Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Page 2 of 7

Praca Na Etacie kontra Przychód Pasywny

Wielu ludzi posiada ograniczające przekonanie, że przychód pasywny jest dziwny, nienormalny, skomplikowany i zagmatwany. Jak wspominałem wcześniej, przychód pasywny w praktyce nie jest szczególnie trudny. W wielu aspektach zarabianie na życie poprzez źródła przychodu pasywnego jest łatwiejsze niż zarabianie pracą na etacie czy jako niezależny podwykonawca, zwłaszcza na dłuższą metę.

Trudną częścią jest poczuć się dobrze z myśleniem o przychodzie pasywnym.

Aby poradzić sobie z tą kwestią sposobu myślenia, odwróćmy go i spójrzmy z drugiej strony.

Załóżmy, że czujesz się już zupełnie komfortowo z przychodem pasywnym – tak jak ja. Wyobraź sobie, że każdego miesiąca wpływają do Ciebie tysiące dolarów, więcej niż dość by pokryć wszelkie Twoje wydatki. Czy pracujesz czy nie, świeże pieniądze miesiąc po miesiącu, rok po roku stale do Ciebie płyną, dzięki źródłom które ustanowiłeś lata temu.

Wyobraź sobie, że taka jest Twoja zwykła, codzienna rzeczywistość. Żyjesz tak już przeszło dekadę.

Wyobraź sobie teraz, że przyjaciel pracujący na etacie próbuje przekonać Cię, że to co robisz jest dziwne czy nienormalne i że powinieneś przyjąć jego sposób myślenia, dać sobie spokój ze stylem życia z przychodem pasywnym a w to miejsce znaleźć sobie posadę.

Gdyby kochający etat znajomy spróbował tego ze mną, oto jak mogłaby wyglądać taka rozmowa…

Znajomy: Wiesz… powinieneś dołączyć do świata prawdziwych ludzi i znaleźć sobie stałą posadę. Te Twoje sprawy z przychodem pasywnym są po prostu zbyt dziwne.

Ja: Wygląda na to, że działa to dość dobrze. Co jest nie tak?

Znajomy: Cóż… nie jest to coś, co robi większość ludzi. Większość ludzi pracuje na etacie.

Ja: Jak to działa?

Znajomy: Ogólnie chodzisz do pracy dla jakiejś firmy, zazwyczaj korporacji. Wykonujesz swoją robotę, a oni dają Ci wypłatę.

Ja: OK. Czy moja wypłata jest wyliczana w oparciu o wartość, jaką dostarczam?

Znajomy: Mniej-więcej.

Ja: Czyli otrzymam uczciwą stawkę, odpowiednią do mojego wkładu?

Znajomy: Zależy co rozumiesz przez „uczciwą”. Oczywiście nie dadzą Ci 100% tego, co ich zdaniem dostarczasz. Oni też muszą zarobić.

Ja: Dobra, czyli dostanę 80% czy coś koło tego?

Znajomy: Realnie to bliżej 30%, ale nie liczy się tego tak dokładnie. Oni nie wiedzą, jaką wartość dostarczasz w porównaniu ze wszystkimi innymi. W większych zespołach szczególnie trudno jest określić jaką wartość każdy z osobna dostarcza. Tak więc wypłaty niezmiennie mają w sobie sporo przypuszczania.

Ja: Co się dzieje z wartością, której dostarczam?

Znajomy: Jest dystrybuowana na wiele różnych sposobów – jako przychód inwestorów i posiadaczy akcji, na zyski firmy, na podatki, na większe wypłaty dla zarządu, na różne bajery jak firmowe pikniki i tak dalej. Decyduje góra, nie zależy to od Ciebie.

Ja: Czy przynajmniej dostaję udział w zysku firmy?

Znajomy: Zazwyczaj nie, chociaż niektóre firmy mają programy dzielenia zysku, ale nawet one nie dzielą się całością… zazwyczaj jest to mniej niż połowa. Czasem pośrednio dostajesz mały kąsek, na przykład w formie premii.

Ja: Hmmm…. Czy muszę pracować cały dzień?

Znajomy: Zazwyczaj tylko w tygodniu, ale zależy to od posady. Możesz też w ciągu roku mieć parę tygodni wolnego.

Ja: Tylko parę tygodni? Co jeżeli chcę podróżować przez miesiąc czy dwa?

Znajomy: Cóż, zazwyczaj nie możesz. Może gdybyś oszczędzał urlop przez parę lat, to by Ci pozwolili, ale niedobrze jest znikać na tak długo.

Ja: Dlaczego trzeba oszczędzać urlop? Czas płynie tak czy inaczej. Jeżeli stać mnie na wakacje, dlaczego nie mogę po prostu pojechać?

Znajomy: Bo oni potrzebują żebyś pracował.

Ja: Co, jeżeli czuję się wypalony i nie mam ochoty pracować?

Znajomy: Masz darmową kawę.

Ja: Dobrą kawę, czy złą kawę?

Znajomy: Zależy od etatu, ale zawsze w pobliżu jest Starbucks, jeżeli w biurze serwują jakąś lurę.

Ja: Mogę wziąć laptopa, pójść do Starbucksa i pracować tam?

Znajomy: Zależy od etatu, ale zazwyczaj nie.

Ja: Czy mogę mieć więcej wakacji i od czasu do czasu w trasie popracować na laptopie?

Znajomy: Zazwyczaj nie.

Ja: Dlaczego nie?

Znajomy: Cóż, zazwyczaj nie będą wierzyć że pracujesz, jeżeli zbyt często nie ma Cię w biurze.

Ja: Czyli muszą widzieć jak pracuję?

Znajomy: Generalnie tak. Ale niektóre posady wiążą się z pracą zespołową, więc chcą, żeby wszyscy pracowali w jednym miejscu.

Ja: Często wykonuję pracę zespołową. Współpracujemy przez internet czy telefon.

Znajomy: Tja, niektóre posady idą w tym kierunku, ale większość pracodawców dalej chce, żebyś codziennie pokazywał się w pracy.

Ja: Gdzie muszę pracować?

Znajomy: Zależy to bardzo od typu posady. W przypadku wielu prac biurowych będziesz pracować w boksie biurowym.

Ja: Co to jest boks biurowy?

Znajomy: To wydzielona część większego pomieszczenia, określona niskimi, cienkimi ściankami. Powinieneś mieć dość miejsca na biurko i krzesło. Typowo masz jakieś 5-8 metrów kwadratowych dla siebie.

Ja: Coś jak Shire?

Znajomy: Całkiem całkiem, ale zazwyczaj nie tak zielono.

Ja: Mój gabinet w domu ma 18 metrów kwadratowych i oddzielną łazienkę oraz prysznic. Ale mogę pracować gdziekolwiek zechcę, nie jestem więc ograniczony do tej przestrzeni.

Znajomy: Taa, takiej przestrzeni jako zwykły pracownik zazwyczaj nie dostaniesz, o ile nie pracujesz w zarządzie czy nie wykonujesz innej pracy o dużej wartości która gwarantuje własny gabinet. To jest coś, czego większość pracowników nie uzyskuje, ale nie jest to poza dyskusją. To tylko zależy od etatu.

Ja: Czy wybieram sobie sam swój tytuł roboczy?

Znajomy: Zazwyczaj jest on przypisany, ale czasami możesz. Zależy od firmy.

Ja: Mogę wybrać „Mistrz”?

Znajomy: Mmmm… raczej nie.

Ja: Co z wypłatą?

Znajomy: Cóż, prawdopodobnie zarabiałbyś znacznie mniej niż zarabiasz teraz za tę samą pracę. Tylko żeby dać Ci pewien obraz sytuacji – przeciętna wypłata blogera to około 17-38 tysięcy dolarów rocznie (źródło).

Ja: Wow… to znacznie mniej niż zarabiam pasywnie, nawet kiedy jestem na wakacjach. Jak w ogóle miałbym za to przeżyć?

Znajomy: Inni ludzie dają radę za tyle. Musiałbyś trochę sfolgować, zwłaszcza, że będziesz potrzebował więcej pieniędzy na dojazdy (paliwo, utrzymanie samochodu), profesjonalne ciuchy w razie potrzeby i inne różne wydatki ponoszone przez pracowników. Ale możesz dostać darmową firmową koszulkę i kubek na kawę, i jeśli masz szczęście to jeszcze podkładkę pod mysz, więc jakoś tam się to równoważy.

Ja: Auć. Ale co gdybym w jakiś sposób był w stanie zarabiać tyle co teraz, tylko że na etacie zamiast pasywnie?

Znajomy: To bardzo mało prawdopodobne, ale gdyby Ci się udało, płaciłbyś znacznie wyższe podatki, bo byłbyś już na wyższym progu podatkowym. Nie możesz wykorzystać swojej firmy do obniżenia podatków tak, jak robisz to teraz.

Ja: O jak dużo większych podatkach mowa?

Znajomy: Dodatkowe podatki, jakie byś płacił, wystarczyłyby żeby co roku kupić nowy samochód.

Ja: Nie brzmi to zbyt pociągająco. Zdaje się, że znacznie ciężej jest iść do przodu, jeżeli tyle z wypłaty idzie na podatki.

Znajomy: Tak, ale rząd to rozumie, więc sprawili, że wygląda to mniej boleśnie ukrywając część tych podatków tak, że nie widać, jak ciężko Twój przychód jest opodatkowany. Przede wszystkim nigdy nie dostajesz części swojej wypłaty. Część Twoich podatków zamaskowana jest w formie podatków płaconych przez pracodawcę, jak np. wpłaty pracodawcy na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne za to, że ma Cię na liście płac. Więc nawet, jeżeli Twoja miesięczna wypłata ma jakąś podstawową kwotę, to rzeczywista podstawowa kwota (z punktu widzenia pracodawcy i rządu) jest wyższa. Możesz się założyć, że pracodawca chce potrącić te dodatkowe podatki z dodatkowej wartości, którą musisz dostarczyć.

Ja: Zdaję sobie z tego sprawę. Prawo podatkowe jest znacznie surowsze dla pracowników na wyższym progu podatkowym, którzy płacą najwyższe ze wszystkich podatki w porównaniu do ich przychodu. Dlaczego więc ktoś miałby chcieć być na wyższym progu podatkowym?

Znajomy: Większość ludzi nie ma lepszego pomysłu. Poza tym, tak czy inaczej nie wiedzieliby co zrobić z tymi dodatkowymi pieniędzmi. Niższa płaca oszczędza im wiele kłopotu i zapewnia, że pojawiają się ciągle w pracy. Trzeba jakoś utrzymać gospodarkę w ruchu.

Ja: W porządku.

Znajomy: Są też pewne bajery związane z etatem.

Ja: Jak co?

Znajomy: Masz ubezpieczenie zdrowotne.

Ja: Mam je i teraz, ale praktycznie nie korzystam bo wolę po prostu być zdrowy.

Znajomy: Cóż, mógłbyś sobie pozwolić na mniej zdrowia gdybyś był na etacie i nie musiałbyś za to płacić.

Ja: Hmmmm…

Znajomy: I darmowa kawa.

Ja: Już to mówiłeś.

Znajomy: Czy wspominałem, że możesz brać tyle, ile chcesz?

Ja: OK. Więc jakiego typu robotę muszę wykonywać na zwykłym etacie?

Znajomy: Zależy od posady, ale tak z grubsza… to zazwyczaj coś co wspomaga osiąganie celów firmy.

Ja: Kto ustanawia te cele?

Znajomy: W dobrze prowadzonej firmie określa je zarząd, z uwzględnieniem danych od kierownictwa, kluczowych inwestorów i czasem pracowników.

Ja: Gdzie mogę zobaczyć te cele?

Znajomy: Zazwyczaj nie musisz ich znać, ale czasem dzielą się urywkami typu definicja misji przedsiębiorstwa, lista zamierzeń czy może notatki służbowe. Ale w rzeczywistości nie będziesz wiedział, jakie są prawdziwe cele firmy. Normalnie znają je tylko ci, którzy znać je muszą, a większość pracowników nie musi tego wiedzieć.

Ja: OK. Skąd więc mam wiedzieć, nad jakimi celami mam pracować?

Znajomy: Zazwyczaj określa to Twój szef, więc musisz po prostu robić to, co szef Ci każe.

Ja: Muszę mieć szefa?

Znajomy: Tja, każdy musi. Nawet prezes jest odpowiedzialny przed radą nadzorczą i udziałowcami.

Ja: OK, a co jeżeli mój szef nie bardzo sobie radzi z mówieniem mi co mam robić?

Znajomy: To zdarza się często. Musisz jakoś sobie radzić. Po prostu pilnuj by wyglądać na zajętego, kiedy ktoś na Ciebie patrzy, i powinno być w porządku. Osobista odpowiedzialność jest raczej dość niska, więc dopóki nie rzucasz się w oczy przez nazbyt oczywistą bierność, prawdopodobnie jesteś bezpieczny.

Ja: Co, jeżeli nie zgadzam się z szefem odnośnie celów firmy?

Znajomy: W tym miejscu zaczynasz wchodzić w politykę firmy, a to może być śliska sprawa. Niektórzy tak czy inaczej robią co im szef każe, nawet jeżeli wiedzą, że to nie zadziała. Inni próbują nieco się wycofać i negocjować. Czasem to działa, ale czasem trafiają na boczny tor albo nawet zostają wylani, jeśli to się szefowi nie podoba. Zazwyczaj ludzie przyjmują kompromis gdzieś pośrodku.

Ja: Czy te kompromisy zawierane są inteligentnie?

Znajomy: Zazwyczaj nie.

Ja: Jeżeli wykonuję dobrą robotę, pomagając firmie osiągnąć jej cele, to czy dostaję za to dodatkowe nagrody?

Znajomy: Tak, czasami. Możesz dostać podwyżkę, premię czy awans. Albo możesz dostać niematerialne nagrody jak pochwała, docenienie i wyróżnienie. Czasem jednak nie dostajesz nic ponad podstawową pensję.

Ja: Jak działają awanse?

Znajomy: Otrzymujesz nowy tytuł i masz większa odpowiedzialność, za czym idzie zazwyczaj wyższa wypłata. Czasem oznacza to też dłuższe godziny pracy.

Ja: Co jeżeli wpadnę na naprawdę świetny pomysł, ale który nie leży w obszarze przypisanych mi obowiązków?

Znajomy: Ummm… taa… nie rób tego.

Ja: Dlaczego nie?

Znajomy: Będziesz po prostu podżegaczem. Inni pracownicy nie będą zadowoleni, jeżeli będziesz próbował ich przyćmiewać i sprawią, że Twoje życie towarzyskie w firmie będzie nieprzyjemne, dopóki nie wrzucisz na luz.

Ja: Więc jeżeli będę próbował pracować ciężej i mądrzej i szybciej otrzymam awans, to inni pracownicy mogą próbować mnie powstrzymać?

Znajomy: Prawdopodobnie. Twojemu szefowi może się to również nie podobać.

Ja: Mojemu szefowi się to nie spodoba? Dlaczego nie? Czy nie jest jego działką korzystać z dobrych talentów?

Znajomy: Może, ale on też chce dobrze wyglądać. Nie jest dla niego dobrze, jeżeli ktoś z jego podwładnych lśni bardziej niż on sam.

Ja: Nie brzmi to jak opis środowiska, w którym mogę naprawdę dać z siebie co najlepsze.

Znajomy: Taa, ale to jest zupełnie dobre. Na szczęście to co najlepsze nie jest od Ciebie wymagane. Musisz po prostu jakoś się przemykać. Właściwie tak jest łatwiej.

Ja: Ale jeżeli wiem, że nie działam najlepiej jak potrafię, to czy nie będę się gorzej ze sobą czuł? Czy nie obniży to mojego poczucia własnej wartości?

Znajomy: Jasne, ale przyzwyczaisz się. Każdy się dostosowuje.

Ja: Więc jak to jest pracować z grupą, w której nikt nie pracuje najlepiej jak potrafi, a wszyscy myślą gorzej o sobie i współpracownikach z tego powodu?

Znajomy: Właściwie dość nudno. Ale znów – przyzwyczaisz się do tego. Darmowa kawa pomaga dać sobie z tym radę.

Ja: OK. A co z seksem?

Znajomy: O czym ty mówisz?

Ja: No, jeżeli jestem z jakąś współpracownicą, i nakręcimy się oboje, to gdzie możemy zrobić sobie przerwę i się pomigdalić? Są na to specjalne pokoje?

Znajomy: O nie, nie, nie. To byłoby bardzo źle widziane. Moglibyście oboje zostać za coś takiego wylani.

Ja: Wylani? Dlaczego? Co, jeżeli to tylko szybki numerek i mimo to robimy swoje?

Znajomy: Taa, nie rób tego. Firma mogłaby zostać pozwana.

Ja: Pozwana przez kogo?

Znajomy: Prawdopodobnie przez kobietę, z którą uprawiałeś seks.

Ja: Więc jeżeli uprawialibyśmy seks za obopólną zgodą, to ona pozwałaby firmę? Za co?

Znajomy: Przypuszczam, że za napastowanie. Ludzie wygrywali miliony dolarów robiąc takie rzeczy.

Ja: OK, czyli w takim razie muszę się ograniczyć do loda?

Znajomy: O Boże, nie. To równie złe.

Ja: Więc co ludzie robią, jeżeli nakręcą się w robocie. Wciąż zdarza się ludziom napalić przy pracy, no nie?

Znajomy: Jasne… cały czas są napaleni. Ale tłumią to i udają, że nie są. Zajmują się sobą później, zazwyczaj korzystając z internetowego porno.

Ja: Ludzie oglądają porno w pracy?

Znajomy: Och, nie. To też jest źle widziane. Również za to można zostać wylanym.

Ja: Więc ogólnie – będąc w pracy ludzie wciąż bywają napaleni, ale udają aseksualnych dopóki nie będą mogli zająć się sobą później… na przykład w domu.

Znajomy: Tja, mniej więcej w ten sposób.

Ja: Zdaje się, że łatwiejszy jest szybki numerek, może krótka drzemka z pieszczotami, a potem z powrotem do pracy, człowiek świeży i radosny.

Znajomy: Jestem praktycznie pewien, że w środowisku korporacyjnym to nielegalne.

Ja: OK, ale te pozytywne odczucia po seksie sprawiają, że współpraca idzie lepiej. Próby tłumienia seksualnych żądz każdego dnia… zdaje się, że to bardzo rozpraszające.

Znajomy: To oczywiście jest rozpraszające, ale pamiętaj, że tak czy siak nikt nie spodziewa się po Tobie specjalnej produktywności, więc ostatecznie jest w porządku. I znów – darmowa kawa i z tym pomaga.

Ja: OK, pozwól mi to ogarnąć. Sugerujesz, żebym pozamykał wszystkie moje źródła przychodu pasywnego, poszedł pracować dla kogoś innego, znalazł sobie szefa i robił co ten mi każe nawet jeżeli jego decyzje nie są szczególnie inteligentne, wykonywał przeciętną pracę zamiast najlepsza, jaką potrafię, udzielał się towarzysko wśród ludzi, którzy również wykonują przeciętną pracę, pracował dłużej za mniejsze pieniądze, miał mniej, krótszych wakacji i musiał prosić o pozwolenie na nie, płacił całe góry pieniędzy więcej na podatki i ponad tym wszystkim… żadnego seksu?

Znajomy: Generalnie, tak. Ale pomijasz aspekt bezpieczeństwa.

Ja: Co w tym bezpiecznego?

Znajomy: No, dostajesz stabilną wypłatę?

Ja: Jak stabilną? Czy kiedykolwiek się kończy?

Znajomy: Cóż, jasne, że może się skończyć. Możesz zostać wylany z roboty.

Ja: Czy mogę się jakoś zabezpieczyć przez wylaniem z pracy?

Znajomy: Niespecjalnie. Może się to zdarzyć ze względu na okoliczności poza Twoją kontrolą. Albo po prostu możesz popełnić błąd. Albo ktoś ponad Tobą może Cię nie polubić.

Ja: Więc w jaki sposób ma to być bezpieczne?

Znajomy: No, jest z grubsza bezpiecznie.

Ja: Więc jeżeli stracę posadę, jaki minimalny dochód otrzymam?

Znajomy: Zazwyczaj żaden. Możesz dostać odprawę przy pewnych posadach, ale tylko krótkoterminowo na przejście na inną posadę. W większości przypadków, kiedy kończy się Twoja robota, kończy się wypłata.

Ja: Ale teraz otrzymuję pieniądze czy pracuję czy nie. I nie mogę zostać wylany.

Znajomy: Taa, to dziwne.

Ja: Dla mnie zupełnie normalne.

Znajomy: Cóż, wiem, że w jakiś tam swój sposób jesteś ustawiony, ale posady są bardzo popularne. Najwyraźniej działa to dla wielu ludzi.

Ja: A co z szukaniem posady? Czy każdy dostaje robotę automatycznie?

Znajomy: Och, nie. Ludzie muszą szukać posad i aplikować na nie.

Ja: Jak znajdują pracę? Czy stwierdzają co lubią robić a potem szukają pracy, która im na to pozwala?

Znajomy: Zazwyczaj to nie takie proste. W większości przypadków muszą patrzeć co jest dostępnie, a to prawdopodobnie nie będzie idealnie odpowiadać temu, co lubią.

Ja: A kiedy znajdą robotę i sobie ją wybiorą, zostają zatrudnieni?

Znajomy: Nie. Znów – to nie takie proste. To konkurencyjny rynek. Muszą aplikować, ale prawdopodobnie nie zostaną wybrani. Muszą aplikować na wiele stanowisk zanim ktoś im coś zaoferuje, i może to nie być to o czym marzyli. Ponadto, miliony ludzi którzy chcą pracy nie są w stanie w ogóle znaleźć zatrudnienia.

Ja: Wygląda to na bardzo czasochłonne i stresujące. Co, jeżeli nie mogą znaleźć posady?

Znajomy: Cóż, muszą u kogoś sępić by jakoś żyć… u rządu, u partnera w związku, przyjaciela czy członka rodziny.

Ja: A co, jeżeli dalej nie mogą znaleźć sobie pracy i nikt więcej nie daje się naciągać?

Znajomy: Mogą zostać bezdomnymi.

Ja: Nie brzmi mi to zbyt bezpiecznie.

Znajomy: Cóż, większość ludzi nie kończy na tym. Więc ogólnie działa to w porządku. A bycie bezdomnym nie jest takie złe jak wygląda. Ludzie sobie radzą.

Ja: Czy większość ludzi lubi swoje posady?

Znajomy: Nie, przynajmniej 80% ich nie lubi.

Ja: Więc czemu wciąż chodzą do pracy?

Znajomy: Potrzebują pieniędzy. I jaki mają wybór?

Ja: Mogliby zarabiać nie będąc na etacie.

Znajomy: Taa, może… ale kto tak robi?

Ja: Ja.

Znajomy: Tak, ale Ty jesteś dziwny.

Ja: Doceniam, że dzielisz się ze mną tym wszystkim, ale w świecie, który uważa całą tę sprawę z posadami za normalną, pozostanę przy swoim aktualnym podejściu, nawet, jeżeli uważasz je za dziwne. Cieszy mnie praca, którą wykonuję, dostaję pieniądze czy pracuję czy nie, mogę podróżować kiedykolwiek zechcę, nie mam szefa, nie mogę zostać wylany, nie czuję żebym przepłacał na podatkach, mogę dawać z siebie wszystko bez poczucia presji na bycie przeciętnym, a jeżeli pracuję z kimś i oboje się napalimy, możemy zrobić sobie nawzajem jak najlepiej… i nikt nikogo nie wykorzystuje. A najlepsze ze wszystkiego – mogę używać oficjalnego tytułu Mistrza.

Znajomy: Jasne, to brzmi dobrze, ale większość ludzi nie może tak działać.

Ja: Dlaczego nie?

Znajomy: Nie sądzę, by większość ludzi była dostatecznie sprytna.

Ja: Jest mnóstwo niespecjalnie inteligentnych ludzi, którzy uzyskują przychód pasywny. Byłbyś zaskoczony jak wiele mocy obliczeniowej umysłu zostaje uwolnione, kiedy nie musisz radzić sobie z szefem czy polityką firmy… i kiedy nie ograniczasz siebie wykonując przeciętną pracę zamiast najlepszej… i kiedy nie stresujesz się możliwością zostania wylanym czy koniecznością życia w celibacie.

Znajomy: Prawda, ale ci ludzie też są dziwni.

Ja: Może.

Znajomy: Ponadto, przychód pasywny jest o wiele za bardzo skomplikowany dla większości ludzi.

Ja: Jeżeli ludzie potrafią dać sobie radę z całą złożonością pracy na etacie, to myślę, że zarabianie pasywnie to dla nich bułka z masłem. Nie ma polowania na posadę, nie ma CV, nie ma aplikowania, nie ma szefa, nie ma polityki firmowej, nie trzeba oszczędzać czasu na wakacje, nie ma ryzyka zostania wylanym, nie ma dojazdów, a podatki są niższe. Tak, krzywa uczenia się na początku wygląda inaczej, ale jeżeli ludzie są w stanie poradzić sobie z pracą dla kogoś innego, to myślę, że z łatwością mogą dać sobie radę i ze stworzeniem źródeł przychodu pasywnego. A kiedy zrobią to raz czy drugi, to potem jest już zupełnie prosto.

