Steve Pavlina: rozwój osobisty człowieka rozumnego - po polsku!

Trochę do poczytania o rozwoju osobistym i świadomym życiu. Ze szczególnym uwzględnieniem odkrywania sensu swojego życia i budzenia odwagi by podążać jego drogą. Za darmo.

Tag: rev (page 1 of 6)

Nigdy nie stawiaj zysków na pierwszym miejscu

Większość pomysłów, na które natknąłem się w książkach o biznesie, okazała się bezużyteczna. Pozostałe były wręcz szkodliwe. Najlepszymi przewodnikami są natomiast intuicja oraz eksperymentowanie.

Podstawowym założeniem w książkach biznesowych jest twierdzenie, że sens prowadzenia biznesu polega na zarabianiu i zwiększaniu zysków. Co poniektórzy autorzy powtarzają tę mantrę z takim uporem, jakby ich zdaniem do tępego czytelnika nie docierało. Zauważyłem, że moje decyzje i osiągane rezultaty były najbardziej idiotyczne właśnie wtedy, gdy stosowałem się do tego modelu.

Wczoraj przekartkowałem podobną książkę nadesłaną przez kogoś pocztą. Leży już w śmietniku. Większy pożytek przyniesie światu oddanie jej na makulaturę, aniżeli dawanie jej komukolwiek do przeczytania.

Gdy tylko wejdziesz do firmy stawiającej zyski na pierwszym miejscu, od razu wyczujesz atmosferę opresji. Trudno wręcz pojąć, że ludzkie istoty są w stanie zaakceptować taki brak wolności. Strasznie się boję odwiedzać miejsca, gdzie wszyscy zachowują się jak zombie. Panuje tam tak wstrętny i odrażający klimat. Nic dziwnego, że biznes narkotykowy rozkwita. Też pewnie codziennie bym się szprycował, gdybym miał spędzać w biurze moje życie.

Jeżeli chcesz zniszczyć swoje zdrowie, samoocenę, motywację i relacje, to stawianie zysków na pierwszym miejscu jest na to świetnym sposobem. Nie chciałbym nigdy pracować w takim miejscu, ani też nie chciałbym narażać innych na przebywanie w takim środowisku. Ludzie zasługują na coś więcej, niż być trybikami w machinie biznesu.

Biznes może się kierować znacznie potężniejszymi priorytetami. Na pewno możesz wpaść na coś bardziej ekscytującego, niż „Chcę zarobić więcej pieniędzy!”.

Wolę raczej coś takiego:

Celem biznesu jest wzmocnienie ludzi by wyrażali i dzielili się swoją kreatywnością, dla najwyższego dobra wszystkich.

Nonsensem jest wierzyć, że jeżeli nie postawisz zysków na pierwszym miejscu, to nie zdołasz zbudować stabilnego biznesu. Z doświadczenia wiem, że znacznie łatwiej osiągniesz stabilność właśnie gdy odmówisz poniżania się podejściem „pieniądze przede wszystkim”.

Zamiast stawiać na pierwszym miejscu pieniądze, postaw na kreatywne wyzwania. Postaw na rozwojowe doświadczenia. Na zabawę. Na możliwość pracy ze świetnymi ludźmi. Postaw na współpracę.

Uwielbiam prowadzenie swojej firmy – i to jak! – bo nie stawiam pieniędzy na pierwszym miejscu. Pieniądze należy oczywiście brać pod rozwagę, ale tę inną podstawę przyjmujemy nie bez powodu.

Przedsiębiorcą jestem bez przerwy już od niemal dwudziestu lat. Do najbardziej stresujących i przykrych należały te lata, w których na pierwszym miejscu stawiałem pieniądze. Najszczęśliwszy i najbardziej spełniony czułem się, kiedy stawiałem na wyrażanie swojej kreatywności, rozwijanie relacji, wejście w przedsięwzięcia pełne frajdy i wspólnej pracy, dawanie czegoś od siebie, dawanie jeszcze więcej, rozwinięcie się i tak dalej.

Spojrzenie z perspektywy czasu pozwala mi dostrzec, że gdy funduję sobie stresujące i przykre lata, sumują się one w końcu w dekady takich wspomnień, co prowadzi do okropnego zgorzknienia na starość. Na szczęście nim zabrnąłem zbyt daleko, udało mi się stłamsić to w zarodku, teraz więc dzieje się coś dokładnie odwrotnego. Jestem tym szczęśliwszy, im starszy, gdyż rok po roku zbieram pozytywne wspomnienia. Nieważne, ile pieniędzy zarabiam czy nie zarabiam, pamiętam przedsięwzięcia pełne dobrej zabawy, szału kreatywności, intymnych przyjaźni, serdecznych uścisków, ludzi, którym pomogłem i tak dalej. Jaki był wtedy mój stan konta – nie pamiętam.

Uzyskiwanie dochodów z pracy twórczej jest świetne. Pozwól, by było częścią wyzwania. Nie czyń jednak pieniądza podstawowym sensem swojej pracy. Nie rób dla pieniędzy rzeczy, których poza tym nie robisz z radością. Lepiej z całego serca podążać swoją drogą – nawet, jeżeli przez to wyrzucą Cię z Twojego własnego domu bo nie masz na czynsz. Mówię z doświadczenia, ponieważ kiedyś mi się to zdarzyło. Wówczas bardzo mnie to oczywiście stresowało, ale jako wspomnienie jest raczej powodem do dumy, a jako historia pomaga zachęcić innych by nie godzili się na życie w stylu zombie.

Z sercem podążaj swoją drogą, zwłaszcza w biznesie. Wykonuj pracę, którą uważasz za szlachetną i dającą spełnienie, a każdy rok kończyć będziesz z poczuciem głębokiej satysfakcji, niezależnie od ilości zarobionych pieniędzy. Jeżeli zaufasz intuicji, będziesz działać z inspiracją i poświęcisz czas na zbudowanie doświadczenia i pozytywnych relacji, prędzej czy później odnajdziesz drogę do stabilności.

Źródło: Never Put Profits First

Spotkanie trenerów

Wpis ten publikuję by, opowiedzieć Ci o nowym twórczym przedsięwzięciu, nad którym pracuję w tym tygodniu, i by zaprosić Cię do przesłania opinii na ten temat.

W ubiegły weekend wygłaszałem przemówienie na wyprzedanych do ostatniego miejsca warsztatach Richa Litvina w Marina del Rey w Kaliforni (Prosperous Coach Mastery Intensive). Program był niesamowity, a Rich wraz z zespołem wykonał naprawdę fantastyczną robotę.

Poza wygłoszeniem przemówienia, jako uczestnik, wziąłem też udział w warsztatach. Wśród wyzwań, które Rich postawił przed nami w czasie dwugodzinnej przerwy na lunch było podjęcie  (właśnie wtedy) próby wygenerowania jakichś pieniędzy. Często stanowi to wyzwanie dla trenerów; niektórym naprawdę ciężko szuka się płatnych zleceń na ich usługi. Wielu z obecnych trenerów w czasie przerwy obiadowej dzwoniło do potencjalnych klientów i oferowało różne pakiety trenerskie. Ostatnia liczba, o jakiej słyszałem, to sprzedaż o wartości przynajmniej dwudziestu tysięcy dolarów wygenerowana podczas tej przerwy przez pięćdziesięciu uczestników. Przez samo sprowokowanie do podjęcia wyzwania Rich zainicjował więc wiele pozytywnych reperkusji. Poza kwestią pieniędzy do najlepszych historii należały te o przełomach, jakie dokonywały się przy otwieraniu nowych relacji trenerskich z klientami, którzy rzeczywiście mogą skorzystać na ich pomocy.

Pomysł generowania kolejnych pieniędzy mnie jednak nie kręcił. Zarobienie większej gotówki (traktowane jako podstawowy cel) nie ma w sobie wystarczającej dozy inspiracji. Przekształciłem więc wyzwanie w coś nieco bardziej osobistego. Określiłem następującą intencję: wyjść i stworzyć pewną wartość w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie stosowałem. Na pomysł wpadłem już po paru minutach: będzie to porcja gotowej inspiracji – do pobrania.

Idea

W czasie przerwy na lunch skontaktowałem się z pięcioma znajomymi, którzy akurat też byli w Kalifornii. Zaproponowałem byśmy wszyscy spotkali się w ciągu najbliższego tygodnia i w przez parę kolejnych dni opracowali od zera nowy produkt. Wśród nich byli inni trenerzy, mówcy i prowadzący seminaria na polu stosunków międzyludzkich i dynamiki społecznej.

Wszyscy w to weszli. W rzeczywistości mój kontakt z nimi w tej sprawie był pewnym zbiegiem okoliczności, gdyż niektórzy już wcześniej mówili o podobnym projekcie. Było to więc zaproszenie z gatunku „miłość od pierwszego wejrzenia”.  🙂

Teraz jestem w Santa Barbara, a praca jest w toku. Wczoraj wieczorem spotkaliśmy się i dyskutowali o pomysłach związanych z projektem. Dążymy do stworzenia nowego programu audio, a nagrania chcemy ukończyć w tym tygodniu. Program będzie spontaniczny i pełen inspiracji; nie mowa tu o programie instruktażowym z konkretnym scenariuszem.

Nagrania audio zdają się być lepszym pomysłem niż wideo, bo oznacza to mniej pracy przy montażu, a poza tym są bardziej przystępne, gdyż można słuchać ich prowadząc samochód czy pzy wykonywaniu innych zadań. Ale być może podczas naszych sesji nakręcimy parę ujęć i zrobimy kilka zdjęć.

A po co to wszystko?

Dyskutowaliśmy o powodach, które nami kierują i jaki wspólny sens moglibyśmy określić. Oto niektóre z naszych priorytetów:

  • stworzyć program, który wspomaga nasz własny rozwój, nie stanowi li tylko dzielenia się wiedzą
  • zbadać i omówić granice naszych stref komfortu, nasze wyzwania aktualnie stojące przed nami
  • płynąć ze strumieniem inspiracji takim, jaki wyniknie w trakcie, bez wcześniejszego ustalania treści
  • w kwestii tematu – coś o związkach, dynamice społecznej, a zwłaszcza pielęgnowaniu i poznawaniu głębokich więzi (ciało, umysł, serce, duch) z innymi ludźmi
  • podzielić się naszymi nieobrobionymi, czystymi myślami, pomysłami i uczuciami
  • pomówić o obszarach rozwoju, co do których nie mamy pewności w kwestii wyboru właściwego kierunku czy podejścia
  • dla każdego coś w stylu grupy trenerskiej czy sesji planowania i przygotowywania, która byłaby też użyteczna dla słuchaczy
  • stworzyć produkt, który będziemy mogli sprzedawać i który ludzie bardzo chcieliby mieć – tak, że dla zespołu powstanie długoterminowy strumień przychodu pasywnego
  • zbadać perspektywę rzeczywistości subiektywnej w aspekcie związków
  • stworzyć coś, z czego skorzystają zarówno mężczyźni, jak i kobiety
  • wyrażać się autentycznie, bez cenzury
  • dobrze się bawić przy tworzeniu tego, dzielić się śmiechem, cieszyć sobą nawzajem, żyć chwilą
  • może będzie to dopiero pierwszy z wielu produktów w tym stylu

Bez problemu zgodziliśmy się w tym względzie. Wspólne wyrażenie tych idei wzbudziło wśród nas dużo energii.

Mucha na ścianie

Pomysł jest więc taki, że Ty, słuchacz, będziesz jak mucha na ścianie, słuchająca grupy sześciu trenerów o różnym pochodzeniu, dyskutujących o swoich największych aktualnych wyzwaniach, głównie na polu relacji. Masz szansę dowiedzieć się, jak w takiej grupie można wzajemnie rzucać sobie wyzwania, działać sobie na nerwy i w końcu pracować razem by pomóc wywołać u każdego przełomowe zmiany spojrzenia.

Każdy facet w naszej grupie przychodzi z innego otoczenia. Każdy ma inne silne i słabe strony. Pewne rzeczy, które dla mnie stanowią wyzwanie, dla moich przyjaciół są proste – i na odwrót.

Poprzedni wieczór spędziliśmy głównie na prowadzeniu burzy mózgów. Dziś zamierzamy rozpocząć pierwsze nagrania, zakładając, że zdołamy zebrać w jednym miejscu dostateczną ilość mikrofonów. Nagrania chcielibyśmy zamknąć do końca tygodnia. Całym nagrywaniem zajmujemy się więc kiedy jesteśmy razem w jednym miejscu, a następnie możemy wziąć się za edycję pracując zdalnie.

Dla mnie jest to próba stworzenia produktu w stylu podobnym do mojego blogowania. Kiedy przychodzi mi pomysł na nowy artykuł, piszę go i publikuję zazwyczaj tego samego lub następnego dnia. W innym razie pomysł praktycznie umiera i danego artykułu nie napiszę już nigdy. Przedsięwzięcie to pomaga mi zbliżyć się do moich granic dyskomfortu –  tworzenia czegoś większego przy tym samym podejściu „działaj natychmiast wraz z inspiracją i pracuj-pracuj-pracuj aż do końca”, no i robienia tego w ramach pełnej frajdy pracy z przyjaciółmi.

Pomysł na ten projekt wpadł mi do głowy dopiero co, w sobotę. Pozostali członkowie zespołu powiedzieli „tak” nim przerwa obiadowa dobiegła końca. W niedzielę spotkałem się z kilkoma z nich. W poniedziałek wszyscy razem byliśmy w Santa Barbara. Tego samego wieczoru zaczęliśmy rozmawiać o tym dlaczego i jak go zrealizować. Odpowiedź na pytanie „jak” zaczęła wyłaniać się szybko, gdyż jako zespół określiliśmy sobie duże, wzmacniające „dlaczego”. Przy takich przedsięwzięciach rozpoczęcie z inspirującym „dlaczego” jest kluczowe.

Nie inspirował nas produkt typu instruktażowego, w którym tak po prostu dzielimy się wiedzą. Nie zainspirowała nas próba zarobienia pieniędzy. Zainspirowało nas to: „Podyskutujmy o naszych granicach komfortu, obszarach niepewności, ciemnych zaułkach rozwoju które nas niepokoją i dezorientują. I zobaczmy, czy możemy się nawzajem przełamać. Zobaczmy co się stanie, jeżeli zbierzemy się razem i porozmawiamy szczerze o swoich wyzwaniach, aktualnych lekcjach i granicach strefy komfortu.”. Ta idea pobudziła nas do działania.

Zespół

Oto kompletny skład naszego zespołu:

Wasze reakcje

Zakładamy, że jeśli projekt ten będzie rozwijającym doświadczeniem dla nas, to będzie takim również dla słuchaczy.

Moje pytania są następujące:

  • Czy kręci Cię ten pomysł? Chciałbyś posłuchać czegoś takiego? Obchodzi Cię to?
  • Jakie miałbyś dla nas sugestie? Co byś dodał, ujął, zmienił?
  • Czy masz jakieś sugestie co do nazwy tego produktu?
  • Gdzie leżą granice Twojej strefy komfortu jeśli chodzi o związki, styl życia i rozwój osobisty?
  • Jakie jest w tej chwili Twoje największe wyzwanie na polu relacji i rozwoju osobistego?
  • Jak możemy sprawić, by to przedsięwzięcie było bardziej pożyteczne dla Ciebie, bez utraty korzyści z naszej strony?

Rozumiem, że związki mogą być dla wielu ludzi delikatną kwestią. Wysyłaj więc swoje odpowiedzi prywatnie, poprzez mój formularz kontaktowy (j. angielski), a ja podzielę się nimi z innymi członkami zespołu. Nie musisz podawać swojego prawdziwego imienia; anonimowość jest w porządku.

Ponadto, gdybyś chciał dowiedzieć się o publikacji tego produktu – na pewno wszyscy damy znać kiedy będzie gotowy. Dobrym sposobem na zagwarantowanie, że tego nie przeoczysz, będzie zapisanie się na newsletter, fanpage, kanał YouTube itp. u jednego z nas.

Źródło: Coaches Coming Together

Jak długo wytrzymasz bez sprawdzania poczty czy portali społecznościowych?

Parę tygodni temu postanowiłem przeprowadzić prosty eksperyment. Polegał on na ograniczeniu częstotliwości sprawdzania poczty i portali społecznościowych do trzech razy w tygodniu. Chciałem zobaczyć, w jaki sposób takie swobodniejsze podejście wpłynie na moją produktywność i relacje społeczne.

Lata temu, kiedy internet był znacznie mniejszy a e-mail nie tak popularny, nie byłoby to nic wielkiego. W połowie lat ’90 nawet w biznesie przechodziło sprawdzanie poczty tylko parę razy w tygodniu. Ludzie zazwyczaj nie oczekiwali szybkiej wymiany informacji tą drogą. A kiedy szybka odpowiedź była rzeczywiście potrzebna, po prostu korzystało się z telefonu.

Dziś sprawdzanie poczty i/lub portali społecznościowych przynajmniej parę razy dziennie stało się powszechne, zwłaszcza w świecie małych firm. W pewnych sytuacjach jest to uzasadnione. Częstsze aktualizowanie informacji oznacza sprawniejszą komunikację z klientem. Szybkość oznacza wysoką klasę, szczególnie w obsłudze klienta. Krótszy czas odpowiedzi może więc dać firmie przewagę konkurencyjną.

