wpisy zamierzam podzielić tę serię na częstsze, łatwe do ugryzienia kąski, tak więc możesz spodziewać się znacznie krótszych wpisów rozrzuconych na przestrzeni wielu tygodni. Myślę, że to właściwe podejście do tego tematu. Nie chcę masy odpowiedzi typu „świetny artykuł” od ludzi, którzy szukają tylko jeszcze więcej informacyjnego bełkotu. Pod koniec roku chcę widzieć odpowiedzi takie, jak na przykład: „Dzięki Twojej serii zarabiam teraz X dolarów miesięcznie w przychodzie pasywnym.”

Najpierw podzielę się pewnymi ideami które pomogą Ci zrozumieć na czym polega właściwe nastawienie do uzyskiwania przychodu pasywnego. Wiele osób ma w swoich głowach masę bzdurnych przekonań jeśli chodzi o zarabianie, a ja chcę niektóre z nich zmiażdżyć (przekonania, nie głowy), tak, żeby później nie wchodziły nam w drogę. Ta część może być bardziej podszyta emocjami niż logiczna, ale prawda jest taka, że motywacja do uzyskiwania jakiegokolwiek rodzaju przychodu opiera się głównie na podłożu emocjonalnym – i musimy się do tego odnieść. Nie ma logicznego nakazu uzyskiwania przychodu; może się wydawać, że jest to niezbędne do przetrwania, ale nasz gatunek najwyraźniej dawał sobie radę bez tego przez większą część swojego istnienia.

Później podzielę się ogromną ilością konkretnych informacji o tym, jak się do tego zabrać. Niektóre z tych wpisów będą dość ogólne, tak, że można je będzie zastosować do wszystkich metod zarabiania pasywnego. Ale dam Ci też bardziej szczegółowe informacje na temat sposobów zarabiania pasywnego które znam najlepiej, z których większość mieścić się będzie na obszarze królestwa internetu.

Nie potrafię nauczyć Cię inwestowania w nieruchomości czy na giełdzie, ani nie potrafię nauczyć cię tworzenia blogów cieszących się takim powodzeniem jak mój. Ale mimo to mogę nauczyć Cię jak tworzyć własne strumienie przychodu pasywnego, najpierw ogólnie a potem szczegółowo przedstawiając metody, jakie sam zastosowałem.

Mogę też zrobić parę wywiadów ze znajomymi i/lub partnerami biznesowymi którzy również stworzyli znaczne strumienie przychodu pasywnego tak, byś mógł mieć na to wszystko szersze spojrzenie.

Na koniec przeprowadzę Cię krok po kroku przez proces tworzenia strumienia przychodu pasywnego zupełnie od zera. Właśnie na tym etapie chciałbym zaprosić Cię do podążania razem ze mną i rzeczywistego robienia tego samego. Tak więc rzeczywiście zbuduję sobie nowy strumień przychodu pasywnego, tworząc na przykład i wypuszczając nowy produkt czy usługę, i będę na bieżąco pisał o każdym kroku. W tym samym czasie będę zachęcał Cię i wspierał w tworzeniu źródła przychodu pasywnego również dla Ciebie, tak więc jeżeli chcesz stworzyć coś podobnego, to możesz właściwie powtarzać moje kroki i po prostu po kolei robić to samo.

Postaram się jak potrafię by kroki te były łatwe do powtórzenia, tak, że będziesz w stanie stworzyć strumień przychodu bez wydawania dużych pieniędzy, i zrobię to w taki sposób, że nie będziesz nawet potrzebował do tego strony internetowej.. Moja storna daje mi oczywiście poważną przewagę marketingową, tak więc podzielę się też wiedzą na temat aspektu marketingu w przypadku tworzenia czegoś od zera. Chcę zrobić to w taki sposób, żeby nawet uczeń liceum pracujący w wolnym czasie w domu był w stanie przejść ze mną ten proces.

Zamierzam też utrzymywać na tym etapie naprawdę umiarkowane tempo, także będziesz mógł podążać za mną na żywo bez potrzeby pracowania na pełny etat by móc nadążyć..

Jeżeli chcesz przeczytać tę serię ze względu na wiedzę czy dla rozrywki, to w porządku. Ale ja naprawdę nie piszę tej serii dla zwyczajnego amatora czy marzyciela. Robię to dla tych, którzy naprawdę chcą teraz wyruszyć tą ścieżką. Będziemy zatem robić to wszystko z wolna i powolna by zbudować sobie solidne podstawy. Nie zamierzam po prostu rzucić Ci masy informacji i mieć nadzieję, że zrobisz z tego jakiś użytek.

Jeżeli po prostu przejdziesz ze mną wszystkie kroki, włączając w to przyjęcie odpowiedniego nastawienia, to w tym roku stworzysz dla siebie przynajmniej jeden strumień przychodu pasywnego. Ta seria skupiać się będzie na udzieleniu Ci pomocy w uzyskaniu tego konkretnego rezultatu. Jeżeli jest to rezultat, który Ty chcesz osiągnąć, to jedziemy na tym samym wózku.

Będę niewątpliwie wplatać do tej serii lekcje rozwoju osobistego, gdyż przychód pasywny łączy się z osobistym wzrostem na niesamowite sposoby, zwłaszcza w odniesieniu do ustanawiania i osiągania celów, samodyscypliny i przezwyciężania ograniczających przekonań.

Logicznie rzecz biorąc cel ten jest do osiągnięcia. To nie jest tak, jakbyśmy próbowali wykombinować, jak prowadzić wydobycie na asteroidach. Ludzie wymyślili sposoby na uzyskiwanie pasywnego przychodu tysiące lat temu. Na pewno z całą dodatkową wiedzą i źródłami, jakie są dziś dostępne, Ty też jesteś w stanie to zrobić.

W tym momencie nie oczekuję byś zobowiązywał się do czegokolwiek. Mam po prostu nadzieję, że będziesz dość ciekawski, by pozostać z tą serią przez tydzień czy dwa. Wtedy zdecyduj, czy jest to część życia, jaką jesteś gotów ulepszyć.

Na koniec, jeżeli masz znajomych czy członków rodziny którzy według Ciebie mogliby skorzystać na przeczytaniu tej serii, to prześlij im ten wpis by mogli pójść razem z nami.

Źródło: Passive Income Series

30-dniowe Superpróby

Od lat polecam 30-dniowe próby jako sposób na wprowadzenie nowego nawyku czy zastąpienie złego. Wiele osób, wliczając w to mnie, skorzystało z tej metody i z powodzeniem dokonało zmian zachowania – na stałe.

Teraz nadszedł czas na wersję dla zaawansowanych: 30-dniowa Superpróba.

[fanfary w tle]

Krótki przegląd

Prowadząc 30-dniową próbę bierzesz pewien nawyk czy zachowanie, które chcesz zmienić, i poświęcasz się utrzymaniu go przez trzydzieści kolejnych dni. Jeżeli stracisz choć jeden dzień, zaczynasz od nowa.

Zmiana nawyku na całe życie może być bardzo trudna, ale jeżeli wykorzystasz psychologiczny trik, jakim jest powiedzenie sobie, że to tylko 30 dni, Twoje szanse na sukces wzrastają znacząco. No i oczywiście – kiedy już osiągniesz Dzień 30, nowy nawyk masz już zainstalowany, dzięki czemu o wiele łatwiej jest utrzymać go w Dniu 31 i później.

Parę przykładów: wstawaj codziennie o piątej rano. Zmień dietę na wegetariańską czy wegańską. Unikaj oglądania telewizji. Każdego dnia powiedz komuś „jesteś kochany”.

30-dniowa próba jest częściowo eksperymentem, a częściowo ćwiczeniem samodyscypliny. Jest to eksperyment, w którym sprawdzasz sobie, jak inaczej mogłoby wyglądać Twoje życie, gdybyś wprowadził pewną zmianę i się jej trzymał. Dobra trzydziestodniówka popchnie do przodu również rozwój Twojej samodyscypliny, pomagając Ci stawać się coraz silniejszym mentalnie i emocjonalnie. To trening Twojej siły woli.

Im więcej takich prób z powodzeniem przejdziesz, tym silniejsze stają się mięśnie Twojej samodyscypliny. Wyświadczy Ci to ogromne przysługi we wszelkich obszarach życia. Poza tym wszystkim uzyskujesz korzyści z nowowprowadzonych nawyków, jak na przykład wartość wiedzy z wielu nowych książek, które przeczytałeś, siła metabolicznego kopa, którego dają regularne ćwiczenia czy finansowe korzyści z codziennej pracy nad internetowym biznesem.

W większości przypadków, kiedy osiągamy dorosłość, mamy mnóstwo beznadziejnych nawyków które nam nie służą, a nasza samodyscyplina bywa bardzo słaba. Dla przykładu: około 50 milionów Amerykanów pali, chociaż większość z nich wolałaby tego nie robić. Taki jest koszmar warunkowania zachowania. Jakim zwyczajowym zachowaniom ulegasz, mimo, że wolałbyś tego nie robić?

Poziom Twojej samodyscypliny będzie miał silny wpływ na Twoje poczucie własnej wartości. Im bardziej jesteś zdyscyplinowany, tym więcej korzystnych nawyków możesz nabrać, pozbywając się tych o negatywnym wpływie. Dobre nawyki rodzą dobre efekty, a dobre efekty dają dobre samopoczucie. Dobre samopoczucie daje Ci więcej energii, a to przeradza się w więcej korzystnych zachowań, które stają się dobrymi nawykami.

Trzydziestodniowe próby bywają bardzo wymagające, ale są też bardzo skuteczne. To moje narzędzie numer jeden, jeśli chodzi o zmianę nawyków.

Otóż w przeszłości ostrzegałem ludzi, by tego nie nadużywali. Wiele osób, dla których pomysł trzydziestodniowych prób jest nowością, dostaje kręćka i próbuje wprowadzić 5 czy 10 nowych nawyków naraz… i praktycznie bez wyjątku ponoszą sromotną klęskę. Zazwyczaj nie dochodzą nawet dalej, niż do Dnia 3.

Przypomina to próbę żonglowania zbyt wieloma piłeczkami naraz. Kończysz upuszczając je wszystkie. Zero rezultatów.

Tak więc radziłem ludziom brać się za jedną próbę naraz. Jedna próba będzie dostatecznie wymagająca. I możesz przeprowadzić ich dwanaście w ciągu roku, jeśli masz ochotę. Nawet, jeżeli osiągniesz sukces tylko przy połowie z nich, to wciąż jest ogromny postęp w ciągu roku.

A teraz wyjaśnię, jak właściwie robić dokładnie coś odwrotnego.

Tak tak, doktorku, pod pewnymi warunkami możemy pójść pod prąd. Z pewnością istnieje naprawdę minimalna szansa, że to przetrwamy,

Kocham ten plan! Strasznie mnie kręci, że mogę być jego częścią! Zróbmy to!

Czym jest 30-dniowa Superpróba?

30-dniowa Superpróba ma miejsce, gdy podejmujesz próbę wprowadzenia kilku znaczących zmian zachowania w jednym 30-dniowym okresie.

Mógłbyś na przykład podjąć się wprowadzenia wszystkich tych nawyków naraz:

  1. Sprawdzasz maila raz dziennie, i za każdym razem czyścisz skrzynkę do zera.
  2. Każdego ranka ćwiczysz przez przynajmniej pół godziny, naprzemiennie treningi siłowe i ćwiczenia jogi.
  3. Czytasz pozytywne, inspirujące materiały przez godzinę przed snem.
  4. Idziesz spać najpóźniej o 10 każdego wieczora.
  5. Poświęcasz 10-20 minut dziennie na wizualizację swoich celów/intencji jako już osiągniętych.
  6. Unikasz spożywania nabiału.
  7. Pracujesz nad scenariuszem przez dwie godziny dziennie.

Na trzydzieści dni poświęcasz się wykonywaniu wszystkich tych czynności bez wyjątku.

Jeżeli jesteś jak większość ludzi, wymiękniesz. Prawdopodobnie nie dasz rady nawet przez pierwszy dzień, a szanse, że pokonasz pierwszy tydzień są mniejsze niż jeden do stu przeciwko Tobie.

Także jeśli chcesz mieć jakąkolwiek szansę na sukces w tym przedsięwzięciu, nie możesz być jak większość ludzi.

Raczej nie skorzystasz z mojej rady, ale pozwól mi mimo to poddać się iluzji i podzielić się paroma praktycznymi wskazówkami – jak zwiększyć Twoje szanse na sukces.

To jest możliwe, choć niemal wcale

Przede wszystkim: przejście Superpróby jest możliwe. Jest to tylko ekstremalnie trudne. Ale to jak z syrenim śpiewem – wielu z nas nie jest w stanie oprzeć się uwodzącej pokusie natychmiastowej nirwany w zachowaniu.

Tak, to jest możliwe. Da się wykręcić strita na flopie, mając na ręku 7 i 2 w różnych kolorach, ale prawdopodobieństwo jest przeciwko Tobie.

Zdając sobie jednak sprawę, jak jest to trudne, masz małą przewagę. Jeżeli utrzymasz zdrowy szacunek dla wyzwania, zmniejszasz szansę niedocenienia jego trudności, i przez to możesz przygotować się lepiej przed rozpoczęciem.

Superpróba ma pewien sens, ponieważ nasze zachowania łączą się w zawiły sposób. Jedno zachowanie wywołuje inne, które łączy się z kolejnym, i tak dalej.

Przesypianie poranków prowadzi do pomijania zaplanowanych treningów, co przekłada się na beznadziejne śniadanie i późne rozpoczęcia dnia, przez co czujesz się nieproduktywny i leniwy, z czego wynika niska wydajność w pracy i poczucie wyczerpania na koniec dnia.

Z drugiej strony, wczesna pobudka daje Ci dodatkowy czas na ćwiczenia, które podkręcają Twój metabolizm i budzą w Tobie więcej energii. Będziesz miał też większą skłonność do zdrowszego jedzenia po treningu, a ten pozytywny start da Ci kopa do produktywnego dnia pracy, który pozostawi Cię z wybornym uczuciem spełnienia wieczorem, kiedy będziesz miał jeszcze masę energii na pracę nad osobistymi celami.

Nawyki wzmacniają się wzajemnie. Nachodzą na siebie. Tak więc główną ideą, jaka przyświeca Superpróbie, jest zburzenie całego łańcucha złych nawyków i zastąpienie go nowym łańcuchem korzystnych. W pewien sposób może to być właściwie łatwiejsze niż próby zmiany nawyków pojedynczo, gdyż Superpróba daje Ci możliwość odcięcia całego łańcucha nieprzydatnych nawyków.

Przygotuj się dobrze

Przeczytaj artykuł „Zmiana nawyku jest jak szachy”, żeby zrozumieć trzy fazy zmiany nawyku. 30-dniowa próba ma miejsce w trzeciej i ostatniej fazie. Upewnij się, że poświęciłeś wystarczająco dużo wysiłku na zbudowanie odpowiedniego rusztowania i przygotowanie próby najlepiej jak potrafisz.

Na przykład jeżeli wprowadzasz zmiany żywieniowe, to wypełnij swoją kuchnię zdrową żywnością i upewnij się, że „niedozwolone” jedzenie opuściło Twój dom zanim w ogóle rozpoczniesz próbę.

Cokolwiek możesz ustawić, usunąć, czy przygotować z góry by ułatwić sobie życie podczas Superpróby – zrób to najpierw. Daj sobie kilka dni na poustawianie wszystkiego na odpowiednich miejscach zanim zaczniesz. Może Cię korcić by rozpocząć Dzień 1 tak szybko, jak to możliwe, ale ta inspiracja przeobrazi się tylko w rozczarowanie, jeśli nie poświęcisz dość czasu na przygotowania.

Im lepiej jesteś przygotowany do wystartowania z kopyta z Superpróbą, tym większe są Twoje szanse na sukces.

Najpierw się wytrenuj

Superpróba jest jak triatlon. Nie idziesz sobie po prostu na niego bez żadnego wcześniejszego treningu. Nie przejdziesz nawet przez etap pływacki, jeśli tak zrobisz.

To jest poziom, do którego musisz się przygotować. Kiedy masz za sobą 5-10 skutecznie przeprowadzonych 30-dniowych prób, możesz rozważyć Superpróbę. W innym razie marnujesz swój czas.

Superpróby to zaawansowana wersja prób trzydziestodniowych. Nawet zwykła trzydziestodniowa próba przekracza znacznie możliwości początkującego. Wersja dla początkujących to próba pięcio- czy dziesięciodniowa.

Musisz nauczyć się chodzić zanim pobiegniesz. Rozwijanie swojej samodyscypliny to proces trwający całe życie. Zacznij od tego, co jesteś w stanie osiągnąć, i stale zwiększaj poziom wyzwania wraz z tym, jak stajesz się silniejszy. Ale nie próbuj podnosić ciężarów, które zawsze upuszczasz. Weź coś lżejszego, dopóki nie przekonasz się, jakie są Twoje możliwości.

Bycie początkującym, który rozumie, że jest początkującym, to nie powód do wstydu. Dla niechętnych i niecierpliwych są lekcje pokory.

Eliminuj społeczny balast

Jeżeli w Twoim życiu są ludzie, którzy będą opierać się zmianom jakie wprowadzasz, zdystansuj się od nich na tyle, na ile to możliwe. W przeciwnym razie społeczny balast, który oni tworzą może ograniczyć Twoją motywację i powstrzymać Cię.