Znajomy: Cóż, ja wciąż jestem sceptyczny, sugeruję więc, byś jeszcze to przemyślał. Znów – robota na etacie jest bardzo popularna. Myślę, że powinieneś spróbować.

Ja: Sądzisz, że by mi się to spodobało?

Znajomy: Nie, ale przyzwyczaisz się. Uwierz mi. Wszystko będzie w porządku. I znów – to bardzo popularne.

Ja: Może z powodu tej darmowej kawy.*

Źródło: Jobs vs. Passive Income

Zaangażuj Się W Osiągnięcie Swojego Docelowego Przychodu Pasywnego

Teraz, kiedy już określiłeś konkretny docelowy przychód pasywny (była o tym mowa we wpisie Określ Docelowy Przychód Pasywny), przyszedł czas na wzmocnienie Twojego związku z tym celem.

Idea jest taka, żeby zacząć wierzyć w swój cel tak, że staje się on bardziej realny, konkretny, nie jest tylko jakąś ulotną fantazją.

Miej Swój Cel Przed Nosem

Spróbuj tego na początek. Weź kartkę i zapisz na niej swój cel w pozytywny, osobisty sposób, w czasie teraźniejszym, a następnie umieść tę kartkę gdzieś, gdzie będziesz ją widział każdego dnia, na przykład na ścianie w salonie czy na lustrze w łazience. Możesz nawet rozwiesić kilka takich kartek w różnych miejscach, jeśli chcesz.

W oparciu o cel z poprzedniego wpisu przygotowałem następujące oświadczenie celu/intencji:

Do 30 września 2012 r. z sukcesem tworzę nowe źródło przychodu pasywnego, które przynosi co najmniej dwa tysiące dolarów miesięcznie, trwa przez co najmniej dziesięć lat i robię to w taki sposób, że do wielu innych ludzi na całym świecie dostarczana jest poważna wartość.

Żeby mój cel uczynić bardziej realnym i konkretnym, skopiowałem powyższy tekst i wkleiłem go do pustego dokumentu, powiększyłem czcionkę tak, by wypełnił stronę (w tym przypadku do 46 punktów) i wydrukowałem to w poziomym układzie strony. Następnie przypiąłem to na korkowej tablicy w gabinecie. Teraz kiedykolwiek siadam do biurka, nie mogę nie zobaczyć tej kartki, jako że znajduje się w moim polu widzenia. Nawet, jeżeli przyjmuję tego do wiadomości świadomie, to mój podświadomy umysł jest wielokrotnie wystawiany na działanie tego celu. Zostawię tam tę kartkę (albo zastosuję inny sposób przypominania o celu), póki tego celu nie osiągnę.

Możesz dowolnie ubarwić swój cel stosując taki język, jaki uważasz za atrakcyjny. Uważam za bardziej motywujące ustanowienie celu, który dostarcza dobra innym, dodałem więc takie wyrażenie pod koniec opisu celu.

Krok ten jest ważny ze względu na to, że naturalną tendencją po ustanowieniu celu jest bardzo szybkie odpuszczenie sobie. Wiele osób traci swoje nowe cele z pola widzenia w przeciągu tygodnia od określenia ich. Dają się porwać różnym rozpraszającym czynnikom, a myślenie o celu się nie zakorzenia. Aby powstrzymać stopniowe rozmywanie się celu musisz stale poświęcać mu nieco uwagi, tak jakbyś podlewał roślinę.

Pisałem o tym wcześniej, więc żeby dowiedzieć się więcej na temat utrwalania celów przeczytaj „Miej Swoje Cele Przed Sobą”. [od tłumacza: nad tym popracuję później]

Stwórz Konsekwencje Porażki

Inną rzeczą, jaką możesz zrobić by utrwalić swój cel, jest stworzenie konsekwencji odpuszczenia sobie. Jako że piszę o tym przez cały czas, ciężko mi będzie stracić z pola widzenia mój cel. Jeśli sobie daruję albo schrzanię sprawę, pojawią się pewne negatywne konsekwencje. Rzeka upokorzeń i dalej w ten deseń.

Jeżeli nie ma negatywnych konsekwencji rezygnacji, zrezygnować będzie łatwo. To źle. Chcemy wytworzyć większy opór przed rezygnacją tak, że kiedy już zaczniesz, to trudno Ci będzie zawrócić.

Jak to zrobisz, to Twój osobisty wybór, ale jeżeli nie jesteś skłonny zrobić czegoś takiego, to właściwie na ile jesteś zaangażowany? Jeżeli jesteś zaangażowany w osiągnięcie swojego celu, to nie będzie wielką sprawą zaplanowanie paru ukłuć na wypadek porażki.

Dość często okazuje się, że unikanie przykrych konsekwencji jest dla ludzi bardziej motywujące niż korzyści, jakie mogą uzyskać. Zamiast wygrywać, niektórzy skupiają się bardziej kiedy chcą naprawdę uniknąć przegranej. Gdyby pozytywna motywacja do uzyskania przychodu pasywnego była dla Ciebie wystarczająca, to czy nie osiągnąłbyś już tego celu? Mógłbyś to zrobić rok temu, na przykład korzystając z SBI które polecam od lat.

Jeżeli interesujesz się takim celem od jakiegoś czasu, ale ciągle go odsuwasz, a teraz mówisz sobie, że w końcu to zrobisz i tym razem będzie inaczej, to dlaczego ktokolwiek miałby Ci uwierzyć? Czy Ty sam sobie wierzysz? A może próbujesz tylko grać pewność siebie by siebie samego przekonać?

Jeżeli jedyną konsekwencją porażki będzie to, że dalej będziesz doświadczać jeszcze więcej swojej starej, dotychczasowej rzeczywistości, to nie są to poważne konsekwencje, nie? Ostatecznie, jeżeli w tej chwili tolerujesz tego rodzaju rzeczywistość, to nie ma powodu by wierzyć, że nie jesteś w stanie żyć w niej przez kolejną dekadę. Ale jeżeli zawrócenie z obranej drogi w jakiś sposób wygląda gorzej niż podążanie naprzód, to masz spore szanse by tym razem zrobić poważny postęp.

Jedna z sugestii jest taka, by odszukać kogoś, kto najbardziej w Ciebie wątpi i założyć się z tą osobą, że uda Ci się osiągnąć swój cel w założonym czasie. Jeżeli będzie ona chciała się z tobą założyć, możesz w ten sposób zaszczepić ducha konkurencji i znacznie podkręcić swoją motywację. A jeśli nie zechce się założyć, może dać Ci to większą pewność, jako że być może oznaczać to będzie, że tamta osoba wierzy w Twój sukces. Możesz postawić pieniądze, możesz też bardziej kreatywnie podejść do stworzenia konsekwencji.

Jeżeli kręci Cię polityka, innym pomysłem jest obietnica wpłacenia pieniędzy na kandydata czy partię polityczną której nie znosisz, jeżeli w założonym terminie nie osiągniesz celu.

Twoja zdolność do zrobienia czegoś takiego to trochę test tego, jak pewien jesteś osiągnięcia swojego celu. Jeśli masz trudności z poczynieniem takiego zobowiązania, to co to mówi o poziomie Twojej pewności siebie? Jeśli naprawdę zamierzasz osiągnąć ten cel, to negatywne konsekwencje nie wystąpią.

Kiedy to robisz, uważaj żeby przez pomyłkę nie stworzyć zbyt dużej przeciwwagi dla swojego celu. Chcesz wykorzystać ducha konkurencji jeśli uważasz to za pomocne, ale nie chcesz zajść tak daleko, że zachęcisz innych do sabotowania Twojego sukcesu. Jeżeli więc paru ludziom obiecasz coś ciekawego w wypadku Twojej porażki, możesz zmotywować ich by kibicowali Twojemu niepowodzeniu i by odmawiali pomocy jakiej w przeciwnym razie mogliby Ci udzielić.

Włącz W To Innych

Kolejnym sposobem na zwiększenie zaangażowania w swój cel jest włączenie innych osób w jego osiągnięcie. Zamiast uruchamiać ducha konkurencji, możesz stworzyć ducha współpracy, pracy zespołowej. Jest to podejście jakie wybieram dla mojego celu stworzenia nowego źródła przychodu pasywnego.

Wierzę, że wszyscy możemy razem osiągnąć nasze cele, pomagając sobie i wspierając się nawzajem w drodze, chcę więc stworzyć ducha współpracy. Nie powiedziałbym, że mieć wokół siebie ludzi życzących porażki to pomocna sprawa. Wolałbym raczej widzieć jak wszyscy życzymy innym sukcesu, życząc go również sobie.

Tworząc i dzieląc się publicznie serią wpisów na blogu, mówiących o tworzeniu przychodu pasywnego, angażuję innych ludzi w osiągnięcie mojego celu. Pozytywnym efektem ubocznym jest utworzenie źródła wiedzy które pomoże innym w osiąganiu podobnych celów. Ludzie generalnie doceniają coś takiego, a ja już teraz widzę masę pozytywnych reakcji na tę serię. Doceniam poparcie, które jest dla mnie bardzo motywujące.

Gdybym potraktował to jako prywatne dążenie, mogłoby mi być trudniej zrealizować taki cel, gdyż byłbym jedyną osobą, którą to interesuje. Ale robiąc to w taki sposób, który przyciąga więcej społecznego poparcia, jest łatwiej. Tak, publiczne dzielenie się wiedzą o kolejnych krokach oznacza więcej pracy, ale przekształca też indywidualny projekt w przedsięwzięcie społeczne, nad którym praca daje więcej frajdy. Czuję też większą odpowiedzialność za systematyczną pracę nad tą serią, tydzień po tygodniu.

W zeszłym tygodniu zrobiłem sobie miniwakacje, podczas których wybrałem się m.in. do Disneylandu – i w tym czasie nie pisałem. Ale widziałem, że ludzie na Twitterze pisali, że czekają na kolejne wpisy z tej serii. Ogłaszając publicznie tę serię zaprosiłem innych do podtrzymywania mojej odpowiedzialności i upewnienia się, że będę nad tym pracował. Zawsze mogę sobie zrobić miniwakacje, jeżeli mam ochotę, ale inni ludzie będą mnie zaczepiać żebym trochę poszedł do przodu z tematem, jako że zmotywowani są do otrzymywania tu wartościowej wiedzy. Wierzę, że dzięki temu trudniej jest mi odpaść. Utrudnienie porażki oznacza zwiększenie prawdopodobieństwa sukcesu.

Jeżeli spojrzysz na moją sytuację i na to, jak ją skonstruowałem, prawdopodobnie zgodzisz się, że powinienem mieć kawał dobrej motywacji do ukończenia tej serii i osiągnięcia swojego celu. Czas będzie oczywiście ostatecznym sędzią, ale tymczasem – czy ustawiłeś sprawy swojego celu uwzględniając podobną ilość motywacji i presji? Jeżeli nie, to teraz jest czas na wprowadzenie poprawek. Kiedy zbyt łatwo jest sobie odpuścić, to prawdopodobnie to zrobisz. Ja rzeczywiście wygrywałem pieniądze zakładając się z ludźmi kiedy widziałem, że nie nakładali na siebie dość presji, by osiągnąć sukces.

Twórz Pozytywny Stres

Wiemy, że nadmiar stresu to zła sprawa. Ale wiemy też, że niedobór stresu jest równie zły. Istnieje taki punkt pomiędzy skrajnościami, w którym czujesz się zmotywowany do podjęcia działania. Ten pozytywny stres ma swoją nazwę: eustres.

Jak inaczej możesz wzmocnić swoje zaangażowanie w osiągnięcie celu? W jaki sposób możesz mieć go zawsze przed oczami? Jak możesz sprawić, że będzie bardziej rzeczywisty i konkretny? Jak możesz dodać więcej negatywnych konsekwencji porażki? Na jakiekolwiek pomysły wpadniesz, działaj od razu. Zupełnie w porządku jest być tu nieco impulsywnym. Działając tak coraz więcej, dowiesz się, co najlepiej działa dla Ciebie.

Często potrzeba czasu żeby zagłębić się swoim nowym celu, zachęcam Cię więc byś poważnie potraktował ten krok. Nie jest to trudny krok. Stworzenie i umieszczenie przypomnienia o celu w moim gabinecie zajęło parę minut. Wiele możesz uzyskać dzięki krótkiej aktualizacji statusu na ulubionym portalu społecznościowym, obiecując na przykład przyjęcie negatywnych konsekwencji jeżeli nie zdołasz osiągnąć swojego celu w założonym terminie.

Z pewnością możesz poświęcić parę minut na wzmocnienie swojego zaangażowania.

Jeżeli zdecydujesz się pominąć ten krok, to szczerze spodziewam się, że nie uda Ci się osiągnąć swojego celu. Jeżeli porażkę uczynisz łatwą i bezpieczną, to prawdopodobnie się przed nią nie uchronisz.

W tym punkcie możesz się zastanawiać – kiedy weźmiemy się za działanie. Gdzie jest część o tym, co i jak robić? Cóż, już jesteśmy w tej części. Jest to w dużym stopniu część wiedzy „co i jak”. Musimy tak wszystko przygotować, żebyś miał bardzo duże prawdopodobieństwo podjęcia działania. W jaki sposób inne kroki mają przynieść Ci korzyść, jeżeli tylko o nich czytasz, a w rzeczywistości nie robisz? Ile razy czytałeś jak coś zrobić, mówiłeś sobie „Powinienem to zrobić.”, a potem sobie odpuszczałeś? Musimy unikać rezultatów tego typu.

Moją intencją dla tej serii nie jest nauczenie Cię kroków potrzebnych by wygenerować przychód pasywny. To byłaby strata czasu dla wszystkich, zresztą zostało to już zrobione. Moja intencja jest taka, żebyś rzeczywiście stworzył sobie źródła przychodu pasywnego. To jest ostateczny rezultat jaki chcę, żebyś osiągnął. Piszę to dla ludzi, którzy są w końcu gotowi by zacząć uzyskiwać w tym roku pewien przychód pasywny. Nie piszę tego dla tych, którzy są tylko ciekawi tematu. Jeżeli powoduje Tobą czysta ciekawość, to w porządku, ale proszę nie wchodź nam w drogę kiedy działamy. 🙂

Wchodzisz W To Czy Nie?

To moment, w którym musisz zdecydować: Czy zamierzam podążać z tą serią jako aktywny uczestnik, czy nie? Czy zamierzam aktywnie działać i stworzyć nowe źródła przychodu pasywnego, czy będę siedział na uboczu i patrzył, jak inni to robią?

Jeżeli nie jesteś pewien, to nie jesteś człowiekiem czynu… przynajmniej jeszcze nie teraz. Albo nabierz pewności i poświęć się działaniu, albo ten statek odpłynie bez Ciebie. Możesz mówić sobie, że zawsze możesz wrócić do tej serii później, ale czy tak będzie? Istnieje pewna wielka energia w działaniu na żywo razem z wieloma innymi ludźmi. Tej energii nie będzie za pół roku. Myślę więc, że uczciwie jest powiedzieć: teraz albo nigdy.

Możesz zastanawiać się, co to zobowiązanie za sobą pociągnie. Czy nie powinieneś najpierw poznać kolejnych kroków działania, zanim się zobowiążesz? Nie-e. Nie tak się to robi. Najpierw się zobowiązujesz, a potem pojawiają się kroki. Czego więcej Ci potrzeba? Osobiście prowadzę Cię przez to wszystko zupełnie za darmo. Robiłem to już wiele razy, poza tym również niezliczona ilość innych osób to zrobiła. Jest to w oczywisty sposób wykonalne i osiągalne dążenie. I jeżeli jesteś rzeczywiście zaangażowany, to nawet, gdybym ja sobie odpuścił, Ty po prostu działałbyś dalej beze mnie i dowiedziałbyś się tego, czego Ci potrzeba, gdzieś indziej (zupełnie tak, jak zrobiłem to ja).

Czy naprawdę musisz zobowiązywać się w ciemno? Właściwie jednak nie zobowiązujesz się zupełnie w ciemno. To Ty ostatecznie jesteś osobą, która popchnie ten cel do przodu, nie ja. To Ty jesteś tu źródłem światła. Ja jestem tylko pomocnikiem, którego wezwałeś do swojej rzeczywistości bym pomógł Ci teraz to stworzyć.

Zresztą, co złego może się zdarzyć? Nawet, jeżeli zobowiążesz się i nie dasz rady, mimo to nauczysz się po drodze zadziwiających rzeczy. Zobaczysz, z czego jesteś zbudowany. W najgorszym razie dotknie Cię nieco negatywnych konsekwencji, jak odrobina wstydu. Wielkie rzeczy. Przeżyjesz.

No więc – wchodzisz w to czy nie? Jeżeli nie jesteś pewien, że tak, możesz być pewien, że nie.

Kiedy minie rok od dziś, niepodjęcia jakiej decyzji będziesz żałował?

Źródło: Commit to Your Passive Income Goal

Określ Docelowy Przychód Pasywny

Przechodząc do konkretów na temat tworzenia przychodu pasywnego zacznijmy od ustalenia celu, jaki chcemy tu osiągnąć.

Dlaczego czytasz tę serię? Czy tylko dla rozrywki? Masz nadzieję nauczyć się czegoś, co mógłbyś zastosować później? Czy może rzeczywiście chcesz stworzyć w tym roku przynajmniej jeden nowy strumień przychodu pasywnego?

Pozwól, że zasugeruję prosty ogólny cel na początek: Zanim skończysz czytać ten wpis ustanów sobie jasny cel – co chcesz wynieść z tej serii.

Nie zamykaj przeglądarki ani nie przechodź do czegoś innego dopóki nie ustanowisz jasnego i konkretnego celu związanego z przychodem pasywnym.

Żadnych słabych wymówek. Żadnego niezdecydowania. Żadnej ściemy typu „pomyślę o tym później”. I proszę – żadnych kiepskich, pustych odpowiedzi jak „chcę więcej pieniędzy”.

Jakąkolwiek podasz wymówkę, dlaczego nie możesz właśnie teraz ustanowić jasnego celu, obaj wiemy że jest głupia, więc nawet się za to nie zabieraj. Brak ustanowionego celu oznacza stratę czasu.

Jeżeli Twoim aktualnym życzeniem jest stworzyć nowy strumień przychodu pasywnego, to upewnijmy się, że cel uwzględnia trzy aspekty:

  1. ile pieniędzy miesięcznie chcesz zarabiać ze swojego nowego źródła przychodu pasywnego (konkretna liczba)
  2. jak długo spodziewasz się że strumień będzie płynąć (ilość lat)
  3. ostateczny termin uzyskania pierwszego miesięcznego przychodu z tego źródła

To o czym tu mówimy to nie jest Twój ostateczny cel. To cel dla Twojego pierwszego (albo kolejnego, jeżeli robiłeś to wcześniej) źródła przychodu pasywnego.

Jeżeli myślisz o czymś innym, co niekoniecznie pasuje do powyższych parametrów, to proszę bardzo, ustanów taki cel, jaki uznajesz za najlepszy dla siebie. A pod koniec roku, kiedy inni ludzie będą się cieszyć nowymi źródłami przychodu pasywnego, zobaczysz jak się miewa Twój cel.

Idea jest taka, żeby obrać cel motywujący, ale też wiarygodny.

Jeżeli mówisz sobie, że nie możesz uzyskać jakiegokolwiek przychodu pasywnego, bo to dla Ciebie zbyt wiele, to musisz popracować nad swoją wyobraźnią. Możesz odłożyć stówę na koncie oszczędnościowym i uzyskiwać kapkę przychodu pasywnego przez dekady. Więc nie leń się tutaj. Nie daruj sobie. Ustanów cel.

Ustanawianie celów to umiejętność, która wymaga praktyki. Jeżeli z początku zabierzesz się do tego nerwowo i ustanowisz za duży albo nieprzekonujący cel, to go nie osiągniesz. Jeżeli obierzesz nierealistyczny termin, to zawalisz termin. Skąd masz wiedzieć, co jest realistyczne? Dostrajasz się wraz z praktyką, zupełnie tak jak nauczyłeś się chodzić i mówić.

Nie oczekuję, że Twój cel będzie idealny. Nie o to chodzi. Ten cel stanowi tylko pierwszy krok ku ruszeniu się do przodu i potraktowaniu tego poważnie. A ostatecznym celem jest stanie się dobrym w ustanawianiu celów. Oznacza to, że na początku musisz podjąć ryzyko popełnienia błędu.

Jak mówi góralskie przysłowie – jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz. Zacznij więc od ustanowienia celu.

Moje Pierwsze Źródła Przychodu Pasywnego

Moim pierwszym prawdziwym spotkaniem z długoterminowym przychodem pasywnym, innym niż odsetki na koncie oszczędnościowym, było napisanie i samodzielne wydanie gdy na Windowsa. Zdaje się, że wypuściłem ją w 1995 r. Była to prosta, przewijana gierka typu „powystrzelaj ich wszystkich”. Zaprogramowałem grę i wykonałem grafikę sam (wielkim artystą jednak nie byłem), a moja ówczesna dziewczyna przygotowała muzykę i pomogła z efektami dźwiękowymi.

Gra nie sprzedawała się specjalnie dobrze. Wrzuciłem ją na moją stronę, ale nie było tam prawie żadnego ruchu. Załadowałem ją też na parę stron z programami do pobrania za darmo. Miałem darmowe demo z kilkoma poziomami, a więcej poziomów można było dostać po zakupie pełnej wersji. Początkowo większość sprzedaży generowana była tak, że ludzie znajdowali demo na stronie z oprogramowaniem, a z dema odnośnik prowadził na moją stronę zakupu pełnej wersji.

Założyłem skrytkę pocztową i zacząłem przyjmować pocztowe zamówienia na grę. Później założyłem konto w firmie obsługującej płatności, dzięki czemu mogłem przyjmować wpłaty kartą. Następnie zacząłem przyjmować zamówienia online. W końcu tak wszystko poustawiałem, że zamówienia mogły być obsługiwane i realizowane automatycznie.

Średnio na tej grze zarobiłem 75 dolarów miesięcznie. Nie zrobiłem wiele jeśli chodzi o marketing, poza opublikowaniem gry na mojej stronie i wrzuceniem na tamte strony z oprogramowaniem, co było jednorazowym wysiłkiem. Kiedy już gra zaczęła się sprzedawać, zabrałem się za inne przedsięwzięcia.

Była to gra na Windowsa 3.1, o sztywno określonej rozdzielczości – 640×480 pikseli. Była całkowicie dwuwymiarowa, więc nie było tam żadnych bajerów 3D.

Rok po wydaniu gry dalej zarabiałem na niej około 75 dolarów miesięcznie.

Pięć lat po wydaniu wciąż przynosiła mniej więcej tyle samo.

Dziesięć lat po wydaniu wciąż przynosiła mniej więcej tyle samo.

W przeciągu tych lat zmieniałem cenę, testując $9,95, $14,95 i $19,95. Zarabiałem z grubsza tyle samo pieniędzy, niezależnie od ceny. Mogłem sprzedać 10 kopii po 10 dolarów, albo 5 kopii po 20 dolarów.

Początkowo gra była dostępna na dyskietkach 3,5”, następnie na CD-ROM’ie. Ponad 90% klientów kupowało wersję do natychmiastowego pobrania.

Udzieliłem też na tę grę paru licencji LCR (niskokosztowa sprzedaż detaliczna). Wydawcy ci trafili do mnie znajdując grę na jakiejś stronie z programami. Komponowali kolekcję tanich gier i sprzedawali je na płytach CD w cenie poniżej 10 dolarów. Nie zarobiłem wiele na tych układach, ale poszerzyły one moją dystrybucję, a każda kopia zawierała link do mojej strony.

Czasami gra przykuwała większą uwagę, a wtedy miało miejsce nagłe zwiększenie sprzedaży, która mogła się w ciągu miesiąca nawet podwoić. W sumie gra przez cały swój czas istnienia zarobiła więc około 10-15 tysięcy dolarów.

Przygotowanie i wydanie tej gry zajęło mi około sześciu miesięcy. Musiałem się wiele nauczyć, więc szło to powoli. Wraz ze zdobytą wiedzą i doświadczeniem zrobiłem się znacznie szybszy. Napisanie podobnej gry w roku 1998 zajęło mi około dwóch tygodni, włączając w to projekt, programowanie, grafikę i efekty dźwiękowe.

W końcu wydałem jeszcze trzy gry podobnej jakości. I znów – każda z nich dodawała po 75 dolarów przychodu pasywnego miesięcznie, więc mając je cztery zarabiałem do 300 dolarów na miesiąc.

Ostatecznie poszedłem po rozum do głowy i poświęciłem pół roku na przygotowanie znacznie lepszej gry i włożenie większego wysiłku w wypromowanie jej. W pierwszym miesiącu zarobiła 500 dolarów, a parę miesięcy później dochodziła do dwóch tysięcy. Dalej ją rozwijałem przygotowując dwa dodatki oraz wersję deluxe sprzedawaną po $24,95. Ta gra radziła sobie bardzo dobrze i przyćmiła poprzedniczki. Udzieliłem też więcej licencji, w tym jedną, która gwarantowała minimum 5000 dolarów miesięcznie – tylko z tego jednego źródła.

Stworzyłem tę grę mając zerowy budżet. Wykonałem projekt i zaprogramowałem wszystko, artysta pracował za procent od zysków, czyli stworzyłem mu strumień przychodu pasywnego.