Takie częste aktualizacje nie są jednak pozbawione kosztów. Jeżeli należysz do ludzi będących wciąż „na bieżąco”, możesz spotkać się z następującymi niedogodnościami:

  • obniżona zdolność do skupienia się
  • kierowanie się pilnością zadań, tracenie z oczu tego, co ważne
  • zmaganie się z częstym rozpraszaniem uwagi
  • myśli o innych ludziach stale krążące w Twojej głowie
  • nasilające się uzależnienie; nadmierne odświeżanie informacji, często bez namysłu
  • zmniejszona produktywność
  • ograniczone życie osobiste „w realu”
  • utrata umiejętności właściwego określania priorytetu otrzymywanych wiadomości
  • poświęcanie wiadomościom zbyt wiele czasu
  • odwrócenie uwagi od własnych, osobistych celów
  • marnowanie czasu, który można wykorzystać lepiej na co innego

A oto parę kluczowych korzyści, jakie zauważyłem rzadziej logując się na internetowe konta:

  • było mi znacznie łatwiej się skupić na własnych celach i przedsięwzięciach
  • więcej zadań doprowadzam do końca; te tygodnie należą do najbardziej produktywnych od lat
  • cieszyłem się poczuciem dużej ilości dostępnego czasu, tak jakbym każdego dnia miał więcej przestrzeni na pracę, życie i zabawę
  • minęła mi chęć aktualizowania statusów tylko po to, żeby coś napisać
  • odczułem znaczny spadek poczucia ważności maili i mediów społecznościowych; odsunęły się one gdzieś w tło mojego życia
  • każdego dnia spędzałem mniej czasu na myśleniu o mailach i portalach społecznościowych
  • kładłem się spać o bardziej stałych porach (żadnego dyskutowania do późnej nocy) i z łatwością wstawałem o piątej rano przez siedem dni w tygodniu
  • opublikowałem mniej aktualizacji statusów oraz odpowiedziałem na mniej maili i prywatnych wiadomości
  • otrzymałem znacznie mniej odpowiedzi i komentarzy (dałem ludziom mniej powodów do odpowiadania, dla mnie więc mniej czytania)
  • łatwiej było mi świadomie określać priorytet poszczególnych wiadomości, patrząc na nie w kontekście nagromadzonej przez kilka dni całości
  • tygodniowo oszczędzałem po kilka godzin, które mogłem poświęcić na bardziej satysfakcjonujące, produktywne zadania
  • częściej ćwiczyłem fizycznie (5-7 razy w tygodniu)
  • czułem się bardziej zrelaksowany i mniej zestresowany, ale też bardziej zmotywowany
  • ukończyłem parę projektów nie publikując ani jednej aktualizacji statusu na ich temat (kogo obchodzi, że w tym miesiącu wstawiłem nowy bojler?)
  • znacznie mniej świerzbiło mnie zarówno mentalnie, jak i emocjonalnie by często i o różnych porach sprawdzać, co tam nowego
  • mniej świadom byłem tego, co robili moi internetowi „przyjaciele”, za to bardziej świadom tego, co robię ja sam, jak i osoby mi najbliższe
  • bardziej cieszyłem się czasem spędzanym z dzieciakami, czułem silniejszą więź z nimi

Oto negatywne konsekwencje, z jakimi się spotkałem:

  • przeoczyłem aktualnego maila z zaproszeniem na grę w disc-golfa (zazwyczaj grywamy w soboty, ale tym razem było to specjalne zaproszenie na grę w niedzielę)

Poważnie, to jedyna negatywna konsekwencja, jaka przychodzi mi do głowy – apokalipsą bym tego nie nazwał.

Poza tym trzeba było trochę się dostosować do nowej sytuacji, ale tego do negatywnych konsekwencji bym nie zaliczał. Załóżmy, że ktoś chce umówić ze mną rozmowę telefoniczną czy na Skypie, albo na osobiste spotkanie. Rozwiązanie: muszę po prostu zaplanować to z większym wyprzedzeniem, dając sobie dość czasu na wymianę maili związanych z tymi ustaleniami.

Może się zdarzyć, że przeoczę jakieś zaproszenia na ostatnią chwilę. Te wiadomości typu: „Hej, wiesz co? Jestem dziś w Vegas. Spotkajmy się!” mogą zostać zauważone już po fakcie. W stosunku do wszystkich korzyści nie jest to jednak jakaś wielka sprawa.

Pora dnia

Odkryłem, że najlepszą dla mnie porą dnia na zajmowanie się mailami i portalami społecznościowymi jest wieczór. Zauważyłem, że zająwszy się tym bliżej początku dnia, później odczuwałem zbyt dużą pokusę kolejnego sprawdzenia co nowego parę godzin później. Ściąganie poczty między piątą a ósmą wieczorem sprawdzało się to bardzo dobrze. Po pierwsze, w ciągu dnia skupiałem się na innych sprawach. Po drugie, znikał motyw do prokrastynowania poprzez spędzanie przy wiadomościach nadmiernych ilości czasu, bo w tym momencie, o ile był to dzień roboczy, pracę miałem już za sobą. Po trzecie, przy odpowiadaniu na prywatne wiadomości byłem bardziej zrelaksowany, bo nie czułem się zmuszony do odsuwania w czasie moich codziennych spraw; co najwyżej kolację zjadłem trochę później.

Które dni?

Wychodzi na to, że moim ulubionym układem było sprawdzanie poczty w niedziele, czwartki i piątki. Dzięki temu na początku każdego tygodnia miałem do dyspozycji solidny blok czasu (96 godzin) na zajmowanie się konkretną robotą. Od poniedziałku do czwartkowego wieczora mogłem pracować bez rozpraszania uwagi pocztą czy portalami społecznościowymi.

A co, jeżeli ktoś napisał do mnie w poniedziałek i nie dostał odpowiedzi aż do czwartku wieczorem? Mój biznes nie zależy w takim stopniu od szybkości reakcji, także nie będzie z tym wielkiego problemu.  Kto potrzebuje pilniejszego kontaktu, może zadzwonić czy napisać SMS. Rozpoczynając eksperyment uprzedziłem o nim takie osoby, wiedzą więc one czego powinny się spodziewać. Jak na razie działa to po prostu dobrze. Tak naprawdę niektórzy zaciekawili się na tyle, że w efekcie sami postanowili przemyśleć swoje nawyki związane w obecnością sieci.

Z początku czterodniowy okres bez maila wydawał się dość długi, ale zdążyłem naprawdę go polubić. Świetnie jest mieć takie poczucie masy czasu poza siecią, dostępnego na pracę i życie bez zawracania sobie głowy wydarzeniami w świecie online. Wiem, że zawsze mogę zająć się nim później.

Wyjątki

Sprawdzanie poczty i logowanie się na portale społecznościowe trzy razy w tygodniu staje się moim nowym domyślnym zwyczajem. Myślę, że robię to już dostatecznie długo (już czwarty tydzień), by stosunkowo łatwo utrzymać nawyk. Moim celem było przełamanie schematu nadmiernego, niepotrzebnego kontrolowania sytuacji w sieci i zastąpienie tego czymś bardziej produktywnym i sensownym, ale nie w niepraktycznie sztywny sposób. Jeżeli z jakichś powodów uznam to za konieczne, zawsze mogę zaplanować ekstra sprawdzenie. Kiedy na przykład publikuję nowy wpis na blogu, puszczenie aktualnego statusu z informacją o tym ma sens; w niektórych przypadkach mogę to zrobić właściwie bez wchodzenia na daną stronę.

Załóżmy, że zarejestrowałeś się na jakiejś stronie i potrzebujesz kliknąć link aktywacyjny wysyłany mailem, musisz więc zajrzeć na swoją pocztę. Pozwolisz sobie na zalogowanie do swojej skrzynki jedynie by kliknąć link, nie zajmując się przy tym niczym innym? Klikniesz link, ale też obrobisz wszystko inne, co pojawiło się w skrzynce mailowej? A może może zdecydujesz dokończyć proces rejestracji przy następnym planowanym sprawdzaniu poczty?

Decyzje takie możesz z początku podejmować dla poszczególnych przypadków na bieżąco, a kiedy dostrzeżesz pewne schematy, wypracujesz bardziej ogólną metodę. Sporadyczne sprawdzenie poczty od czasu do czasu nie zaszkodzi Twojej produktywności, o ile nowe podejście już się zakorzeniło. W kluczowych pierwszych dwóch-trzech tygodniach sporadyczne logowania mogą jednak wpłynąć negatywnie na sam proces ustanawiania nowego nawyku.

Najważniejsze lekcje

Oto podsumowanie najważniejszych wniosków z eksperymentu:

  1. Częstsza styczność ze środkami komunikacji internetowej sprawia, że wydaje się ona stosunkowo bardziej ważna na tle innych Twoich celów, przedsięwzięć i pragnień. Może to prowadzić do nierównowagi w określaniu priorytetów co do spędzania czasu, nie mówiąc już o uzależnieniu. I na odwrót – rzadsze sprawdzanie sprawia, że cała ta komunikacja wygląda na mniej ważną i pomaga przełamać dotychczasowe uzależnienie.
  2. Im częściej odpowiadasz na wiadomości czy wrzucasz aktualne statusy, tym więcej odpowiedzi i komentarzy otrzymujesz, masz więc jeszcze więcej czytania oraz, potencjalnie, odpowiadania (a potem więcej odpowiedzi na Twoje odpowiedzi, i tak dalej, i tak dalej). Im mniej natomiast sprawdzasz wiadomości i wysyłasz nowych statusów, tym mniej odpowiedzi dostajesz, co przekłada się na mniej rzeczy do czytania i odpowiadania; każdego tygodnia możesz oszczędzić całe godziny.
  3. Jeżeli zdrowe praktyki zarządzania czasem są dla Ciebie ważne, mądrze jest z góry racjonalnie zdecydować, kiedy właściwie i jak często potrzebujesz sprawdzać wiadomości. Następnie trzymaj się planu. Kiedy ciągnie Cię do częstszego sprawdzania, prawdopodobnie stare zwyczaje wciąż jeszcze trzymają się zbyt mocno. Aby je osłabić, na początek znacznie ogranicz częstotliwość logowań (cztery razy w tygodniu albo mniej). Inaczej będziesz tracić masę energii by siłą woli powstrzymywać się przed tak częstym sprawdzaniem.

Pamiętaj, że dobre nawyki działają jak na autopilocie, a ich utrzymanie nie wymaga dużej siły woli. Z neurologicznego punktu widzenia samodyscyplina jest ograniczonym zasobem. Jeżeli codziennie musisz odwoływać się do samodyscypliny żeby nie poddawać się pokusom, niepotrzebnie zużywasz ten zasób, aż zabraknie go kiedy naprawdę będzie potrzebny. Twój mózg jest w stanie wykorzystać tylko daną ilość samodyscypliny (zazwyczaj dość niewielką), używaj jej więc do ustanowienia sensownych nawyków, które później dbają już o siebie same – po pierwszych 2-3 tygodniach. Czasami trzeba na parę tygodni nabrać dystansu do starych zwyczajów, by te miały szansę osłabnąć.

Szlif i poler

Ja czuję się dobrze ze sprawdzaniem poczty i portali społecznościowych trzy razy w tygodniu, a krótkoterminowe korzyści są co najmniej obiecujące, póki co zamierzam więc przy tym pozostać. Dwa razy w tygodniu też powinno być w porządku (przypuszczalnie czwartki i niedziele), co być może przetestuję w grudniu. Zejdę może nawet do jednego razu w tygodniu, z tym, że to może się wiązać z dłuższymi opóźnieniami przy pewnych rzeczach, jak planowanie rozmów telefonicznych, myślę więc, że dwa-trzy razy w tygodniu będą optymalne.

A jak ze sprawdzaniem poczty na telefonie, kiedy jesteś poza domem – powiedzmy, w wolnych chwilach oczekiwania w kolejce? Doszedłem do wniosku, że generalnie jest to zły pomysł. Chociaż na pierwszy rzut oka metoda wydaje się efektywna, to wzmacnia ona też pewne złe mentalne nawyki, takie jak stałe myślenie o tym, co też może się dziać w sieci; potencjalnie utwierdzając też rozpraszające uzależnienie. Odkryłem, że sensowniej jest przeczytać parę kolejnych stron e-booka, czy po prostu pomyśleć o swoich celach albo decyzjach, które muszę wkrótce podjąć.

Przedstawiłem co funkcjonuje w moim przypadku, w oparciu o osobiste próby. Twoja sytuacja może być oczywiście inna. Sens opisywania tego wszystkiego leży w skłonieniu Cię do samodzielnego eksperymentowania i odkrycia, co działa najlepiej dla Ciebie – zwłaszcza gdy czujesz, że jesteś w sieci zdecydowanie za często.

Częstotliwość sprawdzania zależy wyłącznie od Ciebie. Nawet, jeżeli Twoja praca „wymaga” częstego sprawdzania poczty, to sam sobie tę pracę wybrałeś i jeżeli utrwala ona u Ciebie złe nawyki, to masz pełne prawo ją rzucić. Jeżeli sądzisz, że w pracy oczekuje się od Ciebie częstego sprawdzania poczty, możesz renegocjować te oczekiwania i zachęcać ludzi do korzystania z innych dróg komunikacji w przypadku naprawdę pilnych wiadomości. Możesz też założyć do pilnej komunikacji jedno konto mailowe, które będziesz sprawdzać często, a do pozostałych spraw używać innego, rzadziej sprawdzanego konta.

Jeżeli aktualnie sprawdzasz pocztę wielokrotnie w ciągu dnia, zachęcam Cię do wypróbowania układu ze sprawdzaniem inaczej niż codziennie, aby przekonać się jak to jest. Spróbuj na przykład co drugi dzień (a wtedy tylko raz dziennie, najlepiej wieczorem) i zobaczysz jak to jest. Z początku może być ciężko, ale przyzwyczaisz się. Jeśli to zrobisz, na nowo ułożysz swoje myślenie i pozwolisz, by podniósł się priorytet innych Twoich celów.

Tego typu eksperyment nadaje się również do zastosowania metody 30-dniowej próby.

Kiedy po raz ostatni miałeś przynajmniej trzydniową przerwę od sprawdzania poczty i portali społecznościowych? Jeżeli przypuszczasz, że było to rok temu czy więcej, albo tylko ze względu na ekstremalne okoliczności takie jak choroba, to rzucam Ci wyzwanie podjęcia takiej próby. Niech poczta poczeka na Twoje cele. Nie pozwól, by Twoje cele czekały, aż skończysz zajmować się pocztą.

Źródło: How Many Days Can You Go Without Checking Email or Social Media

Jak działać, żeby dostawać same piątki?

Zaczynając liceum postanowiłem zostać piątkowym uczniem, i to mimo, że nigdy wcześniej tego nie robiłem. Wydawało się to ciekawym celem dla czternastolatka. Ponieważ w tamtym czasie moje życie obracało się wokół szkoły, doszedłem do wniosku, że może mi się to udać

Za pierwsze wypracowanie z angielskiego zarobiłem tróję z plusem. Trochę się wkurzyłem. Byłem przekonany, że dałem z siebie wszystko.

Zamiast uznać, że ta trója z plusem oznacza porażkę w dążeniu do mojego celu, postawiłem pytanie: „Dlaczego nie dostałem piątki? Jak wyglądałoby wypracowanie na piątkę?”.

Kiedykolwiek za szkolne zadanie dostawałem ocenę niższą niż pięć, pytałem zawsze: „Co powinienem zrobić inaczej, żeby dostać piątkę?”.

Kiedy nie miałem pewności, pytałem nauczyciela i uważnie słuchałem odpowiedzi. Powiedziałem nauczycielom, że chcę mieć same piątki na świadectwie i zapytałem co muszę zrobić, żeby to osiągnąć. Chętnie mi odpowiadali. Brałem sobie do serca ich porady i stosowałem się do sugestii.

Szybko przestawiłem się na sposób myślenia oraz nawyki które były konieczne, by stale otrzymywać same piątki, i trzymałem się tego przez cztery lata. Liceum skończyłem z najwyższymi honorami, wzorowymi referencjami i garścią listów o przyjęciu na najlepsze informatyczne uczelnie naukowe jak UC, Berkeley, UCLA, Caltech, Carnegie Mellon i inne.

Niespodzianką jest to, że zarabianie samych piątek wymagało prawdopodobnie mniej pracy, niż jazda na niższych ocenach. W trybie piątkowego studenta materiał opanowujesz od razu, kiedy tylko jest wprowadzany. Nie robisz sobie zaległości. Przez cały czas dbasz, by być na bieżąco z zadaniami do zrobienia.  Nie grzęźniesz w bałaganie czy dezorientacji. Jeżeli czegoś nie rozumiesz, wiedzę uzupełniasz tak szybko, jak to możliwe. Jeżeli potrzebujesz pomocy, prosisz o tę pomoc od razu. NIE robisz zaległości.

Studenci uzyskujący niższe stopnie często pracują ciężej, podchodzą do tego bowiem niechlujnie. Ulegają złym nawykom, jak robienie zadań domowych na ostatnią chwilę, pod presją. Na egzamin przychodzą zmęczeni i zestresowani, zamiast zrelaksowani i przygotowani. Nie przyswajają informacji kiedy te są im przedstawiane; starają się wkuwać je później, kiedy mają mniej czasu, presja jest większa, a obycie z tematem mniejsze. Dostają czwórki czy trójki i myślą, że tak jest OK, zamiast zająć się opanowaniem tego, co jest potrzebne do uzyskania piątki.

Dla piątkowego studenta czwórka to wpadka. Tak samo czwórka z plusem. Tak samo piątka z minusem.

Kiedy za cokolwiek dostawałem piątkę z minusem, uznawałem to za błąd. Nie robiłem sobie za to wymówek. Po prostu wciąż pytałem: „Dlaczego nie piątka? Co muszę zrobić inaczej?”.

Kiedy schrzaniłem jakiś drobiazg, coś czego nie mogłem w rozsądny sposób uniknąć, po prostu zapominałem o błędzie i szedłem dalej. Ale jeżeli byłem w stanie określić przyczynę błędu której dałoby się zapobiec, notowałem to i szukałem sposobu na odpowiednią zmianę nawyków. Weźmy dla przykładu prosty błąd arytmetyczny na sprawdzianie z matmy – w większości przypadków mogłem wybronić się przed takimi wpadkami, zaraz po zrobieniu każdego zadania powtarzając wszystkie kroki działań arytmetycznych, nie przyglądając się swojej wcześniejszej pracy. Jeżeli uzyskiwałem inne wyniki, to oczywiście musiałem gdzieś popełnić błąd i mogłem cofnąć się by go poprawić przed oddaniem sprawdzianu, zakładając że jeszcze miałem czas. Nauczyłem się też powoli korygować teksty pod względem pisowni i błędów gramatycznych oraz sprawdzać w słowniku każde słowo, którego nie byłem pewien.

Jak się ostatecznie okazało, otrzymywanie samych piątek wiązało się z serią prostych nawyków. Prace domowe odrabiałem każdego wieczora przy biurku w sypialni, zanim zabrałem się do odpalenia jakiejkolwiek gry. Jeżeli była taka możliwość, zawsze brałem dodatkowe zadania. Chętnie pomagałem innym studentom, którzy chcieli pomocy przy swoich zadaniach – częściowo dlatego, że pomagało mi to lepiej opanować materiał, a częściowo dlatego, że wyrabiałem sobie lepszą pozycję w klasie.

Rozumiem, że w ocenianie bywa bardzo swobodne. Ocenianie często może wydawać się niesprawiedliwe. Pewne ciekawe badania wykazały, że im później po posiłku nauczyciel ocenia Twoją pracę domową czy sprawdzian, tym niższa jest ocena. Nauczyciele hojniej rozdają dobre oceny, kiedy mają wyższy poziom cukru we krwi. Najlepiej więc, kiedy nauczyciel ocenia Twoją pracę zaraz po jedzeniu. A ty prawdopodobnie w większości przypadków nie masz na to wpływu.