Jeśli na przykład częścią Twojej Superpróby jest praca nad nowym internetowym biznesem przez dwie godziny dziennie, i masz znajomego, który twierdzi, że jedynymi ludźmi, którzy zarabiają w sieci są naciągacze, nie jest on dobrą osobą do towarzystwa podczas Superpróby.

Ulotnij się z każdego towarzystwa, które by Cię ograniczało. Będziesz miał dość wyzwań bez niepotrzebnego oporu środowiska.

Nie ogłaszaj tego

Przy normalnej trzydziestodniowej próbie mówienie ludziom z góry o swoim postanowieniu może zwiększyć Twoje szanse, ponieważ będą oni pomocni w podtrzymaniu poczucia odpowiedzialności.

Ale w przypadku Superpróby radziłbym zachować się inaczej i zachować ją dla siebie.

Jeden z powodów jest taki, że będziesz podejmował się tak dużej jednorazowej zmiany, że większość ludzi nie uwierzy, że jesteś w stanie to zrobić. Tak więc kiedy powiesz komuś o tym, prawdopodobnie dołożysz sobie więcej tego negatywnego społecznego balastu. Ludzie będą obserwować Cię, spodziewając się porażki. Nie pomoże Ci to odnieść sukcesu.

Wyjątkowa sytuacja, kiedy w porządku jest podzielić się tym z innymi, ma miejsce gdy naprawdę możesz się po tych ludziach spodziewać zachęty i wsparcia. Jeśli możesz zabezpieczyć sobie więcej społecznego wsparcia, zrób to. To może z pewnością pomóc.

Do czasu, gdy zbudujesz już swoją samodyscyplinę do poziomu, gdzie Superpróba staje się potencjalnie wykonalna, będziesz tak daleko ponad przeciętnym poziomem skuteczności w społeczeństwie, że większość ludzi będzie niezainteresowana gdy zaczniesz o tym mówić. Tylko ich zdenerwujesz, a oni być może w sekrecie będą Ci życzyć porażki. Dlatego moje odczucie w tej kwestii jest takie, że lepiej dla Ciebie, jeśli pozostawisz ich w nieświadomości.

Wiele lat temu obrałem cel przejścia czteroletnich studiów w ciągu jedynie trzech semestrów, biorąc około trzy razy większego obciążenia niż jest w normalnym kursie (wyjaśniłem to w artykule „Zrób to teraz”). Zawczasu podzieliłem się tym celem z paroma osobami. Większość z nich śmiała się lub mówiła, że się łudzę. Ani jedna z tych osób nie popierała mnie. Nauczyłem się więc nie rzucać się w oczy – i nie wtajemniczałem innych ludzi. Później w czasie tego doświadczenia jeden z moich profesorów zainteresował się tym, co robiłem, więc podzieliłem się z nim szczegółami. Był w stanie odnieść się do tego, ponieważ miał córkę, która działała bardzo skutecznie. Miło było otrzymać trochę społecznego wsparcia.

Przejście Superpróby wymaga więcej niż tylko dyscypliny. Mogą wystąpić nieprzewidziane interakcje pomiędzy Twoimi zwyczajami, na które się nie przygotowałeś. Możesz zdać sobie sprawę, że nie przygotowałeś się właściwie – po dniu czy dwóch – i że musisz się cofnąć i przemyśleć swój plan. Tak wiele może pójść źle. Podczas Superpróby naprawdę nie potrzebujesz dodatkowej społecznej presji odpowiedzialności za innych.

Superpróba jest tak czy inaczej raczej wewnętrzną podróżą. Chodzi tu o zanurzenie się głęboko w siebie i danie życia całkowicie nowemu sobie. Potrzebujesz przestrzeni do skupienia się na robieniu tego, co zrobione być musi, bez martwienia się o reakcje innych ludzi.

Do czasu gdy będziesz gotowy do Superpróby, będziesz miał już samodyscyplinę wytrenowaną do wysokiego stopnia. Będziesz miał też pełniejsze zrozumienie, jakiego typu ciężary jesteś w stanie udźwignąć, a jakie są dla Ciebie zbyt ciężkie. W tym punkcie będziesz opierał się bardziej na swoich wewnętrznych wyborach; odpowiedzialność wobec innych nie będzie aż tak istotna. Jeżeli nie możesz utrzymać swojej odpowiedzialności, to tak czy inaczej nie jesteś gotów do podjęcia Superpróby.

Nie wyczerpuj się

Jednym z najpowszechniejszych błędów popełnianych przez ludzi, którzy podejmują wielokrotne 30-dniowe próby jest włączanie w nie czegoś, co wyczerpie ich w ciągu pierwszego tygodnia.

Najbardziej zwariowany przykład to sytuacja zdarzająca się przy próbach wprowadzenia snu polifazowego: jest on szalenie trudny sam w sobie, a ludzie dorzucają do tego jeszcze garść dodatkowych prób. Nie spotkałem się nigdy z osiągnięciem sukcesu w ten sposób. To tak, jakby pójść pierwszy raz w życiu na siłownię i wziąć się od razu za wyciskanie 150 kilo. Ładna próba, kotku… ale nie.

Niewiele mniej zwodnicze jest dołączenie do swojej próby czegoś, co spowoduje, że poziom energii będzie chwiejny w ciągu pierwszych kilku dni. Na przykład jeśli aktualnie wygrzebujesz się z łóżka każdego ranka około 8 rano, a wstawanie o 5 rano jest częścią Twojej Superpróby, możesz spodziewać się, że będziesz czuł się nieco wyzuty ze snu przez pierwszy tydzień, dopóki Twój organizm nie dostosuje się do nowego rytmu. Bycie zmęczonym BARDZO utrudni osiągnięcie sukcesu na innych polach Superpróby.

Innym przykładem byłoby podjęcie się przejścia ze Standardowej Amerykańskiej Diety (SAD) na całkowicie wegańską dietę złożoną z surowych produktów. Prawdopodobnie będziesz miał do czynienia z intensywną detoksykacją (symptomy podobne do przeziębienia) przez pierwszy tydzień czy dwa. Dorzucanie sobie w tej sytuacji jeszcze więcej wyzwań, sprawi, że to wszystko będzie zbyt ciężkie.

Kolejny przykład z brzegu – rzucanie się na nowy plan treningowy, po którym w pierwszym tygodniu jesteś bardzo obolały.

Jeżeli zamierzasz podjąć się Superpróby, zrób wszystko co możliwe, by uniknąć dokładania nowego nawyku, który mógłby wyczerpać Cię podczas pierwszego tygodnia. Wykonaj dla niego najpierw oddzielną 30-dniową próbę, usadź się na pozycji, i dopiero wtedy przeprowadź Superpróbę. Czyli najpierw przejdź na surowe produkty, naucz się najpierw wcześnie wstawać, czy najpierw zacznij trening siłowy. Usuń z drogi senność, etap detoksykacji czy zakwasy po pierwszych treningach. Wtedy będziesz mógł załadować więcej do swojej Superpróby. To uczyni Twoją Superpróbę mniej stresującą i w dużo większym stopniu wykonalną.

Pilnuj swojego snu podczas Superpróby. Nie zmuszaj się do siedzenia długo próbując upakować w ten dzień realizację wszystkiego naraz. Jeśli nie jesteś w stanie zrealizować wszystkich swoich zadań do zaplanowanego czasu na pójście spać – odetnij trochę zadań. Nie pozbawiaj się snu. Braki snu podniosą Ci poziom stresu, a także ryzyko choroby. Nie chcesz walczyć z własnym zmęczeniem, kiedy próbujesz wykonać Superpróbę. Superpróby są trudne nawet, gdy utrzymujesz kosmiczny poziom energii.

Zamieszaj dniami rozpoczęcia

Zamiast wprowadzać wszystkie nowe nawyki od pierwszego dnia, możesz trochę pomieszać w dniach rozpoczęcia. Da Ci to szansę skupienia się na dokładaniu jednego nowego nawyku co dzień czy dwa, tak, że Dzień Pierwszy nie będzie tak przytłaczający.

Czy chcesz tak zrobić – to Twoja własna decyzja. Nie jest to niezbędne, ale może pomóc, jeśli Twój Dzień Pierwszy jawi się cokolwiek onieśmielająco.

Za pierwszy dzień uznaj dzień, kiedy dołożyłeś ostatni nawyk, tak, że w końcu z każdym nawykiem robisz pełne 30 dni.

Miej pozycję do odwrotu

Określ priorytetowe nawyki swojej Superpróby, a gdyby zadanie okazało się zbyt ciężkie, będziesz mógł opuścić jeden czy parę z nich i wycofać się do mniejszej liczby tych nawyków, których wprowadzeni się poświęcasz.

Sugeruję podzielenie swojej Superpróby na 3 listy:

  1. Lista A = koniecznie chcę to wprowadzić, jeśli mi się uda to będzie dużo znaczyć
  2. Lista B = dobrze mieć, z pewnością ulepszą moje życie, ale niewarte poświęcenia rzeczy z listy A dla nich
  3. Lista C = fajnie mieć, ale to lukier na torcie, niewarte poświęcenia rzeczy z listy A czy B

Jeżeli poczujesz się zbyt przeciążony czy zestresowany i jesteś pod poważnym zagrożeniem nie podołania Superpróbie, najpierw odetnij rzeczy z Listy C. Jeśli nadal jesteś przeciążony, tnij z listy B. W najgorszym wypadku, wycofaj się do jednej, najważniejszej rzeczy z listy A.

Wiedząc z góry, które rzeczy ciąć w kryzysowej sytuacji, będziesz przynajmniej mógł wycofać się do zwykłej 30-dniowej próby i wciąż cokolwiek nowego sobie zainstalować. Jest to o wiele lepsze niż upuszczenie wszystkich piłeczek i nie osiągnięcie niczego.

Dawaj z siebie wszystko, ale nie ubijaj sam siebie, gdy nie jesteś w stanie wprowadzić wszystkiego naraz.

Projektuj dla równowagi

Być może najlepszym zastosowaniem dla Superpróby jest przeprowadzenie całościowego zrównoważenia swojego życia we wszystkich kluczowych obszarach.

Dobrze zrównoważona Superpróba zwiększy Twoje szanse na sukces. Próba bez równowagi wywoła wewnętrzny opór i sprawi, że będziesz chciał ją przerwać.

Zwróć szczególną uwagę na następujące obszary:

Ciało – dołącz coś, co zwiększy Twoją energię i dobre samopoczucie. Ćwiczenie rano jest świetne, bo podkręca metabolizm sprawiając, że w ciągu dnia czujesz się rześki i pełen energii. Dużo łatwiej jest przeprowadzić Superpróbę, gdy masz dużo energii.

Umysł – rozwijaj swój umysł w czasie Superpróby. Codzienne czytanie (niekoniecznie fikcji) to niezły zwyczaj. W ten sposób zyskasz podczas próby trochę wartości edukacyjnych. Czytanie na tematy związane z Twoją karierą jest szczególnie korzystne.

Kariera – dodaj zwyczaj, który wpłynie pozytywnie na Twoją karierę czy ogólną produktywność w pracy, jak na przykład sprawdzanie poczty tylko raz dziennie, czy mówienie współpracownikom czegoś zachęcającego każdego dnia.

Finanse – dodaj zwyczaj polepszający Twoje finanse, na przykład codzienne notowanie wydatków, czy dwugodzinna praca nad nowym internetowym biznesem.

Związki – włącz zwyczaj rozwijający Twoją odwagę społeczną czy umiejętności dotyczące związków. Postaraj się zainicjować rozmowę z jedną nową osobą każdego dnia. Albo codziennie spotykaj się na przerwie w pracy z innym współpracownikiem, żeby rozwijać swoją sieć kontaktów biznesowych.

Uczucia – uwzględnij zwyczaje wspomagające utrzymanie pozytywnego, zorientowanego na działanie podejścia. Ja, kiedy byłem na studiach, słuchałem inspirujących i edukacyjnych programów audio przez około dwie godziny dziennie, zazwyczaj idąc na czy z zajęć, a to utrzymywało poziom mojej motywacji bardzo wysoko.

Porządek – dodaj zwyczaj zmniejszania chaosu oraz zwiększania porządku i organizacji w swoim życiu, takiego typu jak poświęcanie pół godziny dziennie na porządkowanie bałaganu w domu czy biurze.

Rozwój duchowy – dodaj taki zwyczaj, jak na przykład codzienna medytacja czy prowadzenie pamiętnika, abyś mógł wzbogacić swoje życie wewnętrzne w równym tempie z rozwojem zewnętrznym.

Zabawa – dodajesz przynajmniej jedno rozrywkowe zadanie do swojej próby, na przykład granie w coś z rodziną. Zapewni Ci to codzienną nagrodę i coś, na co będziesz czekał. Pomaga to też uwarunkować swój umysł tak, by wierzył, że samodyscyplina to dobra zabawa. Im bardziej jesteś zdyscyplinowany, tym więcej czasu będziesz miał by cieszyć się życiem, i tym mniej stresujące ono będzie.

Może to wyglądać na zadanie nie do zrealizowania, ale tego typu mieszanka nawyków pomoże im wzajemnie się wzmacniać, w ten sposób zwiększając Twoje szanse na sukces. Przykładowo polepszenie finansów oznacza, że stać Cię na zakup zdrowszego jedzenia, opłacenie zajęć z jogi itd. Całościowe podejście pomoże Ci czynić postępy we wszelkich obszarach życia tak, że żaden z nich nie będzie wpływał na inne opóźniająco.

Używaj zwięzłych parametrów

Określ swoje zwyczaje w zwięzły sposób, opisując je rzeczownikami, czasownikami i przyimkami. Unikaj stosowania przymiotników takich jak „więcej” i „lepiej”, bo to jest oznaka myślenia życzeniowego (i jest to też głupie).

Oto przykłady iluzorycznych celów: Ćwiczyć więcej. Jeść zdrowiej. Czytać szybciej. Narzekać mniej. Być milszym. Pracować ciężej.

Nie masz szans powodzenia, kiedy obierasz iluzoryczne cele. Ponadto będzie Cię bolał policzek, jak Cię strzelę w łepetynę.

Oto zwięzły cel: ćwiczyć na bieżni, utrzymując 60-80% maksymalnej ilości uderzeń serca przez 30 minut dziennie.

Mając zwięzłe cele nie możesz się zwodzić. Jest jasne, czy zrobiłeś, co zamierzałeś – czy nie. Obiektywny obserwator oceniłby realizację zadania tak samo, jak oceniasz ją Ty. Nie ma miejsca na dywagacje.

Do najwyższego możliwego stopnia zdefiniuj każdy cel w zero-jedynkowy sposób. Albo wykonałeś zadanie, albo nie. Eliminuj pośrednią szarą strefę, o ile nie chcesz zrobić pozornej próby z pozornymi rezultatami.

Skup się na działaniach

Sens przeprowadzania Superpróby leży we uzyskaniu pewnych poważnych korzyści, które postawią Cię na drodze do dużego długoterminowego polepszenia Twoich osiągnięć. Podczas samej Superpróby bycie zbyt skupionym na efektach zazwyczaj przynosi jednak odwrotne skutki. Pamiętaj o ostatecznych rezultatach, ale zwróć uwagę na codzienne zadania, których musisz się podjąć, i zajmuj się jednym naraz tak, jak się pojawiają.

Na przykład „Pisać przez dwie godziny dziennie” to lepszy wybór na cel i nawyk niż „Pisać codziennie, aż ukończę pierwszy szkic książki w ciągu 30 dni”. Pierwszy kontrolujesz bardziej bezpośrednio i jest jasne, czy to zrobiłeś, czy nie.

Superpróby opierają się w całości na działaniu. Jakie są codzienne działania z których chcesz zbudować nawyki, które to, jeżeli utrzymasz je biernie poza czasem początkowej próby, będą Ci prawdopodobnie dobrze służyć przez wiele nadchodzących lat?

Jak różniłoby się Twoje życie, gdybyś codziennie… ćwiczył jogę przez 45 minut? Ograniczył surfowanie po sieci do co najwyżej pół godziny? Rozpoczynał rozmowę z kimś nowym? Czytał coś wartościowego przez pół godziny? Pracował nad biznesem internetowym przez godzinę czy dwie? Przytulał i pieścił swoją drugą połówkę przez 20 minut? Brał prysznic? Ogarniał dom przez 20 minut? Planował następny dzień przez 10 minut? Robił plany podróży przez pół godziny?

Zaplanuj to

Jeśli zamierzasz wykonać jakieś działanie każdego dnia, zadecyduj z góry o jakiej porze to zrobisz.

Jeżeli masz wiele zadań do rozplanowania, rozpisz plan typowego dnia, żeby zobaczyć, jak się to wszystko razem układa.

Daj sobie chwilę oddechu pomiędzy działaniami. Nie zakładaj na przykład, że jesteś w stanie skończyć trening i zacząć prysznic w dokładnie tej samej minucie.

Jeśli nie zarezerwowałeś na coś czasu, to znaczy, że nie jesteś jeszcze zdecydowany to zrobić.

Wyrównuj braki

Złe nawyki trzymają się mocno nie bez powodu. Zapewniają Ci pewne korzyści.

Zanim pozbędziesz się złego nawyku, zastanów się, jaka jest ta korzyść. Następnie upewnij się, że dodałeś do Superpróby coś, co zrekompensuje korzyści, które możesz stracić, wycinając te złe nawyki.