Następnie zająłem się licencjonowaniem i publikowaniem gier innych autorów, co wygenerowało przychód pasywny dla nich i dla mnie. W końcu skomponowałem zestaw około dwóch tuzinów gier, co oznacza dwa tuziny strumieni w większości pasywnego przychodu. Niektóre z tych strumieni były zupełnie konkretne. Inne ledwie się sączyły.

W 2006 r. ostatecznie zdjąłem te gry z rynku kiedy zwijałem swój biznes z grami. Na tym etapie zarabiałem już tyle na stronie StevePavlina.com, że nie chciałem rozpraszać się i utrzymywać w ruchu biznesu z grami. Ale przychód pasywny z tamtych gier pomógł mi rozkręcić biznes związany z rozwojem osobistym. Przychód z gier pokrywał wszystkie moje wydatki, kiedy uruchamiałem stronę StevePavlina.com.

W Dłuższej Perspektywie

Czy 10 000 dolarów rozrzucone na przestrzeni 10 lat to dobra wyplata za 6 miesięcy pracy? Nie, z łatwością mogłem zarobić więcej na etacie. Już wtedy zarabiałem więcej jako programista, zanim jeszcze napisałem swoją pierwszą grę.

Sensem tworzenia pierwszego przychodu pasywnego nie jest uzyskanie natychmiastowego dużego zysku. Sensem tego jest nauczenie się tworzenia strumieni przychodu pasywnego, byś mógł być w tym coraz lepszy. Wtedy, wraz ze wzrostem umiejętności, możesz budować sobie większe źródła dochodu. Nie oczekuj, że za pierwszym razem stworzysz arcydzieło.

Dziś jestem w stanie tworzyć nowe źródła przychodu pasywnego przy znacznie mniejszym wysiłku niż ten, jaki musiałem w to włożyć w latach ’90. Powodem dla którego mogę to robić jest to, że poświęciłem swój czas na naukę i z czasem stale ulepszałem swoje umiejętności.

Nie martw się wielkością swoich źródeł dochodu na samym początku. Jeżeli w tym roku uda Ci się wygenerować 50 dolarów miesięcznie w przychodzie pasywnym, to moim zdaniem świetnie. A dziś jest to znacznie łatwiejsze w porównaniu z sytuacją z roku 1995, kiedy ja zaczynałem, także masz o wiele łatwiej niż ja. Twój telefon komórkowy jest prawdopodobnie sto razy mocniejszy niż komputer, na którym wtedy pracowałem.

Poza tym Ty masz mnie prowadzącego Cię krok po kroku. Mnie w tamtym czasie nikt nie prowadził. Czasem ludzie obecni w moim życiu sugerowali, że powinienem znaleźć sobie etat. Teraz jednak już tego nie mówią. 😉

Ustanawiaj cele, ale bądź cierpliwy w oczekiwaniu na postępy. Jest to umiejętność, która przez całe życie będzie Ci przynosiła korzyści. Nawet, jeżeli pracujesz nad tym od dziesięciu lat, to wciąż jeszcze wiele można będzie się nauczyć.

Mój Cel Dla Przychodu Pasywnego

Jak wspomniałem wcześniej, w ramach niniejszej serii o przychodzie pasywnym przejdę proces tworzenia nowego źródła przychodu pasywnego. A w efekcie tego procesu stworzę takie źródło dla siebie. Jeszcze nie zdecydowałem co to będzie, ale na pewno coś przyjdzie mi do głowy. Wpadanie na pomysły jest łatwe.

Ale na ten moment trzeba najpierw obrać cel. Jako, że chcę by było to proste i nie chcę nadmiernie komplikować spraw, wezmę cel który jak dla mnie jest względnie konserwatywny:

Do 30 września 2012 stworzę nowe źródło przychodu pasywnego generujące średnio przynajmniej 2000 dolarów miesięcznie i trwające co najmniej dziesięć lat.

Oznacza to więc, że nowe źródło przychodu zarobi przynajmniej 240 000 dolarów w przeciągu najbliższej dekady.

Taki cel wydaje się być dla mnie osiągalny. Stworzyłem już wiele strumieni tej wielkości i większych, więc nie muszę się specjalnie naginać żeby uwierzyć, że mogę zrobić to jeszcze raz. W tym przypadku wyzwanie polegać będzie na wyjaśnieniu po drodze wszystkich kroków, a tego nigdy wcześniej nie robiłem. Chcę, by cel był w miarę prosto określony, żebym mógł skupić się na aspekcie uczenia.

Posiadanie jasnego, konkretnie określonego celu pomaga mi przestawić się na myślenie o sposobie jego osiągnięcia. Teraz mogę zacząć rozmyślać o tych sposobach.

Pomaga mi to też odrzucić rzeczy, których nie mogę robić żeby stworzyć strumień przychodu. Nie mogę po prostu zrobić większej liczby publicznych warsztatów czy płatnych przemówień, bo to jest przychód aktywny. Chcę zrobić coś raz i mieć z tego comiesięczny przychód przez co najmniej dziesięć lat.

Co się stanie, jeżeli nie dotrzymam ostatecznego terminu? Nic. Ustalę inny termin. Ostateczny termin to mechanizm wspomagający skupienie. Gdybym chciał, mógłbym stworzyć nowe źródło przychodu pasywnego w ciągu paru tygodni. I prawdopodobnie w międzyczasie stworzę inne źródła o których nie piszę na blogu. Ale w przypadku tego źródła chcę zrobić wszystko powoli i szczegółowo wyjaśnić cały proces, żebyś mógł zrobić to razem ze mną. Ale chcę też stale poruszać się w kierunku jakiegoś rodzaju wyjścia na rynek. Nie chcę utkwić w stanie wiecznego pomysłu.

Twój Docelowy Przychód Pasywny

Kluczem do ustanawiania celów jest wyrobienie nawyku określania i osiągania celu. Nie chodzi o agresywne obieranie celów, których nie osiągniesz nigdy. Zawsze możesz wziąć na cel coś większego, jak już osiągniesz swój pierwotny cel.

Zdarzało się że brałem jakiś duży cel z dwumiesięcznym terminem realizacji i załatwiałem sprawę w ciągu tygodnia czy dwóch. Świętowałem więc. A potem brałem nowy cel z nowym terminem.

Tak długo, jak cel działa na Ciebie motywująco i pomaga Ci zabrać się do działania, to powiedziałbym że to dobry cel dla Ciebie.

Sugerowałbym ustalenie celu mniej więcej takiego:

Do 31 grudnia 2012 r. stworzę nowe źródło przychodu pasywnego generujące średnio przynajmniej 100 dolarów miesięcznie i trwające co najmniej pięć lat.

Uważam, że to jest dla większości ludzi jak najbardziej do osiągnięcia. Nie musisz mieć swojej strony internetowej, żeby tyle zarabiać.

I niektórzy ludzie po prostu zmiotą taki cel; będzie to dla nich o wiele za proste. Dla innych będzie to poważne wyzwanie. Dostosuj sobie dowolnie ten cel, tak jak będzie dla Ciebie najlepiej.

Jeżeli udałoby Ci się osiągnąć powyższy cel, to włożyłbyś sobie do kieszeni przynajmniej sześć tysięcy, ale to nie ta kwota się liczy. Prawdziwym celem jest nauczenie się, jak stworzyć źródło comiesięcznego studolarowego przychodu pasywnego. Kiedy już nauczysz się jak to robić, z pewnością będziesz mógł zrobić to samo jeszcze raz. Zrób to dziesięć razy, i pasywnie zarobisz sześćdziesiąt tysięcy.

Kiedy już nauczysz się, jak zarobić miesięcznie sto dolarów w przychodzie pasywnym – rzeczywiście robiąc to, a nie czytając o tym – to nie będzie Ci tak trudno tworzyć większe źródła. Więc zamiast tworzyć dziesięć źródeł, które w sumie wygenerują 60 000 dolarów, możesz nauczyć się jak osiągnąć to dzięki jednemu czy dwóm źródłom. Rozwijając swoje umiejętności na tym obszarze odkryjesz jak zarabiać większe kwoty przy mniejszej ilości źródeł dochodu i mniejszym wysiłku. Kiedy jedno źródło wyschnie, będziesz też wiedział, jak zastąpić je nowym.

Stosunkowo łatwo tworzę źródła przychodu dające około 50 000 dolarów rocznie. Kiedy parę lat temu miałem na tej stronie reklamy, jedno z tych źródeł zarabiało ponad sto tysięcy rocznie. Kiedy już zorientujesz się co i jak, myślę, że uznasz za wciągające wyzwanie tworzenie nowych źródeł dochodu i wypróbowywanie różnego podejścia.

Jeżeli chcesz więcej długoterminowego finansowego bezpieczeństwa, to nie znajdziesz go w tych pieniądzach czy nawet źródłach przychodu pasywnego. Znajdziesz je w rozwijaniu własnej wiedzy i umiejętności. Możesz zabrać wszystkie moje źródła dochodu, moją stronę, mój majątek itd., a ja będę w stanie stworzyć od nowa podobny poziom finansowego dobrobytu w stosunkowo krótkim czasie, bo wiem już jak to się robi.

Właśnie tego chcę też dla Ciebie. Chcę, byś nauczył się, jak to robić tak, że zawsze będziesz miał tę możliwość pod ręką. Ta wiedza zdejmie z Ciebie sporo finansowej presji. Nie będziesz musiał szarpać się by znaleźć robotę dzięki której opłacisz rachunki. Możesz po prostu stworzyć więcej źródeł przychodu pasywnego, jeżeli chcesz więcej pieniędzy.

Zrób To Teraz

NIE SKOŃCZYŁEŚ z czytaniem tego wpisu jeżeli nie określiłeś i nie zapisałeś swojego celu. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś, to zrób to teraz.

Kiedy już załatwisz sprawę, to zachęcam Cię byś przedstawił swój cel publicznie – JEŻELI możesz zrobić to w miejscu, gdzie czujesz, że ludzie będą Cię wspierać i zachęcać.

Ja dzielę się swoim celem publicznie, ponieważ spodziewam się, że wielu ludzie będzie chciało ujrzeć mój sukces, bo skorzystają z wartości edukacyjnej. Patrzenie, jak próbuję i nie udaje mi się raczej nie będzie wielce interesującym tematem serii. Widziałem już masę pojawiających się pozytywnych reakcji, wiem więc że istnieje spore zainteresowanie serią.

Jeżeli możesz się spodziewać głównie wsparcia, to podziel się swoim celem na blogu, Facebooku itd. Dołóż trochę odpowiedzialności i poświęcenia tak jak ja. Może Ci to pomóc w zmotywowaniu się do osiągnięcia sukcesu, zainspirujesz też innych do rozwijania tej umiejętności.

Jeżeli, z drugiej strony, przewidujesz reakcje raczej negatywne w przypadku opublikowania swojego celu, to masz przed sobą inną sprawę do załatwienia. Oznacza to, że Twoje życie wypełnione jest zbyt dużą ilością niepasujących tu ludzi. Masz zbyt duży balast społeczny. Ludzie ci będą Ci tylko wchodzić w drogę, także jeżeli nie sądzisz, że możesz ich przekonać, to daj sobie z nimi spokój. Zablokuj ich, wyrzuć z listy znajomych itd.

Jeżeli inni ludzie mają problem z tym, że przyjmujesz sobie taki cel, to jak się zachowają, kiedy go rzeczywiście osiągniesz? Prawdopodobnie będzie tylko gorzej, a wtedy będziesz musiał radzić sobie takimi problemami jak małostkowość, zazdrość, sarkazm, bieda itd. Lepiej już teraz się odciąć i wypełnić swoje życie wsparciem pozytywnie nastawionych ludzi. Pozwól by tamci uczyli się na twoim przykładzie… z daleka.

Przygotuj się na sukces. Oczekuj sukcesu. Wiedz, że kiedy już określisz ten cel, to go osiągniesz. A jeżeli masz go osiągnąć, to musisz zacząć wyrzucać ze swego życia wszystko, cokolwiek w innym przypadku wchodziłoby Ci w drogę realizacji Twojego celu. Kto nie może sobie z tym poradzić, wylatuje. Stworzy się w ten sposób przestrzeń na znacznie lepsze relacje z ludźmi, którzy będą Cię na tej ścieżce wspierać. Balast trzeba wyrzucić, żeby było miejsce na poparcie.

Źródło: Set Your Passive Income Goal

Przychód Pasywny: Gra Końcowa

Pomówmy o tym, jak to jest w rzeczywistości tworzyć strumienie przychodu pasywnego i jak się to ma do zwykłej pracy na etacie. To, czym się tutaj podzielę, może Cię zaskoczyć.

W przypadku typowego etatu w mniej lub bardziej bezpośredni sposób przehandlowujesz swoje godziny za pieniądze. Możesz otrzymywać wypłatę według stawki godzinowej, miesięczną pensję i/lub premie za czas, który poświęcasz na pracę. Twój napływający przychód zależy od stałej obecności w pracy. Jeżeli przestaniesz pracować, przestanie też przychodzić pensja.

W przypadku przychodu pasywnego często z początku nie zarabiasz nic. Początkowo pracujesz by stworzyć i/lub zastosować system generujący przypływ pieniędzy na dłuższą metę. Kiedy już nowy strumień przychodu zostanie przygotowany i zaczyna się faza pasywna, może nie być konieczne byś pracował wiele ponad to, co potrzebne jest do utrzymania strumienia.

Przychód pasywny jest jedną z wielu strategii zarabiania pieniędzy. Niekoniecznie dyktuje wybór jakiejś konkretnej kariery. Możesz wykonywać wiele różnych rodzajów pracy i stosować strategie przychodu pasywnego by z tej pracy uzyskiwać pieniądze.

Przychód Pasywny kontra Aktywny

Załóżmy, że jesteś pisarzem. Jednym ze sposobów na uzyskanie przychodu aktywnego byłoby znalezienie pracy autora piszącego na zlecenie magazynu czy gazety. Otrzymywałbyś pieniądze za pisanie artykułów, które Twój pracodawca wydaje i których jest właścicielem. Dostawałbyś wypłatę od pracodawcy za wykonywaną przez siebie usługę. Jeżeli w takim scenariuszu przestaniesz pisać, to przestaniesz otrzymywać wypłatę.

Załóżmy teraz, że oferujesz swoje pisarskie umiejętności jako niezależny wykonawca. Promujesz i sprzedajesz swoje usługi ludziom i firmom. Robisz to na zasadzie „wolnego strzelca”, otrzymując zapłatę za każdą ukończoną pracę. To również jest przychód aktywny. Jeżeli przestaniesz pracować, przypływ gotówki zostanie ucięty.

A teraz załóżmy, że piszesz książkę i podpisujesz kontrakt z wydawcą. Wydawca umieszcza Twoją książkę w księgarniach, sprzedaje ją też w internecie. Dwa razy do roku wysyła Ci czek na kwotę tantiem zależną od poziomu sprzedaży książki. Otrzymujesz procentowy udział w tym, co on dostaje za każdy sprzedany egzemplarz. Pięć lat później dalej otrzymujesz od nich czeki. Twoje tantiemy są przychodem pasywnym. Nawet, jeżeli przestaniesz pracować po wydaniu książki, to dalej będziesz otrzymywać płatności tantiem za książkę, która została wydana. Możliwe, że otrzymywałbyś te płatności przez resztę życia. Twoją książkę mogą kiedyś kupić ludzie, którzy nawet jeszcze się nie narodzili.

Zwróć uwagę, że w tym scenariuszu podstawowa kariera jest taka sama. Wciąż jesteś tym samym pisarzem. Po prostu stosujesz różne strategie uzyskiwania przychodu. Mógłbyś nawet zastosować wszystkie te trzy strategie równocześnie, pracując na zwykłym etacie, na boku wykonując niezależne zlecenia, a także pisząc książkę i wydając ją.

W dowolnym momencie masz swobodę stosowania przychodu aktywnego, pasywnego czy strategii hybrydowych – jakąkolwiek kombinację zechcesz. Nie musisz rzucać pracy z przychodem aktywnym żeby zbudować strumienie przychodu pasywnego. Niektórym ludziom jest tak jednak łatwiej, gdyż zwykła praca może pochłaniać masę czasu, utrudniając tym samym znalezienie czasu na zajęcie się przychodem pasywnym.

Czasami możesz nawet zarabiać już tworząc swoje źródła przychodu pasywnego. Na przykład nasz pisarz może z góry otrzymać od wydawcy pieniądze. Tak, że pisarz nie tylko zarabia pasywnie w dłuższej perspektywie, ale też otrzymuje wynagrodzenie przy pracy nad przygotowaniami do tego.

Dokąd Prowadzi Przychód Pasywny?

Chcę, żebyś zaczął myśleć o tym, jaki wpływ miałoby to na Twoje życie, gdybyś poświęcił czas na stworzenie paru źródeł przychodu pasywnego. Załóżmy, że osiągasz sukces. Co wtedy?

Jak wyglądałoby Twoje życie gdybyś otrzymywał sto dolarów dodatkowego przychodu pasywnego miesięcznie? A co powiesz na dodatkowe pięćset? 2500? 10 000? 50 000?

W jakim punkcie zamiast nie robić większej różnicy zaczęłoby to być całkiem miłe? A teraz – kiedy pomyślałbyś: „To naprawdę zmniejszyłoby napięcie.”?

Jaka kwota popycha Cię ku myśleniu: „Za tyle mógłbym żyć.”? A kiedy myślisz: „Wow… z tym naprawdę mógłbym poprawić swój styl życia.”?

A jeżeli pomyślisz o jeszcze większych kwotach, to kiedy zaczniesz myśleć: „Hmmm… zastanawiam się, co bym robił, gdybym zarabiał tyle nie musząc nic robić?” Co właściwie robiłbym wtedy ze swoim czasem?

Może Cię zaskoczyć że jednym z powodów dla których ludzie unikają przychodu pasywnego jest strach wyrastający z bycia postawionym przed tym ostatnim pytaniem. Ludzie często spędzają tak znaczną część życia pochłonięci codziennym schematem praca-rachunki-obowiązki towarzyskie, że rzadko kiedy poświęcają więcej uwagi poważniejszym pytaniom. Załóżmy, że rzeczywiście odniosłeś sukces przez duże „S”. I co teraz?

Jeżeli Twoja gra końcowa prezentuje się nijako, nieznacząco, to będzie Cię to powstrzymywać. Będziesz się sabotować zanim gdziekolwiek dojdziesz.

Czy Przychód Pasywny Da Ci Większy Sukces Czy Większą Porażkę?

Gdybyś nie musiał pracować, a pieniądze płynęłyby do Ciebie stale miesiąc po miesiącu, co zrobiłbyś ze swoim czasem? Grałbyś cały dzień na komputerze, albo zażywał narkotyki, albo siedział, gapił się w telewizor i jadł?

Właściwie dość trudno było mi osiągnąć sukces w budowaniu przychodu pasywnego dopóki nie byłem w stanie poważnie odpowiedzieć na te pytania. Moja odpowiedź zmienia się od czasu do czasu, ale podstawą jest to, że chcę spędzić życie rozwijając się, tworząc i dzieląc się. Chcę stale dodawać coś wartościowego do tkanki wszechświata. Kiedykolwiek trzymam się tego zajęcia, niezależnie od tego, jak wiele zarabiam, czuję się szczęśliwy i spełniony.

Ironia jest taka, że jeżeli szczerze odpowiesz na to pytanie, to prawdopodobnie okaże się że myślisz o czymś, co równie dobrze mógłbyś robić kompletnie spłukany, choć może nie na tym samym poziomie.

Dzięki moim źródłom przychodu pasywnego stać mnie na to, by być bardzo leniwym, gdybym tylko chciał. Mógłbym siedzieć na tyłku i nic nie osiągnąć tygodniami, a i tak miałbym na opłacenie rachunków. Dla niektórych ludzi może to brzmieć jak opis raju, ale niesie własne wyzwania. Jeżeli nie jesteś ostrożny, w tego typu sytuacji możesz z łatwością popaść w depresję. Ludzie z pracy uzyskują spełnienie, ale jeżeli nie będzie już konieczności by pracować, to czy będziesz w stanie nadal motywować się do podejmowania nowych wyzwań, czy będziesz robić niewiele albo nic, bo możesz sobie na to pozwolić?

Wiele osób stworzyło strumienie przychodu pasywnego które pokrywają wszystkie ich wydatki i skończyło w depresji i apatii. Niektórzy próbują utrzymać się w ruchu tworząc jeszcze więcej strumieni przychodu pasywnego, ale po prostu nie ma w tym serca, i ostatecznie się wypalają.

Jaka Jest Twoja Motywacja?

Kiedy byłem spłukany, głęboko w długach i miałem zamiar ogłosić bankructwo, zadałem sobie pytanie co zrobiłbym ze swoim życiem, gdybym wiedział, że już zawsze będę spłukany. Było to ciekawe pytanie, ponieważ pomogło mi przejść ponad tymczasowym rozpraszaniem się kwestiami pieniędzy i rachunków, które zawsze wydawały się być na czele pilnych aspektów mojej rzeczywistości. Zdałem sobie sprawę, że tym, co naprawdę chciałem robić w życiu, jest tworzenie i dzielenie się. Zauważyłem że było to coś, czym zawsze w jakiś sposób mógłbym się zajmować niezależnie od tego, ile miałbym pieniędzy. Ta zmiana nastawienia pozwoliła mi podkręcić poziom szczęścia i spełnienia, nie wspominając o obróceniu mojego życia finansowego o 180 stopni w niecały rok.

Nastawienie to pomogło mi też zmotywować się do tworzenia strumieni przychodu pasywnego ponieważ im więcej tego robiłem, tym więcej materialnych przeszkód się pozbywałem i tym więcej czasu miałem na twórcze przedsięwzięcia.

Życie płynie mi miło kiedy pamiętam o wykorzystywaniu czasu na podejmowanie twórczych prób jak pisanie, przemawianie i tworzenie warsztatów. Nie płynie ono tak dobrze kiedy pozwalam sobie poczuć się jakbym pływał w czasie nie mając nic znaczącego do zrobienia.

Myślenie o tym teraz może wydawać się przedwczesne, ale sądzę, że jest to dość ważne. Jeżeli w głębi siebie wiesz, że gra końcowa przychodu pasywnego będzie dla Ciebie porażką – że skończysz po prostu żyjąc dzień po dniu jak wielki przegrany – to czy będziesz zmotywowany by coś na tym polu osiągnąć? Wymagałoby to prawdopodobnie masy ciągania i zmuszania się do podjęcia działania.

Jeżeli, z drugiej strony, możesz przedstawić sobie wizję przyjemnego i dającego spełnienie scenariusza gry końcowej, to myślę, że o wiele łatwiej będzie Ci tworzyć strumienie przychodu pasywnego w bardziej spokojny, płynny sposób. Wciąż będzie praca do wykonania, ale przynajmniej nie będziesz po drodze walczył sam ze sobą.

Jeżeli cokolwiek powstrzyma Cię przed zarabianiem pasywnym, to co to będzie? Niewątpliwie będzie to coś wewnątrz Ciebie. Kroki zewnętrznego działania są z pewnością do wykonania. Możesz schrzanić sprawy na samym początku – ja na pewno to zrobiłem! – ale jeżeli wytrwasz i będziesz uczyć się na błędach to sukces masz w dużej mierze zapewniony. Jak wspominałem we wcześniejszym wpisie, ludzie zarabiali pasywnie tysiące lat temu. Z pewnością i Ty możesz się tego nauczyć. Tak więc jedyną rzeczą, która naprawdę jest w stanie Cię zatrzymać jesteś Ty sam.

Więcej Niż Rozgłos

Wiem, że wokół przychodu pasywnego robi się wiele szumu. Tak, on jest świetny. Tak, może znacznie obniżyć finansową presję. Tak, może uczynić dużą różnicę w Twoim stylu życia. Muszę powiedzieć że spora część tego szumu to prawda. Jak powiedział Earl Nightingale: „Nic nie może zastąpić pieniędzy w tym zakresie, w którym są one stosowane.”

Ale załóżmy, że rzeczywiście Ci się udaje. Załóżmy, że pokrywasz wszystkie swoje wydatki i zostaje Ci jeszcze trochę pasywnego dochodu. I co teraz? Co będziesz robić ze swoim czasem? I czy robiąc to będziesz prawdziwie szczęśliwy, rok za rokiem, dekada za dekadą? Czy może będziesz się czuć jeszcze bardziej zagubiony niż teraz?

Oto co sugeruję: Zanotuj sobie prostą deklarację wizji, może kilka zdań czy akapit o tym, jak zdecydowałbyś się żyć gdyby wszystkie Twoje wydatki pokrywał przychód pasywny i nie musiał byś wykonywać faktycznej pracy by opłacić rachunki.

Następnie odłóż na bok tę deklarację i jutro spójrz na nią świeżym okiem. Zadaj sobie teraz pytanie czy w takim scenariuszu byłbyś szczęśliwy. Jeżeli nie sądzisz, że tak by było, to przepisz deklarację Postaraj się uzyskać przejrzystość wizji swojej końcowej gry przychodu pasywnego. Zobacz jak mógłbyś skonstruować scenariusz, w którym byłbyś szczęśliwy.

Na koniec, jeżeli nie robisz jeszcze tego, co opisałeś w deklaracji, to dlaczego? Czy mógłbyś mimo wszystko w pewnym stopniu robić to w aktualnych warunkach, gdybyś naprawdę chciał?