Ale możesz też obracać nauczycielskie skłonności na swoją korzyść. Jeżeli powiesz nauczycielowi, że chcesz być prawdziwym piątkowym uczniem, zakorzeni się to gdzieś w jego umyśle. Często będzie Ci pomagać w osiągnięciu tego celu, zwłaszcza kiedy prosisz o pomoc i porady. Może on nawet decydować na Twoją korzyść w niejednoznacznych sytuacjach, oceniając coś bardziej subiektywnie kiedy wie, że Twoim poważnym celem jest uzyskanie piątki. Zazwyczaj nie będzie tego robić bez przerwy, ale korzystne nagięcie subiektywnych aspektów dzięki przeciągnięciu nauczycieli na swoją stronę nie boli.

‎Zdobywanie samych piątek wiąże się oczywiście z Twoim podejściem i wydajnością, ale też z Twoim stosunkiem do nauczycieli. Jeżeli myślisz, że nauczyciel nie może czy nie zechce obniżyć Twoich ocen z powodu problemów z Twoim podejściem, pomyśl jeszcze raz. Nauczyciel też człowiek. Nawet jeżeli świadomie nie zdaje sobie sprawy ze swoich skłonności, to skłonności te ujawnią się na podświadomym poziomie. Wielokrotnie wykazywały to statystyczne analizy wzorców oceniania u nauczycieli.

Ze względu na subiektywną naturę oceniania, zwłaszcza przy niektórych nieścisłych przedmiotach, szybko zdałem sobie sprawę, że mógłbym wzorowo wykonać całą związaną z przedmiotem pracę, a i tak nie byłbym całkowicie pewien uzyskania solidnej piątki. Ale kiedy rozwijałem i utrzymywałem pozytywne relacje z nauczycielami, piątka była dość pewna, a silna relacja dawała mi też nieco swobody. Mogłem od czasu od czasu z czymś nawalić i mimo to dostać piątkę, jeżeli nauczyciel wierzył że zrobiłem dość (albo więcej niż dość) aby ją dostać. Nauczyciele często gotowi byli wybaczyć parę błędów jeżeli widzieli, że student stara się na poważnie.

Poświęcając się uzyskiwaniu samych piątek przebudowałem swoją tożsamość w taki sposób, która pasowała do piątkowego studenta. Nie minęło wiele czasu, nim przyswoiłem sobie inne zachowania, które uważałem za odpowiednie dla studenta z samymi piątkami.

W liceum pozytywne relacje z nauczycielami rozwijałem wykazując większe zainteresowanie przedmiotami, których uczyli, co w końcu było ich pracą. Nawet, jeżeli dostawałem już piątki, prosiłem o więcej informacji na najbardziej interesujące mnie tematy. Wykazywałem się ciekawością uczenia się więcej ponad to, czego uczono w klasie. Pytałem nauczycieli nad czym jeszcze pracowali i czy mogliby czymś z tego ze mną się podzielić. Kręciłem w okolicy się po zajęciach i wygłupiałem się. Czasami dołączałem do kół naukowych, w które zaangażowani byli nauczyciele. Nie robiłem tego z zamiarem manipulacji ani z każdym z nauczycieli. Robiłem tak tylko kiedy byłem autentycznie ciekaw.

W konsekwencji zaproszony zostałem do wzięcia udziału w paru innych wydarzeniach naukowych, o których innych studentów nie informowano. Bywałem na specjalnych wycieczkach w teren, jak na przykład do laboratoriów napędu odrzutowego w Pasadenie w Kalifornii. Dawano mi dostęp do dodatkowych źródeł jak książki i oprogramowanie. Zapraszano mnie do wzięcia udziału w kursie na poziomie uniwersyteckim na USC, kiedy byłem jeszcze w liceum, dzięki czemu uzyskałem zaliczenie przedmiotu akademickiego. Zaproponowano mi też rolę kapitana pierwszej akademickiej drużyny w dziesięcioboju.

Sami ustanawiamy swoje standardy. Jeżeli czwórki Ci wystarczają, to Twój wybór. Ale tak wiele najwyborniejszych okazji w życiu zarezerwowanych jest dla tych najskuteczniejszych osób, które stale dążą do doskonałości. Ludzie ci uzyskują niekończący się strumień pozytywnych zaproszeń.

Uzyskiwanie samych piątek wcale nie wymaga więcej pracy. Wymaga innego sposobu myślenia i innego zestawu nawyków, ale wiąże się to właściwie z mniejszą ilością pracy, zwłaszcza, kiedy spojrzeć w długoterminowej perspektywie. Jeżeli na wczesnym etapie życia będziesz uzyskiwać same piątki, zdobędziesz wiedzę i umiejętności, na których będziesz mógł oprzeć się później. Nie zawsze wiesz, jaką rolę odegrają te umiejętności.

Mogłem uznać, że nie potrzebuję być dobry w pisaniu czy gramatyce bo już w liceum wiedziałem, że celuję ku karierze technicznej. Nie mogłem przewidzieć, że ostatecznie będę wspaniale zarabiał na życie na pisaniu i przemawianiu. W czasach mojej edukacji nie istniało coś takiego jak blogowanie. Ale jestem głęboko wdzięczny, że wcześniejszy „ja” poświęcił się tak poważnie tym podstawowym umiejętnościom. Wyposażył mnie on w pewne cenne zwyczaje, które służą mi dobrze po dziś dzień. Gdyby poprzestał na trójach z plusem, położył by na mnie brzemię późniejszej konieczności ponownej nauki pisania lub zadowolenia się słabymi umiejętnościami w tym zakresie.

Nawet jeżeli w tej chwili nie jesteś w szkole, to życie samo w sobie jest szkołą. Wciąż jesteś oceniany. Twoimi ocenami są efekty, jakie uzyskujesz. Życie Cię ocenia.

Jesteś zadowolony ze swoich aktualnych ocen? A może czujesz, że nie wykorzystujesz w pełni swojego potencjału? Jakiego rodzaju wyzwanie na dziś byłoby odpowiednikiem samych piątek? Co będzie potrzebne by wybić się na czoło w swojej klasie, by stać się jednym z najskuteczniejszych wśród rówieśników i by rozwinąć pozytywne relacje z mentorami i by się od nich uczyć?

Jaka jest dziś Twoja wizja osobistej doskonałości?

Kiedy już określisz swój dzisiejszy standard „samych piątek”, poświęć się mu. Kiedykolwiek nie do końca Ci się coś uda, zawsze pytaj: „Co muszę zrobić, żeby dostać tu piątkę?”. Następnie zrób to, co konieczne, by tę piątkę mieć.

Ponadto stale myśl o sobie jako o piątkowym studencie. To nie jest ktoś inny. To Ty. To Tobie się powodzi, to Ty działasz, to Ty poświęcasz się osobistej doskonałości.

Źródło: How to Earn Straight A’s

Systemy Przychodu Pasywnego

Do generowania przychodu pasywnego potrzebujesz sposobu na utrzymywanie stale płynącego dochodu dochodu bez konieczności wykonywania większych ilości zasadniczej pracy. Jeżeli musisz dalej pracować dzień po dniu by Twój dochód nie spadał, to zarabiasz aktywnie, a nie pasywnie. Przychód pasywny płynie nawet jeżeli nie pracujesz aktywnie.

Wiele form przychodu pasywnego wymaga dalej codziennych czy cotygodniowych czynności związanych z utrzymaniem, jak wypełnianie zamówień czy zajmowanie się obsługą klienta, ale nie oznacza to, że sam musisz wykonywać te zadania. Możesz delegować je na innych ludzi, firmy czy technikę. Żeby Twój przychód był pasywny (to znaczy, że nie musisz robić wiele by utrzymać przepływ gotówki), musisz zdejmować sprawy ze swojego grafiku, ale one tak czy inaczej muszą być załatwiane.

System przychodu pasywnego to pewna forma delegowania. Co jest delegowane – i komu? Jak będą załatwiane konieczne sprawy, jeżeli nie będziesz zajmował się nimi sam? Twój system przychodu pasywnego musi odpowiadać na te pytania.

Ja uwielbiam delegować zadania na technikę, bo jest szybka, wydajna, stabilna i niedroga. Technikę dobrze się też skaluje, to znaczy – można zwiększać moc obliczeniową, co nie wymaga wiele ponad zapłatę za tę moc. Działa to dobrze w przypadku biznesów internetowych.

Przykładowo dystrybucję tego artykułu deleguję na mój serwer. Wyślę go na serwer i kliknę przycisk „Publikuj”, a wtedy różnorodny sprzęt z oprogramowaniem zajmie się resztą. Bez tej techniki musiałbym zastosować jakiś inny sposób dystrybucji. Technika jest w dzisiejszych czasach tak wszechobecna, że łatwo jest przeoczyć co dla nas robi i brać to za coś oczywistego, ale może ona pełnić kluczową rolę w każdym systemie przychodu pasywnego. Jak bez tej techniki miałbym dystrybuować kopie każdego artykułu jaki napisałem do milionów czytelników z całego świata, którzy każdego miesiąca odwiedzają moją stronę? Dokonanie tego ludzkimi rękami byłoby ogromnym wysiłkiem.

Zauważ, że kiedy opierasz się na technice w zakresie komunikacji, to już korzystasz z pasywnych systemów. Twoje wiadomości przepływają przez sprzęt, który został zaprojektowany, wykonany i jest utrzymywany przez innych. Nie musisz płacić bezpośrednio tym ludziom, ale oni pracują dla Ciebie każdego dnia. Już teraz korzystasz z tych systemów. Tak więc jeżeli aktualnie polegasz na takich systemach w zakresie komunikacji, to dlaczego nie miałbyś wykorzystać ich również w odniesieniu do swojego przychodu?

Możesz też delegować zadania na innych ludzi i firmy by nie mieć ich na swojej głowie. W typowym układzie partnerskim możesz delegować na inną firmę obsługę zamówień, ich realizowanie plus obsługę klienta. Jeżeli na przykład bierzesz udział w programie partnerskim Amazona żeby sprzedawać rzeczy, to właściwie delegujesz na nich znaczną część roboty. Z Twojej perspektywy program partnerski może wyglądać bardzo pasywnie, ale jest tak dlatego, że Amazon zapewnia wykonanie aktywnej pracy aby możliwe było uzyskanie prowizji partnerskich.

Buduj Lub Pożyczaj

Masz kilka możliwości wdrożenia własnego systemu przychodu pasywnego:

  1. Możesz zaprojektować i zbudować od zera własny system przychodu pasywnego.
  2. Możesz dowiedzieć się w jaki sposób inni ludzie uzyskują przychód pasywny i skopiować ich podejście.
  3. Możesz wykorzystać czyjś gotowy system (zazwyczaj płacąc za tę możliwość).
  4. Możesz wykorzystać kombinację dowolnych z powyższych możliwości.

W różnych momentach używałem wszystkich tych sposobów. Nie mogę jednak ogólnie zarekomendować jednego z powyższych jako lepszego od pozostałych. Najbardziej inteligentny wybór zależy od różnorodnych czynników, jak ograniczenia czasowe, budżetowe, osobiste silne strony i osobiste cele.

Jeżeli stoisz przed poważnym wyzwaniem, bardzo opłacalne może być zaprojektowanie i wdrożenie własnego systemu przychodu pasywnego zupełnie od zera. Zaletą takiego podejścia jest to, że sam projektujesz system, więc znasz jego wewnętrzny sposób działania i możesz modyfikować go jak chcesz. Wadą tej metody jest to, że może wymagać wiele pracy i może minąć nieco czasu zanim ruszą pierwsze strumienie przychodu. Innowacja jest ryzykowna. Czasami ryzyko się opłaca. Czasami nie.

Bardziej powszechne jest zapożyczanie pomysłów od innych. Po co na nowo wynajdować koło? Dowiedz się, co działa dla innych, i wykorzystaj podobne metody dla siebie. Jest masa książek i systemów autorstwa przedsiębiorców, którzy chętnie pokażą Ci jak zrobić to, co im się udało. Niektórzy gotowi są dzielić się szczegółami swoich systemów za darmo, podczas gdy inni zrobią to za opłatą. Nawet kiedy jest jakaś opłata, zakup czyjegoś systemu może zaoszczędzić Ci ogromne ilości czasu i energii.

Kiedy ja próbowałem zbudować jakiś system sprzedaży moich gier w latach ’90, kupiłem sobie książkę „Jak Sprzedawać Swoje Oprogramowanie”, autorstwa Boba Schenota. Bob dzielił się szczegółami swojego systemu, a ja byłem w stanie zaadaptować wiele jego porad do swojego własnego biznesu, co zaoszczędziło mi masę czasu. System tamten na dzień dzisiejszy wyglądałby bardzo przestarzale (był w dużej mierze „przedinternetowy”), ale pomógł mi dobrze wystartować w kierunku budowy własnego systemu.

Pozornie niedrogim podejściem jest używanie czyjegoś gotowego systemu. Przykładem tego jest udzielenie licencji na swoją książkę jakiemuś wydawcy czy sprzedawanie jej na Amazonie. Może to wyglądać na niezły układ, bo nie musisz płacić za nic z góry, ale może też być dużo droższe jeżeli radzisz sobie dobrze, ponieważ może się okazać, że oddajesz znaczny procent wartości swojej sprzedaży właścicielowi systemu. To podejście bywa najłatwiejsze na początek. Dostawcy systemów w tej kategorii mogą być bardzo dobrzy jeśli chodzi o przetwarzanie zamówień i zajmowanie się obsługą klienta, ale zazwyczaj nie zapewniają wiele wsparcia marketingowego, więc może być ciężko zostać zauważonym przy współpracy z nimi. To rzekłszy – mogą oni odwalić dla Ciebie kawal roboty, czyniąc Twój przychód bardzo pasywnym.

Dobre wieści są takie, że nie musisz rozumieć jak buduje się system przychodu pasywnego od zera, by takiego używać, zupełnie tak jak nie musisz wiedzieć jak od zera zbudować komputer żeby go używać.

Moim osobistym ulubieńcem jest mieszane podejście. Zbieram od innych wiele dobrych pomysłów, ale lubię nadawać rzeczom mój własny rytm i stale ulepszać swoje źródła przychodu pasywnego wraz z ich rozwojem. Rzadko kiedy używam gotowych cudzych systemów, często dlatego, że uważam ich metody marketingowe za niedopasowane do moich odbiorców, tak że ostatecznie tak czy inaczej muszę poprawiać elementy marketingowe nawet, jeżeli sam produkt czy usługa pasuje mi dobrze.

Kupować Czy Nie Kupować

Jednym z pytań, jakie z pewnością Ci się nasuną, jest czy powinieneś czy nie powinieneś kupować systemy kogoś innego, płacąc na przykład za wiedzę i materiały

Ogólnie uważam że to dobry pomysł, zwłaszcza kiedy dopiero zaczynasz, ale tylko kiedy jesteś ostrożny w tym względzie. Możesz zmarnować masę pieniędzy kupując niskiej jakości systemy zarabiania pieniędzy od przypadkowych internetowych handlowców. Z drugiej strony – płacenie za dobry system może też dostarczyć ogromnej wartości. Możesz w krótkim czasie dowiedzieć się tego, co komu innemu zajęło lata czy nawet dekady bolesnego składania wszystkiego do kupy.

Ja trochę przeginałem kiedy przychodziło do płacenia za to, co wyglądało na wysokiej jakości wiedzę w tym obszarze i marnowałem pieniądze na coś, co okazywało się bełkotem czy przestarzałymi informacjami. Potem bardzo się ograniczyłem i zrobiłem się bardzo skąpy, przez co straciłem parę łatwych okazji. Ostatecznie przyjąłem podejście, które uważam za bardziej praktyczne i realistyczne. Gotów jestem płacić za wiedzę o systemach jeżeli myślę, że będę w stanie efektywnie ją zastosować i jeżeli informacje pochodzą z wysokiej jakości źródła. Dla mnie źródłem wysokiej jakości jest osoba która wydaje się sama z siebie chcieć pomóc ludziom w zrozumieniu i zastosowaniu metod, których uczy, w przeciwieństwie do takiej, która chce tylko sprzedać niskiej jakości informacje by zarobić więcej pieniędzy. Ponadto system wysokiej jakości to taki, który działa już w realnym świecie.

Zazwyczaj kiedy dziś płacę za wiedzę o systemach, nie mam na celu wdrożenia czyjegoś gotowego systemu u siebie. Poszukuję po prostu świeżych pomysłów jakie mógłbym wykorzystać by ulepszyć moje systemy. Jakie są najnowsze i najlepsze pomysły, które inaczej mógłbym przeoczyć?

Wiem, że kiedy przechodzimy do marketingu, to ludzie sprzedający tamte systemy mogą próbować manipulowania moimi emocjonalnymi przyciskami, podając dodatkowe zachęty do zakupu. Staram się jak potrafię zignorować te taktyki sprzedażowe i patrzeć na potencjalną wartość bardziej obiektywnie.

Jako, że wiem, że ludzie będą mnie o to pytać, podzielę się paroma konkretnymi rekomendacjami systemów, jakie możesz wykorzystać by generować dziś przychód pasywny w sieci.

Site Build-It

Polecam Site Build-It (SBI) od początku 2008 r., dając im tysiące nowych klientów. Dziś nadal z całego serca polecam tę usługę za wyróżniające się połączenie techniki, narzędzi, hostingu i edukacji. Starali się oni stworzyć rozwiązanie typu „wszystko w jednym”, które pomaga ludziom budować skuteczne biznesy internetowe (nie tylko strony internetowe) i naprawdę to robią.

SBI stale rozwija się pod względem technicznym, i nie tak dawno mieli dużą aktualizację, więc teraz jest to jeszcze bardziej solidne i nowoczesne niż kiedy zacząłem to polecać.

SBI utrzymuje też aktywne forum dyskusyjne którego członkowie dzielą się poradami i strategiami każdego dnia. Samo to jest jak skrzynia skarbów, pełna użytecznych informacji… nie wspominając źródle stałego wsparcia dla członków SBI.

SBI nalicza bardzo rozsądny abonament za swoje usługi. Roczny koszt utrzymania strony w SBI wynosi mniej niż ja płacę za miesiąc hostingu strony StevePavlina.com Strony SBI są z pewnością w stanie generować przynajmniej tak duży przychód pasywny jak mój, a wielu użytkowników SBI posiada więcej niż jedną stronę. Jest to bardzo rozwiązanie bardzo efektywne kosztowo, jeżeli interesuje Cię generowanie przychodu pasywnego dzięki własnej stronie internetowej.