Przyjmijmy, że spędzasz o wiele za dużo czasu na sprawdzaniu Facebooka i innych forów online w czasie dnia pracy. Zabija to Twoją produktywność, co pociąga w dół Twoje poczucie własnej wartości oraz poziom energii, powstrzymując Cię od poczucia motywującego kopa, który może być zapewniony tylko przez prawdziwie produktywnie spędzony dzień. Gdzieś w głębi siebie zdajesz sobie sprawę, że musisz się pozbyć tego nawyku.

Ale za każdym razem, gdy próbujesz go rzucić, czujesz się odizolowany i odłączony. Brakuje Ci tych częstych kontaktów społecznych – i wkrótce do nich powracasz.

Zdajesz sobie sprawę, że nawet chociaż ten nawyk niszczy Twoją produktywność, to właściwie pomaga Ci w inny sposób. Pomaga Ci okresowo odnowić uczucie bycia połączonym z innymi. To wcale nie jest zła sprawa.

Co innego może dać Ci to poczucie łączności, nie burząc dnia pracy? Jest wiele możliwych rozwiązań.

Jednym z nich byłoby zapakowanie tych internetowych interakcji w ramy czasowe, przypisując na nie konkretny czas wieczorem tak, żeby nie kolidowały one z Twoją pracą. Możesz dać sobie swobodnie wybraną ilość czasu na kontaktowanie się z innymi ile tylko chcesz, ale nie w czasie, gdy masz pracować. Kiedy chcesz takich kontaktów częściej, możesz podzielić ten czas i zaplanować je w naturalnych przerwach swojego dnia, jak na przykład w przerwie śniadaniowej czy przy wieczornej przekąsce.

Innym rozwiązaniem będzie ograniczyć czy całkowicie wyeliminować kontakty internetowe i dodać w to miejsce silniejszy nawyk, który da Ci jeszcze więcej wspomnianych korzyści. Poświęcaj każdego dnia pół godziny czy godzinę, rozmawiając ze znajomymi przez telefon. Zorganizuj spotkanie u siebie w domu raz na miesiąc, przykładowo niech to będzie dwu-trzygodzinny wieczór z grami. Albo każdego wieczora zapraszaj innego znajomego czy współpracownika na kolację. Kontakty internetowe mogą być ciekawe, ale nic nie przebije kontaktów twarzą w twarz, zwłaszcza, gdy można razem się pośmiać.

Jeszcze inną alternatywą, która może mieścić się poza zakresem Superpróby, byłoby zmienić swoją karierę zawodową na taką, która daje Ci o wiele więcej kontaktów z ludźmi, tak, że nie czujesz się osamotniony w ciągu dnia pracy.

Zamień palenie na medytację i masaż. Zamień śmieciowe jedzenie na czas na pieszczoty. Zamień masturbację na seks (albo odwrotnie, zależnie od Twoich priorytetów).

Znajdź ukrytą korzyść kryjącą się za złym nawykiem. Zamiast całkowicie porzucać te nawyki, postaraj się zastępować je nowymi nawykami, które zapewniają nawet większe korzyści, ale bez ujemnych stron. Odkrycie, co działa dla Ciebie najlepiej, może wymagać trochę poeksperymentowania na zasadzie prób i błędów, ale z pewnością da się to zrobić.

Uwzględnij przestoje

Superpróby mogą być pobudzające, ale mogą być też fizycznie i emocjonalnie wyczerpujące, zwłaszcza na początku, gdy sprawa wymaga dużo świadomego myślenia.

Zalecam byś uwzględnił przynajmniej dwie godziny przestoju dziennie, przeznaczone na odpoczynek i relaks. Daj swojemu ciału i umysłowi kompletną przerwę od możliwego stresu związanego z Superpróbą.

Możesz wykorzystać ten czas aby się położyć, zdrzemnąć, skontaktować ze znajomymi i rodziną, cieszyć relaksującą kąpielą, grać na komputerze, przytulić ukochaną osobę, czy na cokolwiek innego co pomoże Ci się odświeżyć. Wyłącz się i zrelaksuj

Zaplanowanie tego w okolicach końca dnia, powiedzmy – zaraz po kolacji, daje Ci coś, na co oczekujesz. Niekoniecznie zawsze będzie Ci to potrzebne, ale w niektóre dni będziesz się cieszył wiedząc, że to czeka.

Trzymaj się codziennych nawyków

Dla Superpróby najlepsze jest trzymanie się nawyków każdego dnia, włączając w to weekendy. Utrzymanie spójnego codziennego rytmu bez dni przerwy jest ważne dla stworzenia poczucia ciągłości.

Tak więc jeżeli zamierzasz wstawać o piątej czy pisać przez dwie godziny dziennie, to rób to przez 7 dni w tygodniu.

Może się to wydawać trudniejsze i mniej elastyczne (jak to ona mówi), ale w rzeczywistości tak jest łatwiej. Często spotykane okoliczności porażki to takie, gdzie ludzie odpuszczają sobie na weekend, a następnie próbują odpalić wszystko na nowo od poniedziałku. To jest prawie jak rozpoczynanie Superpróby z każdym tygodniem na nowo.

Nawyk jest zapamiętanym rozwiązaniem. To zapamiętywanie zadziała szybciej, jeżeli konsekwentnie utrzymasz działanie codziennie, bez przerw. Kiedy już Twój mózg zapamięta rozwiązane (trzydzieści dni minęło i nawyk jest ustawiony), wtedy możesz dać trochę luzu z częstotliwością, na przykład pomijając weekendy – z mniejszym ryzykiem całkowitego popłynięcia. Ale lepiej jest trzymać się codziennych działań w czasie, gdy dopiero wprowadzasz sobie te nawyki. Pamiętaj – to tylko 30 dni!

Jeśli wciąż chcesz dołączyć do Superpróby nawyki nie realizowane codziennie, przeczytaj „Jak utrzymać nie-całkiem-codzienne nawyki”, żeby nauczyć się jak to robić.

Określ swoją podstawową wydajność

Aby ograniczyć poziom trudności, określ każdy nawyk w kategoriach podstawowej wydajności. Jaki jest jej minimalny poziom, który da Ci ciągle pewne wartościowe, pozytywne rezultaty?

Na przykład – zamiast czytania przez godzinę dziennie, możesz ustalić podstawowy cel czytania przez 15 minut dziennie. Jeżeli pojawiają się opóźnienia i nie jesteś w stanie wycisnąć tej godziny czytania nie tracąc snu, możesz po prostu robić to w takich dniach przez 15 minut. W niektóre dni możesz wydłużyć ten czas, ale 15 minut to Twoje minimum.

Kiedy już ukończysz próbę na podstawowym poziomie, masz już w kieszeni jakiś sukces. Masz też uruchomioną podstawową wersję nawyku. Teraz możesz wyjść poza ten podstawowy poziom, by osiągnąć poziom długoterminowo bardziej optymalny, robiąc na przykład kolejną 30-dniową próbę skupiającą się na ulepszeniu czy rozbudowaniu tego nawyku.

Lepiej jest zbudować sobie podstawowy poziom wydajności w każdym obszarze Superpróby, niż próbując osiągnąć maksimum nie dać sobie rady z wprowadzeniem któregokolwiek nawyku. Wyniki mogą nie być tak dobre, jak miałeś nadzieję, ale będą przynajmniej jakieś rezultaty o których można mówić.

O wiele mniej skomplikowane jest ćwiczyć przez 45 minut dziennie, jeśli już ustawiłeś sobie nawyk ćwiczenia przez 20 minut każdego dnia… w przeciwieństwie do wprowadzania 45-minutowego nawyku zupełnie od zera.

Dodanie sobie 5 czy 10 nowych nawyków na podstawowym poziomie (15-20 minut dziennie tu i tam) może być ogromnie wartościowym zastosowaniem Superpróby. Po wszystkim możesz utrzymać te podstawy i z tego punktu spróbować je rozbudować, czy to stosując nową Superpróbę, czy indywidualne 30-dniowe próby skupiające się na jednym nawyku naraz.

***

Jeżeli podejmujesz się Superpróby, życzę Ci jak najwięcej szczęścia. Musisz być naprawdę zdyscyplinowany, naprawdę zwariowany albo naprawdę naiwny – albo mieć w sobie jakąś kombinację tych cech.

Dziś jest właśnie mój Dzień Pierwszy nowej Superpróby, która obejmuje poważne zrównoważenie sposobu, w jaki każdego dnia inwestuję swój czas. Nie będę dzielił się szczegółami czy blogował na ten temat (jak wyjaśniłem w sekcji „Nie ogłaszaj tego” powyżej), ale jeżeli będziesz śledzić ten blog przez kolejne 30 dni, być może będziesz w stanie zgadnąć jeden czy dwa z nich…

…o ile każda komórka mojego ciała nie eksploduje z prędkością światła, oczywiście. 🙂

Źródło: 30-Day Supertrials

Nawyk osiągania celu

Kiedykolwiek ustanawiasz nowy cel, mało prawdopodobne jest, że go osiągniesz – o ile Twoje nawyki tego nie wspierają. Jeżeli obrany cel koliduje z Twoimi aktualnymi nawykami, będziesz musiał je zmienić, żeby osiągnąć wybrany cel.

Przyjmijmy, że postawiłeś sobie za cel napisać książkę – ale nie masz jeszcze nawyku regularnego pisania (idealnie – codziennie). Najprawdopodobniej nigdy nie ukończysz książki. Ten cel będzie po prostu latami tkwił na Twojej liście „rzeczy do zrobienia”.

Załóżmy, że przyjąłeś cel rzucenia pracy i uruchomienia własnego biznesu internetowego, ale nie masz zwyczaju rozwijania stron internetowych. Osiągnięcie tego celu również będzie mało prawdopodobne. Pozostanie po prostu fantazją, przesłonioną nawykiem pokazywania się w pracy każdego dnia.

Zidentyfikuj nawyki wspierające Twoje cele

Kiedy stawiasz sobie nowy cel, pomyśl o nawykach, które pozwoliłyby Ci wrzucić jego realizację na autopilota, co w efekcie właściwie załatwi sprawę.

Najlepiej jest myśleć w kategoriach codziennych nawyków, zwłaszcza kiedy chodzi o duże cele. Codzienne nawyki łatwiej jest wdrożyć niż te o mniejszej częstotliwości. (Aby dowiedzieć się więcej o skutecznym wprowadzaniu nieregularnych nawyków, zajrzyj do artykułu „Jak Utrzymać Nie-Całkiem-Codzienne Nawyki”.)

Mądrze jest też myśleć w kategoriach prostych nawyków, a nie tych niezwykle skomplikowanych. Proste nawyki łatwiej jest wprowadzić i utrzymać. Złożoności zawsze możesz dodać później, a najpierw skup się na skutecznym wprowadzeniu prostego nawyku.

Jeśli jednym z Twoich celów jest napisać książkę, prostym codziennym nawykiem byłoby pracować nad nią przynajmniej przez godzinę dziennie. Jeżeli jesteś w stanie wprowadzić i utrzymać taki nawyk, ukończenie książki jest praktycznie załatwioną sprawą. Nawet jeżeli piszesz tylko w dni robocze i dajesz sobie dwa tygodnie wolnego, to wciąż będzie 250 godzin rocznie które zainwestujesz w swoją książkę. Taka prosta dyscyplina wystarczy, by zbudować karierę profesjonalnego pisarza.

Zadaj sobie takie pytanie: jaki codzienny nawyk sprawiłby, że realizacja tego celu byłaby załatwioną sprawą? Odpowiedź na to pytanie pokaże Ci, jakie nawyki wprowadzić. Jeżeli możesz uwarunkować i utrzymać te nawyki, z dużą dozą prawdopodobieństwa osiągniesz swój cel. To tylko kwestia czasu.

Bądź konkretny

Uczyń swoje nawyki konkretnymi. Określ kiedy, gdzie i jak je wprowadzisz. Nie zostawiaj niczego przypadkowi.

Jeżeli zamierzasz ćwiczyć codziennie by wesprzeć swój cel zrzucenia wagi, określ kiedy będziesz ćwiczył i jak długo, gdzie zamierzasz ćwiczyć i jakiego typu ćwiczenia wykonasz. Ćwiczenie jogi w Twoim salonie od godziny 16 do 16:45 każdego dnia to konkretny nawyk. Dopisanie „pójść na siłownię” do jutrzejszej listy rzeczy do zrobienia nie jest konkretnym nawykiem.

Jedną z najbardziej podstawowych właściwości nawyku jest czas. Aby wprowadzić nowy nawyk, musisz poświęcić czas. Wykrój wyznaczony blok czasu który spędzisz nad swoim nowym nawykiem. Nawet, jeżeli nawyk nie wymaga żadnego dodatkowego czasu by go utrzymać, jak na przykład nawyk nieobgryzania paznokci, to i tak będziesz musiał poświęcić czas by ten nawyk uwarunkować.

Zacznij z 30-dniową próbą

Użyj metody 30-dniowej próby by ruszyć z kopyta z nowym nawykiem. Ta metoda ma wysoki współczynnik powodzenia i może być dostosowana do właściwie dowolnego nawyku, jaki chciałbyś sobie wyrobić. (Więcej na ten temat znajdziesz w artykule „30 dni do sukcesu”.)

Skup się na osiągnięciu perfekcyjnej realizacji Twojego nawyku przez 30 kolejnych dni. Nie martw się o Dzień 31. Jeżeli dasz radę realizować swój plan przez 30 dni, zazwyczaj możesz kontynuować z tego punktu, bo nawyk będzie już na autopilocie.

Nawet, jeżeli później wypadniesz z rytmu, będzie Ci też łatwiej ponownie wprowadzić nawyk, gdy wcześniej ukończyłeś już realizację 30 dni stosowania go bez przerwy. A na koniec – zaczynając od nowa, będziesz wiedział, że jesteś w stanie zrobić to przez 30 dni i więcej, bo zrobiłeś to już wcześniej.

Eliminuj zakłócenia

Niszcz wszelkie przeszkody, jakie mogą zakłócać działanie Twojego nowego nawyku. Usuń ze swojego planu dnia zadania których realizacja kolidowałaby z czasem, jaki przeznaczyłeś na swój nawyk.

Poinformuj innych ludzi, że ten czas jest święty i że NIE MAJĄ oni pozwolenia na przeszkadzanie Ci wtedy.

Upewnij się, że masz wszelkie wyposażenie i zasoby, jakich będziesz potrzebować do wprowadzenia nawyku. Nie chcesz rozpocząć Dnia 1 z górami entuzjazmu tylko po to, by odkryć że brakuje Ci czegoś ważnego i nie możesz kontynuować.

Daj sobie każdą przewagę, jaką możesz – zanim zaczniesz. Przeczytaj artykuł „Zmiana nawyku jest jak szachy”, aby upewnić się, że uwzględniasz otwarcie, grę środkową i końcową zmiany nawyku. Nie wpadnij w pułapkę strzelenia sobie szewskiego mata i postawienia siebie na niekorzystnej pozycji od Dnia 1.

Określ nawyki wspierające

Poświęć czas na określenie wszelkich wspierających nawyków, które pomogą Twojemu głównemu nawykowi, w ten sposób wspierając również Twój główny cel.

Na przykład – jeżeli chcesz zmienić codzienne nawyki żywieniowe, będziesz też potrzebował zmienić swoje nawyki robienia zakupów, by mieć pewność, że stale kupujesz odpowiednie jedzenie. Jest to szczególnie ważne, jeżeli do nowej diety chcesz wprowadzić wiele świeżych produktów.

Inny przykład: jeżeli chcesz zbudować popularny blog, pisanie jest ważnym codziennym nawykiem, ale dla optymalnych rezultatów mógłbyś też przyjąć, że każdego dnia poświęcisz czas na promowanie bloga. Jest to szczególnie ważne, gdy dopiero zaczynasz i praktycznie nikt nie wie o Twoim blogu.

Pracuj nad wprowadzeniem swojego głównego nawyku i wszelkich niezbędnych wspierających nawyków jednocześnie. Jeżeli to za dużo do opanowania, to najpierw wprowadź nawyki wspierające. Możesz rozprawić się z nimi jeden po drugim, korzystając kolejno z 30 dniowych prób, jeżeli tak zechcesz. Gdy wspierające nawyki są już na swoich miejscach, wtedy zaatakuj główny nawyk.

Mógłbyś na przykład wprowadzić sobie nawyk uzupełniania spiżarni zdrowym jedzeniem w każde wtorkowe popołudnie. Następnie mógłbyś wprowadzić nawyk przyrządzania posiłków codziennie (by ograniczyć chęć jedzenia na mieście). I ostatecznie, mógłbyś wprowadzić nawyk zmieniania swojej diety jakkolwiek chciałbyś, żeby wyglądała. Ten prosty postęp może przeobrazić się w zestaw wspierających nawyków, które pomogą Ci osiągnąć cel zrzucenia wagi i poprawienia ogólnego stanu zdrowia.

Zadeklaruj się publicznie

Jeżeli potrzebujesz dodatkowego bodźca by dać sobie radę z 30-dniową próbą, wciągnij do pomocy innych ludzi. Ogłoś publicznie swój nowy nawyk. Notuj swoje postępy, a będzie trudniej przerwać próbę.

Wiele osób ogłasza swoje najnowsze 30-dniowe próby na naszym forum dyskusyjnym. Niektórzy publikują również codzienne aktualizacje by dać innym znać o swoich postępach. To jest świetny pomysł, bo zwiększa poczucie odpowiedzialności. Masz mniejsze szanse by się poddać kiedy wiesz, że inni czekają na informacje o Twoich postępach.