Pieniądz Jest Paliwem, Nie Lekiem

Widzisz… jeżeli teraz siebie powstrzymujesz, to czemu miałbyś przestać powstrzymywać siebie nawet po tym, jak utworzysz obfite źródła przychodu pasywnego? Jeśli pozwalasz sobie traktować brak pieniędzy jako wymówkę dzisiaj, to kiedy będziesz cieszył się finansowym dostatkiem, znajdziesz po prostu inną wymówkę. Pieniądz nie jest lekiem na chęć działania poddającą się kiepskim wymówkom. Więc jeżeli dostrzegasz u siebie ten wzór zachowania, to sugeruję, żebyś jeszcze dziś zaczął nad tym pracować.

Pieniądz ma raczej efekt mnożnika, a nie czynnika przekształcającego. Sprawia, że jesteś bardziej tym, kim już jesteś. Więc jeżeli jesteś typem osoby która wymawia się przed większą wizją dziś, to dodanie do tego więcej pieniędzy tylko pogorszy sprawy. Wielu ludzi mających dużo pieniędzy ma też znacznie więcej zobowiązań, które można wykorzystać jako wymówki. Robienie wymówek nie kończy się kiedy pojawia się więcej pieniędzy; wyolbrzymia się tylko.

Może się wydawać, że mieć mnóstwo czasu na zabawę to świetna sprawa, ale styl życia playboya/playgirl nie zapewni wiele spełnienia. Więcej ludzi zdaje się uzyskiwać spełnienie dzięki mającej znaczenie pracy. Tak, dalej możesz bawić się i podróżować i robić wszystkie te dobre rzeczy. Ale pomyśl trochę nad tym, jakiej pracy mógłbyś się podjąć gdybyś wcale nie musiał pracować za pieniądze. Jest to ważne pytanie na które trzeba odpowiedzieć. Równie ważne jest zapytać: „Dlaczego w jakiś sposób nie wykonujesz tej pracy właśnie teraz?”

Osobiście czuję, że korzyścią numer jeden z posiadania pokrycia wszystkich wydatków dochodami pasywnymi jest to, że doszedłem do tego, iż wykonuję znacznie więcej pracy, którą uwielbiam. Osiągnąłem również to, że pracuje w taki sposób, w jaki chcę pracować – gdzie chcę, kiedy chcę, jak chcę i z kim chcę. Ale żeby utrzymać te uczucia spełnienia i znaczenia w życiu – praca musi trwać. Nie mogę po prostu przestawić się w wieczny stan zabawy i wymeldować się.

Myślę że dojdziesz do wniosku, że kiedy żyjesz już w jakimś stopniu według swojej większej wizji, to tworzenie strumieni przychodu pasywnego będzie znacznie prostsze. Strumienie te będą Ci pomagały w rozszerzaniu wizji oraz pokonywaniu przeszkód.

Ale jeżeli aktualnie stosujesz marne wymówki jak brak pieniędzy, brak czasu czy zobowiązania w codziennej pracy żeby oddalać się od swojej większej wizji – nawet, jeżeli w jakiś sposób masz ciągle czas na Facebooka, SMS-y, maile, czytanie blogów, oglądanie telewizji itd. – to założę się że nie uda Ci się odnieść sukcesu w tworzeniu dużego przychodu pasywnego; jesteś typem który wynajdzie wymówkę by się wycofać, a nawet czytanie tej serii jest dla Ciebie tylko kolejną rozrywką.

Więc cokolwiek uważasz że mógłbyś zacząć robić kiedy tylko spełni się już marzenie o życiu w całkowitym finansowym dostatku, zacznij robić to teraz w jakiś sposób. Wprowadź to do swojego życia – nawet, jeżeli na początek to tylko kilka godzin tygodniowo. Jeśli nie masz na to czasu, to zrezygnuj z Facebooka, rzuć oglądanie telewizji i anuluj pakiet esemesów.

Źródło: The End Game of Passive Income

Przychód Pasywny – Co To Takiego?

Chcę by ta seria o przychodzie pasywnym rozpoczęła się od wyjaśnienia przez „przychód pasywny” rozumiem.

Preferuję dość szeroką definicję, według której jest to dochód, jaki uzyskujesz nawet kiedy nie pracujesz aktywnie. Inną nazwą przychodu pasywnego jest „dochód nadwyżkowy”.

Przychód aktywny – przeciwnie – oznacza pieniądze które przestają płynąć, kiedy Ty przestajesz pracować. Jeżeli otrzymujesz pensję i rzucasz pracę czy zostajesz wylany, najprawdopodobniej przestaniesz otrzymywać pieniądze. Możesz otrzymać odprawę która pomoże w okresie poszukiwania innej pracy, ale Twój szef nie będzie dalej Ci płacił jeżeli nie będziesz pokazywać się w pracy.

Podobnie, jeżeli wykonujesz pracę kontraktową dla klientów którzy Ci płacą, i jeżeli przestaniesz otrzymywać pieniądze kiedy wstrzymasz się z pracą, to też jest przychód aktywny. Możesz mieć więcej elastyczności w przypadku pracy kontraktowej, ale nadal musisz pracować żeby otrzymywać płatności.

W przypadku przychodu pasywnego otrzymywałbyś pieniądze niezależnie od tego czy wykonujesz jakąś mającą znaczenie pracę, czy nie. Możesz wykonać dużo pracy „z góry”, zanim wszystko zacznie się kręcić, ale ostatecznie osiągniesz punkt w którym Twój strumień przychodu pasywnego zostaje uruchomiony. W tym punkcie, jeżeli takie masz życzenie, możesz właśnie przestać pracować nad tym źródłem dochodu, a kolejne pieniądze będą dalej do Ciebie płynęły niezależnie od tego co robisz, czy czego nie robisz.

Przychód pasywny nie oznacza jednorazowych, pojedynczych wpływów jak otrzymanie czegoś w spadku czy sprzedaż aktywów jak dom czy akcje które posiadasz. Przychód pasywny to źródło dochodu które w pewnym sensie trwa w czasie.

Przychód pasywny nie oznacza przychodu wiecznego. W niektórych odmianach strumień przychodu pasywnego może trwać przez kilka lat. Inne mogą działać przez dekady, czy nawet stulecia dla wielu pokoleń. Ale wszystkie źródła przychodu pasywnego ostatecznie wysychają z tego czy innego powodu.

Przychód pasywny nie oznacza stuprocentowo bezpiecznego przychodu. Jak napisała Helen Keller – „Bezpieczeństwo to głównie przesąd.” Niektóre formy przychodu pasywnego są bezpieczniejsze niż inne, ale zawsze istnieje element ryzyka. Dla dowolnego źródła przychodu istnieje niezerowe prawdopodobieństwo że coś może je zniszczyć. Jest to jeden z powodów, dla których mądrze jest tworzyć wiele źródeł przychodu, żeby zmniejszyć ryzyko, że wszystkie one padną jednocześnie.

Przychód pasywny nie oznacza idealnie stuprocentowej bierności bez potrzeby czynności związanych z utrzymaniem. W przypadku dowolnego źródła przychodu może istnieć potrzeba wykonywania pewnych czynności dla utrzymania go w ruchu. Czasami jest to naprawdę łatwe i wymaga jedynie zaglądania do skrzynki pocztowej i realizowania czeków. Czasami jest to jeszcze bardziej pasywne, kiedy pieniądze co miesiąc trafiają bezpośrednio na Twoje konto bankowe. Ale nawet wtedy może być konieczność zgłaszania tego przychodu i opłacania podatku.

Przychód pasywny to w rzeczywistości całe spektrum możliwości. Niektóre źródła przychodu są bardzo pasywne. Kiedy przez całe lata nie wykonujesz żadnych czynności związanych z ich utrzymaniem, pieniądze dalej płyną. Moje tantiemy za książkę stanowią przykład takiego przychodu. Niezależnie od tego, co robię, czy czego nie robię, Hay House najprawdopodobniej dalej będzie sprzedawać moją książkę, a ludzie będą ją kupować. Nawet, jeżeli zamknę stronę i przejdę na incognito z jakiegoś powodu, moja książka może dalej być sprzedawana w internecie i księgarniach. Wszystkim, co muszę w związku z tym robić, jest realizowanie czeków. Nie muszę obsługiwać zamówień, zadawać się z klientami, czy zajmować się jakimkolwiek bieżącym marketingiem.

Inne źródła przychodu są częściowo pasywne. Może zajść potrzeba wykonywania pewnej ilości pracy w celu ich utrzymanie nawet jeżeli nie pracujesz za pensję. Na przykład jeżeli posiadasz dom i wynajmujesz go, możesz uzyskiwać pasywny przychód z czynszu wpłacanego przez wynajmujących. Ale może też być koniecznie zainwestowanie nieco czasu, energii i pieniędzy w utrzymanie nieruchomości, znalezienie nowych najemców kiedy lokal będzie wolny, zajmowanie się hipoteką, płatnościami za ubezpieczenia i podatki od nieruchomości. Jeżeli najemcy zrobią się uciążliwi czy będą naruszać prawo, może się okazać, że masz jeszcze więcej pracy do zrobienia. Możesz delegować wiele z tych zadań na kogoś innego, ale w takim przypadku potrzebujesz partnera biznesowego lub pracownika zarządzającego.

Przychód pasywny nie oznacza że jest pasywny dla wszystkich. Inni ludzie mogą pracować na zwykłych etatach by wykonywać część pracy która pozwala Ci uzyskiwać przychód pasywny. Możesz też wykorzystywać technikę by odwalała za Ciebie wiele roboty. Poziom pasywności zależy od punktu widzenia. Przychód pasywny jednej osoby to dla kogo innego przychód aktywny.

Chcę też rozróżnić przychód pasywny od czegoś, co nazywam przychodem naciąganym. Przychód naciągany to coś, co ludzie próbują uzyskać kiedy popadają w sposób myślenia „jak szybko się wzbogacić.” Jest to niezdyscyplinowane podejście które znamionuje chęć dostawania czegoś za nic. Idea jest taka, by znaleźć sposób na wyciąganie pieniędzy od ludzi czy z gospodarki bez dostarczania mających znaczenie dóbr. Możliwe jest uzyskiwanie przychodu w ten sposób, jako że na rynku istnieje wiele luk, ale nie jest to podejście jakie bym zalecał. Osobiście nie definiuję przychodu pasywnego tak, by uwzględniał przychód naciągany, ale istnieje pewne spektrum w którym jedne formy przychodu pasywnego dostarczają więcej wartości niż inne.

W tej serii staram się pomóc Ci zbudować przychód pasywny w taki sposób, że generuje on coś dobrego i wartościowego dla innych. Jest to bardziej stabilne na dłuższą metę, i lepsze dla wszystkich. Na szczęście istnieje mnóstwo sposobów na generowanie wartości.

To rzekłszy – nie jest to seria dla leniwych osłów z urojeniami którzy spędzają sześć godzin dziennie grając w Angry Farm Ninja Madness. Nie jest to też seria przeznaczona dla zdesperowanych dziwaków typu: „Muszę do piątku zarobić 500 dolców by mieć na czynsz.” Tworzenie strumieni przychodu pasywnego to praca. Możesz medytować nad obfitością, przywoływać Prawo Przyciągania i modlić się do Hestii o wszystko czego chcesz, ale spodziewaj się też że będzie trzeba wykonać prawdziwą pracę, jeżeli chcesz, by przychód pasywny stał się Twoją rzeczywistością. Tworzenie strumieni przychodu pasywnego stanowi bardzo aktywne przedsięwzięcie. Najpierw musisz wykonać pracę, a potem możesz cieszyć się efektami.

P.S. Jeżeli chcesz modlić się o pomoc, to nie módl się do Hestii o ile nie chcesz dziecka ani nie potrzebujesz rozpalić ognia. Módl się do Hadesa (znanego też jako Pluton), jako że to on jest bogiem dostatku.

Tylko nic nie mów Hestii.

Źródło: What Is Passive Income?

Przychód Pasywny – Seria

W najbliższych tygodniach będę tworzyć na blogu rozbudowaną serię o tym, jak uzyskiwać przychód pasywny.

Przychód pasywny to pieniądze, które spływają do Ciebie nawet wtedy, gdy nie pracujesz aktywnie – jak tantiemy, przychód z inwestycji i zyski ze zautomatyzowanych systemów biznesowych.

Ja zacząłem uzyskiwać przychód pasywny w latach ’90 tworząc, sprzedając i licencjonując gry komputerowe. Kiedy już te układy biznesowe i systemy zostały poustawiane, ja dalej rok po roku zarabiałem na tym pieniądze.

Podejście to szybko stało się nawykiem. Konsekwentnie – większość pieniędzy, jakie w życiu zarobiłem pochodziła z pasywnych lub częściowo pasywnych źródeł dochodu, a nie z pensji, wynagrodzeń, stawek godzinowych.

Wiele lat zajęło mi odkrycie jak w ten sposób zarabiać na życie, a po drodze zbankrutowałem, ale ostatecznie nauczyłem się tego, czego potrzebowałem się nauczyć. To działa, a ja zdecydowanie doceniam płynące z tego korzyści.

Prawda jest taka, że dziś zarabiać pasywnie jest o wiele, wiele łatwiej niż wtedy, kiedy ja stawiałem pierwsze kroki na tej ścieżce. Istnieją tak absurdalne możliwości, zwłaszcza w internecie, że jeżeli jesteś przynajmniej na wpół inteligentny, to z pewnością jesteś w stanie to zrobić. Teraz są takie sposoby na zarabianie pieniędzy w sieci, do których nie potrzebujesz nawet mieć własnej strony internetowej ani nie potrzebujesz dużych pieniędzy żeby zacząć zarabiać pasywnie.

Zarabianie pasywne nie jest trudne. Część mówiąca jak to robić – rzeczywiste wykonywanie tych czynności – jest dość prosta i bezpośrednia.

Trudną częścią jest ułożenie sobie tego w głowie, wyrzucenie masy fałszywego warunkowania, utrzymanie konstruktywnego nastawienia i darcie na strzępy nielogicznych obaw. Wyzwanie polega na własnym rozwoju… by stać się osobą, która nie blokuje się przed tym.

Zamiast pisać swoje klasyczne Steve’owe mega-wpisy zamierzam podzielić tę serię na częstsze, łatwe do ugryzienia kąski, tak więc możesz spodziewać się znacznie krótszych wpisów rozrzuconych na przestrzeni wielu tygodni. Myślę, że to właściwe podejście do tego tematu. Nie chcę masy odpowiedzi typu „świetny artykuł” od ludzi, którzy szukają tylko jeszcze więcej informacyjnego bełkotu. Pod koniec roku chcę widzieć odpowiedzi takie, jak na przykład: „Dzięki Twojej serii zarabiam teraz X dolarów miesięcznie w przychodzie pasywnym.”

Najpierw podzielę się pewnymi ideami które pomogą Ci zrozumieć na czym polega właściwe nastawienie do uzyskiwania przychodu pasywnego. Wiele osób ma w swoich głowach masę bzdurnych przekonań jeśli chodzi o zarabianie, a ja chcę niektóre z nich zmiażdżyć (przekonania, nie głowy), tak, żeby później nie wchodziły nam w drogę. Ta część może być bardziej podszyta emocjami niż logiczna, ale prawda jest taka, że motywacja do uzyskiwania jakiegokolwiek rodzaju przychodu opiera się głównie na podłożu emocjonalnym – i musimy się do tego odnieść. Nie ma logicznego nakazu uzyskiwania przychodu; może się wydawać, że jest to niezbędne do przetrwania, ale nasz gatunek najwyraźniej dawał sobie radę bez tego przez większą część swojego istnienia.

Później podzielę się ogromną ilością konkretnych informacji o tym, jak się do tego zabrać. Niektóre z tych wpisów będą dość ogólne, tak, że można je będzie zastosować do wszystkich metod zarabiania pasywnego. Ale dam Ci też bardziej szczegółowe informacje na temat sposobów zarabiania pasywnego które znam najlepiej, z których większość mieścić się będzie na obszarze królestwa internetu.

Nie potrafię nauczyć Cię inwestowania w nieruchomości czy na giełdzie, ani nie potrafię nauczyć cię tworzenia blogów cieszących się takim powodzeniem jak mój. Ale mimo to mogę nauczyć Cię jak tworzyć własne strumienie przychodu pasywnego, najpierw ogólnie a potem szczegółowo przedstawiając metody, jakie sam zastosowałem.

Mogę też zrobić parę wywiadów ze znajomymi i/lub partnerami biznesowymi którzy również stworzyli znaczne strumienie przychodu pasywnego tak, byś mógł mieć na to wszystko szersze spojrzenie.

Na koniec przeprowadzę Cię krok po kroku przez proces tworzenia strumienia przychodu pasywnego zupełnie od zera. Właśnie na tym etapie chciałbym zaprosić Cię do podążania razem ze mną i rzeczywistego robienia tego samego. Tak więc rzeczywiście zbuduję sobie nowy strumień przychodu pasywnego, tworząc na przykład i wypuszczając nowy produkt czy usługę, i będę na bieżąco pisał o każdym kroku. W tym samym czasie będę zachęcał Cię i wspierał w tworzeniu źródła przychodu pasywnego również dla Ciebie, tak więc jeżeli chcesz stworzyć coś podobnego, to możesz właściwie powtarzać moje kroki i po prostu po kolei robić to samo.

Postaram się jak potrafię by kroki te były łatwe do powtórzenia, tak, że będziesz w stanie stworzyć strumień przychodu bez wydawania dużych pieniędzy, i zrobię to w taki sposób, że nie będziesz nawet potrzebował do tego strony internetowej.. Moja storna daje mi oczywiście poważną przewagę marketingową, tak więc podzielę się też wiedzą na temat aspektu marketingu w przypadku tworzenia czegoś od zera. Chcę zrobić to w taki sposób, żeby nawet uczeń liceum pracujący w wolnym czasie w domu był w stanie przejść ze mną ten proces.

Zamierzam też utrzymywać na tym etapie naprawdę umiarkowane tempo, także będziesz mógł podążać za mną na żywo bez potrzeby pracowania na pełny etat by móc nadążyć..

Jeżeli chcesz przeczytać tę serię ze względu na wiedzę czy dla rozrywki, to w porządku. Ale ja naprawdę nie piszę tej serii dla zwyczajnego amatora czy marzyciela. Robię to dla tych, którzy naprawdę chcą teraz wyruszyć tą ścieżką. Będziemy zatem robić to wszystko z wolna i powolna by zbudować sobie solidne podstawy. Nie zamierzam po prostu rzucić Ci masy informacji i mieć nadzieję, że zrobisz z tego jakiś użytek.

Jeżeli po prostu przejdziesz ze mną wszystkie kroki, włączając w to przyjęcie odpowiedniego nastawienia, to w tym roku stworzysz dla siebie przynajmniej jeden strumień przychodu pasywnego. Ta seria skupiać się będzie na udzieleniu Ci pomocy w uzyskaniu tego konkretnego rezultatu. Jeżeli jest to rezultat, który Ty chcesz osiągnąć, to jedziemy na tym samym wózku.

Będę niewątpliwie wplatać do tej serii lekcje rozwoju osobistego, gdyż przychód pasywny łączy się z osobistym wzrostem na niesamowite sposoby, zwłaszcza w odniesieniu do ustanawiania i osiągania celów, samodyscypliny i przezwyciężania ograniczających przekonań.

Logicznie rzecz biorąc cel ten jest do osiągnięcia. To nie jest tak, jakbyśmy próbowali wykombinować, jak prowadzić wydobycie na asteroidach. Ludzie wymyślili sposoby na uzyskiwanie pasywnego przychodu tysiące lat temu. Na pewno z całą dodatkową wiedzą i źródłami, jakie są dziś dostępne, Ty też jesteś w stanie to zrobić.

W tym momencie nie oczekuję byś zobowiązywał się do czegokolwiek. Mam po prostu nadzieję, że będziesz dość ciekawski, by pozostać z tą serią przez tydzień czy dwa. Wtedy zdecyduj, czy jest to część życia, jaką jesteś gotów ulepszyć.

Na koniec, jeżeli masz znajomych czy członków rodziny którzy według Ciebie mogliby skorzystać na przeczytaniu tej serii, to prześlij im ten wpis by mogli pójść razem z nami.

Źródło: Passive Income Series

30-dniowe Superpróby

Od lat polecam 30-dniowe próby jako sposób na wprowadzenie nowego nawyku czy zastąpienie złego. Wiele osób, wliczając w to mnie, skorzystało z tej metody i z powodzeniem dokonało zmian zachowania – na stałe.

Teraz nadszedł czas na wersję dla zaawansowanych: 30-dniowa Superpróba.

[fanfary w tle]

Krótki przegląd

Prowadząc 30-dniową próbę bierzesz pewien nawyk czy zachowanie, które chcesz zmienić, i poświęcasz się utrzymaniu go przez trzydzieści kolejnych dni. Jeżeli stracisz choć jeden dzień, zaczynasz od nowa.

Zmiana nawyku na całe życie może być bardzo trudna, ale jeżeli wykorzystasz psychologiczny trik, jakim jest powiedzenie sobie, że to tylko 30 dni, Twoje szanse na sukces wzrastają znacząco. No i oczywiście – kiedy już osiągniesz Dzień 30, nowy nawyk masz już zainstalowany, dzięki czemu o wiele łatwiej jest utrzymać go w Dniu 31 i później.

Parę przykładów: wstawaj codziennie o piątej rano. Zmień dietę na wegetariańską czy wegańską. Unikaj oglądania telewizji. Każdego dnia powiedz komuś „jesteś kochany”.

30-dniowa próba jest częściowo eksperymentem, a częściowo ćwiczeniem samodyscypliny. Jest to eksperyment, w którym sprawdzasz sobie, jak inaczej mogłoby wyglądać Twoje życie, gdybyś wprowadził pewną zmianę i się jej trzymał. Dobra trzydziestodniówka popchnie do przodu również rozwój Twojej samodyscypliny, pomagając Ci stawać się coraz silniejszym mentalnie i emocjonalnie. To trening Twojej siły woli.

Im więcej takich prób z powodzeniem przejdziesz, tym silniejsze stają się mięśnie Twojej samodyscypliny. Wyświadczy Ci to ogromne przysługi we wszelkich obszarach życia. Poza tym wszystkim uzyskujesz korzyści z nowowprowadzonych nawyków, jak na przykład wartość wiedzy z wielu nowych książek, które przeczytałeś, siła metabolicznego kopa, którego dają regularne ćwiczenia czy finansowe korzyści z codziennej pracy nad internetowym biznesem.

W większości przypadków, kiedy osiągamy dorosłość, mamy mnóstwo beznadziejnych nawyków które nam nie służą, a nasza samodyscyplina bywa bardzo słaba. Dla przykładu: około 50 milionów Amerykanów pali, chociaż większość z nich wolałaby tego nie robić. Taki jest koszmar warunkowania zachowania. Jakim zwyczajowym zachowaniom ulegasz, mimo, że wolałbyś tego nie robić?

Poziom Twojej samodyscypliny będzie miał silny wpływ na Twoje poczucie własnej wartości. Im bardziej jesteś zdyscyplinowany, tym więcej korzystnych nawyków możesz nabrać, pozbywając się tych o negatywnym wpływie. Dobre nawyki rodzą dobre efekty, a dobre efekty dają dobre samopoczucie. Dobre samopoczucie daje Ci więcej energii, a to przeradza się w więcej korzystnych zachowań, które stają się dobrymi nawykami.

Trzydziestodniowe próby bywają bardzo wymagające, ale są też bardzo skuteczne. To moje narzędzie numer jeden, jeśli chodzi o zmianę nawyków.

Otóż w przeszłości ostrzegałem ludzi, by tego nie nadużywali. Wiele osób, dla których pomysł trzydziestodniowych prób jest nowością, dostaje kręćka i próbuje wprowadzić 5 czy 10 nowych nawyków naraz… i praktycznie bez wyjątku ponoszą sromotną klęskę. Zazwyczaj nie dochodzą nawet dalej, niż do Dnia 3.

Przypomina to próbę żonglowania zbyt wieloma piłeczkami naraz. Kończysz upuszczając je wszystkie. Zero rezultatów.

Tak więc radziłem ludziom brać się za jedną próbę naraz. Jedna próba będzie dostatecznie wymagająca. I możesz przeprowadzić ich dwanaście w ciągu roku, jeśli masz ochotę. Nawet, jeżeli osiągniesz sukces tylko przy połowie z nich, to wciąż jest ogromny postęp w ciągu roku.

A teraz wyjaśnię, jak właściwie robić dokładnie coś odwrotnego.

Tak tak, doktorku, pod pewnymi warunkami możemy pójść pod prąd. Z pewnością istnieje naprawdę minimalna szansa, że to przetrwamy,

Kocham ten plan! Strasznie mnie kręci, że mogę być jego częścią! Zróbmy to!

Czym jest 30-dniowa Superpróba?

30-dniowa Superpróba ma miejsce, gdy podejmujesz próbę wprowadzenia kilku znaczących zmian zachowania w jednym 30-dniowym okresie.

Mógłbyś na przykład podjąć się wprowadzenia wszystkich tych nawyków naraz:

  1. Sprawdzasz maila raz dziennie, i za każdym razem czyścisz skrzynkę do zera.
  2. Każdego ranka ćwiczysz przez przynajmniej pół godziny, naprzemiennie treningi siłowe i ćwiczenia jogi.
  3. Czytasz pozytywne, inspirujące materiały przez godzinę przed snem.
  4. Idziesz spać najpóźniej o 10 każdego wieczora.
  5. Poświęcasz 10-20 minut dziennie na wizualizację swoich celów/intencji jako już osiągniętych.
  6. Unikasz spożywania nabiału.
  7. Pracujesz nad scenariuszem przez dwie godziny dziennie.