Polecam SBI zwłaszcza jeżeli istnieje temat którym się bardzo interesujesz albo posiadasz pewną wiedzę, którą chciałbyś się dzielić. Zamiast stale dzielić się pomysłami na stronie na Facebooku, mógłbyś robić to na własnej stronie internetowej i wykorzystywać ją do generowania ruchu. Następnie mógłbyś spieniężyć ten ruch na wiele sposobów generujących przychód.

Polecam SBI, ponieważ ludzie zarabiają tam prawdziwe pieniądze, dostarczane jest tam konkretne rozwiązanie typu „wszystko w jednym”, i jest bardzo niedrogie w stosunku do dostarczanej wartości.

Żeby dowiedzieć się więcej o SBI, przeczytaj moją oryginalną recenzję SBI, albo moją najnowszą aktualizację na temat SBI.

Może zechcesz też dodać do ulubionych stronę SBI na Facebooku, gdyż publikują oni tam porady, aktualizacje, promocje itp.

Bogać Się Na E-bookach

Wydawca mojej książki, Hay House, poinformował mnie wczoraj, że spodziewają się niemal podwojenia sprzedaży e-booków w tym roku. Znajdujemy się w wyjątkowym momencie, kiedy popyt na e-booki wzrasta znacznie szybciej niż podaż, częściowo dlatego, że tablety sprzedają się jak szalone. Istnieje wielki „głód e-booków”, które można czytać na tych urządzeniach.

Ubiegły tydzień spędziłem w Kanadzie, a podczas lotów czytałem trochę e-booków na swoim iPhonie. Pomimo małego ekranu uznałem, że czyta się bardzo przyjemnie – i wiem, że nie jestem sam. Ludzie w rzędzie po drugiej stronie, którzy lecieli ze mną, czytali e-booki na swoich iPadach. Ten trend w kierunku mobilności e-booków będzie tylko wzrastał.

Ubiegłej nocy dyskutowałem z moim przyjacielem Stewartem Emerym o nieuniknionym zmniejszeniu nakładu książek w druku. Stewart jest współautorem książki „Sukces Zbudowany By Trwać”, jest też wpływową postacią w branży wydawniczej. Jakiś czas temu przewidział, że zarówno Borders, jaki Barnes & Noble w ciągu dwóch lat wylecą z rynku. Dwa lata później (niemal dokładnie) Borders zbankrutował, a Barnes & Noble uratował się dzięki przerzuceniu się na e-booki z Nook.

W przypadku mojej własnej książki również widzę że sprzedaż wersji na Kindle przekracza sprzedaż książki drukowanej w miękkiej i twardej oprawie razem wziętych. Spodziewam się, że ten rozdźwięk w ciągu najbliższych pięciu lat stanie się jeszcze większy.

Sytuacja ta tworzy pewne niespotykane możliwości dla autorów e-booków. Ostatecznie podaż nadrobi zaległości, ale na ten moment popyt rośnie znacznie szybciej. Na rynku wciąż jest znacznie więcej książek w druku niż e-booków, ale pęd sprzedaży działa na korzyść e-booków. Tworzy się w ten sposób coś na kształt gorączki złota dla autorów e-booków.

Vic Johnson zauważył ten trend i pojechał na nim. Na ten moment zarobił na e-bookach ponad 7 milionów dolarów. Oferuje on bardzo gruntowny kurs na temat tego, co samo robi, odpowiednio zatytułowany: „Bogacenie Się Dzięki E-bookom”.

Sam przeszedłem ten kurs i wiele się z niego nauczyłem. Rozmawiałem też bezpośrednio z Vicem. Był spłukany, a sprzedawanie e-booków stało się jego biletem do bogactwa, co wyjaśnia skąd ma do nich taką pasję. Polecam sprawdzenie kursu Vica oraz jego systemu tworzenia i sprzedawania e-booków. Ta niespotykana sytuacja popytu i podaży nie będzie trwać wiecznie.

Ten trend jest podobny do przewagi jaką wykorzystałem kiedy uruchamiałem blog w roku 2004; wtedy popyt rósł znacznie szybciej niż podaż i wielu ludzi, którzy mniej więcej wtedy otwierało swoje blogi odnotowało znaczny wzrost ruchu, kiedy powszechne zainteresowanie rosło i rosło. Jeżeli jednak dziś teraz właśnie zaczynasz blogowanie, to nieco się spóźniłeś na zabawę, bo to pole jest już o wiele bardziej zatłoczone.

Ciekawostką jest to, że Vic nawet nie pisze sam większości treści, którą sprzedaje. Zarobił niezłe pieniądze przepakowując dzieła z domeny publicznej i korzystając z usług ghostwriterów tworzących treść dla niego. W swoim programie wyjaśnia jak to robić, włączając w to sposób na wynajdowanie okazji na publikację nowych e-booków, które możesz sprzedawać.

Zwróć uwagę, że jeżeli użyjesz systemu Vica, możesz nawet używać dowolnych artykułów i podcastów z mojej strony żeby stworzyć własne e-booki, ponieważ materiały te pozbawione są prawa autorskiego. Jeżeli przejrzysz wyniki wyszukiwania mojego nazwiska na Amazonie, zobaczysz, że dziesiątki e-booków opartych o moją treść zostały już wydane przez innych.

Widzę jednak, że ludzie popełniają masę amatorskich błędów próbując przepakować i sprzedać moją treść, a to nie wpłynie dobrze na ich poziom sprzedaży. Powodziłoby im się znacznie lepiej, gdyby przeszli najpierw program Vica, gdyż dzieli się ona wieloma poradami o optymalizacji dla zwiększenia sprzedaży. Dla mnie to w porządku, jeżeli ludzie chcą przekształcać moją treść w e-booki na sprzedaż, ale byłbym zachwycony widząc, jak powodzi im się jeszcze lepiej, bo oznaczać to będzie, że idee rozprzestrzeniają się dalej.

System Vica to dobry wybór jeżeli Twoje zdolności pisarskie nie są wielkie albo nie jesteś pewien czy potrafisz samodzielnie stworzyć treść o wysokiej jakości. Jeżeli z drugiej strony uwielbiasz pisać tak jak ja, to też możesz wykorzystać program Vica by efektywnie wspomóc poszukiwanie informacji, określanie rynku zbytu i sprzedaż własnych e-booków. Myślę, że jest to warte swojej ceny, a Vic sprzedaje program na zasadzie „wypróbuj zanim kupisz”, co ułatwia rozpoczęcie.

Ja napisałem już książkę (wydaną przez Hay House), mam więc za sobą cały proces wydawniczy i wiem jak to wygląda. Mimo to byłem w stanie odnaleźć w programie Vica parę złotych myśli, z jakich wcześniej nie zdawałem sobie sprawy. Otrzymałem również kopa entuzjazmu, podobał mi się też jego bezpretensjonalny styl.

Myślę, że program Vica spodoba się wielu ludziom, którzy śledzą tę serię o przychodzie pasywnym, ponieważ nie wymaga on posiadania własnej strony internetowej ani tworzenia nowej. Vic uczy Cię jak zarabiać wykorzystując inne strony prowadzące sprzedaż dla Ciebie. Możesz stworzyć stronę wspomagającą sprzedaż swojego e-booka, ale to jest część jest nieobowiązkowa.

Podoba mi się, że Vic jest na tyle hojny, jeśli chodzi o stworzoną przez siebie treść, że dołącza masę bonusów i materiałów pomagających w opanowaniu praktycznych szczegółów. Mówi Ci nawet z czyich konkretnie usług korzysta i podaje Ci namiary.

Możesz dowiedzieć się więcej o programie Vica Johnsona „Bogacenie Się Dzięki E-bookom” oglądając ten film.

Program Vica i SBI mogą ładnie się uzupełniać, nie jest to więc sytuacja „albo-albo”. Możesz z łatwością stworzyć stronę SBI i e-booka na ten sam temat. Twoja strona może wspomagać sprzedaż e-booka, a Twój e-book może wspierać promocję strony SBI. Lubię tego typu związki pomiędzy moją książką a moją stroną na przykład – obie nawzajem wspierają swoją promocję.

Stosowałem podobną złożoną strategię kiedy prowadziłem swój biznes z grami komputerowymi. Sprzedawałem gry na swojej własnej stronie internetowej, ale też publikowałem dema na setkach stron z oprogramowaniem i grami do pobrania. Strony-pobieralnie pomagały kierować ruch na moją własną stronę, gdzie ludzie mogli kupować pełne wersje mojej gry. Vic wykorzystuje podobną strategię, stosując niedrogie e-booki by kierować ruch na swoje strony internetowe. Zarabia dobrze na e-bookach, zarabia też na swoich stronach internetowych, które mogą sprzedawać inne produkty i usługi jako przy e-bookach.

Twoje Preferencje Odnośnie Systemów Przychodu Pasywnego

Moim celem w tym artykule jest skłonić Cię do myślenia o tym, jaki system najchętniej wykorzystałbyś do tworzenia własnych źródeł przychodu pasywnego. Czy chcesz mieć stronę generującą przychód? Czy może skłaniasz się ku posiadaniu produktu do sprzedawania na stronach innych ludzi? Chciałbyś mieć system zawierający jedno i drugie? A może chcesz czegoś wściekle innego?

Pomyśl o swoich silnych stronach. Dobry system pozwoli Ci wykorzystać Twoje silne strony, delegując zadania w tych obszarach, gdzie jesteś najsłabszy. Czy jesteś treściową maszyną jak ja, która potrzebuje jest systemu zapewniającego efektywne publikowanie oraz sposobu na spieniężenie pracy? Czy czułbyś się bardziej komfortowo sprzedając produkty lub usługi kogoś innego? Sprzedawanie Cię zniechęca i wolałbyś delegować również aspekt sprzedaży?

Kiedy mowa o systemach przychodu pasywnego, kluczowym testem jest pytanie czy dany system działa w realnym świecie. Możesz wymarzyć sobie cokolwiek zechcesz, ale marzenia to jeszcze nie źródła.

Dobry system przychodu pasywnego generuje rezultaty. Jeżeli nigdy nie tworzyłeś swojego własnego systemu od zera, zalecam pożyczenie sobie czyjegoś systemu kiedy chcesz szybko osiągnąć swój cel. W innym razie, jeżeli wolisz większe wyzwania i nie masz nic przeciwko zainwestowaniu z początku więcej czasu i energii, zawsze możesz rozkręcać coś własnego.

Mając już pewne doświadczenie w pracy z czyimś systemem możesz podjąć decyzję, że stosujesz go dalej, możesz eksperymentować z innymi systemami, albo możesz podjąć wyzwanie rozwinięcia własnego systemu. Nie ma dobrego czy złego wyboru. Ale kiedy chodzi o pierwsze źródło przychodu pasywnego, to podpowiedziałbym, że o wiele łatwiej będzie po prostu pożyczyć i wykorzystać czyjś system, nawet jeżeli musisz za to zapłacić. Dobry system wygląda prosto, ale jest tak dlatego, że kryje tak wiele szczegółów technicznych. W przypadku przychodu pasywnego to dobra sprawa. Samodzielne zajmowanie się zbyt wieloma szczegółami rzuca Cię z powrotem do królestwa aktywnego przychodu.

Dobry system przychodu pasywnego będzie normalnie wprowadzał różne generujące przychód strategie w tym samym czasie, układając je w spójną całość. Przypomina to komputer, łączący różnorodne podzespoły i oprogramowanie funkcjonujące razem sprawnie jako jednostka.

Możemy też wiele się nauczyć rozkładając i studiując poszczególne komponenty systemu przychodu pasywnego, i właśnie tym podzielę się w najbliższych tygodniach. Podczas gdy nadal zalecam wypożyczenie na początek czyjegoś systemu, nauczenie się szczegółów wspólnego działania różnych elementów wciąż będzie bardzo pomocne, gdyż prawdopodobnie będziesz chciał ulepszać i poszerzać to, czego nauczysz się od innych.

Pokochać Swój System

W tym punkcie nie musisz zobowiązywać się jeszcze do stosowania konkretnego systemu przychodu pasywnego. W końcu będziesz musiał podjąć takie zobowiązanie, ale na teraz chcę, żebyś zapoznał się z paroma możliwościami i zaczął nieco nad tym myśleć.

Rozejrzyj się po stronach SBI i zorientuj się, co proponują. Obejrzyj film Vica i zwróć uwagę, że film ten sam w sobie jest właściwie częścią systemu sprzedaży jego e-booka.

Które aspekty tych systemów Ci się podobają? Czy współgrają one z Twoimi silnymi stronami? Czy spodziewasz się, że zadziałają, gdybyś miał na nich pracować? Jak mógłbyś je dostosować i rozszerzyć?

To ważne by pielęgnować zdrową relację z systemem przychodu pasywnego który stosujesz. Jeżeli uwielbiasz swój system, będziesz go używał. Jeżeli nie za bardzo go lubisz, spotkasz się z prokrastynacją.

Ja nie zajmuję się inwestowaniem w nieruchomości by generować przychód pasywny, bo zanudziłoby mnie to na śmierć i nie miałbym poczucia, że wiele z siebie daję. Niektórzy ludzie mogą mieć prawdziwą pasję do inwestowania w nieruchomości, ale to zły wybór biorąc pod uwagę moją osobowość i wyznawane wartości.

Z drugiej strony – uwielbiam pisać na blogu. Kocham to, jak kiedy mam pomysł, mogę wyciągnąć go ze swojej głowy i podzielić się nim z tysiącami ludzi jeszcze tego samego dnia. Uwielbiam to, że moja praca jest trwale zarchiwizowana i dostępna przez 24 godziny na dobę dla każdego, kto ma dostęp do internetu. Nie jestem bardzo cierpliwy, więc kiedy mam inspirujący pomysł, lubię dzielić się nim natychmiast. Uwielbiam system przychodu pasywnego który wspiera moje blogowanie, ponieważ pozwala mi on dostarczać ogromnej ilości wartości za darmo bez poczucia, że muszę się ograniczać czy brać pieniądze za każdą najmniejszą rzecz. Lubię się dzielić, a system, który stosuję, pozwala mi robić to na bogato.

Nie chcę, byś popełnił błąd zastosowania systemu przychodu pasywnego który po prostu tolerujesz. Chcę, abyś miał system, który prawdziwie doceniasz. Oddaj robotę, której nie lubisz tak, żebyś mógł robić jeszcze więcej tego, co kochasz. Kiedy robisz to, co kochasz, dajesz z siebie więcej, a to jest lepsze dla wszystkich.

Źródło: Passive Income Systems

Czy Zarabianie Pasywne Jest Uczciwe?

Niektórzy ludzie pytali, czy możliwa byłaby stabilność sytuacji, w której wszyscy staraliby się zarabiać pasywnie – zajmijmy się więc tym, zanim będziemy kontynuować serię artykułów o przychodzie pasywnym.

Myślę, że przypuszczenie tutaj jest takie, że pewne posady nie dają się zaadaptować do strategii przychodu pasywnego a przez to pewne rodzaje pracy najlepiej pasują do przychodu pasywnego. Dla dobra dyskusji załóżmy, że to prawda.

Pasywne i aktywne metody uzyskiwania przychodu konkurują na rynku. Ludzie mają wolność wyboru spośród tych dwóch strategii. Większość ludzi wybiera przychód aktywny. Dlaczego? Myślę, że głównym powodem jest to, iż są oni społecznie uwarunkowani do wybierania takiej strategii. Prawdopodobnie dokonują tego wyboru bez większej wiedzy o pasywnym uzyskiwaniu przychodu. Szkoła, rodzice i znajomi wspomagają takie wytrenowanie większości ludzi, by ci wybierali przychód aktywny.

Nawet, gdyby znacznie więcej ludzi zaczęło wybierać przychód pasywny, a mniej ludzi gotowych byłoby zarabiać pieniądze aktywnie, to wierzę, że rynek dostosowałby się bez zająknięcia. Ceny za krytyczne usługi, które mogą być realizowane tylko ciągłym nakładem pracy wzrosłyby, a dzięki temu więcej ludzi gotowych byłoby na wykonywanie tych zadań.

Aktualnie mamy nadmiar ludzi poszukujących etatów i niedobór posad dla tych ludzi. Czy jest więc naprawdę mądrze wciąż trenować jeszcze więcej ludzi do poszukiwania etatów? Nie, to byłoby głupie i tylko pogłębiłoby problem. Spowoduje to też zmniejszanie pensji, obniżając w ten sposób poziom życia ludzi.

Myślę, że lepszym rozwiązaniem jest nauczyć ludzi strategii pasywnych i pomóc niektórym z nich w dokonaniu innych wyborów. Przychód pasywny jest dla gospodarki świetny, gdyż nie wymaga on rozglądania się za posadą. W rzeczywistości może właściwie wspomóc tworzenie miejsc pracy.

Przychód pasywny wiąże się z efektem tworzenia miejsc pracy, jak i wspierania istniejących. Kiedykolwiek tworzę nowe strumienie przychodu pasywnego, tworzę przychód dla innych biznesów. Te generują zyski które pomagają pokryć wypłaty wielu pracowników.

Pamiętaj, że metody pasywnego uzyskiwania przychodu zawierają dostarczanie wartości większej liczbie ludzi niż prawdopodobnie byłbyś w stanie obsłużyć przy strategii aktywnej. Nie widzę powodu by powstrzymywać się przed dostarczaniem wartości. Możesz dostarczać wartość w różnych formach stosując strategię pasywną, ale wciąż jest to ogólny zysk dla wszystkich, jeżeli zwiększasz swój wkład.

Jeżeli dasz wydawcy licencję na swoją książkę i uzyskasz od niego przychód pasywny w formie tantiem od sprzedaży, wydawca może za to zapłacić ludziom za wykonywanie konkretnych prac związanych z utrzymaniem swojego systemu w ruchu, a pracownicy ci mogą otrzymywać aktywny przychód w formie pensji. Ten układ pomaga to ułatwić i tworzy oraz utrzymuje miejsca pracy dla innych.

Pasywne i aktywne strategie uzyskiwania przychodu nawzajem się wspierają. Nie są przeciwieństwami. Myślę, że zdrowe jest dla nich współistnienie.

Ja osobiście nie chcę zwykłej posady, ale rozumiem, że wielu ludzi może tego chcieć, czasem wręcz desperacko. Mogę ponabijać się z tego sposobu myślenia od czasu do czasu, żeby zmusić ludzi do bardziej świadomego pomyślenia o tym i do rozważenia alternatyw, ale szanuję zdolność innych ludzi do podejmowania własnych decyzji.