Jeżeli to nie wystarczy, złóż obietnicę lub załóż się z kimś – ze znaczącymi konsekwencjami w przypadku przegranej. Dodaj do mikstury trochę bólu aby upewnić się, że dasz z siebie wszystko dla przejścia próby. Tego typu pozytywny stres może być bardzo motywujący, zwłaszcza gdy uważasz się za osobę w pewien sposób leniwą.

Cele w nawyki – osobisty przykład

Jednym z moich głównych zawodowych celów na ten rok jest zbudowanie i opublikowanie linii produktów informacyjnych do pobrania, na różne tematy związane z rozwojem osobistym.

Jest to duży cel, który będzie wymagał znacznej inwestycji czasu. Niestety – mój aktualny sposób pracy nie wspiera tego celu w najmniejszym stopniu.

Mam mnóstwo doświadczenia w internetowej sprzedaży produktów informacyjnych. Kiedyś przez kilka lat sprzedawałem gdy komputerowe do pobrania, tak więc mam już wiedzę jak tworzyć i publikować produkty informacyjne. Pamiętam codzienny rytm, którego doświadczałem podczas rozwijania i wypuszczania nowych gier: było to bardzo różne od mojej aktualnej listy zajęć w pracy, która koncentruje się na natychmiastowym publikowaniu treści o wiele mniejszej objętości.

Osiągnięcie tego celu wymaga ode mnie zainwestowania poważnej ilości czasu i energii w rozwijanie produktu. Ale do teraz nie byłem na odpowiedniej pozycji do wprowadzenia niezbędnych nawyków, których potrzebuję by ten cel stał się rzeczywistością. Udało mi się oczywiście napisać książkę, ale to była jednorazowa publikacja, a nie kompleta linia produktów.

Poczynając od tego tygodnia, zamierzam poświęcać w każdym dniu roboczym kilka godzin na rozwijanie nowych produktów informacyjnych. Na początek planuję stworzyć program audio do pobrania. Chciałbym też napisać więcej książek, ale zamierzam wypuścić najpierw przynajmniej jeden program audio.

Aby osiągnąć ten cel, muszę radykalnie zmienić moje codzienne nawyki. Oto kilka zmian, które wprowadzam:

nadal wstaję o piątej rano, ale zamiast iść najpierw na siłownię, idę prosto do swojego gabinetu żeby rozpocząć dzień pracy. Przeglądam moje cele i plany, i zabieram się do pracy nad zadaniami związanymi z rozwojem produktu najpóźniej o 5:30 każdego dnia roboczego.

Poświęcam każdy roboczy poranek na rozwój produktów, pracując aż do pory obiadowej. Zazwyczaj wypada ona u mnie około godziny 13, więc – wliczając kilka przerw – daje mi to 6-7 godzin solidnej codziennej pracy nad rozwojem produktów. Jeżeli poczuję się wypalony, mogę zawsze obciąć parę godzin z tej pracy czy wziąć parę dni wolnego w miarę potrzeby.

Poświęcam godzinę dziennie na pisanie i edycję nowych postów na blogu. Mogę pisać częściej krótkie posty, albo dłuższe rzadziej. Przystosowanie się do krótszych sesji pisania będzie poważną zmianą w moim rytmie blogowania.

Ograniczam czas, który spędzam na zwykłej komunikacji do maksymalnie 60 minut dziennie, włączając w to maile, fora, rozmowy telefoniczne itd. Zajmuję się tym popołudniami.

Ćwiczę wczesnym popołudniem, po pracy, a przed jedzeniem. Preferuję ćwiczenia, które mogę zrobić w domu, bez wychodzenia na siłownię. To oszczędza czas dojazdu.

Sprawy domowe załatwiam w tygodniu, wieczorami, około ósmej (zwłaszcza we wtorki). Sklepy są wtedy mniej zatłoczone, ponieważ ludzie są w domach i oglądają telewizję. Ten zwyczaj oszczędza mi na typowych zakupach około pół godziny – w porównaniu do robienia takich samych zakupów w weekend.

Wprowadzenie tych nowych nawyków wspierających osiągnięcie mojego celu może zająć mi trochę czasu, ale kiedy będą już wdrożone do działania, będę w stanie rozwijać nowe produkty w stałym rytmie, bardzo podobnym do rytmu blogowania, który pozwolił mi pisać setki nowych artykułów rok po roku.

Dzięki temu, że odzyskuję czas z mojego planu dnia, mam więcej tego czasu, a zwłaszcza więcej kreatywnej energii do zainwestowania w rozwój produktów informacyjnych. Mogę nadal publikować liczne darmowe treści, takie jak artykuły, podcasty i newslettery, ale zachowam bardziej złożony przekaz dla uporządkowanych produktów.

Blogowanie jest świetnym środkiem do wyrażania pewnych pomysłów, ale jest słabe jeśli chodzi o zajmowanie się tematami zbyt dużymi czy skomplikowanymi. To jest właśnie jedna z przyczyn, dla których zdecydowałem się napisać książkę „Rozwój osobisty człowieka rozumnego”. Napisanie książki pozwoliło mi wyjaśnić podstawy rozwoju osobistego o wiele głębiej niż mógłbym to zrobić przy pomocy garści artykułów czy podcastów. I ostatecznie – byłem w stanie podzielić się pełnym obrazem, zamiast skupiania się zawsze nad pojedynczymi fragmentami. Byłem zachwycony końcowym rezultatem, podobnie jak ogromna większość recenzentów książki, więc zachęciło mnie to do rozwinięcia większej ilości produktów.

Inne tematy, które w lepszy sposób da się przedstawić w pełnowartościowych produktach zamiast w artykułach na blogu czy podcastach, to między innymi: zarządzanie czasem, rzeczywistość subiektywna, biegunowość, Prawo Przyciągania, dieta oparta na surowych produktach, poliamoria i sen polifazowy. Te tematy są na tyle skomplikowane, że artykuł czy seria artykułów nigdy nie obejmie ich wystarczająco.

Erin też interesuje się stworzeniem i opublikowaniem własnych produktów informacyjnych. Prawdę mówiąc, w ubiegłym tygodniu założyliśmy się, które z nas pierwsze wyda nowy produkt. To jest sytuacja wygrana-wygrana, ponieważ nasi wspólni czytelnicy skorzystają z wydania nowego produktu od któregokolwiek z nas, i oczywiście nasza rodzina będzie się również cieszyć – z dodatkowego przychodu. Nie podzielę się dokładnymi szczegółami zakładu (jest dość pokręcony), ale dość powiedzieć, że jestem bardzo zmotywowany by wygrać.

Jakie nowe cele możesz osiągnąć, wprowadzając kilka prostych codziennych nawyków?

Źródło: Goals Into Habits

Życie od pierwszego do pierwszego

Jedną z pułapek w jakie ludzie wpadają – zwłaszcza w czasie recesji – jest pułapka życia od pierwszego do pierwszego. Nie stać Cię na to, by zmienić pracę lub zostać wylanym, bo zarabiasz ledwie tyle, by jakoś przeżyć.

Erin i ja byliśmy w takiej sytuacji jakieś dziesięć lat temu. Czasami kończyliśmy miesiąc mając w kieszeni poniżej stówy. Był to właściwie duży postęp w stosunku do sytuacji, w której znajdowaliśmy się wcześniej. Przynajmniej nie popadaliśmy już w długi.

Aby ograniczyć wydatki, przeprowadziliśmy się do tańszego mieszkania; nie żebyśmy mieli jakiś wybór – po prostu zostaliśmy wyrzuceni z poprzedniego mieszkania po tym, jak zaczęliśmy zalegać z czynszem.

Niestety nowe mieszkanie znajdowało się przy dość ruchliwej ulicy, a hałas z niej dochodzący czasem znacznie utrudniał spanie w nocy. Najgorzej było, kiedy ludzie zatrzymywali się o pierwszej w nocy pod naszym oknem, radia w samochodach mając podkręcone na cały regulator.

Technicznie rzecz biorąc, ze względu na to, że oboje byliśmy samozatrudnieniu, nie była to sytuacja dokładnie „od pierwszego do pierwszego”, ale efekt był ten sam. Oboje pracowaliśmy ciężko. Po prostu nie zarabialiśmy wiele pieniędzy… jedynie dość by pokryć podstawowe wydatki, ale nie tyle, by budować sobie jakiekolwiek bezpieczeństwo.

Pamiętam, że w tamtym czasie czułem się dość zestresowany. Kiedy zdarzało się cokolwiek złego, na przykład nasz samochód psuł się i wymagał naprawy, byliśmy w złym położeniu.

W końcu wydostaliśmy się z tamtej sytuacji i pozostawiliśmy ją za sobą, nie tyle podejmując pewne działania, co przestawiając się na inny sposób myślenia.

Oto kilka sugestii opartych na tym, czego wtedy się nauczyliśmy, przeznaczonych dla innych osób borykających się z podobnymi wyzwaniami finansowymi.

Bierz Odpowiedzialność

Pierwszym krokiem jest przyjęcie pełnej odpowiedzialności za swoją aktualną sytuację finansową. Nieważne, czy ktoś wpuścił Cię w maliny, czy to działanie Boga postawiło Cię w tej sytuacji, czy masz marne wykształcenie. przez które jest Ci trudniej. Z pewnością te czynniki mogły mieć jakieś znaczenie w kwestii tego, gdzie skończyłeś, ale nie pomoże Ci roztrząsanie ich.

Ja popłynąłem na pewnych złych układach biznesowych, ale tak długo, jak skupiałem się na przeszłych problemach, nie mogłem pójść do przodu. Musiałem odpuścić z tym wszystkim i najpierw wybaczyć wszystkim i wszystkiemu.

Musisz przyjąć 100% odpowiedzialności za swoje życie finansowe. To nie oznacza 85% odpowiedzialności, czy nawet 99% odpowiedzialności. Jeżeli zamierzasz polepszyć swoją sytuację, musisz wziąć wprost na własne barki pełen ciężar zrealizowania tego. Po pierwsze i najważniejsze, musisz utrzymywać swoją odpowiedzialność.

Nawet jeżeli dzielisz swoje finanse z kimś innym, wciąż musisz brać na siebie 100% odpowiedzialności za swoją sytuację. Nie ma odpowiedzialności dzielącej się fifty-fifty.

Odpowiedzialność jest niepodzielna. Nie rozkłada się. Możesz ją mnożyć, ale nie podzielić na kawałki. Albo ją masz, albo nie.

Pomyśl o tym przez chwilę. Jeżeli przeniesiesz ułamek odpowiedzialności za swoją sytuację na kogo innego, zdejmujesz ją z siebie. Z czasem będzie to działać przeciw Tobie, kiedy będziesz korzystać z wymówek by zwolnić w chwili słabości. Jeżeli próbujesz złożyć odpowiedzialność za swoją sytuację na ręce kogokolwiek innego, sam jesteś nieodpowiedzialny. Wszystko albo nic.

Nie jestem w stanie podkreślić tego tak mocno, jak to konieczne. Wiem, że idea przyjmowania odpowiedzialności może z początku brzmieć trochę jak utarte powiedzonko, ale naprawdę to jest właśnie punkt w którym ogromna większość ludzi polegnie. Biorą oni 80% odpowiedzialności i zakładają, że to wystarczy. Nie wystarczy – w najmniejszym stopniu. Zakoduj sobie teraz w umyśle, że 80% to to samo co 0%, jeśli chodzi o odpowiedzialność. Nie możesz pozwolić sobie na „wypadnięcie z gry” poprzez zwalanie winy za niemożność osiągnięcia lepszych rezultatów na świat, ekonomię, błędy małżonka czy inne czynniki.

W odpowiedzialności nie chodzi o oskarżanie siebie czy spoglądanie w przeszłość. Chodzi o przejęcie kontroli nad sytuacją. Chodzi o zdanie sobie sprawy, że zawsze masz możliwość odpowiadania – możliwość wybierania swojej odpowiedzi. Chodzi o zaakceptowanie tej prawdy, że jeżeli cokolwiek ma się zmienić, Twoja wola musi być siłą, która to zmieni.

Bez stuprocentowej odpowiedzialności jesteś całkowicie pozbawiony mocy. Jeżeli chcesz, by zmiany nadeszły, musisz wywołać swoją moc w pełni i całkowicie. I nie jesteś w stanie tego zrobić, jeżeli pozostajesz w stanie zaprzeczania choćby odrobinie swojej odpowiedzialności.

Nie sugeruję, że możesz kontrolować każdą okoliczność. Mówię po prostu, że zawsze masz do dyspozycji zdolność odpowiadania. Czasami Twoje odpowiedzi mogą być ograniczone czy nieskuteczne, ale mimo to masz tę moc odpowiadania w każdym momencie.

Nie obchodzi mnie, czy jesteś gospodynią domową, która w stu procentach opiera się na mężu, jeśli chodzi o przychody rodziny. Jeżeli chcesz zmienić swoją sytuację finansową, to odpowiedzialność za uczynienie tego jest w stu procentach Twoja własna… a nie męża. Nie jesteś jakąś słabą i bezsilną istotą. Jesteś kreatywną osobą. Nigdy, przenigdy nie zwalaj na swojego małżonka winy za niedostateczne dbanie o jego/jej obowiązki w zakresie tego, co uważasz za swoje finansowe interesy. Jeżeli nie podoba Ci się sytuacja, w której się znajdujesz, to ją zmieniasz. Może to przyjąć formę wpłynięcia na małżonka by poczynił pewne zmiany, albo może to oznaczać uzyskanie jakiegoś własnego przychodu. Tak czy inaczej, to Twoja wola musi dać moc do tej zmiany.

Postaw się w stanie akceptacji faktu, że jeżeli Twoja sytuacja ma się w ogóle zmienić, to zależy to całkowicie od Ciebie – inaczej nigdy to nie nastąpi.

Tnij Wydatki, Tylko Nie Przesadź

Ludzie, którzy doprowadzają swoje finanse do trudnej sytuacji często skupiają się na próbach cięcia wydatków. To ma sens tylko do pewnego momentu. Widziałem wielu ludzi, którzy przesadzali w tym względzie, co jest zupełnie nieefektywną strategią

Jeśli dotychczas prowadziłeś „życie jak w Madrycie”, możesz skorzystać na jednej czy dwóch rundkach cięcia kosztów. Śmiało, działaj i eliminuj bzdury. Może nie potrzebujesz designerskich ciuchów czy telewizji kablowej. Jedną z rzeczy, które ja zrobiłem, było anulowanie wszystkich prenumerat magazynów; zacząłem też wypożyczać poradniki (książki, audio, DVD) z lokalnej biblioteki, zamiast je kupować. W tamtym czasie to były rozsądne cięcia.

Nierozsądne są wtedy, gdy zaczynasz obniżać swój poziom życia, w ten sposób wpędzając się w pułapkę myślenia w kategoriach niedoboru. Jeżeli rzeczywiście chcesz życia minimalisty, to w porządku, ale nie oszukuj się, że minimalizm to Twój wybór, jeżeli w rzeczywistości nie jest tym, czego chcesz. Jeżeli wolałbyś bogatszy styl życia, bądź szczery i przyznaj to przed sobą. Nigdy nie udawaj, że chcesz czegoś innego tylko dlatego że myślisz, że nie możesz mieć tego, co naprawdę chcesz.

Jak możesz odróżniać rozsądne i nierozsądne cięcia? Rozsądne cięcia sprawiają, że czujesz się lepiej. Ach… fajnie wiedzieć, że nie będą mi się już więcej gromadzić te góry magazynów. Nierozsądne cięcia sprawiają, że czujesz się gorzej. Niektórzy ludzie mówią, że życie bez samochodu jest wyzwalające, ale ja naprawdę nie znoszę jeździć autobusem tylko po to, by zrobić drobne zakupy.

Znam ludzi, którzy poświęcą dwie godziny na zejście ze swojej drogi tylko po to, by zaoszczędzić pięć dolców. To chore. Mógłbyś z pewnością zarobić więcej niż 2,5 dolara na godzinę, żebrząc na ruchliwej ulicy. Nie marnuj swojego czasu tylko dlatego, że możesz zaoszczędzić parę marnych dolarów. Jeśli zaczniesz robić rzeczy, które warte są mniej niż płaca minimalna (patrząc na to, ile pieniędzy zaoszczędzisz w porównaniu do zainwestowanego czasu), albo jeśli tniesz budżet na wyżywienie do tego poziomu, że stać cię tylko na fasolę i ryż, to poszedłeś za daleko.

Tnij koszty, żeby dać sobie trochę oddechu tam, gdzie to możliwe, ale nie pozbawiaj się na dłuższą metę środków do życia eliminując rzeczy, które czynią Twoje życie bardziej efektywnym – jak urządzenia kuchenne, Twój pojazd czy zdrowe jedzenie.

Zwróć uwagę, że wydatki są powtarzalne. Kiedy tniesz wydatki, wprowadzasz długoterminowe oszczędności. Nie oznacza to sprzedawania swoich dóbr by uzyskać dodatkową gotówkę. Sprzedawanie dóbr nie obetnie Twoich wydatków, o ile nie będzie to coś jak sprzedanie zestawu do gier aby zlikwidować nawyk kupowania nowych gier. Jest w porządku, jeśli chcesz zabawić się na eBayu żeby uzyskać trochę kasy, pozbywając się rzeczy, których naprawdę nie potrzebujesz – Erin i ja zrobiliśmy parę garażowych wyprzedaży – ale uzyskiwanie dodatkowej gotówki niekoniecznie poprawi sytuację w zakresie ciągłego przepływu pieniędzy. Pozbądź się śmieci, ale trzymaj rzeczy, których używasz.