Na trzydzieści dni poświęcasz się wykonywaniu wszystkich tych czynności bez wyjątku.

Jeżeli jesteś jak większość ludzi, wymiękniesz. Prawdopodobnie nie dasz rady nawet przez pierwszy dzień, a szanse, że pokonasz pierwszy tydzień są mniejsze niż jeden do stu przeciwko Tobie.

Także jeśli chcesz mieć jakąkolwiek szansę na sukces w tym przedsięwzięciu, nie możesz być jak większość ludzi.

Raczej nie skorzystasz z mojej rady, ale pozwól mi mimo to poddać się iluzji i podzielić się paroma praktycznymi wskazówkami – jak zwiększyć Twoje szanse na sukces.

To jest możliwe, choć niemal wcale

Przede wszystkim: przejście Superpróby jest możliwe. Jest to tylko ekstremalnie trudne. Ale to jak z syrenim śpiewem – wielu z nas nie jest w stanie oprzeć się uwodzącej pokusie natychmiastowej nirwany w zachowaniu.

Tak, to jest możliwe. Da się wykręcić strita na flopie, mając na ręku 7 i 2 w różnych kolorach, ale prawdopodobieństwo jest przeciwko Tobie.

Zdając sobie jednak sprawę, jak jest to trudne, masz małą przewagę. Jeżeli utrzymasz zdrowy szacunek dla wyzwania, zmniejszasz szansę niedocenienia jego trudności, i przez to możesz przygotować się lepiej przed rozpoczęciem.

Superpróba ma pewien sens, ponieważ nasze zachowania łączą się w zawiły sposób. Jedno zachowanie wywołuje inne, które łączy się z kolejnym, i tak dalej.

Przesypianie poranków prowadzi do pomijania zaplanowanych treningów, co przekłada się na beznadziejne śniadanie i późne rozpoczęcia dnia, przez co czujesz się nieproduktywny i leniwy, z czego wynika niska wydajność w pracy i poczucie wyczerpania na koniec dnia.

Z drugiej strony, wczesna pobudka daje Ci dodatkowy czas na ćwiczenia, które podkręcają Twój metabolizm i budzą w Tobie więcej energii. Będziesz miał też większą skłonność do zdrowszego jedzenia po treningu, a ten pozytywny start da Ci kopa do produktywnego dnia pracy, który pozostawi Cię z wybornym uczuciem spełnienia wieczorem, kiedy będziesz miał jeszcze masę energii na pracę nad osobistymi celami.

Nawyki wzmacniają się wzajemnie. Nachodzą na siebie. Tak więc główną ideą, jaka przyświeca Superpróbie, jest zburzenie całego łańcucha złych nawyków i zastąpienie go nowym łańcuchem korzystnych. W pewien sposób może to być właściwie łatwiejsze niż próby zmiany nawyków pojedynczo, gdyż Superpróba daje Ci możliwość odcięcia całego łańcucha nieprzydatnych nawyków.

Przygotuj się dobrze

Przeczytaj artykuł „Zmiana nawyku jest jak szachy”, żeby zrozumieć trzy fazy zmiany nawyku. 30-dniowa próba ma miejsce w trzeciej i ostatniej fazie. Upewnij się, że poświęciłeś wystarczająco dużo wysiłku na zbudowanie odpowiedniego rusztowania i przygotowanie próby najlepiej jak potrafisz.

Na przykład jeżeli wprowadzasz zmiany żywieniowe, to wypełnij swoją kuchnię zdrową żywnością i upewnij się, że „niedozwolone” jedzenie opuściło Twój dom zanim w ogóle rozpoczniesz próbę.

Cokolwiek możesz ustawić, usunąć, czy przygotować z góry by ułatwić sobie życie podczas Superpróby – zrób to najpierw. Daj sobie kilka dni na poustawianie wszystkiego na odpowiednich miejscach zanim zaczniesz. Może Cię korcić by rozpocząć Dzień 1 tak szybko, jak to możliwe, ale ta inspiracja przeobrazi się tylko w rozczarowanie, jeśli nie poświęcisz dość czasu na przygotowania.

Im lepiej jesteś przygotowany do wystartowania z kopyta z Superpróbą, tym większe są Twoje szanse na sukces.

Najpierw się wytrenuj

Superpróba jest jak triatlon. Nie idziesz sobie po prostu na niego bez żadnego wcześniejszego treningu. Nie przejdziesz nawet przez etap pływacki, jeśli tak zrobisz.

To jest poziom, do którego musisz się przygotować. Kiedy masz za sobą 5-10 skutecznie przeprowadzonych 30-dniowych prób, możesz rozważyć Superpróbę. W innym razie marnujesz swój czas.

Superpróby to zaawansowana wersja prób trzydziestodniowych. Nawet zwykła trzydziestodniowa próba przekracza znacznie możliwości początkującego. Wersja dla początkujących to próba pięcio- czy dziesięciodniowa.

Musisz nauczyć się chodzić zanim pobiegniesz. Rozwijanie swojej samodyscypliny to proces trwający całe życie. Zacznij od tego, co jesteś w stanie osiągnąć, i stale zwiększaj poziom wyzwania wraz z tym, jak stajesz się silniejszy. Ale nie próbuj podnosić ciężarów, które zawsze upuszczasz. Weź coś lżejszego, dopóki nie przekonasz się, jakie są Twoje możliwości.

Bycie początkującym, który rozumie, że jest początkującym, to nie powód do wstydu. Dla niechętnych i niecierpliwych są lekcje pokory.

Eliminuj społeczny balast

Jeżeli w Twoim życiu są ludzie, którzy będą opierać się zmianom jakie wprowadzasz, zdystansuj się od nich na tyle, na ile to możliwe. W przeciwnym razie społeczny balast, który oni tworzą może ograniczyć Twoją motywację i powstrzymać Cię.

Jeśli na przykład częścią Twojej Superpróby jest praca nad nowym internetowym biznesem przez dwie godziny dziennie, i masz znajomego, który twierdzi, że jedynymi ludźmi, którzy zarabiają w sieci są naciągacze, nie jest on dobrą osobą do towarzystwa podczas Superpróby.

Ulotnij się z każdego towarzystwa, które by Cię ograniczało. Będziesz miał dość wyzwań bez niepotrzebnego oporu środowiska.

Nie ogłaszaj tego

Przy normalnej trzydziestodniowej próbie mówienie ludziom z góry o swoim postanowieniu może zwiększyć Twoje szanse, ponieważ będą oni pomocni w podtrzymaniu poczucia odpowiedzialności.

Ale w przypadku Superpróby radziłbym zachować się inaczej i zachować ją dla siebie.

Jeden z powodów jest taki, że będziesz podejmował się tak dużej jednorazowej zmiany, że większość ludzi nie uwierzy, że jesteś w stanie to zrobić. Tak więc kiedy powiesz komuś o tym, prawdopodobnie dołożysz sobie więcej tego negatywnego społecznego balastu. Ludzie będą obserwować Cię, spodziewając się porażki. Nie pomoże Ci to odnieść sukcesu.

Wyjątkowa sytuacja, kiedy w porządku jest podzielić się tym z innymi, ma miejsce gdy naprawdę możesz się po tych ludziach spodziewać zachęty i wsparcia. Jeśli możesz zabezpieczyć sobie więcej społecznego wsparcia, zrób to. To może z pewnością pomóc.

Do czasu, gdy zbudujesz już swoją samodyscyplinę do poziomu, gdzie Superpróba staje się potencjalnie wykonalna, będziesz tak daleko ponad przeciętnym poziomem skuteczności w społeczeństwie, że większość ludzi będzie niezainteresowana gdy zaczniesz o tym mówić. Tylko ich zdenerwujesz, a oni być może w sekrecie będą Ci życzyć porażki. Dlatego moje odczucie w tej kwestii jest takie, że lepiej dla Ciebie, jeśli pozostawisz ich w nieświadomości.

Wiele lat temu obrałem cel przejścia czteroletnich studiów w ciągu jedynie trzech semestrów, biorąc około trzy razy większego obciążenia niż jest w normalnym kursie (wyjaśniłem to w artykule „Zrób to teraz”). Zawczasu podzieliłem się tym celem z paroma osobami. Większość z nich śmiała się lub mówiła, że się łudzę. Ani jedna z tych osób nie popierała mnie. Nauczyłem się więc nie rzucać się w oczy – i nie wtajemniczałem innych ludzi. Później w czasie tego doświadczenia jeden z moich profesorów zainteresował się tym, co robiłem, więc podzieliłem się z nim szczegółami. Był w stanie odnieść się do tego, ponieważ miał córkę, która działała bardzo skutecznie. Miło było otrzymać trochę społecznego wsparcia.

Przejście Superpróby wymaga więcej niż tylko dyscypliny. Mogą wystąpić nieprzewidziane interakcje pomiędzy Twoimi zwyczajami, na które się nie przygotowałeś. Możesz zdać sobie sprawę, że nie przygotowałeś się właściwie – po dniu czy dwóch – i że musisz się cofnąć i przemyśleć swój plan. Tak wiele może pójść źle. Podczas Superpróby naprawdę nie potrzebujesz dodatkowej społecznej presji odpowiedzialności za innych.

Superpróba jest tak czy inaczej raczej wewnętrzną podróżą. Chodzi tu o zanurzenie się głęboko w siebie i danie życia całkowicie nowemu sobie. Potrzebujesz przestrzeni do skupienia się na robieniu tego, co zrobione być musi, bez martwienia się o reakcje innych ludzi.

Do czasu gdy będziesz gotowy do Superpróby, będziesz miał już samodyscyplinę wytrenowaną do wysokiego stopnia. Będziesz miał też pełniejsze zrozumienie, jakiego typu ciężary jesteś w stanie udźwignąć, a jakie są dla Ciebie zbyt ciężkie. W tym punkcie będziesz opierał się bardziej na swoich wewnętrznych wyborach; odpowiedzialność wobec innych nie będzie aż tak istotna. Jeżeli nie możesz utrzymać swojej odpowiedzialności, to tak czy inaczej nie jesteś gotów do podjęcia Superpróby.

Nie wyczerpuj się

Jednym z najpowszechniejszych błędów popełnianych przez ludzi, którzy podejmują wielokrotne 30-dniowe próby jest włączanie w nie czegoś, co wyczerpie ich w ciągu pierwszego tygodnia.

Najbardziej zwariowany przykład to sytuacja zdarzająca się przy próbach wprowadzenia snu polifazowego: jest on szalenie trudny sam w sobie, a ludzie dorzucają do tego jeszcze garść dodatkowych prób. Nie spotkałem się nigdy z osiągnięciem sukcesu w ten sposób. To tak, jakby pójść pierwszy raz w życiu na siłownię i wziąć się od razu za wyciskanie 150 kilo. Ładna próba, kotku… ale nie.

Niewiele mniej zwodnicze jest dołączenie do swojej próby czegoś, co spowoduje, że poziom energii będzie chwiejny w ciągu pierwszych kilku dni. Na przykład jeśli aktualnie wygrzebujesz się z łóżka każdego ranka około 8 rano, a wstawanie o 5 rano jest częścią Twojej Superpróby, możesz spodziewać się, że będziesz czuł się nieco wyzuty ze snu przez pierwszy tydzień, dopóki Twój organizm nie dostosuje się do nowego rytmu. Bycie zmęczonym BARDZO utrudni osiągnięcie sukcesu na innych polach Superpróby.

Innym przykładem byłoby podjęcie się przejścia ze Standardowej Amerykańskiej Diety (SAD) na całkowicie wegańską dietę złożoną z surowych produktów. Prawdopodobnie będziesz miał do czynienia z intensywną detoksykacją (symptomy podobne do przeziębienia) przez pierwszy tydzień czy dwa. Dorzucanie sobie w tej sytuacji jeszcze więcej wyzwań, sprawi, że to wszystko będzie zbyt ciężkie.

Kolejny przykład z brzegu – rzucanie się na nowy plan treningowy, po którym w pierwszym tygodniu jesteś bardzo obolały.

Jeżeli zamierzasz podjąć się Superpróby, zrób wszystko co możliwe, by uniknąć dokładania nowego nawyku, który mógłby wyczerpać Cię podczas pierwszego tygodnia. Wykonaj dla niego najpierw oddzielną 30-dniową próbę, usadź się na pozycji, i dopiero wtedy przeprowadź Superpróbę. Czyli najpierw przejdź na surowe produkty, naucz się najpierw wcześnie wstawać, czy najpierw zacznij trening siłowy. Usuń z drogi senność, etap detoksykacji czy zakwasy po pierwszych treningach. Wtedy będziesz mógł załadować więcej do swojej Superpróby. To uczyni Twoją Superpróbę mniej stresującą i w dużo większym stopniu wykonalną.

Pilnuj swojego snu podczas Superpróby. Nie zmuszaj się do siedzenia długo próbując upakować w ten dzień realizację wszystkiego naraz. Jeśli nie jesteś w stanie zrealizować wszystkich swoich zadań do zaplanowanego czasu na pójście spać – odetnij trochę zadań. Nie pozbawiaj się snu. Braki snu podniosą Ci poziom stresu, a także ryzyko choroby. Nie chcesz walczyć z własnym zmęczeniem, kiedy próbujesz wykonać Superpróbę. Superpróby są trudne nawet, gdy utrzymujesz kosmiczny poziom energii.

Zamieszaj dniami rozpoczęcia

Zamiast wprowadzać wszystkie nowe nawyki od pierwszego dnia, możesz trochę pomieszać w dniach rozpoczęcia. Da Ci to szansę skupienia się na dokładaniu jednego nowego nawyku co dzień czy dwa, tak, że Dzień Pierwszy nie będzie tak przytłaczający.

Czy chcesz tak zrobić – to Twoja własna decyzja. Nie jest to niezbędne, ale może pomóc, jeśli Twój Dzień Pierwszy jawi się cokolwiek onieśmielająco.

Za pierwszy dzień uznaj dzień, kiedy dołożyłeś ostatni nawyk, tak, że w końcu z każdym nawykiem robisz pełne 30 dni.

Miej pozycję do odwrotu

Określ priorytetowe nawyki swojej Superpróby, a gdyby zadanie okazało się zbyt ciężkie, będziesz mógł opuścić jeden czy parę z nich i wycofać się do mniejszej liczby tych nawyków, których wprowadzeni się poświęcasz.

Sugeruję podzielenie swojej Superpróby na 3 listy:

  1. Lista A = koniecznie chcę to wprowadzić, jeśli mi się uda to będzie dużo znaczyć
  2. Lista B = dobrze mieć, z pewnością ulepszą moje życie, ale niewarte poświęcenia rzeczy z listy A dla nich
  3. Lista C = fajnie mieć, ale to lukier na torcie, niewarte poświęcenia rzeczy z listy A czy B

Jeżeli poczujesz się zbyt przeciążony czy zestresowany i jesteś pod poważnym zagrożeniem nie podołania Superpróbie, najpierw odetnij rzeczy z Listy C. Jeśli nadal jesteś przeciążony, tnij z listy B. W najgorszym wypadku, wycofaj się do jednej, najważniejszej rzeczy z listy A.

Wiedząc z góry, które rzeczy ciąć w kryzysowej sytuacji, będziesz przynajmniej mógł wycofać się do zwykłej 30-dniowej próby i wciąż cokolwiek nowego sobie zainstalować. Jest to o wiele lepsze niż upuszczenie wszystkich piłeczek i nie osiągnięcie niczego.

Dawaj z siebie wszystko, ale nie ubijaj sam siebie, gdy nie jesteś w stanie wprowadzić wszystkiego naraz.

Projektuj dla równowagi

Być może najlepszym zastosowaniem dla Superpróby jest przeprowadzenie całościowego zrównoważenia swojego życia we wszystkich kluczowych obszarach.

Dobrze zrównoważona Superpróba zwiększy Twoje szanse na sukces. Próba bez równowagi wywoła wewnętrzny opór i sprawi, że będziesz chciał ją przerwać.

Zwróć szczególną uwagę na następujące obszary:

Ciało – dołącz coś, co zwiększy Twoją energię i dobre samopoczucie. Ćwiczenie rano jest świetne, bo podkręca metabolizm sprawiając, że w ciągu dnia czujesz się rześki i pełen energii. Dużo łatwiej jest przeprowadzić Superpróbę, gdy masz dużo energii.

Umysł – rozwijaj swój umysł w czasie Superpróby. Codzienne czytanie (niekoniecznie fikcji) to niezły zwyczaj. W ten sposób zyskasz podczas próby trochę wartości edukacyjnych. Czytanie na tematy związane z Twoją karierą jest szczególnie korzystne.

Kariera – dodaj zwyczaj, który wpłynie pozytywnie na Twoją karierę czy ogólną produktywność w pracy, jak na przykład sprawdzanie poczty tylko raz dziennie, czy mówienie współpracownikom czegoś zachęcającego każdego dnia.

Finanse – dodaj zwyczaj polepszający Twoje finanse, na przykład codzienne notowanie wydatków, czy dwugodzinna praca nad nowym internetowym biznesem.

Związki – włącz zwyczaj rozwijający Twoją odwagę społeczną czy umiejętności dotyczące związków. Postaraj się zainicjować rozmowę z jedną nową osobą każdego dnia. Albo codziennie spotykaj się na przerwie w pracy z innym współpracownikiem, żeby rozwijać swoją sieć kontaktów biznesowych.

Uczucia – uwzględnij zwyczaje wspomagające utrzymanie pozytywnego, zorientowanego na działanie podejścia. Ja, kiedy byłem na studiach, słuchałem inspirujących i edukacyjnych programów audio przez około dwie godziny dziennie, zazwyczaj idąc na czy z zajęć, a to utrzymywało poziom mojej motywacji bardzo wysoko.

Porządek – dodaj zwyczaj zmniejszania chaosu oraz zwiększania porządku i organizacji w swoim życiu, takiego typu jak poświęcanie pół godziny dziennie na porządkowanie bałaganu w domu czy biurze.

Rozwój duchowy – dodaj taki zwyczaj, jak na przykład codzienna medytacja czy prowadzenie pamiętnika, abyś mógł wzbogacić swoje życie wewnętrzne w równym tempie z rozwojem zewnętrznym.

Zabawa – dodajesz przynajmniej jedno rozrywkowe zadanie do swojej próby, na przykład granie w coś z rodziną. Zapewni Ci to codzienną nagrodę i coś, na co będziesz czekał. Pomaga to też uwarunkować swój umysł tak, by wierzył, że samodyscyplina to dobra zabawa. Im bardziej jesteś zdyscyplinowany, tym więcej czasu będziesz miał by cieszyć się życiem, i tym mniej stresujące ono będzie.

Może to wyglądać na zadanie nie do zrealizowania, ale tego typu mieszanka nawyków pomoże im wzajemnie się wzmacniać, w ten sposób zwiększając Twoje szanse na sukces. Przykładowo polepszenie finansów oznacza, że stać Cię na zakup zdrowszego jedzenia, opłacenie zajęć z jogi itd. Całościowe podejście pomoże Ci czynić postępy we wszelkich obszarach życia tak, że żaden z nich nie będzie wpływał na inne opóźniająco.

Używaj zwięzłych parametrów

Określ swoje zwyczaje w zwięzły sposób, opisując je rzeczownikami, czasownikami i przyimkami. Unikaj stosowania przymiotników takich jak „więcej” i „lepiej”, bo to jest oznaka myślenia życzeniowego (i jest to też głupie).

Oto przykłady iluzorycznych celów: Ćwiczyć więcej. Jeść zdrowiej. Czytać szybciej. Narzekać mniej. Być milszym. Pracować ciężej.

Nie masz szans powodzenia, kiedy obierasz iluzoryczne cele. Ponadto będzie Cię bolał policzek, jak Cię strzelę w łepetynę.

Oto zwięzły cel: ćwiczyć na bieżni, utrzymując 60-80% maksymalnej ilości uderzeń serca przez 30 minut dziennie.

Mając zwięzłe cele nie możesz się zwodzić. Jest jasne, czy zrobiłeś, co zamierzałeś – czy nie. Obiektywny obserwator oceniłby realizację zadania tak samo, jak oceniasz ją Ty. Nie ma miejsca na dywagacje.

Do najwyższego możliwego stopnia zdefiniuj każdy cel w zero-jedynkowy sposób. Albo wykonałeś zadanie, albo nie. Eliminuj pośrednią szarą strefę, o ile nie chcesz zrobić pozornej próby z pozornymi rezultatami.

Skup się na działaniach

Sens przeprowadzania Superpróby leży we uzyskaniu pewnych poważnych korzyści, które postawią Cię na drodze do dużego długoterminowego polepszenia Twoich osiągnięć. Podczas samej Superpróby bycie zbyt skupionym na efektach zazwyczaj przynosi jednak odwrotne skutki. Pamiętaj o ostatecznych rezultatach, ale zwróć uwagę na codzienne zadania, których musisz się podjąć, i zajmuj się jednym naraz tak, jak się pojawiają.

Na przykład „Pisać przez dwie godziny dziennie” to lepszy wybór na cel i nawyk niż „Pisać codziennie, aż ukończę pierwszy szkic książki w ciągu 30 dni”. Pierwszy kontrolujesz bardziej bezpośrednio i jest jasne, czy to zrobiłeś, czy nie.

Superpróby opierają się w całości na działaniu. Jakie są codzienne działania z których chcesz zbudować nawyki, które to, jeżeli utrzymasz je biernie poza czasem początkowej próby, będą Ci prawdopodobnie dobrze służyć przez wiele nadchodzących lat?

Jak różniłoby się Twoje życie, gdybyś codziennie… ćwiczył jogę przez 45 minut? Ograniczył surfowanie po sieci do co najwyżej pół godziny? Rozpoczynał rozmowę z kimś nowym? Czytał coś wartościowego przez pół godziny? Pracował nad biznesem internetowym przez godzinę czy dwie? Przytulał i pieścił swoją drugą połówkę przez 20 minut? Brał prysznic? Ogarniał dom przez 20 minut? Planował następny dzień przez 10 minut? Robił plany podróży przez pół godziny?

Zaplanuj to

Jeśli zamierzasz wykonać jakieś działanie każdego dnia, zadecyduj z góry o jakiej porze to zrobisz.

Jeżeli masz wiele zadań do rozplanowania, rozpisz plan typowego dnia, żeby zobaczyć, jak się to wszystko razem układa.

Daj sobie chwilę oddechu pomiędzy działaniami. Nie zakładaj na przykład, że jesteś w stanie skończyć trening i zacząć prysznic w dokładnie tej samej minucie.

Jeśli nie zarezerwowałeś na coś czasu, to znaczy, że nie jesteś jeszcze zdecydowany to zrobić.

Wyrównuj braki

Złe nawyki trzymają się mocno nie bez powodu. Zapewniają Ci pewne korzyści.

Zanim pozbędziesz się złego nawyku, zastanów się, jaka jest ta korzyść. Następnie upewnij się, że dodałeś do Superpróby coś, co zrekompensuje korzyści, które możesz stracić, wycinając te złe nawyki.

Przyjmijmy, że spędzasz o wiele za dużo czasu na sprawdzaniu Facebooka i innych forów online w czasie dnia pracy. Zabija to Twoją produktywność, co pociąga w dół Twoje poczucie własnej wartości oraz poziom energii, powstrzymując Cię od poczucia motywującego kopa, który może być zapewniony tylko przez prawdziwie produktywnie spędzony dzień. Gdzieś w głębi siebie zdajesz sobie sprawę, że musisz się pozbyć tego nawyku.

Ale za każdym razem, gdy próbujesz go rzucić, czujesz się odizolowany i odłączony. Brakuje Ci tych częstych kontaktów społecznych – i wkrótce do nich powracasz.

Zdajesz sobie sprawę, że nawet chociaż ten nawyk niszczy Twoją produktywność, to właściwie pomaga Ci w inny sposób. Pomaga Ci okresowo odnowić uczucie bycia połączonym z innymi. To wcale nie jest zła sprawa.

Co innego może dać Ci to poczucie łączności, nie burząc dnia pracy? Jest wiele możliwych rozwiązań.

Jednym z nich byłoby zapakowanie tych internetowych interakcji w ramy czasowe, przypisując na nie konkretny czas wieczorem tak, żeby nie kolidowały one z Twoją pracą. Możesz dać sobie swobodnie wybraną ilość czasu na kontaktowanie się z innymi ile tylko chcesz, ale nie w czasie, gdy masz pracować. Kiedy chcesz takich kontaktów częściej, możesz podzielić ten czas i zaplanować je w naturalnych przerwach swojego dnia, jak na przykład w przerwie śniadaniowej czy przy wieczornej przekąsce.

Innym rozwiązaniem będzie ograniczyć czy całkowicie wyeliminować kontakty internetowe i dodać w to miejsce silniejszy nawyk, który da Ci jeszcze więcej wspomnianych korzyści. Poświęcaj każdego dnia pół godziny czy godzinę, rozmawiając ze znajomymi przez telefon. Zorganizuj spotkanie u siebie w domu raz na miesiąc, przykładowo niech to będzie dwu-trzygodzinny wieczór z grami. Albo każdego wieczora zapraszaj innego znajomego czy współpracownika na kolację. Kontakty internetowe mogą być ciekawe, ale nic nie przebije kontaktów twarzą w twarz, zwłaszcza, gdy można razem się pośmiać.