A czy uczciwe jest zarabianie pasywnie – ja powiedziałbym, że jest to więcej niż uczciwe. To absolutnie hojne. Jak już wspominałem we wcześniejszych wpisach, przychód pasywny jest raczej dużo solidniej wynagradzany (i lżej opodatkowany) niż przychód aktywny. Ale strategie przychodu pasywnego mogą też wprowadzić wiele wartości do gospodarki, a przez to sensowne jest solidniejsze wynagradzanie takich strategii. Pomagając stworzyć i utrzymać posady dla innych możesz właściwie wygenerować znacznie większy wpływ podatków niż kiedy zarabiałbyś tę samą kwotę aktywnie.

Wcale nie takie niespotykane wśród zarabiających aktywnie jest myślenie, że przychód pasywny jest strategią zachłannych. Ironia polega na tym, że równie łatwo jest postrzegać zarabiających aktywnie jako osoby ograniczające się i tworzące mniejszy wkład… dając coś od siebie tylko jednemu pracodawcy, kiedy mogliby oni służyć znacznie większej liczbie ludzi. Prawda jest taka, że w obu strategiach dąży się to dawania czegoś innym, tylko na różne sposoby.

W kilku następnych postach zajmę się paroma konkretnymi aspektami przychodu pasywnego. Zademonstruję nawet niektóre z tych strategii wraz z konkretnymi przykładami z mojego własnego biznesu, tak, żebyś mógł lepiej zrozumieć jak to działa.

Źródło: Is It Fair to Earn Passive Income?

Zarabiasz Pasywnie Będąc Bardziej Hojnym

Teraz, kiedy zajęliśmy się już określeniem i utrwaleniem Twojego celu oraz pomówiliśmy trochę na temat sposobu myślenia o przychodzie pasywnym – mam nadzieję, że podobał Ci się ostatni wpis – zbadajmy dokładnie jak właściwie tworzy się źródła przychodu pasywnego. Zaczniemy na dość ogólnym poziomie, a następnie w dalszych wpisach zagłębimy się w szczegóły.

Oto trzy podstawowe części metody generowania przychodu:

  1. Tworzenie wartości
  2. Dostarczanie wartości
  3. Płatność

Zwróć uwagę, że te same trzy aspekty mogą być zastosowane do dowolnej z podstawowych metod generowania przychodu. Kiedy pracujesz na przykład na zwykłym etacie, to prawdopodobnie będziesz tworzyć i dostarczać coś wartościowego swojemu pracodawcy, a potem otrzymasz za to wypłatę.

Jaka jest więc różnica w przypadku przychodu pasywnego? Różnica zasadza się głównie na tym drugim aspekcie: jak dostarczana jest ta wartość.

Kiedy generujesz przychód aktywnie, jak na zwykłym etacie, to dostarczenie stworzonej przez Ciebie wartości odbywa się zazwyczaj tylko raz. Jakikolwiek jest rezultat Twojej pracy, trafia on w ręce Twojego pracodawcy.

Tak samo jest w przypadku pracy na zlecenie. Wykonujesz jakąś pracę dla klienta (tworzenie wartości), przekazujesz mu tę pracę (dostarczenie wartości) i otrzymujesz zapłatę.

Przy strategii dochodu pasywnego idea jest jednak taka, by stworzoną wartość dostarczać wielokrotnie. Wtedy wielokrotnie otrzymujesz zapłatę, raz za każde doręczenie.

Tak więc sercem strategii dochodu pasywnego jest głównie podejście do dostarczania wartości.

Pasywne Doręczanie Wartości

Słowa „przychód pasywny” sugerują, że to trzeci aspekt (płatność) definiuje różnicę pomiędzy przychodem pasywnym i aktywnym, ale główna różnica leży zazwyczaj w sposobie dostarczania wartości.

Przy aktywnym sposobie uzyskiwania przychodu przekazujesz efekty swojej pracy raz i raz otrzymujesz za to zapłatę. Przy pasywnym sposobie uzyskiwania przychodu efekt pracy dostarczany jest wielokrotnie i zapłatę otrzymujesz wielokrotnie.

Element pasywności oznacza, że wartość dostarczana jest bez Twojego bezpośredniego wysiłku. Stosujesz więc sposób na dostarczenie efektu swojej pracy do rąk wielu klientów, ale nie musisz robić tego osobiście. Na przykład kiedy publikuję nowy artykuł na blogu, dostarczany jest on automatycznie do ludzi na całym świecie, ale nie muszę osobiście wysyłać go każdemu. Dostarczenie wartości jest zautomatyzowane.

Dlaczego Tylko Jeden Klient?

Oto dobre pytanie, które warto sobie zadać. Dlaczego masz mieć tylko jednego klienta?

Osoba na etacie jest zazwyczaj właścicielem biznesu, który sprzedaje tylko jednemu klientowi. Jeżeli weźmiesz strategię pasywnego uzyskiwania przychodu i zastosujesz ją do jednego klienta naraz, masz strategię aktywną. Jeden szef. Jeden pracodawca. Jeden klient naraz.

Osoba, która generuje przychód pasywny zazwyczaj woli dostarczać wartość jednocześnie wielu klientom. Innym rozwiązaniem jest wielokrotnie, wciąż na nowo dostarczać wartość tym samym klientom, ale bez konieczności tworzenia tej wartości od nowa za każdym razem. Dobrym przykładem byłoby wynajmowanie czegoś, co posiadasz. Możesz w ten sposób generować przychód pasywny, nawet mając jednego klienta, o ile klient ten może płacić Ci czynsz miesiąc po miesiącu.

Kiedy ludzie przestawiają się ze sposobu myślenia właściwego dla przychodu aktywnego na myślenie o przychodzie pasywnym, zaczynają zazwyczaj rozmyślać o tym, jak dostarczyć wartość większej liczbie ludzi. Zamiast mieć jednego klienta na efekt swojej pracy, czemu nie mieć dziesięciu… czy stu… albo tysiąca? Czemu by nie milion klientów?

Jak wielu ludziom jesteś w stanie pomóc?

Skalowanie W Górę

Zwróć uwagę, że przy strategii aktywnej przychód jest funkcja tworzenia wartości. Jeżeli masz tylko jednego pracodawcę, jednego klienta czy jednego odbiorcę na konkretny produkt Twojej pracy, to żeby zwiększyć przychód, musisz pracować ciężej albo liczyć sobie więcej za efekt swojej pracy.

Ale przy strategii pasywnej masz dodatkową dźwignię. Możesz dostarczać tę samą wartość więcej niż raz i zarabiać na każdej dostawie. Jak się okazuje, dźwignia ta jest potężna.

Kiedy zaczniesz myśleć o tym, jak skalować swoją pracę, często zauważysz, że mógłbyś wykonywać w zasadzie tę samą pracę, ale też służyć większej ilości ludzi niż teraz. Potrzebowałbyś po prostu innego sposobu na dostarczanie swojej wartości.

Na przykład – mógłbyś pisać oprogramowanie dla jednej firmy i dostawać od nich wypłatę, ale mógłbyś też stworzyć i opublikować własne oprogramowanie, które wielu ludzi może ściągnąć i używać.

Mógłbyś pracować jako radca prawny i mieć do czynienia z jednym klientem naraz, albo mógłbyś pisać i sprzedawać książki ze swoimi najlepszymi poradami prawnymi, w ten sposób pomagając większej liczbie ludzi.

Pomyśl o pracy, jaką teraz wykonujesz. Jak mógłbyś zmodyfikować swoja pracę tak, by dostarczać wartość większej liczbie ludzi?

Są szanse, że Twój pracodawca właśnie zbiera Twoją aktywną pracę i wykorzystuje strategię pasywną by ją eksploatować. Ty wykonujesz pracę raz, a oni stosują dźwignię by stworzyć długoterminowe strumienie przychodu. Albo możesz pracować wspierając system, który firma stworzyła by dostarczać przychód pasywny i zyski kapitałowe inwestorom i założycielom.

Dział sprzedaży to krwioobieg każdego biznesu. Jeżeli sprzedajesz tylko jednemu klientowi, to nie ma tu wiele krwi, więc nie masz wielkiego ruchu.

Aby wejść do królestwa przychodu pasywnego zacznij kwestionować mądrość prowadzenia biznesu, który sprzedaje tylko jednemu klientowi. I zacznij myśleć o tym, jak możesz przeskalować w górę pracę, którą wykonujesz, tak, że możesz dostarczać wartość, którą już teraz jesteś w stanie wytworzyć, więcej niż jednemu klientowi naraz.

Ogólnie rzecz biorąc, sposobem na stworzenie źródeł przychodu pasywnego jest dostarczanie wartości wielu odbiorcom naraz i wielokrotne otrzymywanie zapłaty. Jeżeli tak i czy inaczej zamierzasz pracować, to już teraz wytwarzasz dla kogoś wartość. Dlaczego miałbyś sprzedawać tylko jednemu klientowi? Poszerz swoje horyzonty i zdaj sobie sprawę, że jeżeli jeden pracodawca gotów jest płacić Ci za wartość, którą produkujesz, to są szanse, że ktoś inny też będzie gotów za to płacić – gdybyś tylko nie trzymał się tak uporczywie sprzedawania jednemu klientowi.

Przestań Tak Samolubnie Traktować Swoją Wartość

Mam skłonność do uważania ludzi stosujących aktywne strategie uzyskiwania przychodu za bardziej samolubnych i skupionych na sobie niż ci, którzy stosują strategie pasywne. Może brzmieć to ostro, ale prawda jest taka, że zarabiający aktywnie nie są specjalnie dobrzy w dzieleniu się. Dzielą się swoją wartością tylko z jednym klientem naraz, co w świecie miliardów ludzi jest dość ograniczające – nie zgodzisz się ze mną?

Ludzie często określają to jako lojalność, ale to tylko ograniczone myślenie. Poza tym, Twój pracodawca może używać już tego ograniczonego sposobu myślenia przeciwko Tobie, dzięki któremu generuje dla innych przychód pasywny oparty na rezultatach Twojej aktywnej pracy.

Osoby zarabiające pasywnie stale poszukują sposobów na dostarczenie większych wartości na ręce większej liczby ludzi. Chcą być tak hojni, jak to możliwe. Uwielbiają się dzielić. A społeczeństwo wynagradza ich strumieniami przychodu pasywnego, tak że otrzymują oni pieniądze nawet kiedy nie pracują.

Społeczeństwa nie interesuje, jak ciężko pracujesz. Nie interesuje go, jak kreatywny jesteś. Interesuje się ono tylko tym, jaką wartość rzeczywiście dostarczasz na ręce ludzi. Oto, za co jesteś wynagradzany – za dostarczenie wartości – nie za swoje pomysły, czy za swoje długie dni pracy, czy za swoją wrodzoną wartość jako istoty ludzkiej.

Szczegółami realizacji tego o czym teraz mowa zajmiemy się w przyszłych wpisach. Na teraz Twoją pracą domową jest zacząć myśleć o wartości, jaką już teraz dostarczasz ludziom i rozważyć jak mógłbyś przeskalować to w górę by dostarczać wartość większej liczbie ludzi w tym samym czasie. Nie ma znaczenia, czy jesteś teraz na etacie czy nie. Jaką wartość dostarczasz swoim znajomym i rodzinie? Dlaczego ludzie zawracają sobie głowę spędzaniem czasu z Tobą? Jakie inne formy wartości mógłbyś dostarczyć, gdybyś wykonał wysiłek? Wskazówka: nie musisz właściwie być osobą, która sama dostarcza tę wartość. Musisz tylko upewnić się, że dostawy mają miejsce.

Zacznij przechodzić na sposób myślenia o stawaniu się bardziej hojnym dostawcą wartości dla innych. Ostatecznie właśnie o to chodzi w przychodzie pasywnym. 🙂

Źródło: You Earn Passive Income by Being More Generous

Praca Na Etacie kontra Przychód Pasywny

Wielu ludzi posiada ograniczające przekonanie, że przychód pasywny jest dziwny, nienormalny, skomplikowany i zagmatwany. Jak wspominałem wcześniej, przychód pasywny w praktyce nie jest szczególnie trudny. W wielu aspektach zarabianie na życie poprzez źródła przychodu pasywnego jest łatwiejsze niż zarabianie pracą na etacie czy jako niezależny podwykonawca, zwłaszcza na dłuższą metę.

Trudną częścią jest poczuć się dobrze z myśleniem o przychodzie pasywnym.

Aby poradzić sobie z tą kwestią sposobu myślenia, odwróćmy go i spójrzmy z drugiej strony.

Załóżmy, że czujesz się już zupełnie komfortowo z przychodem pasywnym – tak jak ja. Wyobraź sobie, że każdego miesiąca wpływają do Ciebie tysiące dolarów, więcej niż dość by pokryć wszelkie Twoje wydatki. Czy pracujesz czy nie, świeże pieniądze miesiąc po miesiącu, rok po roku stale do Ciebie płyną, dzięki źródłom które ustanowiłeś lata temu.

Wyobraź sobie, że taka jest Twoja zwykła, codzienna rzeczywistość. Żyjesz tak już przeszło dekadę.

Wyobraź sobie teraz, że przyjaciel pracujący na etacie próbuje przekonać Cię, że to co robisz jest dziwne czy nienormalne i że powinieneś przyjąć jego sposób myślenia, dać sobie spokój ze stylem życia z przychodem pasywnym a w to miejsce znaleźć sobie posadę.

Gdyby kochający etat znajomy spróbował tego ze mną, oto jak mogłaby wyglądać taka rozmowa…

Znajomy: Wiesz… powinieneś dołączyć do świata prawdziwych ludzi i znaleźć sobie stałą posadę. Te Twoje sprawy z przychodem pasywnym są po prostu zbyt dziwne.

Ja: Wygląda na to, że działa to dość dobrze. Co jest nie tak?

Znajomy: Cóż… nie jest to coś, co robi większość ludzi. Większość ludzi pracuje na etacie.

Ja: Jak to działa?

Znajomy: Ogólnie chodzisz do pracy dla jakiejś firmy, zazwyczaj korporacji. Wykonujesz swoją robotę, a oni dają Ci wypłatę.

Ja: OK. Czy moja wypłata jest wyliczana w oparciu o wartość, jaką dostarczam?

Znajomy: Mniej-więcej.

Ja: Czyli otrzymam uczciwą stawkę, odpowiednią do mojego wkładu?

Znajomy: Zależy co rozumiesz przez „uczciwą”. Oczywiście nie dadzą Ci 100% tego, co ich zdaniem dostarczasz. Oni też muszą zarobić.

Ja: Dobra, czyli dostanę 80% czy coś koło tego?

Znajomy: Realnie to bliżej 30%, ale nie liczy się tego tak dokładnie. Oni nie wiedzą, jaką wartość dostarczasz w porównaniu ze wszystkimi innymi. W większych zespołach szczególnie trudno jest określić jaką wartość każdy z osobna dostarcza. Tak więc wypłaty niezmiennie mają w sobie sporo przypuszczania.

Ja: Co się dzieje z wartością, której dostarczam?

Znajomy: Jest dystrybuowana na wiele różnych sposobów – jako przychód inwestorów i posiadaczy akcji, na zyski firmy, na podatki, na większe wypłaty dla zarządu, na różne bajery jak firmowe pikniki i tak dalej. Decyduje góra, nie zależy to od Ciebie.

Ja: Czy przynajmniej dostaję udział w zysku firmy?

Znajomy: Zazwyczaj nie, chociaż niektóre firmy mają programy dzielenia zysku, ale nawet one nie dzielą się całością… zazwyczaj jest to mniej niż połowa. Czasem pośrednio dostajesz mały kąsek, na przykład w formie premii.

Ja: Hmmm…. Czy muszę pracować cały dzień?

Znajomy: Zazwyczaj tylko w tygodniu, ale zależy to od posady. Możesz też w ciągu roku mieć parę tygodni wolnego.

Ja: Tylko parę tygodni? Co jeżeli chcę podróżować przez miesiąc czy dwa?

Znajomy: Cóż, zazwyczaj nie możesz. Może gdybyś oszczędzał urlop przez parę lat, to by Ci pozwolili, ale niedobrze jest znikać na tak długo.

Ja: Dlaczego trzeba oszczędzać urlop? Czas płynie tak czy inaczej. Jeżeli stać mnie na wakacje, dlaczego nie mogę po prostu pojechać?

Znajomy: Bo oni potrzebują żebyś pracował.

Ja: Co, jeżeli czuję się wypalony i nie mam ochoty pracować?

Znajomy: Masz darmową kawę.

Ja: Dobrą kawę, czy złą kawę?

Znajomy: Zależy od etatu, ale zawsze w pobliżu jest Starbucks, jeżeli w biurze serwują jakąś lurę.

Ja: Mogę wziąć laptopa, pójść do Starbucksa i pracować tam?

Znajomy: Zależy od etatu, ale zazwyczaj nie.

Ja: Czy mogę mieć więcej wakacji i od czasu do czasu w trasie popracować na laptopie?

Znajomy: Zazwyczaj nie.

Ja: Dlaczego nie?

Znajomy: Cóż, zazwyczaj nie będą wierzyć że pracujesz, jeżeli zbyt często nie ma Cię w biurze.

Ja: Czyli muszą widzieć jak pracuję?

Znajomy: Generalnie tak. Ale niektóre posady wiążą się z pracą zespołową, więc chcą, żeby wszyscy pracowali w jednym miejscu.

Ja: Często wykonuję pracę zespołową. Współpracujemy przez internet czy telefon.

Znajomy: Tja, niektóre posady idą w tym kierunku, ale większość pracodawców dalej chce, żebyś codziennie pokazywał się w pracy.

Ja: Gdzie muszę pracować?

Znajomy: Zależy to bardzo od typu posady. W przypadku wielu prac biurowych będziesz pracować w boksie biurowym.

Ja: Co to jest boks biurowy?

Znajomy: To wydzielona część większego pomieszczenia, określona niskimi, cienkimi ściankami. Powinieneś mieć dość miejsca na biurko i krzesło. Typowo masz jakieś 5-8 metrów kwadratowych dla siebie.

Ja: Coś jak Shire?

Znajomy: Całkiem całkiem, ale zazwyczaj nie tak zielono.

Ja: Mój gabinet w domu ma 18 metrów kwadratowych i oddzielną łazienkę oraz prysznic. Ale mogę pracować gdziekolwiek zechcę, nie jestem więc ograniczony do tej przestrzeni.

Znajomy: Taa, takiej przestrzeni jako zwykły pracownik zazwyczaj nie dostaniesz, o ile nie pracujesz w zarządzie czy nie wykonujesz innej pracy o dużej wartości która gwarantuje własny gabinet. To jest coś, czego większość pracowników nie uzyskuje, ale nie jest to poza dyskusją. To tylko zależy od etatu.

Ja: Czy wybieram sobie sam swój tytuł roboczy?

Znajomy: Zazwyczaj jest on przypisany, ale czasami możesz. Zależy od firmy.