Nie poświęcaj ogromnych ilości czasu na roztrząsanie sprawy wydatków. To nie jest tego warte. Niektórzy naprawdę dostają świra na tym punkcie. Kupują najtańsze rzeczy, jakie tylko znajdą – i wszystko się psuje. Przeginanie z tanizną kończy się często większymi wydatkami na dłuższą metę.

Po stronie wydatków dojdziesz do nieprzekraczalnej granicy, bo najlepsze co teoretycznie mógłbyś zrobić to ściąć wydatki do zera, a to dla większości ludzi jest nierealne i wywołałoby poważne trudności. Pomyśl realistycznie o tym, ile rzeczywiście możesz zaoszczędzić. Nie ma sensu robienie zamętu wokół kwot, jakie mógłbyś zarobić w ciągu paru godzin na stanowisku z lemoniadą.

Na dłuższą metę o wiele łatwiej jest zwiększyć swój dochód, niż ciąć wydatki do granic możliwości. Nie masz nieprzekraczalnych granic po stronie przychodu. Dla wszystkich celów praktycznych można przyjąć, że granic nie ma.

Wprowadź rozsądne cięcia swoich wydatków, ale nie dostawaj świra na tym punkcie. Jeżeli chcesz, by sprawy się polepszyły, to musisz angażować większość swojego czasu i energii po stronie przychodów.

Postanów, Że Zasługujesz Na Lepsze

Ludzie w gruncie rzeczy zarabiają takie kwoty, na jakie sądzą, że zasługują. Główny powód, dla którego nie zarabiasz więcej jest taki, że wiesz, iż na to nie zasługujesz.

Ciężko zaakceptować coś takiego. Jest szansa, że Twojemu ego ta idea się nie spodoba. Być może przychodzą Ci już na myśl argumenty wyjaśniające, dlaczego tak nie jest. Weź głęboki oddech i na moment odsuń je na bok.

Weź jakąkolwiek liczbę, by reprezentowała Twoją aktualną stawkę godzinową. Pomnóż to przez dziesięć. Potem wyobraź sobie, że w tej chwili właśnie tyle zarabiasz. Możliwe, że czujesz się niekomfortowo – może trochę przestraszony, zestresowany, może to wyglądać na nieprawdopodobne, skomplikowane, zanadto ekscytujące, czy po prostu zbyt „gdzieś daleko” byś mógł to zaakceptować jako rzeczywistość. I dokładnie dlatego nie zarabiasz takich pieniędzy. Sprawiasz, że ta kwota wydaje się o wiele za grubą sprawą.

Ludzie, którzy zarabiają dziesięć razy więcej od Ciebie nie myślą o tych kwotach w taki sam sposób jak Ty. Dla nich sprawia to wrażenie czegoś normalnego, naturalnego. Zupełnie nic wielkiego. Jedna z przyczyn, dlaczego nie jesteś na tym poziomie, jest taka, że dla Ciebie to jest coś wielkiego. Jeżeli chcesz kiedyś tam dotrzeć, musisz osiągnąć taki punkt w swoim umyśle, w którym ten poziom dochodu nie jest już wielką sprawą. Jest w porządku, czy lekko interesujący, ale nie wygląda tak niewiarygodnie byś nie mógł tego zaakceptować jako rzeczywistości.

Kiedy około 15 lat temu po raz pierwszy spotkałem Erin, zarabiała 9 dolarów na godzinę, wykonując prace biurowe – papierologia, pisanie i sprawy w tym stylu. I czuła, że zasługuje, by tyle zarabiać. Było to dla niej normalne i rozsądne. Możesz zobaczyć ile zarabia teraz – wystarczy że spojrzysz na jej cennik. Dość powiedzieć, że jej stawka jest około stu razy wyższa. W tej chwili zarabia w ciągu godziny tyle, ile wtedy w ciągu prawie trzech tygodni. I zgadza się – jej klienci rzeczywiście płacą takie stawki i są z tego zadowoleni.

Ciekawe jest, jak ludzie reagują na stawki Erin. Niektórzy patrzą na stawki i piszą jej: „Byłem zainteresowany umówieniem spotkania, ale kiedy zobaczyłem cenę, pomyślałem – wow, nie ma szans by było mnie na to stać.”. Tacy ludzie nie pasują do usług Erin; nie stać ich na nie. Nie są nawet w stanie wyobrazić sobie, w jaki sposób Erin nalicza sobie tak dużo. Mogą jednak mimo to pasować do roli czytelnika jej bloga – to jest zupełnie darmowe.

Ale po tym mamy prawdziwych klientów Erin. Ci ludzie po prostu przechodzą do jej formularza zamówień i rezerwują spotkanie – bez narzekania czy prób uzyskania zniżki. Dla nich to nic wielkiego. Mogli konsultować się wcześniej z innymi mediami w przeszłości i zyskali na tym wspaniałe rezultaty. Mogą być przyzwyczajeni do tego typu stawek za konsultacje. Dla klientów, którym Erin rzeczywiście służy, jej stawki są normalne i rozsądne.

Żeby móc zarabiać te większe kwoty, Erin musiała przejść przez myślowy proces nadania sobie przyzwolenia na zarabianie tak wiele. Jedną z rzeczy, które pomogły, było zdanie sobie sprawy, że inne najpopularniejsze media na jej polu działania zarabiały kwoty w okolicach tego poziomu. Patrzyła na nich i uczyła się od nich, i wkrótce zdała sobie sprawę, że jest przynajmniej tak dobra jak oni jeśli chodzi o wykonywanie pewnych typów przepowiedni. Ale dopóki nie przeszła przez ten proces myślowy, przerażała ją myśl o braniu jakichkolwiek pieniędzy za przepowiednię. Miała spore trudności ze znalezieniem przestrzeni na pozwolenie sobie by otrzymywać wynagrodzenie na pewnym poziomie, w zamian za wartość, którą dostarczała.

Nie nazwałbym tego procesem usprawiedliwiania sobie wyższego przychodu. W większym stopniu chodzi to o danie sobie przyzwolenia. Nie próbujesz wciskać tu sobie sprzedażowego kitu. Po prostu decydujesz, że chcesz zarabiać więcej, i odszukujesz sposób na zaakceptowanie, że to jest w porządku.

Kiedy podnosisz swoje stawki, możesz wykluczyć się cenowo z jednego rynku, ale wejdziesz też na inny. Dla przykładu – klienci Erin nie chcą przepowiedni za 15 dolców. Nie zaufaliby komuś, kto liczy sobie tylko 15 dolarów – założyliby, że nie jest zbyt dobra. Oni chcą rzetelnej, trafnej przepowiedni, której mogą zaufać. Stawki Erin pokazują, że jej praca została wstępnie zaaprobowana przez rynek. Stąd korzystanie z przepowiedni u niej jest o wiele mniej ryzykowne. Ponadto, jako że Erin przyciąga klientów o wyższym dochodzie, niż ci, z którymi z początku pracowała, może teraz korzystać z większej „dźwigni” do czynienia dobra. Jeżeli może pomóc skutecznemu przedsiębiorcy w określeniu jego/jej sensu życia, to zazwyczaj ma to o wiele większe przełożenie, niż pomaganie studentowi w podjęciu decyzji dokąd pojechać na wakacje. Zmierzam do tego, że nie powinieneś mieć poczucia, że podnosząc swoje stawki dostarczasz mniej wartościową usługę. Prawdą jest raczej coś odwrotnego.

Czasami proces, przez który przechodzisz, by dać sobie to pozwolenie, będzie dość rozbudowany. Może spowodować wiele kolejnych zmian w Twoim życiu. Możesz mieć wrażenie, że potrzebujesz podjąć jakiegoś rodzaju działanie by dojść do punktu, w którym poczujesz, że zasługujesz by zarabiać więcej.

Kiedy ja chciałem przejść od zarabiania czterocyfrowych kwot miesięcznie do kwot pięciocyfrowych, próbowałem wyobrażać sobie siebie jako „pięciocyfrowego” kolesia. Było to w czasach, gdy prowadziłem swoją firmę z grami komputerowymi. Problem był taki, że nie czułem, iżbym dostarczał dostatecznie wartościowych usług by zasługiwać na dochód na takim poziomie. Byłem w stanie dać sobie jedynie to pozwolenie, zgadzając się na podniesienie poziomu swoich usług. Znalazłem więc sposób na wydawanie większej ilości gier w krótszym czasie i wkrótce potem osiągnąłem swój cel. To bardzo ważne, by zrozumieć, że proces ten rozpoczął się od dania sobie przyzwolenia na zarabianie tak dużo. Powiedziałem sobie, że to jest w porządku, i dopiero po tym pozwoliłem sobie wprowadzić zmiany niezbędne do osiągnięcia celu.

Myślenie, że nie zasługujemy na więcej niż otrzymujemy stanowi powszechnie spotykaną blokadę. Jest to tak powszechne, że przez większość czasu nawet tego nie zauważamy. Po prostu myślimy, że zarabianie tyle, ile właśnie teraz zarabiamy, jest normalne. Ale to tylko nasze myślenie sprawia, że wygląda to na normę. Ktoś inny mógłby uznać Twój aktualny dochód za sumę żałosną w odniesieniu do pracy, którą wykonujesz. Czy możesz zaakceptować, że właśnie teraz jesteś bardzo niedoceniany?

Mój znajomy mówca za swoją pierwszą płatną profesjonalną przemowę otrzymał 75 dolarów. Kiedy zapytano go o stawkę, taką właśnie cenę podał. Myślał, że to dużo, jak za godzinę pracy na scenie. Wkrótce dowiedział się, że profesjonalni mówcy otrzymują o wiele większe kwoty; odkrył też, że mógł za tamtą przemowę zażądać 1000 dolarów – i dla ludzi, którzy go wtedy zatrudnili to byłoby w porządku, ponieważ ich budżet był jeszcze większy. Kiedy ostatnio to sprawdzałem, jego stawki oscylowały w okolicach 7500 dolarów za przemówienie. Ale za każdym razem, gdy podnosił swoje stawki, to kiedy ktoś pytał o wynagrodzenie za przemówienie, ciężko mu było wykrztusić te słowa.

U Erin sprawa wygląda podobnie, kiedy podnosi swoje stawki. Nigdy nie chce ich podnosić – zawsze to ja ją do tego skłaniam. (Więc – tak, to mnie możesz winić, jeżeli nie stać Cię już na jej usługi.) Ona siedzi w tym zbyt głęboko, by zdawać sobie sprawę, jak jest dobra i jak dużą wartość dostarcza. Za każdym razem, gdy sugeruję podniesienie stawek, ona z początku panikuje. Mówi coś w stylu: „Ale nikogo nie będzie na to stać. Jak w ogóle mogę żądać tak dużo?”. Przechodziliśmy przez to już z pół tuzina razy, a ona wciąż reaguje w ten sam sposób. Gdyby nigdy nie podnosiła stawek, miałaby teraz prawdopodobnie listę oczekujących na pięć lat. Albo musiałaby zupełnie zaprzestać udzielania osobistych przepowiedni, jak zrobiło to wiele innych topowych mediów.

Rzecz w tym, że uzyskanie cudzej opinii może być pomocne. Zadawaj się z ludźmi, którzy uważają, że zasługujesz na więcej i dowiedz się, dlaczego tak myślą. Miałem to szczęście że w moim życiu byli przyjaciele, którzy wskazywali mi, ile powinienem zarabiać i dlaczego byłem bardzo niedoceniany. Pomagało mi to podnosić swój dochód w różnych czasach.

Kiedy zacząłem swoją pierwszą pracę na etacie programisty gier komputerowych, brałem tylko 10 dolarów za godzinę. W tamtym czasie wciąż jeszcze studiowałem, tak więc z własnego punktu widzenia byłem „tylko studentem” i nie zasługiwałem na nic w pobliżu pełnego wynagrodzenia. Ale okazało się, że byłem naprawdę dobry w pracy, którą się zajmowałem. Na szczęście firma, dla której pracowałem, z własnej inicjatywy podwoiła moją stawkę, dzięki czemu w połączeniu z tantiemami ze sprzedaży, jakie otrzymywałem, ostatecznie zacząłem zarabiać bliżej 50 dolarów na godzinę. Wiesz, że żądasz zbyt mało jako pracownik kontraktowy, jeżeli Twój klient oferuje podwojenie stawki w Twoim imieniu… może dlatego, że nie jest w stanie przełknąć płacenia tak mało za wysokiej jakości pracę.

Z drugiej strony, kiedy zabierałem się do profesjonalnego przemawiania, zarobiłem kilka tysięcy dolarów za moje pierwszą płatną mowę. Nie musiałem zaczynać od pierwszego szczebla drabiny, bo już wcześniej dałem sobie pozwolenie by zarabiać tak dużo. Nie było to dla mnie nic wielkiego – pozwoliłem, by było to po prostu normalne. Właściwie to miałem wrażenie, że to trochę mało w porównaniu z tym, co zarabiałem już na blogowaniu.

Czołowi mówcy z łatwością otrzymują 20 000 dolarów za przemówienie. Pomnóż to przez 10, jeśli jesteś byłym prezydentem; przez 15 jeśli jesteś Billem Cosby. Czy sądzisz, że dla Billa Clintona zarabianie sześciocyfrowych kwot za pojedyncze przemówienie to coś wielkiego. Czy myślisz, że bzikuje na punkcie tego, jak wiele pieniędzy zarabia? Nie, oczywiście, że nie. Ty i ja moglibyśmy podniecać się zarabianiem takich kwot, ale dla niego to rutyna.

Tak się składa, że moim zdaniem stopniowe podkręcanie finansowych obrotów to duża frajda. Lubię wejść na poziom wyżej, posiedzieć na nim trochę i zupełnie się tym nacieszyć, a potem zabrać się do pracy nad przejściem na kolejny poziom. Nie żałuję czasów, kiedy ledwie było mnie stać na posiłek w Taco Bell. Nawet w tamtych czasach uważałem swoje finansowe życie za ambitną przygodę. Kiedy pierwszy raz zamieszkaliśmy razem z Erin, luksusowym wydatkiem było wypożyczenie filmu za 99 centów… i może zamówienie jakiejś taniej pizzy w promocji „dwie w cenie jednej”. Zazwyczaj nudziliśmy o tym, jak ktokolwiek może płacić 4 dolary za wypożyczenie filmu w Blockbuster. Wtedy luksusowym wydatkiem mogła być ciekawa wycieczka, przedstawienie na Vegas Strip, czy relaksujący dzień w spa. Gdzieś po drodze mogliśmy znów wejść wyżej. Każdy poziom to frajda, jakiej można doświadczyć.

W tym momencie Twoje podejście może być mniej więcej takie: „Taak, taak… dać sobie przyzwolenie. Spoko. Dobra, daję sobie pozwolenie by zarabiać więcej. Co teraz?” Jeżeli to jest cały wysiłek, jaki zamierzasz włożyć w realizację tego kroku, możesz przestać czytać właśnie teraz i dać sobie spokój. Jeżeli robisz ten krok jak należy, to na poważnie może Ci to zająć tygodnie, Przebicie się przez finansowe blokady i danie sobie pełnego przyzwolenia na przechodzenie na wyższe poziomy, bez kurczowego trzymania się wymówek wymaga czasu.

Zalecam prowadzenie dziennika podczas pracy nad tym procesem. Zacznij od rozpisania dlaczego wierzysz, że nie możesz zarabiać takich pieniędzy, jakie byś chciał. Wszelkie wymówki zanotuj na piśmie. Zapytaj siebie czego potrzeba, by pozbyć się tych przekonań. Czy rzeczywiście są one prawdziwe? Czy inni ludzie zarabiają więcej nawet natykając się na te same przeszkody? Czy zamieniasz drobne wyzwania w ogromne wymówki? Zadaj sobie pytanie: czy jesteś gotów doświadczyć wyższego poziomu finansowego dostatku. Zrób wszystko czegokolwiek potrzebujesz, by postawić się w stan gotowości. Jeśli przejdziesz przez to mentalnie, pomożesz sobie osiągnąć cel emocjonalnie.

Ostatecznie, danie sobie przyzwolenia nie jest niczym innym jak wyborem do dokonania. Właściwie nie potrzebujesz spełniać góry warunków, aby wejść na nowy finansowy poziom. Ale jeżeli już zainstalowałeś te warunki w swoim umyśle, będziesz musiał w jakiś sposób nad nimi popracować. Czasami łatwiej jest zaspokoić te przekonania, które już masz, w przeciwieństwie do wykorzeniania i zmieniania ich. Do Ciebie należy decyzja, które przekonania pomagają Ci rozwijać się w lepszą osobę, a które z nich stają Ci na drodze i powstrzymują Cię.

Zrzuć Społeczny Balast

Prawdopodobnie są w Twoim życiu ludzie, którzy stali się raczej przywiązani do Twojego finansowego status quo. Nie oznacza to, że są oni finansowo zależni od Ciebie. Znaczy to tylko, że poczuli się komfortowo z tym, gdzie Ty się teraz znajdujesz – i straciliby ten komfort, gdybyś miał wprowadzić jakieś duże zmiany.