Jeszcze inną alternatywą, która może mieścić się poza zakresem Superpróby, byłoby zmienić swoją karierę zawodową na taką, która daje Ci o wiele więcej kontaktów z ludźmi, tak, że nie czujesz się osamotniony w ciągu dnia pracy.

Zamień palenie na medytację i masaż. Zamień śmieciowe jedzenie na czas na pieszczoty. Zamień masturbację na seks (albo odwrotnie, zależnie od Twoich priorytetów).

Znajdź ukrytą korzyść kryjącą się za złym nawykiem. Zamiast całkowicie porzucać te nawyki, postaraj się zastępować je nowymi nawykami, które zapewniają nawet większe korzyści, ale bez ujemnych stron. Odkrycie, co działa dla Ciebie najlepiej, może wymagać trochę poeksperymentowania na zasadzie prób i błędów, ale z pewnością da się to zrobić.

Uwzględnij przestoje

Superpróby mogą być pobudzające, ale mogą być też fizycznie i emocjonalnie wyczerpujące, zwłaszcza na początku, gdy sprawa wymaga dużo świadomego myślenia.

Zalecam byś uwzględnił przynajmniej dwie godziny przestoju dziennie, przeznaczone na odpoczynek i relaks. Daj swojemu ciału i umysłowi kompletną przerwę od możliwego stresu związanego z Superpróbą.

Możesz wykorzystać ten czas aby się położyć, zdrzemnąć, skontaktować ze znajomymi i rodziną, cieszyć relaksującą kąpielą, grać na komputerze, przytulić ukochaną osobę, czy na cokolwiek innego co pomoże Ci się odświeżyć. Wyłącz się i zrelaksuj

Zaplanowanie tego w okolicach końca dnia, powiedzmy – zaraz po kolacji, daje Ci coś, na co oczekujesz. Niekoniecznie zawsze będzie Ci to potrzebne, ale w niektóre dni będziesz się cieszył wiedząc, że to czeka.

Trzymaj się codziennych nawyków

Dla Superpróby najlepsze jest trzymanie się nawyków każdego dnia, włączając w to weekendy. Utrzymanie spójnego codziennego rytmu bez dni przerwy jest ważne dla stworzenia poczucia ciągłości.

Tak więc jeżeli zamierzasz wstawać o piątej czy pisać przez dwie godziny dziennie, to rób to przez 7 dni w tygodniu.

Może się to wydawać trudniejsze i mniej elastyczne (jak to ona mówi), ale w rzeczywistości tak jest łatwiej. Często spotykane okoliczności porażki to takie, gdzie ludzie odpuszczają sobie na weekend, a następnie próbują odpalić wszystko na nowo od poniedziałku. To jest prawie jak rozpoczynanie Superpróby z każdym tygodniem na nowo.

Nawyk jest zapamiętanym rozwiązaniem. To zapamiętywanie zadziała szybciej, jeżeli konsekwentnie utrzymasz działanie codziennie, bez przerw. Kiedy już Twój mózg zapamięta rozwiązane (trzydzieści dni minęło i nawyk jest ustawiony), wtedy możesz dać trochę luzu z częstotliwością, na przykład pomijając weekendy – z mniejszym ryzykiem całkowitego popłynięcia. Ale lepiej jest trzymać się codziennych działań w czasie, gdy dopiero wprowadzasz sobie te nawyki. Pamiętaj – to tylko 30 dni!

Jeśli wciąż chcesz dołączyć do Superpróby nawyki nie realizowane codziennie, przeczytaj „Jak utrzymać nie-całkiem-codzienne nawyki”, żeby nauczyć się jak to robić.

Określ swoją podstawową wydajność

Aby ograniczyć poziom trudności, określ każdy nawyk w kategoriach podstawowej wydajności. Jaki jest jej minimalny poziom, który da Ci ciągle pewne wartościowe, pozytywne rezultaty?

Na przykład – zamiast czytania przez godzinę dziennie, możesz ustalić podstawowy cel czytania przez 15 minut dziennie. Jeżeli pojawiają się opóźnienia i nie jesteś w stanie wycisnąć tej godziny czytania nie tracąc snu, możesz po prostu robić to w takich dniach przez 15 minut. W niektóre dni możesz wydłużyć ten czas, ale 15 minut to Twoje minimum.

Kiedy już ukończysz próbę na podstawowym poziomie, masz już w kieszeni jakiś sukces. Masz też uruchomioną podstawową wersję nawyku. Teraz możesz wyjść poza ten podstawowy poziom, by osiągnąć poziom długoterminowo bardziej optymalny, robiąc na przykład kolejną 30-dniową próbę skupiającą się na ulepszeniu czy rozbudowaniu tego nawyku.

Lepiej jest zbudować sobie podstawowy poziom wydajności w każdym obszarze Superpróby, niż próbując osiągnąć maksimum nie dać sobie rady z wprowadzeniem któregokolwiek nawyku. Wyniki mogą nie być tak dobre, jak miałeś nadzieję, ale będą przynajmniej jakieś rezultaty o których można mówić.

O wiele mniej skomplikowane jest ćwiczyć przez 45 minut dziennie, jeśli już ustawiłeś sobie nawyk ćwiczenia przez 20 minut każdego dnia… w przeciwieństwie do wprowadzania 45-minutowego nawyku zupełnie od zera.

Dodanie sobie 5 czy 10 nowych nawyków na podstawowym poziomie (15-20 minut dziennie tu i tam) może być ogromnie wartościowym zastosowaniem Superpróby. Po wszystkim możesz utrzymać te podstawy i z tego punktu spróbować je rozbudować, czy to stosując nową Superpróbę, czy indywidualne 30-dniowe próby skupiające się na jednym nawyku naraz.

***

Jeżeli podejmujesz się Superpróby, życzę Ci jak najwięcej szczęścia. Musisz być naprawdę zdyscyplinowany, naprawdę zwariowany albo naprawdę naiwny – albo mieć w sobie jakąś kombinację tych cech.

Dziś jest właśnie mój Dzień Pierwszy nowej Superpróby, która obejmuje poważne zrównoważenie sposobu, w jaki każdego dnia inwestuję swój czas. Nie będę dzielił się szczegółami czy blogował na ten temat (jak wyjaśniłem w sekcji „Nie ogłaszaj tego” powyżej), ale jeżeli będziesz śledzić ten blog przez kolejne 30 dni, być może będziesz w stanie zgadnąć jeden czy dwa z nich…

…o ile każda komórka mojego ciała nie eksploduje z prędkością światła, oczywiście. 🙂

Źródło: 30-Day Supertrials

Nawyk osiągania celu

Kiedykolwiek ustanawiasz nowy cel, mało prawdopodobne jest, że go osiągniesz – o ile Twoje nawyki tego nie wspierają. Jeżeli obrany cel koliduje z Twoimi aktualnymi nawykami, będziesz musiał je zmienić, żeby osiągnąć wybrany cel.

Przyjmijmy, że postawiłeś sobie za cel napisać książkę – ale nie masz jeszcze nawyku regularnego pisania (idealnie – codziennie). Najprawdopodobniej nigdy nie ukończysz książki. Ten cel będzie po prostu latami tkwił na Twojej liście „rzeczy do zrobienia”.

Załóżmy, że przyjąłeś cel rzucenia pracy i uruchomienia własnego biznesu internetowego, ale nie masz zwyczaju rozwijania stron internetowych. Osiągnięcie tego celu również będzie mało prawdopodobne. Pozostanie po prostu fantazją, przesłonioną nawykiem pokazywania się w pracy każdego dnia.

Zidentyfikuj nawyki wspierające Twoje cele

Kiedy stawiasz sobie nowy cel, pomyśl o nawykach, które pozwoliłyby Ci wrzucić jego realizację na autopilota, co w efekcie właściwie załatwi sprawę.

Najlepiej jest myśleć w kategoriach codziennych nawyków, zwłaszcza kiedy chodzi o duże cele. Codzienne nawyki łatwiej jest wdrożyć niż te o mniejszej częstotliwości. (Aby dowiedzieć się więcej o skutecznym wprowadzaniu nieregularnych nawyków, zajrzyj do artykułu „Jak Utrzymać Nie-Całkiem-Codzienne Nawyki”.)

Mądrze jest też myśleć w kategoriach prostych nawyków, a nie tych niezwykle skomplikowanych. Proste nawyki łatwiej jest wprowadzić i utrzymać. Złożoności zawsze możesz dodać później, a najpierw skup się na skutecznym wprowadzeniu prostego nawyku.

Jeśli jednym z Twoich celów jest napisać książkę, prostym codziennym nawykiem byłoby pracować nad nią przynajmniej przez godzinę dziennie. Jeżeli jesteś w stanie wprowadzić i utrzymać taki nawyk, ukończenie książki jest praktycznie załatwioną sprawą. Nawet jeżeli piszesz tylko w dni robocze i dajesz sobie dwa tygodnie wolnego, to wciąż będzie 250 godzin rocznie które zainwestujesz w swoją książkę. Taka prosta dyscyplina wystarczy, by zbudować karierę profesjonalnego pisarza.

Zadaj sobie takie pytanie: jaki codzienny nawyk sprawiłby, że realizacja tego celu byłaby załatwioną sprawą? Odpowiedź na to pytanie pokaże Ci, jakie nawyki wprowadzić. Jeżeli możesz uwarunkować i utrzymać te nawyki, z dużą dozą prawdopodobieństwa osiągniesz swój cel. To tylko kwestia czasu.

Bądź konkretny

Uczyń swoje nawyki konkretnymi. Określ kiedy, gdzie i jak je wprowadzisz. Nie zostawiaj niczego przypadkowi.

Jeżeli zamierzasz ćwiczyć codziennie by wesprzeć swój cel zrzucenia wagi, określ kiedy będziesz ćwiczył i jak długo, gdzie zamierzasz ćwiczyć i jakiego typu ćwiczenia wykonasz. Ćwiczenie jogi w Twoim salonie od godziny 16 do 16:45 każdego dnia to konkretny nawyk. Dopisanie „pójść na siłownię” do jutrzejszej listy rzeczy do zrobienia nie jest konkretnym nawykiem.

Jedną z najbardziej podstawowych właściwości nawyku jest czas. Aby wprowadzić nowy nawyk, musisz poświęcić czas. Wykrój wyznaczony blok czasu który spędzisz nad swoim nowym nawykiem. Nawet, jeżeli nawyk nie wymaga żadnego dodatkowego czasu by go utrzymać, jak na przykład nawyk nieobgryzania paznokci, to i tak będziesz musiał poświęcić czas by ten nawyk uwarunkować.

Zacznij z 30-dniową próbą

Użyj metody 30-dniowej próby by ruszyć z kopyta z nowym nawykiem. Ta metoda ma wysoki współczynnik powodzenia i może być dostosowana do właściwie dowolnego nawyku, jaki chciałbyś sobie wyrobić. (Więcej na ten temat znajdziesz w artykule „30 dni do sukcesu”.)

Skup się na osiągnięciu perfekcyjnej realizacji Twojego nawyku przez 30 kolejnych dni. Nie martw się o Dzień 31. Jeżeli dasz radę realizować swój plan przez 30 dni, zazwyczaj możesz kontynuować z tego punktu, bo nawyk będzie już na autopilocie.

Nawet, jeżeli później wypadniesz z rytmu, będzie Ci też łatwiej ponownie wprowadzić nawyk, gdy wcześniej ukończyłeś już realizację 30 dni stosowania go bez przerwy. A na koniec – zaczynając od nowa, będziesz wiedział, że jesteś w stanie zrobić to przez 30 dni i więcej, bo zrobiłeś to już wcześniej.

Eliminuj zakłócenia

Niszcz wszelkie przeszkody, jakie mogą zakłócać działanie Twojego nowego nawyku. Usuń ze swojego planu dnia zadania których realizacja kolidowałaby z czasem, jaki przeznaczyłeś na swój nawyk.

Poinformuj innych ludzi, że ten czas jest święty i że NIE MAJĄ oni pozwolenia na przeszkadzanie Ci wtedy.

Upewnij się, że masz wszelkie wyposażenie i zasoby, jakich będziesz potrzebować do wprowadzenia nawyku. Nie chcesz rozpocząć Dnia 1 z górami entuzjazmu tylko po to, by odkryć że brakuje Ci czegoś ważnego i nie możesz kontynuować.

Daj sobie każdą przewagę, jaką możesz – zanim zaczniesz. Przeczytaj artykuł „Zmiana nawyku jest jak szachy”, aby upewnić się, że uwzględniasz otwarcie, grę środkową i końcową zmiany nawyku. Nie wpadnij w pułapkę strzelenia sobie szewskiego mata i postawienia siebie na niekorzystnej pozycji od Dnia 1.

Określ nawyki wspierające

Poświęć czas na określenie wszelkich wspierających nawyków, które pomogą Twojemu głównemu nawykowi, w ten sposób wspierając również Twój główny cel.

Na przykład – jeżeli chcesz zmienić codzienne nawyki żywieniowe, będziesz też potrzebował zmienić swoje nawyki robienia zakupów, by mieć pewność, że stale kupujesz odpowiednie jedzenie. Jest to szczególnie ważne, jeżeli do nowej diety chcesz wprowadzić wiele świeżych produktów.

Inny przykład: jeżeli chcesz zbudować popularny blog, pisanie jest ważnym codziennym nawykiem, ale dla optymalnych rezultatów mógłbyś też przyjąć, że każdego dnia poświęcisz czas na promowanie bloga. Jest to szczególnie ważne, gdy dopiero zaczynasz i praktycznie nikt nie wie o Twoim blogu.

Pracuj nad wprowadzeniem swojego głównego nawyku i wszelkich niezbędnych wspierających nawyków jednocześnie. Jeżeli to za dużo do opanowania, to najpierw wprowadź nawyki wspierające. Możesz rozprawić się z nimi jeden po drugim, korzystając kolejno z 30 dniowych prób, jeżeli tak zechcesz. Gdy wspierające nawyki są już na swoich miejscach, wtedy zaatakuj główny nawyk.

Mógłbyś na przykład wprowadzić sobie nawyk uzupełniania spiżarni zdrowym jedzeniem w każde wtorkowe popołudnie. Następnie mógłbyś wprowadzić nawyk przyrządzania posiłków codziennie (by ograniczyć chęć jedzenia na mieście). I ostatecznie, mógłbyś wprowadzić nawyk zmieniania swojej diety jakkolwiek chciałbyś, żeby wyglądała. Ten prosty postęp może przeobrazić się w zestaw wspierających nawyków, które pomogą Ci osiągnąć cel zrzucenia wagi i poprawienia ogólnego stanu zdrowia.

Zadeklaruj się publicznie

Jeżeli potrzebujesz dodatkowego bodźca by dać sobie radę z 30-dniową próbą, wciągnij do pomocy innych ludzi. Ogłoś publicznie swój nowy nawyk. Notuj swoje postępy, a będzie trudniej przerwać próbę.

Wiele osób ogłasza swoje najnowsze 30-dniowe próby na naszym forum dyskusyjnym. Niektórzy publikują również codzienne aktualizacje by dać innym znać o swoich postępach. To jest świetny pomysł, bo zwiększa poczucie odpowiedzialności. Masz mniejsze szanse by się poddać kiedy wiesz, że inni czekają na informacje o Twoich postępach.

Jeżeli to nie wystarczy, złóż obietnicę lub załóż się z kimś – ze znaczącymi konsekwencjami w przypadku przegranej. Dodaj do mikstury trochę bólu aby upewnić się, że dasz z siebie wszystko dla przejścia próby. Tego typu pozytywny stres może być bardzo motywujący, zwłaszcza gdy uważasz się za osobę w pewien sposób leniwą.

Cele w nawyki – osobisty przykład

Jednym z moich głównych zawodowych celów na ten rok jest zbudowanie i opublikowanie linii produktów informacyjnych do pobrania, na różne tematy związane z rozwojem osobistym.

Jest to duży cel, który będzie wymagał znacznej inwestycji czasu. Niestety – mój aktualny sposób pracy nie wspiera tego celu w najmniejszym stopniu.

Mam mnóstwo doświadczenia w internetowej sprzedaży produktów informacyjnych. Kiedyś przez kilka lat sprzedawałem gdy komputerowe do pobrania, tak więc mam już wiedzę jak tworzyć i publikować produkty informacyjne. Pamiętam codzienny rytm, którego doświadczałem podczas rozwijania i wypuszczania nowych gier: było to bardzo różne od mojej aktualnej listy zajęć w pracy, która koncentruje się na natychmiastowym publikowaniu treści o wiele mniejszej objętości.

Osiągnięcie tego celu wymaga ode mnie zainwestowania poważnej ilości czasu i energii w rozwijanie produktu. Ale do teraz nie byłem na odpowiedniej pozycji do wprowadzenia niezbędnych nawyków, których potrzebuję by ten cel stał się rzeczywistością. Udało mi się oczywiście napisać książkę, ale to była jednorazowa publikacja, a nie kompleta linia produktów.

Poczynając od tego tygodnia, zamierzam poświęcać w każdym dniu roboczym kilka godzin na rozwijanie nowych produktów informacyjnych. Na początek planuję stworzyć program audio do pobrania. Chciałbym też napisać więcej książek, ale zamierzam wypuścić najpierw przynajmniej jeden program audio.

Aby osiągnąć ten cel, muszę radykalnie zmienić moje codzienne nawyki. Oto kilka zmian, które wprowadzam:

nadal wstaję o piątej rano, ale zamiast iść najpierw na siłownię, idę prosto do swojego gabinetu żeby rozpocząć dzień pracy. Przeglądam moje cele i plany, i zabieram się do pracy nad zadaniami związanymi z rozwojem produktu najpóźniej o 5:30 każdego dnia roboczego.

Poświęcam każdy roboczy poranek na rozwój produktów, pracując aż do pory obiadowej. Zazwyczaj wypada ona u mnie około godziny 13, więc – wliczając kilka przerw – daje mi to 6-7 godzin solidnej codziennej pracy nad rozwojem produktów. Jeżeli poczuję się wypalony, mogę zawsze obciąć parę godzin z tej pracy czy wziąć parę dni wolnego w miarę potrzeby.

Poświęcam godzinę dziennie na pisanie i edycję nowych postów na blogu. Mogę pisać częściej krótkie posty, albo dłuższe rzadziej. Przystosowanie się do krótszych sesji pisania będzie poważną zmianą w moim rytmie blogowania.

Ograniczam czas, który spędzam na zwykłej komunikacji do maksymalnie 60 minut dziennie, włączając w to maile, fora, rozmowy telefoniczne itd. Zajmuję się tym popołudniami.

Ćwiczę wczesnym popołudniem, po pracy, a przed jedzeniem. Preferuję ćwiczenia, które mogę zrobić w domu, bez wychodzenia na siłownię. To oszczędza czas dojazdu.

Sprawy domowe załatwiam w tygodniu, wieczorami, około ósmej (zwłaszcza we wtorki). Sklepy są wtedy mniej zatłoczone, ponieważ ludzie są w domach i oglądają telewizję. Ten zwyczaj oszczędza mi na typowych zakupach około pół godziny – w porównaniu do robienia takich samych zakupów w weekend.

Wprowadzenie tych nowych nawyków wspierających osiągnięcie mojego celu może zająć mi trochę czasu, ale kiedy będą już wdrożone do działania, będę w stanie rozwijać nowe produkty w stałym rytmie, bardzo podobnym do rytmu blogowania, który pozwolił mi pisać setki nowych artykułów rok po roku.

Dzięki temu, że odzyskuję czas z mojego planu dnia, mam więcej tego czasu, a zwłaszcza więcej kreatywnej energii do zainwestowania w rozwój produktów informacyjnych. Mogę nadal publikować liczne darmowe treści, takie jak artykuły, podcasty i newslettery, ale zachowam bardziej złożony przekaz dla uporządkowanych produktów.

Blogowanie jest świetnym środkiem do wyrażania pewnych pomysłów, ale jest słabe jeśli chodzi o zajmowanie się tematami zbyt dużymi czy skomplikowanymi. To jest właśnie jedna z przyczyn, dla których zdecydowałem się napisać książkę „Rozwój osobisty człowieka rozumnego”. Napisanie książki pozwoliło mi wyjaśnić podstawy rozwoju osobistego o wiele głębiej niż mógłbym to zrobić przy pomocy garści artykułów czy podcastów. I ostatecznie – byłem w stanie podzielić się pełnym obrazem, zamiast skupiania się zawsze nad pojedynczymi fragmentami. Byłem zachwycony końcowym rezultatem, podobnie jak ogromna większość recenzentów książki, więc zachęciło mnie to do rozwinięcia większej ilości produktów.

Inne tematy, które w lepszy sposób da się przedstawić w pełnowartościowych produktach zamiast w artykułach na blogu czy podcastach, to między innymi: zarządzanie czasem, rzeczywistość subiektywna, biegunowość, Prawo Przyciągania, dieta oparta na surowych produktach, poliamoria i sen polifazowy. Te tematy są na tyle skomplikowane, że artykuł czy seria artykułów nigdy nie obejmie ich wystarczająco.

Erin też interesuje się stworzeniem i opublikowaniem własnych produktów informacyjnych. Prawdę mówiąc, w ubiegłym tygodniu założyliśmy się, które z nas pierwsze wyda nowy produkt. To jest sytuacja wygrana-wygrana, ponieważ nasi wspólni czytelnicy skorzystają z wydania nowego produktu od któregokolwiek z nas, i oczywiście nasza rodzina będzie się również cieszyć – z dodatkowego przychodu. Nie podzielę się dokładnymi szczegółami zakładu (jest dość pokręcony), ale dość powiedzieć, że jestem bardzo zmotywowany by wygrać.

Jakie nowe cele możesz osiągnąć, wprowadzając kilka prostych codziennych nawyków?

Źródło: Goals Into Habits

Życie od pierwszego do pierwszego

Jedną z pułapek w jakie ludzie wpadają – zwłaszcza w czasie recesji – jest pułapka życia od pierwszego do pierwszego. Nie stać Cię na to, by zmienić pracę lub zostać wylanym, bo zarabiasz ledwie tyle, by jakoś przeżyć.

Erin i ja byliśmy w takiej sytuacji jakieś dziesięć lat temu. Czasami kończyliśmy miesiąc mając w kieszeni poniżej stówy. Był to właściwie duży postęp w stosunku do sytuacji, w której znajdowaliśmy się wcześniej. Przynajmniej nie popadaliśmy już w długi.

Aby ograniczyć wydatki, przeprowadziliśmy się do tańszego mieszkania; nie żebyśmy mieli jakiś wybór – po prostu zostaliśmy wyrzuceni z poprzedniego mieszkania po tym, jak zaczęliśmy zalegać z czynszem.

Niestety nowe mieszkanie znajdowało się przy dość ruchliwej ulicy, a hałas z niej dochodzący czasem znacznie utrudniał spanie w nocy. Najgorzej było, kiedy ludzie zatrzymywali się o pierwszej w nocy pod naszym oknem, radia w samochodach mając podkręcone na cały regulator.

Technicznie rzecz biorąc, ze względu na to, że oboje byliśmy samozatrudnieniu, nie była to sytuacja dokładnie „od pierwszego do pierwszego”, ale efekt był ten sam. Oboje pracowaliśmy ciężko. Po prostu nie zarabialiśmy wiele pieniędzy… jedynie dość by pokryć podstawowe wydatki, ale nie tyle, by budować sobie jakiekolwiek bezpieczeństwo.

Pamiętam, że w tamtym czasie czułem się dość zestresowany. Kiedy zdarzało się cokolwiek złego, na przykład nasz samochód psuł się i wymagał naprawy, byliśmy w złym położeniu.

W końcu wydostaliśmy się z tamtej sytuacji i pozostawiliśmy ją za sobą, nie tyle podejmując pewne działania, co przestawiając się na inny sposób myślenia.

Oto kilka sugestii opartych na tym, czego wtedy się nauczyliśmy, przeznaczonych dla innych osób borykających się z podobnymi wyzwaniami finansowymi.

Bierz Odpowiedzialność

Pierwszym krokiem jest przyjęcie pełnej odpowiedzialności za swoją aktualną sytuację finansową. Nieważne, czy ktoś wpuścił Cię w maliny, czy to działanie Boga postawiło Cię w tej sytuacji, czy masz marne wykształcenie. przez które jest Ci trudniej. Z pewnością te czynniki mogły mieć jakieś znaczenie w kwestii tego, gdzie skończyłeś, ale nie pomoże Ci roztrząsanie ich.

Ja popłynąłem na pewnych złych układach biznesowych, ale tak długo, jak skupiałem się na przeszłych problemach, nie mogłem pójść do przodu. Musiałem odpuścić z tym wszystkim i najpierw wybaczyć wszystkim i wszystkiemu.

Musisz przyjąć 100% odpowiedzialności za swoje życie finansowe. To nie oznacza 85% odpowiedzialności, czy nawet 99% odpowiedzialności. Jeżeli zamierzasz polepszyć swoją sytuację, musisz wziąć wprost na własne barki pełen ciężar zrealizowania tego. Po pierwsze i najważniejsze, musisz utrzymywać swoją odpowiedzialność.