Ja: Mogę wybrać „Mistrz”?

Znajomy: Mmmm… raczej nie.

Ja: Co z wypłatą?

Znajomy: Cóż, prawdopodobnie zarabiałbyś znacznie mniej niż zarabiasz teraz za tę samą pracę. Tylko żeby dać Ci pewien obraz sytuacji – przeciętna wypłata blogera to około 17-38 tysięcy dolarów rocznie (źródło).

Ja: Wow… to znacznie mniej niż zarabiam pasywnie, nawet kiedy jestem na wakacjach. Jak w ogóle miałbym za to przeżyć?

Znajomy: Inni ludzie dają radę za tyle. Musiałbyś trochę sfolgować, zwłaszcza, że będziesz potrzebował więcej pieniędzy na dojazdy (paliwo, utrzymanie samochodu), profesjonalne ciuchy w razie potrzeby i inne różne wydatki ponoszone przez pracowników. Ale możesz dostać darmową firmową koszulkę i kubek na kawę, i jeśli masz szczęście to jeszcze podkładkę pod mysz, więc jakoś tam się to równoważy.

Ja: Auć. Ale co gdybym w jakiś sposób był w stanie zarabiać tyle co teraz, tylko że na etacie zamiast pasywnie?

Znajomy: To bardzo mało prawdopodobne, ale gdyby Ci się udało, płaciłbyś znacznie wyższe podatki, bo byłbyś już na wyższym progu podatkowym. Nie możesz wykorzystać swojej firmy do obniżenia podatków tak, jak robisz to teraz.

Ja: O jak dużo większych podatkach mowa?

Znajomy: Dodatkowe podatki, jakie byś płacił, wystarczyłyby żeby co roku kupić nowy samochód.

Ja: Nie brzmi to zbyt pociągająco. Zdaje się, że znacznie ciężej jest iść do przodu, jeżeli tyle z wypłaty idzie na podatki.

Znajomy: Tak, ale rząd to rozumie, więc sprawili, że wygląda to mniej boleśnie ukrywając część tych podatków tak, że nie widać, jak ciężko Twój przychód jest opodatkowany. Przede wszystkim nigdy nie dostajesz części swojej wypłaty. Część Twoich podatków zamaskowana jest w formie podatków płaconych przez pracodawcę, jak np. wpłaty pracodawcy na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne za to, że ma Cię na liście płac. Więc nawet, jeżeli Twoja miesięczna wypłata ma jakąś podstawową kwotę, to rzeczywista podstawowa kwota (z punktu widzenia pracodawcy i rządu) jest wyższa. Możesz się założyć, że pracodawca chce potrącić te dodatkowe podatki z dodatkowej wartości, którą musisz dostarczyć.

Ja: Zdaję sobie z tego sprawę. Prawo podatkowe jest znacznie surowsze dla pracowników na wyższym progu podatkowym, którzy płacą najwyższe ze wszystkich podatki w porównaniu do ich przychodu. Dlaczego więc ktoś miałby chcieć być na wyższym progu podatkowym?

Znajomy: Większość ludzi nie ma lepszego pomysłu. Poza tym, tak czy inaczej nie wiedzieliby co zrobić z tymi dodatkowymi pieniędzmi. Niższa płaca oszczędza im wiele kłopotu i zapewnia, że pojawiają się ciągle w pracy. Trzeba jakoś utrzymać gospodarkę w ruchu.

Ja: W porządku.

Znajomy: Są też pewne bajery związane z etatem.

Ja: Jak co?

Znajomy: Masz ubezpieczenie zdrowotne.

Ja: Mam je i teraz, ale praktycznie nie korzystam bo wolę po prostu być zdrowy.

Znajomy: Cóż, mógłbyś sobie pozwolić na mniej zdrowia gdybyś był na etacie i nie musiałbyś za to płacić.

Ja: Hmmmm…

Znajomy: I darmowa kawa.

Ja: Już to mówiłeś.

Znajomy: Czy wspominałem, że możesz brać tyle, ile chcesz?

Ja: OK. Więc jakiego typu robotę muszę wykonywać na zwykłym etacie?

Znajomy: Zależy od posady, ale tak z grubsza… to zazwyczaj coś co wspomaga osiąganie celów firmy.

Ja: Kto ustanawia te cele?

Znajomy: W dobrze prowadzonej firmie określa je zarząd, z uwzględnieniem danych od kierownictwa, kluczowych inwestorów i czasem pracowników.

Ja: Gdzie mogę zobaczyć te cele?

Znajomy: Zazwyczaj nie musisz ich znać, ale czasem dzielą się urywkami typu definicja misji przedsiębiorstwa, lista zamierzeń czy może notatki służbowe. Ale w rzeczywistości nie będziesz wiedział, jakie są prawdziwe cele firmy. Normalnie znają je tylko ci, którzy znać je muszą, a większość pracowników nie musi tego wiedzieć.

Ja: OK. Skąd więc mam wiedzieć, nad jakimi celami mam pracować?

Znajomy: Zazwyczaj określa to Twój szef, więc musisz po prostu robić to, co szef Ci każe.

Ja: Muszę mieć szefa?

Znajomy: Tja, każdy musi. Nawet prezes jest odpowiedzialny przed radą nadzorczą i udziałowcami.

Ja: OK, a co jeżeli mój szef nie bardzo sobie radzi z mówieniem mi co mam robić?

Znajomy: To zdarza się często. Musisz jakoś sobie radzić. Po prostu pilnuj by wyglądać na zajętego, kiedy ktoś na Ciebie patrzy, i powinno być w porządku. Osobista odpowiedzialność jest raczej dość niska, więc dopóki nie rzucasz się w oczy przez nazbyt oczywistą bierność, prawdopodobnie jesteś bezpieczny.

Ja: Co, jeżeli nie zgadzam się z szefem odnośnie celów firmy?

Znajomy: W tym miejscu zaczynasz wchodzić w politykę firmy, a to może być śliska sprawa. Niektórzy tak czy inaczej robią co im szef każe, nawet jeżeli wiedzą, że to nie zadziała. Inni próbują nieco się wycofać i negocjować. Czasem to działa, ale czasem trafiają na boczny tor albo nawet zostają wylani, jeśli to się szefowi nie podoba. Zazwyczaj ludzie przyjmują kompromis gdzieś pośrodku.

Ja: Czy te kompromisy zawierane są inteligentnie?

Znajomy: Zazwyczaj nie.

Ja: Jeżeli wykonuję dobrą robotę, pomagając firmie osiągnąć jej cele, to czy dostaję za to dodatkowe nagrody?

Znajomy: Tak, czasami. Możesz dostać podwyżkę, premię czy awans. Albo możesz dostać niematerialne nagrody jak pochwała, docenienie i wyróżnienie. Czasem jednak nie dostajesz nic ponad podstawową pensję.

Ja: Jak działają awanse?

Znajomy: Otrzymujesz nowy tytuł i masz większa odpowiedzialność, za czym idzie zazwyczaj wyższa wypłata. Czasem oznacza to też dłuższe godziny pracy.

Ja: Co jeżeli wpadnę na naprawdę świetny pomysł, ale który nie leży w obszarze przypisanych mi obowiązków?

Znajomy: Ummm… taa… nie rób tego.

Ja: Dlaczego nie?

Znajomy: Będziesz po prostu podżegaczem. Inni pracownicy nie będą zadowoleni, jeżeli będziesz próbował ich przyćmiewać i sprawią, że Twoje życie towarzyskie w firmie będzie nieprzyjemne, dopóki nie wrzucisz na luz.

Ja: Więc jeżeli będę próbował pracować ciężej i mądrzej i szybciej otrzymam awans, to inni pracownicy mogą próbować mnie powstrzymać?

Znajomy: Prawdopodobnie. Twojemu szefowi może się to również nie podobać.

Ja: Mojemu szefowi się to nie spodoba? Dlaczego nie? Czy nie jest jego działką korzystać z dobrych talentów?

Znajomy: Może, ale on też chce dobrze wyglądać. Nie jest dla niego dobrze, jeżeli ktoś z jego podwładnych lśni bardziej niż on sam.

Ja: Nie brzmi to jak opis środowiska, w którym mogę naprawdę dać z siebie co najlepsze.

Znajomy: Taa, ale to jest zupełnie dobre. Na szczęście to co najlepsze nie jest od Ciebie wymagane. Musisz po prostu jakoś się przemykać. Właściwie tak jest łatwiej.

Ja: Ale jeżeli wiem, że nie działam najlepiej jak potrafię, to czy nie będę się gorzej ze sobą czuł? Czy nie obniży to mojego poczucia własnej wartości?

Znajomy: Jasne, ale przyzwyczaisz się. Każdy się dostosowuje.

Ja: Więc jak to jest pracować z grupą, w której nikt nie pracuje najlepiej jak potrafi, a wszyscy myślą gorzej o sobie i współpracownikach z tego powodu?

Znajomy: Właściwie dość nudno. Ale znów – przyzwyczaisz się do tego. Darmowa kawa pomaga dać sobie z tym radę.

Ja: OK. A co z seksem?

Znajomy: O czym ty mówisz?

Ja: No, jeżeli jestem z jakąś współpracownicą, i nakręcimy się oboje, to gdzie możemy zrobić sobie przerwę i się pomigdalić? Są na to specjalne pokoje?

Znajomy: O nie, nie, nie. To byłoby bardzo źle widziane. Moglibyście oboje zostać za coś takiego wylani.

Ja: Wylani? Dlaczego? Co, jeżeli to tylko szybki numerek i mimo to robimy swoje?

Znajomy: Taa, nie rób tego. Firma mogłaby zostać pozwana.

Ja: Pozwana przez kogo?

Znajomy: Prawdopodobnie przez kobietę, z którą uprawiałeś seks.

Ja: Więc jeżeli uprawialibyśmy seks za obopólną zgodą, to ona pozwałaby firmę? Za co?

Znajomy: Przypuszczam, że za napastowanie. Ludzie wygrywali miliony dolarów robiąc takie rzeczy.

Ja: OK, czyli w takim razie muszę się ograniczyć do loda?

Znajomy: O Boże, nie. To równie złe.

Ja: Więc co ludzie robią, jeżeli nakręcą się w robocie. Wciąż zdarza się ludziom napalić przy pracy, no nie?

Znajomy: Jasne… cały czas są napaleni. Ale tłumią to i udają, że nie są. Zajmują się sobą później, zazwyczaj korzystając z internetowego porno.

Ja: Ludzie oglądają porno w pracy?

Znajomy: Och, nie. To też jest źle widziane. Również za to można zostać wylanym.

Ja: Więc ogólnie – będąc w pracy ludzie wciąż bywają napaleni, ale udają aseksualnych dopóki nie będą mogli zająć się sobą później… na przykład w domu.

Znajomy: Tja, mniej więcej w ten sposób.

Ja: Zdaje się, że łatwiejszy jest szybki numerek, może krótka drzemka z pieszczotami, a potem z powrotem do pracy, człowiek świeży i radosny.

Znajomy: Jestem praktycznie pewien, że w środowisku korporacyjnym to nielegalne.

Ja: OK, ale te pozytywne odczucia po seksie sprawiają, że współpraca idzie lepiej. Próby tłumienia seksualnych żądz każdego dnia… zdaje się, że to bardzo rozpraszające.

Znajomy: To oczywiście jest rozpraszające, ale pamiętaj, że tak czy siak nikt nie spodziewa się po Tobie specjalnej produktywności, więc ostatecznie jest w porządku. I znów – darmowa kawa i z tym pomaga.

Ja: OK, pozwól mi to ogarnąć. Sugerujesz, żebym pozamykał wszystkie moje źródła przychodu pasywnego, poszedł pracować dla kogoś innego, znalazł sobie szefa i robił co ten mi każe nawet jeżeli jego decyzje nie są szczególnie inteligentne, wykonywał przeciętną pracę zamiast najlepsza, jaką potrafię, udzielał się towarzysko wśród ludzi, którzy również wykonują przeciętną pracę, pracował dłużej za mniejsze pieniądze, miał mniej, krótszych wakacji i musiał prosić o pozwolenie na nie, płacił całe góry pieniędzy więcej na podatki i ponad tym wszystkim… żadnego seksu?

Znajomy: Generalnie, tak. Ale pomijasz aspekt bezpieczeństwa.

Ja: Co w tym bezpiecznego?

Znajomy: No, dostajesz stabilną wypłatę?

Ja: Jak stabilną? Czy kiedykolwiek się kończy?

Znajomy: Cóż, jasne, że może się skończyć. Możesz zostać wylany z roboty.

Ja: Czy mogę się jakoś zabezpieczyć przez wylaniem z pracy?

Znajomy: Niespecjalnie. Może się to zdarzyć ze względu na okoliczności poza Twoją kontrolą. Albo po prostu możesz popełnić błąd. Albo ktoś ponad Tobą może Cię nie polubić.

Ja: Więc w jaki sposób ma to być bezpieczne?

Znajomy: No, jest z grubsza bezpiecznie.

Ja: Więc jeżeli stracę posadę, jaki minimalny dochód otrzymam?

Znajomy: Zazwyczaj żaden. Możesz dostać odprawę przy pewnych posadach, ale tylko krótkoterminowo na przejście na inną posadę. W większości przypadków, kiedy kończy się Twoja robota, kończy się wypłata.

Ja: Ale teraz otrzymuję pieniądze czy pracuję czy nie. I nie mogę zostać wylany.

Znajomy: Taa, to dziwne.

Ja: Dla mnie zupełnie normalne.

Znajomy: Cóż, wiem, że w jakiś tam swój sposób jesteś ustawiony, ale posady są bardzo popularne. Najwyraźniej działa to dla wielu ludzi.

Ja: A co z szukaniem posady? Czy każdy dostaje robotę automatycznie?

Znajomy: Och, nie. Ludzie muszą szukać posad i aplikować na nie.

Ja: Jak znajdują pracę? Czy stwierdzają co lubią robić a potem szukają pracy, która im na to pozwala?

Znajomy: Zazwyczaj to nie takie proste. W większości przypadków muszą patrzeć co jest dostępnie, a to prawdopodobnie nie będzie idealnie odpowiadać temu, co lubią.

Ja: A kiedy znajdą robotę i sobie ją wybiorą, zostają zatrudnieni?

Znajomy: Nie. Znów – to nie takie proste. To konkurencyjny rynek. Muszą aplikować, ale prawdopodobnie nie zostaną wybrani. Muszą aplikować na wiele stanowisk zanim ktoś im coś zaoferuje, i może to nie być to o czym marzyli. Ponadto, miliony ludzi którzy chcą pracy nie są w stanie w ogóle znaleźć zatrudnienia.

Ja: Wygląda to na bardzo czasochłonne i stresujące. Co, jeżeli nie mogą znaleźć posady?

Znajomy: Cóż, muszą u kogoś sępić by jakoś żyć… u rządu, u partnera w związku, przyjaciela czy członka rodziny.

Ja: A co, jeżeli dalej nie mogą znaleźć sobie pracy i nikt więcej nie daje się naciągać?

Znajomy: Mogą zostać bezdomnymi.

Ja: Nie brzmi mi to zbyt bezpiecznie.

Znajomy: Cóż, większość ludzi nie kończy na tym. Więc ogólnie działa to w porządku. A bycie bezdomnym nie jest takie złe jak wygląda. Ludzie sobie radzą.

Ja: Czy większość ludzi lubi swoje posady?

Znajomy: Nie, przynajmniej 80% ich nie lubi.

Ja: Więc czemu wciąż chodzą do pracy?

Znajomy: Potrzebują pieniędzy. I jaki mają wybór?

Ja: Mogliby zarabiać nie będąc na etacie.

Znajomy: Taa, może… ale kto tak robi?

Ja: Ja.

Znajomy: Tak, ale Ty jesteś dziwny.

Ja: Doceniam, że dzielisz się ze mną tym wszystkim, ale w świecie, który uważa całą tę sprawę z posadami za normalną, pozostanę przy swoim aktualnym podejściu, nawet, jeżeli uważasz je za dziwne. Cieszy mnie praca, którą wykonuję, dostaję pieniądze czy pracuję czy nie, mogę podróżować kiedykolwiek zechcę, nie mam szefa, nie mogę zostać wylany, nie czuję żebym przepłacał na podatkach, mogę dawać z siebie wszystko bez poczucia presji na bycie przeciętnym, a jeżeli pracuję z kimś i oboje się napalimy, możemy zrobić sobie nawzajem jak najlepiej… i nikt nikogo nie wykorzystuje. A najlepsze ze wszystkiego – mogę używać oficjalnego tytułu Mistrza.

Znajomy: Jasne, to brzmi dobrze, ale większość ludzi nie może tak działać.

Ja: Dlaczego nie?

Znajomy: Nie sądzę, by większość ludzi była dostatecznie sprytna.

Ja: Jest mnóstwo niespecjalnie inteligentnych ludzi, którzy uzyskują przychód pasywny. Byłbyś zaskoczony jak wiele mocy obliczeniowej umysłu zostaje uwolnione, kiedy nie musisz radzić sobie z szefem czy polityką firmy… i kiedy nie ograniczasz siebie wykonując przeciętną pracę zamiast najlepszej… i kiedy nie stresujesz się możliwością zostania wylanym czy koniecznością życia w celibacie.

Znajomy: Prawda, ale ci ludzie też są dziwni.

Ja: Może.

Znajomy: Ponadto, przychód pasywny jest o wiele za bardzo skomplikowany dla większości ludzi.

Ja: Jeżeli ludzie potrafią dać sobie radę z całą złożonością pracy na etacie, to myślę, że zarabianie pasywnie to dla nich bułka z masłem. Nie ma polowania na posadę, nie ma CV, nie ma aplikowania, nie ma szefa, nie ma polityki firmowej, nie trzeba oszczędzać czasu na wakacje, nie ma ryzyka zostania wylanym, nie ma dojazdów, a podatki są niższe. Tak, krzywa uczenia się na początku wygląda inaczej, ale jeżeli ludzie są w stanie poradzić sobie z pracą dla kogoś innego, to myślę, że z łatwością mogą dać sobie radę i ze stworzeniem źródeł przychodu pasywnego. A kiedy zrobią to raz czy drugi, to potem jest już zupełnie prosto.

Znajomy: Cóż, ja wciąż jestem sceptyczny, sugeruję więc, byś jeszcze to przemyślał. Znów – robota na etacie jest bardzo popularna. Myślę, że powinieneś spróbować.

Ja: Sądzisz, że by mi się to spodobało?

Znajomy: Nie, ale przyzwyczaisz się. Uwierz mi. Wszystko będzie w porządku. I znów – to bardzo popularne.