Jeśli podkręcisz swoje finanse, inni ludzie w Twoim życiu mogą poczuć się pozostawieni w tyle. Bądź na to przygotowany. To się zdarza.

Czy jesteś w stanie właśnie teraz wskazać kogokolwiek w Twoim życiu, kto miałby problem, gdybyś podwoił czy potroił swój dochód? Jeżeli tak, lepiej z góry sobie z tym poradź. Albo przegadaj temat, albo zdecyduj się rozdzielić drogi. W innym razie ta osoba może (możliwe, że nieumyślnie) próbować sabotować Twój finansowy rozwój, często rzucając negatywne komentarze które sprawiają, że zarabiając więcej pieniędzy czujesz się gorzej.

Zapewniam Cię, że po drugiej stronie jest mnóstwo ludzi, którzy będą szczęśliwi i podekscytowani widząc, że rozwijasz swoje finanse. Jest to widoczne zwłaszcza wśród przedsiębiorców, ale tak naprawdę to zależy od branży w której jesteś. Mam paru przyjaciół, którzy są bardzo dopingujący, kiedy mówię o podkręcaniu swoich finansów, ale mam też innych, którzy mogliby poczuć się zagrożeni lub onieśmieleni. Różnica miała niewiele wspólnego z tym, ile pieniędzy ci ludzie zarabiają – za to wiele z ich podejściem do finansowego rozwoju w ich własnych życiach. Ci, którzy są zachęcający maja niezmiennie pozytywne spojrzenie na przyszłość. Ci, którzy zniechęcają, są niezadowoleni ze swojej własnej sytuacji finansowej.

Jedną z najlepszych rzeczy, jakie możesz zrobić, to zaprzyjaźnić się z ludźmi mającymi pozytywne perspektywy finansowe. Nie ma znaczenia, ile w tej chwili zarabiają. To może być dziesięć razy więcej czy mniej niż Ty. Szukaj ludzi, którzy biorą na siebie 100% odpowiedzialności za swoje finanse – ludzi, którzy nie winią innych za swoje niepowodzenia. Tacy ludzie stają się dobrymi przyjaciółmi na dłuższą metę, bo nie będą dostawać bzika za każdym razem, kiedy Ty podkręcasz swoje dochody,

Ponownie – generalnie można tu spokojnie stawiać na przedsiębiorców. Handlowcy zarabiający na prowizji to inny dobry wybór. I inwestorzy (wszelkiej maści) też są dobrzy. Długoterminowy pracownicy (na miesięcznej pensji czy ze stawką godzinową) zazwyczaj nie zbliżają się nawet do tego samego poziomu finansowego entuzjazmu, jaki reprezentują te inne grupy. Właśnie dlatego chcą oni sprzedawać godziny za dolary i oddawać większość generowanych przez siebie rezultatów komuś innemu, jak na przykład przedsiębiorcy, handlowcowi czy inwestorowi. Pracownicy są niewątpliwie hojni, ale zazwyczaj głupi jak buty, jeśli chodzi o życie finansowe. 🙂

Ulepszaj Swoje Usługi

Pieniądz jest medium wymiany wartości. Jeżeli chcesz więcej pieniędzy, możesz tworzyć więcej wartości i/lub dostarczać wartości większej liczbie ludzi.

Jednym z najlepszych sposobów na polepszenie swojej usługi jest przekucie jej na stałą formę. W ten sposób możesz dostarczać wartości nawet wtedy, gdy nie jesteś fizycznie obecny.

Na przykład, jeżeli recytujesz wiersz grupie 20 osób, możesz dostarczać pewną wartość tym właśnie dwudziestu osobom. Ale to jest jednorazowe wydarzenie. Każdego dnia zaczynasz znów od zera. Jest to podejście, jakie stosuje większość pracowników. Nie budują niczego, co pozostaje ich własnością. Zamiast tego, sprzedają tylko godziny za dolary, tak, że ktoś inny w końcu zostaje właścicielem tego, co oni pomogli zbudować – i poprzez to zbiera długoterminowe plony z faktu posiadania. I znów – to bardzo hojne ze strony pracowników, ale bardzo niemądre, kiedy chcesz finansowo iść do przodu.

Mówiąc z perspektywy historii: bogaci ludzie zrobili całkiem niezłą robotę, przekonując masy, że zdobycie etatu to sposób na życie. To jednak nic innego, jak pranie mózgu. Jeżeli bierzesz robotę na etacie, nie możesz narzekać na to, że bogaci stają się bogatsi – bo sam im w tym pomagasz. Wykonujesz pracę budowania i utrzymywania systemów, które posiada i kontroluje ktoś inny. W jaki sposób na dłuższą metę pomaga to Tobie? Wszystko, co robisz, to dbanie o plantację swojego pana. Jeżeli obawiasz się chodzenia do pracy każdego dnia i masz spore trudności ze zmotywowaniem się, może powinieneś przestać zgłaszać się na ochotnika do pracy niewolniczej.

Kiedykolwiek przedstawiam takie twierdzenie, ktoś mówi: „Ale musimy mieć etaty i pracowników. Inaczej – kto wywoziłby śmieci?”. To to samo, jakby mówił: „Ale musimy mieć niewolników. Inaczej – kto zbierałby tytoń?”. Czy ten powód jest wystarczający, by służyć jako niewolnik? Może bylibyśmy w stanie zaproponować lepsze rozwiązania, gdyby ludzie przestali poddawać się niewolnictwu. Może – przede wszystkim – nie potrzebujemy produkować tyle śmieci (i tytoniu). Ja osobiście wolałbym raczej wymieniać wartości z wolnymi ludźmi, niż z pracownikami/niewolnikami.

Wracając do przykładu poezji, pomyśl teraz o poecie, który swój poemat zapisuje i publikuje, powiedzmy – na jakiejś stronie internetowej. Teraz poemat może dostarczać wartość nawet pod nieobecność poety. Mogą się nim cieszyć tysiące ludzi, zamiast pierwotnych dwudziestu. Właśnie tak myśli inteligentny przedsiębiorca. Idea jest taka, żeby w miejsce wymieniania godzin na dolary, inwestować swój czas w budowanie czegoś, co może dostarczać stałej wartości nawet wtedy, gdy nie jesteś fizycznie obecny.

Jeżeli możesz dostarczać pasywnej wartości, możesz generować pasywny przychód. Na przykład poeta mógłby sprzedać zbiór wierszy, udzielić licencji na swoje wiersze firmie produkującej kartki z życzeniami, w zamian za tantiemy, czy zaproponować usługę „wiersz dnia” i sprzedawać reklamy.

Jeśli aktualnie jesteś pracownikiem, słowo „przedsiębiorca” może brzmieć skomplikowanie i przerażająco. Ale generowanie przychodu z samozatrudnienia to tak naprawdę nic wielkiego, jeżeli dasz sobie na to przyzwolenie. Nawet uczniowie liceów zarabiają w ten sposób.

Zalecam byś nie zaczynał, myśląc o przychodzie pasywnym. To jest stawianie wozu przed koniem. Skup się przede wszystkim na tworzeniu i dostarczaniu wartości pasywnych. Stwórz coś, przekuj na stałą formę, i przekaż w ręce ludzi. Zacznij od czegoś małego. Napisz artykuł. Przygotuj przepis. Skomponuj piosenkę. A potem podziel się tym gdzie tylko możesz. I powtarzaj dalej i dalej.

Zacząłem rozumieć korzyści z dostarczania pasywnych wartości kiedy byłem w szkole średniej. W czasie pierwszych i późniejszych lat zaczynałem pisać pewne programy komputerowe w BASIC-u i Turbo Pascalu żeby zgłębiać tematy, o jakich uczyłem się na zajęciach z matematyki – prawdopodobieństwo, obliczanie wielomianów, grafu itd. Pisałem też programy na programowalne kalkulatory Casio FX-7000G i FX-8000G, jakie wielu uczniów miało w tamtym czasie. Były to w większości bardzo krótkie programy, zazwyczaj poniżej 20 linii kodu. (Nawiasem mówiąc, nadal mam mój FX-8000G i czasami piszę na niego szybkie programy. Nawet po 20 latach wciąż działa świetnie. Jeden z najlepszych produktów, jakie Casio kiedykolwiek wydało.)

Zacząłem robić kopie tych programów i rozdawać je wśród członków koła matematycznego, żeby pomóc uczniom z ich pracami domowymi. Wtedy zauważyłem, że ludzie spoza koła zdobyli kopie. Napisałem parę prostych gier i nimi również się podzieliłem. Ostatecznie jeden z moich programów został opublikowany w szkolnej gazetce.

Jak mi to pomogło? Otóż zyskałem dzięki temu bardzo dobrą opinię w szkole, zarówno wśród nauczycieli, jak i wśród uczniów. Uczęszczałem do szkoły prowadzonej przez Jezuitów, gdzie podejście akademickie było bardzo dobrze widziane. Kiedy przyszedł mój czas na zdobycie listów polecających do aplikacji na studia, nie miałem z tym najmniejszego kłopotu. Wyróżniałem się z tłumu, ponieważ robiłem coś wykraczającego znacznie ponadto, co robili inni uczniowie. W rezultacie zostałem przyjęty do konkurujących szkół jak UCLA, UC, Berkeley, Carnegie Mellon i Cal Tech. Ale prawda jest taka, że napisałem te programy tylko dlatego, że tworzenie i dzielenie się nimi sprawiało mi radość – nie dlatego, że próbowałem coś na tym zyskać. Skup się na dawaniu, a branie zajmie się samo sobą.

Jeżeli teraz borykasz się ze swoimi finansami, wiem, że będzie kusiło Cię skupienie się przede wszystkim na aspekcie pieniędzy, ale błagam Cię – nie rób tego. Skup swoją uwagę na stronie tworzenia i dzielenia się. Musisz dać, zanim dostaniesz.

Dziel się czymś, co lubisz tworzyć. Umieść to na jakimś namacalnym nośniku i podaj dalej.

Znam wiele cieszących się powodzeniem biznesów zajmujących się oprogramowaniem które powstały, bo jakiś koleś napisał fajny program i podzielił się nim z przyjaciółmi. Wtedy jego przyjaciele podzielili się tym z innymi. Niewiele później zaczął otrzymywać prośby o wsparcie od zupełnie obcych ludzi i musiał zacząć naliczać opłaty za program. Głównie w ten sposób powstało shareware. Daj coś za darmo i zobacz, co z tego wyjdzie. Jeżeli ludziom się to się spodoba, to się tym podzielą.

Ludzie w ten sam sposób otwierali restauracje. Zaczynali od dzielenia się przepisami ze znajomymi, a w końcu zostali zachęceni do otwarcia restauracji i dzielenia się swoim jedzeniem z większą liczbą ludzi.

To naprawdę jest takie proste. Nie komplikuj tego zanadto.

Lubię pisać artykuły, więc to jest coś czym postanowiłem się dzielić. Kiedy rozpoczynałem prowadzenie tej strony około cztery i pół roku temu, zarobiłem tylko 167 dolarów przez pierwsze pół roku. Dlaczego? Bo skupiałem się na dzieleniu się wartością, a nie na zarabianiu pieniędzy. W końcu ludzie zaczęli podsuwać mi wszelkiego rodzaju pomysły na przekucie mojej pracy w gotówkę. Osiągnąłem też punkt, w którym musiałem przekształcić to w realny biznes, ponieważ zabierało to więcej czasu i energii i stawało się coraz bardziej popularne. 18 miesięcy później strona zarabiała ponad 40 000 dolarów miesięcznie. Tak więc ponownie – nie przejmuj się kwestią przychodu. Jeżeli odpowiednio zajmiesz się wartością, przychód zazwyczaj zadba sam o siebie. Naprawdę nie jest tak trudno wygenerować przyzwoity dochód, jeżeli możesz dostarczyć wiele wartości niskim kosztem. Więc skupiaj się, i skupiaj, i skupiaj na aspekcie wartości. Prosta prawda jest taka, że większość ludzi, którzy borykają się z finansami, nie tworzą i nie dostarczają wiele wartości. Może możesz przekonać ludzi do płacenia Ci za nic, ale nie jest to podejście, z jakim czułbym się dobrze.

Przekucie swojej pracy na stałą formę jest bardzo ważne. Jeżeli tego nie robisz, będziesz musiał znów i znów na nowo tworzyć swoją wartość. To cofa Cię do pracowniczego sposobu myślenia. Nawet, jeżeli technicznie jesteś samozatrudnionym, tworzysz tylko etat dla siebie samego

Jeżeli przejrzysz archiwa mojej strony, znajdziesz wiele artykułów o konkretnych sposobach na polepszenie swoich usług, zwłaszcza z listopada i grudnia 2007 r,

Buduj Własną Sieć Dystrybucji

Niektórzy z moich przyjaciół, którzy są profesjonalnymi mówcami, zarabiają bardzo dużo za każde ze swoich przemówień, ale muszą stale się promować, podróżować i dostosowywać prezentacje do różnej publiczności. Wielu z nich uwielbia przemawiać, ale bycie w drodze przez 150-200 dni w roku po pewnym czasie daje się we znaki.

Ogólnie rzecz biorąc pracuję na tym samym polu co wielu z tych mówców, ale zamiast dawać przemówienie ograniczonej liczbie ludzi, publikuję moją pracę w sieci, dzięki czemu jest zawsze dostępna. Nawet moi przyjaciele, którzy mają produkty na sprzedaż, zauważają spadek przychodów, kiedy nie przemawiają często, ale ja mogę utrzymać swój przychód na całkiem dobrym poziomie pracując tylko kilka godzin tygodniowo – bez konieczności podróżowania.

Zwróć uwagę, że ci przyjaciele mają produkty na sprzedaż. Nagrywają swoje przemówienia i warsztaty i przygotowują CD i DVD. Problem polega na tym, że nigdy nie poświęcają oni czasu na budowanie sieci sprzedającej odpowiednią ilość ich produktów, kiedy nie przeprowadzają przemówień. Większość z nich ma strony internetowe z niewielkim ruchem i newslettery z małą liczbą subskrybentów. Muszą więc wciąż szlifować chodniki by utrzymać się na powierzchni – kiedy przestają przemawiać, zaczynają odczuwać finansowe zawirowania.

Jeżeli chcesz uciec z tego wyścigu szczurów, to dobrym pomysłem jest zbudowanie własnej sieci dystrybucji. Moim ulubionym sposobem jest dawanie wartości za darmo. Ludzie lubią darmówki – jeżeli są to darmowe rzeczy wysokiej jakości.

Zbudowanie dobrej sieci dystrybucji nie jest takie trudne w dzisiejszych czasach. Myślę, że najlepszym sposobem na to jest zbudowanie strony internetowej, ponieważ rozwiązania internetowe są bardzo tanie w porównaniu z alternatywami. Moi znajomi mówcy muszą latać po całym świecie, by dystrybuować swoją wartość. Ja po prostu klikam „Publikuj”.

Aktualnym rozwiązaniem, jakie zalecam dla większości ludzi chcących zbudować stronę, jest Site-Build-It. Przejdź na tamtą stronę, jeżeli chcesz przeczytać moją recenzję usługi i dowiedzieć się, dlaczego to polecam. Jeżeli jesteś technicznie obyty, nie będziesz potrzebował tej usługi, ale jest ona świetna dla tych, którzy nie rozumieją arkanów marketingu internetowego i chcą, by ktoś przeprowadził ich przez to krok po kroku.

Zmień Swój Sposób Myślenia

Aby przenieść się ponad życie od pierwszego do pierwszego, musisz najpierw zmienić swój sposób myślenia. Jeżeli będziesz myślał właściwie, pójdą za tym odpowiednie działania. Jeżeli będziesz dalej tkwił w złym sposobie myślenia, to nieważne jak bardzo będziesz próbował uciec – wciąż pozostaniesz zamknięty w tej samej klatce. Możesz nawet pogorszyć sprawy.

Mi najbardziej pomogło zdanie sobie sprawy z tego, że ograniczając się finansowo nie robię niczego dobrego dla kogokolwiek. Jak ograniczanie mojego przychodu mogłoby właściwie komukolwiek pomóc? Wszystko, co z tego wynika, to tylko utrudnienie mi tworzenia i dzielenia się wartością. Zabija to moją zdolność do służenia innym. Z pewnością jestem w stanie pomóc wielu więcej ludziom teraz, niż gdy ledwie byłem w stanie się utrzymać. Mogę się dzielić z punktu widzenia dostatku zamiast braku.

Kahlil Gibran napisał: „Jeżeli masz urazę do zgniatania winogron, z Twojej urazy do wina wysączy się trucizna.”.

Jeżeli nie cierpisz pracy, którą wykonujesz czy sytuacji, w jakiej się znajdujesz, zatruwasz rezultaty. Możesz właściwie robić więcej złego, niż dobrego. Jeżeli ledwie się utrzymujesz i czujesz się z tym źle, prawdopodobnie tak czy inaczej nie wykonujesz najszlachetniejszej pracy. To nie jest tak, że świat potrzebuje, byś był spłukany.

Jedyną osobą, która może to poprawić, jesteś Ty sam. Chcesz dalej żyć na aktualnym poziomie, czy jesteś gotowy do przejścia poziom wyżej?

Źródło: Living Paycheck to Paycheck

Zmiana nawyku jest jak szachy

W szachach mamy otwarcie, grę środkową i końcową. Tak samo jest w przypadku zmiany nawyku.