Nawet jeżeli dzielisz swoje finanse z kimś innym, wciąż musisz brać na siebie 100% odpowiedzialności za swoją sytuację. Nie ma odpowiedzialności dzielącej się fifty-fifty.

Odpowiedzialność jest niepodzielna. Nie rozkłada się. Możesz ją mnożyć, ale nie podzielić na kawałki. Albo ją masz, albo nie.

Pomyśl o tym przez chwilę. Jeżeli przeniesiesz ułamek odpowiedzialności za swoją sytuację na kogo innego, zdejmujesz ją z siebie. Z czasem będzie to działać przeciw Tobie, kiedy będziesz korzystać z wymówek by zwolnić w chwili słabości. Jeżeli próbujesz złożyć odpowiedzialność za swoją sytuację na ręce kogokolwiek innego, sam jesteś nieodpowiedzialny. Wszystko albo nic.

Nie jestem w stanie podkreślić tego tak mocno, jak to konieczne. Wiem, że idea przyjmowania odpowiedzialności może z początku brzmieć trochę jak utarte powiedzonko, ale naprawdę to jest właśnie punkt w którym ogromna większość ludzi polegnie. Biorą oni 80% odpowiedzialności i zakładają, że to wystarczy. Nie wystarczy – w najmniejszym stopniu. Zakoduj sobie teraz w umyśle, że 80% to to samo co 0%, jeśli chodzi o odpowiedzialność. Nie możesz pozwolić sobie na „wypadnięcie z gry” poprzez zwalanie winy za niemożność osiągnięcia lepszych rezultatów na świat, ekonomię, błędy małżonka czy inne czynniki.

W odpowiedzialności nie chodzi o oskarżanie siebie czy spoglądanie w przeszłość. Chodzi o przejęcie kontroli nad sytuacją. Chodzi o zdanie sobie sprawy, że zawsze masz możliwość odpowiadania – możliwość wybierania swojej odpowiedzi. Chodzi o zaakceptowanie tej prawdy, że jeżeli cokolwiek ma się zmienić, Twoja wola musi być siłą, która to zmieni.

Bez stuprocentowej odpowiedzialności jesteś całkowicie pozbawiony mocy. Jeżeli chcesz, by zmiany nadeszły, musisz wywołać swoją moc w pełni i całkowicie. I nie jesteś w stanie tego zrobić, jeżeli pozostajesz w stanie zaprzeczania choćby odrobinie swojej odpowiedzialności.

Nie sugeruję, że możesz kontrolować każdą okoliczność. Mówię po prostu, że zawsze masz do dyspozycji zdolność odpowiadania. Czasami Twoje odpowiedzi mogą być ograniczone czy nieskuteczne, ale mimo to masz tę moc odpowiadania w każdym momencie.

Nie obchodzi mnie, czy jesteś gospodynią domową, która w stu procentach opiera się na mężu, jeśli chodzi o przychody rodziny. Jeżeli chcesz zmienić swoją sytuację finansową, to odpowiedzialność za uczynienie tego jest w stu procentach Twoja własna… a nie męża. Nie jesteś jakąś słabą i bezsilną istotą. Jesteś kreatywną osobą. Nigdy, przenigdy nie zwalaj na swojego małżonka winy za niedostateczne dbanie o jego/jej obowiązki w zakresie tego, co uważasz za swoje finansowe interesy. Jeżeli nie podoba Ci się sytuacja, w której się znajdujesz, to ją zmieniasz. Może to przyjąć formę wpłynięcia na małżonka by poczynił pewne zmiany, albo może to oznaczać uzyskanie jakiegoś własnego przychodu. Tak czy inaczej, to Twoja wola musi dać moc do tej zmiany.

Postaw się w stanie akceptacji faktu, że jeżeli Twoja sytuacja ma się w ogóle zmienić, to zależy to całkowicie od Ciebie – inaczej nigdy to nie nastąpi.

Tnij Wydatki, Tylko Nie Przesadź

Ludzie, którzy doprowadzają swoje finanse do trudnej sytuacji często skupiają się na próbach cięcia wydatków. To ma sens tylko do pewnego momentu. Widziałem wielu ludzi, którzy przesadzali w tym względzie, co jest zupełnie nieefektywną strategią

Jeśli dotychczas prowadziłeś „życie jak w Madrycie”, możesz skorzystać na jednej czy dwóch rundkach cięcia kosztów. Śmiało, działaj i eliminuj bzdury. Może nie potrzebujesz designerskich ciuchów czy telewizji kablowej. Jedną z rzeczy, które ja zrobiłem, było anulowanie wszystkich prenumerat magazynów; zacząłem też wypożyczać poradniki (książki, audio, DVD) z lokalnej biblioteki, zamiast je kupować. W tamtym czasie to były rozsądne cięcia.

Nierozsądne są wtedy, gdy zaczynasz obniżać swój poziom życia, w ten sposób wpędzając się w pułapkę myślenia w kategoriach niedoboru. Jeżeli rzeczywiście chcesz życia minimalisty, to w porządku, ale nie oszukuj się, że minimalizm to Twój wybór, jeżeli w rzeczywistości nie jest tym, czego chcesz. Jeżeli wolałbyś bogatszy styl życia, bądź szczery i przyznaj to przed sobą. Nigdy nie udawaj, że chcesz czegoś innego tylko dlatego że myślisz, że nie możesz mieć tego, co naprawdę chcesz.

Jak możesz odróżniać rozsądne i nierozsądne cięcia? Rozsądne cięcia sprawiają, że czujesz się lepiej. Ach… fajnie wiedzieć, że nie będą mi się już więcej gromadzić te góry magazynów. Nierozsądne cięcia sprawiają, że czujesz się gorzej. Niektórzy ludzie mówią, że życie bez samochodu jest wyzwalające, ale ja naprawdę nie znoszę jeździć autobusem tylko po to, by zrobić drobne zakupy.

Znam ludzi, którzy poświęcą dwie godziny na zejście ze swojej drogi tylko po to, by zaoszczędzić pięć dolców. To chore. Mógłbyś z pewnością zarobić więcej niż 2,5 dolara na godzinę, żebrząc na ruchliwej ulicy. Nie marnuj swojego czasu tylko dlatego, że możesz zaoszczędzić parę marnych dolarów. Jeśli zaczniesz robić rzeczy, które warte są mniej niż płaca minimalna (patrząc na to, ile pieniędzy zaoszczędzisz w porównaniu do zainwestowanego czasu), albo jeśli tniesz budżet na wyżywienie do tego poziomu, że stać cię tylko na fasolę i ryż, to poszedłeś za daleko.

Tnij koszty, żeby dać sobie trochę oddechu tam, gdzie to możliwe, ale nie pozbawiaj się na dłuższą metę środków do życia eliminując rzeczy, które czynią Twoje życie bardziej efektywnym – jak urządzenia kuchenne, Twój pojazd czy zdrowe jedzenie.

Zwróć uwagę, że wydatki są powtarzalne. Kiedy tniesz wydatki, wprowadzasz długoterminowe oszczędności. Nie oznacza to sprzedawania swoich dóbr by uzyskać dodatkową gotówkę. Sprzedawanie dóbr nie obetnie Twoich wydatków, o ile nie będzie to coś jak sprzedanie zestawu do gier aby zlikwidować nawyk kupowania nowych gier. Jest w porządku, jeśli chcesz zabawić się na eBayu żeby uzyskać trochę kasy, pozbywając się rzeczy, których naprawdę nie potrzebujesz – Erin i ja zrobiliśmy parę garażowych wyprzedaży – ale uzyskiwanie dodatkowej gotówki niekoniecznie poprawi sytuację w zakresie ciągłego przepływu pieniędzy. Pozbądź się śmieci, ale trzymaj rzeczy, których używasz.

Nie poświęcaj ogromnych ilości czasu na roztrząsanie sprawy wydatków. To nie jest tego warte. Niektórzy naprawdę dostają świra na tym punkcie. Kupują najtańsze rzeczy, jakie tylko znajdą – i wszystko się psuje. Przeginanie z tanizną kończy się często większymi wydatkami na dłuższą metę.

Po stronie wydatków dojdziesz do nieprzekraczalnej granicy, bo najlepsze co teoretycznie mógłbyś zrobić to ściąć wydatki do zera, a to dla większości ludzi jest nierealne i wywołałoby poważne trudności. Pomyśl realistycznie o tym, ile rzeczywiście możesz zaoszczędzić. Nie ma sensu robienie zamętu wokół kwot, jakie mógłbyś zarobić w ciągu paru godzin na stanowisku z lemoniadą.

Na dłuższą metę o wiele łatwiej jest zwiększyć swój dochód, niż ciąć wydatki do granic możliwości. Nie masz nieprzekraczalnych granic po stronie przychodu. Dla wszystkich celów praktycznych można przyjąć, że granic nie ma.

Wprowadź rozsądne cięcia swoich wydatków, ale nie dostawaj świra na tym punkcie. Jeżeli chcesz, by sprawy się polepszyły, to musisz angażować większość swojego czasu i energii po stronie przychodów.

Postanów, Że Zasługujesz Na Lepsze

Ludzie w gruncie rzeczy zarabiają takie kwoty, na jakie sądzą, że zasługują. Główny powód, dla którego nie zarabiasz więcej jest taki, że wiesz, iż na to nie zasługujesz.

Ciężko zaakceptować coś takiego. Jest szansa, że Twojemu ego ta idea się nie spodoba. Być może przychodzą Ci już na myśl argumenty wyjaśniające, dlaczego tak nie jest. Weź głęboki oddech i na moment odsuń je na bok.

Weź jakąkolwiek liczbę, by reprezentowała Twoją aktualną stawkę godzinową. Pomnóż to przez dziesięć. Potem wyobraź sobie, że w tej chwili właśnie tyle zarabiasz. Możliwe, że czujesz się niekomfortowo – może trochę przestraszony, zestresowany, może to wyglądać na nieprawdopodobne, skomplikowane, zanadto ekscytujące, czy po prostu zbyt „gdzieś daleko” byś mógł to zaakceptować jako rzeczywistość. I dokładnie dlatego nie zarabiasz takich pieniędzy. Sprawiasz, że ta kwota wydaje się o wiele za grubą sprawą.

Ludzie, którzy zarabiają dziesięć razy więcej od Ciebie nie myślą o tych kwotach w taki sam sposób jak Ty. Dla nich sprawia to wrażenie czegoś normalnego, naturalnego. Zupełnie nic wielkiego. Jedna z przyczyn, dlaczego nie jesteś na tym poziomie, jest taka, że dla Ciebie to jest coś wielkiego. Jeżeli chcesz kiedyś tam dotrzeć, musisz osiągnąć taki punkt w swoim umyśle, w którym ten poziom dochodu nie jest już wielką sprawą. Jest w porządku, czy lekko interesujący, ale nie wygląda tak niewiarygodnie byś nie mógł tego zaakceptować jako rzeczywistości.

Kiedy około 15 lat temu po raz pierwszy spotkałem Erin, zarabiała 9 dolarów na godzinę, wykonując prace biurowe – papierologia, pisanie i sprawy w tym stylu. I czuła, że zasługuje, by tyle zarabiać. Było to dla niej normalne i rozsądne. Możesz zobaczyć ile zarabia teraz – wystarczy że spojrzysz na jej cennik. Dość powiedzieć, że jej stawka jest około stu razy wyższa. W tej chwili zarabia w ciągu godziny tyle, ile wtedy w ciągu prawie trzech tygodni. I zgadza się – jej klienci rzeczywiście płacą takie stawki i są z tego zadowoleni.

Ciekawe jest, jak ludzie reagują na stawki Erin. Niektórzy patrzą na stawki i piszą jej: „Byłem zainteresowany umówieniem spotkania, ale kiedy zobaczyłem cenę, pomyślałem – wow, nie ma szans by było mnie na to stać.”. Tacy ludzie nie pasują do usług Erin; nie stać ich na nie. Nie są nawet w stanie wyobrazić sobie, w jaki sposób Erin nalicza sobie tak dużo. Mogą jednak mimo to pasować do roli czytelnika jej bloga – to jest zupełnie darmowe.

Ale po tym mamy prawdziwych klientów Erin. Ci ludzie po prostu przechodzą do jej formularza zamówień i rezerwują spotkanie – bez narzekania czy prób uzyskania zniżki. Dla nich to nic wielkiego. Mogli konsultować się wcześniej z innymi mediami w przeszłości i zyskali na tym wspaniałe rezultaty. Mogą być przyzwyczajeni do tego typu stawek za konsultacje. Dla klientów, którym Erin rzeczywiście służy, jej stawki są normalne i rozsądne.

Żeby móc zarabiać te większe kwoty, Erin musiała przejść przez myślowy proces nadania sobie przyzwolenia na zarabianie tak wiele. Jedną z rzeczy, które pomogły, było zdanie sobie sprawy, że inne najpopularniejsze media na jej polu działania zarabiały kwoty w okolicach tego poziomu. Patrzyła na nich i uczyła się od nich, i wkrótce zdała sobie sprawę, że jest przynajmniej tak dobra jak oni jeśli chodzi o wykonywanie pewnych typów przepowiedni. Ale dopóki nie przeszła przez ten proces myślowy, przerażała ją myśl o braniu jakichkolwiek pieniędzy za przepowiednię. Miała spore trudności ze znalezieniem przestrzeni na pozwolenie sobie by otrzymywać wynagrodzenie na pewnym poziomie, w zamian za wartość, którą dostarczała.

Nie nazwałbym tego procesem usprawiedliwiania sobie wyższego przychodu. W większym stopniu chodzi to o danie sobie przyzwolenia. Nie próbujesz wciskać tu sobie sprzedażowego kitu. Po prostu decydujesz, że chcesz zarabiać więcej, i odszukujesz sposób na zaakceptowanie, że to jest w porządku.

Kiedy podnosisz swoje stawki, możesz wykluczyć się cenowo z jednego rynku, ale wejdziesz też na inny. Dla przykładu – klienci Erin nie chcą przepowiedni za 15 dolców. Nie zaufaliby komuś, kto liczy sobie tylko 15 dolarów – założyliby, że nie jest zbyt dobra. Oni chcą rzetelnej, trafnej przepowiedni, której mogą zaufać. Stawki Erin pokazują, że jej praca została wstępnie zaaprobowana przez rynek. Stąd korzystanie z przepowiedni u niej jest o wiele mniej ryzykowne. Ponadto, jako że Erin przyciąga klientów o wyższym dochodzie, niż ci, z którymi z początku pracowała, może teraz korzystać z większej „dźwigni” do czynienia dobra. Jeżeli może pomóc skutecznemu przedsiębiorcy w określeniu jego/jej sensu życia, to zazwyczaj ma to o wiele większe przełożenie, niż pomaganie studentowi w podjęciu decyzji dokąd pojechać na wakacje. Zmierzam do tego, że nie powinieneś mieć poczucia, że podnosząc swoje stawki dostarczasz mniej wartościową usługę. Prawdą jest raczej coś odwrotnego.

Czasami proces, przez który przechodzisz, by dać sobie to pozwolenie, będzie dość rozbudowany. Może spowodować wiele kolejnych zmian w Twoim życiu. Możesz mieć wrażenie, że potrzebujesz podjąć jakiegoś rodzaju działanie by dojść do punktu, w którym poczujesz, że zasługujesz by zarabiać więcej.

Kiedy ja chciałem przejść od zarabiania czterocyfrowych kwot miesięcznie do kwot pięciocyfrowych, próbowałem wyobrażać sobie siebie jako „pięciocyfrowego” kolesia. Było to w czasach, gdy prowadziłem swoją firmę z grami komputerowymi. Problem był taki, że nie czułem, iżbym dostarczał dostatecznie wartościowych usług by zasługiwać na dochód na takim poziomie. Byłem w stanie dać sobie jedynie to pozwolenie, zgadzając się na podniesienie poziomu swoich usług. Znalazłem więc sposób na wydawanie większej ilości gier w krótszym czasie i wkrótce potem osiągnąłem swój cel. To bardzo ważne, by zrozumieć, że proces ten rozpoczął się od dania sobie przyzwolenia na zarabianie tak dużo. Powiedziałem sobie, że to jest w porządku, i dopiero po tym pozwoliłem sobie wprowadzić zmiany niezbędne do osiągnięcia celu.

Myślenie, że nie zasługujemy na więcej niż otrzymujemy stanowi powszechnie spotykaną blokadę. Jest to tak powszechne, że przez większość czasu nawet tego nie zauważamy. Po prostu myślimy, że zarabianie tyle, ile właśnie teraz zarabiamy, jest normalne. Ale to tylko nasze myślenie sprawia, że wygląda to na normę. Ktoś inny mógłby uznać Twój aktualny dochód za sumę żałosną w odniesieniu do pracy, którą wykonujesz. Czy możesz zaakceptować, że właśnie teraz jesteś bardzo niedoceniany?

Mój znajomy mówca za swoją pierwszą płatną profesjonalną przemowę otrzymał 75 dolarów. Kiedy zapytano go o stawkę, taką właśnie cenę podał. Myślał, że to dużo, jak za godzinę pracy na scenie. Wkrótce dowiedział się, że profesjonalni mówcy otrzymują o wiele większe kwoty; odkrył też, że mógł za tamtą przemowę zażądać 1000 dolarów – i dla ludzi, którzy go wtedy zatrudnili to byłoby w porządku, ponieważ ich budżet był jeszcze większy. Kiedy ostatnio to sprawdzałem, jego stawki oscylowały w okolicach 7500 dolarów za przemówienie. Ale za każdym razem, gdy podnosił swoje stawki, to kiedy ktoś pytał o wynagrodzenie za przemówienie, ciężko mu było wykrztusić te słowa.

U Erin sprawa wygląda podobnie, kiedy podnosi swoje stawki. Nigdy nie chce ich podnosić – zawsze to ja ją do tego skłaniam. (Więc – tak, to mnie możesz winić, jeżeli nie stać Cię już na jej usługi.) Ona siedzi w tym zbyt głęboko, by zdawać sobie sprawę, jak jest dobra i jak dużą wartość dostarcza. Za każdym razem, gdy sugeruję podniesienie stawek, ona z początku panikuje. Mówi coś w stylu: „Ale nikogo nie będzie na to stać. Jak w ogóle mogę żądać tak dużo?”. Przechodziliśmy przez to już z pół tuzina razy, a ona wciąż reaguje w ten sam sposób. Gdyby nigdy nie podnosiła stawek, miałaby teraz prawdopodobnie listę oczekujących na pięć lat. Albo musiałaby zupełnie zaprzestać udzielania osobistych przepowiedni, jak zrobiło to wiele innych topowych mediów.

Rzecz w tym, że uzyskanie cudzej opinii może być pomocne. Zadawaj się z ludźmi, którzy uważają, że zasługujesz na więcej i dowiedz się, dlaczego tak myślą. Miałem to szczęście że w moim życiu byli przyjaciele, którzy wskazywali mi, ile powinienem zarabiać i dlaczego byłem bardzo niedoceniany. Pomagało mi to podnosić swój dochód w różnych czasach.

Kiedy zacząłem swoją pierwszą pracę na etacie programisty gier komputerowych, brałem tylko 10 dolarów za godzinę. W tamtym czasie wciąż jeszcze studiowałem, tak więc z własnego punktu widzenia byłem „tylko studentem” i nie zasługiwałem na nic w pobliżu pełnego wynagrodzenia. Ale okazało się, że byłem naprawdę dobry w pracy, którą się zajmowałem. Na szczęście firma, dla której pracowałem, z własnej inicjatywy podwoiła moją stawkę, dzięki czemu w połączeniu z tantiemami ze sprzedaży, jakie otrzymywałem, ostatecznie zacząłem zarabiać bliżej 50 dolarów na godzinę. Wiesz, że żądasz zbyt mało jako pracownik kontraktowy, jeżeli Twój klient oferuje podwojenie stawki w Twoim imieniu… może dlatego, że nie jest w stanie przełknąć płacenia tak mało za wysokiej jakości pracę.

Z drugiej strony, kiedy zabierałem się do profesjonalnego przemawiania, zarobiłem kilka tysięcy dolarów za moje pierwszą płatną mowę. Nie musiałem zaczynać od pierwszego szczebla drabiny, bo już wcześniej dałem sobie pozwolenie by zarabiać tak dużo. Nie było to dla mnie nic wielkiego – pozwoliłem, by było to po prostu normalne. Właściwie to miałem wrażenie, że to trochę mało w porównaniu z tym, co zarabiałem już na blogowaniu.

Czołowi mówcy z łatwością otrzymują 20 000 dolarów za przemówienie. Pomnóż to przez 10, jeśli jesteś byłym prezydentem; przez 15 jeśli jesteś Billem Cosby. Czy sądzisz, że dla Billa Clintona zarabianie sześciocyfrowych kwot za pojedyncze przemówienie to coś wielkiego. Czy myślisz, że bzikuje na punkcie tego, jak wiele pieniędzy zarabia? Nie, oczywiście, że nie. Ty i ja moglibyśmy podniecać się zarabianiem takich kwot, ale dla niego to rutyna.

Tak się składa, że moim zdaniem stopniowe podkręcanie finansowych obrotów to duża frajda. Lubię wejść na poziom wyżej, posiedzieć na nim trochę i zupełnie się tym nacieszyć, a potem zabrać się do pracy nad przejściem na kolejny poziom. Nie żałuję czasów, kiedy ledwie było mnie stać na posiłek w Taco Bell. Nawet w tamtych czasach uważałem swoje finansowe życie za ambitną przygodę. Kiedy pierwszy raz zamieszkaliśmy razem z Erin, luksusowym wydatkiem było wypożyczenie filmu za 99 centów… i może zamówienie jakiejś taniej pizzy w promocji „dwie w cenie jednej”. Zazwyczaj nudziliśmy o tym, jak ktokolwiek może płacić 4 dolary za wypożyczenie filmu w Blockbuster. Wtedy luksusowym wydatkiem mogła być ciekawa wycieczka, przedstawienie na Vegas Strip, czy relaksujący dzień w spa. Gdzieś po drodze mogliśmy znów wejść wyżej. Każdy poziom to frajda, jakiej można doświadczyć.

W tym momencie Twoje podejście może być mniej więcej takie: „Taak, taak… dać sobie przyzwolenie. Spoko. Dobra, daję sobie pozwolenie by zarabiać więcej. Co teraz?” Jeżeli to jest cały wysiłek, jaki zamierzasz włożyć w realizację tego kroku, możesz przestać czytać właśnie teraz i dać sobie spokój. Jeżeli robisz ten krok jak należy, to na poważnie może Ci to zająć tygodnie, Przebicie się przez finansowe blokady i danie sobie pełnego przyzwolenia na przechodzenie na wyższe poziomy, bez kurczowego trzymania się wymówek wymaga czasu.

Zalecam prowadzenie dziennika podczas pracy nad tym procesem. Zacznij od rozpisania dlaczego wierzysz, że nie możesz zarabiać takich pieniędzy, jakie byś chciał. Wszelkie wymówki zanotuj na piśmie. Zapytaj siebie czego potrzeba, by pozbyć się tych przekonań. Czy rzeczywiście są one prawdziwe? Czy inni ludzie zarabiają więcej nawet natykając się na te same przeszkody? Czy zamieniasz drobne wyzwania w ogromne wymówki? Zadaj sobie pytanie: czy jesteś gotów doświadczyć wyższego poziomu finansowego dostatku. Zrób wszystko czegokolwiek potrzebujesz, by postawić się w stan gotowości. Jeśli przejdziesz przez to mentalnie, pomożesz sobie osiągnąć cel emocjonalnie.

Ostatecznie, danie sobie przyzwolenia nie jest niczym innym jak wyborem do dokonania. Właściwie nie potrzebujesz spełniać góry warunków, aby wejść na nowy finansowy poziom. Ale jeżeli już zainstalowałeś te warunki w swoim umyśle, będziesz musiał w jakiś sposób nad nimi popracować. Czasami łatwiej jest zaspokoić te przekonania, które już masz, w przeciwieństwie do wykorzeniania i zmieniania ich. Do Ciebie należy decyzja, które przekonania pomagają Ci rozwijać się w lepszą osobę, a które z nich stają Ci na drodze i powstrzymują Cię.

Zrzuć Społeczny Balast

Prawdopodobnie są w Twoim życiu ludzie, którzy stali się raczej przywiązani do Twojego finansowego status quo. Nie oznacza to, że są oni finansowo zależni od Ciebie. Znaczy to tylko, że poczuli się komfortowo z tym, gdzie Ty się teraz znajdujesz – i straciliby ten komfort, gdybyś miał wprowadzić jakieś duże zmiany.

Jeśli podkręcisz swoje finanse, inni ludzie w Twoim życiu mogą poczuć się pozostawieni w tyle. Bądź na to przygotowany. To się zdarza.

Czy jesteś w stanie właśnie teraz wskazać kogokolwiek w Twoim życiu, kto miałby problem, gdybyś podwoił czy potroił swój dochód? Jeżeli tak, lepiej z góry sobie z tym poradź. Albo przegadaj temat, albo zdecyduj się rozdzielić drogi. W innym razie ta osoba może (możliwe, że nieumyślnie) próbować sabotować Twój finansowy rozwój, często rzucając negatywne komentarze które sprawiają, że zarabiając więcej pieniędzy czujesz się gorzej.