Ja: Może z powodu tej darmowej kawy.*

Źródło: Jobs vs. Passive Income

Zaangażuj Się W Osiągnięcie Swojego Docelowego Przychodu Pasywnego

Teraz, kiedy już określiłeś konkretny docelowy przychód pasywny (była o tym mowa we wpisie Określ Docelowy Przychód Pasywny), przyszedł czas na wzmocnienie Twojego związku z tym celem.

Idea jest taka, żeby zacząć wierzyć w swój cel tak, że staje się on bardziej realny, konkretny, nie jest tylko jakąś ulotną fantazją.

Miej Swój Cel Przed Nosem

Spróbuj tego na początek. Weź kartkę i zapisz na niej swój cel w pozytywny, osobisty sposób, w czasie teraźniejszym, a następnie umieść tę kartkę gdzieś, gdzie będziesz ją widział każdego dnia, na przykład na ścianie w salonie czy na lustrze w łazience. Możesz nawet rozwiesić kilka takich kartek w różnych miejscach, jeśli chcesz.

W oparciu o cel z poprzedniego wpisu przygotowałem następujące oświadczenie celu/intencji:

Do 30 września 2012 r. z sukcesem tworzę nowe źródło przychodu pasywnego, które przynosi co najmniej dwa tysiące dolarów miesięcznie, trwa przez co najmniej dziesięć lat i robię to w taki sposób, że do wielu innych ludzi na całym świecie dostarczana jest poważna wartość.

Żeby mój cel uczynić bardziej realnym i konkretnym, skopiowałem powyższy tekst i wkleiłem go do pustego dokumentu, powiększyłem czcionkę tak, by wypełnił stronę (w tym przypadku do 46 punktów) i wydrukowałem to w poziomym układzie strony. Następnie przypiąłem to na korkowej tablicy w gabinecie. Teraz kiedykolwiek siadam do biurka, nie mogę nie zobaczyć tej kartki, jako że znajduje się w moim polu widzenia. Nawet, jeżeli przyjmuję tego do wiadomości świadomie, to mój podświadomy umysł jest wielokrotnie wystawiany na działanie tego celu. Zostawię tam tę kartkę (albo zastosuję inny sposób przypominania o celu), póki tego celu nie osiągnę.

Możesz dowolnie ubarwić swój cel stosując taki język, jaki uważasz za atrakcyjny. Uważam za bardziej motywujące ustanowienie celu, który dostarcza dobra innym, dodałem więc takie wyrażenie pod koniec opisu celu.

Krok ten jest ważny ze względu na to, że naturalną tendencją po ustanowieniu celu jest bardzo szybkie odpuszczenie sobie. Wiele osób traci swoje nowe cele z pola widzenia w przeciągu tygodnia od określenia ich. Dają się porwać różnym rozpraszającym czynnikom, a myślenie o celu się nie zakorzenia. Aby powstrzymać stopniowe rozmywanie się celu musisz stale poświęcać mu nieco uwagi, tak jakbyś podlewał roślinę.

Pisałem o tym wcześniej, więc żeby dowiedzieć się więcej na temat utrwalania celów przeczytaj „Miej Swoje Cele Przed Sobą”. [od tłumacza: nad tym popracuję później]

Stwórz Konsekwencje Porażki

Inną rzeczą, jaką możesz zrobić by utrwalić swój cel, jest stworzenie konsekwencji odpuszczenia sobie. Jako że piszę o tym przez cały czas, ciężko mi będzie stracić z pola widzenia mój cel. Jeśli sobie daruję albo schrzanię sprawę, pojawią się pewne negatywne konsekwencje. Rzeka upokorzeń i dalej w ten deseń.

Jeżeli nie ma negatywnych konsekwencji rezygnacji, zrezygnować będzie łatwo. To źle. Chcemy wytworzyć większy opór przed rezygnacją tak, że kiedy już zaczniesz, to trudno Ci będzie zawrócić.

Jak to zrobisz, to Twój osobisty wybór, ale jeżeli nie jesteś skłonny zrobić czegoś takiego, to właściwie na ile jesteś zaangażowany? Jeżeli jesteś zaangażowany w osiągnięcie swojego celu, to nie będzie wielką sprawą zaplanowanie paru ukłuć na wypadek porażki.

Dość często okazuje się, że unikanie przykrych konsekwencji jest dla ludzi bardziej motywujące niż korzyści, jakie mogą uzyskać. Zamiast wygrywać, niektórzy skupiają się bardziej kiedy chcą naprawdę uniknąć przegranej. Gdyby pozytywna motywacja do uzyskania przychodu pasywnego była dla Ciebie wystarczająca, to czy nie osiągnąłbyś już tego celu? Mógłbyś to zrobić rok temu, na przykład korzystając z SBI które polecam od lat.

Jeżeli interesujesz się takim celem od jakiegoś czasu, ale ciągle go odsuwasz, a teraz mówisz sobie, że w końcu to zrobisz i tym razem będzie inaczej, to dlaczego ktokolwiek miałby Ci uwierzyć? Czy Ty sam sobie wierzysz? A może próbujesz tylko grać pewność siebie by siebie samego przekonać?

Jeżeli jedyną konsekwencją porażki będzie to, że dalej będziesz doświadczać jeszcze więcej swojej starej, dotychczasowej rzeczywistości, to nie są to poważne konsekwencje, nie? Ostatecznie, jeżeli w tej chwili tolerujesz tego rodzaju rzeczywistość, to nie ma powodu by wierzyć, że nie jesteś w stanie żyć w niej przez kolejną dekadę. Ale jeżeli zawrócenie z obranej drogi w jakiś sposób wygląda gorzej niż podążanie naprzód, to masz spore szanse by tym razem zrobić poważny postęp.

Jedna z sugestii jest taka, by odszukać kogoś, kto najbardziej w Ciebie wątpi i założyć się z tą osobą, że uda Ci się osiągnąć swój cel w założonym czasie. Jeżeli będzie ona chciała się z tobą założyć, możesz w ten sposób zaszczepić ducha konkurencji i znacznie podkręcić swoją motywację. A jeśli nie zechce się założyć, może dać Ci to większą pewność, jako że być może oznaczać to będzie, że tamta osoba wierzy w Twój sukces. Możesz postawić pieniądze, możesz też bardziej kreatywnie podejść do stworzenia konsekwencji.

Jeżeli kręci Cię polityka, innym pomysłem jest obietnica wpłacenia pieniędzy na kandydata czy partię polityczną której nie znosisz, jeżeli w założonym terminie nie osiągniesz celu.

Twoja zdolność do zrobienia czegoś takiego to trochę test tego, jak pewien jesteś osiągnięcia swojego celu. Jeśli masz trudności z poczynieniem takiego zobowiązania, to co to mówi o poziomie Twojej pewności siebie? Jeśli naprawdę zamierzasz osiągnąć ten cel, to negatywne konsekwencje nie wystąpią.

Kiedy to robisz, uważaj żeby przez pomyłkę nie stworzyć zbyt dużej przeciwwagi dla swojego celu. Chcesz wykorzystać ducha konkurencji jeśli uważasz to za pomocne, ale nie chcesz zajść tak daleko, że zachęcisz innych do sabotowania Twojego sukcesu. Jeżeli więc paru ludziom obiecasz coś ciekawego w wypadku Twojej porażki, możesz zmotywować ich by kibicowali Twojemu niepowodzeniu i by odmawiali pomocy jakiej w przeciwnym razie mogliby Ci udzielić.

Włącz W To Innych

Kolejnym sposobem na zwiększenie zaangażowania w swój cel jest włączenie innych osób w jego osiągnięcie. Zamiast uruchamiać ducha konkurencji, możesz stworzyć ducha współpracy, pracy zespołowej. Jest to podejście jakie wybieram dla mojego celu stworzenia nowego źródła przychodu pasywnego.

Wierzę, że wszyscy możemy razem osiągnąć nasze cele, pomagając sobie i wspierając się nawzajem w drodze, chcę więc stworzyć ducha współpracy. Nie powiedziałbym, że mieć wokół siebie ludzi życzących porażki to pomocna sprawa. Wolałbym raczej widzieć jak wszyscy życzymy innym sukcesu, życząc go również sobie.

Tworząc i dzieląc się publicznie serią wpisów na blogu, mówiących o tworzeniu przychodu pasywnego, angażuję innych ludzi w osiągnięcie mojego celu. Pozytywnym efektem ubocznym jest utworzenie źródła wiedzy które pomoże innym w osiąganiu podobnych celów. Ludzie generalnie doceniają coś takiego, a ja już teraz widzę masę pozytywnych reakcji na tę serię. Doceniam poparcie, które jest dla mnie bardzo motywujące.

Gdybym potraktował to jako prywatne dążenie, mogłoby mi być trudniej zrealizować taki cel, gdyż byłbym jedyną osobą, którą to interesuje. Ale robiąc to w taki sposób, który przyciąga więcej społecznego poparcia, jest łatwiej. Tak, publiczne dzielenie się wiedzą o kolejnych krokach oznacza więcej pracy, ale przekształca też indywidualny projekt w przedsięwzięcie społeczne, nad którym praca daje więcej frajdy. Czuję też większą odpowiedzialność za systematyczną pracę nad tą serią, tydzień po tygodniu.

W zeszłym tygodniu zrobiłem sobie miniwakacje, podczas których wybrałem się m.in. do Disneylandu – i w tym czasie nie pisałem. Ale widziałem, że ludzie na Twitterze pisali, że czekają na kolejne wpisy z tej serii. Ogłaszając publicznie tę serię zaprosiłem innych do podtrzymywania mojej odpowiedzialności i upewnienia się, że będę nad tym pracował. Zawsze mogę sobie zrobić miniwakacje, jeżeli mam ochotę, ale inni ludzie będą mnie zaczepiać żebym trochę poszedł do przodu z tematem, jako że zmotywowani są do otrzymywania tu wartościowej wiedzy. Wierzę, że dzięki temu trudniej jest mi odpaść. Utrudnienie porażki oznacza zwiększenie prawdopodobieństwa sukcesu.

Jeżeli spojrzysz na moją sytuację i na to, jak ją skonstruowałem, prawdopodobnie zgodzisz się, że powinienem mieć kawał dobrej motywacji do ukończenia tej serii i osiągnięcia swojego celu. Czas będzie oczywiście ostatecznym sędzią, ale tymczasem – czy ustawiłeś sprawy swojego celu uwzględniając podobną ilość motywacji i presji? Jeżeli nie, to teraz jest czas na wprowadzenie poprawek. Kiedy zbyt łatwo jest sobie odpuścić, to prawdopodobnie to zrobisz. Ja rzeczywiście wygrywałem pieniądze zakładając się z ludźmi kiedy widziałem, że nie nakładali na siebie dość presji, by osiągnąć sukces.

Twórz Pozytywny Stres

Wiemy, że nadmiar stresu to zła sprawa. Ale wiemy też, że niedobór stresu jest równie zły. Istnieje taki punkt pomiędzy skrajnościami, w którym czujesz się zmotywowany do podjęcia działania. Ten pozytywny stres ma swoją nazwę: eustres.

Jak inaczej możesz wzmocnić swoje zaangażowanie w osiągnięcie celu? W jaki sposób możesz mieć go zawsze przed oczami? Jak możesz sprawić, że będzie bardziej rzeczywisty i konkretny? Jak możesz dodać więcej negatywnych konsekwencji porażki? Na jakiekolwiek pomysły wpadniesz, działaj od razu. Zupełnie w porządku jest być tu nieco impulsywnym. Działając tak coraz więcej, dowiesz się, co najlepiej działa dla Ciebie.

Często potrzeba czasu żeby zagłębić się swoim nowym celu, zachęcam Cię więc byś poważnie potraktował ten krok. Nie jest to trudny krok. Stworzenie i umieszczenie przypomnienia o celu w moim gabinecie zajęło parę minut. Wiele możesz uzyskać dzięki krótkiej aktualizacji statusu na ulubionym portalu społecznościowym, obiecując na przykład przyjęcie negatywnych konsekwencji jeżeli nie zdołasz osiągnąć swojego celu w założonym terminie.

Z pewnością możesz poświęcić parę minut na wzmocnienie swojego zaangażowania.

Jeżeli zdecydujesz się pominąć ten krok, to szczerze spodziewam się, że nie uda Ci się osiągnąć swojego celu. Jeżeli porażkę uczynisz łatwą i bezpieczną, to prawdopodobnie się przed nią nie uchronisz.

W tym punkcie możesz się zastanawiać – kiedy weźmiemy się za działanie. Gdzie jest część o tym, co i jak robić? Cóż, już jesteśmy w tej części. Jest to w dużym stopniu część wiedzy „co i jak”. Musimy tak wszystko przygotować, żebyś miał bardzo duże prawdopodobieństwo podjęcia działania. W jaki sposób inne kroki mają przynieść Ci korzyść, jeżeli tylko o nich czytasz, a w rzeczywistości nie robisz? Ile razy czytałeś jak coś zrobić, mówiłeś sobie „Powinienem to zrobić.”, a potem sobie odpuszczałeś? Musimy unikać rezultatów tego typu.

Moją intencją dla tej serii nie jest nauczenie Cię kroków potrzebnych by wygenerować przychód pasywny. To byłaby strata czasu dla wszystkich, zresztą zostało to już zrobione. Moja intencja jest taka, żebyś rzeczywiście stworzył sobie źródła przychodu pasywnego. To jest ostateczny rezultat jaki chcę, żebyś osiągnął. Piszę to dla ludzi, którzy są w końcu gotowi by zacząć uzyskiwać w tym roku pewien przychód pasywny. Nie piszę tego dla tych, którzy są tylko ciekawi tematu. Jeżeli powoduje Tobą czysta ciekawość, to w porządku, ale proszę nie wchodź nam w drogę kiedy działamy. 🙂

Wchodzisz W To Czy Nie?

To moment, w którym musisz zdecydować: Czy zamierzam podążać z tą serią jako aktywny uczestnik, czy nie? Czy zamierzam aktywnie działać i stworzyć nowe źródła przychodu pasywnego, czy będę siedział na uboczu i patrzył, jak inni to robią?

Jeżeli nie jesteś pewien, to nie jesteś człowiekiem czynu… przynajmniej jeszcze nie teraz. Albo nabierz pewności i poświęć się działaniu, albo ten statek odpłynie bez Ciebie. Możesz mówić sobie, że zawsze możesz wrócić do tej serii później, ale czy tak będzie? Istnieje pewna wielka energia w działaniu na żywo razem z wieloma innymi ludźmi. Tej energii nie będzie za pół roku. Myślę więc, że uczciwie jest powiedzieć: teraz albo nigdy.

Możesz zastanawiać się, co to zobowiązanie za sobą pociągnie. Czy nie powinieneś najpierw poznać kolejnych kroków działania, zanim się zobowiążesz? Nie-e. Nie tak się to robi. Najpierw się zobowiązujesz, a potem pojawiają się kroki. Czego więcej Ci potrzeba? Osobiście prowadzę Cię przez to wszystko zupełnie za darmo. Robiłem to już wiele razy, poza tym również niezliczona ilość innych osób to zrobiła. Jest to w oczywisty sposób wykonalne i osiągalne dążenie. I jeżeli jesteś rzeczywiście zaangażowany, to nawet, gdybym ja sobie odpuścił, Ty po prostu działałbyś dalej beze mnie i dowiedziałbyś się tego, czego Ci potrzeba, gdzieś indziej (zupełnie tak, jak zrobiłem to ja).

Czy naprawdę musisz zobowiązywać się w ciemno? Właściwie jednak nie zobowiązujesz się zupełnie w ciemno. To Ty ostatecznie jesteś osobą, która popchnie ten cel do przodu, nie ja. To Ty jesteś tu źródłem światła. Ja jestem tylko pomocnikiem, którego wezwałeś do swojej rzeczywistości bym pomógł Ci teraz to stworzyć.

Zresztą, co złego może się zdarzyć? Nawet, jeżeli zobowiążesz się i nie dasz rady, mimo to nauczysz się po drodze zadziwiających rzeczy. Zobaczysz, z czego jesteś zbudowany. W najgorszym razie dotknie Cię nieco negatywnych konsekwencji, jak odrobina wstydu. Wielkie rzeczy. Przeżyjesz.

No więc – wchodzisz w to czy nie? Jeżeli nie jesteś pewien, że tak, możesz być pewien, że nie.

Kiedy minie rok od dziś, niepodjęcia jakiej decyzji będziesz żałował?

Źródło: Commit to Your Passive Income Goal

Określ Docelowy Przychód Pasywny

Przechodząc do konkretów na temat tworzenia przychodu pasywnego zacznijmy od ustalenia celu, jaki chcemy tu osiągnąć.

Dlaczego czytasz tę serię? Czy tylko dla rozrywki? Masz nadzieję nauczyć się czegoś, co mógłbyś zastosować później? Czy może rzeczywiście chcesz stworzyć w tym roku przynajmniej jeden nowy strumień przychodu pasywnego?

Pozwól, że zasugeruję prosty ogólny cel na początek: Zanim skończysz czytać ten wpis ustanów sobie jasny cel – co chcesz wynieść z tej serii.

Nie zamykaj przeglądarki ani nie przechodź do czegoś innego dopóki nie ustanowisz jasnego i konkretnego celu związanego z przychodem pasywnym.

Żadnych słabych wymówek. Żadnego niezdecydowania. Żadnej ściemy typu „pomyślę o tym później”. I proszę – żadnych kiepskich, pustych odpowiedzi jak „chcę więcej pieniędzy”.

Jakąkolwiek podasz wymówkę, dlaczego nie możesz właśnie teraz ustanowić jasnego celu, obaj wiemy że jest głupia, więc nawet się za to nie zabieraj. Brak ustanowionego celu oznacza stratę czasu.

Jeżeli Twoim aktualnym życzeniem jest stworzyć nowy strumień przychodu pasywnego, to upewnijmy się, że cel uwzględnia trzy aspekty:

  1. ile pieniędzy miesięcznie chcesz zarabiać ze swojego nowego źródła przychodu pasywnego (konkretna liczba)
  2. jak długo spodziewasz się że strumień będzie płynąć (ilość lat)
  3. ostateczny termin uzyskania pierwszego miesięcznego przychodu z tego źródła

To o czym tu mówimy to nie jest Twój ostateczny cel. To cel dla Twojego pierwszego (albo kolejnego, jeżeli robiłeś to wcześniej) źródła przychodu pasywnego.

Jeżeli myślisz o czymś innym, co niekoniecznie pasuje do powyższych parametrów, to proszę bardzo, ustanów taki cel, jaki uznajesz za najlepszy dla siebie. A pod koniec roku, kiedy inni ludzie będą się cieszyć nowymi źródłami przychodu pasywnego, zobaczysz jak się miewa Twój cel.