Wiele osób próbuje zmienić swoje nawyki, przechodząc wprost do gry końcowej. Rzucają się na głęboką wodę i obiecują sobie wprowadzić zmianę natychmiast. Właśnie to się dzieje, kiedy ludzie robią sobie „noworoczne postanowienia”. To praktycznie nigdy nie działa.

Mat szewski

Podjęcie próby zmiany nawyku z dnia na dzień przypomina próbę wykonania szewskiego mata w szachach. Szewski mat to strategia osiągnięcia mata w jedynie czterech ruchach. Działa tylko przeciwko kompletnym nowicjuszom. Przeciwko graczowi z choćby minimalnym doświadczeniem mat szewski nie ma szans. Spartaczony szewski mat stawia Cię w niekorzystnym położeniu, dlatego próbowanie go jest zazwyczaj złym pomysłem, o ile nie grasz przeciwko zupełnemu początkującemu.

Czy stosujesz strategię szewskiego mata podczas próby zmiany starych nawyków czy przyjęcia nowych? Ustawiasz się do strzału tylko po to, by odkryć, że to Twoja próba została odstrzelona?

Kiedy próbujesz zmienić nawyk bez poświęcenia wystarczającej ilości czasu na otwarcie i środkową grę, prawie zawsze w tej próbie upadniesz. Tylko bardzo proste nawyki poddadzą się tej strategii ataku siłowego.

Otwarcie gry w przypadku zmiany nawyku polega na zdobyciu wiedzy i przygotowaniu się. W grze środkowej wprowadzasz pewne zmiany, które wesprą zmianę nawyku. Jedynie w grze końcowej strzelasz do celu.

Gra otwarcia

W początkowej grze w szachach Twoim celem jest przygotować figury na sukces. Wychodzisz figurami w pole. Rozwijasz stabilną strukturę pionków. Przejmujesz kontrolę nad środkiem szachownicy. Naciskasz nieco na figury przeciwnika. Bronisz swojego króla. Celem początkowej gry jest wystartować z mocnym rozpoczęciem, dzięki któremu masz nadzieję uzyskać przewagę. Gra końcowa jest ciągle daleko.

We wczesnej grze w zmianę nawyku również przygotowujesz się na osiągnięcie sukcesu w przyszłości. Czytasz parę książek by zdobyć wiedzę. Rozmawiasz z ludźmi, którym udało się już wprowadzić zmianę, o jakiej myślisz. Piszesz jednostronicowy plan tego, jak zamierzasz wszystko przeprowadzić. Te otwierające ruchy nie muszą być koniecznie skomplikowane, ale nie można ich też ignorować.

Gra środkowa

W środkowej grze w szachy zazwyczaj stajesz się bardziej agresywny, ale wciąż jeszcze nie próbujesz osiągnąć mata. Skupiasz się głównie na wyszukiwaniu szans do uzyskania przewagi w sile, pozycji czy ataku. Korzystasz ze sprawdzonych taktyk na osłabienie przeciwnika, dopóki nie uzyskasz pozycji z której możesz go zamatować.

W środkowej grze w zmianę nawyku Twoim celem jest atakować szkielet podtrzymujący nawyk, a nie brać się bezpośrednio za ten nawyk. Jakich taktyk możesz użyć, żeby uzyskać przewagę? Jeśli chcesz zmienić swoją dietę, możesz na przykład wyczyścić swój dom ze wszelkiego problematycznego jedzenia, wybrać pięć restauracji, w których można zamawiać zdrową żywność, nauczyć się dziesięciu nowych zdrowych przepisów i dobrać kumpla, który chce wprowadzić u siebie taką samą zmianę. Mów innym ludziom o zmianie, której wprowadzenia się podejmujesz, i proś ich o wsparcie. Jakikolwiek nawyk chcesz zmienić, powinieneś być w stanie wykonać przynajmniej tuzin taktycznych ruchów, które zwiększą Twoją przewagę.

Gra końcowa

W końcowej grze w szachy Twoim celem jest zamatować króla przeciwnika. Jeśli wykonałeś dobrą robotę przy otwarciu i środkowej grze, będziesz miał silną pozycję do osiągnięcia mata. Jeżeli przez pierwsze dwa etapy przeleciałeś sprintem, prawdopodobnie to Twój król zaliczy mata. Gra końcowa jest często zupełnie bezpośrednia. Zazwyczaj na tym etapie jest już jasne, czy wygrałeś, czy przegrałeś.

W końcowej grze w zmianę nawyku ostatecznie rozpoczynasz wprowadzanie zmiany, mając na celu uczynienie jej trwałą. To jest ten punkt, gdzie rozpocząłbyś 30-dniową próbę. Tylko w grze końcowej podejmujesz się właściwej próby zmiany nawyku. Aż do tego momentu po prostu kombinujesz sobie przewagę, która pozwoli na sukces w grze końcowej.

Na szczęście, inaczej niż w szachach, przy grze w zmianę nawyku na otwarcie i grę środkową możesz poświęcić tyle czasu, ile chcesz. Nie musisz martwić się o odliczający czas zegar czy przeciwnika, próbującego wymyślić lepszą strategię na Ciebie.

Jeżeli przegrasz w grze końcowej (to znaczy – nie uda Ci się wprowadzić nawyku), Twój błąd z dużą dozą prawdopodobieństwa leży poza nią. Prawdopodobnie schrzaniłeś otwarcie czy grę środkową. Nie poświęciłeś dość czasu na zdobycie wiedzy i przygotowanie się i/lub nie wykonałeś wystarczającej pracy na przyznanie sobie decydującej przewagi zanim zacząłeś.

Rola samodyscypliny

Jeśli czujesz, że musisz wywołać pozornie nieludzkie zasoby samodyscypliny próbując zmienić jeden ze swoich nawyków, to zazwyczaj oznacza, że sknociłeś albo zaniedbałeś otwarcie i/lub grę środkową. Mordowanie się ze zmianą nawyku to nie jest samodyscyplina; ta harówka jest konsekwencją zastosowania nieefektywnej strategii. Więcej potu nie pomoże wiele.

Wyobraź sobie szachistę męczącego się z każdym ruchem w grze końcowej. Czy to jest dobry gracz? Często jest to oznaka słabości szachisty. U wyszkolonego, zdyscyplinowanego gracza, gra końcowa nierzadko rozgrywa się sama, a wynik jest już przesądzony. Jako, że na szachownicy jest mniej figur, mniej jest też wariantów do rozważenia.

Jeżeli nie jesteś nawet w stanie przejść przez pierwszy tydzień z nowym nawykiem, nie czując przytłaczającej potrzeby przerwania bo musisz bezzasadnie się wysilać by w ogóle kontynuować, to Twoje błędy pojawiły się dawno przed tym, jak w ogóle rozpocząłeś Dzień Pierwszy. Próbujesz uzyskać odpowiednik szewskiego mata, a Twój wyimaginowany „przeciwnik” nie jest dość głupi, by się mu poddać.

Czasem trochę samodyscypliny przyda się w grze końcowej, zwłaszcza, gdy rozprawiasz się z naprawdę ciężkim nawykiem, ale jeżeli przygotowałeś sobie solidne fundamenty we wcześniejszych etapach, gra końcowa to często będzie bułka z masłem.

Właściwa rola samodyscypliny polega na tym, by wykonać najlepsze ruchy, na jakie Cię stać, podczas otwarcia i gry środkowej tak, że w czasie, gdy dojdziesz do finału, osiągnięcie mata jest łatwe i proste. Samodyscyplina gra też ważną rolę nawet przed otwarciem. Czy poświęciłeś dość uwagi na naukę, ćwiczenia i trening zanim wyzwałeś przeciwnika do walki? Czy znasz swoje silne strony i wiesz, jak ich użyć? Czy znasz słabości swojego przeciwnika i wiesz, jak je wykorzystać? Czy jesteś przygotowany do odniesienia zwycięstwa?

Jeżeli przyjmiesz zdyscyplinowane podejście do zmiany nawyku, nie będziesz się wiele pocił w grze końcowej. W momencie, gdy zaczynasz pierwszy dzień z nowym nawykiem, szkielet starego nawyku jest już rozmontowany, a Ty masz przygotowane niezbędne rusztowanie, które będzie wspierało nowy nawyk. Kiedy w końcu rozpoczniesz dzień pierwszy, masz już przewagę.

Co możesz zrobić, by postawić się w korzystniejszej pozycji w odniesieniu do zmiany jednego ze swoich nawyków? Jak możesz pozbyć się przeszkód, odciąć drogi ucieczki, polikwidować zagrożenia, uzyskać więcej przewagi, przejąć kontrolę nad centrum szachownicy itd.? Jakie taktyki otwarcia i gdy środkowej praktycznie zagwarantują sukces, zanim w ogóle rozpoczniesz pierwszy dzień?

Przypadkiem – zastosowanie szachowych strategii do rozwoju osobistego jest przykładem jak rozwijanie wielu różnorodnych zainteresowań pozwala nam przeszczepić proste pomysły z jednego pola na inne, by rozwiązywać problemy w kreatywny sposób.

Źródło: Habit Change Is Like Chess

Co, jeżeli masz wiele różnych zainteresowań i nie możesz poświęcić się żadnemu z nich?

Jeżeli pociąga Cię wiele różnych pasji i nie możesz poświęcić się żadnej z nich ze względu na karierę, studia czy źródło dochodu – to bardzo dobrze dla Ciebie. Leonardo da Vinci jechał na tym samym wózku. Przez wielu uważany jest za największego geniusza wszech czasów.

Pogląd, że musisz poświęcić się jednej dziedzinie na całe życie (czy choćby dekadę albo dwie) ma sens, jeśli chcesz prowadzić życie zasuwającego fizycznie trutnia. Ale w ten sposób pełnisz jedynie rolę trybiku w wielkiej maszynie, całkiem jednorazowego i z łatwością wymienianego na podobne trybiki.

Niech zgadnę… ludzie, którzy mówią Ci (może nawet krzyczą na Ciebie), żebyś wybrał jedno i temu się poświęcił, sami też są na trutniowej ścieżce, prawda? Czy szczerze chcesz osiągnąć to, co oni? A może wolałbyś coś lepszego?

Wiesz, zupełnie w porządku jest odrzucić życiową drogę trutnia. Wiele osób tak robi, dzięki czemu są o wiele szczęśliwsi. Nie są to jednak ci sami ludzie, którzy powiedzą Ci: „Weź jedną rzecz i trzymaj się jej, albo niczego w życiu nie osiągniesz.”. Zamiast tego powiedzą prawdopodobnie: „Im więcej zainteresowań rozwijasz, tym zdolniejszy będziesz.”

Nie ma zasady mówiącej, że musisz poświęcić się byciu trutniem.

Ja nie chcę poświęcać się jakiejkolwiek jednej rzeczy w życiu. Nie lubię nawet poświęcać się jednej rzeczy choćby na miesiąc. Mam zbyt wiele zainteresowań. Gdybym wybrał jedną rzecz, a resztę zostawił – nie byłbym szczęśliwy. Poczułbym się tylko uwięziony w pułapce. Wybrałem więc odrzucenie tego kursu. Widzę, że nie jest on odpowiedni dla mnie. Hmmm… z jakiegoś powodu ludzie, którzy mówili, że powinienem się specjalizować znacznie przycichli, kiedy moje eklektyczne zainteresowania zaczęły procentować finansowo.

Aktualnie cieszę się pisaniem, blogowaniem, przemawianiem, publikowaniem podcastów, biznesem internetowym, studiowaniem samorozwoju, filozofią, humorem, disc-golfem, rozwojem psychicznym itd. Dlaczego miałbym wybierać tylko jedno? Jestem blogerem, pisarzem, mówcą, specjalistą od rozwoju osobistego, przedsiębiorcą internetowym? Cóż, życiorys mam chaotyczny. I kogo to obchodzi?

W przeszłości trenowałem sztuki walki (tae kwon do i kempo), dużo biegałem długodystansowo, włączając w to maraton, nauczyłem się liczenia kart w blackjacku, występowałem z zespołem improwizującym komedie, uczyłem się żonglowania i programowałem gry komputerowe, a także robiłem wiele innych rzeczy jakie dawały mi radość. Wieloma z tych rzeczy zajmowałem się w tygodniu między godziną 9 a 17. Ale zgadnij co… nikt nie przyszedł mnie za to aresztować. Ziemia nie wypadła z orbity bo ja nie dałem rady zająć się tylko jedną rzeczą.

Jeżeli masz wiele zainteresowań, ludzie będą narzekać. Pozwól im.

Może być ciężko to zauważyć dopóki nie spotkasz się ze mną osobiście, ale ja przez cały czas przeskakuję między różnymi zainteresowaniami. Czasami przez kilka dni z rzędu jestem naprawdę zaangażowany w pisanie czy blogowanie. Innym razem odkładam blog na później i poświęcam więcej czasu na przemówienia czy po prostu pracę nad rozwojem osobistym.

Czasami ludzie narzekają, kiedy odpuszczam blogowanie by zająć się innymi zainteresowaniami, ale ja pozostawiam sobie swobodę podejmowania takich wyborów, jeżeli wiem że to dla mnie dobre. Jako, że w archiwach są setki darmowych artykułów oraz 21 darmowych podcastów, i jako że fora są dostępne 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu, nie wydaje mi się bym musiał publikować coś każdego dnia by utrzymać blog w ruchu. Jeżeli zaczynam czuć, że „wpadłem w szpony” blogowania, po prostu zostawiam to na jakiś czas. Potem znów się za to zabieram, kiedy poczuję inspirację do takiego powrotu.

Kiedykolwiek wycofuję się z jednego obszaru i kieruję ku innemu, słyszę pytania typu: „Co się z Tobą dzieje?”, „Gdzieś Ty był?”. Jeżeli dam sobie parę miesięcy przerwy w chodzeniu na spotkania Toastmasters (jak zrobiłem kiedy pisałem książkę), moi znajomi zastanawiają się, co się ze mną stało. Spadłem z tej planety? Czy ja wypisuję się z klubu? Jeżeli nie piszę przez tydzień, ktoś może rozpocząć na forum kolejną dyskusję pod tytułem: „Czy Steve nie żyje?”. Ja po prostu akceptuję, że tak się dzieje. Taka jest naturalna konsekwencja posiadania różnorodnych zainteresowań. Nie jestem martwy. Po prostu zmieniam tryby, W tym tygodniu jestem naprawdę zainspirowany do pisania czegoś na blogu. Wcześniej w ciągu tego roku byłem bardziej skupiony na pisaniu swojej książki. Później w tym roku będę miał mnóstwo pracy przy promowaniu książki.

Wiele zainteresowań = szybszy rozwój = stawanie się zdolniejszym

Korzyść z posiadania dużej ilości różnorodnych zainteresowań jest taka, że trenujesz swój mózg w uczeniu się wielu nowych ścieżek. Wzorce, jakich uczysz się na jednym polu mogą zostać później wykorzystane w zupełnie innych dziedzinach – by kreatywnie rozwiązywać problemy.

Wewnątrz pojedynczego obszaru wiedzy dominujący eksperci mają skłonność do rozwijania widzenia tunelowego. Przyzwyczajają się do pewnych wzorców. Często kontaktują się między sobą, więc wszyscy znają ulubione wzorce innych. To niewątpliwie ma miejsce na polu rozwoju osobistego.

A często ludzie, którzy wykonują najwięcej innowacyjnej roboty, to outsiderzy, którzy przychodzą ze świeżym spojrzeniem, z jakim obecni eksperci nie mieli do czynienia. To jest świetne, ponieważ ci outsiderzy są w stanie zainicjować mnóstwo wzrostu. Albert Einstein jest dobrym przykładem. Kiedy pracował jako urzędnik patentowy nie miał praktycznie żadnego kontaktu ze społecznością fizyków głównego nurtu.

Jednym z powodów takiego sukcesu, jaki udało mi się osiągnąć w blogowaniu na temat rozwoju osobistego jest to, że wszedłem na to pole z zewnątrz. Stopnie naukowe mam z informatyki i matematyki, a nie psychologii czy filozofii. Ze względu na to podłoże często zauważam wzorce, których ludzie z branży nie zauważają (lub po prostu lekceważą).

Co mnie wyróżnia spośród innych ekspertów to to, że mam skłonność do zero-jedynkowego myślenia w kategoriach algorytmów. Kiedy piszesz program komputerowy, to albo daje on oczekiwany rezultat, albo nie. Problem matematyczny jest albo rozwiązany, albo nie. Nie możesz stosować na tych polach jakiegoś niedorobionego czy nieprecyzyjnego podejścia i spodziewać się sukcesu. Albo masz rację, albo się mylisz. Albo masz działające rozwiązanie, albo nie masz. Nie ma nic pomiędzy, żeby jakoś się przeciskać. Jeżeli oczekujesz sukcesu w informatyce czy matematyce, musisz być dobry w rozwiązywaniu problemów. Twoje rozwiązania muszą rzeczywiście działać. Nie możesz naściemniać czy podlizywać się o specjalne względy i spodziewać się, że pozwoli to zignorować Twoje osobiste porażki. Kiedy się mylisz, nie masz żadnych rezultatów. Zły program zazwyczaj nie sypie się ładnie – po prostu w ogóle nie działa.