Zapewniam Cię, że po drugiej stronie jest mnóstwo ludzi, którzy będą szczęśliwi i podekscytowani widząc, że rozwijasz swoje finanse. Jest to widoczne zwłaszcza wśród przedsiębiorców, ale tak naprawdę to zależy od branży w której jesteś. Mam paru przyjaciół, którzy są bardzo dopingujący, kiedy mówię o podkręcaniu swoich finansów, ale mam też innych, którzy mogliby poczuć się zagrożeni lub onieśmieleni. Różnica miała niewiele wspólnego z tym, ile pieniędzy ci ludzie zarabiają – za to wiele z ich podejściem do finansowego rozwoju w ich własnych życiach. Ci, którzy są zachęcający maja niezmiennie pozytywne spojrzenie na przyszłość. Ci, którzy zniechęcają, są niezadowoleni ze swojej własnej sytuacji finansowej.

Jedną z najlepszych rzeczy, jakie możesz zrobić, to zaprzyjaźnić się z ludźmi mającymi pozytywne perspektywy finansowe. Nie ma znaczenia, ile w tej chwili zarabiają. To może być dziesięć razy więcej czy mniej niż Ty. Szukaj ludzi, którzy biorą na siebie 100% odpowiedzialności za swoje finanse – ludzi, którzy nie winią innych za swoje niepowodzenia. Tacy ludzie stają się dobrymi przyjaciółmi na dłuższą metę, bo nie będą dostawać bzika za każdym razem, kiedy Ty podkręcasz swoje dochody,

Ponownie – generalnie można tu spokojnie stawiać na przedsiębiorców. Handlowcy zarabiający na prowizji to inny dobry wybór. I inwestorzy (wszelkiej maści) też są dobrzy. Długoterminowy pracownicy (na miesięcznej pensji czy ze stawką godzinową) zazwyczaj nie zbliżają się nawet do tego samego poziomu finansowego entuzjazmu, jaki reprezentują te inne grupy. Właśnie dlatego chcą oni sprzedawać godziny za dolary i oddawać większość generowanych przez siebie rezultatów komuś innemu, jak na przykład przedsiębiorcy, handlowcowi czy inwestorowi. Pracownicy są niewątpliwie hojni, ale zazwyczaj głupi jak buty, jeśli chodzi o życie finansowe. 🙂

Ulepszaj Swoje Usługi

Pieniądz jest medium wymiany wartości. Jeżeli chcesz więcej pieniędzy, możesz tworzyć więcej wartości i/lub dostarczać wartości większej liczbie ludzi.

Jednym z najlepszych sposobów na polepszenie swojej usługi jest przekucie jej na stałą formę. W ten sposób możesz dostarczać wartości nawet wtedy, gdy nie jesteś fizycznie obecny.

Na przykład, jeżeli recytujesz wiersz grupie 20 osób, możesz dostarczać pewną wartość tym właśnie dwudziestu osobom. Ale to jest jednorazowe wydarzenie. Każdego dnia zaczynasz znów od zera. Jest to podejście, jakie stosuje większość pracowników. Nie budują niczego, co pozostaje ich własnością. Zamiast tego, sprzedają tylko godziny za dolary, tak, że ktoś inny w końcu zostaje właścicielem tego, co oni pomogli zbudować – i poprzez to zbiera długoterminowe plony z faktu posiadania. I znów – to bardzo hojne ze strony pracowników, ale bardzo niemądre, kiedy chcesz finansowo iść do przodu.

Mówiąc z perspektywy historii: bogaci ludzie zrobili całkiem niezłą robotę, przekonując masy, że zdobycie etatu to sposób na życie. To jednak nic innego, jak pranie mózgu. Jeżeli bierzesz robotę na etacie, nie możesz narzekać na to, że bogaci stają się bogatsi – bo sam im w tym pomagasz. Wykonujesz pracę budowania i utrzymywania systemów, które posiada i kontroluje ktoś inny. W jaki sposób na dłuższą metę pomaga to Tobie? Wszystko, co robisz, to dbanie o plantację swojego pana. Jeżeli obawiasz się chodzenia do pracy każdego dnia i masz spore trudności ze zmotywowaniem się, może powinieneś przestać zgłaszać się na ochotnika do pracy niewolniczej.

Kiedykolwiek przedstawiam takie twierdzenie, ktoś mówi: „Ale musimy mieć etaty i pracowników. Inaczej – kto wywoziłby śmieci?”. To to samo, jakby mówił: „Ale musimy mieć niewolników. Inaczej – kto zbierałby tytoń?”. Czy ten powód jest wystarczający, by służyć jako niewolnik? Może bylibyśmy w stanie zaproponować lepsze rozwiązania, gdyby ludzie przestali poddawać się niewolnictwu. Może – przede wszystkim – nie potrzebujemy produkować tyle śmieci (i tytoniu). Ja osobiście wolałbym raczej wymieniać wartości z wolnymi ludźmi, niż z pracownikami/niewolnikami.

Wracając do przykładu poezji, pomyśl teraz o poecie, który swój poemat zapisuje i publikuje, powiedzmy – na jakiejś stronie internetowej. Teraz poemat może dostarczać wartość nawet pod nieobecność poety. Mogą się nim cieszyć tysiące ludzi, zamiast pierwotnych dwudziestu. Właśnie tak myśli inteligentny przedsiębiorca. Idea jest taka, żeby w miejsce wymieniania godzin na dolary, inwestować swój czas w budowanie czegoś, co może dostarczać stałej wartości nawet wtedy, gdy nie jesteś fizycznie obecny.

Jeżeli możesz dostarczać pasywnej wartości, możesz generować pasywny przychód. Na przykład poeta mógłby sprzedać zbiór wierszy, udzielić licencji na swoje wiersze firmie produkującej kartki z życzeniami, w zamian za tantiemy, czy zaproponować usługę „wiersz dnia” i sprzedawać reklamy.

Jeśli aktualnie jesteś pracownikiem, słowo „przedsiębiorca” może brzmieć skomplikowanie i przerażająco. Ale generowanie przychodu z samozatrudnienia to tak naprawdę nic wielkiego, jeżeli dasz sobie na to przyzwolenie. Nawet uczniowie liceów zarabiają w ten sposób.

Zalecam byś nie zaczynał, myśląc o przychodzie pasywnym. To jest stawianie wozu przed koniem. Skup się przede wszystkim na tworzeniu i dostarczaniu wartości pasywnych. Stwórz coś, przekuj na stałą formę, i przekaż w ręce ludzi. Zacznij od czegoś małego. Napisz artykuł. Przygotuj przepis. Skomponuj piosenkę. A potem podziel się tym gdzie tylko możesz. I powtarzaj dalej i dalej.

Zacząłem rozumieć korzyści z dostarczania pasywnych wartości kiedy byłem w szkole średniej. W czasie pierwszych i późniejszych lat zaczynałem pisać pewne programy komputerowe w BASIC-u i Turbo Pascalu żeby zgłębiać tematy, o jakich uczyłem się na zajęciach z matematyki – prawdopodobieństwo, obliczanie wielomianów, grafu itd. Pisałem też programy na programowalne kalkulatory Casio FX-7000G i FX-8000G, jakie wielu uczniów miało w tamtym czasie. Były to w większości bardzo krótkie programy, zazwyczaj poniżej 20 linii kodu. (Nawiasem mówiąc, nadal mam mój FX-8000G i czasami piszę na niego szybkie programy. Nawet po 20 latach wciąż działa świetnie. Jeden z najlepszych produktów, jakie Casio kiedykolwiek wydało.)

Zacząłem robić kopie tych programów i rozdawać je wśród członków koła matematycznego, żeby pomóc uczniom z ich pracami domowymi. Wtedy zauważyłem, że ludzie spoza koła zdobyli kopie. Napisałem parę prostych gier i nimi również się podzieliłem. Ostatecznie jeden z moich programów został opublikowany w szkolnej gazetce.

Jak mi to pomogło? Otóż zyskałem dzięki temu bardzo dobrą opinię w szkole, zarówno wśród nauczycieli, jak i wśród uczniów. Uczęszczałem do szkoły prowadzonej przez Jezuitów, gdzie podejście akademickie było bardzo dobrze widziane. Kiedy przyszedł mój czas na zdobycie listów polecających do aplikacji na studia, nie miałem z tym najmniejszego kłopotu. Wyróżniałem się z tłumu, ponieważ robiłem coś wykraczającego znacznie ponadto, co robili inni uczniowie. W rezultacie zostałem przyjęty do konkurujących szkół jak UCLA, UC, Berkeley, Carnegie Mellon i Cal Tech. Ale prawda jest taka, że napisałem te programy tylko dlatego, że tworzenie i dzielenie się nimi sprawiało mi radość – nie dlatego, że próbowałem coś na tym zyskać. Skup się na dawaniu, a branie zajmie się samo sobą.

Jeżeli teraz borykasz się ze swoimi finansami, wiem, że będzie kusiło Cię skupienie się przede wszystkim na aspekcie pieniędzy, ale błagam Cię – nie rób tego. Skup swoją uwagę na stronie tworzenia i dzielenia się. Musisz dać, zanim dostaniesz.

Dziel się czymś, co lubisz tworzyć. Umieść to na jakimś namacalnym nośniku i podaj dalej.

Znam wiele cieszących się powodzeniem biznesów zajmujących się oprogramowaniem które powstały, bo jakiś koleś napisał fajny program i podzielił się nim z przyjaciółmi. Wtedy jego przyjaciele podzielili się tym z innymi. Niewiele później zaczął otrzymywać prośby o wsparcie od zupełnie obcych ludzi i musiał zacząć naliczać opłaty za program. Głównie w ten sposób powstało shareware. Daj coś za darmo i zobacz, co z tego wyjdzie. Jeżeli ludziom się to się spodoba, to się tym podzielą.

Ludzie w ten sam sposób otwierali restauracje. Zaczynali od dzielenia się przepisami ze znajomymi, a w końcu zostali zachęceni do otwarcia restauracji i dzielenia się swoim jedzeniem z większą liczbą ludzi.

To naprawdę jest takie proste. Nie komplikuj tego zanadto.

Lubię pisać artykuły, więc to jest coś czym postanowiłem się dzielić. Kiedy rozpoczynałem prowadzenie tej strony około cztery i pół roku temu, zarobiłem tylko 167 dolarów przez pierwsze pół roku. Dlaczego? Bo skupiałem się na dzieleniu się wartością, a nie na zarabianiu pieniędzy. W końcu ludzie zaczęli podsuwać mi wszelkiego rodzaju pomysły na przekucie mojej pracy w gotówkę. Osiągnąłem też punkt, w którym musiałem przekształcić to w realny biznes, ponieważ zabierało to więcej czasu i energii i stawało się coraz bardziej popularne. 18 miesięcy później strona zarabiała ponad 40 000 dolarów miesięcznie. Tak więc ponownie – nie przejmuj się kwestią przychodu. Jeżeli odpowiednio zajmiesz się wartością, przychód zazwyczaj zadba sam o siebie. Naprawdę nie jest tak trudno wygenerować przyzwoity dochód, jeżeli możesz dostarczyć wiele wartości niskim kosztem. Więc skupiaj się, i skupiaj, i skupiaj na aspekcie wartości. Prosta prawda jest taka, że większość ludzi, którzy borykają się z finansami, nie tworzą i nie dostarczają wiele wartości. Może możesz przekonać ludzi do płacenia Ci za nic, ale nie jest to podejście, z jakim czułbym się dobrze.

Przekucie swojej pracy na stałą formę jest bardzo ważne. Jeżeli tego nie robisz, będziesz musiał znów i znów na nowo tworzyć swoją wartość. To cofa Cię do pracowniczego sposobu myślenia. Nawet, jeżeli technicznie jesteś samozatrudnionym, tworzysz tylko etat dla siebie samego

Jeżeli przejrzysz archiwa mojej strony, znajdziesz wiele artykułów o konkretnych sposobach na polepszenie swoich usług, zwłaszcza z listopada i grudnia 2007 r,

Buduj Własną Sieć Dystrybucji

Niektórzy z moich przyjaciół, którzy są profesjonalnymi mówcami, zarabiają bardzo dużo za każde ze swoich przemówień, ale muszą stale się promować, podróżować i dostosowywać prezentacje do różnej publiczności. Wielu z nich uwielbia przemawiać, ale bycie w drodze przez 150-200 dni w roku po pewnym czasie daje się we znaki.

Ogólnie rzecz biorąc pracuję na tym samym polu co wielu z tych mówców, ale zamiast dawać przemówienie ograniczonej liczbie ludzi, publikuję moją pracę w sieci, dzięki czemu jest zawsze dostępna. Nawet moi przyjaciele, którzy mają produkty na sprzedaż, zauważają spadek przychodów, kiedy nie przemawiają często, ale ja mogę utrzymać swój przychód na całkiem dobrym poziomie pracując tylko kilka godzin tygodniowo – bez konieczności podróżowania.

Zwróć uwagę, że ci przyjaciele mają produkty na sprzedaż. Nagrywają swoje przemówienia i warsztaty i przygotowują CD i DVD. Problem polega na tym, że nigdy nie poświęcają oni czasu na budowanie sieci sprzedającej odpowiednią ilość ich produktów, kiedy nie przeprowadzają przemówień. Większość z nich ma strony internetowe z niewielkim ruchem i newslettery z małą liczbą subskrybentów. Muszą więc wciąż szlifować chodniki by utrzymać się na powierzchni – kiedy przestają przemawiać, zaczynają odczuwać finansowe zawirowania.

Jeżeli chcesz uciec z tego wyścigu szczurów, to dobrym pomysłem jest zbudowanie własnej sieci dystrybucji. Moim ulubionym sposobem jest dawanie wartości za darmo. Ludzie lubią darmówki – jeżeli są to darmowe rzeczy wysokiej jakości.

Zbudowanie dobrej sieci dystrybucji nie jest takie trudne w dzisiejszych czasach. Myślę, że najlepszym sposobem na to jest zbudowanie strony internetowej, ponieważ rozwiązania internetowe są bardzo tanie w porównaniu z alternatywami. Moi znajomi mówcy muszą latać po całym świecie, by dystrybuować swoją wartość. Ja po prostu klikam „Publikuj”.

Aktualnym rozwiązaniem, jakie zalecam dla większości ludzi chcących zbudować stronę, jest Site-Build-It. Przejdź na tamtą stronę, jeżeli chcesz przeczytać moją recenzję usługi i dowiedzieć się, dlaczego to polecam. Jeżeli jesteś technicznie obyty, nie będziesz potrzebował tej usługi, ale jest ona świetna dla tych, którzy nie rozumieją arkanów marketingu internetowego i chcą, by ktoś przeprowadził ich przez to krok po kroku.

Zmień Swój Sposób Myślenia

Aby przenieść się ponad życie od pierwszego do pierwszego, musisz najpierw zmienić swój sposób myślenia. Jeżeli będziesz myślał właściwie, pójdą za tym odpowiednie działania. Jeżeli będziesz dalej tkwił w złym sposobie myślenia, to nieważne jak bardzo będziesz próbował uciec – wciąż pozostaniesz zamknięty w tej samej klatce. Możesz nawet pogorszyć sprawy.

Mi najbardziej pomogło zdanie sobie sprawy z tego, że ograniczając się finansowo nie robię niczego dobrego dla kogokolwiek. Jak ograniczanie mojego przychodu mogłoby właściwie komukolwiek pomóc? Wszystko, co z tego wynika, to tylko utrudnienie mi tworzenia i dzielenia się wartością. Zabija to moją zdolność do służenia innym. Z pewnością jestem w stanie pomóc wielu więcej ludziom teraz, niż gdy ledwie byłem w stanie się utrzymać. Mogę się dzielić z punktu widzenia dostatku zamiast braku.

Kahlil Gibran napisał: „Jeżeli masz urazę do zgniatania winogron, z Twojej urazy do wina wysączy się trucizna.”.

Jeżeli nie cierpisz pracy, którą wykonujesz czy sytuacji, w jakiej się znajdujesz, zatruwasz rezultaty. Możesz właściwie robić więcej złego, niż dobrego. Jeżeli ledwie się utrzymujesz i czujesz się z tym źle, prawdopodobnie tak czy inaczej nie wykonujesz najszlachetniejszej pracy. To nie jest tak, że świat potrzebuje, byś był spłukany.

Jedyną osobą, która może to poprawić, jesteś Ty sam. Chcesz dalej żyć na aktualnym poziomie, czy jesteś gotowy do przejścia poziom wyżej?

Źródło: Living Paycheck to Paycheck

Zmiana nawyku jest jak szachy

W szachach mamy otwarcie, grę środkową i końcową. Tak samo jest w przypadku zmiany nawyku.

Wiele osób próbuje zmienić swoje nawyki, przechodząc wprost do gry końcowej. Rzucają się na głęboką wodę i obiecują sobie wprowadzić zmianę natychmiast. Właśnie to się dzieje, kiedy ludzie robią sobie „noworoczne postanowienia”. To praktycznie nigdy nie działa.

Mat szewski

Podjęcie próby zmiany nawyku z dnia na dzień przypomina próbę wykonania szewskiego mata w szachach. Szewski mat to strategia osiągnięcia mata w jedynie czterech ruchach. Działa tylko przeciwko kompletnym nowicjuszom. Przeciwko graczowi z choćby minimalnym doświadczeniem mat szewski nie ma szans. Spartaczony szewski mat stawia Cię w niekorzystnym położeniu, dlatego próbowanie go jest zazwyczaj złym pomysłem, o ile nie grasz przeciwko zupełnemu początkującemu.

Czy stosujesz strategię szewskiego mata podczas próby zmiany starych nawyków czy przyjęcia nowych? Ustawiasz się do strzału tylko po to, by odkryć, że to Twoja próba została odstrzelona?

Kiedy próbujesz zmienić nawyk bez poświęcenia wystarczającej ilości czasu na otwarcie i środkową grę, prawie zawsze w tej próbie upadniesz. Tylko bardzo proste nawyki poddadzą się tej strategii ataku siłowego.

Otwarcie gry w przypadku zmiany nawyku polega na zdobyciu wiedzy i przygotowaniu się. W grze środkowej wprowadzasz pewne zmiany, które wesprą zmianę nawyku. Jedynie w grze końcowej strzelasz do celu.

Gra otwarcia

W początkowej grze w szachach Twoim celem jest przygotować figury na sukces. Wychodzisz figurami w pole. Rozwijasz stabilną strukturę pionków. Przejmujesz kontrolę nad środkiem szachownicy. Naciskasz nieco na figury przeciwnika. Bronisz swojego króla. Celem początkowej gry jest wystartować z mocnym rozpoczęciem, dzięki któremu masz nadzieję uzyskać przewagę. Gra końcowa jest ciągle daleko.

We wczesnej grze w zmianę nawyku również przygotowujesz się na osiągnięcie sukcesu w przyszłości. Czytasz parę książek by zdobyć wiedzę. Rozmawiasz z ludźmi, którym udało się już wprowadzić zmianę, o jakiej myślisz. Piszesz jednostronicowy plan tego, jak zamierzasz wszystko przeprowadzić. Te otwierające ruchy nie muszą być koniecznie skomplikowane, ale nie można ich też ignorować.

Gra środkowa

W środkowej grze w szachy zazwyczaj stajesz się bardziej agresywny, ale wciąż jeszcze nie próbujesz osiągnąć mata. Skupiasz się głównie na wyszukiwaniu szans do uzyskania przewagi w sile, pozycji czy ataku. Korzystasz ze sprawdzonych taktyk na osłabienie przeciwnika, dopóki nie uzyskasz pozycji z której możesz go zamatować.

W środkowej grze w zmianę nawyku Twoim celem jest atakować szkielet podtrzymujący nawyk, a nie brać się bezpośrednio za ten nawyk. Jakich taktyk możesz użyć, żeby uzyskać przewagę? Jeśli chcesz zmienić swoją dietę, możesz na przykład wyczyścić swój dom ze wszelkiego problematycznego jedzenia, wybrać pięć restauracji, w których można zamawiać zdrową żywność, nauczyć się dziesięciu nowych zdrowych przepisów i dobrać kumpla, który chce wprowadzić u siebie taką samą zmianę. Mów innym ludziom o zmianie, której wprowadzenia się podejmujesz, i proś ich o wsparcie. Jakikolwiek nawyk chcesz zmienić, powinieneś być w stanie wykonać przynajmniej tuzin taktycznych ruchów, które zwiększą Twoją przewagę.

Gra końcowa

W końcowej grze w szachy Twoim celem jest zamatować króla przeciwnika. Jeśli wykonałeś dobrą robotę przy otwarciu i środkowej grze, będziesz miał silną pozycję do osiągnięcia mata. Jeżeli przez pierwsze dwa etapy przeleciałeś sprintem, prawdopodobnie to Twój król zaliczy mata. Gra końcowa jest często zupełnie bezpośrednia. Zazwyczaj na tym etapie jest już jasne, czy wygrałeś, czy przegrałeś.

W końcowej grze w zmianę nawyku ostatecznie rozpoczynasz wprowadzanie zmiany, mając na celu uczynienie jej trwałą. To jest ten punkt, gdzie rozpocząłbyś 30-dniową próbę. Tylko w grze końcowej podejmujesz się właściwej próby zmiany nawyku. Aż do tego momentu po prostu kombinujesz sobie przewagę, która pozwoli na sukces w grze końcowej.

Na szczęście, inaczej niż w szachach, przy grze w zmianę nawyku na otwarcie i grę środkową możesz poświęcić tyle czasu, ile chcesz. Nie musisz martwić się o odliczający czas zegar czy przeciwnika, próbującego wymyślić lepszą strategię na Ciebie.

Jeżeli przegrasz w grze końcowej (to znaczy – nie uda Ci się wprowadzić nawyku), Twój błąd z dużą dozą prawdopodobieństwa leży poza nią. Prawdopodobnie schrzaniłeś otwarcie czy grę środkową. Nie poświęciłeś dość czasu na zdobycie wiedzy i przygotowanie się i/lub nie wykonałeś wystarczającej pracy na przyznanie sobie decydującej przewagi zanim zacząłeś.

Rola samodyscypliny

Jeśli czujesz, że musisz wywołać pozornie nieludzkie zasoby samodyscypliny próbując zmienić jeden ze swoich nawyków, to zazwyczaj oznacza, że sknociłeś albo zaniedbałeś otwarcie i/lub grę środkową. Mordowanie się ze zmianą nawyku to nie jest samodyscyplina; ta harówka jest konsekwencją zastosowania nieefektywnej strategii. Więcej potu nie pomoże wiele.

Wyobraź sobie szachistę męczącego się z każdym ruchem w grze końcowej. Czy to jest dobry gracz? Często jest to oznaka słabości szachisty. U wyszkolonego, zdyscyplinowanego gracza, gra końcowa nierzadko rozgrywa się sama, a wynik jest już przesądzony. Jako, że na szachownicy jest mniej figur, mniej jest też wariantów do rozważenia.

Jeżeli nie jesteś nawet w stanie przejść przez pierwszy tydzień z nowym nawykiem, nie czując przytłaczającej potrzeby przerwania bo musisz bezzasadnie się wysilać by w ogóle kontynuować, to Twoje błędy pojawiły się dawno przed tym, jak w ogóle rozpocząłeś Dzień Pierwszy. Próbujesz uzyskać odpowiednik szewskiego mata, a Twój wyimaginowany „przeciwnik” nie jest dość głupi, by się mu poddać.

Czasem trochę samodyscypliny przyda się w grze końcowej, zwłaszcza, gdy rozprawiasz się z naprawdę ciężkim nawykiem, ale jeżeli przygotowałeś sobie solidne fundamenty we wcześniejszych etapach, gra końcowa to często będzie bułka z masłem.

Właściwa rola samodyscypliny polega na tym, by wykonać najlepsze ruchy, na jakie Cię stać, podczas otwarcia i gry środkowej tak, że w czasie, gdy dojdziesz do finału, osiągnięcie mata jest łatwe i proste. Samodyscyplina gra też ważną rolę nawet przed otwarciem. Czy poświęciłeś dość uwagi na naukę, ćwiczenia i trening zanim wyzwałeś przeciwnika do walki? Czy znasz swoje silne strony i wiesz, jak ich użyć? Czy znasz słabości swojego przeciwnika i wiesz, jak je wykorzystać? Czy jesteś przygotowany do odniesienia zwycięstwa?

Jeżeli przyjmiesz zdyscyplinowane podejście do zmiany nawyku, nie będziesz się wiele pocił w grze końcowej. W momencie, gdy zaczynasz pierwszy dzień z nowym nawykiem, szkielet starego nawyku jest już rozmontowany, a Ty masz przygotowane niezbędne rusztowanie, które będzie wspierało nowy nawyk. Kiedy w końcu rozpoczniesz dzień pierwszy, masz już przewagę.

Co możesz zrobić, by postawić się w korzystniejszej pozycji w odniesieniu do zmiany jednego ze swoich nawyków? Jak możesz pozbyć się przeszkód, odciąć drogi ucieczki, polikwidować zagrożenia, uzyskać więcej przewagi, przejąć kontrolę nad centrum szachownicy itd.? Jakie taktyki otwarcia i gdy środkowej praktycznie zagwarantują sukces, zanim w ogóle rozpoczniesz pierwszy dzień?

Przypadkiem – zastosowanie szachowych strategii do rozwoju osobistego jest przykładem jak rozwijanie wielu różnorodnych zainteresowań pozwala nam przeszczepić proste pomysły z jednego pola na inne, by rozwiązywać problemy w kreatywny sposób.

Źródło: Habit Change Is Like Chess

« Older posts Newer posts »