Idea jest taka, żeby obrać cel motywujący, ale też wiarygodny.

Jeżeli mówisz sobie, że nie możesz uzyskać jakiegokolwiek przychodu pasywnego, bo to dla Ciebie zbyt wiele, to musisz popracować nad swoją wyobraźnią. Możesz odłożyć stówę na koncie oszczędnościowym i uzyskiwać kapkę przychodu pasywnego przez dekady. Więc nie leń się tutaj. Nie daruj sobie. Ustanów cel.

Ustanawianie celów to umiejętność, która wymaga praktyki. Jeżeli z początku zabierzesz się do tego nerwowo i ustanowisz za duży albo nieprzekonujący cel, to go nie osiągniesz. Jeżeli obierzesz nierealistyczny termin, to zawalisz termin. Skąd masz wiedzieć, co jest realistyczne? Dostrajasz się wraz z praktyką, zupełnie tak jak nauczyłeś się chodzić i mówić.

Nie oczekuję, że Twój cel będzie idealny. Nie o to chodzi. Ten cel stanowi tylko pierwszy krok ku ruszeniu się do przodu i potraktowaniu tego poważnie. A ostatecznym celem jest stanie się dobrym w ustanawianiu celów. Oznacza to, że na początku musisz podjąć ryzyko popełnienia błędu.

Jak mówi góralskie przysłowie – jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz. Zacznij więc od ustanowienia celu.

Moje Pierwsze Źródła Przychodu Pasywnego

Moim pierwszym prawdziwym spotkaniem z długoterminowym przychodem pasywnym, innym niż odsetki na koncie oszczędnościowym, było napisanie i samodzielne wydanie gdy na Windowsa. Zdaje się, że wypuściłem ją w 1995 r. Była to prosta, przewijana gierka typu „powystrzelaj ich wszystkich”. Zaprogramowałem grę i wykonałem grafikę sam (wielkim artystą jednak nie byłem), a moja ówczesna dziewczyna przygotowała muzykę i pomogła z efektami dźwiękowymi.

Gra nie sprzedawała się specjalnie dobrze. Wrzuciłem ją na moją stronę, ale nie było tam prawie żadnego ruchu. Załadowałem ją też na parę stron z programami do pobrania za darmo. Miałem darmowe demo z kilkoma poziomami, a więcej poziomów można było dostać po zakupie pełnej wersji. Początkowo większość sprzedaży generowana była tak, że ludzie znajdowali demo na stronie z oprogramowaniem, a z dema odnośnik prowadził na moją stronę zakupu pełnej wersji.

Założyłem skrytkę pocztową i zacząłem przyjmować pocztowe zamówienia na grę. Później założyłem konto w firmie obsługującej płatności, dzięki czemu mogłem przyjmować wpłaty kartą. Następnie zacząłem przyjmować zamówienia online. W końcu tak wszystko poustawiałem, że zamówienia mogły być obsługiwane i realizowane automatycznie.

Średnio na tej grze zarobiłem 75 dolarów miesięcznie. Nie zrobiłem wiele jeśli chodzi o marketing, poza opublikowaniem gry na mojej stronie i wrzuceniem na tamte strony z oprogramowaniem, co było jednorazowym wysiłkiem. Kiedy już gra zaczęła się sprzedawać, zabrałem się za inne przedsięwzięcia.

Była to gra na Windowsa 3.1, o sztywno określonej rozdzielczości – 640×480 pikseli. Była całkowicie dwuwymiarowa, więc nie było tam żadnych bajerów 3D.

Rok po wydaniu gry dalej zarabiałem na niej około 75 dolarów miesięcznie.

Pięć lat po wydaniu wciąż przynosiła mniej więcej tyle samo.

Dziesięć lat po wydaniu wciąż przynosiła mniej więcej tyle samo.

W przeciągu tych lat zmieniałem cenę, testując $9,95, $14,95 i $19,95. Zarabiałem z grubsza tyle samo pieniędzy, niezależnie od ceny. Mogłem sprzedać 10 kopii po 10 dolarów, albo 5 kopii po 20 dolarów.

Początkowo gra była dostępna na dyskietkach 3,5”, następnie na CD-ROM’ie. Ponad 90% klientów kupowało wersję do natychmiastowego pobrania.

Udzieliłem też na tę grę paru licencji LCR (niskokosztowa sprzedaż detaliczna). Wydawcy ci trafili do mnie znajdując grę na jakiejś stronie z programami. Komponowali kolekcję tanich gier i sprzedawali je na płytach CD w cenie poniżej 10 dolarów. Nie zarobiłem wiele na tych układach, ale poszerzyły one moją dystrybucję, a każda kopia zawierała link do mojej strony.

Czasami gra przykuwała większą uwagę, a wtedy miało miejsce nagłe zwiększenie sprzedaży, która mogła się w ciągu miesiąca nawet podwoić. W sumie gra przez cały swój czas istnienia zarobiła więc około 10-15 tysięcy dolarów.

Przygotowanie i wydanie tej gry zajęło mi około sześciu miesięcy. Musiałem się wiele nauczyć, więc szło to powoli. Wraz ze zdobytą wiedzą i doświadczeniem zrobiłem się znacznie szybszy. Napisanie podobnej gry w roku 1998 zajęło mi około dwóch tygodni, włączając w to projekt, programowanie, grafikę i efekty dźwiękowe.

W końcu wydałem jeszcze trzy gry podobnej jakości. I znów – każda z nich dodawała po 75 dolarów przychodu pasywnego miesięcznie, więc mając je cztery zarabiałem do 300 dolarów na miesiąc.

Ostatecznie poszedłem po rozum do głowy i poświęciłem pół roku na przygotowanie znacznie lepszej gry i włożenie większego wysiłku w wypromowanie jej. W pierwszym miesiącu zarobiła 500 dolarów, a parę miesięcy później dochodziła do dwóch tysięcy. Dalej ją rozwijałem przygotowując dwa dodatki oraz wersję deluxe sprzedawaną po $24,95. Ta gra radziła sobie bardzo dobrze i przyćmiła poprzedniczki. Udzieliłem też więcej licencji, w tym jedną, która gwarantowała minimum 5000 dolarów miesięcznie – tylko z tego jednego źródła.

Stworzyłem tę grę mając zerowy budżet. Wykonałem projekt i zaprogramowałem wszystko, artysta pracował za procent od zysków, czyli stworzyłem mu strumień przychodu pasywnego.

Następnie zająłem się licencjonowaniem i publikowaniem gier innych autorów, co wygenerowało przychód pasywny dla nich i dla mnie. W końcu skomponowałem zestaw około dwóch tuzinów gier, co oznacza dwa tuziny strumieni w większości pasywnego przychodu. Niektóre z tych strumieni były zupełnie konkretne. Inne ledwie się sączyły.

W 2006 r. ostatecznie zdjąłem te gry z rynku kiedy zwijałem swój biznes z grami. Na tym etapie zarabiałem już tyle na stronie StevePavlina.com, że nie chciałem rozpraszać się i utrzymywać w ruchu biznesu z grami. Ale przychód pasywny z tamtych gier pomógł mi rozkręcić biznes związany z rozwojem osobistym. Przychód z gier pokrywał wszystkie moje wydatki, kiedy uruchamiałem stronę StevePavlina.com.

W Dłuższej Perspektywie

Czy 10 000 dolarów rozrzucone na przestrzeni 10 lat to dobra wyplata za 6 miesięcy pracy? Nie, z łatwością mogłem zarobić więcej na etacie. Już wtedy zarabiałem więcej jako programista, zanim jeszcze napisałem swoją pierwszą grę.

Sensem tworzenia pierwszego przychodu pasywnego nie jest uzyskanie natychmiastowego dużego zysku. Sensem tego jest nauczenie się tworzenia strumieni przychodu pasywnego, byś mógł być w tym coraz lepszy. Wtedy, wraz ze wzrostem umiejętności, możesz budować sobie większe źródła dochodu. Nie oczekuj, że za pierwszym razem stworzysz arcydzieło.

Dziś jestem w stanie tworzyć nowe źródła przychodu pasywnego przy znacznie mniejszym wysiłku niż ten, jaki musiałem w to włożyć w latach ’90. Powodem dla którego mogę to robić jest to, że poświęciłem swój czas na naukę i z czasem stale ulepszałem swoje umiejętności.

Nie martw się wielkością swoich źródeł dochodu na samym początku. Jeżeli w tym roku uda Ci się wygenerować 50 dolarów miesięcznie w przychodzie pasywnym, to moim zdaniem świetnie. A dziś jest to znacznie łatwiejsze w porównaniu z sytuacją z roku 1995, kiedy ja zaczynałem, także masz o wiele łatwiej niż ja. Twój telefon komórkowy jest prawdopodobnie sto razy mocniejszy niż komputer, na którym wtedy pracowałem.

Poza tym Ty masz mnie prowadzącego Cię krok po kroku. Mnie w tamtym czasie nikt nie prowadził. Czasem ludzie obecni w moim życiu sugerowali, że powinienem znaleźć sobie etat. Teraz jednak już tego nie mówią. 😉

Ustanawiaj cele, ale bądź cierpliwy w oczekiwaniu na postępy. Jest to umiejętność, która przez całe życie będzie Ci przynosiła korzyści. Nawet, jeżeli pracujesz nad tym od dziesięciu lat, to wciąż jeszcze wiele można będzie się nauczyć.

Mój Cel Dla Przychodu Pasywnego

Jak wspomniałem wcześniej, w ramach niniejszej serii o przychodzie pasywnym przejdę proces tworzenia nowego źródła przychodu pasywnego. A w efekcie tego procesu stworzę takie źródło dla siebie. Jeszcze nie zdecydowałem co to będzie, ale na pewno coś przyjdzie mi do głowy. Wpadanie na pomysły jest łatwe.

Ale na ten moment trzeba najpierw obrać cel. Jako, że chcę by było to proste i nie chcę nadmiernie komplikować spraw, wezmę cel który jak dla mnie jest względnie konserwatywny:

Do 30 września 2012 stworzę nowe źródło przychodu pasywnego generujące średnio przynajmniej 2000 dolarów miesięcznie i trwające co najmniej dziesięć lat.

Oznacza to więc, że nowe źródło przychodu zarobi przynajmniej 240 000 dolarów w przeciągu najbliższej dekady.

Taki cel wydaje się być dla mnie osiągalny. Stworzyłem już wiele strumieni tej wielkości i większych, więc nie muszę się specjalnie naginać żeby uwierzyć, że mogę zrobić to jeszcze raz. W tym przypadku wyzwanie polegać będzie na wyjaśnieniu po drodze wszystkich kroków, a tego nigdy wcześniej nie robiłem. Chcę, by cel był w miarę prosto określony, żebym mógł skupić się na aspekcie uczenia.

Posiadanie jasnego, konkretnie określonego celu pomaga mi przestawić się na myślenie o sposobie jego osiągnięcia. Teraz mogę zacząć rozmyślać o tych sposobach.

Pomaga mi to też odrzucić rzeczy, których nie mogę robić żeby stworzyć strumień przychodu. Nie mogę po prostu zrobić większej liczby publicznych warsztatów czy płatnych przemówień, bo to jest przychód aktywny. Chcę zrobić coś raz i mieć z tego comiesięczny przychód przez co najmniej dziesięć lat.

Co się stanie, jeżeli nie dotrzymam ostatecznego terminu? Nic. Ustalę inny termin. Ostateczny termin to mechanizm wspomagający skupienie. Gdybym chciał, mógłbym stworzyć nowe źródło przychodu pasywnego w ciągu paru tygodni. I prawdopodobnie w międzyczasie stworzę inne źródła o których nie piszę na blogu. Ale w przypadku tego źródła chcę zrobić wszystko powoli i szczegółowo wyjaśnić cały proces, żebyś mógł zrobić to razem ze mną. Ale chcę też stale poruszać się w kierunku jakiegoś rodzaju wyjścia na rynek. Nie chcę utkwić w stanie wiecznego pomysłu.

Twój Docelowy Przychód Pasywny

Kluczem do ustanawiania celów jest wyrobienie nawyku określania i osiągania celu. Nie chodzi o agresywne obieranie celów, których nie osiągniesz nigdy. Zawsze możesz wziąć na cel coś większego, jak już osiągniesz swój pierwotny cel.

Zdarzało się że brałem jakiś duży cel z dwumiesięcznym terminem realizacji i załatwiałem sprawę w ciągu tygodnia czy dwóch. Świętowałem więc. A potem brałem nowy cel z nowym terminem.

Tak długo, jak cel działa na Ciebie motywująco i pomaga Ci zabrać się do działania, to powiedziałbym że to dobry cel dla Ciebie.

Sugerowałbym ustalenie celu mniej więcej takiego:

Do 31 grudnia 2012 r. stworzę nowe źródło przychodu pasywnego generujące średnio przynajmniej 100 dolarów miesięcznie i trwające co najmniej pięć lat.

Uważam, że to jest dla większości ludzi jak najbardziej do osiągnięcia. Nie musisz mieć swojej strony internetowej, żeby tyle zarabiać.

I niektórzy ludzie po prostu zmiotą taki cel; będzie to dla nich o wiele za proste. Dla innych będzie to poważne wyzwanie. Dostosuj sobie dowolnie ten cel, tak jak będzie dla Ciebie najlepiej.

Jeżeli udałoby Ci się osiągnąć powyższy cel, to włożyłbyś sobie do kieszeni przynajmniej sześć tysięcy, ale to nie ta kwota się liczy. Prawdziwym celem jest nauczenie się, jak stworzyć źródło comiesięcznego studolarowego przychodu pasywnego. Kiedy już nauczysz się jak to robić, z pewnością będziesz mógł zrobić to samo jeszcze raz. Zrób to dziesięć razy, i pasywnie zarobisz sześćdziesiąt tysięcy.

Kiedy już nauczysz się, jak zarobić miesięcznie sto dolarów w przychodzie pasywnym – rzeczywiście robiąc to, a nie czytając o tym – to nie będzie Ci tak trudno tworzyć większe źródła. Więc zamiast tworzyć dziesięć źródeł, które w sumie wygenerują 60 000 dolarów, możesz nauczyć się jak osiągnąć to dzięki jednemu czy dwóm źródłom. Rozwijając swoje umiejętności na tym obszarze odkryjesz jak zarabiać większe kwoty przy mniejszej ilości źródeł dochodu i mniejszym wysiłku. Kiedy jedno źródło wyschnie, będziesz też wiedział, jak zastąpić je nowym.

Stosunkowo łatwo tworzę źródła przychodu dające około 50 000 dolarów rocznie. Kiedy parę lat temu miałem na tej stronie reklamy, jedno z tych źródeł zarabiało ponad sto tysięcy rocznie. Kiedy już zorientujesz się co i jak, myślę, że uznasz za wciągające wyzwanie tworzenie nowych źródeł dochodu i wypróbowywanie różnego podejścia.

Jeżeli chcesz więcej długoterminowego finansowego bezpieczeństwa, to nie znajdziesz go w tych pieniądzach czy nawet źródłach przychodu pasywnego. Znajdziesz je w rozwijaniu własnej wiedzy i umiejętności. Możesz zabrać wszystkie moje źródła dochodu, moją stronę, mój majątek itd., a ja będę w stanie stworzyć od nowa podobny poziom finansowego dobrobytu w stosunkowo krótkim czasie, bo wiem już jak to się robi.

Właśnie tego chcę też dla Ciebie. Chcę, byś nauczył się, jak to robić tak, że zawsze będziesz miał tę możliwość pod ręką. Ta wiedza zdejmie z Ciebie sporo finansowej presji. Nie będziesz musiał szarpać się by znaleźć robotę dzięki której opłacisz rachunki. Możesz po prostu stworzyć więcej źródeł przychodu pasywnego, jeżeli chcesz więcej pieniędzy.

Zrób To Teraz

NIE SKOŃCZYŁEŚ z czytaniem tego wpisu jeżeli nie określiłeś i nie zapisałeś swojego celu. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś, to zrób to teraz.

Kiedy już załatwisz sprawę, to zachęcam Cię byś przedstawił swój cel publicznie – JEŻELI możesz zrobić to w miejscu, gdzie czujesz, że ludzie będą Cię wspierać i zachęcać.

Ja dzielę się swoim celem publicznie, ponieważ spodziewam się, że wielu ludzie będzie chciało ujrzeć mój sukces, bo skorzystają z wartości edukacyjnej. Patrzenie, jak próbuję i nie udaje mi się raczej nie będzie wielce interesującym tematem serii. Widziałem już masę pojawiających się pozytywnych reakcji, wiem więc że istnieje spore zainteresowanie serią.

Jeżeli możesz się spodziewać głównie wsparcia, to podziel się swoim celem na blogu, Facebooku itd. Dołóż trochę odpowiedzialności i poświęcenia tak jak ja. Może Ci to pomóc w zmotywowaniu się do osiągnięcia sukcesu, zainspirujesz też innych do rozwijania tej umiejętności.

Jeżeli, z drugiej strony, przewidujesz reakcje raczej negatywne w przypadku opublikowania swojego celu, to masz przed sobą inną sprawę do załatwienia. Oznacza to, że Twoje życie wypełnione jest zbyt dużą ilością niepasujących tu ludzi. Masz zbyt duży balast społeczny. Ludzie ci będą Ci tylko wchodzić w drogę, także jeżeli nie sądzisz, że możesz ich przekonać, to daj sobie z nimi spokój. Zablokuj ich, wyrzuć z listy znajomych itd.

Jeżeli inni ludzie mają problem z tym, że przyjmujesz sobie taki cel, to jak się zachowają, kiedy go rzeczywiście osiągniesz? Prawdopodobnie będzie tylko gorzej, a wtedy będziesz musiał radzić sobie takimi problemami jak małostkowość, zazdrość, sarkazm, bieda itd. Lepiej już teraz się odciąć i wypełnić swoje życie wsparciem pozytywnie nastawionych ludzi. Pozwól by tamci uczyli się na twoim przykładzie… z daleka.

Przygotuj się na sukces. Oczekuj sukcesu. Wiedz, że kiedy już określisz ten cel, to go osiągniesz. A jeżeli masz go osiągnąć, to musisz zacząć wyrzucać ze swego życia wszystko, cokolwiek w innym przypadku wchodziłoby Ci w drogę realizacji Twojego celu. Kto nie może sobie z tym poradzić, wylatuje. Stworzy się w ten sposób przestrzeń na znacznie lepsze relacje z ludźmi, którzy będą Cię na tej ścieżce wspierać. Balast trzeba wyrzucić, żeby było miejsce na poparcie.

Źródło: Set Your Passive Income Goal

Older posts