Kiedy zainteresowałem się rozwojem osobistym, jedną rzeczą, która naprawdę mnie irytowała było to, jak nijako i nieprecyzyjnie wszystko przedstawiano. Były całe półki wypełnione tym, co uważałem za kompletne bzdury. Książki obiecywały praktyczne rozwiązania prawdziwych problemów, ale wszystko, co znajdowałeś w środku, to nudne brednie i historie o przesadzonych osiągnięciach. Po przeczytaniu wielu książek o programowaniu i nauczeniu się precyzyjnych rozwiązań, które za każdym razem działały właściwie, to była dla mnie duża zmiana.

Jako że lubię wzorce, które są ścisłe, precyzyjne i skuteczne, to nie przepadam za rozwiązaniami, które nie są uniwersalne. Nie przepadam też za szarą strefą, ponieważ wolę myśleć raczej w kategoriach „czarne-białe”. Mam więc skłonność do mówienia rzeczy typu: „Albo robisz to, co kochasz, albo nie. Jak jest?”. Wiem, że moje podejście nie będzie podobać się każdemu, i więcej niż raz byłem oskarżany o zbyt ścisłe myślenie, ale wiem też, że na ten sposób myślenia jest miejsce na polu samorozwoju.

Podobnie – gdybyś był psychologiem wchodzącym na pole informatyki, mógłbyś mieć tendencję do wprowadzania metod rozwiązywania problemów, które pozwalają na większą płynność, wymagają mniej precyzji… jak logika rozmyta.

Kiedy napisałem swoją książkę, „Rozwój osobisty człowieka rozumnego”, rozwinąłem pseudomatematyczny model rozwoju osobistego, włączając w to kompletne, uporządkowane ramy działania, z jakimi nie spotkałem się nigdzie indziej na tym polu. Mógłbym dać mojej książce podtytuł „Ukryta geometria rozwoju osobistego”. (Jeżeli klikniesz ostatni link i przewiniesz trochę w dół, zobaczysz trójkąt reprezentujący sedno tego modelu.) Być może mając do czynienia ze świadomym wzrostem nie możemy osiągnąć matematycznej precyzji, ale myślę, że możemy zbliżyć się do niej o wiele bardziej, niż teraz.

Jeżeli lubisz myśleć o rozwoju osobistym dość liniowo – np. „powiedz mi jak załatwić to, co chcę, i osiągnąć rezultat” – prawdopodobnie moja książka bardzo Ci się spodoba. Ale jeżeli wolisz podejście bardziej w stylu Zen, „płyń z prądem”, „pozwól by życie się tobie przytrafiało”, prawdopodobnie książka będzie zbyt ścisła, jak na Twój gust. Tak czy inaczej, nie wątpię, że ta książka zdobędzie silną pozycję na swoim polu (tak jak stało się to z moim blogiem), ponieważ prezentowane w niej rozwiązania i wzorce pomogą ludziom rozwiązywać problemy nowymi sposobami.

A teraz wyobraźmy sobie, że znów przeskakuję do innej branży. Mógłbym wtedy zastosować wzorce, jakie poznałem we wszystkich innych dziedzinach które studiowałem, aby wytworzyć kreatywne, oryginalne prace w tej nowej branży. Wzorce pochodzące z rozwoju osobistego, matematyki, informatyki, blogowania, sztuk walki itp. z pewnością pozwoliłyby stworzyć nowe rozwiązania w pozornie niepowiązanych dziedzinach.

Nawet kiedy gram we frisbee-golfa ze znajomymi, to stosuję wzorce, których nauczyłem się gdzie indziej. Na przykład: moi golfowi znajomi co do jednego mają ulubione sposoby wyprowadzania rzutu – niemal zawsze wyprowadzają rzuty, używając tej samej techniki. Ale ja zastosuję różne sposoby rzucania by dostosować się do terenu. Czasem rzucam z forehandu, czasem backhandu, a czasem rzucam rollersy – wszystko podczas tej samej gry. Oznacza to, że nie mam tak wiele praktyki w jednym konkretnym stylu, ale mogę być bardziej elastyczny, jeśli chodzi o dostosowanie się do terenu.

To był bardzo prosty przykład, ale „dopasowywanie rozwiązań do terenu” było w zasadzie wzorcem, który przyswoiłem sobie z programowania komputerowego. Programiści często używają różnych algorytmów, by rozwiązać właściwie ten sam problem, dostosowując swoje rozwiązania do specyficznych okoliczności. Istnieje wiele różnorodnych algorytmów sortujących i wyszukujących, a optymalne rozwiązanie zależy od danego problemu, który chcesz rozwiązać. Kiedy gram we frisbee-golfa, zadaję sobie pytanie: „Jaka jest poprawna technika rzutu (algorytm), z której muszę teraz skorzystać, by zmniejszyć (zoptymalizować) liczbę rzutów, jakie będą konieczne aby trafić kosza (cel)?”.

Będziesz zaskoczony tym, jak wiele jest okazji do zastosowania spostrzeżeń, jakie poczyniłeś w jednej dziedzinie, by rozwiązać problemy na pozornie niepowiązanych polach. Długoterminowa korzyść z rozwijania wielu różnorodnych zainteresowań jest taka, że budujesz sobie potężny zestaw narzędzi – wzorców rozwiązywania problemów. Daje Ci to większą elastyczność w momencie zetknięcia się z pewnymi wyzwaniami. Ludzie czasem chwalą mnie za błyskotliwe spostrzeżenia, które pomogły im rozwiązać wymagający problem, podczas, gdy wszystko, co ja zrobiłem, to „zapylanie krzyżowe” – przeniesienie znanego rozwiązania z jednego pola na inne.

Zarabianie na swoich zróżnicowanych zainteresowaniach – rozwiązania kreatywne

Ważne jest by zauważyć, że nie musisz zarabiać na wszystkich swoich zainteresowaniach. Jeżeli po prostu zagłębisz się w coś co lubisz, i będziesz za tym podążać, możesz być zaskoczony odkrywaniem które zainteresowania pomagają Ci generować przychód, a które nie.

Większość z moich zainteresowań nie generuje mi przychodu bezpośrednio, i to jest zupełnie w porządku. Ale wiele z nich – owszem, włączając w to reklamę hostingu na tej stronie, pisanie książki, profesjonalne przemówienia czy recenzje i polecanie produktów.

Co w tej chwili zarabia dla mnie najwięcej pieniędzy? Mój dochód jest dosyć zróżnicowany, ale jednym, najbardziej lukratywnym zajęciem jest dla mnie w tej chwili recenzowanie i polecanie produktów – nie blog czy przemówienia. Mógłbyś pomyśleć, że większość pieniędzy zarabiam z całego mojego pisania, ale to nie tak działa. Może moje pisanie jest tym, co tworzy dla innych największą wartość, ale nie to tworzy największy przychód… a przynajmniej nie bezpośrednio.

Wydawcy często podsyłają mi produkty informacyjne do recenzji. W dowolnym momencie mam zazwyczaj w kolejce 50-100 książek i w sumie kilka dni nagrań. Programów audio słucham w siłowni czy na komputerze z prędkością odtwarzania 2x-4x, i czytam wiele książek techniką PhotoRead. (Przypadkiem Learning Strategies właśnie w tym miesiącu znów oferuje rabat na PhotoReading dla czytelników StevePavlina.com – coś, co robią tylko raz do roku. Przygotuję o tym oddzielny wpis na blogu zaraz po tym.)

Kiedy napotykam coś co naprawdę, naprawdę uwielbiam i czuję się dobrze polecając to, wypracowuję z wydawcą porozumienie o podziale zysków w zamian za polecanie i promocję produktu na mojej stronie. Działa to świetnie w przypadku produktów informacyjnych, ponieważ margines zysku sięga często 80% albo więcej, jako że wartością jest informacja, a nie opakowanie. Często udaje mi się też przekonać ich do zaoferowania moim czytelnikom lepszych warunków, niż gdyby kupowali bezpośrednio od nich. Taki układ to wygrana wydawcy, ponieważ uzyskuje wielu nowych klientów nie ponosząc kosztów marketingowych. Dobry produkt nakręci sprzedaż o wartości ponad 100 000 dolarów w ciągu pierwszych 30 dni, jeżeli go polecę. To wygrana dla mnie, ponieważ dostaję wszelkie darmowe produkty, o jakich mógłbym kiedykolwiek marzyć, i zarabiam rocznie sześciocyfrowe kwoty tylko z paru poleceń. Kiedy już opublikuję swoją rekomendację produktu, cieszę się trwałym pasywnym przychodem z ciągłej sprzedaży, otrzymując prowizję każdego miesiąca. Korzyść dla moich czytelników jest taka, że poznają najlepsze produkty, jakie mogę znaleźć – często z rabatem czy bonusem i zawsze z gwarancją zwrotu pieniędzy, dzięki czemu nie ma ryzyka. Ponadto wszelkie darmowe artykuły i podcasty są po prostu dotowane dzięki takim układom, więc mogę pozwolić sobie na poświęcenie wielu godzin by pisać nowe artykuły bez konieczności pobierania opłat za informację. Biorąc to wszystko pod uwagę uważam, że jest to wyjątkowo dobry układ dla wszystkich.

Szczera prawda jest jednak taka, że chociaż lubię od czasu do czasu recenzować i polecać produkty, to nie chcę zmienić tego pojedynczego zajęcia w pełnoetatową karierę. Nie chcę, by mój blog stał się tylko stroną z rekomendacjami produktów. Możesz nie zdawać sobie sprawy z tego, że decydując się na rozwijanie innych zainteresowań, pozostawiam na stole sporo potencjalnego przychodu. Jestem pewien, że gdybym naprawdę chciał, to mógłbym zarabiać na tej stronie 5-10 razy więcej… właściwie z dnia na dzień. Zrobienie tego nie wymaga wiele myślenia. Zamiast polecać kilka produktów rocznie, mógłbym polecać nowy produkt co tydzień czy dwa. Z pewnością nie zabraknie mi produktów do wyboru. Ale żeby to osiągnąć, musiałbym zrobić jedną z dwóch rzeczy.

Pierwszą możliwością byłoby promować więcej produktów, niezależnie od tego, czy uważałbym, że są pod jakimkolwiek względem dobre. Istnieje wiele produktów wyrosłych na gładkim marketingu, które dobrze sprzedają się w sieci, ale zawarta w nich informacja to bezwartościowe śmieci. Nie musiałbym nawet przeglądać tych produktów, co zaoszczędziłoby mi mnóstwo czasu. Niektórzy wydawcy właściwie proponują mi gotowe listy polecające, a wszystko, co miałbym zrobić, to dopisać moje nazwisko i przesłać je dalej. Spotkasz wielu specjalistów od marketingu internetowego, którzy dokładnie to robią, dumnie polecając produkty, których nigdy nie wypróbowali, po prostu dlatego że wiedzą, iż na tym zarobią. Widuję te same listy polecające, które mi zaoferowano, w newsletterach innych ludzi. Ale nie przejmuj się – nie zobaczysz mnie na tej ścieżce. Osobiście nie jestem w stanie strawić myśli o zrobieniu czegokolwiek w tym stylu. Nie idzie to w parze z prawdą oraz miłością i jak dla mnie ma nieodpowiednią polaryzację. Chcę po prostu podzielić się spostrzeżeniem, że gdyby zarabianie pieniędzy zajmując się tylko jedną rzeczą było moim celem numer jeden, mógłbym to z pewnością zrobić. Ale myślę, że póki co będę trzymał się swojej duszy.

Skoro w sumie mogę odrzucić pierwszą możliwość, to drugą będzie recenzować o wiele więcej produktów. Można mieć nadzieję, że recenzując więcej produktów w krótszym czasie będę w stanie wyszukać więcej perełek. Gdybym nie zajmował się niczym innym poza testowaniem i polecaniem produktów przez cały czas pracy, prawdopodobnie mógłbym w ciągu roku znaleźć 20-30 naprawdę dobrych pozycji, które szczerze mogę polecać. Tylko, że to oznaczałoby, iż musiałbym porzucić wiele innych moich zainteresowań, a tego po prostu nie chcę robić, nawet, jeżeli wiązałoby się to z zarabianiem 10 razy więcej pieniędzy. Jestem szczęśliwszy zarabiając mniej i utrzymując dobrą równowagę zajęć, które sprawiają mi radość. Tak więc muszę odrzucić i tę możliwość, gdyż nie idzie w parze z miłością.

Chodzi mi o to, że nie musisz wcale wybierać tej drogi, która pozwala Ci zarobić najwięcej pieniędzy. Możesz kultywować wiele różnych zainteresowań i nadal znajdować kreatywną mieszankę, która pozwala Ci zarabiać pieniądze ORAZ utrzymać urozmaicony, dostatni styl życia ORAZ być szczęśliwym ORAZ robić różnicę. Podążanie za pieniądzem za wszelką cenę jest dużym błędem, zwłaszcza, gdy musisz poświęcić wiele z rzeczy, które uwielbiasz robić. Rób to, co kochasz, a dodatkowe pieniądze pozostaw na stole.

Spotkałem paru specjalistów od marketingu internetowego, którzy zeszmacą się by wypromować każdy lukratywny produkt, na jaki natrafią, dojąc ze swoich list mailingowych tyle pieniędzy, ile są w stanie, nie wypróbowując nawet produktów, które polecają. Są dumni z umiejętności manipulowania emocjami ludzi by skłonić ich do zakupu. Szczycą się tym, jak wiele pieniędzy zarabiają na wciskaniu przepłaconych bubli ludziom, którzy są zbyt łatwowierni by poznać coś lepszego. (Mogę zaświadczyć prawdziwość metki „bubel”, bo toaleta w moim biurze jest stale upaprana od spuszczania wielu produktów, które oni mi przysyłają.) Po krótkiej rozmowie z takimi ludźmi czuję się, jakbym zanurzył się w szlamie brudnej roboty. Co mam im powiedzieć? „Przepraszam, ale nie mogę pomóc w promowaniu waszych produktów na mojej stronie, bo jesteście źli.” Nie wiem, jak by to przeszło.

Na szczęście znalazłem dobry sposób na odpowiadanie takim ludziom. Mówię po prostu: „Intuicja w tym przypadku podpowiada mi żeby w to nie wchodzić, więc muszę zrezygnować.”. Naprawdę uwielbiam to zdanie, bo nie mają na to żadnej obrony, a co najlepsze – to czysta prawda. Kiedy mówię cokolwiek innego, zazwyczaj wskakują w „tryb przeciwko obiekcjom” i próbują mnie przekabacić. Ale nie mają żadnego sposobu by kłócić się z moją intuicją, bo są tak daleko od kontaktu z własną. (Jeżeli jesteś jednym z tych ludzi, którym zdarzyło się otrzymać ode mnie taką odpowiedź, nie musi to zazwyczaj oznaczać, że uważam, iż jesteś zły. To po prostu jedna z moich gotowych odpowiedzi, jakie daję na propozycje biznesowe, które muszę odrzucić.)

Kiedy spróbuję rzucić takim ludziom wyzwanie skorygowania ich kursu w zgodzie z prawdą i miłością, to ma czasami taki efekt uboczny, że chcieliby potraktować mnie mieczem świetlnym. W końcu znajdę sposób, by odwrócić jeden z nich. Tacy ludzie żyją w niezłej zgodzie z mocą, ale o czym nie wiedzą to to, że gdyby potrafili przekonać się ku zgodzie również z prawdą i miłością, staliby się jeszcze potężniejsi. Byliby też o wiele szczęśliwsi i bardziej spełnieni. To może brzmieć dziwnie, ale myślę właśnie o oferowaniu takim ludziom konsultacji by pomóc im przywrócić równowagę w życiu. Są na pozycji, z której mogą wywierać pozytywny wpływ na wielu innych ludzi, jeśli zabiorą się do tego w dobry sposób, więc udzielenie pomocy choćby jednemu z nich może mieć duże przełożenie na efekty. Ale oczywiście nie mógłbym tego zrobić… bo to oznaczałoby rozwijanie jeszcze jednego zainteresowania. <- Tak, to jest sarkazm!

No i to była zabawna styczna. Uch… nie próbuj mieszać matmy i humoru.

* * *

Jeżeli Twoją aspiracją jest zostać gwiazdą jednego hitu, rób wszystko, by to osiągnąć. W przeciwnym razie, zwróć uwagę, że – patrząc z perspektywy historii – ludzie rozwijali różnorodne umiejętności by zaspokoić swoje potrzeby. Przerost specjalizacji może być dobry dla korporacji, ale nie jest niczym wspaniałym dla świadomych istot ludzkich. Nawet farmer z 1850 r. prawdopodobnie wyprzedza Cię w konkurencji różnorodności umiejętności. Czy potrafisz spojrzeć na pusty skrawek ziemi i zbudować na nim własną samowystarczalną farmę oraz dom dla swojej rodziny, przy pomocy paru prostych narzędzi ręcznych? (Jeżeli na to pytanie możesz odpowiedzieć „tak”, to wpadnij tego lata do Las Vegas i udowodnij to!)

Następnym razem, kiedy ktoś poradzi Ci uspokoić się i zająć się tylko jedną rzeczą w swojej karierze, studiach czy jako źródle dochodu, polecam Ci odpowiedzieć w ten sposób: „Doceniam Twoją troskę, ale jako że nie podzielam Twojego marzenia zostania cenionym pudlem, muszę odrzucić Twoją radę jako kompletną głupotę.”

A potem wyzwij go na rundkę frisbee-golfa.

Źródło: What If You Have Many Different Interests and Cannot Commit to Any of Them?

Older posts